Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #8 (10.09.2007)


Poniedziałek, 10 września 2007                                                                                                    Numer: 8/2007 (8)

 

Wreszcie doczekaliśmy się ciekawszego tygodnia - na konwencie w Baltimore pojawiły się pierwsze informacje o "Secret Invasion", kolejnym wielkim evencie Marvela. Ukazał się również długo wyczekiwany The Amazing Spider-Man #544 , który spotkał się z mieszanymi recenzjami fanów. 

Przy okazji przypominamy, że ciągle trwa nabór do avalonowej filmówki. Liczba zgłoszeń bardzo nas ucieszyła, ale znajdzie się miejsce dla kolejnych chętnych. Oczywiście możecie również wzmocnić redakcję w innych rolach - pomoc przydałaby się zwłaszcza przy tłumaczeniu newsów. Czekamy na zgłoszenia!

 


 

Baltimore Comic Con '07

 

Gil: Avengers: Prawdopodobnie, oficjalną nazwą nadchodzącej rozróby ze Skrullami będzie Secret Invasion. Brzmi nieźle, bo nawiązuje trochę do Secret Wars, a w końcu prawdziwi bohaterowie mają tłuc się z podmienionymi. Brevoort zapewnił, że Stark nie jest Skrullem, potwierdzając słowa Bendisa. Jest też szansa, że jednak zostawili Jessicę Jones i jej dziecko w spokoju. Panowie zapowiedzieli też udział Thora w SI, ale wygląda na to, że do tego czasu nie będzie się angażował w sprawy Avengers. Patrząc na to, jak udział w Civil War wpłynął na jakość historii w Spider-Manie, trochę się boję, czy kolejny cross nie wybije Straczynskiego z rytmu.
Z wieści nieskrullowych, mamy ogłoszenie miniserii z udziałem Young Avengers. Każdy numer będzie się skupiał na innej postaci i będzie pisany przez innego autora. Nie chcą zdradzić, kto napisze ostatni numer, więc to pewnie będzie Allan Heinberg. Dla odmiany Eric O'Grady ma powrócić jako Ant-Man w Initiative Dana Slotta. To dobrze - nie wątpię, że ten autor dobrze poprowadzi postać. Jest też szansa na kontynuację kilku wątków z She-Hulk w Initiative.
 

 

X-Men: Messiah Complex nadal pozostaje tajemnicą i jedyne, co o nim powiedzieli, to że historie z mutantami będą bardziej spójne po zakończeniu crossa. Ciekawe jak długo? Ponadto, w lecie przyszłego roku, w New X-Men ma się pojawić pojedynczy numer powracający do wątków Magik i Illyany. Pojedynczy, więc istnieje szansa, że nie będą próbowali przywracać Illyany do życia. Ostatni numer Astonishing X-Men autorstwa Jossa Whedona ma rozwiązać problemy z umiejscowieniem w czasie tamtejszych historii - okaże się pewnie, że wydarzyły się tuż przed, albo tuż po Messiah Complex. Pecha ma natomiast Wolverine, nad którym pastwić się będzie Guggenheim, a dodatkowo zlikwidowali mu własną miniserię w świecie Ultimate - czyżby potwierdzało to pogłoski o zamknięciu Ultimate X-Men? Na pocieszenie dodam, że Ultimate Hulk/Wolverine będzie dokończona wkrótce.

Annihilation: Początkiem dyskusji było pytanie: "co dalej po Conquest?" Wygląda na to, że są poważne plany dla co najmniej jeszcze jednej dużej historii, ale wszystko zależy od wyników sprzedaży Conquestu. Na razie wyglądają one nieźle jak na miniserie, więc chyba możemy ostrzyć sobie zęby. Okazało się też, że Nova nie weźmie udziału w głównej serii Conquestu, bo wyleci gdzieś daleko, poza final frontier, gdzie spotka radzieckiego psa-kosmonautę (Łajka?) i znajdzie miasto w głowie Celestianina. Brzmi ciekawie.
 

 

Foxdie: Ostatni konwent w Baltimore ujawnił szczyptę informacji z których w końcu znamy prawdopodobny tytuł nowego eventu ze Skrullami - Secret Invasion. Nawet fajnie, przymiotnik Secret przywodzi na myśl najstarsze crossover Marvela, które notabene wkrótce u nas. Cieszą również dwie informacje. Po pierwsze Tony Stark to nie Skrull, więc nie nastąpi raczej przekreślenie całego dorobku Civil War. Po drugie Captain America is Dead! W tym wypadku niech tak pozostanie jak najdłużej, a dla spragnionych przygód Capa zapraszam do lektury elsewordów jak propagandowe "The Chosen", albo archiwalnych numerów, których nazbierała się spora sumka.

Coraz bardziej nakręcam się na Messiah Complex, które według zapowiedzi nareszcie zaserwuje nam zmianę statusu quo wśród mutantów i to chyba największą od czasów New X-Men Morrisona. Coraz bardziej zaczyna mnie męczyć pytanie: "Kto będzie tym pie*&%$# Mesjaszem?" Cable? Bishop? Jakiś New Born?

Zaprezentowano podział artystów na poszczególne miesiące w post-JMSowym Amazing Spider-Manie. Prawdopodobnie przypadnie mi streszczanie historii duetów Slott & McNiven lub Gale & Jimenez, z czego niezmiernie się cieszę.

* Runaways na audiobooku? To może być ciekawe, zapewne wysłucham, kiedy już się ukaże.
* Art Arena: Week I. Co tu dużo mówić, wygrali najlepsi, a Chris Bachalo odpadł w przedbiegach. Zachęcam pozostałych odwiedzających naszą stronę, aby zajrzeli na forum i oddali swój głos. Runda pierwsza wciąż trwa.

 

Nabór do filmówki  

Kakteen: Najważniejszym filmowym niusem tygodnia (tu zaskoczenie) okazał się ten bezpośrednio dotyczący Avalonu. Od 3. września trwa rekrutacja do naszej sekcji filmowej, która ma spore ambicje w dorównaniu serwisom zagranicznym. Zainteresowanie naborem jest spore, co nie powinno dziwić. Wszystkich, którzy jeszcze nie zgłosili swojej kandydatury, a którym marzy się pisanie o marvelowskich filmowych produkcjach dla uznanej w Polsce i na świecie marki, serdecznie zachęcamy do szybkiego działania. Czasu jest jeszcze dostatecznie dużo.

 


 

The Amazing Spider-Man #544

Snak3: Przeczytałem, ochłonąłem, więc czas napisać, co myślę o pierwszym numerze historii zapowiadanej jako największy pajęczy kickass w tym roku (tak to było?). Jest nieźle. Już pierwsza narracja i myśli Petera mówią nam, czego możemy spodziewać się po tej historii. Chłopak jest zdesperowany i to cholernie, widać, że zrobi wszystko, co tylko jest w zasięgu jego ręki, żeby pomóc ciotce. Zwrócenie się po pomoc do Starka, co wydawałoby się, że nigdy nie nastąpi, jest dopiero pierwszym krokiem i dlatego łamię sobie głowę, co on jeszcze będzie robił, jeżeli odwiedził już człowieka ponoszącego część winy za postrzał May Parker. Oj, będzie dobrze! Co jeszcze? Powrót do klasycznego kostiumu to szczegół, ale większość pewnie zwróci na to uwagę. Fajna rozmowa z lekarzem pokazująca, że jednak nie znikli wszyscy ci ludzie, których uratował Pete, ale... czy ten mężczyzna ma zawsze przy sobie egzemplarz gazety "Spider-Man unmasked"? Jak ta kobieta od marki pewnego proszku ("Nowe? Nie wyprane w...").
Zgaduję, że historia ma miejsce po WWH? Ojej, nie wysadzili NY w powietrze.
Gamart: Dziwne, po paskudnej ostatniej historii, Straczynski stworzył coś, co jest całkiem niezłe. Oczywiście znowu jest parę takich typowych Straczynskich momentów, jak TonyDoom w pierwszej części swojego występu, czy nagle lekarz poznaje Petera, bo chodzi z gazetą pod pachą [więc jak widać informacja o Spiderze jeszcze świeża jest, wiec dziwne, czemu go wcześniej nikt nie poznał]. Teraz chociaż mamy wytłumaczone wszystkie błędy ze szpitalem przez doktora, który wspiera Petera i to jest już do przyjęcia. Poza tym nareszcie Straczynski pisze Tony'ego jako człowieka, który ma sumienie i przeznaczenie pieniędzy na pomoc May podobało mi się. Cała walka też nieźle narysowana, ale to w końcu Quesada, chociaż robota przy Daredevilu była lepsza. Trochę już przynudzają te długie monologi jaki to Peter jest winny, ale czekam na dalsze numery. Do tego te nieszczęsne oplatanie Starka pajęczyną [nowe motto Spidera "oddaję tobie, co kryję w sobie!"]. O, i okładki nawiązujące stylem do dawnych lat są dobrym pomysłem. Warto wspomnieć, że do takiego nazwiska Peter mógł zmienić imię na Dexter ;)

Gil: Zaczął się wielki finał runu Straczynskiego, o którym trąbiono od co najmniej pół roku i co? I nic. Nadal jest tak samo dziwnie. Niby coś wisi w powietrzu, niby coś się dzieje - tym razem nawet dużo się dzieje - ale brakuje temu polotu. Peter jest w nastroju "ratować ciotkę, pieprzyć resztę świata" i znowu wypada komicznie, zwłaszcza gdy wygłasza monologi, jakim to strasznym stał się przestępcą. Plusem tego numeru jest to, że wreszcie zrobił coś, co powinien zrobić dawno - poszedł po pomoc. Minusem - poszedł do niewłaściwej osoby. Czego on się spodziewał? Że jak pogra na poczuciu winy, to Antonio rzuci wszystko i osobiście załaduje May Extremisa? To dupek, ale nie idiota. Zresztą i tak zrobił dużo w tej sytuacji. Poza tym, gdyby Piotrek słuchał lekarza, który na początku powiedział, że nic się nie da zrobić, oszczędziłby sobie przejść. A doktor wie co mówi, bo jest jedynym lekarzem w NYC, który czyta gazety. Dodatkowo odbiór psują rysunki. Mimo całego szacunku do Joe Quesady, jego rysunki mi się nie podobają, a tutaj nie podobają się wyjątkowo, bo popełnił kilka brzydactw i podstawowych błędów.

Foxdie: Komiks, który przeczytałem jako pierwszy w kolejności z ostatniego wysypu. Jednak po skończeniu lektury stwierdzam, że nie warto było tak się spieszyć. Praktycznie całą akcję z Tonym można było obejrzeć już jakiś czas temu w bardzo wczesnych zapowiedziach, a to ona jest najlepszym elementem tej nijakiej historii. Wydaje się, że w każdym numerze OMD zobaczymy inną marvelowską postać, do której Peter zwróci się z prośbą o pomoc. Teraz był Tony w kwestii pieniędzy, następny będzie Strange od strony magii i nie zdziwię się, jak w part 3 pojawi się Mr. Fantastic albo inny geniusz służący najnowszą technologią. To nie pierwszy raz, kiedy JMS "daje dupy", tylko dlaczego w jego ślady poszedł sam redaktor naczelny Marvela? Część artystyczna, podobnie jak historia, momentami cieszy oko (Peter vs Stark), żeby zaraz sprowadzić nas na ziemię spartaczonym kadrem albo karykaturalnymi proporcjami. Do tej pory ciekawi mnie, z czego według JQ zrobiona jest maska tlenowa May i jak jest przyczepiona do jej twarzy, na plastry? Numer średni, gdybym jednak miał wydać jednoznaczny osąd, to byłbym na nie. 

Kakteen: Świat zwariował, sekcja filmowa bierze się za komiksy? Prawie takie samo zaskoczenie jak w przypadku pierwszej części „One More Day”. Czyli napięcie jest, element zaskoczenia również, pod skórą czujemy, że coś się wydarzy, ale także wiemy z grubsza, co mniej więcej za chwilę nastąpi. Ile to razy któryś z głównych bohaterów miał zginąć i ostatecznie cudem przeżył? Straczynski pożegna się z TASM bez tworzenia zbędnego bałaganu. Stawiam 399 centów, że jeszcze namiesza w historii, ale pozostawi May przy życiu. Rysunki na poziomie fabuły – poprawne. Ogólnie fajnie się czyta, numer zapewnia rozrywkę, skłania do myślowego przystanku, podsumowując - nie zawodzi w kontekście półrocznych zwiastunów, ale mam wrażenie, że już to przerabialiśmy i wiem, że „kolejny dzień” nie zakończy się źle.

S_O: Nie mam zielonego pojęcia, czemu doktorek trzyma zawsze przy sobie gazetę sprzed tygodnia. Nie moja sprawa. Peter, nadal będąc emo, postanawia ruszyć swoim pajęczym zadem i poprosić o pomoc super znajomych. Na co czekaliśmy tylko pół roku. Przez pół numeru ciągnie się raczej średni dialog między Spiderem, a zmumifikowanym Starkiem, na koniec którego Stark stwierdza, że nie pomoże, bo to wstyd. Ale jednak pomaga, ale tak, żeby nikt się nie dowiedział. Brawo, JMS! Nikt jeszcze na to nie wpadł! (a na pewno nie Brian Reed w Ms. Marvel #14). No i deser w postaci oldskulowego stroju. Czarnego już nie potrzebuje, bo nakopał Fiskowi, a film swoje zarobił, ale co z tym ciuchem zrobił? Spuścił w kiblu? 

Jaro: Jak na tak szumnie zapowiadane wydarzenie, na razie jest dość średnio. Za średnio. Są tu dobre pojedyncze sceny - walka ze Starkiem, przybycie Jarvisa do szpitala, świetny kadr z rozwalonym na fotelu zrezygnowanym Tonym - to jednak za mało. Irytujące jest to, że nie ma jak osadzić tego komiksu w czasie, irytujący jest dość sztampowy motyw z lekarzem, który zawdzięcza życie kogoś bliskiego Pająkowi, irytujące jest mazanie się Petera nad swoim przekraczaniem granic prawa, irytująca, a zarazem komiczna jest gazeta, którą doktorek zawsze nosi przy sobie. JMS najwyraźniej udaje, że Spidey nie jest w New Avengers, budując główny wątek tego numeru na naprawdę wątłych podstawach. Bo jeśli Peter zrobi wszystko dla ratowania ciotki, to dlaczego zamiast ryzykować w pojedynku z Człowiekiem-Puszką nie może po prostu poprosić nowomścicielowego kasiastego kumpla z żelazną piąchą o finansową pomoc? Takie rzeczy trzeba wyjaśniać, choćby za pomocą krótkiej wzmianki, dialogu, choćby po to, by zachować jako taką spójność z innymi komiksami. Jeszcze o rysunkach - te mi się podobały. Gorzej jest z kolorami, ale całość jest rysowana bardzo dynamicznie, momentami lekko karykaturalnie, co jednak specjalnie mnie nie drażniło. Ale ocena końcowa pierwszej części "One More Day" - minus. Jeśli nakręca się fanów na mega-hiper-super-duper historię, trzeba ją potem odpowiednio podać. A na razie tutaj tego zupełnie brakuje.  

 

Annihilation - Conquest: Wraith #3 

Gil: Nadal jest dobrze. Tchnięty wizją (która, mam nadzieję, zostanie jakoś uzasadniona), Wraith uskutecznia pokazową ucieczkę z więziennej stacji, dobierając sobie do towarzystwa Super-Skrulla i Praxagorę. Dobry wybór. Ale tym razem, Ronan ukradł mu część numeru, bo to jego odkrycie i ostateczna decyzja jest najważniejszym wydarzeniem. Zaskakującym i dobrze poprowadzonym wydarzeniem, które sprawia, że znowu zaczynam się zastanawiać nad intencjami Phalanx. No i pozostaje kwestia człowieka z sygnetem, który dziwnym trafem znajduje się tam, gdzie załoga Ra-Venn.

S_O: Yeah, momma, that son of Schma'ag is back! Asymilacja Supremora i decyzja Ronana są największymi niespodziankami numeru. Trochę dziwi wizja Wraitha (ta z ojcem), ale może to normalne u ludzi żyjących dla zemsty (spytajmy specjalistę, Franka C.). Mocny kandydat na komiks tygodnia. 

Jaro: W dalszym ciągu Wraith trzyma w napięciu i zaskakuje, chociażby przerobionym przez Falangę Supremorem, czy ostatecznie poddającym się selekcji Ronanem. Gwiazdą numeru jest jednak Super-Skrull, którego nieuniknionego starcia z Ronanem naprawdę nie mogę się doczekać. Rozmowa Wraitha z duchem ojca znośna, chociaż trochę męczące są niektóre patetyczne teksty, jakie padają z ust gotyckiego rewolwerowca po niej. Świetne są też rysunki, które naprawdę pasują do tej historii i dobrze budują klimat. Mocny plus. 

 

Captain America: The Chosen #1
Foxdie: Po pierwsze, nie podoba mi się propaganda szerzona w tym komiksie. Dzielni amerykańscy żołnierze walczą z szalonymi terrorystami z Al Queidy, którzy umierają w samobójczych atak wierząc, że Allah czeka na nich z pięknymi niewiastami do rozdziewiczania. Pleeeeease, a później świat się dziwi, "czemu Ci Amerykanie tacy.....mądrzy inaczej". Pan Morrell zapewne należy do elektoratu Busha. Z drugiej strony jest ciekawe zakończenie, nad którym wciąż się głowię. Mamy nowego Kapitana Amerykę? Rysunki dobrze oddają klimat wojny, bez większych zgrzytów. Oby drugi numer był mniej propagandowy.

Gil: Całe szczęście, że to tylko elseworld. Niestety zapomniałem o tym i poważnie się zastanawiałem, o co tu chodzi. Pytanie jest właściwie nadal aktualne. Czy ten kapral, co ma zwidy, ma być jakimś pretendentem do tytułu New Captain America? Czemu Steve leży pod respiratorem? Jakoś tak dziwnie to wygląda. Poza tym, wybitnie nie podoba mi się propagandowa wymowa tego komiksu - takie zupełnie jednostronne przedstawienie dzielnych amerykańskich chłopców walczących ze złymi terrorystami "o wolność naszą i waszą". Mimo wszystko, komiks jest dobry wizualnie i zaciekawił mnie na tyle, że sięgnę po kolejny numer.  

 

Exiles #98
Foxdie:Po pierwszych dwóch stronach nie byłem pewien, czy nie przegapiłem poprzedniego numeru. Przejrzałem więc Exiles #97 dwa razy i dalej dziura. Ale pomijając, przyjmijmy że off-panel cała ekipa Dooma z Miguelem i Gwen ruszyła do podziemia skopać tyłek Richardsowi. Całość pozbawiona jest większego ładu i składu, łącznie z wprowadzeniem Thunderbirda. Żenada. Jedynym plusem tego numeru jest ciekawa okładka niejakiego Toma Cokera. Shit tygodnia.

Gil: Przyznam od razu, że jedyne, co mnie interesowało w tym komiksie, to powrót Thunderbirda i reszty nawet nie czytałem, bo zraziłem się wcześniej. Sam wątek powrotu nie został jeszcze spaprany, bo nic nie zostało wyjaśnione, ale Johnny zachowuje się... cóż, na pewno nie jak Thunderbird. Całkowicie przestaje mi się ten tytuł podobać i nie dziwię się, że jest w ogonie list sprzedaży.

S_O: Sabrepuss stwierdza, że coś mu tu nie pasuje. Dołączył do zespołu prowadzonego przez człowieka, który wszędzie indziej jest synonimem zła (a nawet ZUA) przeciwko grupie osób, z którą od kilku miesięcy ratuje kolejne światy, a jedną z owych osób zna od lat. Czy powinniśmy wierzyć jego przeczuciu?
Bzdur, błędów, nielogiczności i fatalnie prowadzonych postaci jest tu tyle, że nie wiadomo, od czego zacząć. Czyżby to nie Michael Jackson był pierwszym "wybielonym" człowiekiem w historii?

 

Incredible Hulk #110

Gil: Całkiem nieźle, są momenty i trochę niespodzianek. Pogadanka Amadeusa z Hulkiem wypada przekonująco i przynosi pewien wniosek - teraz mam nadzieję, że zostanie on odpowiednio wykorzystany. Zastanawiający jest pomysł z Gammaworld. Jakkolwiek nieco naiwny, nazwa pasowałaby do zapowiadanej trylogii Paka. Na plus zaliczam także występy Scorpion a.k.a. Belly-Button Ninja, która tworzy całkiem niezły duet z Cho. Pewnym minusem jest próba przekonania nas, że Hulk analizuje każdy swój ruch matematycznie, aby nikogo nie skrzywdzić przypadkowo. Jakoś tej części nie kupuję.

Foxdie: Przeczytałem i... sam nie wiem. Ciężko wydać osąd, gdyż to zależy co stanie się w kolejnym WWH, jeśli pociągną motyw i całość elegancko się zazębi to super. W innym wypadku strasznie to namieszane. Czasami mam wrażenie, że scenarzysta sam nie może się zdecydować, po której stronie barykady postawić Amadeusa, przeciwko, czy za Hulkiem. Trochę naciągany zdaje się też motyw ze Scorpion i jej udoskonalonym przez S.H.I.E.L.D. jadem, że niby masta broń biologiczna na Hulka? Co do rysunków, to poziom jest taki sam, jak w poprzednich numerach - zadowalający. To już druga w tym tygodniu historia średnia, ale ze wskazaniem na tak.

S_O: Amadeus Pak (albo nie, Greg Cho, lepiej brzmi) nadal stara się nas przekonać, że Hulk is not a killer. Whatever, Mess z Gamma Corps wie lepiej. Cho i Scorpion nadal są razem genialni, chociaż teraz jakby mniej. Dlatego wnoszę o rozpoczęcie wydawania serii "Incredible Adventures of the Smart Kid & Ninja Belly Dancer Chick".

Jaro: Hulk nie zabija ludzi, bo ma mózg jak Cho? Nawet przekonujące. Bardzo fajnie poprowadzona została rozmowa obydwu panów, ostateczne udowodnienie Zielonemu, że mordercą nie jest też przebiegło zupełnie zgrabnie. Do tego bezcenna scena z kibicami na arenie i świetne rysunki. Plusior. 

Gamart: Ok, mogę przyjąć, że Hulk ma mózg jak Cho. Wytłumaczyli jakoś problem, który w komiksach z Hulkiem był zawsze. Bo ciężko się było zżyć z bohaterem, który roznosił miasta. No, ale teraz wiemy, że nawet żołnierza nie skrzywdził. Dobra, może być. Cho sprawdzający Hulka czy jego kontakty ze Scorpion są fajne, liczę, że dostanie jakąś serię, albo trafi do Young Avengers po historii, bo postać bardzo dobra i szkoda, żeby się zmarnowała. Dobre, można przeczytać. Chociaż tytuł już dawno powinien brzmieć "Amadeus Cho: Mastermind Excello the Seventh Smartest Man Alive" [nie moja wina, ze teraz każdy komiks prawie powinien zmienić tytuł bo postacie gościnne je kradną].  

 

Iron Man: Enter The Mandarin #1
Gil: To moja ostatnia styczność z tym tytułem. Nie dość, że jest odgrzewanym kotletem, to na dodatek jest wyjątkowo kiepsko narysowany. Rozumiem, że wydanie tej miniserii podyktowane jest powrotem Mandarina w głównej serii i zbliżającym się filmem, ale to nie usprawiedliwia jej kiepskości. 

Gamart: Całkiem niezły kawał komiksu w starym stylu, choć momentami bardzo przegadany. Miło zobaczyć Iron Mana w klasycznej zbroi i całą tą starą otoczkę. Przypomnienie ich spotkania oczywiście jest związane z filmem, ale nie wyszło źle, jak czasami jest z komiksami wydawanymi przed filmami, które mają spopularyzować postać. Do tego bardzo fajne rysunki. Warto zobaczyć, jak się Tośka lubi. 

 

Ms. Marvel vol. 2 #19
Gil: Nie jest może tak fajnie jak poprzednio, ale nadal jest dobrze. Masters nieźle sobie poczyna, a Carolka daje się podejść jak nowicjuszka, ale znowu rządzą Machi... ech, przepraszam - Aaron i Rick/Sleepwalker. Ich wizyta w barze z agentem jakmutam i pojedynek z Arańą są bezcenne (zwłaszcza te wąsy Aarona). Oby tak dalej!

S_O: Miałem nadzieję na dużo catfight, a dostałem jakieś ochłapy *sob, sob*. Aaron jakiś trochę mniej Nextwave'owaty, ale jego kamuflaż - classic. No i witamy na pokładzie Sleepwalkera, który zawija niegrzeczne dziewczynki w beton. Aha - czy tylko mi się wydaje, że Puppet Master jest impotentem?

Gamart: Chilijskie przebranie Aarona to będzie klasyka. Jak tytuł zmieni nazwę na "Machine Ma... Aaron Stack and Ms. Marvel the Fleshy One" to biorę każdy numer. Scen parę perełek, no i fabuła fajna. Reed zrobił z drugoligowej bohaterki coś naprawdę dobrego i to się ceni. Fabuła rozwija się dobrze, no i przywrócenie tak kiczowatego przeciwnika jak Puppet Master było celnym pomysłem, bo teraz jest okazja na kilka catfight. No dobra, fabuła nieważna, tu jest Aaron Stack! :) 

 

New Excalibur #21
S_O: Nikt nie pozwala się odzywać mieszkańcom. Dobre i to. Nocturne ma moralnego kaca po tym, co robi od lat. I najwyraźniej się wyrobiła, bo zwykle ma limit jednej osoby dziennie. A kiedyś to była taka fajna postać.
Kolejny mroczny X-Man martwy. Big whoop. Dziwi mnie jedynie, że zostały dwie postaci, a tylko jeden numer.
Ogólnie - da się przeżyć, o ile nie będziecie się zastanawiać nad sensem historii.

 

New Warriors vol. 4 #4
Gil: No dobra, wiemy, że oprócz New New Warriors istnieje także New Zodiac. Wiemy, że Decibel to Jono Starsmore, a Tempest to Angel Salvadore. Wiemy, że ktoś wynalazł cząstki podobne do cząstek Pyma. I wiemy, że Stark boi się ruszyć New Warriors z jakiegoś powodu. Czego nie wiemy, to o co tak właściwie chodzi. Jest tu dość chaotycznie i tak naprawdę nie ma najmniejszego wyjaśnienia, dlaczego to wszystko się dzieje. Tradycyjnie, nie wiemy też, kim jest Night Trasher. Zauważyłem, że używa słówka "Whatever" w taki sam sposób jak Amadeus Cho... albo tak mi się wydaje, bo wcześniej czytałem Hulka. Chociaż... nadal nie wiemy, kiedy to się dzieje.

S_O: Sugerowanie każdego po kolei czarnego bohatera jako Thrasha zaczyna się robić nudne. Kogo mamy? Starego Thrasha, Bandita, teraz dochodzą jeszcze Fosterowie (i co z tego, że Bill nie żyje? Wielki mi problem), jeśli dobrze zrozumiałem, jakiś Wakandyjczyk (może krewny Panterki?). Jeśli jeszcze rzucą podejrzenia na Falcona, Bishopa i Monicę Rambeau, będzie to niezawodny znak, że Thrash jest białasem.
Aha - Chorąży Girl Stilt-Man nie żyje. Skotty, beam me up. 

Jaro: Nie jest źle. Wyskakiwanie kolejnych ex-mutantów jest zupełnie logiczne, fajnie ich się wyłapuje i przypomina o ich istnieniu. Night Thrasher może być każdym, a to, że spekulacje zaczynają się od Forge'a, a kończą nawet na Patriocie, świadczy tylko o tym, że motyw nowego Thrashera jest dobrze prowadzony. No i mamy pierwszą śmierć w drużynie, co sprawi, że dalej będzie tylko ciekawiej. Plus.

Hotaru: Czytało się całkiem przyjemnie. Podoba mi się, że w końcu Marvel tworzy komiksy będące w jednym uniwersum, a nie każdy w swojej własnej bańce - dzięki temu Inicjatywa pojawia się w New Warriors i odwrotnie. Nie spodziewałem się, że tak bardzo ucieszę się na widok Angel. Co się tyczy fabuły, to nadal Night Thrasher stanowi dla mnie enigmę, wątek na trupa numeru został jednak rozegrany zbyt transparentnie. Jestem ciekaw, co Sofia zrobi w przyszłym numerze. Consider me bought!

 

Shanna #2
Gil: Witamy w drugiej części "The Unshakeable Antigravity Boobs". Tym razem, oprócz 96. rysunków piersi i dinozaurów, zobaczymy także neandertalczyków (no ba! gdzie są takie piersi, zawsze znajdą się neandertale!) i zaginione miasto. To znaczy, że fabuła się rozwija, ale nadal jest tak złożona, jak kostium Shanny. Napisałbym, że to zwykłe czytadło, ale właściwszym słowem byłoby "oglądadło" (gdyby takie słowo istniało). Na szczęście, od czasu do czasu między rysunki wstawiane są duże tytuły podrozdziałów, więc można nadążać za fabułą bez odrywania oczu od pie... akcji, znaczy się - akcji. 

 

She-Hulk vol. 2 #21
Gil: To jest genialne w swojej prostocie! Jeśli mamy chaos w komiksach, to znaczy, że ktoś ten chaos spowodował. I wcale nie chodzi o twórców, którzy - cytując wypowiedź jednej z postaci: "nie mogą poświęcić 5 minut na przeczytanie Handbooka", tylko o międzywymiarowych turystów, którzy chcą pobawić się w bohaterów. Nikt tak nie potrafi zamienić cudzego bałaganu w dobrą historię jak Dan Slott! Powinien dostać jakąś nagrodę, że o oklaskach na pożegnanie z tytułem nawet nie wspomnę. Tradycyjnie, masa smaczków, nawiązań, świetnego humoru i zaskakujących zwrotów. Mamy w miarę dobry i równy tydzień, ale tylko przy tym numerze ze śmiechu spadłem z łóżka, więc mogę śmiało nazwać go najlepszym.

S_O: Oto odpowiedź na jedno z największych zagadek ludzkości: Czy She-Hulk w końcu się przespała, czy nie przespała z Juggernautem? Slott wyjaśnia jeszcze kilka nieprawidłowości i to mu się chwali. Dać mu nową serię! Amadeus Cho i Scorpion walczą z nieprawidłowościami w continuity! Ja bym to kupił. 

 

Super-Villain Team-up MODOK's 11 #3
Gil: Mamy kolejne ciekawe zwroty. Zwłaszcza zaskakujące okazało sie odkrycie, kim są Infinicides. Ciekaw jestem, co będzie dalej, chociaż nie powiem, żebym się niecierpliwił. Jest też kilka fajnych momentów, między innymi dowiadujemy się, ile zamieszania może spowodować ciągłe zmienianie pseudonimów. A już wyjątkowo podoba mi się, jak Modok zwraca sie do wszystkich per "minion". He's got... minions! Uuuu! ;)

S_O: Wspaniała miniseria. Jest wszystko: niezły dowcip, akcja, zdesperowani ludzie, zwroty akcji, zdrada, śmierć, miłość, nienawiść, zemsta, kradzież, kosmici, genialny plan, który się nie udaje i dużo wielkich, latających głów. Brakuje tylko pościgu, żeby zrobiło furorę jako scenariusz filmowy.
Krótko - świetne teksty pszczelarzy i ich szefowej, niespodziewany numer Spota i równie niespodziewana niemoc Pumy. No i nasz kochany MODOK upijający się sacharozą i związkami chemicznymi o długich, mądrych nazwach i mówiący do wszystkich per "minion". 

 

Uncanny X-Men #490
Gil: Cieszę się, że Brubaker nie odkopał trupa Destiny, ale stworzył całkiem nową i ciekawą (choć martwą) postać. Wreszcie zobaczyliśmy prawdziwego Magneto, chociaż tylko przez chwilkę - to też plus. Ale najlepszy w tym wszystkim jest nagły przypływ instynktów godowych Hep - strach pomyśleć, co by się urodziło z tego związku ;). Czekam teraz na rozwiązanie wątku przepowiedni i liczę, że przetnie się on jakoś z misją Marauders w X-Men. Wypada pochwalić też Salvadora Larrocę, który najwyraźniej wyszedł z twórczego dołka i nieźle sobie radzi. 

S_O: Zacznijmy od tego: What kind of a f***ing name is Qwerty? Naprawdę, czasami mi się wydaje, że autorzy scenariuszy komiksowych mają nawet mniej finazji niż Stephen King.
Akcja czołga się do przodu. Witamy zdepowerowanych Morlocków. Żegnamy zdepowerowanych Morlocków. Hep dostaje cieczki, a Warpath po tyłku. Storm wraca do Kairu, gdy miała sześć lat.
W Endangered Species Beast wyładowuje swe frustracje na starającym się być cwanym dilerze. I odkrywa to, co ja zauważyłem pierwszy raz przeglądając 198 Files.

Jaro: W dalszym ciągu dobrze się to czyta. Mocna była scena z Masque przemodelowującym twarz Warpatha, szkoda tylko, że tak szybko wrócił do normalnego wyglądu. Ale z drugiej strony, Hep ma instynkty i pewnie ten wątek wolał wybrać Bru. ;) Pojawia się też Magneto, Masque pokazuje, jaki upgrade przeszedł, a klaustrofobiczka Storm i reszta na skutek ślepej morlockiej wiary w przepowiednie zostają pogrzebani pod gruzami. Rysunki Salvy są nierówne, ale znośne. Plus. 

Hotaru: W końcu zobaczyliśmy Magneto. Wprawdzie pokazanie go na tym etapie historii jest zupełnie zbędne i nie wnosi do fabuły niczego, czego nie można by się domyślić off-panel, ale dobrze zobaczyć starego znajomego. Co zaś się tyczy reszty hałastry, to jestem trochę zawiedziony - za dużo tekstu, za mało treści. Mam wrażenie, że w porównaniu do poprzedniego numeru akcja ruszyła do przodu o jeden niepewny chwiejny kroczek. Larocca znów mnie zawiódł. Do tej pory powinienem wbić sobie do głowy, że nie warto już w tych czasach oczekiwać od niego porządnych rysunków. Cóż, uczę się powoli. Storm w jego wersji w następnym numerze będzie rysowana z krążkami na szyi, frisbee w dolnej wardze i zakrętkami od słoików w uszach, zasłoniętymi sczerniałym i skręconym afro - tylko w ten sposób będzie mogła być jeszcze bardziej afrykańska.

 

White Tiger #6
Gil: Wreszcie mamy finał tej historii. Szkoda tylko, że zapomniałem, o co chodziło, bo poprzedni numer wyszedł miesiące temu. Szybko przypomniałem sobie natomiast uczucie, jakie towarzyszyło czytaniu tej historii - nie jest zła, ale wydaje się trochę sztuczna przez brak komiksowego doświadczenia u Tamory Pierce. To tylko dowodzi, że ściągnięcie pisarza do komiksu to nie wszystko. Finał przynosi kilka gościnnych występów, trochę chyba nie przemyślanych, a potem seppuku, ogólnego barfa i furtkę dla dalszego ciągu, którego jakoś nie widzę.
 

Wolverine vol. 3 #57

Gil: To jest tak koszmarne, że nie mogłem nawet dokończyć numeru. Zaczynam tęsknić za Loebem i rozstaję się z Wolverinem na czas trwania runu Guggenheima.

S_O: Po podwójnym one-shocie Jepha Loeba zastępuje Marc Gesundheit. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Za Jepha ludzie przynajmniej wiedzieli, jak napisać jego nazwisko.
Jesteśmy świadkami pierwszego w historii użycia gazów bojowych na tak wielką skalę (Ypres, 22 IV 1915). Wolverine: rozbebeszając - uczy, ucząc - bawi. Następnie wracamy do teraźniejszości, gdzie Logan zabawia się z Atlantydką wyrwaną podczas poprzedniego runu Mareczka i o której wszyscy inni starali się zapomnieć. Oczywiście rybcia-pypcia zmarła pod koniec numeru na rękach ukochanego (przynajmniej jeden plus), który następnie został pokonany wybuchowym tic-takiem. Bóg jeden wie, czemu jest w stanie śmierci klinicznej, skoro ledwie pół roku temu przyjął na siebie semtexową kamizelkę. I czemu nie zauważył, że "Stark" nie pachnie jak Stark?
A kreska też jest do bani.



 
Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie. Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2007.09.06.
 

 
Redaktor prowadzący: Lex                                                                                         Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.