Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #144 (24.05.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 24 maja 2010
Numer 20/2010 (144)



Heroic Age rozpoczęło się na dobre. W poprzednim tygodniu zadebiutowało kilka nowych pozycji pod tym szyldem, w tym długo oczekiwana nowa wersja Avengers. Numer wzbudził zarówno wiele emocji, jak i kontrowersji. Oprócz niego, mamy również kolejne rozdziały Second Coming.



Amazing Spider-Man Presents: American Son #1
Delirium: Nie spodziewałem się, że ta seria zdoła mnie czymkolwiek zaskoczyć. Myślałem, że po prostu Harry wciśnie się w pancerz i będzie wyświetlał swoje daddy issues. Pomyliłem się. Pierwszy numer skutecznie wodzi nas za nos pytaniem, kim jest American Son? Odpowiedź dostajemy dopiero na końcu i zdołała mnie ona zaskoczyć. Sytuacja zrobiła się ciekawa, wszystko jest całkiem fajnie przedstawione i może się interesująco rozwinąć. Na pewno poczytam dalej. Dodatkowa historyjka też może być. Rysunki zdecydowanie lepsze w tej pierwszej, zwłaszcza Norah miejscami wygląda fajnie. Dam na zachętę lekkie 7/10.
Demogorgon: Również pozytywne zaskoczenie. Reed wie co robi i nie tylko wodzi nas za nos pytaniem "kim jest American Son" lepiej niż Loeb kiedykolwiek swoim Rulkiem, ale też potrafi zaskoczyć odpowiedzią. Podoba mi się jego podejście do Harry'ego. Druga historyjka była ok, ale za długa i nudna, do zignorowania.

Atlas #1(Heroic Age Tie-In)
Delirium: I kolejna niespodzianka, bo to najciekawsza rzecz z Agentami Atlasa, jaką czytałem. Wprowadzenie Trójwymiarowca i zbudowanie intrygi wokół związanej z nim (albo raczej poprzednim nim) tajemnicy to dobry pomysł. Intryga chwyta, a można się domyślać, że wiąże się z jakąś przygodą z przeszłości. Plus fajne rysunki w głównej historii, które dodają klimatu. Bonusowa historia taka sobie. Tutaj dam przyzwoite 6/10.


bAvengers Vol. 4 #1 (Heroic Age Tie-In)
Delirium: Jak na pierwszy numer, to nie jest on powalający. Ale jest dobry i to już więcej niż się spodziewałem, bo byłem pewien, że w ogóle nie da się na niego patrzeć. Dało się. I miejscami nawet bezboleśnie. Ale nie zmienia to faktu, że rysownika wymieniłbym w pierwszej kolejności. Bo jak się całą karierę opiera na naśladowaniu Franka Millera to i grafika komputerowa nie pomoże. Nevermind. Bendis radzi sobie znacznie lepiej, choć jest to bardziej ugrzeczniony poziom dawnych Majtów niż odważniejszych New. Jak zwykle są dobre dialogi i świetne momenty, a i fabuła premierowej historii też chwyta. Tylko taki drobny szczególik - Kang zawarł rozejm z Avengers już jakiś czas temu (w Avengers Forever). Ale przy tym całym zamieszaniu z alternatywnymi przyszłościami można przymknąć na to oko. Dam 7/10, ale tak trochę na zachętę.
Demogorgon: Jest ok. Miły, nieco spokojny początek, choć nie bez ciekawej fabuły. Co prawda bardziej mnie zaciekawił Wonder Man, ale wątek z Kangiem jest ok, a scena z reakcją nań Thora była przekomiczna. Skład mi się nie podoba, Wolverine i Spider-Man muszą odejść. I najlepiej niech zastąpią ich postacie o których mało kto słyszał. Rysunki, jak to Romita - nierówne. W większości porządne, ale parę paneli wyszło okropnie. 6/10 na zachętę.
Hotaru: Zanim przeczytałem ten komiks wiedziałem, że największy problem będę miał z osobą Johna Romity Jra, którego kreski od dłuższego czasu nie trawię. Chciałem jednak spojrzeć obiektywnie na stronę graficzną tego numeru. Dlatego od razu skomplementuję kolory Deana White'a - są tak dobre, że przez moment podejrzewałem, że numerem zajęła się Laura Martin. Co się tyczy rysunków Romity, to... są nierówne. A to chyba najlepsze, co od dłuższego czasu o nich powiedziałem. Niektóre panele niemal wbijają w fotel, zarówno pod względem wykonania, jak i kompozycji, inne zaś są wybitnie nienatchnione i wyglądają jak robione w minutę. Ogólna ocena za grafikę będzie więc średnia. Co się tyczy fabuły... To nie taki "wybuchowy początek", jakiego się spodziewałem. Powinienem jednak już się nauczyć, że kiedy Bendis zapowiada eksplozję termojądrową, to dostaniemy detonację pół tony trotylu. Niby też jest widowiskowa, ale kiedy spodziewamy się tej pierwszej...
Sc0agar4k: Zacznę od tego co jako pierwsze rzuca się w oczy. Nie wiem czy to kreska czy kolorystyka, ale rysunki w żadnej mierze mi się nie podobają. Są jakieś takie nijakie. Co do fabuły, to jest lepiej. Nie jest to coś zapierającego dech w piersiach, ale też nie do końca jest złe. Ot Avengers zebrani na szybko, tak po prostu i tyle. Zazwyczaj kompletowanie składu zajmowało kilka numerów. Pojawienie się Kanga, trochę info o przyszłości (przyznaję, przyszłości dość ciekawej) i jakieś tam zaskoczenie na koniec. I koniec? Niestety, ale średnio panie Bendis. Ocena 6/10 to max co mogę dać, a i tak czuję, że zawyżyłem.
Krzycer:
Chciałbym powiedzieć, że zaczyna się z hukiem, ale... Nie czuję niczego takiego. Może dlatego, że Avengers zacząłem czytać po Disassembled i nie jaram się na samą myśl, że Cap, Thor i Iron Man znowu stoją ramię w ramię na jednym kadrze zamiast dawać sobie po mordach. A może dlatego, że Kanga znam przelotnie, nie czytałem żadnych słynnych jego starć z Avengers. A może, mimo wszystko, dlatego, że w tym komiksie huku nie ma? Zawsze lubię momenty, kiedy po raz pierwszy formuje się drużyna, czy to w filmie czy w komiksie. Można to zrobić na setki sposobów: patetycznie, zabawnie, oryginalnie albo i nie - w każdym razie ze wszystkich sposobów na zebranie/przedstawienie drużyny jakie kojarzę wybrana tu opcja "zadzwoniłem po ciebie, ciebie, ciebie i ciebie" jest najbardziej nijaka. Wyróżnia się tylko reakcja Steve'a na pytanie Starka, czy to on będzie dowodził. A potem wchodzi Kang i mamy reakcję knee-jerk Thora. Wyszło... dziwnie, ale znowu - jakbym znał poprzednie starcia Kanga z Avengers to może czułbym, że to jest usprawiedliwione. Potem odpowiednio zamglone ostrzeżenia i sianie pierwszych wątpliwości w drużynie - ograne, ale zgrabnie przedstawione. Bez zastrzeżeń. No i ostatnia scena (właśnie, kim może być pani z ostatniego kadru?), której prawdziwego znaczenia na razie można się tylko domyślać.
Powtórzę - nie czuję żadnych emocji po lekturze tego numeru. Może poza niepewnością co do tego, co tu właściwie robi Wolverine. Do New Avengers pasował - zwłaszcza do NA po Civil War - ale jak go umieścić w jednym zespole z Thorem to... zgrzyta. Po prostu zgrzyta. To samo, choć w trochę mniejszym stopniu, tyczy się Spider-Mana i Spider-Woman.
No i przyszła pora na omówienie rysunków... Parę paneli pozwala mi zrozumieć, czemu można żywić ciepłe uczucia do Romity Juniora. Parę. Można je policzyć na palcach jednej ręki - odbudowa Soldier Field w tle kłócących się Steve'a i Simona, Spider-Woman z Loganem popijający z kubków z Rogersem i Starkiem w tle, wejście Marii Hill i Hulk z końcówki. Te mi się podobają. Cała reszta... Brzydkie postaci z klocków, twarze obitych bokserów, absurdalne cienie/kości policzkowe? Spider-Woman, koszmarne ujęcia z profilu... Nie lubię, nie podoba mi się. Za to brawa należą się koloryście, dzięki któremu takie sobie panele z wejściem i wyjściem Kanga zmieniły się w robiące duże wrażenie sceny.
Podsumowanie? We are not amused. Szkolna czwóra z minusem. To nie jest zły komiks - po prostu jak już wydaje się coś zatytułowanego "Avengers, numer pierwszy", to powinno wyrzucać z fotela i kopać tyłek. A nie wyrzuca i nie kopie.

ccolossus28: Rozczarowanie to chyba za duże słowo ale po lekturze czuję niedosyt i to całkiem spory. Pierwszy numer jakiejkolwiek serii powinien być jak finałowy: wielki, eksytujący, popisowy i jak się patrzy. Niestety, z jakiejkolwiek strony nie spojrzeć, nic nadzwyczajnego nie ma. Ale tutaj chyba kłaniają się oczekiwania, więc nie będę się pastwił. Podoba mi się, że Bendis sięgnął po Kanga, wszakże nikt tak dobrze nie rozpocznie nowych przygód jak nemezis całej drużyny. Podejrzewam, że spotkanie naszych herosów z pociechami może być ciekawe ale to dopiero w przyszłym numerze. Na razie 6/10.
Pariah:
Mi się w sumie podobało. Pocżatek mało zajmujący, ale dzięki "Bendis banter" dało sie czytać. Rysunki JRJR są chyba najsłabszym punktem tego komiksu, ale nie odpychają od czytania samego komiksu, a to wystarczy.
Co jest dobre to scenariusz. Odrazu pojawia sie ciekawy wątek alternatywnej przyszłości, a jak się potem okazuje, w zasadzie 2 waki. Jak mniemam, to nie Kang jest narzędziem zemsty swego przyszłego wcielenia - Immortusa, lecz Wonder Man (być może nawet nieświadomy faktu, że jest manipulowany). Wątek z Kangiem przeradza się nam w coś zupełnie nowego. Najwyraźniej to nie on jest "TYM ZŁYM", a jedynie kolejnym pionkiem na szachownicy. Jego "pan" wydaje się być jeszcze ciekawszy. 6.5/10

LeGol: Fabuła jak na początek niezła. Wybieranie zespołu w stylu "i pick You, You, You and... You" zostało tak przedstawione najprawdopodobniej z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że po trzecim numerze, w którym Rogers wybierałby członków, zaczęlibyśmy narzekać, że nic się nie dzieje, a poza tym trzeba było pokazać wątek z Wonder Manem. W zasadzie jest bardzo dobrze, w pamieć zapada głownie Thor nie orientujący się "osochosijakpy" z nowym Capem i nie cackający się z Kangiem. Chociaż Spider dociekający swojej przyszłości też na plus. Na minus jest to, co on wogóle robi w podstawowym składzie Mścicieli?! Tak samo jak Logan i Spider-Woman. Ale nic, popularnie postacie są potrzebne, żeby pasek sprzedaży rósł. Co w takim razie robi tam Maria Hill jako dowódca?! Oceniania się nie podejmę bo to dopiero początek. Jak dla mnie dobry początek.

Deadpool Vol. 3 #23 (Heroic Age Tie-In)
Delirium: Na szczęście wizja z okładki pozostała tylko na okładce i Pool nie biegał za Avengers. Dzięki temu oraz kilku nawiązaniom do pierwszej serii, numer wypada całkiem nieźle. Jak na tę serię, oczywiście. Kolejne wcielenie Weasela nawet robi wrażenie, chociaż bardziej przekonujący był jako Penetraitor. No i łatwo da się przewidzieć, w jakim kierunku pójdzie to teraz. Może być 6/10.


Galacta Daughter Of Galactus (One-Shot)
Delirium: Absolutnie absurdalna córeczka Galactusa wywędrowała z sieci na papier, żeby podzielić się z nami swoimi dylematami na temat pożerania wszystkiego. I mimo całej absurdalności tego wszystkiego, jakoś ją lubię. W tym szaleństwie jest metoda. A co jeszcze lepsze, nawet udało się w końcu nadać temu jakiś sens, który tłumaczy jej pochodzenie i nawet dałby radę wcisnąć ją w kanon. Najlepsze jest jednak to, że nikt tego na siłę nie robi i można sobie poczytać bez zobowiązań. I popatrzeć też jest na co, bo styl rysunków jest tak samo luźny jak cała historia i fajnie się to komponuje. Dam 7/10, bo dobrze się bawiłem.

Demogorgon: Hej, to było o wiele lepsze, niż się spodziewałem. Gali to naprawdę przesympatyczna osóbka, którą z miejsca polubiłem, praktycznie za wszystko. Z chęcią zobaczyłbym jej więcej, nawet w głównym continuity (P***ć Thora! Ona powinna być w Avengers!). A do tego rysunki są prześliczne. Panie Warren - kupiłeś mnie.

Girl Comics Vol. 2 #2
Delirium: Podeszła mi pierwsza historyjka, bo wygląda dość oryginalnie i w końcu ktoś poważył się odświeżyć design Crystal. Całkiem niezła okazała się też druga, mocno zakręcona, jak to u pani Kasi bywa. Wyczynom panny Buscemy mówię stanowcze nie i nie komentuję. Namiastka Nextwave wyszła nawet zabawnie, ale brzydko. Ta z MJ fabuły za grosz nie ma, ale daje upust fantazjom rysowniczki, więc dobra - niech sobie ma. No i końcówka z Doktorkiem znów całkiem przyzwoita oraz nieźle zilustrowana. Czyli wyszło znacznie lepiej niż poprzednio, ale wciąż bez rewelacji. Dam słabe 6/10.

Sc0agar4k: Pogoń za Lockjawem rewelacja. Kto ma psa, ten wie, ile nerwów kosztuje jego wykąpanie. A co dopiero pies, który potrafi się teleportować. Salon fryzjerski również dobre, przecież nawet super bohaterki muszą dbać o fryzurę. Pozostałe historie odrobinę gorsze, ale i tak wysoki poziom. I niech nikt się nie waży twierdzić, że kobiety nie potrafią robić komiksów. Mocne 7/10.

Invincible Iron Man vol. 5 #26 (Heroic Age Tie-In)
Delirium: W tym numerze poznajemy odpowiedź na dręczące nas od lat pytanie: Where on earth is Carmen Sandiego? Poza tym… Cóż, dużo gadają o niczym. O imprezie u Heffnera, o elektrycznych samochodach, o tym jak to ktoś nie lubi Antka… Takie sobie bulbotanie. Akcji mamy tyle, co kot napłakał - jeden pokazowy szot Detroit Steel i jedna brutalnie zmasakrowana skrzynia. Aha, przez chwilę pojawia się też Spymaster, żeby zrobić z jakiegoś grubasa swoją dziwkę. Trzeba powiedzieć, że dobry komiks… To to nie jest. Najwyżej 5/10.

LeGol: Wróciłem do tej serii z czystej ciekawości i w sumie nie żałuję. Podoba mi się nowy Stark, choć nakreślony na kształt filmowego. Podoba mi się nowa zbroja. Podoba mi się jak wykorzystali wątki Extremis. Nie podoba mi się co momentami wyprawia Larocca. Nie podoba mi się, to że jeśli chodzi o wrogów, znów mamy rodzinę jakiegoś starego bad guy'a wykorzystującą coś na podobieństwo technologii Starka. W sumie niewiele, ale więcej jest tego co mi się podoba. Panie F. postaraj się pan nieco bardziej, to może nawet panu wybaczę to, co pan wyprawia w UXM. 7/10

Marvel Her-Oes #2
Sc0agar4k: Kolejny świetny numer z Janet. Rozterki nastolatki, która jest inna niż jej rówieśnicy. Problemy z rodzicami, próby odnalezienia miejsca dla siebie. Zrozumienia kim się jest. Świetne sceny z Namoritą i Jennifer. Drugi w tym tygodniu bardzo dobry komiks napisany kobiecą ręką. Ocena 8/10.


Rescue (One-Shot)
Delirium: Wiecie, jaki jest mój problem z Rescue? Taki, że bardzo lubię Pepper, a nienawidzę jej żelaznego elter-ego. A to z tego powodu, że pomysł jest absolutnie najniższych lotów. Fraction poszedł po najmniejszej linii oporu tworząc żeńskiego klona Iron Mana, któremu nawet nie potrafił dać chwytliwej ksywki. Od razu staje mi przed oczami zatłoczony świat DC, gdzie każda postać jest otoczona własnymi klonami w różnych odcieniach i kształtach, więc takim akcjom mówię: "nie". Ten numer natomiast udowadnia, że na postać nie ma pomysłu. Skończyło się na "nazwijmy ją Rescue i niech wszystkich ratuje". Przynajmniej rysunki miejscami są fajne, ale to i tak najwyżej 4/10.

Ultimate Comics Avengers 2 #2
Hotaru: Nie jestem fanem kreski Yu, a po jego wyczynach przy Secret Invasion pewno już nigdy nie będę. Dlatego z miejsca skreślam oprawę graficzną tego numeru - zbyt kojarzy mi się z tamtym przykrym wspomnieniem. Sama fabuła za to nabiera rozpędu. Mamy chyba tylko jeden kadr z ultimate-Punisherem w jego śmiesznym wdzianko, a im mniej, tym lepiej. Ostatni kadr zaś zapowiada potencjalny ubaw, chociaż obawiam się, że wersja ultimate Demona Zemsty będzie tak samo pozbawiona świeżości, jak i Frank Castle. Pożyjemy zobaczymy.
Sc0agar4k: Nick Fury kompletuje swoją drużynę. Widać zadanie musi być naprawdę ciężkie, skoro sięga po ciężkie działa. Szykuje się rozróba i to sporych rozmiarów. Rysunki Yu są mocne i wyraziste. Zasłużone 7/10.
Volf:
Znowu dobre. Niewiele się dzieje, ale za to dzieje się fajnie i ciekawie. Ale też znowu denerwuje brak jakichkolwiek informacji o tym, co się stało z Nerd Hulkiem.

X-Factor #205 (X-Men Second Coming Tie-In)
Delirium: Pierwsza rzecz: jeśli ktoś ma kontakt do Petera Davida, koniecznie musi mi go przekazać, bo aż mnie nosi, żeby sprzedać mu historię, która wypełni czas Terry między przybyciem do Irlandii, a tym numerem. A jeśli o sam komiks chodzi, to mam lekkie wrażenie, że został trochę rozciągnięty, żeby wypełnić czas przeznaczony na tie-in. Nie znaczy to bynajmniej, że coś jest nie tak, bo historia jest zwyczajnie dobra, ale sposób przedstawiania scen nosi pewne symptomy rozciągnięcia. Niemniej, akcja jest porządna. Darwin robi kawał dobrej roboty, Longshot kradnie numer swoimi przechwałkami, Layla pokazuje upgrade (czyżby od Dooma?), a nawet Mordo wnosi coś niespodziewanego w postaci moralnej dwuznaczności sytuacji. I rysunki przyzwoite, więc tradycyjne 7/10.

Demogorgon:Muszę wspominać, że numer tygodnia? Nie muszę, bo to oczywista oczywistość. Co prawda poprzedni mi się bardziej podobał, ale ten ma wiele naprawdę wspaniałych momentów - wszystkie wątki płynnie i sprawnie się rozwijają, a Darwin i Shatterstar kradną dla siebie numer. No i jeszcze Mordo wypada nieźle. Powtórzę - numer tygodnia.
Hotaru: Jak zwykle - świetny numer. Zastanawiałem się, jak Peter David wybrnie z patowej sytuacji, jaką sprowadził na swoich bohaterów w poprzednim numerze. Znając możliwości scenarzysty wiedziałem, że będzie to coś błyskotliwego i nienaciąganego. taką rezolucję dostaliśmy, więc jestem usatysfakcjonowany. Cieszy mnie, że Second Coming posłużyło tylko jako pretekst do opowiedzenia kolejnej fascynującej historii, której bohaterami są przyjaciele Madroksa. Decyzja o nieangażowaniu mocniej drużyny w tej event wyjdzie jej tylko na dobre.
Sc0agar4k: PAD po raz kolejny pokazuje, że pisze świetne scenariusze. Każdy z członków X-Factor ma tu swoje pięć minut, wszyscy wywiązują się ze swoich zadań. Plan Madroxa jest prosty: przechytrzyć plan Bastiona. Jak na razie im się to udaje. Pora na kolejny śmiały plan. Ocena 8/10.
Krzycer:
Sytuacja z samochodem rozwinęła się bez niespodzianek. Niespodzianką była odsiecz na lotnisku w Dublinie. No i nie spodziewałem się, że PAD nawiąże do zaprezentowanej w WWH: X-Men teleportacji Darwina. Ciekawie zapowiada się sojusz Mordo-Guido-St Croix.
Chciałbym pochwalić rysunki, choć żaden kadr nie powalał. Są po prostu bardzo, bardzo porządne.

dX-Men Legacy #236 (X-Men Second Coming Part 8)
Delirium: The X-Men vs. The Bubble. Serio. W samym środku wielkiego crossa poświęcają cały numer na to, żeby pokazać wielką bańkę, z której dopiero na końcu coś wychodzi. Carey stara się jak może, ale z kawałka, który mu przypadł w udziale wiele nie da się wycisnąć. Najwięcej udało się w scenie z Bastionem, który dostrzega kres swojej ahabowskiej misji oraz w dość zaskakującym wejściu na scenę Avengers. Którzy też walczą z bańką. A na końcu pojawiają się Nimrody, więc całą akcję znów zgarną Kyle i Yost, co wcale takie złe nie jest. Trzeba jednak przyznać, że mimo absurdalnej wręcz naiwności sytuacji, udało się zrobić kilka scen tak, że budują i podtrzymują napięcie, co w tej sytuacji świadczy dobrze o autorze. Mimo wszystko, nie mogę ocenić tego wyżej niż na 6/10.

Hotaru: Dlaczegoż akurat Greg Land został przydzielony Mike'owi Careyowi? Czy nie lepiej, by "ilustrował" skrypty Matta Fractiona? Istniałaby wtedy pewna spójność, a tak... Szkoda scenarzysty. Bo w sumie porządny skrypt wysmażył - Bastion okazuje się naprawdę godnym przeciwnikiem, chłodno kalkulującym jak komputer. Podejrzewam, że właśnie to doprowadzi do jego zguby, ale na razie łykam bez popitki. Pojawienie się Mścicieli to też całkiem miły akcent i mam nadzieję, że będą mieli jakąś istotną rolę do odegrania. Jak na razie, Second Coming goni poziomem Messiah CompleX. Czy uda mu się przewyższyć poprzednika?
Sc0agar4k: Plan Bastiona jest prosty: zamknąć mutantów w klatce a potem wykończyć. Pierwsza część planu wykonana. "Bańka" otoczyła ich całkowicie, odcinając od świata. Pozostaje nie dać się zabić. Hope decyduje, co ma robić dalej. Jedna rzecz nie daje mi spokoju. Jakim cudem znaleźli się tam Avengers? Ocena 7/10.
Krzycer:
Tsk. Powrót latającego Cyclopsa. Przeżyłbym bez tego. Poza tym... niby coś się ruszyło, ale w sumie nadal nie dzieje się tu wiele. X-Men przekonują się, że są w pułapce - i tyle. Dobrze przynajmniej, że już w tym numerze wpadają Nimrody.
Mam wrażenie, że wyciszenie akcji po śmierci Kurta było o jeden numer za długie. Gdyby ostatnie trzy odcinki zmieścić w dwóch wyszłoby to z pożytkiem dla całości. Poza tym ciekaw jestem tie-inu "Blind Science" - niby zostaliśmy do niego odesłani w poprzednim odcinku crossa, a tu cały X-Club działa. Czy tie-in zdążył się wydarzyć między ostatnim a ty odcinkiem?
Co jeszcze? Dialogi są dobre ale u Carey'a to akurat standard. Hope podjęła ostateczną decyzję - i może to miało być najważniejsze wydarzenie numeru - ale dotąd nie miałem poczucia, że serio myśli o ucieczce, więc ta scena mnie nie ruszyła specjalnie. No, ale przynajmniej od następnego numeru wreszcie będzie się działo. A, i miło, że Avengers raczyli się zjawić. Zwłaszcza, że wymiana zdań między Spider-Woman a Thorem jest jedną z najfajniejszych scen w numerze.
Rysunki, rysunki... Landowy standard, w najgorszym tego słowa znaczeniu. Mniejsza o o-face zdobiący twarze wszystkich bohaterów, chyba, że akurat szczerzą zęby w uśmiechu, ale takiej plejady mutantów nie do rozpoznania wcześniej nie widziałem. Kim jest afro-mutant z bródką? W ogóle na tym kadrze czwórka mutantów poza Psylocke, Storm, Icemanem i Angelem jest anonimowa. Z kim później rozmawia Santo? Strzelałbym, że to Jeffries, ale on jest na zewnątrz sfery. Kiedy wszyscy lecą w kierunku mostu - kim jest latająca, płonąca babka? Chyba, że Magma może latać dzięki swojej mocy a ja o tym nie wiedziałem.
Poza tym standardowo Beast z głową lwa, ale ja go akurat w tej wersji lubię. Pozytywy? Podobał mi się kadr z X-Clubem i Avengers patrzącymi na barierę po ciosie Thora. I tyle.


X-Men - Pixie Strikes Back #4
Delirium: Pani Kasia znów mnie nie zawiodła i dała świetne zakończenie świetnej historyjki. Bardzo fajnie się to wszystko złożyło w całość, może nie radykalnie, ale jednak trochę wpływając na naszą bohaterkę. Za to sama akcja była wprost idealna i rzekłbym, bardzo bajkowa. To jak wielki zły demon dał się zrobić w ciula jest wręcz podręcznikowym przykładem baśniowego rozwiązania, w którym tryumfuje spryt zacnego bohatera. No i jest dużo świetnych scen: nawalony Nightcrawler, znokautowana Emma, rozmowa o Wielkim Ptaku… dużo, żeby wymieniać. A że całość wygląda równie fajnie, to mocne 7/10 dostanie.

Demogorgon: Parę razy zdarzyło mi się krzyknąć "Co tu się dzieje?!", czytając ten komiks, ale koniec końców fabuła ładnie wszystko wyjaśniła i zamknęła koło. Na końcu było mi żal Pixie, gdy dowiedziała się, kto jest jej ojcem (niech się cieszy, że to nie Mesmero). Było parę fajnych momentów, ale mam jeden problem - pozostałe X-Manki były tu wpakowane trochę na siłę, obeszłoby się bez nich, bo i tak i tak nie zrobiły za wiele. Dobry komiks, daję 7/10.
Hotaru: Koniec końców, całkiem przyjemna miniseria. Z jednej strony zapowiedzi nie dawały jej zbyt wielu szans, a z drugiej osoba Kathryn Immonen, która podobno kiepską scenarzystką nie jest. Okazało się, ze skrewił dział marketingu Marvela, a nie autorka skryptu, której udało się stworzyć historię z dużą ilością substancji. Po tym, jak zszargał ja Fraction, Pixie znów zaczęła odzyskiwać blask.
Sc0agar4k: Zakończenie godne całej tej miniserii. Numer kradnie rozmowa o Wielkim Ptaku i pijany Kurt. Megan poznaje prawdę o swojej przeszłości, pozostaje jej się z nią pogodzić. Demon przechytrzony, wszyscy mogą szczęśliwie wrócić do domu. Ale czy na pewno? Mocne 7/10 dla tego numeru, jak i całej serii.
Krzycer:
Rozwiązanie nie było tak satysfakcjonujące, jak tego oczekiwałem - zabrakło mi jakiejś konkretnej roli dla Laury, Mercury i Hisako. Również siostry Mastermind w sumie niewiele zrobiły. Ale Saturnine dostał na co zasłużył we w miarę zaskakujący sposób, a i pożegnanie Megan z matką wyszło fajnie. No i Kathryn poszerzyła paletę umiejętności Megan o teleportowanie innych bez konieczności zabierania się razem z nimi. Ciekawe, czy w którymś ongoingu zostanie to odnotowane.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aHer-Oes #2

Autor: Sara Pichelli

Hotaru: Urzekł mnie pomysł na ta okładkę. Nie czytam komiksu, więc nie mam pojęcia, czy cover oddaje to, co można znaleźć w środku, ale sama koncepcja jest tak dobra, że wnętrze mnie już nie interesuje. Dostrzegam i doceniam pewną symbolikę tej kompozycji, a że na dodatek jest świetnie zrealizowana, to wyróżnienie się w pełni należy.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.05.19


Redaktor prowadzący: Sc0agar4k Korektor: PuppetMaster
Redaktor techniczny: Undercik 
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.