Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #7 (03.09.2007)


Poniedziałek, 3 września 2007                                                                                                       Numer: 7/2007 (7)

 

Kolejny spokojny tydzień za nami. Podobnie jak tydzień wcześniej, interesujących newsów było jak na lekarstwo, a na dodatek ukazało się zaledwie siedem nowych komiksów. Na tym tle wyróżniał się specjalny numer naszego Pulse'a, w którym przedstawiliśmy wywiad z jednym z nielicznych polskich twórców, który pracował dla Marvela - jeśli przegapiliście, to przeczytajcie koniecznie.
 


 

Zapowiedzi na listopad 2007  

Gil: Najbardziej czekam na początek Messiah Complex i właściwą część Annihilation: Conquest, bo mam nadzieję na dwie solidne historie. Na pewno sprawdzę też debiutujące miniserie: Cap. Marvel, HoM: Avengers oraz Silver Surfer: In Thy Name i spodziewam się, że ich wartość będzie taka sama, jak kolejność tutaj. Natomiast nie jestem nastawiony zbyt pozytywnie do fali Annuali, bo z doświadczenia wiem, że bywają one najwyżej średnie. Jeśli miałbym wskazać jeden najbardziej wyczekiwany numer, to chyba wybrałbym NAv: Illuminati #5, bo niecierpliwie oczekuję rozwiązania skrullowej zagadki.



 

Avengers: Initiative #5

Gil: Tym razem numer skupia sie na Shadow Initiative, dzięki czemu poznajemy kolejny kawałek większego obrazka. W tej chwili gotów jestem postawić miesięczną pensję na to, że Mutant Zero to Aurora. Intrygują mnie za to Scarlet Spiders, bo zachowują się jak klony, albo co najmniej trojaczki. Centralną postacią jest natomiast Trauma, który naprawdę dużo pokazuje, ale w końcu musi się ugiąć przed Hulkiem, bo ten niczego się nie lęka. Fajne i logiczne. Dan Slott jak zwykle dba o ciągłość wydarzeń i na drugim planie porządkuje sprawy związane chociażby z nowymi New Warriors i The Order. Chwała mu za to!

S_O: Wszyscy zadają sobie pytanie: "Kim jest panna Mutant Zero?" Przychylam się do teorii, wg której jest to Aurora, ale chciałbym, żeby wyciągnięto z niebytu kogoś innego, choćby dla zaskoczenia czytelników.
Poza tym, genialne są teksty bohaterów - Traumy, Gyricha, nawet (zwłaszcza!) Gauntleta. Miło też, że autor stara się to odpowiednio umieścić w czasie i pamięta o miniserii dla nerdów, jaką jest WWH: X-Men. Jedyne, do czego mam wątpliwości, to dwóch "fizycznych" radzących sobie z zaawansowaną obcą technologią Obedience Disców.

Jaro: Świetne dialogi, akcja odbijania jeńców, która mi się nawet podobała, a do tego jest jeszcze Mutant Zero, której zdolności (część zdolności) w końcu zobaczyliśmy. Scarlet Spiders gadają tak, jakby chcieli całemu światu powiedzieć, że są klonami. No i pewnie będą to MVP x 3, bo Parkera raczej nie sklonowali. I jeszcze Cloud 9 fajnie się zrobiła agresywna. Plus.

sCaRy:  Jak zwykle, dobredobre. Brak tu zmarnowanego kadru, czy lipnego tekstu. I gdy już w jakiś sposób zostaje rozwiązany wątek Traumy, z nową siłą pojawiają się następne. Kim jest Mutant Zero? Scarlet Spidery? Co dalej z Armory? MVP? Jeśli miałbym obstawiać, to przy założeniu, że M-0 nie jest nową postacią, idealnie pasuje tu Aurora. Scarlet Spidery z kolei brzmią, jak bliźniaki trójjajowe, stąd dwa przypuszczenia - klony, bądź roboty/androidy/lmd/genetycznie zmodyfikowane kosmiczne borsuki ;].
Od strony graficznej także cały czas mi się podobowywuje, więc seria ciągle mocno na plus.

Hotaru: Fajne rysunki... i to by było na tyle. W jednym numerze zakończono historię Traumy. Chłopak miał taaaki potencjał, a oni rozprawili się z nim w jednym numerze. Cudnie. W jednym momencie Inicjatywa dostaje ostro po pyskach, by w drugim siedzieć zamknięta w piwnicy, bez żadnych obrażeń (bo Hulk był ostrożny sprawiając im manto) i jakoś niezdolna do wyjścia zwykłymi (chociaż zamkniętymi) drzwiami. Cóż... Na plus zaliczam pojawienie się Mutant Zero, chociaż mam przeczucie, że tę postać też skopią. Spodziewałem się średniego tytułu i jeśli zapomni się o fabule i zajmie samymi rysunkami, to nawet jest średnio.

Black Panther #30
Gil: Zauważyłem ciekawą rzecz: Black Panther nie ma kieszeni. A jednak nosi przy sobie żaby, spluwy i nawet energo-cośtam, żeby wyciągnąć we właściwym momencie. Druga ciekawa rzecz: jedna Storm wystarczy, żeby pokonać całą oryginalną F4 - przynajmniej w świecie Hudlina - i do tego najszybciej biega (tu akurat się nie dziwię, w końcu ma kenijskie korzenie ;) ). No i te nieszczęsne Zombie, co wcale nie są już zabawne, oraz powrót wielkiego robaka w końcówce. W dwóch słowach: nihil novi.

S_O: Niszczenia Marvel Zombies ciąg dalszy. Akcji tu na góra pięć stron, sensu - na jeden panel (mały), poczucie humoru sprawia fizyczny ból, a zakończeniem Hudlin chciał się chyba pochwalić mamusi, że też umie robić cliffhangery. Oczywiście, wszyscy wiedzą, że Panther wyciągnął ze swych przepastnych gaci Deus Ex Machinę i wszystkich uratował.

sCaRy: Rasizmu ciąg dalszy, ale chyba się już przyzwyczaiłem. Nawet słabość nędznego white-boya [Human Torcha] w biegu, w porównaniu z czarnymi aryjczykami [BP & Storm] mnie już nie ruszyła ;) . Niestety zombie [czyli jedyny fajny motyw z tej historii] jakby mniej śmieszni. No, ale - po tylu numerach prowadzonych przez pana Hudlina, wiadomo chociaż, czego się spodziewać.

Fantastic Four #549
Gil: Sam się sobie dziwię, bo pierwsza część tego numeru naprawdę mi się podobała. Wkurzona Sue rozrzucająca Frightfulów po kątach i doprowadzająca Wizarda do omdlenia samymi słowami wypadła świetnie (nawet jeśli trochę nienaturalnie). Dalszy ciąg przygód Fantastic Six wraca jednak do zwyczajowego poziomu i nie zachwyca. Dzielni herosi przypadkiem wylecieli z Wszechświata, ale zaraz wrócili. Wszystko wyjaśnić ma pseudonaukowy słowotok, który i tak zostaje streszczony w jednym zdaniu, a okazuje się, że ktoś wziął i połamał Wszechświat. Ojej.
S_O: Już początek nie nastraja pozytywnie. Klonowanie ze ściągniętych sampli? Zatyczki do uszu dla THINGA? "Grey's Anatomy"? Puh-leeze.
Dalej też nie jest zbyt ciekawie. Krótka wycieczka poza Wszechświat (gdzie swoją drogą nadal odbierają transmisję z Ziemi), tłumaczący to technobełkot i na koniec scena z chmarą niemiłych kosmitów, żywcem wyciągnięta z trzeciego Matrixa.
Jedyne, co w tym numerze było dobre, to Sue pokazująca, kto w rodzinie nosi spodnie. Dlatego nie jest tragicznie, a jedynie bardzo źle.

Hotaru: Głupio mi. Bo ostatnio zacząłem trochę jeździć po McDuffiem, a on wyskrobał porządny numer. W każdym razie, od dawna nie było w numerze o F4 więcej zalet niż wad. Wprawdzie cały motyw Frightful Four zakończył się jakoś tak "naprędce" (w stylu "O! Wpadłem na lepszy pomysł, więc do kosza z tym!"), ale nie narzekam, że skończono coś, co było bez sensu. Sue jest gwiazdą numeru - kojarzy mi się z pewną sceną z Ultimate X-Men, kiedy Storm rozmawiała z artystą tatuażu. Całe kółko różańcowe Watcherów zaintrygowało i spowodowało, że po raz pierwszy od dawien dawna jestem ciekaw, co będzie w następnym numerze.

 

The Last Fantastic Four Story
Gil: No cóż... Stan Lee nadal pisze w swoim stylu, który jest tu wyraźnie wyczuwalny, ale też wydaje się oderwany od współczesnej rzeczywistości komiksowej, bo cała opowieść ma taki klimat, jakby działa się najwyżej w latach siedemdziesiątych (w czym utwierdza dobór bohaterów). Historyjka trochę moralizatorska, ale bez rewelacji. Można doceniać dokonania Stana Lee jako pioniera komiksów, bo pomysły miał świetne, ale wykonanie to już zupełnie inna sprawa. I jeszcze wszystkich zaskoczę: Podoba mi się, co robi tutaj Romita junior. Duża w tym zasługa tuszu i kolorów, ale rysunki wyglądają przyzwoicie, a miejscami nawet fajnie (zwłaszcza tam, gdzie nie ma ludzi). Myślę, że Romita powinien ilustrować wyłącznie scenariusze Stana Lee ;)
 

 

Silver Surfer - Requiem #4
Gil: Bardzo dobre zamknięcie bardzo dobrej opowieści. Co tu dużo mówić... jest nastrojowo, refleksyjnie, troszkę melodramatycznie i jeszcze pięknie, bo oprawa graficzna idealnie pasuje do klimatu. Może to tylko elseworld, ale jest wspaniały. Requiescat in pace, Norrin Radd.

Jaro: Piękne zakończenie pięknej opowieści. Było trochę więcej patosu niż w poprzednich numerach, ale wcale to mi nie przeszkadzało. Szkoda za to, że Marvel nie odważył się na wpisanie Requiem do continuity. Raz, historia robiłaby o wiele większe wrażenie, dwa, lepszej śmierci dla Surfera jakoś nie mogę sobie wyobrazić. Do tego ciężko się nie zachwycić stroną wizualną komiksu, ten numer wyszedł Ribicowi najlepiej ze wszystkich. Mocny plus.

WWH: X-Men #3

Gil: Wow! Piszę świeżo po przeczytaniu i jeszcze mam rumieńce. Ten krótki tie-in łyka cały główny wątek na śniadanie. Mało tego - to czysta esencja klasycznych X-Men, jakimi zachwycałem się w podstawówce. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że to najbardziej klasyczna historia z udziałem mutantów od... chyba od początku wieku. Bez zawiłości, bez głębi, bez drugiego dna, ale za to ma wszystko to, co fanboy taki jak ja zawsze gdzieś tam w środku uwielbiał. Chmara bohaterów, niepokonany przeciwnik, brak widoków na sukces, a potem proste, jakże oczywiste i nieco ckliwe rozwiązanie. Przeczytałem na jednym wdechu i ciary chodziły mi po plecach. Esencja. Numer tygodnia. NERDGASM!!!

S_O: Radosnej rozwałki ciąg dalszy. Hulk nie sypie już z rękawa dowcipnymi tekstami, ale kilka ma całkiem niezłych. Cieszy powrót Jaggera do oldskulu, mam nadzieję, że Cornell szybko przejmie New Excalibura, żeby ktoś nie zepsuł postaci na nowo.
Samo zakończenie jednak jest nieprzekonujące. Emo Mercury, która ze względu na swą fizjonomię nie może się nawet pociąć, wypłakuje się w ramię Sałacie, który, wzruszony, postanawia przebaczyć Jajogłowemu, na odchodne rzucając tylko zdawkowym "O, stary, przerąbane".
Ale kogo to obchodzi, skoro jesteśmy świadkami mega team-upu?
 

Jaro: I skończyła się ta słodziutka bijatyka, a jej łzawe zakończenie może troszkę irytować, ale z drugiej strony ciężko znaleźć inny sposób na powstrzymanie Hulka w tie-inowej miniserii, która wielkiego wpływu na całość crossa mieć nie może. Stąd brawa dla Gage'a za to, że całość jest miodna na tyle, że pozytywne wrażenia nie opadają nawet przy końcówce historii. I o dziwo jeszcze Juggy nam się zeźlił, co może być ciekawym punktem wyjścia dla historii czy dwóch. Plus. 



 

Wieści redakcyjne:

Zgodnie z obietnicą ruszyła Art Arena, czyli plebiscyt, w którym sprawdzimy, kto jest waszym ulubionym rysownikiem. Zachęcamy do oddawania głosów w ankietach na forum - pierwsze cztery "starcia" zakończą się we czwartek (wtedy też ruszą kolejne pojedynki).

 

 
Redaktor prowadzący: Lex                                                                                         Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.