Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #146 (07.06.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 7 czerwca 2010
Numer 22/2010 (146)



Dzisiejszy numer Pulse'a w głównej mierze oparty jest na nowościach. Kolejne mini i ongoingi debiutowały w poprzednim tygodniu. Wśród nich są dwie historie o członkach Avengers, kolejna seria poświęcona kobietom oraz początek kolejnego kosmicznego eventu. Oczywiście to nie koniec. Dla każdego znajdzie się coś do wyboru.



cAvengers: Prime #1
Delirium: Bardzo przyjemne. Duża w tym zasługa powrotu Enchantress, która była najwyraźniej brakującym elementem układanki po powrocie Asgardu z niebytu. Oczywiście, to na razie tylko jedna strona, ale już się cieszę. Do tego Steve wywołujący mordobicie w barze dla gnomów i Antek spotykający… no właśnie, kogo? Widać, że Bendis dobrze się bawi wiodącą trójką Avengers, więc spodziewam się czegoś dobrego. Jedno ale - coś mi mówi, że historia skończy się dokładnie w tym samym momencie, w którym się zaczęła, bo inaczej będzie to mocno naciągane. Alan Davis też w dobrej formie, więc ogólnie 7/10.
Demogorgon: Nie podobało mi się. Było dobrze, póki Tony i Steve się użerali i powinno to zająć pozostałe strony. Samo porwanie i rozdzielenie bohaterów niewiele mnie ruszyło, Steve okładający gobliny to jednak za mało, by mnie zaciekawić. Oby w następnych numerach było więcej gadania, a mniej bijatyki. 5/10.
wulkan999: Niezły komiks. Tylko, że za krótki, chciałoby się więcej. Najlepszy moment to początkowa kłótnia Starka z Rogersem, później każdy Avenger ląduje w innym miejscu. Mamy powrót Enchantress. Zapowiada się ciekawa miniseria.
Krzycer: Warto dla oldskulowej kreski Davisa. Bendis jak na razie nie zachwycił - może miał za mało miejsca? Dyskusja tej trójki - a raczej Rogers i Thor besztający Starka - powinna zająć przynajmniej jeden zeszyt, żeby mogli sobie wyrzucić wszystko, co się nagromadziło od Disassembled.
Poza tym nie mogę się zorientować, czy Bendis uwzględnił tę całą amnezję Starka...
LeGoL:
Najlepszy motyw tego komiksu był w zapowiedziach, reszta mnie rozczarowała, bo oprócz powrotu Enchantress nic wielkiego się nie dzieje. W sumie to mam ją gdzieś, ja chcę wiecej potyczek na linii Stark-Rogers/Thor! Pierwsza połowa komiksu 8, reszta słabe 6 - średnia: 7/10.

Avengers - The Origin #3
Delirium: Dalej przeżuwam tego zimnego kotleta i dalej nie wiem, po co to robię. Znów jakieś cztery strony z oryginalnego pierwszego numeru serii zostają rozciągnięte w cały numer, a tym razem jedyne ciekawsze momenty to spotlight na Wasp i dość fajnie rozegrane spotkanie Iron Mana z Hulkiem w cyrku. Ale wciąż polecam głównie marvelowym neofitom. Ocena, tradycyjnie, 5/10.

Captain America & Black Panther - Flags Of Our Fathers #3
Delirium: Festiwal bullshitu rozkręca się na dobre. Tym razem do jego hasła przewodniego: "wszyscy biali są źli", dołączył dodatek: "a naziści to w dodatku kretyni". O ile z samym twierdzeniem się zgodzę, to sposób jego dowodzenia jest nawet bardziej kretyński. Mam na myśli niejaką Warrior Woman, która w stroju kurtyzany z drezdeńskiego kabaretu okrakiem ujeżdża bombę lotniczą, a potem różne inne cuda wyczynia. Zresztą, ci lepsi biali wcale nie są lepiej przedstawieni - Steve np. wskakuje do kokpitu lecącego samolotu. A Black Panther nadal ostatecznie zajebisty. Well, DUH! Ocena: 3/10.

Franken-Castle #17
Black Bolt: Przygody zombie Franka wciąż cieszą, stare wątki są kontynuowane i powstała nowa lista jego celów, na której sporo niszowych postaci, więc autorzy nie będą ich oszczędzać, co wiąże się zapewne z miłą rozwałką.
Nowy rysownik też dobry. Może nie jest to Opena albo Moore, ale pasuje stylem do klimatu serii.
Polecam każdemu, kto z góry nie przekreślał idei Franken-Castle. Przyjemne czytadło.

Krzycer: It will regenerate him over time - w sensie, że znowu będzie funkcjonował, czy że z upływem czasu wróci do ludzkiej postaci? No nic, zobaczymy. Poza tym jest dobrze. Fajnie wyszła pierwsza rozmowa Henry'ego z Castlem. Poza tym kreska miejscami jest bardzo fajna - np. przy nocnych ujęciach na motorach.

Hawkeye & Mockingbird #1
Delirium: Całkiem niczego sobie, chociaż muszę przyznać, że Reunion miał trochę lepszy feeling, a tutaj wyczuwam ślady klonowania serii Green Arrow & Black Canary z DC. Mimo wszystko, pomysł jest dość chwytliwy, a podłączenie postaci i wątków z dawnych lat daje radę zainteresować. Przynajmniej tych, którzy wiedzą, o co chodzi. Chociaż dodanie na końcu recapu pomaga się odnaleźć. Najbardziej ciekawy jest jednak wątek, który szepcze, że Bobbi wcale nie jest tym, za kogo się podaje. Rysunki Lopeza są raczej średnie, ale panie rysuje całkiem ładnie, więc nie będę się go czepiał. Trochę zachowawczo dam 6/10.
Sc0agar4k: Nie znam dokładnie historii Bobby Morse, ale ten numer wskazuje, że nie jest ona tym, za kogo do tej pory uważali ją inni. Jak na początek bardzo ciekawie. Poza tym ciąg dalszy losów ich tajnej organizacji i niezły pościg na początku. Dam 7/10, bo to pierwszy numer.

Heralds #1
Delirium: Zaczyna się trochę dziwnie, ale to dzieło mojej ulubionej pani Kasi, więc trzeba wziąć na to poprawkę i cierpliwie poczekać, aż sprawy się rozwiną i uporządkują. Sama fabuła jest dość chwytliwa, zwłaszcza dla kogoś, kto kiedyś żywo interesował się SETI. Jest też trochę krejzi osąnes w postaci dinozaurów i ataku klonów. Jedyną naprawdę dziwną rzeczą jest dobór postaci - jakby ktoś postanowił za wszelką cenę wcisnąć Marvel Divas i Lady Liberators w jeden komiks. Ale mimo uczucia dziwności, postacie współgrają i dają radę. No i mamy powrót Frankie Raye, który podpowiada, że tytuł ma jednak jakiś większy sens. Tylko te rysunki… nie tylko mogłyby, ale wręcz powinny być lepsze. Również zachowawcze 6/10, ale liczę na szybki rozpęd.
LeGoL: Nie kojarzę faktów i niezbyt wiem, co się dzieje, muszę kilka historii nadrobić chyba, ale... Emma, She-Hulk, agentka Brand i Hellcat. Poproszę ten zestaw na wynos, tylko z innym rysownikiem ASAP! Końską twarz Summersa nadal mam przed oczami...

dHercules: Twilight Of A God #1
Delirium: WTF?!? A nawet CJK?!? Jest tu gdzieś taka linijka: "his meds are wearing off" i chyba jedynym wytłumaczeniem istnienia tego komiksu tu i teraz jest fakt, że ktoś zapomniał zażyć swoje leki. Bo kto przy zdrowych zmysłach wypuszcza ot tak sobie, bez jakiegokolwiek wyjaśnienia i przypomnienia, dalszy ciąg niszowej miniserii sprzed 26 lat? W dodatku podejmując wątki tak, jakby tamta zakończyła się tydzień temu i wszyscy wiedzieli, o co chodzi. Proponuję więc redaktorom Marvela krótki reality check: nikt za cholerę się w tym nie odnajdzie! Nie dość, że cała historia wygląda obco, to w dodatku jest napisana chaotycznie i zupełnie nie wiadomo, o co chodzi. Nie spodziewam się nawet, by ktoś miał dość cierpliwości, by najpierw urządzać wykopaliska, a później próbować się w tym rozeznać, więc z góry spisuję tytuł na straty. Aha, mamy tu jeszcze Rona Lima, dalekiego od swojej lepszej formy, więc nie ma absolutnie żadnego powodu, by marnować na to czas. Z wielkim żalem, spowodowanym sromotnym rozczarowaniem, wystawiam 1/10.
LeGoL:
Po jaką cholerę zamknęli ongoing Herca? Żeby wolniej go przywrócić, Amadeusa pchnąć w kąt i wypuszczać takie mini? Nie rozumiem tego, kilka tekstów i motywów było typowo "herculesowych", ale nie widzę celu dla tej historii. Jestem na nie. Następne numery przeczytam tylko, jeśli dojdą mnie słuchy, że wydarzyło się tam coś ważnego dla głownego Uni, bo typowe dla naszego półboga zachowanie, za które ten numer dostaje ode mnie 4/10 (choć wyczuwam, że wepchnięte nieco na siłę), przypomina mi tylko o tych wszystkich świetnych seriach, które zostały zamknięte, a obecnie z ich bohaterami dostajemy beznadziejne mini. Jestem, stanowczo, na nie.

Philip K. Dick's Electric Ant #3
Delirium: Teraz już mogę stwierdzić z całą pewnością, że jest to najlepsza moim zdaniem adaptacja literatury fantastycznej w Marvelu. Nie tylko w treści, ale i w formie. Aż muszę znaleźć to opowiadanie Dicka, żeby przekonać się, jak te wszystkie wizje i spostrzeżenia Garsona zostały ujęte w słowach, bo ich wizualne przedstawienie jest świetne. Sama historia również, ale co tu się dziwić - w końcu klasyk. W kategorii adaptacji 8/10.
Hotaru: Rewelacja! Poprzednie numery pozytywnie mnie połechtały, zdołały zaintrygować i dostarczyły mi kilku chwil dobrej rozrywki. Ten numer, a w szczególności jego druga połowa, po prostu mnie zmiażdżył. To, co Pascal Alixe uczynił z rozpadającym się światem Garsona (określenie trochę umowne), to niesamowita psychodeliczna jazda, która miejscami przypomina mi genialne zabawy rzeczywistością w ostatnich dwóch odcinkach "Shin Seiki Evangelion". Oklaski! Chcę więcej!

Stand: Hardcases #1
Hotaru: W przypadku komiksowej adaptacji "Bastionu" początek kolejnej miniserii to tylko jakaś formalny milestone, bo fabularnie nie ma szczególnych rozgraniczeń. Nie zmienia się też zespół twórców, ale jeśli chodzi od Perkinsa i Martin to wychodzi komiksowi tylko na dobrze. Artyści świetnie się rozumieją i udaje im się stworzyć kilka naprawdę przemawiających do wyobraźni wizji. Do znudzenia mówię, że Aguirre-Sacasa nie jest dobrą osobą na stołku adaptatora, ale tyn numerem może byłby w stanie zmylić kilka osób. Odstaje on poziomem od większości jego poprzednich numerów. Nie łudzę się wprawdzie, że ten poziom zostanie utrzymany, ale i tak miło od czasu do czasu dostać coś zjadliwego.

Stephen King's "N" #4
Hotaru: Oj, coś siadła nam adaptacja "N". Głównie z winy - aż nie wierzę, ze muszę to powiedzieć - Aleksa Maleeva. Niestety, to co artysta zdecydował się zrobić ze stroną graficzną tego numeru przestało mi odpowiadać. Rozumiem, że Maleev wypracował sobie jakiś indywidualny styl, ale przesadził w stosowaniu tuszu. Efekt wygląda tak, jakby ktoś w programie graficznym poprzerabiał zdjęcia z bitmap na wektory. Wcześniej kierował tym jakiś zamysł, lecz tym razem nie jestem w stanie go dostrzec. Szkoda.


fThe Thanos Imperative #1
Delirium: Dobra rzecz i murowany komiks tygodnia. Dzieje się dużo i mocno, a scenarzyści udowadniają, że wszystkie elementy układanki zostały zawczasu odpowiednio rozstawione - co widać na przykład po Namoricie. Niby mała rzecz, a cieszy. I takich smaczków jest więcej. Są też jednak wydarzenia większe, jak niełatwy sojusz między Thanosem a GoG i zaczątki wielkich planów. O świetnych momentach też mógłbym długo pisać, ale najlepiej przeczytajcie sobie w oryginale. Tylko Sepulveda nie do końca mnie przekonuje, bo jego Thanos wygląda dziwacznie, a stroju Draxa w ogóle nie powinni ruszać. Tak czy inaczej, dam 8/10 za wrażenia.
Demogorgon: Nie mogę się przestać rozpływać w zachwycie nad tym komiksem. Urzekł mnie, taka jest prawda. Można to zwalić na moją miłość do Lovecraftowskich potworów i powiedzieć, że tylko się cieszę z widoku mackowatych bestii, które tym razem pokazują, jakie potrafią być groźne, ale podoba mi się też wszystko inne. Plany złego Mar-Vella, powród Revengers oraz źli Defenders (choć mogliby sprawić, by wyglądali bardziej obco, ci tutaj wyglądają jak Sataniści). Podobają mi się praktycznie wszystkie sceny z Guardians i Thanosem, podoba mi się bitwa Inhumans i Imperial Guard z najeźdźcami, podoba mi się bitwa w bazie Nova Corps, nawet rysunki mi się podobają. 10/10 i numer tygodnia.
Hotaru: Tak powinno się pisać wielkie eventy! Nie wiem, co takiego jest w zaczarowanym piórze Abnetta i Lanninga, ale motywy, które u kogoś innego wydawały by mi się czerstwe, u nich wprawnie trącają moją fanowską żyłkę i przynoszą najczystszą frajdę. Jedynie do pucułowatych żeńskich twarzy w wykonaniu Miguela Sepulvedy mogę się ostatecznie przyczepić. Reszta to cud, miód i orzeszki!
Sc0agar4k: Wiecie, co oznacza skrót DnA? Dan 'n' Andy? Tak Wam się tylko zdaje. DnA to Dwaj najlepsi Autorzy. I nie ma co do tego wątpliwości. Nie wierzycie? To sięgnijcie po ten numer. Źle. Sięgnijcie po ich twórczość dotyczącą kosmosu Marvela. Ten numer to tylko jedna z wielu perełek w ich wykonaniu. Thanos zaczyna działać, Lord zaczyna działać. A to dopiero początek. Kolejny w ich wykonaniu numer tygodnia. Bardzo mocne 9/10.
Volf: Zacznę od wad. Nie podoba mi się powrót do klasycznego stroju Draxa. To tyle. Cała reszta to jedna wielka uczta awesomewatości. Kosmiczna skala wydarzeń wprost bije z tego komiksu. Do tego kolejna świetna scena z Rocket Raccoonem, jak zawsze wymiatający Thanos, zapowiedź wejścia w grę Galactusa, Aegis i Tenebrousa (sojusz między całą trójką?), dobre dialogi, pięć minut dla każdego z uczestników konfliktu...g Ten rok obfituje w naprawdę dobre eventy, ale Thanos Imperative już po dwóch numerach wyprzedził Necroshę, Second Coming, DoomWar i Siege.
Krzycer: Awesomeness continues. Tylko czemu Drax uznał za stosowne założyć ten koszmarny ciuch? Poza tym brakowało mi Ms. Marvel z Cancerverse. Już to pisałem przy okazji jej debiutu, ale najmniejszym nakładem środków osiągnięto najlepszy efekt przy tworzeniu jej złej wersji.
A skoro o złych wersjach mowa - nie poznaję gościa w prawym górnym rogu ostatniej strony. Cancerverse... Nighthawk? Falcon? Reszta - Namor, Strange, Valkyrie, Hulk i Black Panther - jest prosta do odgadnięcia, ale tego gościa nie mogę rozpoznać.
A, no i punkty za to, że przywrócenie Namority do życia podczas tej dziwacznej historii ze Sphinksem czemuś posłuży.
LeGoL:
Nie czuję tutaj takiego uderzenia, jakie było w Ignition, choć na scenę wkracza (chwilowo) tytułowy bohater, a armada przy Wyrwie dostaje ewidentne bęcki. Numer kradnie Rocket i nie ma przebacz. Mimo wszystko, to jest nadal osom! Może dlatego, że nie lubiłem Warlocka, może dlatego, że mi tam się podoba oldskul Drax, a może dlatego, że Surfer w końcu dostanie jakiś dobry wątek. Numer tygodnia, ale raczej dlatego, że konkurencji nie miał wielkiej. 8/10.

Torch #8
Delirium: Całkiem niezła końcówka, która podniosła poziom serii po niedawnych rozciągnięciach. Inhuman Torch okazał się dobrym pomysłem, pojedynek z nim był ciekawy i ładnie rozwiązał inny problem Jima. Trochę naciągane wydało mi się natomiast rozwiązanie wątku Fella, no ale niech będzie - możemy potraktować go ironicznie. Tylko cały ten dziwny New Berlin został, a ten pomysł mnie nie przekonuje. No i patrzcie, jednak udało mi się przepowiedzieć serię z Invaders, chociaż nie do końca zgodnie z prawdą. A tutaj na zakończenie dam mocne 6/10.
Krzycer:
Może i tytułowym bohaterem był Torch, ale najlepiej w całej miniserii zaprezentował się Mad Thinker.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

aEnder in Exile #1

Autor: Sebastian Fiumara

Hotaru: Nie kojarzę dotychczasowych okładek Sebastiana Fiumary, ale za to od razu zwróciła moją uwagę. Artysta zrezygnował z często stosowanego przez siebie rastra, a nawet pomimo tego udało mu się zachować klimat, który zwykle dzięki niemu uzyskiwał. Ender-bohater jest tu odpowiednio chwalebny, a pokrewieństwo z Val widoczne jest na pierwszy rzut oka. Szkoda, że artysta nie zajął się też wnętrzami...



bSky Doll Space Ship #1

Autor:
Pierre-Mony Chan

Delirium:
Największą zaletą tej okładki jest interesujący pomysł i niebanalna komp... kompo... kompooo... Ech, do diabła z tym! Po prostu patrz i podziwiaj. Sky Doll ASSsemble! A żeby nie było tak całkiem tylko o dupach - laleczka też fajna.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.06.03


Redaktor prowadzący: Sc0agar4k
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.