Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #111 - Wolverine: Enemy of the State HC

Wolverine: Enemy of the State Complete Edition HC
Scenariusz:
Mark Millar
Rysunki: John Romita Jr., Kaare Andrews
Okładka: John Romita Jr.
Liczba stron: 352
Cena okładkowa: $34.99
Zawiera: Wolverine vol. 3 #20-32, wstęp Gartha Ennisa, posłowie Marka Millara poświęcone Willowi Eisnerowi, okładki (również alternatywne i szkice) poszczególnych numerów.

coverArtX: Sięgając po "Enemy of the State" zastanawiałem się, jak spisze się Mark Millar w opowieści wpisanej w oficjalny kanon dziejów uniwersum Marvela, która nie będzie mu dawała tak szerokiego wachlarza możliwości, jak to było z tworzonymi przez niego komiksami spod szyldu Ultimate. Tam mógł sobie pozwolić na wprowadzanie w życie szalonych pomysłów i kształtować życie postaci, które nie było skrępowane wieloma latami wcześniejszych historii. Kiedy rozpoczął swój run w serii Wolverine, musiał być świadom, że to, co napisze, będzie rzutować na dalsze losy Rosomaka; tak więc robienie zbyt wielkiej rewolucji w życiu głównego bohatera spotkałoby się z natychmiastowym sprzeciwem bossów Marvela. Millar postanowił więc zaserwować nam szpiegowsko-sensacyjny komiks akcji, opowiadający o rozgrywce pomiędzy terrorystyczną organizacją Hydra a rządową S.H.I.E.L.D., która zamienia się w otwartą wojnę w drugiej części. Oczywiście w centrum wydarzeń znajduje się Logan.

"Enemy of the State" bazuje na wypróbowanych schematach charakterystycznych dla tego gatunku. Trzeba jednak przyznać, że scenarzysta sprawnie żongluje ogranymi trikami; nie ma tu może wielkich niespodzianek, ale kilka mniejszych się znajdzie, szczególnie kiedy przeciwnicy próbują się nawzajem przechytrzyć. Millar sprawnie pisze postać Wolviego – ukazuje jego strach i wstyd z powodu jego zwierzęcej natury. Nieźle wychodzi to w szóstej części, gdy Logan żałuje, że wplątał się w całą intrygę (a gdy dowiadujemy się, czemu się w nią wplątał, to stwierdzenie Logana może szokować). Kolejny plus dla Millara to postać Gorgona. Muszę przyznać, że ten gość to jeden z najlepszych superłotrów ostatnich lat, a jego niszczycielska siła i bezpardonowe parcie do celu autentycznie mnie przestraszyło, że już nie wspomnę o laniu, jakie spuścił Wolverine'owi. Opowieść jest krwawa, pełna przemocy, walki, mroczna i bez szczęśliwego zakończenia (kolejny punkt dla scenarzysty). Mamy tu mnóstwo występów gościnnych zarówno bohaterów, jak i łotrów ze stajni Marvela.

Scenariusz obfituje w efektowne sceny, które zostały zilustrowane przez Romitę Młodszego. Wiem, że rysownik ten ma chyba tyle samo fanów, co krytyków; zaliczam się raczej do tej pierwszej kategorii, ale tutaj muszę przyznać, że przydałby się lepszy inker niż Klaus Janson. Na szczęście nie udało mu się zbytnio zepsuć rysunków – nadal jest to Romita Jr. na zadowalającym poziomie, a np. sceny z części siódmej prezentują rozmach kinowej superprodukcji.

Jako bonus dostajemy jednozeszytową nowelkę pt. "Prisoner Number Zero". Mimo, że śmieszy mnie przeginanie z mocą regeneracji Logana (powinny być jakieś granice), to muszę przyznać, że pomysł na ten komiks Millar miał całkiem oryginalny i traktuję go jak alternatywny epizod nie zaliczający się do oficjalnej biografii bohatera. Należy wspomnieć o autorskim posłowiu do wydania zbiorczego, z którego dowiadujemy się, jaki inny wielki komiksiarz wpłynął na ostateczny kształt tej opowieści. Rysunki bardzo klimatyczne, chociaż Heydrich nie tak wyglądał.

"Enemy of the State" jest komiksem, w którym autorzy postawili na szybkie tempo akcji, efektowne wybuchy i pojedynki. Nie jest to jednak bezmyślna bijatyka w stylu Spawn/Batman. Polecam fanom Marvela, miłośnikom komiksu superbohaterskiego w ogóle i oczywiście fanom Rosomaka. Ponoć komiks ten ma zostać wydany również w naszym kraju przez jedno z wydawnictw komiksowych. Doczekamy się więc może "Enemy of the State" po polsku.

coverJarou: Gdyby Siara z Kilera Machulskiego pisał recenzje komiksów, o twórcach takich jak Mark Millar powiedziałby to samo, co rzekł był w filmie na widok fotografii Pałacu Kultury. Czego jak czego, ale z reguły rozmachu Szkotowi odmówić nie można i, również z reguły, ta miodna efektowność z lubością parzy się u niego z w miarę sporą dawką sensu i logiki. A i jakaś zabawa konwencjami też się znajdzie. Tak jest również w historii "Enemy of the State", która składa się z trzech głównych elementów: akcji, akcji oraz akcji, spojonych trzymającą niezły poziom fabułą i dobrymi lub przyzwoitymi rysunkami.

Czyta się to szybko. Osią scenariusza jest porwanie Wolverine'a przez połączone siły trzech niezbyt sympatycznych organizacji - Hydry, Hand i Dawn of the White Light - zabicie go, ożywienie, wypranie mózgu i zmienienie w zdalnie sterowanego zabójcę. Następnie ulubiony bohater rzesz fanów Marvela zostaje wysłany na misję eliminacji innych trykociarzy, którzy po wskrzeszeniu również mają zasilić szeregi "tych złych". Ciekawe jest, że w tej sytuacji Millar zdecydował się - przynajmniej przez większą część komiksu - wypełnić prostokątne dymki narracji tym, co dzieje się w głowie Logana. Efekt jest różny, najczęściej jest po prostu dobrze, czasem nawet lepiej, z rzadka autor sięga też po odrobinę bełkotu. Udało się jednak uniknąć w tym EEG natrętnego melodramatyzmu, więc ogólnie nie można narzekać.

Zawartość większości stron krótko opisałbym tak: się dzieje. Klimat i rozmiar zagrożenia jest odpowiednio oddany, skala wydarzeń też taka, jak Millar przykazał. Nie powiem, dobrze się sprawdza i w pełni spełnia swoje założenia ta mieszanina brutalnych walk, wybuchów oraz ich krewnych i pociotków. Akcja jest trzymana przez fabułę na długiej smyczy, dość luźno i bez kagańca, jednak nad wszystkim unosi się jakiś szacunek dla intelektu czytelnika. Millar nie szarżuje tu (ale w pozytywnym znaczeniu) aż tak bardzo, jak na przykład w "Old Man Logan" czy The Ultimates 2, chociaż "Enemy of the State" ma tak naprawdę całkiem sporo różnych potencjalnych konsekwencji, tak samo jak scen mocno mocnych czy spod hasła A jak Awesome - jakiś Wolvie kontra rekiny, etc. Ponadto czuć dystans autora do swojego scenariusza - i bardzo dobrze, dzięki temu nawet częściej niż raz na jakiś czas można trafić na dialogową perełkę czy czyjąś wyjątkowo trafną myśl. Humor też się znajdzie, chociaż zwykle czarniawy.

Rysunki Romity młodszego
się tu sprawdzają. Są jego ulubione sceny w deszczu, jest Daredevil, jest Elektra, więc jest dobrze, ołówek może pełen miłości nie był, ale przynajmniej po wszystkim przytulił kartki, a może i nawet dał im buziaka. Generalnie, im jest ciemniej, tym lepiej, a sceny z Loganem wyskakującym z różnych dziwnych miejsc, jak wiadomo kto wiadomo skąd, wyszły chyba rysownikowi najbardziej. Pod koniec miałem wrażenie, że czytelność i ogólna jakość obrazków trochę spadła, ale do tragedii z reguły nie dochodzi. Czyli ogólnie i mózgowi czytelnika krzywda się nie dzieje, i jego oczkom też nie jest źle.

Reasumując: czytać? W sumie, czemu nie.

LTplus.jpg


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.