Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #145 (31.05.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 31 maja 2010
Numer 21/2010 (145)



Gdy X-Men walczą o przeżycie w kolejnej części Second Coming, nasz Wszechświat zostaje zaatakowany przez potworności żyjące po drugiej stronie Wyrwy w Thanos Imperative. A Secret Avengers i nowi Thunderbolts udowadniają, że nawet podczas Heroic Age potrzebny jest ktoś do brudnej roboty.



Amazing Spider-Man #632
Delirium: Tym razem mam mieszane uczucia. Z jednej strony sposób prowadzenia historii, zarówno fabularnie, jak i graficznie, jest świetny - mocno chwyta i wciąga. Z drugiej jednak nie mogę powiedzieć, że pomysł mi się całkowicie podoba. Miałem nadzieję, że upgrade jaszczura pójdzie w zupełnie innym kierunku i teraz boję się, że znowu skończy się na tłumie wściekłych nowojorczyków atakujących Pajęczaka. Chociaż to, co zrobił Piotrusiowi, wyszło bardzo fajnie, więc jest jakaś nadzieja. No i nowy design Lizarda też nie do końca mi się podoba. Czy to mają być włosy, czy co? No, dobra - jeszcze tym razem pozwolę przeważyć pozytywnym odczuciom i dam 7/10, ale jeśli finał zawiedzie, będę bezlitosny.kl
Demogorgon: Jest taki wskaźnik, który mierzy poziom komiksu. Jest bardzo prosty w użyciu - dzielisz liczbę razy, kiedy powiedziałeś "HOLY SHIT" w czasie lektury, przez liczbę stron. No i ten komiks uzyskał w nim bardzo wysoki wynik, bo ja wypowiadałem te dwa słowa praktycznie co stronę. Miałem drobne problemy z pogodzeniem tej historii z ostatnią Lizardo-centryczną opowieścią, ale gdy mi się to już udało, całość nabrała dodatkowego znaczenia i smaku. Rysunki doskonale pasują o historii, uczepiłbym się chyba tylko nowego wyglądu Lizarda - po co mu te włosy? Numer tygodnia, zasłużone 9/10.
colossus28: Zaczęło się od wysokiego C, Billy nie żyje, Lizard przeobraża się w górze śmieci i wychodzi odmieniony, groźniejszy niż kiedykolwiek. Walka Curta z gadzią świadomością świetna, ale i tak nic nie przebije rozchwiania u Spidera. Rosnące zębiska i szpony, przez sekundę myślałem, że Parker zamieni się w jaszczurkę, ale to byłaby już chyba przesada. Jeden zgrzyt to wpływ Lizarda na mieszkańców NY, niby jest to logiczne następstwo jego "mutacji", ale co za dużo to niezdrowo. Bachalo - rewelacja.7/10
Krzycer: Wells i Bachalo nie zawodzą... tylko co tam robi Emma Rios? Rysunki nie są złe, tylko całkiem inne, zmiana wybija z rytmu. Poza tym nieco chaotyczne kompozycje Bachalo doskonale pasują do historii i tego nijakim rysunkom Rios brakuje.
Poza tym jednak jest to kawał dobrej historii, której zalety zostały już wymienione, więc ja przyczepię się tylko do dwóch, niemalże nieistotnych detali. Po pierwsze - dredy nowego Lizarda wyglądają śmiesznie, a biorąc pod uwagę jego nową, potworną wersję to bardzo źle.
Po drugie - człowiek-jaszczur doprowadzający do szaleństwa całe miasto - to dosłowne streszczenie historii ze Stegronem z Marvel Knights Spider-Man sprzed paru lat. Na szczęście tutaj to tylko ozdobnik, liczy się to, co się dzieje z Lizardem, więc nie mam z tym żadnych problemów. Ale pomyślałem, że wspomnę.

GrayFox: To było świetne. Ewolucja Lizarda wyszła niesamowicie, ciekaw jestem, jak Spidey sobie z nim poradzi, bo stawianie czoła Jaszczurce, która potrafi Ci wmówić co tylko zechce, to nie w kij pierdział. Poważna sprawa się szykuje, nie mogę się doczekać.
Jedyny zarzut to taki, że Bachalo nie narysował całego numeru sam. Emma Rios spisała się, ale to diametralnie inne rysunki niż te Chrisa, przez co zmiana stylu uderza w papę z niesamowitą siłą. Jednak skrypt i pierwsze 15 stron rysunków wynagradza nam tę drobną wpadkę.



Dark Wolverine #86
Delirium: Nie udało mi się wyłowić żadnego sensu z tej fabularnej sieczki. Nawet nie będę próbował tego rozkminić. Widzę za to, że przekozak Romulus na koniec okazał się miękką fujarą i dał się załatwić emo dzieciakowi. Generalnie jest to powrót do zwyczajowego poziomu crapu, czyli 3/10.

Dazzler
Delirium: Pierwsze kilka stron może nawet odpychać, ale później robi się coraz lepiej i ostatecznie dochodzimy do wniosku, że jednak lektura nie jest stratą czasu. Scenarzysta odrobił lekcje i ładnie splótł ze sobą wiele dawnych wątków oraz smaczków, podłączając je do niedawnych wydarzeń. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że udało mu się uchwycić ducha solowej serii z Alison. Rysunki jednak powinny być dużo lepsze, bo te bardziej odrzucają niż przyciągają. Dam 6/10.
Krzycer:
Zaczyna się idiotycznie, by skończyć zaskakująco dobrze. Arcade jest old-schoolowym przeciwnikiem, więcej, jest idiotycznym reliktem lat '70 ("and Murderworld will live up to it's name... for once!"), nawet przeciwnicy Bonda nie uciekali się do tak idiotycznych planów (jeśli nie liczyć śmiercionośnego labiryntu hrabiego Dooku w "Człowieku ze złotym pistoletem") - jest niemożliwy do tego stopnia, że jest w nim coś rozbrajającego. Uwielbiam drania.
A do tego finałowe starcie Dazzler z Mortis wypadło całkiem przyzwoicie, tak jak cały one-shot. Dodatkowe punkty dla rysownika za umieszczenie stroju Spider-Mana w śmietniku w zaułku w końcówce.
Dodatkowa historyjka umieszcza Mortis na Utopii - o ile zakład, że będzie dzieliła pokój w redaktorskim limbo wraz ze Skinem i Cipher?


Deadpool: Merc With A Mouth #11
Delirium: Mam nadzieję, że Gischler nie przeniesie schematu z tej serii do swojego nowego tytułu z X-Men, bo taktyka "więcej zombie" naprawdę już mnie męczy i nie chciałbym przerabiać później "więcej wampirów". W tym numerze ciekawa jest jedynie końcówka, bo zapowiada, że coś jeszcze interesującego może się wydarzyć. Albo i nie… Zobaczymy. Póki co - 5/10.
Krzycer: Dalej jest dobrze, choć zabrakło szczególnie rozbrajających scen. Ale przynajmniej pani profesor jest najładniejszą zombie w całym zombieverse.

DoomWar #4
Delirium: Cóż, nie można mieć doomgasmu w każdym numerze. Ten znów zwolnił trochę i przeniósł się na wątek wojenny, skupiając się głównie na tym, jak trudno jest garstce bohaterów ganiać po całym świecie i rozwalać all-new all-awesome Doomboty. doomwar.jpgNo i w sumie dobrze, bo zostało to pokazane wiarygodnie i odpowiednio, chociaż i tak pachnie zapychaczem. W przerwach natomiast mamy festiwal niedomówień i wielokropków, który ma nas przygotować na fakt, że obie strony mają jakieś asy w rękawie. "Powinniśmy użyć… no, wiesz." "Ale oni nie wiedzą, że mam… no, wiesz." Brakuje tylko mrugających figlarnie w stronę czytelnika emotek. Wciąż jednak jest to ogólnie dobra historia, nawet jeśli zdarzają jej się dołki i dlatego niezmiennie dostanie 7/10.
Hotaru: Ciąg dalszy rozgrywki z Doomem. Maberry konsekwentnie zmierza do finału, ale odniosłem wrażenie, że tym razem trochę za bardzo skupił się na przekonaniu nas, że T'Challa jest zdesperowany. Owszem, było to potrzebne, ale żeby poświęcać temu aż cały numer? Można to było trochę skondensować, a w zamian np. przedstawić, co się stało z x-ludźmi, którzy nagle zniknęli ze sceny. Ale trochę się czepiam. Rysunki Eatona też były tym razem nierówne. Sceny akcji wyobrażałbym sobie o wiele dramatyczniej, lecz nie będę już psioczył, bo kilka kadrów ze zbliżeniami na twarze chwyciło mnie za serducho. Podsumowując: średnio dobry numer. Liczę na spektakularny finał.
Demogorgon: Kolejny świetny komiks. Doom okazuje się po raz kolejny być wspaniałym draniem w najczystszej formie, co bardzo cieszy. Nawet obecność Deadpoola ma swoje uzasadnienie (i przynajmniej jest śmieszny). Wszystko ładnie składa się na świetną historię, oby tak dalej. 8/10
Krzycer:
Wojna, wojna, wojna... Konsekwencje, straty, trudne wybory. To wszystko tu jest i czyta się znakomicie, ale czegoś mi tu zabrakło. Chyba jakiegoś zbliżenia na detal - mamy pocztówki z kilku, jeśli nie kilkunastu różnych bitew, wiemy, jak się skończyły, ale to wszystko bardziej przypomina kronikę historyczną niż komiksową opowieść. Mamy przynajmniej dyskusję T'Challi z Richardsem, ale w niej też nie ma wiele napięcia, ponieważ T'Challa podjął decyzję zanim rozmowa się zaczęła.
Za to końcówka sugeruje, że spodoba mi się podejście Maberry'ego do Deadpoola.


Fall Of The Hulks: Savage She-Hulks #3
colossus28: Nareszcie koniec, chce się rzec po lekturze tego komiksu. Ciężko znaleźć coś pozytywnego w przygodach szalonej trójcy, naparzają się z Hulkami wszelkiej maści, a w przerwach między kolejnymi ciosami raczą nas niezobowiązującymi rozmowami. Plus pani Red She-hulk odnalazła swoją drogę, tylko pogratulować. 2/10
Black Bolt: Jeff Parker kontynuuje swój zjazd po równi pochyłej i coraz bardziej przekonuje mnie, że FotHs oraz WWHs miały być jednym eventem. Komiks o niczym i nie mający nic do zaoferowania. Na początku mini ta chociaż łatała dziury w historii, tak samo było z Fall Of The Hulks: Red Hulk, a ostatnio wszystko, co wychodzi spod ręki Jeffa Parkera w gamma uniwersum jest pozbawione jakiegokolwiek sensu i przydatności. Ot tak, żeby czymkolwiek zapełnić tę lukę powstałą wskutek sztucznego według mnie podziału. Nie polecam. Nawet rysunki nie zachęcają, żeby poprzyglądać się trzem piersiastym olbrzymkom. I kiedy to się w ogóle dzieje? Jeśli po "śmierci" Betty, to mamy tu kolosalny spoiler mówiący, iż nic się jej nie stało. A jeśli przed, to staje się to jeszcze głupsze niż na pierwszy rzut oka widać. Ble.

Fantastic Four #579
Delirium: Bardzo podobał mi się początek, w którym Reed mówi całemu naukowemu światu: "you guys suck!" . Później powoli oglądamy kolejne elementy jego wizji, które w końcu składają się w całość, a całość ta polega na tym, że raz jeszcze będziemy naprawiać wszystko. Tylko, że w przerywnikach widzimy już, że naprawianie przyszłości nie bardzo się udało, czyli powinniśmy się raczej spodziewać skrętu w kierunku "co poszło nie tak?". Wciąż są tu fajne momenty, ale też wciąż nie wiemy, po co wciąż pojawiają się nowe elementy. Jeszcze raz dam 7/10, ale tym razem trochę na kredyt.

Marvel Zombies 5 #3
Delirium: Jeśli zabierzecie się za lekturę, a nie widzieliście wcześniej Army Of Darkness, to umknie wam połowa zabawy, bo numer jest wielkim festiwalem odniesień do tego właśnie filmu, z zombie-demonami typu "Raimi" na czele. Czuję lekki spadek impetu, ale nadal jest nieźle i nasi trzej amigos dają radę na wszystkich frontach. Tym razem dam 6/10, a następnym razem liczę na festiwal odniesień do Blade Runnera.
Demogorgon: A tu wyraźny spadek formy, niestety. Zdecydowanie za mało tu Aarona i jakoś niezbyt mnie przekonuje reszta tej historii - ot, jest Darkhold, są zombie, jest kowbojka przebrana za rycerza, ale jakoś nie chwyta. No i rysunki zdecydowanie się pogorszyły. Ale rozbawiła mnie ostatnia strona. Zapychacz, 5/10.

Secret Avengers #1
Delirium: Bardzo przyzwoity debiut Aniołków Steve'a. Jego mocną stroną są rysunki, chwytliwa fabuła, parę nowości i mniej lub bardziej subtelnych zmian, dawka science-fiction oraz ogólna solidność wykonania. Niestety widać też zawodową słabość Brubakera - brak umiejętności tworzenia chemii w drużynie. Na przykład u Bendisa to wszystko żyje, a tutaj postacie stoją koło siebie, ale nie są jedną grupą. Mam nadzieję, że to się jeszcze jakoś zmieni, ale pieniędzy bym na to nie postawił. Tak czy inaczej, na pewno będę śledził dalej, bo wciąga. Tutaj również 7/10.
Demogorgon: Zwany też "Steve Motherfucking Rogers and some other guys", bo było nie było, to nasz ex-cap skradł cały numer, będąc sobą. Podoba mi się, że Bru wydaje się czuć Richarda i Erica, to dobrze nastraja na przyszłość. Jakoś nie wiem, co o tym jeszcze myśleć, ale wzbudza nadzieje na dobrą serię - pożyjemy, zobaczymy. 7/10
Hotaru: Brubaker piszący tytuł zespołowy? Mając jeszcze w pamięci przykre doświadczenie, jakim była lektura jego Uncanny X-Men, miałem obawy. Niepotrzebnie. Bo to nadal tytuł o Rogersie. To Steve stanowi punkt centralny ia spaja wszystko do kupy, a jak wszyscy wiemy, Brubaker świetnie rozumie Rogersa. Pozostałe postaci to bardziej lub mniej miły dodatek, ale wcale mi to nie przeszkadza. Przeszkadza mi za to poziom rysunków Deodato. Piałem z zachwytu nad jego dokonaniami przy ostatnim numerze Dark Avengers i liczyłem na to, że i tym razem będzie na czym zawiesić oko. Nie było. Rysownik wrócił do średniego, nienatchnionego poziomu. Mam nadzieję, że to tylko z powodu zmiany scenarzysty i po jakimś czasie Deodato przyzwyczai się do współpracy z Brubakerem. Jeśli nie - niech wraca do Bendisa.
tig3000: Bardzo fajna opowieść szpiegowska. Myślałem, że Brubaker pójdzie utartym szlakiem i w pierwszej historii pokaże, jak się uformowała grupa Secret Avengers, ale nie. Scenarzysta rzucił nas od razu do akcji, tylko dwa razy korzystając z retrospekcji, aby pokazać, jak Steve zaciągnął do swojej drużyny Moon Knighta i Ant-Mana. Intryga jest ciekawa i zapowiada się na jeszcze ciekawszą. Bardzo lubię sci-fi, więc idea lotu na Marsa to dla mnie bomba :) . No i fajnie, że Nova będzie członkiem Secret Avengers. Ogólnie - bardzo dobry komiks i czekam na więcej.
Krzycer: Ho ho, mamy pretendenta do tytułu "najlepszej rzeczy, która wynikła z Heroic Age". Najprawdopodobniej będzie to również zdobywca tego tytułu, bo jakoś wątpię, by Avengers Academy miało szczególnie zachwycać.
W każdym razie - jest znakomicie. Dla każdego członka drużyny znalazło się w pierwszym numerze miejsce (może z wyjątkiem War Machine'a, którego tu jak na lekarstwo), do tego wszyscy są prowadzeni jak należy (choć będę rozczarowany, jeśli w ciągu dwóch numerów Ant-Man nie zacznie w najmniej odpowiednim momencie zalecać się do Valkyrie). No i ile tu się zdążyło wydarzyć w porównaniu na przykład z pierwszym numerem Avengers. Deodato to Deodato. Pierwsza klasa... ale powinien nieco uważać przy Rogersie, bo miejscami zbliża się do liefeldowskiej sylwetki. A przy okazji - mam wrażenie, że obsadził jakiegoś aktora w roli Erica, ale nie mogę skojarzyć, kto by to miał być... Może tylko mi się zdaje.

LeGoL: Czuć, że ta seria przejmuje schedę po DA. Skład drużyny, choć bardziej irracjonalny niż podstawowych Avengers (srsly? Nova Prime i bogini Valkirye obok Ant-Mana i Black Widow?) to nie przeszkadza, czuć, że każdy ma swoje zadanie. Rysiek skuszony przez Serpent Crown, pan a'la Fury daje do myślenia, choć to raczej na 100% jakiś impostor. Początek wypada bardzo dobrze, lepiej niż główni Avengers, lesz tak samo jak w przypadku pierwszych oceny się jeszcze nie podejmę.
GrayFox: Whoa. To było całkiem niezłe. Trochę inaczej to sobie wyobrażałem, ale i tak jest świetnie. Ciekawe przedstawienie równie ciekawego składu. Zobaczymy, w jakim stopniu odbiło Richowi i czy koleś z opaską na oku to naprawdę Nick Fury. Na razie komiks daje niesamowite nadzieje, bo i rysunki i skrypt stoją na niesamowitym poziomie. Tylko w jednym miejscu się przyczepię - Rogers wpadający przez okno i wymierzający kopniaka w twarz jakiemuś kolesiowi. Noga Steve'a wygląda...dość dziwnie. Wpadka Deodato, ale reszta komiksu jest świetnie zilustrowana, więc ten jeden przypadek można mu wybaczyć.
Sc0agar4k: Świetny początek. Inaczej nie można tego określić. Pierwszy numer i już mamy sporo akcji, nieznanych przeciwników i tajemniczy artefakt. Wszystko, co potrzeba dla dobrego komiksu o tajnych wydarzeniach. Zespół nieźle dobrany. Rysunki na wysokim poziomie, pasujące do całości. Jestem jak najbardziej na tak. Ocena 8/10.


Thanos Imperative: Ignition #1
Delirium: Zaczyna się od sprytnego recapu, a później spada lawina. Nie ma co ukrywać - ten kosmiczny event już otwarciem zdołał dorównać obu Anihilacjom i znacznie przeskoczyć WoK. Wszystko jest więc na najlepszej drodze do kolejnej dobrej serii. Tutaj już dzieje się dużo, a zapowiada się dużo więcej. Końcówka zaskakuje i w piękny wręcz sposób znaczy odwrócenie ról dwóch odwiecznych wrogów, ale także dwóch filarów istnienia. Teraz to życie jest zagrożeniem, a śmierć trzeba ocalić. Na plus zaliczę też poprawę rysunków pana Walkera i dam mocne 7/10.
tanosss.jpg
Demogorgon: No i gitara. Przede wszystkim ładnie połączyły nam się tutaj wątki ze wszystkich 4 części Realm of Kings (mini z Hiro-Kalą? Pierwsze słyszę). Mamy głównego przywódcę sił z Cancerverse, który może być doskonałym złoczyńcą, jest niesamowite wręcz otwarcie przejścia przez Fault no i oczywiście, jest też Thanos, który zdecydowanie dodaje napięcia samą swoją obecnością. Rysunki są niezłe, ale w wielu miejscach rysownik spartaczył twarze, to minus. 8/10 i proszę o więcej.
Hotaru: Rewelacja! Wiem, że często zachwalam dokonania DnA, ale to... aż łezka się w oku kręci. Thanos Imperative nie rozpoczął się trzęsieniem ziemi, ale Wszechświata! Aż boję się myśleć, w którym kierunku to podąży. Na dodatek Brad Walker znów jest w szczytowej formie. Może nie wszystkie jego kadry są najwyższych lotów, ale niektóre stronice są fenomenalne, więc mu to wybaczę. Chcę jeszcze!
LeGoL: Kosmos jest piękny. W tym numerze mamy wszechświat, a nawet dwa wszechśwaty, tego co najlepsze w duecie Abnett-Lanning. Jeżeli to jest tylko wstęp, to ja już się zaczynam rozczulać w temacie całej historii. Gimme MOAR! 9+/10
Volf:
To. Było. Piękne. W prologu z szachownicy zdjęty został pionek, o którym myślałem, że będzie głównym rozgrywającym. Tymczasem okazał się on być jedynie skromnym gońcem, a prawdziwym królem jest... cóż, okazuje się, że nawet nazwa "Cancerverse" miała drugie dno. Numer tygodnia.
Sc0agar4k:
Jeżeli DnA zaczynają ten event w taki sposób, to obawiam się, że przy ostatnim numerze zabraknie mi słów, by opisać to, co napiszą. To już nawet nie jest trzęsienie ziemi (czy może raczej Wszechświata), to jest wywrócenie wszystkiego do góry nogami. I jak to zawsze w ich przypadku, ostatnia strona wywołuje palpitacje, skok adrenaliny, podniesienie ciśnienia i co tam jeszcze może zareagować przy takiej dawce emocji. Ja wiem, że się powtórzę, ale to stwierdzenie trzeba powtarzać: "Cosmic stuff rules". Bezapelacyjny numer tygodnia i jak najbardziej zasłużone 9+/10. Była by 10, gdyby nie drastyczna zmiana w wyglądzie fałszywego Quasara.


Thor #610
Delirium: Przyzwoity epilog do Siege. Tylko tyle i aż tyle, bo z jednej strony można by się przyczepić, że eliminacja Ragnaroka jest zbyt szybka, ale z drugiej czepialibyśmy się pewnie tak samo, gdyby się przeciągała. Skupmy się więc na tym, że jest wystarczająco dobrze. Lepiej wypada kilka innych scen, jak Bill w Walhalli czy rozmowy między braćmi. Pewna odmiana w rysunkach też wychodzi pozytywnie, więc i tu będzie 7/10, choć nieco słabsze.
gDemogorgon: Nie umiem się zdecydować, czy zmiana rysownika jest na plus, czy raczej na minus. Zapewne bez większej różnicy. Zabrakło mi tu czegoś, sam nie jestem pewien, czego - Gillen odwala dobrą robotę, ale koniec końców wygląda to bardziej jak zamiatanie pod dywan gościa, który nie pasuje do Heroic Age. Bez rewelacji, 7/10.
Hotaru: Numer bez ikry. Byłoby jeszcze gorzej, gdyby ilustrował go Billy Tan, ale co z tego. Nie do takiego poziomu zdążył mnie przyzwyczaić Gillen. Rozumiem, że to epilog Siege i że niektóre wątki należało domknąć, ale liczyłem na to, że będzie to bardziej emocjonalnie absorbujące. No, ale skoro już mamy z głowy zakończenie, wyczuwam nowy dobry początek. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.
Krzycer: Liczyłem na słowo o Lokim. Jakiś znak, że to wszystko część większego planu. Trudno. Obecność Billa w Walhalli nie dziwi, ostateczne rozwiązanie kwestii Clora również nie. Zabrakło sceny jak herkulesowe "Thou art no Thor!" , ale i tak było nieźle. Świetne rysunki i kolory. Clor upodobniony do Terminatora wyszedł genialnie.
LeGoL: W sumie bez rewelacji. Bill ucztuje, Ragnarok pada w kilka chwil, nic grubszego się w sumie nie dzieje, wszystko takie jakieś "jest i już". Rysunki, bo one najbardziej mi zapadły w pamięć, bardzo mi się spodobały, tylko zbliżenia na twarze Baldera i Thora wypadły co najmniej słabo. Nawet bardzo słabo, ale ogólnie nie jest źle. 7/10
GrayFox: Zapowiedź i okładka mogły sugerować nie wiadomo jak kolosalne starcie pomiędzy Thorem a Ragnarokiem. Skończyło się jednak zgodnie z przewidywaniami - szybko i bezboleśnie. Dla Thora oczywiście. Ładne rysunki i ogólnie niezły komiks.

Thunderbolts
#144

Delirium: O dziwo, ten komiks spodobał mi się najbardziej w tym tygodniu. Nie spodziewałem się tego, ale jednak. Cage jako nowy szef Boltów przynosi ze sobą pewną dawkę harlemowego luzu, która odświeża konwencję. Takie scenki jak żółwik z Fixerem, spotkanie z Man-Thingiem albo samo jego wejście na Raft są po prostu fajne. Świetnie wypada także rekrutacja, którą odbieram jako pewną parodię klasycznego "wybieram ciebie i ciebie, i ciebie…" No i końcówka zaskakuje, zwiastując też pewien powrót do klasyki serii. Zaskoczył mnie również drugi pan Walker, którego rysunki wyglądają znacznie lepiej - chociaż może to zasługa kolorystyki i tuszu? Prawda, zepsuł design Melissy, ale za to Moonstone wychodzi mu świetnie. Jeszcze jedno mocne 7/10.
Demogorgon: Znany też jako "Luke Motherfucking Cage and Thunderbolts" - Luke zaprezentował się bardzo dobrze, ale jednocześnie nie skradł numeru reszcie ekipy. Podoba mi się wyjaśnienie obecności Man-Thinga i Crossbonesa w ekipie, choć ten drugi pewnie wypali im w twarz. Co do ostatnich stron - uważam, że to blef, zbytni zbieg okoliczności, żeby facet się pojawił tuż po uformowaniu drużyny. 8/10. Tylko jedno mnie nurtuje - czemu Luke zdaje się nie lubić Songbird?
Krzycer: Mogłem się pospieszyć przy Secret Avengers. Nowy-stary status quo Thunderboltów ma wielki potencjał, a pierwszy numer obiecuje, że Parker będzie w stanie go zrealizować. Mam nadzieję, że stara załoga - Fixer, Mach V, Songbird - nie będą tylko kręcić się po więzieniu, ale wezmą aktywny udział w akcji. Chciałbym też prędzej czy później usłyszeć, co Songbird porabiała w ostatnich dniach Dark Reign. Na zakończenie drobne czepialstwo - miło, że Xavier wstawia się za Cainem, ale skąd on się tam wziął? Nie jest powiedziane, że był zaproszony do udziału w rozmowie, więc cała scena wygląda tak, jakby czołowy telepata świata uczący ludzkość, że nie ma powodów by bać się mutantów, dwadzieścia cztery godziny na dobę podsłuchiwał rozmowy ważnych ludzi...
colossus28: Można się było spodziewać, że w tym numerze Cage będzie kompletował swój nowy zepół. Można było się spodziewać, że do niektórych członków będzie miał większe bądź mniejsze zastrzeżenia, ale od czego są "plecy". Na pierwszy rzut oka ekipa wygląda całkiem przyzwoicie, nawet Man-Thing, do którego na początku miałem zastrzeżenia, teraz jakoś mi przypasował. Może to reakcja na ekologiczną gadkę Pyma, zagrożone gatunki należy wspierać. No i na początek już mamy poważne zagrożenie... to wszystko daje 6/10.
GrayFox: Ogólnie rzecz biorąc to był to typowy numer o rekrutacji poszczególnych członków. Zgrabnie to wyszło, ale zobaczymy, co wyniknie z tego dalej. Myślę, że propozycja Barona Zemo dla niektórych z tych ludzi może być całkiem kusząca i ciekawi mnie, czy ktoś skorzysta z jego oferty. Bardzo sympatyczna scena z Man-Thingiem, Cagem i Pymem. A i rysunki całkiem zacne, więc numerek na plus.
Sc0agar4k: Nie jest to pierwszy numer nowej serii, ale pierwszy numer w nowym składzie. I jeśli w Secret Avengers zespół został zebrany jakoś sensownie, tak tutaj na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że bardziej niepasujących do siebie postaci nie można było wybrać. Ale to tylko pierwsze wrażenie, czas pokaże. Takiego przywódcy jak Luke Cage Thunderbolts jeszcze nie mieli. Niezły początek serii i ciekawe zakończenie numeru. Ocena 7/10.

Ultimate Comics Enemy #4
Demogorgon: Dalej nie wiemy, kim jest Enemy, czego chce, ani o co tu chodzi, za to Nick Fury znęca się nad jednym potworem, Spider-Man gets serious, a Thing awansuje na level 16. I wiecie co? Jakoś mnie to nie kupuje, liczyłem na chociaż jedną odpowiedź, a dostałem więcej pytań. Za to sceny w domu Parkerów i scena z Sue przy nieprzytomnym Benie robią bardzo pozytywne wrażenie, więc łaskawie dam 6/10.

Hotaru: Wspominałem już o tym, że Sandoval jest świetnym rysownikiem? Tak? To wspomnę jeszcze raz. I jeszcze. Bo tylko z jego powodu warto otworzyć ten komiks. Fabuła jest co najwyżej średnia, rozciągła, że nie wspomnę już o tym, że miniseria kończy się w środku opowiadanej historii, ale te ilustracje... rozpływam się! Ciekawe kadrowania, dynamiczne ujęcia, wyrazista mimika i wręcz filmowy storytelling. Sandoval powinien trafić do jakiegoś flagowego tytułu, żeby więcej osób mogło go docenić. Bo jest co.
Krzycer:
Fury z kijem - bezcenne. Hawkeye jako większy madafaka od niego też, chociaż już sugerowanie, że Ultimate Fury nie chce za bardzo ubrudzić sobie rąk to jakiś obłęd. Ale mniejsza o to. Poza tym... Poza tym w sumie wiele się nie wydarzyło. Ale ciekaw jestem, w jakim stanie Bendis zostawi Thinga jak już cała historia się skończy.
GrayFox:
W sumie to dalej nic nie wiadomo, ale czyta się fajnie. Fury z kijem świetny, ale Hawkeye skradł numer dla siebie. No i dość zaskakująca transformacja Thinga. Rysunki ładne, Sandoval spisał się na medal.
Spartan:
Świetny numer. Debiut Ultimate Kick-Assa miażdży, podobnie jak Fury i Hawkeye. Co prawda nie uzyskujemy żadnych odpowiedzi, a wręcz dostajemy kilka nowych pytań. Jednakże dzięki takiemu zabiegowi nie mogę się doczekać Ultimate Mystery. Plus bardzo dobry Sandoval.


Weapon X Noir
Delirium: Debiut Dennisa Calero w roli scenarzysty wypada całkiem nieźle, ale jednak cieszę się, że jest to 1-shot i nie próbowali rozciągnąć go w serię. W tej formie jest w sam raz, ale gdyby był choćby ciut dłuższy, zrobiłby się nudny. Historia jest też mocno zakręcona i musiałem się trochę cofnąć, żeby odnaleźć niektóre szczegóły. Ogólnie jednak dobrze wpisuje się w konwencję, więc dam jej 5/10.

Wolverine: Origins #48
Delirium: Okay, przynajmniej w zakończeniu z tej fabularnej sieczki wyłania się odrobina sensu. Ale co z tego, jeśli rozwiązanie jest naiwne i głupie? Schowali przekozaka pod płaszczem Cloaka i co z tego? I tak wylezie, jak znajdzie się ktoś na tyle szalony, by go wykorzystać. Dakenowi obcięto pazurki i znów - co z tego? Założę się, że ktoś niedługo da mu nowe z adamantium. A Logan sobie przebaczył. Boo-hoo! Jutro znowu będzie musiał ubić kolejną miłość swego życia i dalej będzie się szlajał po knajpach, topiąc nowe smuty. Ale tu mogę dać aż 4/10.
Krzycer:
I tyle? To wszystko? Parę lat męczenia się z narastającymi dokoła Logana zwałami byczej kupy i to jest ten "wielki finał"? Bah. Bah, powiadam! Przynajmniej jeśli chodzi o konfrontację z Romulusem i Dakenem. Bo jeśli o rozwój Logana chodzi, to koniec rozliczeń z przeszłością jest istotny... ...ale kogo ja oszukuję, to się nie utrzyma. Przed upływem roku znowu Wolverine będzie się co miesiąc mierzył z demonami własnej przeszłości.

Wolverine: Weapon X #13
Delirium: Chyba najlepszym elementem numeru jest nieoficjalny debiut New2 Avengers, który wyszedł wręcz rozbrajająco. Poza tym jest kilka fajnych scen w przyszłości, a w teraźniejszości motyw prawie żywcem przeniesiony z Terminatora 2. Tylko sądząc po końcówce obawiam się trochę, że historia skręci ku jakiejś wykręconej wersji Deathloked Heroes, a takie hece już się Aaronowi zdarzały. Tym razem jednak jeszcze dobija do 7/10.

X-Force vol. 3 #27
Delirium: Widać, kto tu trzyma wszystkie sznurki, bo jak tylko duet K&Y bierze się do dzieła, historia nabiera rumieńców. Prawie połowa zeszytu bez jednego słowa to zabieg odważny, ale też przynoszący pożądany efekt. Bitwa jest mocna sama w sobie i nie trzeba było jej psuć banterem. Później robi się jeszcze ciekawiej, bo nic tak nie podnosi napięcia jak potencjalnie samobójcza misja ze świadomym poświęceniem. To dobry moment i dobrze rozegrany, tylko niestety psuje mi go świadomość dwóch faktów: a) Fraction to spieprzy i b) misja wcale nie jest samobójcza, skoro w tej przyszłości już istnieje portal do teraźniejszości. Niemniej, numer jest dobry i bardziej soczysty niż większa część crossa, więc swoje 7/10 dostanie.
bDemogorgon: A mi się podobał ten cichy początek, to było bardzo silnie nacechowane nastrojowo, zbudowało świetny dramatyzm sytuacji i pomogło podbudować poczucie beznadziei w następnych scenach, które utrzymało się aż do końca - tu aż czuć desperację i narastająca rozpacz X-Men. Doskonale się czytało. 8/10
Hotaru: Pierwszych 9 stron bez jednego dymka z tekstem? To duże ryzyko. I nie popłaciło. Choi i Obak są zdolnymi artystami, ale trochę się zapomnieli. Abstrahując od tego, co prezentują kadry, ich kompozycja jest śmiertelnie nudna! Każda strona to trzy prostokątne ramki. I tyle. Nic się tam nie dzieje, żadnego środka formalnego, który mógłby podbudować dramatyzm i wesprzeć klimatem opowiadaną historię. Efekt końcowy przypomina oglądanie pocztówek z (krwawych) wakacji. Wprawdzie potem jest już o niebo lepiej, ale szkoda, że cały komiks nie mógł taki być.
Volf: I znowu X-Force zawyża znacznie poziom całego crossa. Choć bezdialogowa walka średnio mi się spodobała, pozostała część wyszła już świetnie, a końcowa scena miała dokładnie tyle dramatyzmu, ile w założeniu miała mieć - czyli naprawdę sporo. Zapamiętam ją na długo. Do tego świetne rysunki. Ech, jak ja bym chciał, żeby cały ten cross był pisany tylko przez Kyle'a i Yosta...
colossus28: Mistrzostwo świata! To chyba najlepsza część Second Coming, jaka do tej pory ujrzała światło dzienne. Niezwykle rozpaczliwa walka na moście, najpierw pomyślałem, "Szkoda, że bez dialogów", ale potem naszła mnie myśl, że to tylko spotęgowało dramatyzm sytuacji. Plan Bastiona robi wrażenie bez skazy, słabego punktu, widać to w reakcji X-Men na wieść o liczbie Nimrodów. Pozostał tylko jeden skok w czasie i samobójcza próba zmiany historii mutantów. 10/10.
Krzycer: Bezapelacyjnie numer tygodnia. Świetny początek - intensywna, dramatyczna walka o życie. Na samym początku raził mnie brak dialogów - ale to właśnie buduje niesamowity klimat tej sceny. Dialogi niczego by tam nie dodały - niczego! Potem też jest dobrze - zero szans na zwycięstwo, obłąkańczy plan, wszystko na jedną kartę... Choć reszta numeru to rozmowy, napięcie nie siada. I bardzo dobrze, bo przez poprzednie parę odcinków napięcie siadało (choć od Carey'a zaczęło znów rosnąć). Do tego świetne rysunki. No i Hellion przeżył. A że bez rąk? A na co telekinetykowi ręce? Poza tym zdążył zrobić fastball special z Wolverinem - how awesome is that? I przechodząc do czepialstwa - jak to zwykle w takich wypadkach bywa, kiedy jeden wszechmocny przeciwnik, którego ledwo co udało się bohaterom pokonać, powraca zwielokrotniony - nagle zaczyna padać jak muchy (kazus agenta Smitha). I pewnie, można to tłumaczyć na wiele sposobów - że to nie są Nimrody pierwszej klasy czy cośtam, ale i tak - jest w tym jakiś fałsz. Zresztą czy Nimrody nie naprawiały się w ciągu sekund, czy to tylko w TASie było?
I drugi, poważniejszy mankament - gdzie w tym wszystkim jest Xavier? Fraction nie powinien był go sprowadzać na Utopię, Carey sobie z nim dobrze poczynał. Xavier powinien albo od razu - jako mentor mutantów - zaopiekować się Hope, albo przynajmniej brać udział w radzie wojennej. A tuż po zakończeniu crossa przełożyć Cyclopsa przez kolano i w paru krótkich słowach powiedzieć, co sądzi o tym, co Scott zrobił z jego marzeniem.

LeGoL: "OSOM!" Sam nie wiem, od czego zacząć. Sceny walki ze zwiadowczymi Nimrodami? War room i planowanie kolejnych kroków? Czy finałowy skok X-Force? Wszystko to wyszło mistrzowsko. Przyznam szczerze, że rewelacja dotycząca wycieczki w jedną stronę w ogóle nie zaświtała mi w głowie, nie skojarzyłem faktów, przez co ostatnie strony uderzyły we mnie jak młot. Uświadamiając to sobie, zwróciłem uwagę na zachowanie członków ekspedycji przy ponownej lekturze i emocje zaczęły się wręcz wylewać. Numer tygodnia i najlepszy chapter Second Coming. 10-/10
GrayFox: Ja po prostu nie znam odpowiednich słów, by opisać ten komiks. To było coś pięknego, a 'Good-bye' Cable'a-who-never-says-good-bye i mina Hope spowodowały, że aż ciarki przeszły mnie po plecach, a po policzku spłynęła łza. A później Cyclops uświadamiający nam, że ta wycieczka nie ma w planach powrotu, co dobija czytelnika całkowicie. Reszta komiksu równie świetna, w pamięć zapadły oczywiście kolejne ofiary. Co prawda nie śmiertelne, ale z ranami na tyle poważnymi, że chyba wykluczyło je to z dalszej walki. No i mi osobiście w pamięci utkwił Namor, lewitujący przed portalem, z którego wyłażą Nimrody. Kyle i Yost mają u mnie po piwie, bo im się należy. Rysunki? Mike Choi i Sonia Oback. 'Nuff said.
Sc0agar4k: Ten komiks można podzielić na dwie części. Pierwsza część, pozbawiona dialogów, jest nasycona różnorodnymi emocjami. Ból, strach, determinacja, odwaga. Wszystko ujęte za pomocą rysunków. Mike Choi i Sonia Oback po raz kolejny pokazali klasę. Druga część to kolejna porcja planowania i próba przeciwstawienia się Bastionowi. Kyle i Yost nie pierwszy raz udowadniają, że o mutantach potrafią bardzo dobrze pisać. Ocena: mocne 8/10.

X-Men Origins: Emma Frost
Delirium: Widziałem już kilka originów Emmy i co jeden to gorszy. Tak, logika słusznie podpowiada Ci, że najgorszy jest ten najnowszy. Najczęściej podziwialiśmy Emmę za to, że jest top class bitch, a tutaj została zdegradowana do roli low level skank, która w dodatku ma problemy ze sobą. Cóż… ŹLE!!! I w dodatku brzydko. Tylko ze względu na większą konkurencję do roli chłamu w tym tygodniu dam 4/10.

X-Men: Second Coming Revelations - Blind Science
Delirium: I znów niespodzianka. Po tym, co Fraction wyprawiał z X-Clubem, miałem wątpliwości, czy w ogóle sięgnąć po ten tytuł, ale okazało się, że w rękach innego scenarzysty mogą stać się ciekawym teamem. Spurrier skutecznie wodzi nas za nos przez większość numeru, wzbudzając wątpliwości odnośnie Hope, aby na końcu zaskoczyć rozwiązaniem. Najważniejsze jest jednak to, że świetnie prowadzi trójkę głównych bohaterów (Nemesis jest tu absolutnie bezkonkurencyjny) i pokazuje, jak bardzo kól jest sajens. Yay!! Jedyną oznaką, że jest to jakiś rodzaj zapychacza jest obecność Creeda, który dotąd był jedynym nie wykorzystanym przydupasem Bastiona i coś trzeba było z nim zrobić. Niemniej jednak - zasłużone 7/10.

Demogorgon: A to zaskoczenie. niepotrzebny tie-in okazał się bardzo dobry i dostarczył kupę rozrywki. Wielkie dzięki S_O - twoja rada, by czytać kwestie Doctora Nemesisa głosem Doctora Insano dostarczyła mi kupę śmiechu. Od tej pory zawsze już będę czytać tak jego teksty. Mocne 7/10
Hotaru: Miła niespodzianka. Spodziewałem się kolejnej zapchaj-dziury żerującej na promowanym evencie, a dostałem sensowny i absorbujący komiks, który jest w równym stopniu częścią Second Coming, jak i osobnym bytem. Lubię takie niespodzianki. Gdyby jeszcze strona graficzna była odrobinę lepsza...
xmen.jpgKrzycer: Bezapelacyjnie pozytywne zaskoczenie tygodnia. Zaczyna się od genialnej okładki, ale pierwsze strony nie napawają nadzieją. Sugerują dokładnie to, czego się spodziewałem - głupi, niepotrzebny tie-in upchnięty na siłę w pięć sekund między jednym a drugim odcinkiem crossa. Potem to się zmienia w niepotrzebny, owszem, ale niesamowicie zabawny tie-in, dzięki rewelacyjnemu Nemesisowi ("if cats had opposable thumbs they would have done worse to us") i małemu kotkowi. Potem do humoru dołącza dramatyzm i dobra akcja, a wreszcie... wreszcie wszystko nabiera sensu. A jak już kurz opadnie i można rzecz na spokojnie przetrawić, zostajemy ze znakomitym one-shotem. Który, owszem, nadal pozostaje niepotrzebny z punktu widzenia crossa - ale to w żaden sposób nie umniejsza jego zalet. Naprawdę warto po niego sięgnąć. Jego jedyną wadą jest odmłodzenie i upiększenie doktor Rao, ale nie od dziś wiadomo, że wszystkim reformowanym łotrom lub innym "misguided" , którzy dołączają w ich szeregi, X-Men zapewniają pełen zestaw operacji plastycznych.
LeGoL: Pytanie są dwa. Pierwsze: po co to było? Drugie: dlaczego wypadło tak dobrze? Historia niby upchnieta tylko po to, by wydać więcej zeszytów z szyldem SC, jest nadzwyczaj dobra. Przede wszystkim ma sens. Bez dwóch zdań numer kradnie Nemesis i "what.... THE F#$%!... is goin' here?". 7/10
Sc0agar4k: I kto powiedział, że science musi być nudna? X-Club pokazuje, że wcale tak nie musi być. A Dr Nemesis przechodzi samego siebie, oczywiście pozytywnie. Po zapoznaniu się z zawartością numeru można naprawdę uznać, że nauka potrafi być ślepa, gdy nawet największe umysły potrafią dać się oszukać. Mocne 7/10.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aThanos Imperative: Ignition #1

Autor: Aleksi Briclot

Hotaru: Rewelacyjna okładka rewelacyjnego komiksu. Nikt nie może mieć wątpliwości, że przedstawione wydarzenia są kosmiczne w swej skali. Do tego ta perfekcja wykonania! Genialne użycie efektów specjalnych i umiejętne wykorzystanie światła i cienia do podbudowania dramatyzmu. Przecież nawet plakaty kinowe odstają od tego o kilka długości!







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.05.26


Redaktor prowadzący: Kisiel Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Kisiel
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.