Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #115 - X-Force/Cable: Messiah War TPB

X-Force/Cable: Messiah War TPBlt115.jpg
Scenariusz: Craig Kyle, Christopher Yost, Duane Swierczynski
Rysunki: Clayton Chrain, Mike Choi, Ariel Olivetti
Okładka: Ariel Olivetti
Ilośc stron: 368
Cena okładkowa: $34,99
Zawiera:
X-MEN: THE TIMES AND LIFE OF LUCAS BISHOP #1-3, CABLE #11-15, X-FORCE #14-16, X-FORCE/CABLE: MESSIAH WAR, X-MEN: FUTURE HISTORY - MESSIAH WAR SOURCEBOOK

Demogorgon: "Gdzie wcięło chłopów i gdzie bogowie są?" - tak śpiewała w swym wielkim przeboju "I Need A Hero" Jennifer Saunders. Podobne pytanie zadawali sobie chyba wszyscy X-Men od czasu Messiah CompleX – gdzie są chłop na schwał, Cable, i przyszła bogini/mesjaszka mutantów, Hope? Cyclops postanawia to sprawdzić i wysyła swój tajny oddział, X-Force, w przyszłość. Jednak nie jest takie pewne, czy ci potrzebują bohaterów. Tymczasem Bishop znajduje sojusznika dobrze znanego ludziom, którzy wychowywali się na komiksach z TM-Semic.

Dawno już nie widziałem tak nierównej historii. Pod każdym względem. Naprzemiennie dostajemy tu porządną akcję i badziew. Z jednej strony jest bowiem X-Force Kyle'a i Yosta, duetu, który można spokojnie nazywać DnA mutantów, z błyskotliwymi dialogami, akcją i interesującymi wątkami fabularnymi. Z drugiej jest Cable Duane'a Swierczynskiego. I jasny gwint, jeśli te numery nie są potwornie nudne. Nieważne, czy walczą, czy gadają, gdy pisze Swierczynski, czuję się jak na wyjątkowo nudnym wykładzie z analizy znaczenia semantycznego portugalskich flaków. Z początku się to jeszcze sprawdzało, tak przez pierwszy numer, gdy trzeba było wyjaśnić, skąd tam się wziął Deadpool, ale już po drugim miałem ochotę wysiąść. Styl Swierczynskiego jest zwyczajnie zbyt nudny.

Ten sam podział występuje w rysunkach. Crain i Olivetti maja dwa kompletnie różne, kompletnie niekompatybilne style. Crain rysuje gładko, sprawnie i z lekką dozą groteski, lubi upiększyć swoje rysunki dużą ilością czerni. Olivetti zaś odwrotnie – nie tylko jego kreska jest toporna i twarda, to jeszcze wszystko jest w jasnych koloroach, od których, szczerze mówiąc, mnie mdli. Są różni jak dzień i noc. Ba, oni nawet nie potrafili się dogadać, czy wydarzenia mają miejsce za dnia, czy w nocy. Oliverti nigdy nie był w mojej czołówce, a Crain miał w tym evencie spadek formy, więc można śmiało powiedzieć, że warstwa graficzna nie przypadła mi do gustu. Jedynie Mike Choi, który zilustrował otwierający historię one-shot, wybija się ponad poziom ze swoim pięknym stylem.

Sama fabuła nie jest zła, jest sprawnie zaplanowana i logiczna. Ale niestety, Swierczynski ciągnie Kyle'a i Yosta w dół, przez co spada ogólny poziom historii. Im dalej, tym nudniej i tym mniej wydarzenia czytelnika obchodzą. Nie powiem, jest tu wiele fajnych scen, szczególnie podobała mi się ta z Laurą, Domino i dawną przyjaciółką, a Deadpool jest zabawniejszy niż w swoich własnych komiksach, ale jednak ogólnie wrażenie nie pozostało za dobre. Szczególnie, jako druga część trylogii, którą zaczął świetny Messiah CompleX, a zakończyć ma Second Comming.

Messiah War to, niestety, spalony crossover, wynik złączenia dwóch serii, których twórcy stoją na zupełnie różnych poziomach i reprezentują zupełnie różne style. Powiem to tak – jeśli jesteś fanatykiem X-Men, to pewnie już to masz na półce. Jeśli chcesz zapoznać się z ostatnią dekadą mutantów albo zrobić sobie wstęp przed Second Coming - dałbym Messiah War szansę. Jeśli nie – odpuść sobie.

ArtX: "Wojna mesjasza" jest drugą częścią trylogii, której finał mamy aktualnie okazję czytać w x-tytułach. Dlatego też przypomnienie sobie Messiah War w tym właśnie czasie jest jak najbardziej na miejscu. Wątki przewijające się przez Trylogię Mesjasza zastały zapoczątkowane dawno, dawno temu – niektóre z nich nawet jeszcze przez Claremonta. Podróże w czasie, alternatywne przyszłości, przeszłości i teraźniejszości, zbawienie rasy mutantów są obecne w świecie mutantów Marvela od wielu lat i chyba już tak zostanie. Może na jakiś czas zejdą na dalszy plan, ale myślę, że będą się od czasu do czasu pojawiać, tak jak trudno wyobrazić sobie Fantastyczną Czwórkę bez innych wymiarów czy Kapitana Amerykę bez nawiązań do II Wojny Światowej.

O czym jest ten Messiah War? Trudno opisywać fabułę bez cofnięcia się do Messiah CompleX, z kolei trudno jest opisywać fabułę tego drugiego bez cofnięcia się do House of M – i tak moglibyśmy jeszcze długo. Powiem tylko, że tytułowy Mesjasz jest w niebezpieczeństwie i X-Force, wraz z Cablem, muszę go bronić przed wrogiem zewnętrznym (Stryfe), jak i wewnętrznym (Bishop). Wiąże się to z podróżą do niezbyt przyjemnej alternatywnej przyszłości, czyli nic nowego dla X-Ludzi.

lt115as.jpg


Pojawiły się głosy, że to crossover było tylko skokiem na kasę, gdyż nie dzieje się tu nic ważnego. Muszę przyznać, że coś w tym jest. Messiah War jest właśnie taką wojną, bijatyką superludzi i nie wynika z niej zbyt dużo. Również dołączona do wydania zbiorczego trzyczęściowa miniseria o Bishopie zaledwie porządkuje to, co stary czytelnik już wie i jest przeznaczona dla tych, którzy dopiero wkraczają do świata mutantów. Z drugiej strony nie mogę powiedzieć, żeby ten komiks czytało mi się źle. Typowy, marvelowski komiks o superherosach walczących ze złoczyńcami. Nie zachwyca, może posłużyć jako rozrywkowe czytadło, ale pewnie innych może znudzić.

Nad stroną graficzną pracuje cały sztab ludzi: jest świetny duet Choi/Oback (czemu tak mało?), jest Crain (obniżający niestety loty w porównaniu z poprzednimi pracami), jest Olivetti, którego malarski styl jest całkiem niezły, i przeciętny McKelvie. Zaskoczył mnie natomiast Stroman; jego styl jest dla mnie dość ciężkostrawny, ale w tym albumie świetnie przedstawił świat przyszłości oraz pełne bólu i przerażenia oblicze małego Bishopa, potrafiące ścisnąć za serce.

Kupić czy nie? Jeśli chcecie mieć trylogię w całości, to oczywiście odpowiedź jest twierdząca. Jeśli ktoś ceni sobie bardziej jakość scenariusza i rysunków (przede wszystkim tego pierwszego) to powinien się dobrze zastanowić, bo może się zawieść. Ale też niekoniecznie, bo może spodoba mu się np. występ Deadpoola. W każdym razie należy ten zakup dogłębnie przemyśleć i podjąć męską decyzję, bo przypomina to trochę grę w ruletkę. Może nie w tę rosyjską, ale jednak jest to hazard. Wspomnę jeszcze o dołączonym do wydania zbiorczego obszernym kompendium wiedzy o postaciach i wątkach, od którego głowa może spuchnąć z nadmiaru informacji. Więc uważajcie!

LTminus.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.