Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #134 (15.03.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 15 marca 2010Numer: 10/2010 (134)


Marvel zafundował nam niezbyt ekscytujący tydzień, więc najnowszy Pulse stosunkowo krótki. Najwięcej opinii zebrało zakończenie Dark X-Men oraz kolejny numer Amazing Spider-Man.



bAmazing Spider-Man #624
Demogorgon: Poprawa względem poprzedniego numeru. Walka była ciekawa, a Jonah zarobił u mnie kupę punktów za postawę. Szkoda tylko, że z Petera zrobił się teraz jeszcze większy loser niż wcześniej i zapewne przez rok nie będzie zdawał sobie sprawy, jak łatwo byłoby tę sytuację naprawić. Ale mimo wszystko ciekaw jestem, co dalej. Rysunki dalej brzydkie.

Delirium: Tia… okazało się, że nowy zasępiony powstał z tej samej technologii, co stara Mucha. Dlaczego nie zrobili z niego All-new All-different Fly? Pewnie dlatego, że Vulture brzmi bardziej cool i lepiej się sprzedaje. A że nie ma to za grosz sensu - kogo to obchodzi? W dodatku Piotrek robi coś wyjątkowo głupiego, co absolutnie do niego nie pasuje. A że nie ma to za grosz… zresztą, to już wiecie. No i nie da się tego ocenić dobrze. Kolejna dwója, czyli 2/10.
colossus28:
Wszystko, co dobre w tym komiksie, działo się w oderwaniu od słabiutkiej walki Pająka z nowym Sępem. To, że JJJ przeżyje spotkanie z Vulturem można było brać za pewnik, ale już późniejsze wydarzenia potrafią zaskoczyć. Zwolnienie Parkera i wręczenie mu "wilczego biletu" było mocne, oczywiście okaże się, że cała ta szopka ma podwójne dno, ale teraz robi wrażenie. Poza tym dziwne, że Peter w ogóle podjął się robienia fotomontażu, jakoś mi to koliduje z jego moralnością. 5/10
straznik:
Nie był to najsłabszy numer ASM z ostatnich, ale to nie było trudne. Sceny z Nowym Sępem straszne, sceny, w których JJ wyjawia czyn Parkera i później jego samotne przemyślenia już dużo lepsze. Powiedziałbym, że to daje światełko w tunelu, ale patrząc na wszelkie zapowiedzi i kolejnych przestępców nie ma chyba co na to liczyć.
Krzycer:
Sporo fajnych rzeczy. Podobało mi się starcie z Vulturem, z tym całym łapaniem go w sieci. Może old-school, ale przyjemny. Podobała mi się ludzka twarz Jamesona. Podobała mi się jego reakcja na szwindel Petera. Podobało mi się zestawienie retrospekcji z powstania Vulture'a z szukającym go Pająkiem. Miało dramaturgię.
Ale.
Ale nie podobały mi się rysunki, ale to te mniejsze "ale".
Duże "ale" jest natomiast takie:
Ciężko mi uwierzyć, że z Petera - fotoreportera z wieloletnim doświadczeniem - robią takiego idiotę, by ratował JJJJr podrabianym zdjęciem. Równie dobrze mógł zająć się łapaniem mafiozów, by rzucić któregoś policji by ten wyznał, że to nie JJJJr odpowiada za Vulture'a. Pająk wiedział od początku numeru, że winę ponosi mafia.
Ale skoro już go idiocą do tego stopnia, to dodatkową solą na ranę jest to, że odzierają go z resztek profesjonalizmu, biorąc pod uwagę rzeczy, które Jameson wskazał na dowód fałszerstwa...
Złe to było. Bardzo, bardzo złe.


Breaking Into Comics The Marvel Way
#1
Delirium: Przynosi nam ta antologia pozytywną niespodziankę, a nawet dwie. Raz, że jak na antologię nie jest bardzo zła i dwa, że jakimś cudem jedna z lepszych historyjek jest dziełem Guggenheima. Mowa o tej pierwszej, która wypada całkiem nieźle i fabularnie, i wizualnie. Druga również jest całkiem niezła, chociaż rysunki są już o pół poziomu niżej. Trzecia to klops z munchkinami w rolach głównych. Czwarta jest jakaś nijaka - nie wyróżnia się ani pomysłem, ani rysunkami. Piąta to świetny pomysł i rysunki, które chociaż nie są w moim typie, to wpasowują się w to, co widzieliśmy ostatnio w Runaways. No i na koniec perełka z dialogami Bendisa i całkiem dobrą grafiką. Można by się czepić chronologii, ale nie zrobię tego, bo rzecz nie wygląda na kanoniczną. Okazuje się, że można zrobić antologię na mocne 6/10.
Black Bolt: Tylko pierwszemu i ostatniemu rysownikowi wróżę jakąkolwiek karierę (nazwisk niestety wciąż nie pomnę) i akurat to oni trafili na najfajniejsze historyjki pod względem scenariusza. Ogólnie taki pomysł na pozyskanie i pokazanie nowych talentów całkiem fajny jest, jedynie ich dobór pozostawia bardzo wiele do życzenia, bo oprócz dwóch powyżej wspomnianych cała reszta rysowników była mocno średnia, żeby nie powiedzieć: tragiczna.

Cable vol. 2 #24
Sc0agar4k:
I zrobiło się sentymentalnie. Zwłaszcza końcówka. Koniec uciekania. "Honey, I'm home", czy raczej "Hope, we're home". Trzy kolejne rozdziały, trzech różnych rysowników, poziom twórczości nawet dobry. Mam tylko osobistą nadzieję, że Bishop albo pozostanie w tej przyszłości przez jakiś czas, albo się uspokoi, bo ta gonitwa robiła się już nudna. Ocena 7/10, z dużymi oczekiwaniami co do Second Coming.
Delirium: Jak było na początku i w środku, tak samo na końcu nie ma w tej serii nic ciekawego. Poganiali się, poskakali sobie i wrócili do punku wyjścia. Hope podrosła o 17 lat, a Nate nie zestarzał się ani trochę. Jedyny pozytyw to spławienie Bishopa - przynajmniej nie będzie się plątał pod nogami w czasie crossa. Mozaika graficzna też mnie nie zachwyciła, więc oceniam na 3/10.

Krzycer: Koniec? Wreszcie? Nareszcie? Czy teraz Swierczynski przez 24 numery będzie nam opowiadał, jak Bishop powrócił z dalekiej przyszłości?
Oby nie.
Ale nie licząc tego, jak męcząca (a miejscami idiotyczna) była to gonitwa, to zakończenie wyszło w sumie całkiem-całkiem.


cDark X-Men #5
Sc0agar4k:
Źle, źle, źle. To nie miało się tak skończyć, choć można było się tego spodziewać, niestety. Nie podoba mi się to, jestem zawiedziony, bo co się okazuje: Green Goblin saves the day. This is crap and one big bull. Jestem na nie, ocena 4/10.

Demogorgon: A mi się komiks bardzo podobał - Goblin w akcji i trochę przewidywalne, ale sensowne rozwiązanie sytuacji z Natem - to było coś. Doskonała była też końcówka - w ostatecznym rozrachunku Cornell nie zawiódł, co bardzo mnie cieszy. To był dobry komiks.
Delirium: No i mamy świetne zakończenie świetnej serii. Przypominam, że jest to tytuł o tych złych, więc fakt, że ten dobry dostał po tyłku, jest jak najbardziej na miejscu. Za to zwycięstwo wcale nie okazało się takie słodkie. Podobało mi się, jak Cornell rozegrał wewnętrzny alians między Normanem i Goblinem. A jeszcze bardziej to, jak zwyczajowe podpisy postaci z tytułami piosenek zostały zastąpione czymś bardziej osobistym. W pełni zadowolony wystawiam mocne 7/10.
Krzycer: Inaczej skończyć się nie mogło... a jednak interwencja Goblina (i "until next time" na pożegnanie z Osbornem) mnie pozytywnie zaskoczyła. Pytanie: co dalej? Kto zwróci uwagę na wydarzenia z tej mini? A byłoby miło, gdyby ktoś zwrócił, bo jednak pogłębiono tu parę postaci, przywrócono Nate'a Greya... byłoby głupio, gdyby to wszystko miało wyparować.
Pariah:
Po przeczytaniu tego komiksu naszła mnie jedna myśl. Tak powinien wygladać cały Dark Reign. Choć smutno było mi patrzeć na los X-Mana, to tak właśnie powinno to wyglądać. Taki obraz pozwala uwierzyć, że mamy do czynienia z "Mrocznymi Rządami", a prawdziwi bohaterowie mają ostro przerąbane. Ponury los X-Mana bije na głowę to, co próbował pokazać Bendis przy okazji Ronina (czy Luke'a Cage'a). Jest znacznie bardziej wiarygodny.
Cornell pokazuje nam też swoją wizję Normana Osborna, która ma prawo się podobać. Ciekawie opisuje wzajemne relacje obu jego osobowości. Podobała mi się również posępna scena "triumfu" Dark X-Men. Widać ich wewnętrzne rozdarcie, poczucie winy, że dokonali takiego, a nie innego wyboru. Jest to zarazem świetny punkt wyjścia dla dalszego rozwoju tych bohaterów... szkoda, że pewnie nikt już po nich nie sięgnie. Solidne 7/10.


Hulk: Let The Battle Begin
Delirium: Wśród wysypu 1-shotów jaki przyniósł ten tydzień, o dziwo ten okazał się najlepszym. Zasadniczy powód: jest zabawny. Ostatni raz widziałem tak zabawnego Hulka, kiedy pisał go Peter David. Fajnie wypadają wymówki Bannera i jego reakcja na fakt, że ma fana oraz oczywiście końcówka, podkreślająca wagę purpurowych gaci. Zielony też dał czadu i szczerze współczuję Wreckerowi, który chyba teraz wstąpi do chóru słowików. Była tam jeszcze jakaś dodatkowa historyjka, ale już o niej zapomniałem. Ocena: 7/10.

colossus28: Tak szybko jak to przeczytałem, postarałem się zapomnieć. Słabiutkie łubu-dubu z Wrecking Crew, prztykanie się młotkiem z Thorem, kilka dowcipnych tekstów Bannera i tyle. Już dawno w koszu i usunięte. 2/10

Black Bolt: Kolejny zaskakująco dobry, hulkowy one-shot. Kto by się spodziewał? Lekka i humorystyczna lektura pokazująca życie Bannera pomiędzy przemianami w zielonego olbrzyma i nieocenioną wagę purpurowych portek. Nawet motyw, w którym Bruce przyznaje, że sam często z braku zajęcia i nudów szuka kłopotów, jest do przyjęcia. Lektura lekka i humorystyczna, ale i z potwornym ciężarem gatunkowym. Bo otóż w tle przedstawia nam się walkę Hulka z Wrecking Crew (nic szczególnego oprócz miażdżenia orzeszków Wreckera) oraz z Thorem. I to właśnie to ostatnie wstrząsnęło potwornie światem zachodu, bo po raz pierwszy pokazano definitywnie, kto jest mocniejszy. A sam fakt, że zielony zrobił to Mjolnirem, tylko rozsierdził fanów nordyckiego bóstwa, do tego stopnia, że zarówno edytorzy, jak i scenarzysta, musieli się z tego publicznie tłumaczyć. Heh, a u nas takie epokowe wydarzenie bez większego echa przechodzi ;)
Szkoda tylko, że Marvel za coś wyrwanego z continuity liczy sobie 4 dolce, a w dodrukach zamiast jakiejś klasycznej potyczki Hulka z Thorem dostajemy kilkustronicową, byle jaką historyjkę z niedawnego Marvel Comics Presents vol. 2 #9.

Mystic Hands Of Doctor Strange - Black & White
#1

Delirium: Okazało się to całkiem przyzwoite. Dwie pierwsze historyjki są raczej typowo strędżowe i trzymają klimat jego wczesnych przygód. Wypadają też lepiej graficznie. Trzecia jest ich całkowitym zaprzeczeniem - dziwna i antyklimatyczna. Opowiadania nie chciało mi się czytać. Powiedzmy, że będzie z tego 5/10 z lekkim wskazaniem w górę.

Prelude To Deadpool Corps
#2

Sc0agar4k: Ktoś wreszcie zaczął pisać porządne teksty Wade'owi, bo są one autentycznie zabawne. Póki co jest bardzo dobrze. Niezła jest ta wersja rzeczywistości, gdzie Scottowi jeszcze nie urosły cojones :D. Byle tak dalej, a może być naprawdę interesująco. Numer bardzo wyrazisty również pod względem technicznym. Mocne 8/10.
Delirium: Lepiej niż poprzednio, ale ciągle daleki jestem od zachwytu. Nie do końca chwytam logikę tego świata, w którym część postaci jest starsza, a część to dzieciaki, ale przynajmniej dało to pretekst do kilku zabawnych momentów. Niech będzie, że również 5/10 z małym plusem.
Krzycer: Pozytywne zaskoczenie - w porównaniu z bardzo, bardzo złym poprzednim numerem ten czytało mi się całkiem przyjemnie, a próbujący zaliczyć Xavier w peruce powinien wejść do klasyki alternatywnych wyobrażeń bohaterów 616 :D


S.W.O.R.D. #5

Demogorgon: Gillen na końcówce nie zawiódł i uraczył nas szybkim i ekscytującym zakończeniem - od walki z udziałem wszystkich kosmitów zaczynając, a na rozmowie McCoya z kosmicznym Lecterem kończąc. Najbardziej podobały mi się jednak ostatnie strony - szkoda, że taki świetny komiks tak szybko się kończy.

Delirium: Będzie mi brakowało tej serii, bo ostatni numer udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że jest dobra, za to głosujący portfelami amerykańscy fani (piszę o amerykańskich, bo klientela z reszty świata najwyraźniej się nie liczy albo czeka na trejdy) to jołopy, które wolą kupować jakieś Hulki albo pałować się ze zjeżdżającym po równi pochyłej Pająkiem. Rozwiązanie wszystkich wątków jest o krok od ideału, bo tylko zielony braciszek Abby gdzieś zniknął w tle. Mimo wszystko jest to mój numer tygodnia i dam mu nawet 8/10.
Krzycer: Numer tygodnia bez większych problemów. Idealne zakończenie, którego jedynym minusem jest to, że to już koniec. Oprócz pierwszorzędnej akcji i poczucia humoru rozbrajały mnie pojedyncze obrazki - Beast unoszący się w nieważkości w pozycji medytacyjnej, Lockheed na stosie ciał improwizujący temblak, Death's Head w roli King Konga... Gdyby serii dano choćby kolejne pięć numerów, co by z tego mogło być... Zamknięcie tej serii, zanim się rozkręciła, boli mnie niemal tak, jak decyzja Fox tv o zawieszeniu Firefly. Niemal.


Twelve: Spearhead
Delirium: Twelve… gdzieś słyszałem to słowo… była chyba kiedyś taka seria, ale nie pamiętam, jak się skończyła… A no tak, nie skończyła się. A ten numer ma nam przypomnieć, że istniała. No i nieźle się spisuje. Chris Weston okazał się równie dobrym scenarzystą, jak rysownikiem i dał nam spójny, interesujący prequel do całej serii. Jest kilka drobnostek, które nie do końca mi się spodobały, ale też jest kilka bardzo fajnych momentów, które to rekompensują, więc ostatecznie bilans jest dodatni, a ocena to średnie 7/10.

Ultimate Comics Spider-Man #8
Krzycer: Hm. W sumie ok, choć czy tylko ja mam wrażenie, że Ultimate Rick Jones/Nova to trochę odgrzewany kotlet? Po pierwsze - nie tak dawno była świetna historia z Firestar, która polegała na tym samym. Po drugie - dawno, dawno temu Bendis wprowadził na łamy USM młodego latveriańskiego mutanta Geldoffa, którego wątek miał być w przyszłości rozwinięty, ale nigdy do tego nie doszło - i tamta historia też mi mocno przypominała to, co teraz się działo.

Web Of Spider-Man vol. 2 #6
Delirium: Oj, nie podobają mi się te zmiany w originie jaszczura. Niby trochę go odświeżają, ale jednocześnie psują continuity. Niby mocniej wiążą ze światem Marvela, ale jednak wydaje się to zbyt naciągane. Ta druga historia o gadzinie wypadła znacznie lepiej, nawet mimo koślawych rysunków. A część ze Spider-Girl tradycyjnie zignorowałem. Tym razem będzie 4/10.

dWolverine: Mr X
Sc0agar4k: Niezły numer. W takiej swobodnej atmosferze. Z walką, zabawnymi scenami i dialogami. Taki przerywnik od regularnych serii, crossów czy eventów (choć nie zabrakło odwołania głównych wydarzeń). I bardzo sympatycznie się go czyta. Rysunki bardzo dobre, więc bez wahania daję 8/10.
Demogorgon: Nie pamiętam, jak dawno temu czytałem tak dobry komiks z Wolverinem. Ten komiks przypomniał mi, dlaczego kiedyś polubiłem tę postać i co jest w niej takiego ciekawego. A na dokładkę Mr. X, wspaniały jak zawsze. Zaskoczę wszystkich i samego siebie, ale dla mnie to numer tygodnia.
Delirium: Dostajemy tu preludium do obecności Iksa w Thunderbolts w wykonaniu twórcy postaci. Niby jest ono ładnie rozegrane i spójne, ale mimo wszystko nie mogę opędzić się od uczucia, że to tylko wata i nic więcej. Jedyne, co mnie rozłożyło, to tekst Logana: "I'm with the Avengers" i błysk legitymacji z napisem "the best there is". Również 5/10 z małym plusem.
Krzycer: Bardzo pozytywne zaskoczenie. Spodziewałem się powtórki z rozrywki (ze starcia podczas Madripoor Bloodsports, bo to akurat czytałem, jeśli dobrze pamiętam) a tu takie zaskoczenie. I jednocześnie przypomnienie, czemu kiedyś Wolverine był ciekawą postacią.


X-Men: Pixie Strikes Back #2

Sc0agar4k: Oficjalnie przyznaję się, że za cholerę nie rozumiem, o co chodzi w tym numerze. Serio, nie mam pojęcia. Wcześniej szkoła, teraz jakaś impreza. What The Hell? Jednym słowem: zonk. Dlatego też ocena 3/10 to maks, jaki mogę dać.
Krzycer:
O. Poprzedniego numeru to i ja nie rozumiałem, ale w tym - choć nadal nie wiemy, kto za tym stoi i czemu - wyjaśniono nam przynajmniej mechanikę. W rozmowie tych dwóch brzydali/demonów jest wyraźnie powiedziane, że wykorzystują pył Pixie przeciwko niej samej (i Laurze, Hisako i Cessily). A więc liceum z wyborami prom queen to halucynacja, koncert w mniejszej lub większej części też (zaproszenie na koncert było w "realu", żeby wciągnąć Megann w pułapkę).
I nawet przyjemnie mi się te halucynacje czytało, choć poza paroma wypowiedziami, które miały głębsze znaczenie, sensu dopatrzyć się w nich nie mogłem. Nadal podoba mi się to, co się dzieje na Utopii - prowadzenie pozostałych młodych X-Men i Kurta. No a konfrontacja mamusi Megann z jej przyrodnimi siostrami (jak to już teraz wiemy) zapowiada jakieś konkretne odpowiedzi w następnym numerze.

Delirium: Z jednej strony ta historyjka tripuje jeszcze bardziej, ale z drugiej pewne rzeczy się klarują i już przynajmniej wiem, o co chodzi, a nawet mogę się domyślać, dokąd zmierza. Czyżby tatusiem Pixie był Mastermind? To może być ciekawe. Niezmiennie podoba mi się zakręcona konstrukcja fabuły, a i rysunki nieźle do niej pasują. Jeszcze raz 7/10.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


a

S.W.O.R.D. #5

Autor: Michael Del Mundo

Delirium: Nie było w tym tygodniu przebojów, ale ta okładka zdołała przykuć moją uwagę bogatą ornamentyką i dynamicznym układem elementów. Abby Brand co prawda nie wygląda najlepiej (ma jakąś dziwną minę), ale już Lockheed i Beast wyszli całkiem fajnie. No i kompozycja w nowoczesny sposób nawiązuje do klasycznej już okładki pierwszego numeru serii Nick Fury: Agent of S.H.I.E.L.D..








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.03.10


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.