Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #136 (29.03.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 29 marca 2010Numer: 12/2010 (136)


Po wyśmienitym poprzednim tygodniu wiadomo było, że kolejny raczej nie utrzyma jego poziomu. Tak się stało, ale warto zwrócić uwagę na kilka komiksów wydanych w poprzednią środę.



Amazing Spider-Man #626
Delirium: No dobra, nie jest najgorzej. Rysunki Gaydosa lubię, chociaż akurat do Pająka nie do końca pasują, bo nie mają tego rodzaju dynamiki. Nie spodobał mi się za to nowy design Scorpion, bo ona jakoś lepszym skorpionem była bez ogona. Ale umiejscowienie jej w świecie bez S.H.I.E.L.D. to jakiś pomysł jest. Zadziwiająco fajnie wyszedł rozejm Piotrka z Michele, która dotąd tylko mnie drażniła. Ogólnie jest to przyzwoite 6/10.

Demogorgon: Niech mnie przyrządzą ze śliwkami na ostro, jeśli to nie są obrzydliwe rysunki. Ledwo co widać, myślałem, że się porzygam, jak patrzyłem na niektóre kardy... Czy oni chcą dobić ten komiks? Fabularnie nie jest tak źle, ale bez większych rewelacji - Van Lente dostosował Scorpion do nowego status quo, całkiem nieźle, czytało się fajniej niż historię z Vulturem. 5/10, byłoby więcej gdyby Hood nie wyglądał jak 40-letni odrzut z castingu do "Ojca Chrzestnego".

colossus28: Znowu powrót miernoty w głównym wydawnictwie dotyczącym Pająka. Nowa przeciwniczka - tragedia, wmieszanie w to wszystko Hooda - niepotrzebne, naiwność Michele - powalająca głupota. Jedyny plus w tym zeszycie to pojednanie Petera z jego współlokatorką, miło, że chociaż jedna rzecz Parkerowi się udała w ostatnim czasie. Rysunki - koszmar, szczególnie nałożenie barw. 2/10

Krzycer: Lubię Scorpion, ale jej nowy strój jest koszmarny. Status najemniczki też. Podobał mi się występ Hooda przed drobnymi kryminalistami, ale głównie dlatego, że początkowo skojarzył mi się ze sceną ze "Złego" Tyrmanda.
Ogólnie - marnie.


fAvengers The Initiative #34
Delirium: Pierwsza połowa ożywia trochę nudny wątek Resistance dzięki wejściu Penance'a, któremu się poprawiło i wszystko pamięta za sprawą kuracji wujka Nightmare'a. Dosyć przyzwoicie zgrywa się to też z pojawieniem się tej bandy w Siege #3, ale... czy ja tam widziałem Executionera? Druga część to raczej taki catching-up, który ma doprowadzić tylko do zawalenia się Asgardu na głowę Franka. Rysunki wyglądają gorzej z każdym numerem. Tu również 6/10, ale słabe.

Hotaru: Podoba mi się strona graficzna tego numeru. Estetyczne szkice Jorge Moliny zostały równie starannie potraktowane tuszem i kolorem, dzięki czemu jest na czym zawiesić oko. A to ważne, bo od strony fabularnej to numer przepuszczonych okazji. Mam wrażenie, że zaprezentowane w nim wydarzenia miały potencjał "epickości", ale Gage nie wiedział, jak do niego dotrzeć. Przez co czuć irytujący niedosyt.

straznik: I, jak oczekiwałem, naprawdę dobry komiks. Walka 'złej' inicjatywy z Av. R. znacznie ciekawsza niż w poprzednim numerze. Penance w końcu odkrył karty. Chociaż nie za bardzo wiem, gdzie są postacie jak Cloud 9 czy Komodo? Druga część to walka pod Asgardem i jest nieco mniej ciekawa czy zabawna. Może dlatego, że jest krótsza niż tydzień temu? Mimo wszystko nie jest ani trochę mniej efektowna i mam nadzieję, że ciekawej parce jednak się nic nie stanie.
Black Bolt: Ależ zmarnowali potencjał na scenę "powrotu" Speedballa. Cała reszta to jedno wielkie nic ciekawego, tak jak i rysunki. Po zakończeniu serii za miesiąc będzie tylko niektórych postaci szkoda i to tych, które i tak akurat przestały się tu już pojawiać.

colossus28: Jeden z lepszych tie-inów do Siege i w dalszym ciągu trzyma się mocno. Jest nawet pewna zwyżka w porównaniu z poprzednim numerem, bo walka w Camp Hammond prezentuje się naprawdę dobrze. Cieszy, że Night Thrasher przestał być w końcu dupą wołową i wziął się do roboty, świetne sceny z Penancem. W całym tym asgardowym wyburzaniu znalazło się nawet miejsce na kontynuowanie wątku Rachel i Franka - duży plus. Za ten numer mocne 7/10.


Breaking Into Comics The Marvel Way #2

Delirium: Okładka zapowiadała coś zupełnie nie z mojej bajki, ale okazało się, że w środku jest całkiem nieźle. Pierwsza historyjka wygląda bardzo fajnie i nieźle się czyta (Nukes! Hell yeah!). Druga wręcz przeciwnie - nieciekawa i paskudna. Trzecia znów wygląda dobrze, a nuff-saidowy scenariusz Petera Davida jest co najmniej oryginalny. Czwarta budzi u mnie mieszane uczucia na obu płaszczyznach, bo historia wspomina nieszczęsne jaszczurki Claremonta, a wizualnie tylko Rachel wygląda naprawdę dobrze. Numer pięć ma oryginalne rysunki i nieźle nawiązuje do asgardzkiego epizodu New Mutants. No i wreszcie szóstka, która przypomniała mi, dlaczego run Franka Tieri w Deadpoolu był genialny. Rysunki są tu średnie, ale pasują. A wypadkową oceną będzie... hm... no dobra, 7/10.

Krzycer: Nie chce mi się pisać o całości, więc tylko słowo o historyjce, która wbiła mi się w pamięć. Ta z Psylocke. Byłem przekonany - głównie ze względu na to, gdzie toczyła się retrospekcja - że scenarzystą był Claremont, i w związku z tym byłem nawet mile zaskoczony. Miłe zaskoczenie minęło, kiedy okazało, że rzecz napisał Carey... Jak na niego - słabo.


Captain America
#604

Delirium: Okazuje się, że Captain Nightmarica jest dużo bardziej szalony, niż się z początku zdawało i nie jestem do końca pewien, czy nie wyjdzie z tego lekka przesada. Zobaczymy. Tymczasem numer kradną Falcon i jego sokół, którzy pokazują klasę i badassostwo. Ogólnie mam wrażenie, że to trochę zagranie na rozciągnięcie, ale i tak może dostać swoje 7/10.
Krzycer:
Kto by pomyślał, że z Falcona taki kozak? W międzyczasie Commie-smashing Cap bawi się w cosplay z Bucky-Capem i tę część komiksu czytało się dużo gorzej.

Deadpool vol. 2 #21
Delirium: Hm... myślałem, że historia z małpą skończyła się na poprzednim numerze. Nieważne. Numer nie jest zły, ma kilka naprawdę fajnych momentów, ale ta małpa... nie mogę tego przetrawić, no nie mogę. Ale niech będzie, że przymknę oko na makaka (czy czym on tam jest) i skupię się na pozytywach, wystawiając solidne 6/10.
Krzycer: Bez komentarza. Dno i metr mułu.

Fall Of The Hulks: Red Hulk #3
Delirium: Dlaczego nie A-Bomb 1-shot? Wszystko skupia się na niebieskim i tym, jak z Ricka stał się łuskowaną paskudą. Jest tu trochę przegięć i naciągów, ale ogólnie można to łyknąć bez większego bólu. Po prostu update sytuacji, ale niespecjalnie ciekawy. Powiedzmy, że 5/10 może dostać.
Krzycer: Trochę naiwnie wyszło "rozbrajanie" A-Bomby, i nie do końca zrozumiałem, kto był pomysłodawcą tego, że jak Rick oberwie od Rulka, to wrócą mu wspomnienia... Poza tym jednak podobała mi się zaprezentowana intryga. Skoro naprzeciw siebie stają teoretycznie najmądrzejsi, to takich akcji powinno być jak najwięcej.
...a skończy się na nieskończonej ilości Hulków, więc już za późno na to wishful thinking.


Marvels Project #7
Delirium: Oj, miałem nadzieję, że w końcu coś się ruszy, a tu nadal tempo galopującego żółwia. Bardzo błyskawiczne wprowadzenie Destroyera, które właściwie nie ma wpływu na fabułę, i krótkie łubudubu z U-Manem, żeby zrobić jakiś cliffhanger, to właściwie wszystko, co tutaj dostajemy. Zaczynam podejrzewać, że oprócz oficjalnego powstania Invaders w ostatnim numerze nic więcej się nie zdarzy. Ale tak prawdę mówiąc, nie miałbym nic przeciwko, gdyby później wyskoczyła seria z Invaders właśnie. Niech będzie 7/10, ale tuż przy granicy z szóstką.
Krzycer: Dobre! Długo zajęło mi przekonanie się do tej serii - między innymi dlatego, że oczekiwałem akcji od samego początku, zapominając, że tematem jest "wyścig po superżołnierza", a powstanie Invaders będzie, najwyraźniej, kulminacją całości.
Ale jak w końcu sobie przypomniałem, o co tu właściwie chodzi, to zaczęło mi się podobać.
Poza tym błękitny przedstawiciel podmorskiej cywilizacji ze swastyką na piersi ma w sobie oldschoolowy urok. Dzisiaj takich bad guy'ów już nie ma...


dMighty Avengers #35
Delirium: Ale kicha... Pym ignoruje rozpierduchę w Asgardzie i wezwanie na pomoc od samego Steve'a, bo jest zajęty spawaniem swojej blaszanej dziewczyny, żeby była bardziej flesh-like w dotyku. Wrong! Ultron został cofnięty o całą dekadę w stosunku do Conquestu, żeby można było wywlec jego daddy issues. Wrong! Infinity Mansion we wnętrzu drogiej nieboszczki Janet, zasuszonej w kolejnym dziwnym wymiarze? Deadly wrong! I jeszcze adhocowa zbiórka grupy, która zwyczajnie do niczego nie pasuje. Trudno mi uwierzyć, że Slott mógł tak bardzo zawieść. Tylko 3/10.

Hotaru: Wydaje mi się, że z jednej strony Dan Slott postanowił, że targetem jego komiksu będą góra 14-latki, ale z drugiej okazjonalnie używa łaciny podwórkowej, która raczej adresowana być winna do starszych uszu. I może o to chodzi, bo uśmiechnąłem się półgębkiem tylko w chwili ostrego dowcipu, a przez całą resztę numeru miałem wrażenie, że skrypt jest niedorzeczny, płytki i infantylny. Rysunki Phama też wcale nie pomogły. W sumie to niegłupie, że ta seria się kończy. To i tak cud, że wytrwała tyle numerów.

Demogorgon: Jedyny komiks spod znaku Siege w tym tygodniu, w którym Asgard nie zawala się komuś na głowę. Tylko dlaczego to musi być taka chała? Slott próbuje zepsuć Ultrona i cały rozwój postaci, by przywrócić go do tego, jaki był przed Conquestem - huzia, nienawidzimy istot organicznych i wszystko zastąpimy maszynami. Ultron z nastawieniem Borg ("Wszystko zjednoczy się w Phalanx i osiągnie doskonałość") jest o wiele ciekawszy. Tak, wiem, że w Avengers/Invaders też się zachowywał po staremu, ale wtedy mogłem udawać, że to jakaś jego oszalała kopia zapasowa czy coś. A poza tym fabularnie nudno, Army of Brides to idiotyczna rzecz, a ostatnia strona pachnie kolejnym środkowym palcem pokazanym Incredible Herculesowi. Znowu. 4/10

straznik: Wszystko niby sensownie ułożone w czasie i pozbawione totalnej głupoty, ale ta seria mi nie leży. Kolejny pojedynek z Ultronem nie leży mi jeszcze bardziej, bo ostatecznie, czy to konieczne, by powielać ten wątek kolejny raz? Zwłaszcza w czasie, gdy Pym mógłby się przydać podczas Siege? Ostatnia strona w pewnym stopniu ciekawa, ale tylko pod kątem zakończenia. Bo jeśli chodzi o sam pomysł i ewentualny powrót, to oba są dla mnie cholernie durne.
Black Bolt: Pym znowu to robi. Znowu publicznie boruje Jocastę. Danie jej cielesnych kończyn, i to w taki z pupy sposób, trochę idiotyczne. Cieszy jedynie, że kompletnie nie zapomniano o reszcie ekipy i że Khoi Pham w końcu wzniósł się na wyżyny swoich rysunkowych możliwości, a do tego ma dopasowanego kolorystę i tuszownika. Zatem graficznie świetnie, a scenariusz dość naiwny. No i nie mówiłem na końcu Secret Invasion, że ona wróci, bo nie zginęła, tylko Thor ją teleportował? Szkoda, że nie tydzień wcześniej, to by się to jeszcze na jej pojedynek w naszym Ladies League załapała.
colossus28: Taki sobie numer, niby kolejny powrót Ultrona nie wypadł najgorzej, ale po co, się pytam? Nie byłoby lepiej wrzucić całe Mighty razem z Pymem do worka z napisem "Siege" i pozwolić im się bić z Thunderboltsami w pełnym składzie? Wychodzi na to, że Hankowi nie jest potrzebna drużyna. Mimo tych narzekań numer całkiem do rzeczy. 6/10

Krzycer: ...it's official: Hank Pym's building a sexbot! Ale poza tym - jest nieźle. No i łatamy najnowszą continuity, czyli kiedy umarł Herc i jak Mighty Avengers, których już nie ma, znaleźli się w Thunderboltach.

Nemesis #1
Delirium: Przy tym komiksie Kick-Ass wygląda jak shit tylko dlatego, że jest shitem absolutnym. Kolejny raz Millar funduje nam przerysowaną do granic możliwości, absurdalną rozwałkę, w której nie liczy się nic poza gore i shock value. A to do mnie absolutnie nie przemawia. Jest po prostu jak jeden z tych pustych i nudnych filmów sensacyjnych, gdzie nie ma nic oprócz efektów i napi*******ki. Ale ponieważ to pierwszy numer i jeszcze jest nikła szansa, że skręci to w dobrym kierunku, dam na razie 4/10.

Hotaru: Nie czytałem Kick-Ass, ale jestem skłonny uwierzyć w kontrowersyjne hasło Nemezis - "Makes Kick-Ass look like s#!t!". Zapewne przez analogię. Szkoda tylko świetnych rysunków McNivena, które Dave McCaig po prostu zarżnął. Całe piękno, jakie widzieliśmy na pierwszych pozbawionych barw planszach, uleciało wraz z kolorami. Fabularnie... ech, szkoda gadać. Zmarnowany potencjał. Tak, jakby Millar do ukrojenia kawałku smakowitego ciasta nie użył noża, ale łopaty wirnika śmigłowca Apache podczas wojny z Zatoce. "Over-the-top".

Undercik: Zapowiada się lepiej niż Kick-Ass, na razie. Jeżeli utrzyma formę i nie będzie notował aż takich
opóźnień jak K-A, to może być jedna z lepszych miniserii tego roku. Właśnie od opóźnień zależy powodzenie tego projektu. Dzieła Millara zawsze lepiej się czyta bez przerw, które wytrącają z wciągnięcia się w fabułę. Szkoda tylko, że McNiven dostał kiepskiego kolorystę. Mimo to i tak panele dobrze wyglądają. Chociaż szkice wyglądały lepiej.
Matt: Całkiem to niezłe. Na razie nie bardzo wiadomo, w jakim kierunku to pójdzie, ale nieźle się czyta. Postacie zdają się być dość proste, a fabularnie przesadzone i tak nierealne, że nie da się spekulować, co się stanie. Stylistyka jest lepsza niż w Kick-Assie i rysunki są świetne.
Bertoluccio: Tytuł tego komiksu nie mógł być trafniejszy. Mamy tu Millara i jego przesadzony oraz naładowany akcją do granic absurdu scenariusz. Jest też McNiven ze swoimi rysunkami, które co prawda wyglały jeszcze lepiej przed pokolorowaniem, ale i tak prezentują się świetnie. A na dokładkę mamy jedynego superzłoczyńcę, jaki istnieje w tamtym świecie i jego krucjatę przeciwko najlepszym policjantom. Ponieważ Mark jak zwykle dostarczył tego, czego można się było od niego spodziewać, daję 9/10, a wyższą ocenę zostawię na dalsze numery.

Black Bolt: Rysunki fajne, scenariusz fajny, ale co z tego? Nie ma to nic wspólnego z Marvelem i tak jak przewidywałem, już zaczyna cierpieć na opóźnienia. Tak jak każdy luźny projekt Millara ostatnio, więc czemu mu na to w kółko pozwalają i nie wyciągają wniosków?
Krzycer: Milar, jak zwykle, jest okrutnie zachwycony samym sobą i wciska idiotyzmy zapakowane jako "ostrą jazdę bez precedensu". To nie zmienia tego, że pomysł ma potencjał, ale jeśli już od pierwszego numeru nie podoba mi się wykonanie, to nie wróży to dobrze.
A i rysunki McNivena zazwyczaj podobały mi się bardziej. Może inker i kolorysta je skrzywdzili?


cNew Avengers #63
Delirium: No dobra, tym razem to jest prawdziwy tie-in, ale nie zmienia to odczucia, że seria i tak została zepchnięta na plan dalszy przez Siege. Po pierwsze, McKone nie dał rady i w zestawieniu z całą resztą tie-inów, jego rysunki wypadają antyklimatycznie. Po drugie nawalanka i tak jest tylko tłem dla całkiem fajnych scenek z Cagem i Jess oraz Clintem i Bobby. No i mam wrażenie, że ta druga połowa ma doprowadzić tylko do zawalenia się Asgardu na głowę Mockingbird. Do you see a pattern here? No dobra, za te kilka fajnych dialogów dam jednak 6/10.

Hotaru: O, kolejny komiks, obok Nemesis, który w tym tygodniu dobił kolorysta Dave McCaig. Dobił, bo nawet bez jego wkładu skrypt Bendisa ledwo dychał. Jak dla mnie jest to nic nie wnosząca, przegadana i brzydko zilustrowana zapchaj-dziura.

Bertoluccio: Całkiem niezły numer. Głównie skrzypce gra czwórka ulubieńców Bendisa, ale całość daje radę. Tylko ten cliffhanger żałosny, jak się czytało najnowsze zapowiedzi. Ocena 7/10.

Black Bolt: Meh, coraz bardziej nie podoba mi się ta seria. Bendis ciągnie na siłę tych swoich ulubieńców i zalewa nas ich dialogami i rozterkami. Jak ktoś uwielbia Cage'ów i Bartonów, to pewnie będzie w siódmym niebie, ale jak dla mnie to nie jest już komiks o Avengers, tylko jakieś H4H czy inne Aliasy, i wykorzystam bezsensowny restart, żeby pożegnać się z tą serią.
Nowy rysownik tylko ułatwił mi tę decyzję.
Krzycer: Bendis nie ma takiego talentu do onomatopei jak Pak z Van Lentem, co udowadnia budząca się ze snu Mockingbird, wydająca z siebie jakieś nieludzkie chrumkanie. A tak poza tym... A tak poza tym, to o czym ten numer właściwie był? Ok, mamy pewien wgląd, jeśli nie w plany na przyszłość, to przynajmniej w nastroje, z jakimi w przyszłość wejdą dwie mniej lub bardziej szczęśliwe pary. Ale to można było załatwić na dwóch stronach... I takie miałem wrażenie, czytając ten komiks - że scenariusz na kilkustronicową wstawkę Bendis rozciągnął na cały numer.
straznik: I kolejny bardzo dobry numer bardzo dobrej serii. Retrospekcje były ok. Mogły być krótsze? W zasadzie mogły, bo walki drużyny Rogersa z siłami Osborna trochę mi brakowało i ten komiks wcale nie zaspokoił mojego apetytu. Ostatnia strona? Zacząłem się zastanawiać, czy to niepotrzebna bzdurka, czy może wspólna seria Burtona z Mockinbird będzie na zasadzie retrospekcji, wspomnień, które skierują obecnego Ronina do powrotu starego kostiumu? Szczerze, nie chciałbym, by Mockingbird zginęła.

Peter Parker #1
Undercik: To jest lepsze niż 75% tego, co serwuje nam TASM podczas Brand New Day! Ba, Najlepsze rysunki w Pająku od... jakiegoś pół roku. Tak, wiem, było to już od jakiegoś czasu w Marvel Digital Comics, ale w związku z tym, że nie mam tam subskrypcji, historie przeczytałem dopiero teraz. Dobrze, że jednak to będzie ongoing, a nie, jak pierwotnie planowano - one-shot. Szkoda tylko, że łamią zasadę "Zamiast trzech tytułów trzy razy TASM w miesiącu". Naprawdę mogliby zrobić TASM z dobrym scenarzystą i rysownikiem raz w miesiącu. Peter Parker byłby drugą serią, a Web of Spider-Man, które zmienia oś fabuły po Gauntlet, trzecią. A ilustracje Olliffe'a to miód, przypomniał mi się Spectacular Spider-Man, dzięki któremu zaczęła się moja przygoda z komiksem.

Prelude To Deadpool Corps #4
Delirium: Nienajgorzej. Jest parę fajnych nawiązań i niezłych tekstów, rozjaśnia się nieco chronologia wydarzeń między kolejnymi seriami i Headpool znajduje jakieś swoje miejsce. No i wygląda na to, że zmierza to jednak do czegoś bardziej konkretnego, a nie jest tylko zbiorem wariacji na temat. Również tutaj dam 6/10.
Krzycer: Z czterech dotychczasowych numerów preludium podobał mi się ten z Kidpoolem. Ten z psem nie był do końca zły. Pozostałe dwa są złe.
Do pięciu razy sztuka?


Secret Warriors #14
Delirium: Nooo... kolejny potężny twist w tej i tak już mocno zakręconej historii. Nie jeden zresztą. Jeśli śmierć Viper jest ostateczna, to dostałem wreszcie to, na co czekałem od dawna, bo ta postać zawsze mnie irytowała. Do tego mamy powrót Oriona, tego, który... Ej, chwila! Przecież to nowa postać! Prawie dałem się nabrać. Plus jedno nieoczekiwane wyznanie. Rysunki jak zawsze dobre i ocena też stabilna, czyli mocne 7/10.

Hotaru: W końcu jakaś dywidenda. Od startu tej serii Hickman oczekiwał, że czytelnik będzie lokował swoje zainteresowanie w Secret Warriors nie dając satysfakcjonujących, definitywnych odpowiedzi na dręczące go pytania. W tym numerze w końcu zaczęło się to zmieniać i inwestycja zaczęła się zwracać. Podoba mi się. Jedyne, do czego chcę się przyczepić, to kolory - wiem, że schemat jest spójny z tym, do czego przyzwyczajono nas wcześniej, ale nie znaczy to, że nie mogłoby być lepiej.

Krzycer: Toż to prawie Shyamalanowski twist! Do tego wesołe rozmówki Jamesa Jamesa z Daisy. Czytało mi się je fajnie, ale mam wrażenie, że ten wątek służy wyłącznie podbiciu dramatyzmu, kiedy już JT kopnie w kalendarz. Mam nadzieję, że się mylę.
Tak przy okazji - odczytanie dialogów zapisanych po "rosyjsku" tak, jak cyrylica nakazuje, mogłoby dać zabawny efekt...


eThor #608
Delirium: Czy tylko mi Tyr przypomina Obelixa? Jakoś myśl ta nie pozwalała mi się do końca skupić na lekturze. Ale generalnie rysunki dają radę i już na przykład Kelda wygląda bardzo ładnie. Motyw z przepowiednią o śmierci boga wojny całkiem fajny - niby przewidywalny, ale jednak nie do końca. Podobnie pojedynek Volstagga z Ragnarokiem, który tak właściwie ma doprowadzić tylko do zawalenia się Asgardu na głowę... wszystkich. NOW, do you see a pattern? Tutaj będzie 7/10.

Hotaru: Podoba mi się sposób, w jaki Gillen pokazuje atak na Asgard z perspektywy jego mieszkańców. Żałuję trochę jednak, że chociaż Siege jest całkowicie oparte na Asgardzie, w serii o Thorze brakuje wyraźniejszego środka ciężkości. Ale i tak jest dobrze, bo podczas, gdy na łamach Initiative i New Avengers mamy przeżuwanie tego samego kotleta, tutaj w końcu dostaliśmy kąsek, którego nikt wcześniej nie wypluł. Po raz kolejny pochwalę rysunki Richa Elsona i po raz kolejny zauważę, że Billy Tan nie jest szczególnie zdolnym rysownikiem, chociaż w tym numerze ratują go kolory Christiny Strain.

Demogorgon: Najlepszy tie-in w tym tygodniu. Wielki plus za wątek Tyra, który mnie pozytywnie kupił, duży za to, że wątek powiązany z Asgardem walącym się komuś na głowę jest tu zdecydowanie najlepiej wprowadzony. Plus za wątek z Keldą, dobrze, że nie został on zapomniany. 7/10

Black Bolt: Już nie tak dobre, jak za czasów Straczynskiego, ale warto zauważyć, że zarówno tu, jak i we wszystkich innych siege'owych tie-inach z tego tygodnia, dostosowali się Siege #3 i wszystko kończy się zawaleniem Asgardu. Ewenement w Marvelu.
Krzycer: Najlepiej wypadła wizyta Keldy u rodziców Billa, ale Volstagg też daje radę. Asgardzki bóg wojny odkrył, że dał się nabrać, ale tu zaskoczenia żadnego nie było.
Na razie ten tie-in wypada poniżej moich oczekiwań...
straznik:
I pojedynek Thora z Sentrym wcale nie był bombką numeru. Mimo to komiks bardzo dobry. Pojedynek Vollstaga z 'podróbką" bardzo przyjemnie poprowadzony. Refleksje Tyra i walka z Hoodem mistrzowskie. Szkoda, że taki koniec. Nie wiem, czy to nie aby lekka przesada.

Thunderbolts #142
Delirium: Pierwsza rzecz, jaką trzeba zrobić, przystępując do lektury, to przymknąć oko na fakt, że Stature i Vision są w dwóch miejscach na raz. Teraz już możemy czytać z przyjemnością, bo dzieje się dużo i całkiem intensywnie. Właściwie to mamy tutaj faktyczny rozpad tego składu Thunderbolts, bo część postaci zmieniła stronę lub postanowiła pójść własną drogą. Po raz czwarty w tym tygodniu Asgard wali się na głowy wszystkim, ale tym razem jest to tylko pretekst do właściwego cliffhangera. I mogę powiedzieć tylko: Ha! Przewidziałem to. A jak dodamy do wartkiej akcji dobre rysunki, to dostaniemy mocne 7/10.

Demogorgon: Kolejny dobry tie-in. Walka Thunderbolts z Mighty Avengers bardzo fajna, zwłaszcza starcia Amadaues Cho vs Mr. X i USAgent vs Scourge. Po tym numerze nawet polubiłem tę tanią podróbkę Captaina America. Poza tym ciekawy cliffhanger, już po tym, jak się komuś Asgard zawalił na głowę.

Krzycer: Czyżby Ant-Man i Paladin ostatecznie wybrali stronę konfliktu? Poza tym - wiadomo, że przy okazji eventów padają trupy, ale nie spodziewałem się losu, jaki przypadł USAgentowi.
straznik: Ostatni numer oceniałem raczej nisko, a ten? Jest rewelacyjny. Prowadzone walki genialne. Chociaż dziwne, że cyborg nie stopił się w lawie. Cóż, nie mieliśmy powtórki z Terminatora 2. Los USAgenta... głosy, że padnie podczas Siege, były dość częste. A teraz? Nie wygląda to dla niego dobrze. Strata kończyn... grymas. Musiałby zdarzyć się cud. Zachowanie Paladina... hmm... lekki mankament. Skoro ostatecznie wybrał jasną stronę mocy, po co wyrzucał włócznię? Tak czy siak, to kolejny tie-in, którego nie mogę się wręcz doczekać.

Uncanny X-Men #522
Delirium: W sumie nie jest najgorzej. Całość jest przedramatyzowana i miejscami naciągana, ale można powiedzieć, że jest dostatecznie logiczna, żeby ją przełknąć. Naturalnie do powrotu Kitty musiało zostać dodane jakieś ALE i niestety jest ono raczej wtórne. I od kiedy to piwo jest warzywem? Rysunki Portacio są jakimś urozmaiceniem i przywołują trochę wspomnień, ale też bywały lepsze. Zwłaszcza te krowy są straszne. Dam 5/10 z lekkim wskazaniem w górę.

Demogorgon: Kitty wróciła, ale nie tak bezwarunkowo, Magneto też nie wyszedł z tego bez szwanku...i prócz Cyclopsa, Colossusa i Emmy wszyscy mają to głęboko gdzieś. Serio, widzimy załamanego Scotta, potem załamaną Emmę, Colossusa przy Kitty, ale co robi reszta? Gra w kosza, pozuje przed kamerami, dowcipkuje sobie radośnie w kościele, daje sobie kwiaty (z miną mówiącą "You will like these flowers or I will shit on your head"). Rany, X-Men to jednak straszne dupki. Poza tym nie rozumiem, po co miał być ten backup. 3/10


X-Men Origins: Nightcrawler
Delirium: Taka drobna podpowiedź dla twórców tych unowocześnionych originów: jeśli już chcą przedstawiać coś inaczej, niż było w oryginale, to niech już nie dodają przedruku oryginału na końcu, bo sprawa się rypnie. W tym przypadku różnice są bardzo duże i namacalne, ale nawet można by je przełknąć, gdyby nie ten dodatek, który przypomina, jak było naprawdę. Ale samo w sobie jest to niezłe czytadło z kilkoma fajnymi momentami. Takie na 5/10 z plusem.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aThe Stand: Soul Survivors #5

Autor:
Lee Bermejo

Hotaru: Wybrałem tę okładkę nie ze względu na jej walory estetyczne. Nie dlatego, że ich nie ma, wręcz przeciwnie - Bermejo wybrał ujęcie ze świetnej perspektywy, a rysując postaci wykorzystał projekty Mike'a Perkinsa. Najbardziej mi się podoba jednak nastrój grozy, przypominający ten, jaki towarzyszył tej scenie w książce, a którego wiem, że zabraknie w komiksie pod skrzydłami Aguirre-Sacasy. W tej scenie King przewrotnie pokazał, że w świecie nękanym przez zabójczą zarazę, któremu grożą piekielne siły nadprzyrodzone, czasami najstraszniejsza może być bezsilność. Bermejo to pokazał. Brawo.

Gniot tygodnia:

bBreaking Into The Comics Marvel Way #2

Autor:
Lost Fish

Demogorgon: Rany Boskie. To jest tak obrzydliwe, tak wstrętne, tak szkaradne, że kiedy to zobaczyłem pierwszy raz, miałem taką minę (I wykrzyczałem dokładnie te same słowa).










Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.03.24


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.