Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #147 (14.06.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 14 czerwca 2010
Numer 23/2010 (147)



W dzisiejszym Pulsie. podobnie jak w poprzednim. mamy dużo nowości. Między innymi kolejna grupa młodych bohaterów - Avengers Academy - czy też zapoczątkowanie Deadpool: Wade Wilson's War. Znajdzie się także coś dla fanów mutantów, mamy kolejne numery Second Coming. Jak wypadły na tle pozostałych? Przekonajcie się sami.



Astonishing X-Men: Xenogenesis #2
Delirium: Historia rozwija się bardzo ładnie i nawet dostajemy parę odpowiedzi. Ciekawe, czy Ellis zamierza nawiązać do Warpies ze starego Excalibura, czy spróbuje odkryć ten pomysł na nowo i całkowicie go przerobić? Dostajemy też niezłą bitkę i Afroterminatora na dokładkę, a numer kradnie atakująca z tła Hisako. Z rysunkami mam dokładnie ten sam problem, co poprzednio. Są panele genialne, ale są też całkowicie obrzydliwe. Zdecydowanie nie wiem, co artysta myślał, gdy tworzył. Tak czy inaczej, porządne 7/10.
Sc0agar4k: Nietypowo dla siebie zacznę od rysunków. I trzeba powiedzieć, że znów są to mieszane uczucia. Niektóre panele są wręcz rewelacyjnie wykonane, inne są koszmarne. Emma w dalszym ciągu mi się nie podoba. Jest po prostu szpetna. Reszta to już zależnie od widzimisię rysownika. Z fabułą jest znacznie lepiej, choć i tam pojawiają się zgrzyty. Ocena 7/10.
Krzycer: X-Men brzydcy jak cholera, ale historia dobra. Oprócz króciutkiej scenki akcji (wystarczającej wymówki, by artysta mógł narysować dwie splash-page) na początku i mocnego wejścia miejscowego watażki numer wypełniają rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy. Wszystkie na najwyższym poziomie. Do tego urocze scenki w rodzaju Emmy z dzieckiem. Emma, niestety, podlega dalszej degradacji. Telepatyczne odprawienie żołnierzy było jeszcze fajne (choć to i tak nic w porównaniu z "you will vomit uncontrollably for 48 hours whenever you hear the words 'parsley', 'retractable' or 'longitude'" :D), ale żadnego sensu nie ma to, że całuje ludzi, kiedy telepatycznie ładuje im miejscowy język... Nie rozumiem tego. A Beast na zbliżeniach wygląda jak buldog. Za to fabularnie jest spory skok naprzód - nawiązanie do Ghost Boxes i przywołanie warpies (no i legenda o jakimś diable, co mieszka koło wioski). Ciekawym, co z tego będzie.Tylko... jeśli miejscowemu watażce zależy na tym, by zabić te dzieci, czemu czekał na przybycie X-Men, by to zrobić? W końcu kilkakrotnie zostało podkreślone, że dzieci rodziły się od miesięcy...

cAvengers Academy #1
Delirium: Spodziewałem się wielkiej kaszany, a tymczasem jest całkiem nieźle. Początki Inicjatywy był co prawda znacznie lepsze, ale i tu pomysł "fix them before they get broken" jest całkiem dobrym haczykiem. I wygląda, że wcale nie będzie to takie proste. Póki co, najlepsze wrażenie wśród nowych postaci robią panie. Veil daje się lubić, Finesse wręcz przeciwnie, a Hazmat robi za enigmę. Męska część grupy mnie nie przekonuje. Plus mamy kadrę pedagogiczną, czyli zbieraninę sierot po Slotcie, które nie do końca odnajdują się w nowych realiach i zaczynają swoją działalność od wielkiej głupoty w postaci niepotrzebnych tajemnic. Rysunki na poziomie średnim - projekty kostiumów do wymiany. Ogólnie, dam słabe 7/10 na zachętę, bo jednak pomysł chwyta.
Dżentelmen: Ten czerwony metalowy gość nie miał się inaczej nazywać? Większość drużyny ma raczej rzadko spotykane zdolności. Może właśnie oprócz Mettle'a, bo osób z supersiłą i wytrzymałością jest naprawdę dużo (nowa wersja New Avengers ma trójkę, jeśli nie liczyć Iron Fista z tymi jego trikami i Spidera, który aż tak mocny nie jest). Marvel ciekawie zapowiadał ten numer, ale trzeba przyznać, że niezbyt się zdziwiłem, gdy ujawniono prawdziwy cel Avengers Academy. Pewnie, niedługo pójdą na jakąś misję i wszyscy będą niezbyt pewni siebie, nie chcąc zabić kogokolwiek. Dużym plusem jest Striker, gdyż nie pamiętam w Marvelu nikogo z elektrycznością, a to naprawdę ogromna potęga (Jak Jenny w Authority). Po pierwszym numerze nie ma zbyt wiele do powiedzenia, ale na razie zapowiada się średnio. Hazmat nie jest przypadkiem połączeniem postaci o tym samym wyglądzie i gościa o tym samym imieniu z gry Marvela na PSP? Bo był tam Hazmat i łudząco do naszej bombki atomowej podobna postać. Chyba się Solara nazywała czy coś.
Volf:
Nie będę ukrywać, że z góry byłem zrażony do tego tytułu od momentu gdy jasnym stało się, że nie pojawi się tu nikt z pierwszego składu Initiative. Pozytywnie zaskoczony nie zostałem, ale też nie ma co mówić o jakiejś spektakularnej porażce. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, na razie zapowiada się średniak na poziomie większości nowszych numerów Initiative.
colossus28:
Chyba jak większość miałem obawy przed tą szkółką dla młodych Avengerów, ale zostałem pozytywnie zaskoczony. Nie jest to może szał, że klękajcie narody, ale całkiem przyzwoity numer o bohaterach jutra. Fajna ekipa nam się krystalizuje, najlepiej na razie wypada Finesse, a i nauczyciele są dobrze dobrani. Rewelacje dotyczące młodych herosów dobrze rokują na przyszłość. Na zachętę dam 7/10.
Krzycer:
Nie było tak źle jak się spodziewałem. Nie było również dobrze. Gage utrzymuje ten poziom, co podczas Inicjatywy, przy czym Inicjatywa miała dodatkowe zalety w postaci wszystkiego, co zostało po Sloccie - postacie, wątki... Odjąć to wszystko i zostajemy z Avegers Academy właśnie. Najgorsze jest to, że poza Finesse nie ma w grupce młodych nikogo zasługującego na uwagę... Poza tym wszyscy wpisują się w schematy podziału ról w grupie tak, jakby zostali stworzeni na podstawie jakiegoś podręcznika dla scenarzysty. Poza tym Veil jest bezpośrednią kopią Cloud 9... i ma naprawdę szkaradny kostium. Tak jak i Striker.

Captain America #606
Delirium: Historia zaczyna się bardzo interesująco, ale żeby naprawdę się wciągnąć, trzeba przymknąć oko na kilka bilokacji i naciąganą chronologię. Zemo jest tu prawdziwą enigmą. Mogę zrozumieć jego zagubienie w nowej sytuacji, ale na razie nie mam pojęcia, co chodzi mu po głowie, więc poczekamy i zobaczymy. Za to obecność Fixera u jego boku zaskakuje i trochę dziwi. No i dobrze, że Brubaker zdecydował się pokazać jakieś konsekwencje ostatnich wydarzeń, bo nieźle to wyszło. Grafika trochę nierówna, ale ogólnie może być. Dam 7/10.


Deadpool Corps #3
Delirium: Sądząc po nawet bardziej niż zwykle crappowatej oprawie graficznej, Liefeldowi już się znudziło. Cóż, nawet mogę faceta zrozumieć, bo mi też się już nudzi. Ciągłe wałkowanie Championa staje się powoli męczące, a główny wątek jest ciągle odwlekany. Tym razem pewnym urozmaiceniem były akcje z kundlem burym, ale to też coś raczej na krótką metę. A kosmożółtki mnie drażniły. Dam… 5/10.
Sc0agar4k: Przezabawni jak zawsze. Deadpool Corps śmieszą na całego, ale i tak numer kradnie Dogpool i jego podróż przez galaktykę. Świetny numer, pełen akcji i humoru a'la Deadpool. Jedna z lepszych serii z jego udziałem. Ocena 8/10.
Krzycer: No, coś się zaczęło dziać. I dobrze, bo kolejny numer oparty na robieniu sobie jaj z Championa to byłoby za dużo. Zamiast tego running gagiem jest autostopowicz Dogpool i tajemnica tego, jak komunikował, gdzie chce się dostać (ładnie spuentowana, kiedy 616-Deadpool chce poznać plan). W każdym razie - podoba mi się. To najfajniejsza z komediowych serii, miniserii i gościnnych występów Deadpoola obecnie.

bDeadpool: Wade Wilson's War #1
Delirium: Bardziej niż oczywisty wystrzał w kierunku filmu "Charlie Wilson's War", o którym pewnie słyszeli nieliczni z Was i mało kto wyłapie nawiązania. Sam ledwie o nim słyszałem, więc może dlatego nie do końca czuję, co autor próbuje tu zrobić. Trzeba przyznać, że Swierczynski radzi sobie z Deadpoolem przyzwoicie i niektóre sceny dobrze mu wychodzą, ale większy obrazek nadal pozostaje kiepski. Dobór postaci jest co najmniej niefrasobliwy, a sens tych wspominek jakoś mi umyka i ogólnie nie czuję historii. Rysunków też, bo miejscami są paskudne. Niech będzie jeszcze jedno 5/10.
Bsh^:
Powierzenie tej serii Swierczynskiemu wydaje się dobrym pomysłem. Scenarzysta przekonał mnie do siebie za czasu Messiah War, gdzie wraz z Kylem i Yostem idealnie prowadzili tę postać. I, szczerze przyznam, to jedna z fajniejszych historii ostatnich czasów. Oczywiście do pięt nie dorasta Deadpoolowi Niciezy cz Kelly'ego. Denerwujące jest to, że starają się wypromować Wade'a na siłę. Zamiast tych wszystkich serii można by stworzyć jedną - pisaną przez dobrego scenarzystę i rysowaną przez dobrego rysownika. Scenariusz pisany jest na luzie, żadnej sztywnej gadki. Robienie sobie, za przeproszeniem, jaj z senatorów po prostu cieszy oko. Rysunki... Rysunki szczerze przyznam, jakoś nie powalają, ale nie obrzydzają komiksu. Akcja nieco za wolno się rozwija. Silver Sable miała za duże piersi, a Bullseye na samolocie to przesada. Domino strasznie brzydko rysowana. Coloring gdzieniegdzie doprowadza do szału. Jednakże nie jest źle, zawsze jest to jakaś alternatywa od twórczości Waya i jestem w stanie postawić w miarę pozytywną ocenę (jak na obecne czasy), jaką jest 5/10.
Krzycer:
Jak na Swierczynskiego jest zaskakująco dobrze. Chyba będziemy tu mieć do czynienia z gwałtem na continuity, przynajmniej jeśli chodzi o historie członków zespołu, ale poza tym zapowiada się dobrze.
Z drugiej strony są w komiksie sugestie, że to, co Deadpool mówi komisji , jest bardzo dalekie od prawdy. Czekam na następny numer, bo chętnie się przekonam.

LeGoL:
To też mi się podoba. Co prawda wizja takiego składu najemników jakoś do mnie nie przemawia, ale to Deadpool w wydaniu, jakie lubię. Rysunki jakieś piękne nie są, lecz pasują do tej historii. 7/10 i czekam na więcej.

Dream Logic
#1
Delirium: Mmmkay… To jest dziwne. Nie wiedziałem, co to i pewnie nie ja jeden się nad tym zastanawiam, więc słowo wyjaśnienia. To coś jakby graficzny pamiętnik Davida Macka z elementami autobiografii. Szkice, projekty, różne wersje tych samych obrazków, okraszone przemyśleniami i tipsami autora. Ciekawostka dla ludzi, którzy lubią zajrzeć za kulisy. Bez oceny.

Heralds #2
Delirium: Prawdę mówiąc, nie przeszkadzałoby mi, gdyby pani Kasia posadziła bohaterki przy stole i kazała im gadać o byle czym przez cały numer, bo to wychodzi jej świetnie i czyta się przyjemnie. Ale mamy tu historię do opowiedzenia, więc trzeba ją popchnąć naprzód i… to również wychodzi dobrze. Tak jak w przygodach Pixie i spółki, tutaj również kawałki układanki powoli wpadają na miejsce i małymi kroczkami zmierzamy do pełnej jasności. Fabularnie jest więc bardzo dobrze. Graficznie natomiast - porażka na całej linii. Poza kilkoma przyzwoitymi kadrami króluje brzydota i karykatura. Mimo wszystko dam 7/10, bo warto przeczytać, a na rysunki można przymknąć oko.
Krzycer: Drugi numer, a już mniej więcej wiadomo, o co chodzi - to chyba rekord, jeśli o panią Immonenową chodzi. Jest zabawnie i interesująco. Są też i wady. Na kreskę narzekano przy poprzednim numerze - tu jest jeszcze gorzej, a skacowana Emma wygląda miejscami jak portowa prostytutka po wizycie zaprzyjaźnionej rosyjskiej floty.
Poza tym te wszystkie bohaterki jakoś mi nie pasują jako "instant gal-pals". Nadal nie jestem pewien, co robią w jednym komiksie i czemu trzymają się razem. Przy okazji Pixie Strikes Back dziwne zachowania bohaterek tłumaczyły halucynacje i inne takie, a tutaj... Ale jest śmiesznie.

lunatik8: O ile coś na temat fabuły wiadomo, to ciężko było się na niej skupić, gdyż graficznie nadal jest strasznie. I to nawet nie chodzi tu o "indywidualny styl" strasznie, tylko "brzydziej narysować nie umiałem" strasznie. Podejrzewam, że przeciętnie uzdolniony szympans rysowałby podobnie.
LeGoL: Coś się dzieje, coś się kręci, nadal zbytnio nie wiem, o co chodzi, ale jest fajnie. Rysunki nadal nieco odstraszają. Zachowawcze 6/10 i do następnego tygodnia.

Heroic Age: Prince Of Power #2
Delirium: Historia się rozkręca i nabiera tempa. To dobrze, bo jest przyzwoita, ale wciąż nie ma w niej Herca i to jej największy minus. Cho z Thorem próbują nadrobić te braki i chwilami są blisko, ale generalnie to wciąż nie to samo. Herc to Herc, a Thor… to nie Herc. Simple as that. Druga płaszczyzna też brnie naprzód i ma szanse zmienić się w coś ciekawego, jak do gry włączy się Delphyne. Plus za nawiązania do starszych historii, ale podejrzewam, że dopiero teraz ludzie dowiedzieli się, kto to właściwie jest ten Vali. Rysunki trochę chwiejne, ale ogólnie na plus. Dam mocne 6/10.
Dżentelmen: Wow, przez moment myślałem, że to jakiś crossover ze Star Warsami, ale jednak tak nie było. Ci Bogowie są trochę żałośni, skoro wszyscy tak boją się jednego wypierdka. Thor i Cho świetnie wychodzą jako para. Zwłaszcza po przybyciu do tego egipskiego podziemia mają urocze miny i to "I hate you". Priceless.
Krzycer: O, już lepiej. W porównaniu z poprzednim numerem - duża poprawa. Wreszcie czułem ten klimat, co przy lekturze Incredible Herculesa - i to za najlepszych czasów (Love & War, Thorcules). Akcja Cho z Mjolnirem i rozłożenie rąk w końcówce - rewelacja :D. Poza tym bardzo fajnie wyszła ostatnia strona. A tak poza tym poza tym to już trzeci miecz świetlny w komiksach Marvela w tym tygodniu (Kidpool ma dwa).
LeGoL:
Hehe, podoba mi się to. Cho powoli w całości przejmuje schedę po swoim starym towarzyszu, nawet zachowaniem, a dokładniej sceną rozłożenia rąk w odpowiedzi na pytanie Thora. Do legendarnego 'okejosa' wiele nie brakowało. Czekam na następny numer i rozwój sytuacji. 7/10

eInvincible Iron Man #27
Delirium: No dobra, ja rozumiem, że odbudowywanie imperium finansowego to proces długotrwały i żmudny… ale też cholernie nudny i nikt przy zdrowych zmysłach nie próbowałby robić o tym komiksu. A tak już trzeci numer mamy prawie całkowicie przegadany i znów pojawia się jakaś skamielina z przeszłości, żeby pomóc Antosiowi się podźwignąć. Boooooooring! Potem są co prawda trzy strony akcji, ale i tak nie wiemy, o co chodzi, bo pan scenarzysta w swym nieskończonym geniuszu przepuścił dialog przez angielsko-japońskiego translatora online. Też tak umiem: あなたの非常にとても利発氏一部分. Aha, jest jeszcze nowy cud Salvadora L. - pancerz robiący miny. I z tego będzie najwyżej 4/10.
medyk:
Ten numer posiada chyba wszystkie wady, które wkurzają mnie w komiksach Fractiona. Praktycznie nic się nie dzieje. Fraction zapewne myśli, że pokazuje, jak Stark odnajduje się w nowej rzeczywistości, w której nic nie pamięta od czasu SI (lub też ściemnia, że nie pamięta, who cares?), że buduje jakieś relacje między postaciami. Wszystko to jest jednak strasznie jałowe, czyta się to bez żadnych emocji. Nie jest to co prawda poziom takiego np. Loeba z Ultimatum, nie ma się wrażenia wciskania czytelnikowi kompletnej durnoty czy przedstawiania abstrakcyjnych sytuacji, ale nie zmienia to faktu, że jest po prostu nudno. Wkurza też to, że Fraction nie "czuje" postaci , m.in. Pepper zachowuje się jak rozkapryszona nastolatka prosząc o nową zbroję. I w tej rozmowie widoczna jest kolejna rzecz, która strasznie mnie drażni: postacie podczas dialogów jąkają się (nie wiem jak to inaczej określić, mówią coś do połowy zdania, nagle powtarzają te same wyrazy lub mówią coś innego), co jest nagminne w komiksach Fractiona. Rysunki tragedia, nie wiem o co chodzi, ale Larroca całkiem nieźle rysował X-Treme X-Men, jeśli dobrze pamiętam. Tutaj: dno.
wulkan999: No to po kolei: czekałem na ten numer, bo szczególnie pierwszy komiks po tym, jak Stark wrócił do życia, mi się spodobał: wreszcie Tony nie będzie uciekał ani leżał w szpitalu, tylko będzie latał w zbroi. Zawiodłem się jednak, bo póki co zero jakiejkolwiek akcji ani bliższych informacji o pancerzu. Najbardziej rozśmieszyła mnie argumentacja Pepper, która prosi Starka o pancerz, komedia po prostu. Czekam dalej i mam nadzieję, że jednak wyniknie z tego coś fajnego, cieszy, że wracają dawni przeciwnicy i pojawiają się nowi [Spymaster, Detroit Steele], nie cieszy, że znowu przeciwnikami są dzieci villaina z przeszłości. Fractionowi brak pomysłów? Co do rysunków to widziałem gorsze już. Ogólnie numer 6/10.
LeGoL: Nie wiem, po co to przeczytałem, skoro nawet okładka, na której żelazny wygląda, jakby hełm mu się przestraszył i zrobiła taaakie oczy, mnie odstraszała. Wszystko w tym numerze jest złe. Beznadziejna rozmowa Pepper ze Starkiem. Durnowata, ckliwa historyjka Rhodey'a, która kompletnie nie pasuje do kogoś o ksywce "Maszyna Wojenna". O rysunkach wewnątrz nie będę nic mówił, bo mi po prostu brak słów... Tu nie chodzi o brzydki styl, tylko po prostu o brzydkie rysowanie. Jak już mówiłem wcześniej: brak pomysłu na nowych przeciwników owocuje potomstwem starych, co jest denne. Mam nadzieję, że to chwilowa zniżka formy z "lekko półśredniej" na idiotyczną, bo inaczej porzucę tę serię. Kolejny raz. 2/10

Iron Man Noir #3
Delirium: Lepszy z Iron Manów w tym tygodniu. I tak prawdę mówiąc, to chyba jeden z lepszych Iron Manów w ogóle. Numer bardzo mocno trzyma w napięciu i zaskakuje nas porządnie niejeden raz. Nie będę zdradzał szczegółów, więc powiem tylko, że doczekaliśmy się wreszcie zbroi. Nie jest ona może tak bardzo w stylu epoki, jak miałem nadzieję, ale dobra jest. Czekam na wielki finał, który, mam nadzieję, jeszcze czymś zaskoczy. Plus też za rysunki i mamy z tego mocne 7/10.

Millar & McNivens Nemesis #2
Delirium: Crime may be awesome, but this is just crap. Pewnie mówiłem to już milion razy, ale nigdy nie rozumiałem, co ludzie widzieli w scenariuszach Millara. Coś mu się tam kiedyś udało, dobra - niech ma. Ale przez większość czasu był - i nadal jest - takim Michaelem Bayem komiksu. Rozpierducha, quasihyperawesomeness, shock value i nic więcej. NIC! Tym razem zdołał ugryźć się w dupę, bo tak się zapędził w przebatmanizowaniu swojego pupilka, że aż wsadził mu motor do cholernego [$$product placement$$] Audi. I to było… no, głupie - tak powiem, żeby już nie tracić nerwów. Po Dupokopie mam już kolejnego zwycięzcę w kategorii najgorszej miniserii roku (a jeszcze tydzień temu myślałem, że Hulki zgarną wszystko). Czego by McNiven nie zrobił, jest bez znaczenia w obliczu tego debilizmu - oceną i tak będzie 1/10.
Krzycer:
a.k.a. "crime is ridiculous and so am I". Co prawda nie ma sceny, która przebijałaby idiotyczną akcję z Air Force One z poprzedniego numeru, ale to, co działo się na moście, było blisko. O ataku na Pentagon nie wspominając... Co poza tym? Najwyraźniej Millar uznał, że dotąd zbyt subtelnie podpowiadał czytelnikom, że Nemesis to zły Batman, ponieważ tutaj poświęcił z pół numeru, żeby wyłożyć nam to łopatą. Miłą niespodzianką jest to, że jego sekretna tożsamość wcale sekretem nie jest. W zasadzie podobał mi się odwrócony origin. A, no i mamy czwarty miecz świetlny w tym tygodniu. Co prawda malutki, ale za to działa pod wodą! (i tak, wiem, że w EU były i miecze świetlne o króciutkich ostrzach, i takie działające pod wodą)

Rawhide Kid vol. 4
#1
Krzycer: ...czyli jak Marvel próbuje sobie zjednać publiczność homoseksualną. Albo zrazić. Nie wiem, jaki cel przyświecał redaktorom i scenarzyście. A podobno poprzednia mini Rawhide'a była jeszcze gorsza, jeśli o sposób prezentowania głównego bohatera chodzi.
W każdym razie - scena z braćmi Earp w więzieniu była całkiem zabawna. Podobnie jak rozmowa Tego Złego z Niskim Pomagierem, przywołująca inne legendy Dzikiego Zachodu.


S.H.I.E.L.D. #2
Delirium: Troszkę zbyt szybko przyszło to zwolnienie akcji, bo po dużej dawce informacji z numeru pierwszego chciałoby się więcej rewelacji, a tu dostajemy chwilę na pogaduchy i zaczerpnięcie oddechu. Nie żeby zupełnie nic się nie działo, bo jest interesująca potyczka, nowa-stara postać i parę hintów odnośnie postaci Leonida, ale zwyczajnie chciałoby się więcej. Z drugiej strony, to charakterystyczne dla Hickmana, więc powinniśmy się przyzwyczaić, że postęp jest powolny, ale skuteczny. Czekam więc cierpliwie na więcej i cieszę się tym, co już jest. Rysunki również dobre, chociaż tym razem artyście nie dano się popisać epickimi rozkładówkami. Mocne 7/10.
Sc0agar4k: Po burzliwym pierwszym numerze, który przyniósł wiele zaskoczeń, teraz mamy lekkie zwolnienie akcji. Leonardo da Vinci wkracza do akcji. Odsłania kolejne tajemnice organizacji, jak i samego miasta. Rysunki nadal na bardzo wysokim poziomie, świetnie oddają klimat. Ocena 8/10.
Krzycer: Nie no, cholera, to zupełnie nie to, czego się po tej mini spodziewałem. To, że to własny projekt Hickmana przerobiony nieco tak, by dopasować go do świata Marvela, przynajmniej częściowo to wyjaśnia. Albo i nie.
W każdym razie potrzebuję pewnie jeszcze jednego numeru, żeby się ostatecznie przyzwyczaić, że ta seria nie spełnia moich oczekiwań, bo jest o czymś zupełnie innym, zanim będę ją mógł obiektywnie ocenić...


Ultimate Comics Avengers 2 #3
Volf: Nie będę się znęcać nad kostiumem Punishera, bo skoro nawet DnA ubierają swoich bohaterów w dziwne ciuchy, to i u Millara to przeboleję. A sam numer to typowy Millar - seria hardkorowych akcji i jeszcze bardziej hardkorowa plejada zachowań postaci (w tym numerze to Black Widow jest na czele), którą czyta się szybciej, niż pobiera. Mi akurat ten styl pasuje, więc i numer się podobał.
Sc0agar4k: No, to było naprawdę niezłe. Black Widow pokazuje, że nie warto z nią pogrywać. Ghost Raider daje się we znaki. Miodzio. Świetne dialogi. Rysunki najwyższej klasy. Naprawdę warto sięgnąć po ten numer. Ocena 8/10.
Krzycer: ...Bo dotąd nie było wystarczająco uber-awesome. Ale, przyznaję, tutaj idiotycznie niewydarzone akcje dały pozytywny efekt - Ghost Rider prezentuje się niesamowicie. (W przeciwieństwie do skaczącego po awionetkę Hulka z poprzedniego numeru).

Ultimate Comics Spider-Man #11
Krzycer: Dobry początek, dobry środek, a potem wielka niewiadoma. Mam nadzieję, że przed zakończeniem historii dowiemy się, co właściwie Chameleon robił w Bugle... Rysunki jak mi się nie podobały, tak mi się nie podobają. Nic a nic.

dUncanny X-Men #525
Delirium: Mówiłem, że Fraction to spieprzy? Mówiłem. Co prawda nie jest aż tak źle, jak się spodziewałem, ale nie zmienia to faktu, że jest. Brakuje jakichkolwiek emocji, suspensu, czegokolwiek, co podtrzymałoby atmosferę nadaną przez poprzednie numery. Właściwie wszyscy zachowują się, jakby w niedzielne popołudnie walczyli z przemokniętym węglem na grillu, a nie z czymś, co może zniszczyć ich i cały gatunek, o mieście nie wspominając. Pomijam już fakt, że niektórzy zachowują się jak idioci. Nieudana jest próba zamachu na Days Of Future Past, bo scena z wielkim plakatem wychodzi zwyczajnie głupio. Seriously… Kto i po co wywieszałby zdjęcia wymordowanych przed laty wrogów na przypadkowej ścianie w centrum miasta? Dodson moim zdaniem też nie daje razy i rozwala resztki klimatu. Tym razem dam 5/10 i to z wielką łaską.
Bsh^:
Zbliżamy się do końca Second Coming. Czytając komiks od razu przypominają się stare czasy - Days of Future Past. Czyżby moce Hope się w końcu manifestują? Miejmy nadzieję, że tak. Archangel zaczyna nie wytrzymywać psychicznie. Cable pokazuje swoje żołnierskie umiejętności i zachowuje zimną krew. Wszystko to sprawia, że komiks utrzymuje w napięciu. Rysunki, jak zawsze, na wysokim poziomie. Fraction jakoś nie potrafi odzwierciedlać emocji bohaterów. Weźmy za przykład zachowanie Scotta, gdy ten zobaczył czerwone oczy Hope, czy jego rozmowę z Xavierem na temat Legiona. Zastanawia mnie, jak to się stało, że wszyscy superbohaterowie, nawet Thor, zostali podporządkowani lub zabici przez Sentinele. Jako variant spodziewałem się reprodukcji starej okładki z Days of Future Past, ale cóż... Jest dobrze, nawet bardzo. 8/10
Sc0agar4k: Takie to jakieś nijakie. Niby jest jakaś walka, jakaś akcja, ale w ogóle nie rusza za serca, nie porywa. Avengers i FF próbują dobrać się do bariery, kolejne Sentinele atakują, ale wszystko to bez wyrazu. A w przyszłości też nie jest lepiej. Słabo panie Fraction, bardzo słabo. Ocena 5/10.
Demogorgon: Nie. Nie. Nie. I tak dla pewności: NIE! Na rany ciotki Petronelli pod Uberhundem (długa historia, nie pytajcie), to jest jedna wielka porażka. Po poprzednim numerze SC, który aż kipiał od emocji, tu dostajemy ładunek emocjonalny zgniecionej puszki po coli, albo gorzej. Dramatyczna walka mutantów, reakcja Hope na fakt, że Cyclops wysłał jej ojca na pewną śmierć, próby otwarcia kopuły, Scott postanawiający wypuścić Legiona, ściana ze zdjęciami... to wszystko zwyczajnie jest. Nie ma w tym niczego, co by przykuło czytelnika, sprawiło, że zaczęłoby nas to obchodzić, postacie tylko robią to co mają robić, ale zachowują się jak roboty, nie jak ludzie. Jeden, który zachowuje się jak człowiek, to Warren, tylko, że on się akurat zachowuje niezgodnie z własnym charakterem. Nacisk jest położony na złe momenty, akcja jest chaotyczna, to bezsensowny zapychacz w najgorszym możliwym miejscu historii. Nie zasługuje nawet na liczbę. Ocena: Ten komiks ssie.
colossus28: Sinusoida - to mi przychodzi do głowy, gdyby umieścić wrażenia na linii po lekturze Second Coming, raz na górze, raz na dole. Tym razem znowu znaleźliśmy się pod kreską i nie jestem całkiem pewien, czy całą winę zwalić na Fractiona. To chyba event ma gorsze chwile, no bo spójrzmy, jesteśmy w środku akcji, walka z Nimrodami trwa w najlepsze, X-Force na samobójczej misji w przyszłości, tutaj powinno aż kipieć od emocji, powinno błyskać od wystrzałów i wybuchów, powinny latać pocięte członki. Powinno, a niestety nie jest. Jest dosyć nudno i tylko mam nadzieję, że biorąc pod uwagę zasadę sinusoidy w następnej części będzie lepiej. 6/10
Krzycer: Jestem pozytywnie zaskoczony. Nikt chyba nie spodziewał się po Fractionie, że utrzyma poziom X-Force, ale przecież jest wcale nieźle. Wreszcie pojawia się Xavier (tylko gdzie on dotąd był? I co to za niezwykła kindersztuba, że pośrodku apokaliptycznego scenariusza ma czas na ściskanie rąk Cyclopsowi <nie wiem, czemu tak mnie razi ten kadr, jest w nim coś sztucznego - tylko tyle i aż tyle>), bitwa z Nimrodami nie jest szczególnie dramatyczna, ale niech będzie, że teraz roboty nie mają przewagi zaskoczenia i dlatego X-Men idzie łatwiej. No i Fantomex dostał dwa dobre kadry. Nawet nie wiem, czemu aż tak mi się spodobały. Najsłabiej - albo najbardziej fractionowo - wychodzą sceny poza kopułą. Są strasznie przegadane, Dr Nemesis po trzy razy powtarza każdą wypowiedź, a Bucky Cap zachowuje się jak stary Cap, co przeczy właściwie wszystkim innym jego przedstawieniom w podobnych sytuacjach. Ale poza tym - wcale nie jest tak słabo.
LeGoL: To jest... nie wiem. Durnie nie jest, bo to zrównałoby ten zeszyt z wyczynami w IM, a aż tak źle nie jest. Jest Słabo, przez duże 'S'. Jedyne co może cieszyć, to powolne manifestacje mocy Hope i ogarnięty Cable w przyszłości. Ani "ściana śmierci", ani walka z Nimrodami (której dramatyzm chyba miał podnieśc fakt, iż Namor wzywa pomocy? bleh), ani nawet sytuacja poza sferą, tym bardziej rozmowa Scotta z Profesorem nie mają 'tego' ładunku emocjonalnego, a zwłaszcza zbytniego sensu w ukazywaniu ich w ten sposób. Jedyne, co mnie cieszy, to że nasza "mesjaszka" połączy siły z Rouge. Dwie panie potrafiące kopiować moce? Sweet, ale przecież nie w tym numerze. 5/10 idź pan w p**dziec panie F.

X-Men Second Coming: Revelations - Hellbound #2
Delirium: Lepsza z odsłon iksowego crossa w tym tygodniu. Pewnie dlatego, że toczy się swoim torem i nie musi walczyć z różnicami poziomu twórców, ale mniejsza z tym. Historyjka po prostu jest dobra i dynamiczna. To, co się dzieje, ma sens i jest ciekawe. Najbardziej interesuje mnie tu Pixie, ale ciekawe są też wydarzenia wokół Gambita. Mam tylko nadzieję, że pozbierają się ze wszystkim w ostatnim numerze i nie będzie rozczarowań. Na razie 7/10.
Sc0agar4k: Najlepsze z tegotygodniowych przygód mutantów. Zdecydowanie i to o kilka długości. Remy odrodzony w swojej "nowej" formie daje przykład, że nie takie Limbo straszne. Pixie po raz kolejny ostatnimi czasy zostaje zaczarowana. Szykuje nam się wielce ciekawy ostatni numer. Ocena 8/10.
Demogorgon: Czemu do @#$% Yost pisze to, a nie ważny tie-in, jakim jest Uncanny? Bo to jest świetne. Dobra, akcja jest chaotyczna, ale o to chodzi - ma być chaotyczna, jest chaotyczna, bo tego autor chciał, a nie dlatego, że jest niekompetentny/ma wysiłek innych scenarzystów w dupie (niepotrzebne skreślić) - to wielka bitwa w Limbo, gdzie dużo się dzieje na wielu płaszczyznach i tak ma być. Fabuła zakręca w gorszą stronę na dwóch frontach naraz, z jednej strony z Pixie i N'astirhem, a z drugiej z Death, który jest chodzącą awesomewatością w każdej scenie, a już zwłaszcza gdy demony zaczynają przed nim klękać. Tak ma być. 8/10
Krzycer:
No proszę, Yostowi udało się ciekawie przedstawić Gamdeatha. I nawet narysowany wygląda jakoś lepiej niż wcześniej - nadal wygląda jak drow, ale fajnie. Przy okazji wychodzą na jaw różne demoniczne machinacje. A Anole niespodziewanie wyrasta na Wolverine'a tej historii.
Bsh^: Chris Yost - He's the best there is at what he does and what he does the best is... freakin' awesome! Naprawdę, Chris jest genialny - świetnie napisane dialogi, klimatyczne rysunki, wspaniała fabuła. Wszystko jest tak jak należy. Przedstawienie Gambita jako Death bardzo trafione. Jeden z najlepszych zeszytów tego eventu. Po prostu zapiera dech w piersiach. Chciałbym, aby Yost pisał UXM przy rysunkach Portacio, niestety to tylko marzenia... 9/10
LeGoL: Po raz kolejny ten spin-off jest lepszą częścią SC w tym tygodniu. Gambit/Death rządzi i "zaraża", a "paskudne cośtam" mają ciekawy plan. Finalnie zapewne Megan wybaczy Illianie i razem "odczarują" Remy'ego, ale i tak dobrze się to czyta. 7/10

Young Allies #1
Delirium: Bastards Of Evil? Ryli? No dobra, niech będzie… Ale muszę powiedzieć, że ostatnio mamy prawdziwe żniwa, jeśli chodzi o potomków klasycznych złoczyńców. Zupełnie, jakby nagle wszyscy skończyli liceum superłotrostwa i chcieli się pochwalić dyplomami. Pominę pytanie, kiedy ci źli w ogóle mieli czas na… no wiecie. W każdym razie bastardy zaatakowały i zbiera się ad-hocowa grupka młodocianych bohaterów. No i okay, niech się zbiera. Nawet nieźle to wychodzi, choć zbiegi okoliczności są mocno naciągane. Największym plusem jest chyba dynamic duo Arana & Nomad, tylko, że znowu coś nam tu spoilerują z przygód Pajęczaka, które jeszcze nie wyszły. Ogólnie, taka lekka opowiastka dla młodziaków, ale może dostać mocne 6/10.
Krzycer:
Lepszy z tegotygodniowych tytułów o młodych bohaterach. Co prawda nie podoba mi się aż taka przypadkowość pierwszego spotkania zespołu - nie wiem, czy to ma być jakiś homage dla Avengers, "there came a day unlike any other" etc, ale wolałbym, żeby u podstaw grupy leżał jakiś konkret. Jeśli o samych bohaterów chodzi, to lubię Arañę i Firestar, Nomad powoli zyskuje moją sympatię, Gravity mi wisi, a Toro na razie robi wrażenie... poprzestańmy na "marne". Za to Bastards of Evil podobają mi się szalenie.



a
Astonishing X-Men: Xenogenesis #2

Autor:
Kaare Andrews

Delirium: Gapiłem się na tę okładkę jakiś czas i nie mogłem się zdecydować, czy zaliczyć ją do hiciorów, czy do koszmarków. Jest po trochę jednym i drugim, bo ma dość fajny pomysł i efekt końcowy jest zabawny, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. W sumie zastanawiam się, czy ten mały puścił pawia na wielkie balony Emmy dlatego, że jest taka szpetna, czy ot tak sobie z dzieciom tylko znanych powodów? No cóż, w każdym razie, okładka zwraca na siebie uwagę.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.06.09


Redaktor prowadzący: Kisiel
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.