Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #137 (06.04.2010)

avalonpulse0.png
Wtorek, 6 kwietnia 2010Numer: 13/2010 (137)



Okres świąteczny za nami. Z tego też powodu ten numer Pulse'a wyszedł dzień później niż normalnie. Większość z nas pewnie dochodzi jeszcze do siebie po obfitych posiłkach. By ulżyć żołądkowi, proponujemy strawę dla ducha, tak dla odmiany. Ten tydzień bezapelacyjnie należał do mutantów.



cAmazing Spider-Man #627
Delirium: Jakaś klątwa musi ciążyć nad tym tytułem, skoro nawet Weeks schodzi poniżej swojego zwyczajowego poziomu rysunków. Fabularnie za to całkiem nieźle. Przynajmniej raz udało się utrzymać coś w tajemnicy i zaskoczyć nas odpowiedzią na pytanie "co zatrzymało Juggernauta?" Teraz zobaczymy, jak to się rozwinie, bo jest tu i potencjał, i trochę historii między postaciami. Przyzwoite 7/10.
S_O: Weteran przybył, żeby pokazać Spider-pożal się Boże-Braintrustowi, jak się pisze porządnego Ścianołaza. Jest tajemnica, jest suspens, są fajne monologi, jest twist na koniec... nie ma tylko banteru, ale to tylko dlatego, że obyło się bez żadnych walk.
Tylko ten, unowocześniony co prawda, ale nadal stary jak świat numer z kamerą...

colossus28: Historia z tego numeru nawiązuje do starej opowieści z Władcą Murów w roli głównej i bardzo mi się to podoba. Nawet szukanie pomocy u Strange'a i Profesora X wyglądało podobnie, tym razem jednak bardziej nowocześnie, bo za pomocą komórki, a nie budki telefonicznej. Samego Juggernauta mamy tu wszak niewiele, ale można mieć pewność, że w następnym numerze uwolni się z okowów i dostaniemy potężną dawkę niszczenia. Dodatkowy plus za nawiązanie do przybycia Supermana na Ziemię. 6/10
czarny_samael: Wychodzi na to, że wrzucenie znanej postaci do komiksu, aby go jeszcze bardziej rozpropagować wśród fanów innej części universum skutkuje. Juggernaut to X-Men, Hulk i magia w jednym, więc nie mogłem tego sobie odpuścić. :wink: Komiks sam w sobie mnie nie zawiódł. Niezłe teksty Parkera, Juggy dostał łomot od kogoś, kogo moc pochodzi od jeszcze potężniejszej istoty niż Cyttorak, co jest dużym plusem, bo się bałem, że to będzie jakaś bzdura i autor zapomni, że on jest niedotykalny i niezniszczalny dla konwencjonalnych przeciwników. Mam nadzieję, że ten wątek zostanie dokładniej rozwinięty w następnym numerze. Wejście Capa Universe'a bardzo intrygujące. "Dlaczego on? Dlaczego teraz? I kim on jest?" - to pierwsze pytania, które mi przyszły na myśl. Muszę jeszcze się przyznać, że przez cały komiks myślałem, że mamy do czynienia z Blue Marvelem :P 7/10

Cloak And Dagger
Delirium: Mogliby się w końcu raz na zawsze zdecydować, czy C&D są, czy nie są mutantami, bo póki co status ten zmienia się prawie z dnia na dzień, według pomysłu scenarzysty. Ten pojedynczy zeszyt wypada nieźle - znalazło się miejsce na przypomnienie, kim jest ta dwójka, pojawiają się nowe postacie i zarzewie dłuższego wątku, który może uda się gdzieś upchnąć. Ale mimo wszystko to jeszcze nie czas na własną serię. Rysunki również niezłe, więc w podsumowaniu 6/10.
Hotaru: Lubię kreskę Brooksa, więc z wielką przyjemnością zabrałem się za podziwianie jego stronic. Bo zdecydowanie jest co podziwiać - jego kadry są dynamiczne, pełne szczegółów i nie nużą. Do tego są wręcz ślicznie pokolorowane. Fabularnie też jest całkiem zacnie, chociaż tak jak pozostali przyznam, że przydała by się jakaś konsekwencja w określeniu głównych bohaterów jako mutantów. Cieszy mnie, że wątek został pozostawiony otwarty, dzięki czemu w przyszłości Cloak i Dagger mogą wrócić na trochę dłużej. I oby rysował ich Mark Brooks.
S_O: Lub, alternatywnie, Dagger with some Cloak in there, too one-shot. Mam mieszane uczucia. Pomysł, intryga i nowi przeciwnicy szalenie interesujący (serio, ugrupowanie, które uważa nie tylko mutantów, ale wszystkich nadludzi jako zło wcielone? To rozróżnienie było jednym z głównych zażaleń pod adresem x-świata! A jakie historie można by napisać, które pokazywałyby motywacje przywódców!)... ale co z tego, skoro to tylko one-shot wydany z okazji "roku kobiet w Marvelu" i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa NIGDY nie doczeka się kontynuacji? I czemu właściwie C&D opuścili Utopię? Toż to była jedyna szansa, żeby się jakoś regularnie pokazywać, choćby jako supporting cast. Bo, nie bójmy się tego powiedzieć, ta dwójka nawet w tych szczęśliwszych czasach nie była w stanie utrzymać własnej serii...
Gdyby choćby argumentem nie było "początkowo mnie olaliście, ale koniec końców przybyliście na pomoc, kiedy was najbardziej potrzebowałam... Przykro mi, ale po prostu nie mogę ufać osobom, które nie przybywają na każde moje skinienie"...

Sc0agar4k: Zacznę niestandardowo, od rysunków. Są świetne, zarówno pod względem kreski, jak i kolorów. Scenariusz mógłby być odrobinę lepszy, choć strasznie zły nie jest. Polubiłem tę dwójkę po tym numerze. I tak jak już ktoś wspominał, liczę, że Tandy i Ty zagoszczą w swojej własnej serii. Ocena 8/10.
Krzycer: ...czemu w tego typu publikacjach X-Men zawsze wychodzą na buców? No i po raz kolejny zmieniono status C&D. Ale przynajmniej pozostali w szeregach X-Men, a to się liczy.
Poza tym lubię rysunki Brooksa i podobała mi się scena, w której Cloak zaczyna podejrzewać romans między Dagger a Victorem.


Dark Wolverine #84
Delirium: No i koniec końców okazało się to całkiem… niepotrzebne. Trochę sieczki, trochę majaków, trochę pseudo-filozofii i jeden straaaaaaasznie szokujący męski pocałunek z języczkiem. Ani mnie to nie zainteresowało, ani nie ruszyło. Nic. Ale z drugiej strony nie jest też jakieś skrajnie głupie czy szkodliwe dla zdrowia psychicznego, więc powiedzmy, że mogę dać 4/10.
S_O: Czyli co, "największym koszmarem" Dakena jest sytuacja, w której nikt nie rozpoznaje w nim genialnego dziecka połączonego z mesjaszem, którym, oczywista oczywistość, jest? No, może gdyby nie zachowywał się przez większość czasu jak średnio rozgarnięty internetowy troll, to ludzie patrzyliby na niego łaskawszym okiem. Jeśli Way z Liu myśleli, że komukolwiek będzie Dakena po tym numerze szkoda, to się cholernie pomylili.
Nienawidzę tej serii najczystszą, szczerą nienawiścią i nienawidzę Was za to, że wasze pozytywne opinie na temat jej pierwszych numerów przekonały mnie do streszczania (nah, I'm just joking, you guys are all right).
No i nie można nie wspomnieć o bezwstydnym fanserwisie, który nawet nie udawał, że czemukolwiek służy. Mam tylko trzy słowa, z czego dwa to przekleństwa, a jedno to zaimek. I nawet tak samo wyglądają po przetłumaczeniu na angielski.

Krzycer: Nie, Siege wybitnie nie służył temu tytułowi, który dotąd przecież dawał się czytać. Czemu to wszystko służyło? Czy naprawdę nie było lepszego sposobu by pokazać, po której stronie ostatecznie ustawi się Daken niż poprzez halucynacje wywołane przez te trzy... nie Parki, nie Furie, nie Mojry... no jak im tam?
PeSZek: Najsłabsza Siege'owska seria. Jedyny plus to buziak z Bullseyem. I czemu na koniec nie rozpadł się Asgard?! :(
Archie: Szkoda, że poziom tej serii spada, bo dzięki niej polubiłem nawet Dakena.

Fantastic Four #577
Delirium: Jeszcze jeden stand-alone-issue, w którym mamy krótką historyjkę w klasycznym stylu wczesnej F4. Jest jeszcze jedna wyprawa, jeszcze jedno miasto i jeszcze jedno zbiorowisko nieznanych dotąd ras do odkrycia. Fajnie się to czyta, ale jak neon włączyło mi się pytanie: czy to do czegoś konkretnego zmierza? Jeśli tak, to najwyższa pora skręcić w stronę sedna sprawy, bo wkrótce poczucie fajnej oldskólowości może zastąpić poczucie znudzenia schematem. Na razie jeszcze jest to 7/10.
Hotaru: Ostatnie numery polecałem uwadze czytelnika tylko ze względu na rysunki. Tym razem Eaglesham trochę spuścił z tonu, za to Paul Mounts dał z siebie 120%, żeby ze średnich szkiców jeszcze coś wyciągnąć. To niesamowite, jak wprawny kolorysta może uratować komiks. A raczej jego stronę graficzną, bo tego skryptu nic nie ratuje...
S_O: Delirium wspomina o "poczuciu fajnej oldskólowości". Nie mogę jednak nie wspomnieć, że to już nie run Lee/Kirby, kiedy Czwórka była w stanie w przeciągu jednego numeru dać się schwytać, cofnąć się w czasie, uczestniczyć nie w jednej, ale w dwóch bitwach morskich, dać się porwać przez tornado i jeszcze znajdywała czas, żeby pokrzyżować szyki despotycznemu władcy. Zwłaszcza, że Hickman dwie strony poświęcił na przedstawienie czterech postaci, które może kiedyś odegrają jakąś rolę, ale nie muszą. Przestaje mi się (tak bardzo) podobać kierunek, w którym zmierza ta seria, ale więcej o tym, gdy ("jeśli"?) następny numer potwierdzi moje obawy.
Wyjątkowo zajmę się też grafą, czego nie robię często. Spoczywa na mnie smutny obowiązek poinformowania, że Eaglesham cierpi na syndrom Fincha-Dillona, znany powszechnie jako "sameface". Nie przeszkadzało to (właściwie nie miało prawa), gdy ilustrował zwariowane przygody stu Reedów Richardsów, ale teraz, gdy jedyna w miarę ludzka postać poza członkami tytułowej drużyny wygląda identycznie, jak lider owego zespołu...

Krzycer: Napraaawdę mam nadzieję, że pan scenarzysta jakoś to konsultował z DnA, bo inaczej... Będzie źle.
Ale tak poza tym to całkiem ciekawych rzeczy się tu dowiadujemy. Nadal nie wiem, do czego historia o czterech miastach prowadzi, ale czyta się nawet przyjemnie.


dNew Mutants vol. 3 #11
Delirium: Nieźle, nieźle… Ładne powiązanie przyczajonego wątku Dani z oblężeniem Asgardu, ciekawa nowa rola i dobre przedstawienie Heli, której przy takiej rozróbie nie mogło zabraknąć. Gillen trochę zaspoilerował sam siebie w wątku z Tyrem, ale i tak zgrabnie to wyprowadził. Szkoda tylko, że wydaje się to zupełnie oderwane od reszty wydarzeń, bo nie pojawia się żadna z wielu obecnych na miejscu postaci i wygląda to tak, jakby to samoloty atakowały Asgard. Ale to już chyba wina rysownika, który nie do końca odnalazł się w temacie, tak samo, jak nie potrafił narysować klasycznej Heli. Dam 7/10, ale nieco słabsze.
Hotaru: Podobało mi się. Wierzyłem, że Gillen da radę ze scenariuszem, bo do tej pory mnie nie zawiódł. Tym razem również. Wątek Dani, chociaż z początku nie tak oczywisty, po chwili wydaje się całkiem naturalnie powiązany z atakiem na Asgard i takie tie-iny mi się podobają. Obawiałem się za to trochę rysunków Niko Henrichona, ale niepotrzebnie. Artysta poradził sobie o wiele lepiej, niż podczas mojego ostatniego obcowania z jego stronicami (Nation X?) i bardzo szybko wczułem się w jego kreskę. Było miło. Co teraz przygotuje Wells?
S_O: Gillen przejmuje stery, żeby opowiedzieć o Siege z trochę innej perspektywy. I co mogę powiedzieć? Historia była ciekawa, a niecodzienna kreska Henrichona pasuje do nieco baśniowego klimatu... Ale liczyłem na coś więcej. Jakiś haczyk w umowie poza obłożonymi klątwą potworami? To nadal ciekawy jednozeszytowiec/zapchajdziura, ale pewne uczucie niedosytu pozostaje.
Krzycer: Hm. Tego numeru w sumie mogłoby nie być - chyba, że Zeb zwróci uwagę na to, co inny scenarzysta gościnnie napisał.
Ale poza tym czytało się to to fajnie.


Prelude To Deadpool Corps #5
Delirium: Pierwsza rzecz: paskudna grafika. Naprawdę paskudna. Przez duże P i duże ASKUDNA. A fabularnie? Cóż, jest w tym jakiś pomysł, a i skrypt nienajgorszy, tylko nadal jakoś mnie to nie przekonuje. Nie potrafię jakoś wyobrazić sobie uniwersalnego zagrożenia, z którym mogłaby sobie poradzić banda Deadpoolów. No, chyba, że banda T-Rayów, ale na to bym nie liczył. Z dużą obniżką za grafikę będzie z tego 4/10.
S_O: Co nieco zaczyna się wyjaśniać... Wiemy już (z grubsza), do czego potrzebna jest drużyna złożona z Deadpooli, a w każdym razie, czemu właśnie ona. Ale... jakie właściwie zagrożenie może powstrzymać ich zbiorowa "wackyness"? Flotę agresywnych Wolkan? Gdyby to było coś bardziej metafizycznego i z nimi związanego, jak łatanie dziur w czwartej ścianie, to bym jeszcze zrozumiał...
Wyścig po flagę jest całkiem ciekawy, ale lekturę utrudniają nieziemsko wręcz paskudne rysunki. Bałem się przez chwilę, że Kyle Baker będzie odpowiadał także za stronę graficzną kolejnej multi-Deadpoolowej miniserii, i sprawdziłem, czy tak w istocie będzie.
Cóż...Nie, nie będzie. Ale jakoś mnie to nie cieszy.
Sc0agar4k: Ponownie zacznę od rysunków. Do głowy przychodzi mi tylko jeden wyraz: WTH? Co to niby miało być? Karykatura, coś się komuś rozlało, bo w żadnym wypadku nie można tego nazwać rysunkami. FUJ! Okej, przejdźmy do lepszej części. Znów się obficie uśmiałem. Cała ta historia jest porąbana, a przez to całkiem zabawna. Ocena 6/10, byłoby więcej, gdyby nie te rysunki.
Krzycer: To było... zaskakująco zabawne. W ramach nadchodzącego Deadpoolowego eventu życzyłbym tylko sobie, by pomiędzy czwórką Deadpooli było więcej różnic, bo na razie oprócz psa mylą mi się do tego stopnia, że nawet to, że jeden z nich jest laską mi nie pomagało.

Punisher vol. 2 #15
S_O: Wiem, że numer ten zawiera armię zombie nazioli (i kilku zombie czerwonoarmistów na dokładkę), ale... czegoś brakuje. Toż to przecież szturm na średniowieczny zamek, to powinno być epickie.
No, może ostateczny pojedynek między Frankiem a gościem, którego nazwiska nadal nie chce mi się zapamiętać, taki będzie.


Realm Of Kings: Inhumans #5
Delirium: No i okazało się, że to wszystko było tylko PRem. Z wyjątkiem mackowatego paskudztwa, które zabrało Ra-Venn, znaczy się. Szkoda, bo miałem nadzieję na coś więcej. Choćby jakiś prawdziwy konflikt w królewskiej rodzinie, a nie tylko Medusę odgrywającą Kniazia Igora. Niestety, ten numer i moja satysfakcja rozminęły się na finiszu jak dwa pasma pewnej autostrady. Było blisko, ale jednak nie. Tylko 5/10.
Hotaru: Mam mieszane uczucia. Z jednej strony zdaję sobie sprawę z tego, że Abnett i Lanning osiągnęli postawione sobie w ramach tej miniserii cele: ustanowili konflikt wewnątrz rodziny królewskiej, pokazali styl władania Medusy i udało im się pokazać Wyrwę jako coś innego, niż tylko zagrożenie. Ale coś tu nie do końca gra... mam wrażenie, że można to było rozegrać lepiej. Szkoda też, że Pablo Raimondi nie dał rady zilustrować całego numeru, bo świetnie mu to wychodziło, ale Tim Seeley całkiem wprawnie go uzupełnił.
S_O: Chemia między Madroxem a Terry jest świetna. Uwielbiam czytać ich kłótnie. Ale wolałbym jednak, żeby pozostały one w ich własnej serii. Tyle o grafice.
DnA w ciekawy sposób rozwinęli postać Medusy, naprawdę zaczyna jej odbijać. I jak każda popadająca w szaleństwo koronowana głowa robi rzeczy, które coraz bardziej przekonują jej bliskich do przeprowadzenia zamachu stanu (jakby co - I called it). No i ciekawy twist z rakosmitami będącymi jedyną rzeczą umożliwiającą ewolucję Kree (no, rakosmici i Forever Crystal). Ale udostępnienie tej informacji społeczeństwu szybko spowoduje rozruchy (lud będzie chciał szybkich wyników).
Jeśli House of Medusa nie upadnie podczas TI, będę bardzo zdziwiony.

Sc0agar4k: No i sprawa się rozwiązała. Medusa zabiega o dobre PR. Czuję, że to się dobrze dla niej nie skończy. Szykuje się rozłam w rodzinie królewskiej. Zła pora na to, naprawdę zła. Po tym numerze jedna rzecz rzuciła mi się w oczy. Wszystkie te obecne działania Medusy bardzo przypominają mi sposób działania kogoś innego. Myślę tu o Vulcanie. Nie wiem, czy to dobry kierunek. Ocena 7/10.
Krzycer: Widziałem kiedyś rozróżnienie trzecioplanowych postaci na redshirtów i "bohaterów typu 'Wedge Antilles'". Jak kończą redshirci - wiadomo. A Wedge przez całą trylogię brał udział w najważniejszych bitwach, był na tyle sympatyczny, by zabicie go mogło wywołać reakcję odbiorcy, a mimo tego, że był idealnym kandydatem do odstrzału, pomógł wysadzić dwie Gwiazdy Śmierci i przeżył.
Wspominam o tym, bo po Conqueście i WoK Ra-Venn była dla mnie takim Wedgem Antillesem. Była w tle, wiele nie zrobiła, ale i tak zdołałem ją polubić. I teraz jest mi bardzo przykro, że spotkał ją taki koniec.
Poza tym jednak jest dobrze. I Medusa pokazała się z zaskakującej strony - ciekawe, czy przysporzy jej to sympatyków w Arenie? Natomiast nie ma wątpliwości, że jej polityka prędzej czy później ugryzie wszystkich Inhumans w kolektywny tyłek.


She-Hulk Sensational
Delirium: Oh, YEAH!!! Mój komiks tygodnia! Część Petera Davida jest absolutnie ge-nial-na. Miałem łzy w oczach i prawie wtoczyłem się pod biurko ze śmiechu. Przypomniały mi się najlepsze czasy Shulkie i najlepsze spędzone z nią chwile. A boskich występów gościnnych Stana Lee i Dana Slotta nie mogę nie podkreślić. Ach, i plus dla PADa za autoironię. I nawet te nie do końca standardowe rysunki mi się podobały. Część druga to mniej więcej stały poziom Briana Reeda, czyli kawałek dobrej akcji i trochę humoru. Nie ma może tego shulkowego feelingu, ale bynajmniej nie psuje wrażenia po części pierwszej. Jeszcze się śmieję, więc dam nawet 9/10.
S_O: Hieh, hieh, hieh... Historia PADa genialna i mam szczerą nadzieję, że po WWHs wróci on do pisania Shulkie, choćby jako dodatku do jednej z serii. Pełno smaczków i pukania w czwartą ścianę. Babski wieczór w wykonaniu Reeda też całkiem niezły, choć trzeba by się trochę nagimnastykować, żeby to zmieścić w continuity...

Wolverine Origins #46
Delirium: Numer wspominkowy, po którym nie mogę pozbyć się wrażenia, że już wkrótce Way wywlecze z grobu nieboszczkę Mariko i zrobi jej coś złego. Ten prolog jest taki ni przypiął, ni przyłatał, więc coś tu musi być na rzeczy. A sama historia? Cóż, nie napracował się pan scenarzysta, bo streszczenie pracy innych to żadne wyzwanie twórcze. Tu też 5/10.
S_O: Um, tak... Najciekawszy w tym numerze był fakt, że na ręce Kurta w pewnym momencie pojawia się złota obrączka, a chwilę potem nagle znika.
Ten numer jest warty wspomnienia z jeszcze jednego powodu - po raz pierwszy od dłuższego czasu (jeśli o niczym nie zapomniałem, to od zeszłego lutego) mamy w tej serii rzut oka na przeszłość Logana (co prawda nie na jego "origin", ale z braku laku i rak ryba). I jak zwykle, gdy Way używa cudzych pomysłów, żeby zapchać jakąś dziurę, nie czytało się tak źle, jak jego pozostałe numery.

Sc0agar4k: Czytając ten numer, przypomniał mi się numer Weapon X, w którym Logan rozmawia o swoich związkach. Tutaj dla odmiany, jego rozmówcą, a właściwie słuchaczem, jest mężczyzna, Nightcrawler. Kolejny rachunek sumienia, rozliczenie się z przeszłością, bo przyszłość może skończyć się bardzo szybko. Numer spokojny, powiedziałbym, że to cisza przed burzą. Ocena 8/10.

eX-Force vol. 3 #25
Delirium: Finał Necroshy ma swoje dobre i złe strony. Akcja nadal jest przyzwoita i utrzymuje poziom, fajnym motywem są barwy wojenne, kilka osobistych potyczek oraz choćby krótkie nawiązanie do innych postaci, które odczuły wzejście Selene. Dużym minusem jest natomiast samo rozwiązanie. Dziab! I koniec? Nie da się zaprzeczyć, że ma to swój sens, ale rozczarowuje. Chyba miałem zbyt duże oczekiwania. No dobra, nadal będzie to 7/10, ale słabowite.
Hotaru: Wow, to było... słabe. Kiedy Kyle i Yost zapowiadali Necroshę udzielił mi się ich entuzjazm, ale ten efekt końcowy... Tak, jakby nagle w połowie historii scenarzyści dostali szlaban i polecenie, żeby zakończyć inaczej. Bo ta końcówka jest wybitnie nienatchniona, wręcz wyprana z emocji. Wielki zawód. Crain też się nie popisał. Jego pojedyncze kadry wyglądają czasami wybitnie, ale jako całość, kiedy wprowadza w kompozycje ruch, wszystko traci na czytelności. Toż nawet Simone Bianchi lepiej oddawał dynamikę. A mogło być tak fajnie...
S_O: Wiecie, co mi przypomina kreska Craina w tym numerze? Asfalt. Czarna maź i gdzieniegdzie zatopione w niej małe, białe kamyczki. Nie zazdroszczę Jimowi J, który będzie to musiał rozszyfrować do streszczenia.
Zakończenie... antyklimatyczne. No, ale przynajmniej nie wyciągnięte w ostatniej chwili z tyłka, pokazywali, że kościsty kindżał robi kuku bóstwom już daaawno. Ale przynajmniej Warpath pogrzebał swoje demony, a Withera zatłukli. Czyli koniec końców na plus.

Sc0agar4k: Zakończenie Necroshy w mocnym, mrocznym stylu. Tak, jak powinno się to zakończyć. Podsumowując całość: było ciekawie, na przyzwoitym poziomie. Scenariusz na najwyższym poziomie, rysownicy również nie zawiedli. Wyszło lepiej niż oczekiwałem, dlatego zasłużone 8/10.
venom: Nie wiem dlaczego, ale czuję jakiś niedosyt po przeczytaniu tego... Niby akcja wciągająca - bitwa X-Force z podwładnymi Selene, a później z samą boginią... Poza tym numer ten dał furtkę niektórym zmartwychwstałym do powrotu na stałe do życia, więc pewnie Banshee, Feral i kilku innych wskrzeszonych mutantów zobaczymy za pewien czas w komiksie ;).
Jedyne, co mnie drażni, to czasami rysunki. Mam czasami wątpliwości, kogo przedstawiają, a nie lubię zgadywać, kogo rysownik miał na myśli, rysując daną postać :|.

colossus28: Ostatni rozdział Necroshy niestety rozczarowuje. Wszystko skończyło się za szybko, całe te gadanie o wszechmocy, jestem boginią, bla bla bla, a wystarczył jeden cios Jamesa i po sprawie. I nie przekonują mnie jakieś rysunki plemienne i duchy przodków. Zabrakło pomysłu albo Kyle i Yost musieli zamknąć historię z Selene, by zdążyć na Second Coming. 5/10
Krzycer: Za łatwo im poszło. Pewnie, musieli się użerać z tłumem zombie, pewnie, stanęli twarzą w twarz z paroma dawnymi przyjaciółmi, pewnie, cała sytuacja była... niewygodna? Bo chyba gorzej nie było. I w tym właśnie tkwi problem. Po pierwszym szoku (tysiące wskrzeszonych! Ale będzie rozróba!) napięcie siadało. Myślałem, że to cisza przed burzą, a tu - trochę siąpi, ale nic poza tym.
Ale ostatnia scena była ładnym odbiciem pierwszej rozmowy Cyclopsa z Loganem o zespole. I strasznie mi się podobały barwy wojenne X-Force. I Blink pozostała żywa.


gX-Men - Second Coming #1
Delirium: O ile CompleX chwytał od razu za gardło, tak tutaj mamy na dzień dobry coś jak chluśnięcie zimną wodą w twarz. Tak naprawdę nic się tu nie wydarzyło. Rozciągnięte ciche sceny w ruinach, trochę marudzenia Summersa, tasowanie kart i bitka na drodze. Doprawdy, kiepskie otwarcie. Nie ma nawet o czym się rozpisać. No, chyba o tym, że nie mam pojęcia, kim był Meld, a sam z pamięci wypisałem więcej niż 181 aktywnych mutantów. Ocenę pogarszają i to znacznie rysunki Fincha, które są najzwyczajniej w świecie brzydkie. Wszyscy wyglądają tak samo, nikt nie przypomina ludzi, a cała dynamika została chyba w kredkach rysownika, bo na stronach na pewno jej nie ma. Jestem tak samo daleko od satysfakcji, jak od siedziby Marvela i na początek wystawiam 5/10. Mam jednak cichą nadzieję, że w pewnym momencie wydarzenie dostanie takiego twista jak Siege i jednak się wybroni.

Hotaru: Jedyne, co mi się na razie podoba, to fakt, że Cyclops będzie musiał pokazać, jak bardzo urosły mu jaja. Czegoś takiego jak X-Force nie mógł trzymać w tajemnicy o wiele dłużej, ale też sposób, w jaki Wolverine i spółka nagle przestali się kryć, jest średnio satysfakcjonujący. Zarówno Cable, jak i Hope, w ogóle do mnie nie przemawiają, a nawet jeśli Nightcrawler rzeczywiście będzie miał zginąć, to będzie pierwsza ciekawa rzecz, jaka się zdarzyła z tą postacią od lat. Na razie Second Coming wypada lepiej niż Messiah War, ale do Messiah CompleX jeszcze mu wiele brakuje.
S_O: I z jednego eventu prosto w drugi. Gotta love those guys.
Podczas komentowania kolejnych numerów tego eventu pewnie nie uniknie się porównań z Messiah Complex. Im wcześniej więc zaczniemy, tym lepiej, nie? :P
Początek znacznie bardziej napakowany akcją niż pierwszy numer poprzedniego wielkiego crossa. Ale jak mogłoby być inaczej? Wiemy, kto jest wrogiem, wiemy, jaki mają cel, wiemy, co X-Men muszą zrobić... wiemy, na dobrą sprawę, wszystko, więc po co bawić się w tajemnice przez następne sześć numerów?
Tylko pozostaje pytanie - jeśli już teraz zaczynamy grubej rury, to co zrobią, żeby stopniowo zwiększać napięcie? Czy im się to w ogóle uda?
O Finchu nie będę nic pisał, dostatecznie już dostał w innych komentach.

Sc0agar4k: Jeden cross zakończony. Drugi właśnie się rozpoczyna. I rozpoczyna się z pompą. Akcja, tajemnice, sekrety. Wszystko, co najlepsze, pięknie zapakowane. Cyclops wziął poprawkę po wydarzeniach z Messiah Complex i teraz wszystko ładnie rozplanował już na początku. Szykuje się wielkie wydarzenie. Na zachętę mocne 8/10. I niech tylko się poprawia.
sleepwalker:
Uwielbiam te przed-crossoverowe zamieszania w świecie mutantów. Choć u nich niby lipa i są na wyginięciu, to po przeczytaniu tego zeszytu stwierdzam, że wszystko pędzi w dobrym kierunku (a jeszcze finał prześwietnej horrowatej Necroshy przede mną). Drużyny są klarowne i na swoim miejscu, głównie za sprawą mocnych rządów Cyclopsa. Dynamiczna akcja X-Men była tu wzorowa, a X-23 to już mnie kompletnie rozwaliła :P, aż prawie X-Force wyszło na jaw. Czekam na tie-iny, mam nadzieję, że nawet Uncanny da radę.
venom:
Jak dla mnie to świetny początek... Cyclops pokazuje, że świetnie sobie radzi z rolą przywódcy. Akcja również nie rozczarowuje, oby tak dalej... Tylko ta Hope ciągle jakoś kojarzy mi się z wyglądu z Jean :P
colossus28:
Zaczęło się naprawdę dobrze, powrót zagubionej dwójki, Bastion rozstawia swoje figury na szachownicy, przygotowując się do uderzenia. Naprawdę świetnie przedstawiony Cyclops, tak powinien zachowywać się prawdziwy lider, podzielił zespoły, rozdzielił zadania i czeka na ruch przeciwnika. Oby dalej było równie efektownie. 8/10
fKrzycer: A niedawno Carey mówił w wywiadzie, że chciałby się zająć Onyxxem żeby przestał być li tylko Rockslidem lite. Onyxx, Diamond Lil i Meld - trudno mówić tu o zauważalnych stratach, X-Manach z długim stażem... No, ale to nadal zarzuty do Necroshy.
Tu zaś na miejscu będą porównania z Messiah CompleX. Jest... inaczej. Tam ponad połowa crossa polegała na ustaleniu, o co właściwie chodzi i kogo należy bić. Tu od początku wszystko jest jasne - mamy dwóch dowódców, dwie armie... To powinno się nazywać Messiah War!
Zaczyna się dobrze, szybko i mocno. Kyle z Yostem niejako przy okazji dokonali niemal niemożliwego - pokazali, że Cable, choć od niepamiętnych czasów jest pozbawiony mocy, pozostaje groźny. Swierczynskiemu się nie udało. Punkt dla nich.
Dalej też jest dobrze. Pięknie wyszło krótkie, ale urocze manipulowanie Namorem. Niestety, numer rozwiał moje ostatnie złudzenia co do tego, że Nightcrawler nie będzie ofiarą SC. Po tym, jak katapultowano go do pierwszego szeregu w tym numerze, nie mam już najmniejszych wątpliwości...
Trudno. Już układam w głowie scenariusz miniserii przywracającej go do życia, do odsprzedania Marvelowi po przystępnej cenie ;).
Mam trzy zastrzeżenia, z czego tylko jedno poważne:
- "alpha roster" - miło by było, gdyby istnienie czegoś takiego zasygnalizowałby wcześniej, bo ja wiem, ten łamaga Fraction?
- końcówka wygląda tak, jakby X-Men zajęli się członkami Sapien League, a Cable z Hope odjechali w siną dal - mam nadzieję, że to zbieg okoliczności i już w następnym numerze dołączą do X-Men. Wystarczy, że Cable biegał solo przez cały Kompleks i wszystkie zeszyty Swierczynskiego.
- i na koniec poważne zastrzeżenie - rysunki Fincha. Lubiłem go, kiedy rysował New Avengers. Wszystkie kobiety wyglądały identycznie, ale przynajmniej były identycznie ładne. Tu już rysuje potworki, a to, co robi z mężczyznami, woła o pomstę do nieba (Vanisher! Namor!).


X-Men Forever vol. 2 #20
S_O: ...Sssssseriously?
Nie, czekajcie, niech zgadnę. "Ha, ha, wy głupcy! Nigdy nie zauważyliście, że moje 'nazwisko' to anagram od 'Trask'!"
W "Wielkiej Encyklopedii Ilustrowanej Świata" ten cliffhanger powinien znaleźć się jako definicja słowa "analny". Tak "z", jak i "do".
That is all.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aCloak And Dagger

Autor:
Mark Brooks

Hotaru: Zachwycałem się już nad rysunkami Brooksa z wnętrza tego numeru, przyszedł czas na rozpływanie się na okładką. Podoba mi się jej dynamizm i fakt, że jej punktem centralnym jest para przepięknych dużych... oczu Dagger. Jak można w nich nie utonąć?






bX-Force Vol. 3 #25 (movie variant)

Autor:
Clayton Crain

Delirium: Aby sprawiedliwości stało się zadość, muszę powiedzieć, że wszystkie filmowe warianty związane z Necroshą były bardzo dobre i ten wcale nie jest z nich najlepszy. Mimo wszystko trudno o lepszy homage na zakończenie cyklu niż nawiązanie do Draculi w mojej ulubionej wersji. Całe nawiązanie jest bardzo fajnie przemyślane, włączając w to głównych bohaterów jako płaskorzeźby. No i oczywiście Selene w centrum, w nastrojowym, zimnym błękicie.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.03.31


Redaktor prowadzący: Sc0agar4k Korektor: S_ORedaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.