Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #142 (10.05.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 10 maja 2010Numer: 18/2010 (142)



Wydarzenie tygodnia, czyli pogrzeb w najnowyszm numerze UXM, nie wywołało euforii wśród czytelników.



dAmazing Spider-Man #630
Delirium: Duet Wells/Bachalo dał nam już jedną bardzo dobrą historię w tym tytule i wiele rzeczy na Niebie i Ziemi zapowiada, że ta będzie równie dobra. A przynajmniej początek jest świetny. W przeciwieństwie do innych wymysłów innych scenarzystów, nieco zmienione podejście do Lizarda mi się podoba, bo coś do postaci wnosi. Wcześniej jaszczur po prostu się pojawiał, a teraz jest w głowie doktorka cały czas i walczy o dominację. I to jest dobre. Nieco odmienny design Lizarda również mi pasuje. Jest chyba najbardziej odważny od czasów McFarlane'a. Reszta historii również na dobrym poziomie i dobrze zilustrowana, więc tym razem w pełni zasłużone 7/10.

Demogorgon: Czy tylko ja nie kupuję parowania Petera z Carlie? Ba, czy tylko ja uważam, że OMD zabił sens parowania Petera z kimkolwiek, skoro nie dane mu będzie osiągnąć happy endu? Czy....wiecie co, przejdźmy może do Connorsa, który kradnie ten numer, zanim zacznę rzucać klątwy pod adresem Joe Quesady. Podoba mi się ten pomysł z głosem Lizarda w jego głowie, nawet ładnie uzupełnia się z tym, jak go pamiętam ze Spectacular Spider-Mana i pomaga rozwiać dylemat, czy Lizard to osobna osobowość, czy nie. Co nie zmienia faktu, że wątek Curta próbującego odzyskać prawo do opieki nad synem gryzie się z zakończeniem tamtej historii, gdy chciał uciąć wszelki kontakt z nim, by go chronić. Ale Connors to Connors, nie ma najlepiej w głowie, więc nie będę na to zbytnio narzekał. Rysunki są łądne, Bachalo wstrzymał się nieco z chaotycznością i zaowocowało to wspaniałymi efektami i strasznym Lizardem. 7/10

colossus28: To było naprawdę bardzo dobre, i nie chodzi bynajmniej o samą historię, która na kolana nie powala, ale o sposób jej podania. Bo najjaśniejsze punkty tego komiksu to scenariusz Wellsa, który odwalił kawał dobrej roboty, świetne, żywe dialogi i mnóstwo wyśmienitych scen ze wspólnym lunchem Parkera i Carlie na czele. Co do rysunków, choć nie jestem fanem Bachalo, tutaj wypadają znakomicie, szczególnie Lizard - palce lizać. 8/10

GrayFox: Ależ to było dobrze! Najpierw bardzo dobra rozmowa Spider-Mana z Black Cat, a później lunch Petera z Carlie. Do tego wszystkiego Connors tracący systematycznie nad sobą panowanie, żeby na końcu stać się Lizardem. Dobra rzecz.
Rysunki Bachalo to obłęd. Z reguły nie przepadam za takim stylem, ale w rysunkach tego gościa jest magia przyciągania. Zwłaszcza okładki są bombowe, ale swoje największe zachwyty wyleję za dwa tygodnie przy okazji TASM #632. Tymczasem chcę więcej i nie mogę się już doczekać.


Astonishing Spider-Man/Wolverine #1
Delirium: Kurcze, dobre to jest! Od razu stajemy przed sporą niespodzianką i powoli dostajemy wyjaśnienie, skąd taki stan rzeczy się wziął. Z tym, że wyjaśnienie nie jest pełne, bo trzeba zostawić jakieś niedopowiedzenia, a na rewelacje musimy zaczekać, bo trochę nam się wykręciła linia czasowa. I to też w ciekawy sposób. Najlepsze jednak w tym wszystkim są relacje między głównymi bohaterami i wynikający z nich humor. Rysunki również dobre, więc również będzie 7/10.

Demogorgon: Zacząłem żywić znacznie większy respekt do scenarzysty - kiedy komuś udaje się napisać tak intrygujący komiks z dwoma najbardziej zużytymi bohaterami Marvela, zasługuje na to. Od samego początku historia wciąga i nie przestaje aż do końca, a sam pomysł jest niezwykle kreatywny - niby nie ma tu nic oryginalnego, ale samo to, że przytrafia się to Peterowi i Loganowi, nadaje starym pomysłom nowego smaku. Chcę więcej. 8/10

GrayFox: To. Było. Niesamowite. Spidey i Logan podróżujący w czasie? Jestem absolutnie na tak! Jak zwykle Logan namieszał i ta alternatywna przyszłość to jego wina, mam wrażenie, że następne numery skupią się na tym, jak to wszystko odkręcić. Póki co jest naprawdę awesome i czekam na następny numer.
Rysunki Kuberta są bardzo dobre. Zwłaszcza Spider-Man mu wychodzi świetnie. Co prawda niekiedy zaniedbał szczegóły pewnych kadrów, ale i tak strona graficzna to mocny punkt tego komiksu.

Kisiel:
Miałem sobie odpuścić, ale jednak przeczytałem i nie żałuję. Numer totalnie zakręcony, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Początkowo trochę trudno było się odnaleźć w tym, "jak" i "gdzie" znaleźli się Pete z Loganem. Do końca także nie zostało wyjaśnione, w jaki sposób diamenty przeniosły ich w czasie. Miejmy nadzieję, że kolejne numery przedstawią trochę więcej na ten temat. Kubert zapewnił dobrą oprawę graficzną co sprawiło, że dobrze się czytało numer. Ogólnie dobry początek Heroic Age. 7/10


Avengers: The Origin #2

Delirium: Odrobina świeżości pojawia się w wywołanej przez Lokiego wizji, ale poza tym to nadal jest ten sam odgrzewany kotlet. Dobry dla tych, którzy jedzą po raz pierwszy, ale ciężkostrawny dla tych, którzy już próbowali. Neutralne 5/10.

Captain America/Black Panther: Flags Of Our Fathers
#2

Delirium: Wakanda jest tak zajebista, że już w latach czterdziestych wynaleźli fryzury afro! I to właściwie wszystko, co zapamiętałem z tego komiksu, bo za dużo w nim pseudo-ideologicznego bełkotu. Od czasu do czasu tylko przerywa go jakiś błyskotliwy tekst typu "Wwwwhhhaaaaaaa… whoo?" A rysownik w swoim naśladownictwie już się chyba pogubił i sam nie wie, czyj styl chce podrabiać, bo miota się od jednego do drugiego. Najwyżej 4/10 mogę dać.

GrayFox: Tendencja zniżkowa, tak jak przewidywano. Hudlin ma jakiś tam zamysł, ale nie umie tego podać w taki sposób, żeby to szokowało choć trochę. Do tego durnoty typu Tiger Man, Cap i Panther rozwalający cały reżiment nazistów i zrobienie z Howling Commandos idiotów. Ciągle zastanawiałem się nad jedną rzeczą - dlaczego ani razu nie padło imię Black Panthera. Myślałem, że to T'Chaka, a to się po prostu okazało, że Reggie chyba nie wie, jak mu dać na imię, gdyż okazało się, że T'Chaka to jego syn.
Rysunki dalej fatalne, nie można czerpać absolutnie żadnych przyjemności z oglądania tego komiksu.


Deadpool Corps
#2

Delirium: Całkiem dobre to było. Pod względem scenariusza, znaczy się. Poole mają niezłą zabawę kosztem Elderów, aż mi się żal zrobiło biednego pana Ogrodnika. Nawet powtórka strategii z numeru poprzedniego wyszła przyzwoicie. Ale teraz to już chciałbym tego Franka zobaczyć. Niestety, od strony graficznej jest Liefeld, więc wszystko jasne. Dam 6/10.

Krzycer: To jest dobre! Powtórzony dowcip niby nie bawi tak samo, jak za pierwszym razem... a jednak :D
Co prawda fabularnie nic się nie posunęło, Deadpoole ani na krok nie przybliżyły się do rozwiązania problemu Franka, ale żarty z Elderów to wynagradzają.
Osobną kwestią jest Rob Liefeld. Z Roba Liefelda nawet już nie wypada żartować, to jak kopanie szczeniaka czy zabieranie słodyczy dziecku. Da się to zrobić z łatwością i na krótką metę jest nawet fajne, ale po co? W tym komiksie zmieściły się wszystkie tradycyjne liefeldowskie wady i zalety (ha, ha). Nie jestem tylko pewien, czy sam Liefeld sam siebie traktuje poważnie. No bo jak do paleodiabła wyjaśnić znikające shoulder pady Lady Deadpool? Serio? Czy Liefeld ma w kontrakcie "przynajmniej jedna postać przynajmniej przez pół numeru będzie nosić shoulder pady" i realizuje to założenie, nie przejmując się ciągłością ich istnienia? Czy myślał, że nikt ich nie zauważy, jeśli przemyci je na paru kadrach? Serio, nie rozumiem.
Ale dostarczyły mi uciechy.


Philip K Dick's Electric Ant #2
Hotaru: Bardzo zaskoczył mnie ten numer. Niby czytywałem wcześniej opowiadania Dicka i powinienem wiedzieć, że zabawy z koncepcją rzeczywistości leżą zdecydowanie w strefie zainteresowań pisarza, to i tak podążenie w tym kierunku wzięło mnie z zaskoczenia. Podobnie jak fakt, że główny bohater praktycznie przez cały komiks jest golusieńki - z pośladami i elektronicznym sercem na wierzchu. Nie spodziewałem się czegoś takiego po komiksie Marvela. Ale obiecuję sobie, że kolejny numer - na który nie mogę się już doczekać - będzie miał u mnie trochę szerszy horyzont oczekiwań.

Realm Of Kings: Son Of Hulk #4
Delirium: No i koniec. Skończyło się bez jakiegokolwiek widocznego nawiązania do wątków Realm Of Kings, ale także bez jakiegokolwiek wyraźnego sensu. Za dużo wyszło tych wszystkich mocy i pogubić się można. Jedyna dobra rzecz to fakt, że znika przynajmniej jeden kiepski komiks z Hulkiem w tytule. Yay. Rysunki troszkę podciągają ocenę, więc skończymy na 4/10.
Krzycer:
Yeabuwhat!? Co to było? Co się stało? Dlaczego? Po co?
Hiro-Kala albo powinien trafić w ręce kompetentnych scenarzystów, którzy zeskrobią wierzchnią warstwę bullshitu i ukształtują go w coś konkretnego, albo powinien zostać wyeliminowany.


Spectacular Spider-Girl #1
Demogorgon: Wielkie odliczanie czas zacząć! Nasza bohaterka potrzebuje jeszcze tylko dziesięciu zeszytów, aby zdeklasować She-Hulk w walce o tytuł superbohaterki z największą liczbą numerów własnej serii! Choć właściwie, to ten powinien się nazywać Spider-Girl/Punisher, bo stary, siwy, kopiący tyłki na prawo i lewo, rozwalający miesięczne śledztwa i kradnący samoloty facet z czachą na klacie zabrał dla siebie pół numeru. A poza tym akcja jak dalej wolno idzie do przodu - Fabian ruszył swoje szacowne cztery litery wreszcie, Wes albo wie więcej, niż na to wygląda (albo raczej wie tyle, na ile wygląda, bo te podpowiedzi są aż za mocne), albo lubi wylewać napoje na swoje ukochane, a April kwalifikuje się na leczenie. Dziewczyno - jeżeli chcesz udowodnić, że jesteś prawdziwą córką Spider-Mana, a nie klonem z DNA Venoma, to mam dla ciebie dobrą radę - PRZESTAŃ SIĘ UPODABNIAĆ DO VENOMA!
Standardowo, 7/10

Spider-Man Fever #2
Delirium: Wyszło dużo lepiej niż w numerze pierwszym. Pewnie dlatego, że całkowicie zanurzamy się w psychodeliczno-magicznym krajobrazie, więc dziwność rysunków przestaje mieć znaczenie. Dziwność fabuły również sama się usprawiedliwia i staje się nawet interesująca, gdy dotyka totemicznej wersji historii Spider-Mana. Kilka pomysłów (np. The Sorror-Fly albo Suffering Sausages) szczerze mnie rozbawiło. Innymi słowy, jeśli przymknie się oko na dziwności i spojrzy na całość przez okulary pana Hofmanna, można się ubawić. Mi się udało, więc dam 7/10.


Stephen King's "N"
#3

Hotaru: Z jednej strony rysunki Maleeva sprawiają, że trudno się od tego komiksu oderwać. Zwracam uwagę na większość sztuczek, jakie artysta zastosował i analizuję sposób, w jaki buduje klimat historii. Z drugiej... cóż, Guggenheim trochę spuścił z tonu. Zrobił ten sam błąd, co Aguirre-Sacasa w adaptacji "The Stand" i przełożył o wiele zbyt wielki ciężar opowiadania historii na boksy narracyjne, spychając dialog - na którym komiks powinien być oparty - na trzeci plan. Nie spodobało mi się to. Ale nawet pomimo tego, warto sięgnąć po ten komiks. Nie tylko fanom twórczości Kinga.

eUltimate Comics: New Ultimates #2
Hotaru: Na tym numerze kończę swoją przygodę z tym tytułem. Scenariusz jest drętwy, ale zniósłbym to, gdyby to nadal był świat Ultimate, jaki znam, a tak nie jest. Loeb totalnie zatracił to, co nadal przebrzmiewa w Ultimate Comics Spider-Man Bendisa, Ultimate Comics Avengers Millara czy nawet jego własnym Ultimate X. New Ultimates umiejscowiony jest w loebverse, a to miejsce, którego bym wolał unikać. Jedyny jasny punkt tego numeru to rysunki, ale to jednocześnie wada, bo Cho albo spuści z tonu, aby wyrabiać się z terminami, albo i ten komiks zaczną nękać horrendalne opóźnienia. Nie mam ochoty ani na jedno, ani na drugie.
GrayFox:
Nie. Jestem na nie. Loeb niech zostanie w Ultimate Comics X, bo tam mu nawet dobrze idzie. To dopiero drugi numer jest, a Hawkeye chyba padł trupem. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Valkyrie upodobała sobie Rogersa ze cel po tym, jak zobaczyła, że Thor parzy się z Helą? Nie wiem, nie rozumiem tego. Może Jeph zechce to wytłumaczyć w następnym numerze. Ciekawi mnie, co tam Loki sobie obmyślił, że z taką niecierpliwością oczekuje ponownego nadejścia swojego brata.
Rysunki Franka Cho to najjaśniejszy punkt tego komiksu. Jego Clint Barton to mistrzostwo świata. Trochę nie podobały mi się łzy Valkyrie, ale to pikuś. Pan pikuś. Facet ma talent. Szkoda tylko, że tak marny skrypt przyszło mu zilustrować.

Undercik: Podobało mi się. Nadal niie wierzę, że to mówię. Może to dlatego, że podszedłem do tego komiksu bez żadnych obłud i nadzieji. Może dlatego, że czytałem go bardzo późnym wieczorem. Może dlatego, że rysunki Cho zawyrzają moją opinnię. Może dlatego, że przed lekturą próbuje się odmużdżyć, aby nie przeszkadzały mi błedy logiczne.A może dlatego, że nareszcie poziom Loeba wzrasta, patrząc także na Ultimate Comics X? W sumie nie miałbym nic przeciwko, aby Jeph urósł z beznadziejnego na średniego scenarzystę, tak jak to na przestrzeni ostatniego roku zrobił Way. Co prawda bardzo bardzo dużo tym Ultimates brakuje do tych z pod znaku Millara, ale oswoiłem się już z myślą, że ten poziom prędko nie wróci. Loeb w Ultimate jest przynajmniej lepszy niz w Hulku. Na szczęście rysunki, poza drobnymi wyjątkami, stoją na bardzo wysokim poziomie. 5/10

Uncanny X-Men #524
Delirium: Z jednej strony taki moment wyciszenia akcji jest uzasadniony i na miejscu, ale z drugiej - bez przesady. Skoro Bastion ma szpiega na Utopii, to musi być zupełnym idiotą, żeby nie wykorzystać takiego momentu na decydujące uderzenie. Albo to, albo scenarzyści są dziecinnie wprost naiwni. Obstawiam wariant drugi. Sama scena pogrzebu wypadłaby całkiem dobrze, gdyby nie szczegóły. Może to wina rysownika, ale nie mam pojęcia, kto prowadzi całą tę ceremonię i dlaczego. No i dlaczego zdecydowali się spalić ciało, skoro wiedzą, że 99% martwych mutantów wraca do życia? Cała reszta numeru rozbija się natomiast o przytłaczający brak klimatu. Tylko Hope zachowuje się jakoś bardziej naturalnie, bo reszta wychodzi jak kukły. Wracamy do poziomu niższych ocen z mocno naciąganym 6/10.

avalonpulse0142f.jpgcolossus28: Można było się spodziewać, że po tak spektakularnej śmierci nastąpi refleksyjny, stonowany numer i taki dostaliśmy. Nie chcę przez to powiedzieć, że był zły, ale chyba jednak najsłabszy z dotychczasowych części Second Coming. Jakbym miał go określić jednym słowem, to byłoby to słowo "nijaki". Bo prócz przygotowań do sabotażowej akcji Pierce'a nie wydarzyło się nic, czego byśmy się nie spodziewali. Do tego wszystkiego dochodzą paskudne rysunki, jakieś takie niestaranne, jakby wykonywane w pośpiechu. 5/10
LeGoL: Rozumiem, po BOOMie (choć spodziewanym) z poprzedniego numeru, potrzeba było rzucić jakąś zapchajdziurę, tylko czemu ten obowiązek spoczął na Fractionie? Wszystko obróciło się wokół pogrzebu, po co? Sceny w Sick Bay mnie nudziły, poza tą z Magnusem, która była najwyżej przyswajalna. Poza tym w orszaku nagle widzimy Rouge, KOMPLETNIE pominięty wątek! Jest, idzie, że zdrowa ok, miała healing factor, ale cała reszta jest, za przeproszeniem, z d*py wzięta. Pierwsze strony bez dymków miały chyba nadać klimat? Serio? Ja przez moment myślałem, że czytam zapowiedź, tyle tam było klimatu. O rysunkach wspomnę tylko tyle, że Scott, oprócz cojones, dostał (podczas rozmowy z Hope) jeszcze niezłe booty... a Logan jak się wnerwia, to pazury mu niesymetrycznie wyskakują. Podjąłem decyzję, po zakończeniu SC będę uciekał od Fractiona jak od Way'a. Pierwszy numer tego eventu, który po prostu mnie wnerwiał miast podnosić ciśnienie w nerd-żyłce. 5/10, w tym 2 pkt za okładkę Granova.

Krusty: Fraction miał szansę się wykazać, pogrzeb Kurta aż prosił się o emocje i o więcej miejsca, tradycyjnie jednak zawiódł. Co gorsze, opowiedział się jak na mój gust za bardzo za Scottem, z Hanka robiąc karykaturę, a Loganowi lobotomię, bo jak dobrze pamiętamy, w innym zeszycie tego samego eventu postępował i myślał zupełnie inaczej.
Krzycer: Przesadzacie, nie jest aż tak źle. Jak na Fractiona to wyszło nawet całkiem nieźle, ale wad też jest niemało:
- rysunki miejscami są bardzo marne. Postaci czasami są nierozpoznawalne. Np na ostatnim kadrze - kim są dwie panie odchodzące z Loganem i Archangelem? Jedna to może być X-23, a druga? Domino? O której nie słyszeliśmy od pierwszego odcinka historii?
- pojawiająca się znikąd Rogue
- nienajgorsze dialogi na Utopii Fraction zrównoważył, wrzucając w usta Bastiona teksty sprowadzające go do poziomu Gargamela
- o, hej, Kitty wzięła udział w Second Coming! Zakładamy się, czy to już cały jej występ?
- o, hej, Kitty wzięła udział w Second Coming... więc czemu na pierwszych stronach SC: Hellbound wściekły Colossus mówi o utraconej miłości? To niedopatrzenie Yosta a nie Fractiona, ale jak będę komentował Hellbound, mogę już o tym nie pamiętać...
Poza tym jednak numer wyszedł nieźle. Obecność Beasta na pogrzebie, wygłaszane przez kolejnych bohaterów słowa - to wszystko wyszło nieźle.
Jednak największą wadą numeru jak dla mnie jest to, że aż za bardzo wycisza akcję. Kontrastuje z poprzednim w absurdalnym wręcz stopniu - dopiero co X-Men walczyli o przetrwanie na trzech frontach naraz... a tutaj mają ni z tego ni z owego co najmniej pół dnia dla siebie? Niby w tym samym czasie Cyclops bierze sprawy w swoje ręce i wysyła zespoły do tie-inów (Hellbound i ten o x-klubie, jakkolwiek by się nie nazywał), ale to za mało.
Słowo na zakończenie - spotkanie Hope z Magneto wyszło bardzo dobrze. I chyba to zapamiętam najlepiej, a nie pogrzeb jednego z moich najulubieńszych X-Manów...
I jeszcze jedno słowo na zakończenie - Dodson dużo w numerze napsuł, ale zbliżenie na uśmiechniętego Kurta mi się spodobało.
gPariah: Fraction uwielbia pisać pogrzeby :). To już jego drugi. Generalnie Matt niczym nas nie zaskoczył. Ponownie kiepskie, infantylne dialogi wołające o pomstę do nieba. W rękach innego scenarzysty Cyclops jest mądrym, zdecydowanym przywódcą. Tutaj zachowywał się tragicznie w rozmowach związanych ze śmiercią Nightcrawlera, jak i w rozmowie z Hope. Ciężko wyobrazić sobie, by tak zachowywał się dorosły facet... Generalnie w tym numerze nie dzieje się wiele. Autor mógł nam oszczędzić nieciekawych scen w sick bay i zamiast tego pokazać coś wiecej na temat tego, jak Bastion "oszukał" Danger i Pierce'a grasującego po hangarze w czasie pogrzebu. I niech mi ktoś wyjaśni, skąd tam się nagle wzięli Storm i Beast? Nie jestem fanem rysunków Dodsona, ale tym razem naprawdę sie nie postarał. 4/10
wolvie111: Second Coming trochę zwolniło. Ogólnie numer trochę drętwy, poświęcony śmierci Nightcrawlera. Pogrzeb, płacz, obwinianie się, twardy Cyclops i niepewność, czy było warto (płaczący Wolverine naprawdę wygląda dziwnie). Od strony wizualnej średnio. Rysunki nie zachwycają ani nie denerwują. Pod tym względem numer odstaje od poprzedniego Second Coming.
Dość fajna rozmowa Magneto z Hope. Ogólnie numerowi dałbym 6/10.

GrayFox: Chwila wytchnienia w tych ciągłych walkach i ucieczkach, ogólnie wypada to naprawdę mocno średnio. Fraction zrobił z Beasta idiotę, który na jednym kadrze płacze za Kurtem, a na drugim drze mordę na Cyclopsa i zapluwa mu okulary. No i Rogue wróciła na Utopię. Spotkanie Hope z Magneto całkiem fajne.
Strasznie zbulwersował mnie poziom rysunków. Śmiem twierdzić, że Dodson to tylko Black Cat potrafi narysować naprawdę dobrze. Na domiar złego pojawia się już u niego syndrom Fincha - Hope wygląda kropka w kropkę jak Kitty, a to samo tyczy się Cable'a i Magneto, z tymże tych można jeszcze jakoś rozpoznać poprzez blizny na twarzy Nathana. Jedynie Cyke jako tako wyglada.
I jeszcze taki szczegół - dlaczego Bastion ma takie same dymki z kwestiami jak inni? Tylko na łamach Uncanny X-Men tak jest. Liternik zakpił sprawę?


X-Men: Second Coming: Revelations - Hellbound #1
Hotaru: Zadziwiająco dobre! Serio, spodziewałem się raczej średniej opowiastki w stylu X-Infernus, a dostałem naprawdę świetny wstęp i obietnicę czegoś o wiele lepszego. Yost doskonale wie, co chce osiągnąć i nie sięga do półśrodków. Pozytywnie zaskakuje użycie Dazzler, a jeszcze pozytywniej odbieram podjęcie wątku dualizmu w głowie Gambita. Jest nadzieja, że tak wprawny scenarzysta zrobi w końcu coś dobrego z tym motywem. Rysunki Talibao też są dobre. Artysta nie zdecydował się pójść w tym samym kierunku, co przy niedawno zakończonej miniserii Psylocke i stosuje tu bardziej standardowe kadrowania i układy paneli na stronie, ale w dalszym ciągu wybija się ponad przeciętność. Chcę więcej!

Delirium: A to będzie mój numer tygodnia. Początek tie-inu ma dużo więcej klimatu i akcji, niż główny event. Zbieranie drużyny wychodzi przekonująco i pozwala pozbyć się pierwszego wrażenia, że składa się ona wyłącznie z postaci nieistotnych dla głównego wątku. To wciąż prawda, ale podana bardzo przystępnie. Najwięcej uwagi zgarniają naturalne Pixie i Anole, którzy mają już swoje przejścia z Limbo i nie bardzo chcą tam wracać. Gambit w roli Jokera również może być interesujący, a powrót
N'astirha sensownie wiąże całość z wątkiem Bastiona. Rysunki również się sprawdzają, chociaż dalekie są od mojego ideału. Zwłaszcza podobał mi się panel, na którym twarz Cyclopsa odbija się w twarzy Colossusa. Ostatecznie, mocne 7/10.
GrayFox: Numer skupia się ogólnie na rekrutacji przez Cannonballa oddziału mutantów, który ma odratować Magik z Limbo, a dopiero pod koniec ów oddział staje do walki. Ciekawie przedstawione są reakcje poszczególnych X-ludzi na rozkaz ratowania panienki Rasputin. Niesamowicie cieszy mnie obecność Gambita. Fajnie, jakby miał jakąś większą rolę w tym całym przedsięwzięciu. W sumie, to swoje parę groszy wtrąci na pewno, bo odbiło mu zaraz po wejściu do Limbo.
Rysunki Talibao są mocno średnie. Ogólnie nie przeszkadzają za bardzo, ale Colossus ukazany z profilu będzie mi się śnił po nocach. No i Cyclops wygląda jak dzieciak.
Czekam na kolejny numer.

Krzycer: Fiu. Coś długi ten tytuł.
To zdecydowanie ta lepsza z tegotygodniowych odsłon SC. Rekrutowanie zespołu przez Cannonballa po pierwsze wyszło sympatycznie, a po drugie dało ciekawy osobowo rezultat.
Chociaż trochę bym się kłócił z doborem NXM - jeśli już Sam szukał młodych, których wciągnęło do Limbo, to lepszymi kandydatami od Trance i Anole'a wydawaliby mi się praktycznie nieśmiertelny Rockslide czy częściowo odporne na magię Mercury i Dust.
Ale i tak do przeniesienia do Limbo jest dobrze.
Potem jest... chaotycznie. Bardzo, bardzo chaotycznie. Zwłaszcza kuriozalnie wyszedł Gambit, któremu najwyraźniej zaszkodziła sama obecność w Limbo.
I kim właściwie jest mroczny władca ciemności z końcówki, bo nie mam dobrego rozeznania w marvelowych demoniszczach - to Blackheart?





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

aRealm of Kings: Son of Hulk #4

Autor:
Alex Garner

Hotaru: Zwykle nie interesuje mnie nic związanego z Hulkiem. A mimo tego, wyróżniłem tę okładkę, chociaż nie mam najmniejszego pojęcia, kim są przedstawione na niej postaci. Właśnie w tym jest siła pracy Garnera - emocje się z niej wylewają i trafiają do odbiorcy nawet, kiedy ten nie jest emocjonalnie związany z postaciami, których te emocje dotyczą. O tym, że technicznie to też majstersztyk, nie muszę już chyba wspominać.




bX-Men Second Coming: Revelations - Hellbound #1

Autor:
Marko Djurdjevic

Delirium: Jako recenzja powinno wystarczyć nazwisko autora, które jest już marką samo w sobie. Tym razem jednak jest coś więcej, co mnie do niej przyciągnęło - coś w wyrazie twarzy Illyany, co sprawia, że nie mogę oderwać od niej wzroku. Jakiś smutek, ukryty za pozornie gniewnym i zdecydowanym spojrzeniem, który definiuje postać lepiej niż tysiąc słów. To coś, co osiągają tylko najlepsi artyści.




Gniot tygodnia:

cThe Many Loves Of The Amazing Spider-Man

Autor:
Jason Levesque

Demogorgon: Proporcje na tej okładce przyprawiają mnie o ból głowy. Nawet boję się myśleć, co się dzieje z kręgosłupem Carlie. Albo czemu jej ręce są kompletnie płaskie. Gwen wygląda jak lalka powiększona w photoshopie i wstawiona w jedno zdjecie razem z ludźmi. MJ najwidoczniej próbuje zmusić swoje piersi (albo raczej pierś, bo widzę tu tylko jedną. Kiedy biedaczka przeszła mastektomię?), by wypadły z ciała jak dwie puszki coli z automatu. A Felicia ma twarz czterdziestoletniego niemieckiego transwestyty. Zabierzcie to ode mnie.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.05.05


Redaktor prowadzący: Lex Korektor: S_ORedaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.