Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Sky Doll

Niedawno na naszym rynku za sprawą wydawnictwa Egmont ukazał się album Sky Doll włoskiego duetu Alessandro Barbucci i Barbara Canepa. Ten tytuł był też jednym z pierwszych europejskich komiksów (obok Universal War One), jakie na mocy umowy z francuskim wydawcą Soleil Marvel wydał za Wielką Wodą. Wydaje się więc, że kiedy z setek możliwych propozycji różni wydawcy wybierają tę samą pozycję, można być raczej spokojnym o jej jakość. Czy tak jest w istocie?
Tytuł: Sky Doll (zawiera tomy "Żółte Miasto", "Aqua" i "Białe Miasto")
Scenariusz, rysunki i kolory: Barbara Canepa, Alessandro Barbucci
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: Luty 2010
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 190 x 260 mm
Stron: 144
Cena: 53 zł

sky_doll_0_res.jpg sky_doll_1_res.jpg sky_doll_2_res.jpg sky_doll_3_res.jpg

Niedawno na naszym rynku za sprawą wydawnictwa Egmont ukazał się album Sky Doll włoskiego duetu Alessandro Barbucci i Barbara Canepa. Ten tytuł był też jednym z pierwszych europejskich komiksów (obok Universal War One), jakie na mocy umowy z francuskim wydawcą Soleil Marvel wydał za Wielką Wodą. Wydaje się więc, że kiedy z setek możliwych propozycji różni wydawcy wybierają tę samą pozycję, można być raczej spokojnym o jej jakość. Czy tak jest w istocie?

Przygotowując się do zrecenzowania tego wydawnictwa przedsięwziąłem podstawowe czynności, by dowiedzieć się czegoś więcej o autorach i samym tle projektu. Dowiedziałem się wtedy, że Barbucci i Canepa stoją za sukcesem komiksowego magazynu "W.I.T.C.H.", którego styl odbija się podobno szerokim echem i w tym komiksie. Po prawdzie informacja ta wiele mi nie dała, bo nieskażony znajomością tego adresowanego dla dziewcząt periodyku nie mam żadnego punktu odniesienia, a zdecydowałem się nie narażać mojego męskiego ego na potencjalne perturbacje. Bynajmniej nie z obawy o jego zdolną oprzeć się wszelkim estrogenowym zawieruchom konstrukcję. Wspominam o tym, aby było wiadomo, że do Sky Doll podszedłem z umysłem dziewiczym jak niezapisana karta, bez szczególnych oczekiwań, ale i bez uprzedzeń.

Sky Doll to adresowana do pełnoletniego czytelnika (jakby ktoś miał wątpliwości, wystarczy spojrzeć na ponętną okładkę i rozwiewający wszelkie wątpliwości logotyp na odwrocie) opowiastka science fiction. Wydanie Egmontu zawiera trzy pierwsze tomy cyklu: "Żółte Miasto", "Aqua" i "Białe Miasto". Nie licząc szkicownika, są to wszystkie opublikowane do tej pory na świecie odsłony przygód Noi, androida stworzonego w celu pomagania facetom w odreagowaniu nieczystych żądzy. Trwają prace nad kolejnym.

Nie da się ukryć, że Sky Doll nie można raczej zaliczyć do nowatorskich dzieł popkultury. Praktycznie każdy z pojedynczych elementów komiksu pojawił się gdzieś już wcześniej, zaczynając od marzeń kukły o byciu czymś więcej, poprzez parę bohaterów o ścierających się charakterach, na wątku mesjasza kończąc. O sile tytułu, poza świetną oprawą graficzną, do której jeszcze wrócę, świadczy sposób, w jaki te elementy zostały połączone w jedną, spójną całość.

Czytelnik śledzi przygody Noi, która wykształciwszy świadomość ucieka przed grożącym jej formatem sztucznego mózgu szefem. Drogą ucieczki, którą wybiera android, jest statek Jahu i Roya, dwójki przyjaciół, którzy są w trakcie tajnej misji dla panującej na Papathei papieżycy Ludwiki. Kiedy panowie orientują się, że mają pasażera na gapę, jest już za późno na odstawienie Noi do jej właściciela, więc siłą rzeczy lalka dołącza do (teraz już mniej) wesołej drużyny. I chociaż faceci domyślają się, że Noa nie jest zwykłą Sky Doll, o czym świadczy chociażby jej godny lepszej sprawy upór, to nie mają pojęcia, jak bardzo się różni od wszystkiego, z czym dotąd zetknęło ich życie. Namiastkę dostają już na pierwszym postoju, gdzie android dokonuje cudu, z którego powodu zwolennicy obecnie panującej papieżycy rzucają się do gardeł zwolennikom jej zaginionej siostry. A to dopiero początek.

Niesamowite, jak wiele odwołań twórcy Sky Doll przemycili w swoim komiksie. Niektóre są widoczne na pierwszy rzut oka, na odszukanie innych trzeba poświęcić trochę więcej wysiłku. Pracując nad światem przedstawionym Barbucci i Canepa czerpali garściami z religii, socjologii czy sztuki, w tym szeroko pojętej popkultury. Polski czytelnik, wychowany w katolickim państwie, z miejsca wychwyci wyłożone na tacy religijne wątki. Bardziej konserwatywnych odbiorców może uwierać bezczeszczenie katolickich świętości, ale jeśli ktoś jest na tyle hipokrytą, że przyciąga go nagi cybernetyczny sutek na okładce, a odstręczają do bólu cyniczne aluzje do wiary, to zasłużył sobie na wszelki dyskomfort, jaki przyniesie ze sobą lektura tego komiksu.

A kontrowersyjnych zagrań jest tu bardzo dużo. Służące do rozładowywania seksualnych żądzy lalki działają z błogosławieństwem głowy Kościoła, która jest seksowną i wyuzdaną kobietą, nie przepuszczającą każdej okazji, by błysnąć imponujących kształtów biustem. Oficjalny strój papieżycy to wariacja sado-maso jednego z ikonicznych wizerunków Matki Boskiej. Religia jest opartym na mass mediach i tanim efekciarstwie biznesem i najbardziej cyniczny do niej stosunek mają sami biskupi i Ludwika, która, by stanąć na szczycie religii monoteistycznej, pozbyła się własnej siostry.

Pomimo tego absorbującego tła, sami bohaterowie są na tyle charakterystyczni i pełnokrwiści, by nie zginąć wśród przepychu dalszego planu. Intrygujący są nie tylko główni bohaterowie. Twórcy umiejętnie wpletli w fabułę sceny dające czytelnikowi wgląd w to, co napędza antagonistów, przez co wyszli oni poza schemat i potrafią pobudzić emocje, a nawet pomimo ohydnych czynów, jakich się dopuszczają, skłonić do empatii.

Akcja obfituje w nagłe zwroty. Ale nie tylko rozwój wypadków często każe czytelnikowi spojrzeć na dotychczasowe wydarzenia z nowej perspektywy. Autorom udaje się płynnie zmieniać nastrój scen, przechodząc od zabawnych i frywolnych do całkiem tajemniczych i poważnych bez żadnego zgrzytu. Pierwsze strony mogą nawet trochę uśpić czujność czytelnika, często przedstawiając osadzony na poziomie majtek humor, przez co komiks może wydawać się adresowany do buzujących hormonami wkraczających w wiek dorastania chłopców, ale dzięki temu późniejsze zmiany frontu stają się tym bardziej dosadne.

Największą jednak zaletą tego wydawnictwa jest oprawa graficzna. Wiem, że nie wszyscy lubią kreskówkowy styl zabarwiony mangową kreską, ale nawet oni muszą przyznać, że Barbucci i Canepa odwalili kawał dobrej roboty. Twórcy nie szli na kompromisy. Każda postać narysowana jest z dbałością o najdrobniejsze szczegóły, ani jeden kadr nie wydał mi się wymuszony czy chociażby średni. To samo tyczy teł, które porażają ilością detali. Nie odbywa się to kosztem pierwszego planu, a nawet kiedy kadr pozbawiony jest tła, czytelnik ani na chwilę nie myśli, że twórcy poszli na łatwiznę - tła nie ma, bo tego wymagała konwencja sceny.

Pomimo tej dbałości o detale nie ucierpiała dynamika poszczególnych scen. Podczas lektury z miejsca jasne jest, co jest głównym elementem danego kadru, dopiero potem, jeśli ktoś ma na to ochotę, może zacząć rozpływać się nad szczegółami takimi jak chociażby pojedyncze włókna na dywanie czy też - jeśli jest bardziej napalony - kształt, wielkość i kolor sutków poszczególnych postaci, których jest nieporównanie więcej, niż dywanów.

Kolory to kolejny obszar, którego nie można pominąć wychwalając oprawę graficzną. Są żywe, niczym z kreskówki, ale przy tym miękkie, przez co nie przypominają celuloidowych ramek animacji Disneya. Barwy świetnie podkreślają, a często nawet budują nastrój poszczególnych scen. Ocierające się o mistrzostwo operowanie światłem i cieniem dodaje postaciom i tłom głębi, którą rzadko oglądać mogą czytelnicy gustujący w komiksach Marvela.

Oprawa graficzna, poza oczywistą funkcją obrazowania fabuły, jest też kolejnym środkiem formalnym, jaki Barbucci i Canepa używają, by wytrącić czytelnika z równowagi i absorbować jego uwagę. Podobnie jak liczne religijne nawiązania, kontrast pomiędzy treścią a estetycznym, bajkowym, niemal frywolnym sposobem jej przedstawienia działa na podświadomość czytelnika powodując, że akcenty tym mocniej oddziałują na jego emocje. Już sam design postaci, poczynając od zaokrąglonej w odpowiednich miejscach Noi ze skrzydełkami na plecach i imponującym ogonem wygodnie osadzonym między pośladkami, po obce i posiadające rybie przymioty mieszkanki planety Aqua, może powodować swoisty dysonans, rezonujący podczas lektury.

Sky Doll nie jest jednak komiksem pozbawionym wad i od czasu do czasu czytelnik może napotkać na motyw, który delikatnie zazgrzyta niczym piasek między zębami. Niektóre zagrania zostały zbyt natarczywie wyeksponowane, inne są trochę zbyt subtelne, ale to też rzecz gustu. Podobnie, od gustu odbiorcy zależeć będzie odbiór oprawy graficznej. Nie muszę chyba mówić, że zadeklarowani przeciwnicy mangi (a raczej anime, ze względu na kolor i filmowe rozmieszczenie kadrów), raczej nie docenią ogromu pracy i talentu twórców. Potencjalny kupiec musi też być świadomy, że Sky Doll to praca w toku i ostatnia strona to jedynie wstęp do kolejnych, które dopiero mają nadejść.

Polskie wydanie zostało profesjonalnie przygotowane. Nie doszukałem się większych błędów redakcyjnych. Może tłumaczenie z początku wydawało mi się zbyt doprawione dziecinnym stylem, ale teraz nie jestem pewien, czy to nie był kolejny celowy zabieg, bo w miarę lektury odczucie znikło. Zdarzały się pojedyncze kwiatki (np. "jesteś napięta" zamiast "jesteś spięta"), ale nie odbierały frajdy z obcowania z komiksem. Stronie technicznej wydawnictwa zaś nie mogę niczego zarzucić.

Wspomniałem, że Sky Doll czerpie garściami z poprzednich dzieł scence fiction, ale nie jest to zarzut. Barbucci i Canepa nie próbowali podszywać swojego dziecka pod któregoś ze znanych gigantów, a raczej podsadzili je na ich ramiona. Na razie historia Noi wygodnie siedzi sobie na ich barkach, ale kto wie, czy kiedy ukażą się jej dalsze odsłony, nie stanie z wyprostowaną postawą i wypiętym ponętnie biustem, by jeszcze dalej sięgać wzrokiem horyzontu.

Ocena: 8/10

Hotaru
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.