Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #141 (03.05.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 3 maja 2010Numer: 17/2010 (141)



Które propozycje Marvela najbardziej przypadły do gustu naszym czytelnikom podczas tradycjnego długiego weekendu?



cAmazing Spider-Man #629
Demogorgon: No i całkiem milutka historia. Miała w sobie więcej klasycznego stylu niż wszystko, co twórcy próbują zrobić od dawna, coś mądrego do powiedzenia i interesujący obrót wypadków. Rozwiązanie wątków Captaina Universe i Juggernauta wyszło bardzo sympatycznie i pomysłowo, Cain pokazał się z bardzo dobrej strony. 7/10, Sterns mógłby pisać więcej Spideya.

Delirium: Cholera… a tak dobrze się zaczęło. Niestety, skończyło się co najwyżej średnio. Miałem nadzieję, że nowy CapUni będzie miał za sobą jakąś poważną motywację, a tu się okazuje, że jest zwykłym lózerem. Chociaż… They took his job! Anyway… w końcu wychodzi na to, że Juggy zostaje zuniwersalizowany, żeby naprawić to, co sam ongi popsuł, przebijając się pod Manhattanem, zostaje bohaterem, ronimy symboliczną łezkę i czas na zbiorowy uścisk. Ale zabrakło w tym iskry, którą obiecywały pierwsze dwie części historii, a w dodatku rysunki jakby obniżyły poziom, więc ocena zrobi to samo - 6/10.

colossus28: Historyjka Nguyena, w wyniku której stał się Cap. Universe, naiwna jak cholera, opowieść Juggernauta o wyzwalaniu się z okowów skały była dużo ciekawsza i bardziej przerażająca, Enigma Force od razu mogła wybrać Marko na swojego przedstawiciela, a nie bawić się w robienie bohaterów z loserów. Spodziewałem się czegoś lepszego. 4/10

Krzycer: Porządne zakończenie porządnej historii, choć Uni-Juggernaut wypadł cokolwiek... kuriozalnie. Byłem za to rozczarowany tożsamością poprzedniego Kapitana bo liczyłem, że za jego wrogością do Caina kryje się coś więcej.

Captain America #605

Delirium: Bucky vs. MadCap & Falcon vs. pociąg… Cóż, spodziewałem się czegoś więcej. Jakiegoś wglądu w wewnętrzny podział polityczny w Ameryce, refleksji, wniosków… Czegokolwiek. Ale widać Marvel albo sam Brubaker przestraszył się reakcji rednecków i zabrakło miejsca na jakiś głębszy sens w tej historii. Ot, biją się, a szczytem wszystkiego jest fakt, że Bucky musiał strzelić do Fake-Capa. I tak wiemy, że nie zginął, więc dramatyzm zakończenia jest raczej sztuczny. Niech będzie 6/10, ale raczej słabe.
Krzycer: Porządne zakończenie nudnej historii. Z przebierania Bucky'ego za... Bucky'ego... nic nie wynikało. Wątek "dwóch Ameryk" też ostatecznie rozszedł się po kościach - ale finałowa scena na zaporze i kwestia "nie chcę patrzeć na ten świat i myśleć, że jest w porządku" wynagrodziła mi niedostatki tej historii.

Deadpool vol. 3 #22
Delirium: "Do idiots dream of electric stupidity?" Gee… I don't know Mr. Way. Do you? Pytanie raczej zostanie bez odpowiedzi, ale trzeba przyznać, ze tytuł jest niezwykle trafny. Idiotyzmu to tu nie brakuje. W kilku miejscach ten idiotyzm daje radę wywołać lekki uśmiech, ale generalnie wzbudza coś pomiędzy politowaniem a nudnościami. Pozwólcie, że ujmę to tak: don't go this Way! I rysunki raczej szpetne, więc będzie 3/10.

Krzycer: Jak na Way'owego Deadpoola, to był całkiem niezły numer. Parę razy autentycznie się zaśmiałem. Chciałbym kiedyś zobaczyć powrót White Lightinin'. Byle z umiarem.
Tego umiaru Way'owi trochę zabrakło przy przerabianiu dialogów na dialekt redneckowy, ale poza tym to było zaskakująco znośne czytadło.

Fantastic Four #578
Hotaru: Ponownie, jedyne, co można z czystym sumieniem polecić w tym tytule, to rysunki, przepięknie pokolorowane przez Mountsa. Fabuła nie odstaje od poziomu, do którego zdążył nas przyzwyczaić Hickman na łamach tego tytułu. Jest tak... nudna, że nie pamiętałem jej już nazajutrz po lekturze i musiałem przeczytać komiks jeszcze raz, by go ocenić. Czyli straciłem czas podwójnie. Lucky me.

Delirium: Jak słusznie zauważyła Val, mamy czwarte z tytułowych miast, więc pora, żeby coś się ruszyło. I rusza się, chociaż w tej chwili właściwie nie wiemy jeszcze, co i dlaczego. Coś wywołało wojnę między ukrytymi miastami, ale na odpowiedzi przyjdzie nam jeszcze poczekać. Plusem tego numeru jest to, że wyłamał się ze schematu poprzedników i wprowadził nowe miasto zdecydowanie inaczej. Średnio atrakcyjnie, ale inaczej. Rysunki nadal w porządku i poczułem się zachęcony do dalszego śledzenia, więc dam 7/10.


Invincible Iron Man #25
Delirium: Pierwsza rzecz - Larroca do ogniska plastycznego, natychmiast! Niech się uczy od nowa, bo chyba zapomina, jak ludzie wyglądają. Druga rzecz - czy mam rozumieć, że teraz Antoś jest tak naprawdę trupem, animowanym przez Extremisa i kopię zapasową osobowości? No to rzeczywiście naprawiłeś go pan, panie Fraction… Jak NFZ polską służbę zdrowia. Nie powiem, żeby ta ironmanowa wersja Brand New Day wyglądała zachęcająco. Jak dla mnie, to wszystko tu popsuli, a teraz próbują się ratować motywami z filmu, wprowadzając pancerze Hammerów. Łaskawie dam 4/10.
Krzycer: Najlepszy numer IIM jak dotąd. Nie, żeby było to szczególnie trudne, ale i tak - czytałem go z przyjemnością. Nowy status quo Starka zżyna z filmu, ale to znowu nie pierwszyzna (...komiksowy Pająk też dostał organiczne sieci, kiedy filmowy się dobrze sprzedał). Nadal nie podoba mi się amnezja, ale postawa "sądziłem, że działam słusznie i zrobiłbym to jeszcze raz" trochę to wynagradza.
Tylko w takim razie po co właściwie ta amnezja jest?
Thor za to nie powinien był tak szybko wybaczyć, ale trudno, nie mogli się wiecznie gryźć.
Fajnie, że nowa zbroja nawiązuje do Extremis (choć znowu kiedy złota podściółka się wylewała z Tony'ego, a kawałki zbroi przylatywały z zewnątrz to i wyglądało to fajnie i miało to sens, ale gdzie on do diabła chowa w sobie całą zbroję?), ciekawe, co potrafi.
Nawet Larroca się przyłożył. No i zniknął "Tom Selleck-Stark", a to zawsze plus. Teraz w paru kadrach przypominał mi Liama Neesona, ale mniejsza z tym. Gdyby jeszcze zmienić kolorystę, tak, by zniknęły te rumiane, nalane twarze prosto z solarium... Nie wiem, czy tylko mi to przeszkadza, ale trzy czwarte postaci wygląda, jakby dopiero co opuściło szeregi Samoobrony.

Marvel Zombies 5 #2
Delirium: No proszę, jak ładnie połączono tu parę wątków z innych serii. Aaron zalewający trybiki na wieść o ślubie Jocasty z Ultronem mnie rozłożył, a później było już tylko zabawniej. Niewiele było w tym zasługi Killravena i Marsjan, ale już Jacky się dołożyła, więc team zaczyna współgrać. I oby tak dalej, a dzisiaj mocne 6/10.

Krzycer: Zgodnie z przewidywaniami jest awesome. Zombie ratują ziemię, Aaron rządzi, Kaczor Howard też, a do tego jeszcze prowadzą rewelacyjną rozmowę o filozofii. No i BFG zawsze cieszy.

dMighty Avengers #36
Demogorgon: Głupie spoilery są złe. I głupie. Serio, można było sobie darować spoilerowanie co będzie dalej, tylko po to, by Pym mógł powiedzieć "A nie mówiłem?". Co dalej... A tak. Rozwoj postaci jest dobry. Robienie złoczyńców kompetentnymi i rozwijanie ich charakteru jest dobre. Dan Slott uważa inaczej i w imię jakiegoś podlizywania się fanom klasycznych Avengers wylobotomizował Ultrona i zrobił z niego nie dosć, że kretyna, to jeszcze gówniarza z kompleksami. Po to, by Pym i do pewnego stopnia Jocasta wypadli lepiej. A do tego Hank nagle, jako wielki autorytet w dziedzinie robotyki, może udzielać ślubów (ten wątek też mi się nie podobał, wyglądał na poprowadzony na siłę). Dobra, jest ta urocza, ironiczna strona na początku, ale zaraz po niej przez cały numer słyszę odgłos tarczy Captaina America uderzającej o łeb Controllera. A ponieważ rysunki też są brzydkie, a Void wygląda jak ork siedzący na tronie z wielkiego pająka, dam 3/10 i niech się Slott więcej nie zbliża do Ultrona.

Hotaru: Uff, na szczęście to już koniec. To, co Slott uczynił z tym tytułem, to parodia. I sam scenarzysta doskonale zdaje sobie z tego sprawę. We wspominkowym wywiadzie narzekał, że musiał pisać komiks o Mścicielach bez najważniejszych Mścicieli (Cap, Iron Man, Thor), a innymi postaciami (które zresztą sam wybrał), takimi jak Vision i Stature czy Hercules i Amadeus Cho, nie mógł się "pobawić", bo były zarezerwowane dla Heinberga, Paka i Van Lente. Gdyby czuł, że to, co robił, było dobre, nie tłumaczyłby się z tego. Mam nadzieję, że teraz, po wszystkim, Slott czuje ulgę choć w połowie tak wielką, jak moja.

Delirium: Dobra już, dobra! Załapaliśmy to za pierwszym razem i nie trzeba nam do znudzenia powtarzać, że Dan Slott ma większego crusha na punkcie Pyma niż Gamart ;). Problem polega na tym, że to jakaś toksyczna miłość, która odbija się na poziomie jego scenariuszy. Bendis też kocha Cage'a czystą miłością, ale dzięki temu świetnie go pisze. Slott niestety popadł w tragifarsę i przezajebiścił swojego ulubieńca, przekraczając granicę z absurdem na rzece głupoty. W dodatku wsadził pręt w szprychy mojej dobrej zabawy z Siege swoim masywnym spoilerem. Wkurzyłem się po tym numerze na tyle, by zrównać go z innymi kiepami tego tygodnia - 3/10.

colossus28: Ha, cieszę się, że Slott nie zapomniał o mnie i zaprosił mnie na naprawdę uroczy ślub. Ceremonia doprawdy cudowna, para młoda wyglądała ślicznie. To nawet przebija swoją "beznadziejnością" sposób pokonania Ultrona, wszystko to przebiegło za szybko i za łatwo. Słabo w tym miesiącu. 3/10

New Avengers #64
Demogorgon: Lubię numery, w których Bendis koncentruje się na jednej postaci i zgłębia jej psychikę, ale ten mi się nie podobał. O Parkerze nie dowiedzieliśmy się niczego nowego, prócz tego, że teraz pewnie zechce zostać złym Batmanem. No i czy mi się zdaje, czy on i Whitney wpadli na Clinta i Bobbi i byli zbyt zajęci gapieniem się na Voida, by rzucić się sobie do gardeł? Plus niewielki spoiler do Siege #4, ale mniejszy niż Slottowy. Rysunki są brzydkie - nie dość, że Void wygląda jakby Sentry i Mephisto wykonali Fusion Dance, tworząc Sentristo, to jeszcze na jednym kadrze Patriot przypomina szympansa. 5/10

Hotaru: McCone nie uczy się na błędach. A powinien, bo lekcji sam sobie udzielał wystarczająco dużo, każdym szkaradnym schematem kolorystycznym, którego używał. Przez to ten komiks - który mógłby być całkiem fajną lekturą - ponownie wywołuje wsteczną perystaltykę. Co się tyczy fabuły... nigdy nie polubiłem Hooda, tym razem też nie zapałałem do tej postaci sympatią. Już Whitney wykazała się większą ilością jaj. Kapturek może znikać, zostawcie mi Kobietę w Żelaznej Masce.

Delirium: Witamy w 64. numerze New Avengers lub, jeśli wolicie, w 32. numerze serii The Hood feat. New Avengers. Tak, połowę serii, z mniejszymi lub większymi wyjątkami, Bendis poświęcił na udowadnianie, jakim kozakiem jest Parker Robbins. I po co? Po to, żeby na końcu znów zrobić z niego lózera? Właściwie to cieszę się, że kończą tę serię, bo może po resecie znajdzie się w niej w końcu miejsce dla Avengers i może wreszcie zaczną robić coś więcej niż dyskutować przy stole między kolejnymi seriami zbierania batów od kozaka Hooda. Bo na przykład w tym numerze jest ich tyle, co kot napłakał (sorry, Kocie - no pun intended). I jest też brzydki spoiler, który jednak każe się zastanowić, czy podobieństwo Voida do Mephisto na rysunku jest przypadkowe, czy zamierzone? No cóż, mimo wszystko Bendis wypadł lepiej niż Slott i dostanie 5/10.

Krzycer: Lubię Hooda, więc od jakiegoś czasu im było go więcej, tym bardziej podobały mi się kolejne numery. Ten jest praktycznie wyłącznie o nim. I jest git.
Ciekaw jestem, co z nim dalej będzie. Już raz to pisałem, ale mam nadzieję, że Bendis ma dla niego jakąś nową rolę - jako Kingpina superłotrów wyżął go już do cna.
colossus28: Jakoś wciąż nie mogę się przekonać do Hooda i teraz też mnie nie kupił. Cwaniakował jak był napakowany mocą, wystarczyło mu go jej pozbawić i zamienił się w pospolitego rzezimieszka. Powinien się uczyć od Madame Masque, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach. Reszta też przeciętna, najlepiej wypada rozmowa Parkera z Osbornem z początku numeru. Tym razem max 6/10.


Punisher vol. 2 #16
Krzycer: Pomysł "Franken-Castle'a" uważam za idiotyczny, cała ta saga o potworach była w najlepszym wypadku dziwna, zły Niemiec w zbroi jest jednym z bardziej kuriozalnych przeciwników jakich kojarzę z komiksów. Pomimo tego, że wisieli mi wszyscy uczestnicy, ostateczną konfrontację czytałem z zapartym tchem. To całkiem nieźle świadczy o Remenderze (...choć cała reszta historii nastawia raczej przeciw niemu).

Secret Warriors
#15

Demogorgon: O w mordę. O w mordę! O W MORDĘ! Hive właśnie zdzielił nas Earth X! Nie wiem, czy się cieszyć, czy bać. Więc może to pominę, by nikomu nie spoilerować. Za to mamy tu numer z innymi ciekawymi zwrotami akcji - jedno uczucie zdechło, drugie się najwyraźniej narodziło, gość, który ma być największym bohaterem dalej jest wywalony z ekipy, Stonewall zaczął być interesujący, a kolacja z kwiatami zawierała dużo uzbrojonych ludzi. Dobry komiks, tak trzymać. 7/10

Hotaru: Dobry numer. Chociaż niektórych może drażnić szybka reanimacja jednej z bohaterek, mi całkiem odpowiada, bo lubię tę postać. Do tego Fury i Contessa wreszcie przestali się maskować, przez co konflikt jeszcze bardziej się zaognił. I co z tego, że scena w restauracji jest tak niedorzeczna? Jest tak zabawna, że aż fajna. Czekam jeszcze na ruch Daisy. I byłbym zapomniał - Caselli dobrym rysownikiem jest. I kropka.

Delirium: Bezapelacyjny numer tygodnia. Ta seria podoba mi się teraz tak bardzo, że zaczynam drżeć o jej dalszy ciąg, bo ostatnio moi ulubieńcy źle kończą. Hasło na dziś to: progres. Progres w akcji, progres w rozwoju postaci, progres w relacjach międzyludzkich oraz w drużynowych. Po oszczędnym początku seria daje nam coraz więcej rarytasów i aż trudno mi się powstrzymać przed wypisaniem ich wszystkich. W dodatku Stefano Caselli jak zwykle w formie. Mocarne 7/10 tym razem i zbliżamy się do ósemek.

Krzycer: Jak zwykle wszystko toczy się tu raczej powoli, ale czyta się to dobrze. Team-bonding, rozmowy Fury'ego z hrabiną... Ale chciałbym, żeby powoli zaczęło to wszystko do czegoś prowadzić. Na razie tego nie czuję.

Siege: Secret Warriors

Demogorgon: F&@# YEAH! Phobos wymiata na całego i wyżywa się na... Obamie. A raczej jego ochronie, z której robi kompletną sieczkę - tatuś byłby z niego dumny. Reszty Secret Warriors nie ma tu za dużo, ale Alex ładnie nadrabia za wszystko. 7/10, gdyby rysunki były lepsze, byłoby 8. I czy ja dobrze rozumiem z flashbacka, że wspomniany już tatuś może powrócić szybciej niż się wydaje?

Hotaru: Cóż... zawiodłem się. Liczyłem na naprawdę emocjonalny komiks, a dostałem tanią naparzankę. Do tego ohydnie zilustrowaną przez Vittiego, który tym razem rysował jeszcze gorzej, niż zwykle. Totalne marnotrawstwo okazji (na opowiedzenie świetnej historii), a przez to i papieru.

Delirium: Kolejny dobry komiks spod szyldu Secret Warriors w tym tygodniu, chociaż tak właściwie mógłby on nosić tytuł Siege: Phobos, bo rządzi tu młodociany bóg strachu. Dostajemy to, czego oczekiwaliśmy, czyli jego reakcję na śmierć Aresa, która jednak przebiega dość nieoczekiwanie. Całość zaskakuje i podana jest w bardzo dobry sposób, za co otrzyma ocenę 7/10.

Krzycer: Phobos wymiata bardziej niż Hit-Girl. Siecze Secret Service mieczami, choć mógłby ich wszystkich przepłoszyć jednym spojrzeniem.
Z drugiej strony nie do końca rozumiem, czemu postanowił się uwziąć na Obamę zamiast skoczyć do Oklahomy i nałożyć Osbornowi - lub Voidowi.
Kisiel: Kolejny cienki tie-in z tej serii, lecz można powiedzieć, że jest nieco lepszy od Siege z Capem. Tu przynajmniej coś się dzieje, lecz niewiele wnosi do eventu. Cała historia kręci się wokół Phobosa, który za wszelką cenę chce spotkać się z prezydentem. Choć trzeba mu przyznać, że zasiał niezłe spustoszenie w Białym Domu. Fury musi chyba pomyśleć o lepszym zabezpieczeniu, jeżeli dzieciak włamał się do systemu bez żadnych problemów. Ciekawa współpraca Capa z Nickiem. Jednak najlepszy moment z całego komiku: "Well, I'm gonna take a break." podczas walki. Fury zadowolony zasiada w cieniu i popija piersiówkę, równocześnie rozmawiając ze Stevem, który rozprawia się z wrogami. Rysunki też pozostawiają wiele do życzenia... 4/10

eThor #609
Demogorgon: Niestety, ale słabiej niż poprzednio, głównie za sprawą rysunków Tana, które obniżyły poziom (Tyr wygląda jak człowiek-kartofel) i nie do końca przekonującej rozmowy Baldera z Lokim, ale scenariusz dalej ma sporo świetnych momentów - Kelda w akcji (czego ona jest właściwie boginią?), numer Baldera z pociskiem, Tyr i akcja z członkiem Wrecking Crew, który miał całkiem niezłe teksty, oraz uśmieszek Lokiego na końcu. Poprzedni numer podobał mi się bardziej, ale ten też jest świetny. 7.6/10

Hotaru: Ucieszę się, kiedy Billy Tan przestanie udzielać się w komiksach, które zdarza mi się czytywać. Każdy jego kadr to zawiedziona nadzieja. Patrzę na nie i wyobrażam sobie, jak fajnie mogłyby wyglądać te stronice, gdyby wziął się za nie ktoś z talentem. Wyobraźnia nie przynosi mi jednak ukojenia, lecz podsyca irytację. Gdyby jeszcze fabuła Gillena była równie kiepska... Jedyne ukojenie to rysunki Elsona. Ale to trochę za mało...

Delirium: Czyżby przywalenie Asgardem skutecznie powstrzymało Clora? Okładka następnego numeru sugeruje, że nie, ale gdyby nie to, mógłbym uznać, że wątek został po prostu zapomniany. Na szczęście pozostałe traktowane są znacznie lepiej, a Kelda, Tyr, Balder, Loki i Volstagg dostają swoje zasłużone pięć minut. Ostatecznie jest tu dużo fajnych scen i całość ładnie trzyma się kupy, więc komu potrzebny klonowany robo-Thor? Tan radzi sobie nieźle, ale niepotrzebnie wmieszano tu Elsona, który trochę obniżył punktację strony wizualnej. A punktacja ogólna daje wypadkową 7/10.

Volf: Kelda oficjalnie zostaje moim ulubionym nordyckim bogiem. Sorry, Thor. Sceny z jej udziałem od samego początku tego ongoingu kradną całe numery, tak było i tym razem. Miło też, że Balder w końcu zaprezentował sobą coś więcej niż niezdecydowanie i podatność na wpływy Lokiego.
Kisiel:
Początkowo średnio się zapowiadał, ale w połowie zaczęło się rozkręcać. Balder w końcu wziął sprawę w swoje ręce i przestał się cackać z Lokim. Na nic się zdały jego sprytne gierki i dostał to, na co zasłużył. Ale jak to Loki, zapewne ma jakiegoś asa w rękawie. Akcja z agentami H.A.M.M.E.R. i Keldą na podwórzu rodziców Billa też była pełna emocji. Początkowo myślałem, że dziewczyna się podda, ale na szczęście skończyło się inaczej, źle dla agentów. Wykreowała się bardzo ciekawa postać i myślę, że z kolejnymi numerami poznamy całkiem inne oblicza tej osoby. Ogólnie dobry numer. Z niecierpliwością czekam na kolejny, by dowiedzieć się, co wykombinuje Loki tym razem. 7/10

Thunderbolts #143

Demogorgon: Parker pisze lepszych Majtów Slotta od Slotta. To zapewne wina braku "Pym factor" w jego komiksach. Mamy tu co nieco ciekawych rzeczy. Znalazło się tu parę naprawdę fajnych scen, jak Ant-Man vs Grizzly, imię Paladina a zwłaszcza Quicksilver vs Mr. X - nabrałem nieco podlewanego lękiem szacunku do gościa. Jeden z najlepszych tie-inów tygodnia, 8/10. Parker zamknął ten rozdział historii Boltsów i już szykuje grunt pod następny. Who will keep Thunderbolts in the line? Cage!

Delirium: Trochę tu powtórki z finału poprzedniego numeru, trochę z tegotygodniowych Majtów, ale to, co zostaje, to kawałek niezłej akcji. Mighty Avengers wypadają tutaj o niebo lepiej niż we własnej serii, a ich starcie z Boltami waha się w granicach od "całkiem niezłe" do "naprawdę świetne". Tu specjalne wyróżnienie dla Quicksilvera i Paladina. Przez chwilę już myślałem, że poznamy tajemnicę Ghosta, ale jeszcze nie czas na to. Rysunki również na wysokim poziomie, więc zasługuje na solidne 7/10.
Volf: Ładne zamknięcie pewnego okresu w Thunderbolts. Numer, cała historia, ani w ogóle żadna inna z nowym składem, w żaden sposób nawet się nie zbliżyły do poziomu, jaki zaprezentował swego czasu Warren Ellis, ale przynajmniej cały czas poziom był wysoki, momentami nawet bardzo wysoki.
colossus28: Przyzwoity numer na zakończenie działalności tej drużyny Boltów, ta bardziej złowieszcza jej część trafia do więzienia, ta lepsza na długie, piesze wędrówki. Pewien etap się skończył, teraz z nadzieją czekam na nowy team pod przywództwem Luke'a, jeśli będzie tak dobry jak run Diggla i Parkera, to można patrzeć z nadzieją na tę serię. 6/10

Krzycer: Zakończenie spoko, bez większych zaskoczeń. Czekam na nowy staus quo i liczę, że scenarzysta nie będzie na siłę wtłaczał Songbird w niepasującą do niej rolę... Co sugerowała zapowiedź, w której pokazano jej nowy wygląd.

Ultimate Comics Avengers 2 #1
Hotaru: Obawiałem się tego komiksu, a raczej jego oprawy graficznej. Ostatni komiks, nad którym wspólnie pracowali Yu i Martin, to Secret Invasion i wszyscy wiemy, jak ten tytuł wyglądał. Laura Martin jest fenomenalną artystką, ale nie jest kompatybilna z Yu. Tylko i aż tyle. Tym razem może nie jest tak źle, jak przy przedostatnim marvelowym evencie Bendisa. Ale jakoś szczególnie dobrze też nie jest. Fabuły na razie komentować nie chcę, bo Millar nie pokazał zbyt wiele. Wydaje mi się jednak, ze fani Castle'a nie są zachwyceni...
Volf: N
a razie dostaliśmy nie tyle komiks o Avengers, co o Punisherze. Plus za spotkanie z Capem, bo zostało rozegrane tak, jak być powinno - superżołnierz bez problemu rozłożył zwykłego człowieka, nawet tak wyszkolonego. Rysunki - średnio lubię kreskę Yu, ale akurat do komiksu punisherowego to on się nadaje, więc na razie na plus. Tylko co z Nerd Hulkiem, że szukają innego Hulka?
GrayFox: Numer skupiający się na Franku Castle. Ogólnie całkiem przyjemnie to wyszło, tylko pomysł z Hulkiem faktycznie durnowaty. Ale zobaczymy, jak to się dalej potoczy.
Rysunki Leinila są dobre. Jest on artystą, który ma lepsze i gorsze dni, ale w tym zeszycie wypada akurat bardzo dobrze. Jego Frank ewidentnie wzorowany na Thomasie Jane, co dla mnie jest plusem. Przyczepię się tylko do dwóch rzeczy:
- kiedy Frank leży przykuty do łóżka w S.H.I.E.L.D., to twarz ma całą pokiereszowaną od spotkania z Kapitanem Ameryką, a kiedy trzy godziny później pakują go w kostium, już nie ma ani zadrapania...
- Steve na jednym z kadrów, podczas aresztowania Punishera, w ogóle nie przypomina siebie.
Ogólnie na plus. Czekam na następny numer.


fWolverine: Origins #47
Delirium: Spróbuję zgadnąć, co myślał autor tego wątpliwego dzieła, tworząc zarys scenariusza. Może było to coś takiego: "Zabił go, czy go nie zabił? Nie no, w sumie to jeszcze, można trochę kasy na Dakenie potrzepać, więc jednak nie. A właśnie… Skaar. Tak, Greg - wisisz mi browara. Mmm… zimny browarek… Ehm, co to ja miałem? Cholera, zgubiłem się. No nic, wrzucę kurdyjskich terrorystów. Są tacy? A zresztą, kogo to obchodzi. Dobra, to niech teraz wszystkich ratują i potem jakiś cliffhanger. O czym to ja…? Aha, Daken. No i ślicznie." Jest w tym jakiś sens? Nie? No właśnie! Kolejne 3/10.


X-Force vol. 3 #26
Hotaru: Nad treścią tego komiksu - co było do przewidzenia, a co nie - nie będę się rozpisywał. Wiem, że inni chętnie to skomentują, bo w sumie jest co. Ja jednak skupię się na stronie graficznej. Mike Choi i Sonia Oback są... fe-no-me-nal-ni. Nie chodzi już nawet o to, jak estetycznie wyglądają ich prace, ale na to, w jaki sposób opowiadają historię. Nie potrafię im niczego zarzucić. Każdy środek, jaki stosują, trafia idealnie w moje gusta i oczekiwania, nie zmieniłbym żadnego kadru czy kompozycji żadnej ze stronic. Kyle i Yost mają szczęście. I my, czytelnicy, również.

Delirium: Wszystkich obstawiających zejście Nightcrawlera zapraszamy do kas w punktach bukmacherskich, tylko się tam nie podeptać. Sugestie co do tego były tak mało subtelne, że nawet nie uznam tej informacji za spoiler. Mimo wszystko, Elf odszedł z hukiem, wykonując kawał dobrej roboty. Równie dobrze spisała się Rogue, a ten pojedynek z Bastionem jest jak na razie najlepszym punktem historii. Właściwie to mam wrażenie, że to był jakiś awatar Bastiona, a nie oryginał, ale to się pewnie okaże. Póki co dobrze jest, a oprócz najlepszego fabularnie odcinka, mamy też najlepszy graficznie. To daje nam pierwsze 7/10 dla tego crossa i nadzieję na tendencję zwyżkową.

Volf: Pierwszy raz mogę bez wahania dać części tego crossa tytuł numeru tygodnia. Świetne rysunki, dramatyczna walka Rogue z Bastionem i śmierć, która choć dość gęsto typowana, to zaprezentowana została w sposób naprawdę dobry.
colossus28: Kolejna dobra część eventu i dobry numer zespołu pisanego przez Kyle'a i Yosta. Dobra walka Rogue z Bastionem i nawet wykorzystała wszystkie moce, jakie pobrała w części poprzedniej, śmierć jednego z bohaterów faktycznie do przewidzenia. Jedyny mały minusik to duża liczba stron z małą albo wręcz zerową ilością dymków, dla mnie budowanie w ten sposób dramatyzmu i podnoszenie rangi wydarzenia nie przemawia. Ocena wysoka - 8/10.

GrayFox: Kolejne mocne uderzenie. Walka Bastiona z upgrade'owaną Rogue bardzo dobra. Bohaterska śmierć Nightcrawlera mało zaskakująca, ale ładnie opowiedziana. Ciekawi mnie, jak to się dalej rozwinie. Na razie event jest jak najbardziej w porządku i mam nadzieję, że formę utrzyma.
Jeszcze kilka słów odnośnie rysunków. Choi jest poprostu niesamowity. Jedynie Kurt na kilku kadrach wyglądał, jakby miał przykrótkie nóżki, ale to szczegół. Ogólnie jest jak najbardziej na plus.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

aPunisher vol. 2 #16 Iron Man by Design Variant

Autor:
Dave Taylor

Delirium: Pierwsze zdanie powtórzę za Hotaru: Najbardziej w tej okładce podoba mi się zabawa konwencją. Cadillac Man ma w sobie coś oryginalnego i zabawnego. W tym projekcie pancerza zawiera się klucz całego myślenia projektowego lat pięćdziesiątych w Ameryce. Chromy, obramowania, pozorny ciężar konstrukcji i w dodatku ten hełm w stylu Rocketeera. Fajnie to wszystko wygląda.





avalonpulse0141b.jpgWolverine Origins #47 Iron Man by Design Variant

Autor:
Humberto Ramos

Hotaru: Najbardziej w tej okładce podoba mi się zabawa konwencją - Tony Stark jako Indiana Jones podczas jednej ze swoich pełnych niebezpieczeństw wypraw? Wchodzę w to! Ramosowi udało się świetnie oddać klimat archeologicznej przygody. Gdyby jeszcze ten cover zdobił jakiś double-sized one-shot o zgodnej tematyce...








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.04.28


Redaktor prowadzący: Lex Korektor: S_ORedaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.