Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #133 (08.03.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 8 marca 2010Numer: 9/2010 (133)


W zeszłym tygodniu najchętniej komentowanym komiksem był Mighty Avengers #34.



dAmazing Spider-Man #623
Delirium: Tak prawdę mówiąc, to w tym tygodniu nie bardzo jest o czym pisać. Tutaj mamy powrót kiepskich rysunków, które odrzucają od czytania. I nie jest to wielka strata, bo fabuła bynajmniej nie powala. Ten nowy Vulture… cóż, jak by to powiedział Siara: "To jakaś podpierdółka jest, a nie Vulture". Nie wiem, co wspólnego ma z sępami bełkoczący i rzygający kwasem bękart Predatora i jakiejś Shi'Ar? Szczerze - nie interesuje mnie to nawet. Mają dobry oryginał, a wciskają nam takie coś. Obrażam się po prezydencku i wystawiam 2/10.

Demogorgon: Ten komiks jest potwornie nijaki. Humor mnie nie rozśmieszył, nowy Vulture nie zdołał, mimo wszelkich chęci i starań scenarzysty, zainteresować, by uwierzyć w cliffanger musiałbym go zobaczyć pijany po dwóch nieprzespanych nocach, siedząc na klopie, a rysunki są brzydkie. Z drugiej strony nic nie jest na tyle złe, by się o cokolwiek wściec - ot, potworna nijakość.

colossus28: Średni numer, choć po ostatnim Spiderze można powiedzieć, że ten ma nader skomlikowaną fabułę. Electro po swoich wyczynach teraz pracuje dla Miss Kraven, co trochę mnie zaskoczyło, tylko kim w tym trójkącie jest Chameleon? Vulture to przeciwnik "do bicia", lata po mieście i szuka tego, kto mu to zrobił - nic ciekawego. Fajnie wyszła wstawka z Simple Simon, gość tak tragiczny, że aż śmieszny, a tort na twarzy Spidera - bezcenne. 5/10

Krzycer: ...ojej. Nie. Po prostu... nie.
A wrabianie w to wszystko Jamesona - jaki to ma sens? Mam nadzieję, że jakiś ma, z czegoś wynika, ale na razie nic na to nie wskazuje.

Deadpool Team-Up #895

Delirium: Lepszy z Deadpoolów w tym tygodniu, bo przynajmniej odkurza jedną z klasycznych postaci Marvela, która od lat porastała algami gdzieś na dnie morza. Nie ma tu rewelacji, ale jest całkiem przyzwoicie… jak na poziom przygód Deadpoola w ostatnich miesiącach. Chyba nawet raz się uśmiechnąłem. A skoro rysunki też są w miarę przyzwoite, to wystawię w miarę przyzwoite 5/10.

Fall Of The Hulks: Savage She-Hulks
#1

Delirium: Eee... ooookaaayyy... To było... Złe. Nie evil-złe, tylko wrong-złe. Zdecydowanie nie ten kierunek. Miesiące pracy Freda van Lente spłynęły w muszli nowego hulkowego teamu kreatywnego, żeby Lyra mogła zostać dopasowana do ich głupich pomysłów. Naciągane jest to wszystko jak, nomen omen, gacie na Hulku. Nie przyjmuję tego do wiadomości, bo jest po prostu złe. A ostatecznie rozwaliło mnie dorysowane w ostatniej chwili bikini na ostatniej stronie. Wrong-złe oznacza 3/10.

Girl Comics
#1

Delirium: Fakt: nie jestem dziewczyną. Przypuszczenie: nawet gdybym był dziewczyną, ten "dziewczęcy" komiks nie trafiłby do mnie. Dlaczego? Bo jest koszmarnie nijaki. Dostajemy zbiór nijakich historyjek o niczym i z niczym nie związanych. Najbardziej podobał mi się tu pin-up z Shulkie autorstwa Sany Takedy. Jeśli chodzi o historyjki, to tylko ta o Valerii i Franklinie broni się oryginalną formą i bajkowym stylem. Można sobie wydrzeć osiem stron, a resztę oddać na makulaturę. Maksymalna ocena to 3/10.

Demogorgon: Komiksy pisane przez kobiety, rysowane przez kobiety, edytowane przez kobiety....ale prawie bez kobiet. I nie wiadomo, dla kogo. Historie o Nightcrawlerze, Punisherze i Franklinie i Val są dobre. O Octopusie jest do zignorowania, o Venus jest brzydka, a jeśli była jakaś jeszcze, to fakt, że nie zapadła mi nawet w pamięć świadczy sam za siebie. Pierwszy numer antologii jest, powiedzmy to szczerze, słaby.

Hotaru: Moje doświadczenie z antologiami wydawanymi przez Marvela jest takie, że z każdym numerem są coraz gorsze. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej, bo pułap wyznaczony przez ten numer nie jest zbyt wysoki. Rozumiem, że wydaniu tego projektu przyświecał pomysł, by wszystko zrobiły panie. Wolałbym jednak, by większy nacisk położono na to, by to, co robią, było dobre.
Krzycer: Pierwsza strona mi się spodobała. Reszta już nie bardzo. A przecież są panie robiące dobre komiksy... Czemu ich tu nie ma?

Invincible Iron Man #2
4

Gamart
: Ręce opadają. Cała historia była niepotrzebna, napchana bzdurnymi fillerami, a końcówka umiejętnie zarżnęła ostatnie cztery lata komiksowe, w których Stark był rozwijany w naprawdę fajnym kierunku. Jedyny plus to to, że Fraction skasował swoje bzdury. Straszne rzeczy porobił z Iron Manem, STRASZNE. Ostatnia strona to Iron Manowe One More Day...

Delirium: Aż sam się sobie dziwię, bo zakończenie tej koszmarnie nudnej historii okazało się całkiem nienajgorsze. Zwłaszcza pojedynek Strange'a z Ghostem wypadł autentycznie fajnie. Sposób przywrócenia Tośka do żywych i świadomych można określić jako znośny - pewnie byłby lepszy w odbiorze, gdyby całość była krótsza. I nawet grafikę muszę pochwalić, tylko że nie Larrocę, ale Franka d'Armatę, bo kolory i efekty są miejscami olśniewające. Dam nawet 6/10.
Krusty:
Można się było tego spodziewać, najpierw kompletnie stracony rok z kawałkiem w wykonaniu pana F i wymazanie Extremis, potem zapowiedź Heroic Age i powrót wielkiej trójki. Jakoś trzeba to było zrobić, nieważne, że prostacko, głupio, nudno, czy cofając postać do lat 90-tych, ważne, że Tony będzie mógł teraz spokojnie pić herbatkę z Capem i Thorem bez pytań, co się działo przez 10 lat... nie wróży to dobrze Heroic Age, które coraz mniej mi się podoba.
Sc0agar4k: No i Tony Stark już wyzdrowiał. Oczywiście w odpowiednim momencie. Dziwią mnie dwie rzeczy. Pierwsza to to, że tak szybko się pozbierał i udało mu się wysłać Ghosta z dala od siebie. Drugą zastanawiającą rzeczą jest to, że nie pamięta on o śmierci Capa. To się pytam, jak długo on był chory? Średni numer, ocena 6/10.
Krzycer: Aj waj. No, ale przynajmniej się skończyło. I wzięło ze sobą nazi-Starka w wersji JMS, to jakiś plus. Ale Extremis pozostaje nieodżałowane.
Rysunki - to już nie jest sinusoida formy, to rollercoaster.

Mighty Avengers #34
e
Delirium: Jak dla mnie sceną numeru jest Jarvis skaczący po świecie i nucący "I've got the world on a string" (słuchać mi tu i doceniać!). Cała reszta to w pewnym sensie ukłon w stronę początków Avengers, ale bardziej eskalacja męskiego crusha Slotta na punkcie Pyma z prologiem do powrotu Ultrona w tle. Szczerze mówiąc moglibyśmy obyć się bez tego numeru. Chociaż z drugiej strony sam pomysł wciągnięcia Lokiego w szeregi Avengers i reakcja nań warte są zobaczenia. I wygląda na to, że Majty się skończyli. A że rysunki nie powalają, najwyższą oceną, jaką mogę wystawić, jest słabe 6/10.
Demogorgon: Slott nas ztrollował na końcu, czy jak? No bo niby normalny, Avengersowaty komiks, coś, na widok czego się mogą ślinić fanboye Silver Age i właściwie nic więcej, a na końcu...no właśnie. Po pierwsze nie spodziewałem się tego ani trochę. Po drugie sam nie wiem, czy Pym zwariował, czy to część jakiegoś planu. Po trzecie - nie mam pojęcia, co o tym myśleć.

Hotaru: Od dłuższego czasu lektura Majtów Slotta przynosi mi jakiś zatęchły zapach, szarpie strunami wspomnień, jak to było kiedyś. Nie jestem przeciwny klasyce. Utwory Chopina są nadal tak samo piękne, a stary Aston Martin DB5 z 1964 roku to w dalszym ciągu dzieło sztuki motoryzacyjnej. Problem jest w tym, że Slott nie daje mi Astona, ale zardzewiałego trabanta. A ja po prostu nie gustuję w mydelniczkach.

gGamart: Huh, było całkiem ok. Akcja przemyślana dosyć spoko i ładnie się prezentuje Wasp, który zrobił Lokiego już drugi raz w konia. Slott łata znowu chronologię, Ultron sie zbliża, a ostatnia akcja Pyma była naprawdę świetna. Podoba mi się, w jakim kierunku jego postać idzie. To było szalone całkowicie, co zrobił na końcu, ale ciekawe i pasujące do Hanka, który po tym, jak został Scientist Supreme, eksperymentuje ze wszystkimi możliwościami, jakie ma. Ogólnie końcowa reakcja zebranych wyszła dosyć slapstickowo, ale powinni jednak trochę w Hanka wierzyć po tym, co robił w ostatnim czasie, nawet jeżeli ten pomysł był całkowicie dziwaczny :D.
Zresztą, jestem za teorią, która pojawiła się na 4chanie, że Pym wie już o tym, że Ultron szykuje się do ataku i akcja z końcówki miała na celu to, aby reszta go opuściła i mógł sam stawić czoła swojemu synowi, nie narażając innych po raz kolejny, aby cierpieli przez jego dawne przewinienia. Normalnie wiadomo, że prawie wszyscy chcieliby stanąć z nim ramię w ramię, a teraz jest okazja, żeby Wasp raz na zawsze rozprawił się z przeszłością. A Jarvis ma przekazać zbroję Capowi, więc też będzie poza Infinity Mansion jak rozpocznie się atak, jak wiemy z Siege #2.
I teraz coraz bardziej jestem pewien, że jednak to on bedzie prowadził Akademię.

colossus28: Slott ostatnio mnie zawodzi i ten numer jest tylko potwierdzeniem, że facet obniżył loty. Bardzo przeciętny numer, akcja z torturowaniem Lokiego faktycznie trochę przesadzona, nie dziwię się Cassie, że była zniesmaczona. Wkurzające ucinanie dialogów w połowie, rozmowa między Stature i Visionem zapowiadała się na ciekawą, ale końca nie uświadczyliśmy. Dziwne zachowanie Pyma i te ciągłe gadki "Jam jest Scientist Supreme", będzie wesoło jak się okaże, że to faktycznie Loki zrobił go w konia :). No i te tragicznie gadające, niebieskie trolle, ech. 4/10
PS. Ciekawe, gdzie Jarvis kupuje wódkę. W polskiej "Biedronce".

Pariah: Będzie mi brakowało tej serii. Dobrze mi się czyta takie lekkie, heroiczne historyjki. Cieszy też, że historie Slotta nie ciągną się jak guma (słynne 'siedmioksiągi" Fractiona przychodzą tu na myśl) i cały czas coś się dzieje. Ten numer nie jest wyjątkiem. Finał konfliktu na linii Mighty Avengers vs. Loki napewno zaskoczył, czy nawet zaszokował zakończeniem. Slott, wiedząc już zapewne, że jego run zbliża się do końca, postanowił zamknąć dzieje drużyny z hukiem. Pytanie, jakie zadał Lokiemu Pym, było ostatnim, jakiego bym się spodziewał, a miny wszystkich zgromadzonych, kiedy je usłyszeli, po prostu bezcenne :D. Myślałem, że MA rozpadną się na skutek nowych składów po zakończeniu Siege, a tu taki numer :). Pym ze swym przerostem ego jest na pewno kontrowersyjny, bardzo kontrowersyjny, ale jest w tym coś co zabawnego, co bardzo mi się podoba :). Teraz pozostaje już tylko czekać na Ultrona i ostatnią historię. Zapowiada się co najmniej ciekawie. 7,5/10
straznik: Po przeczytaniu IM chciałem mu już w ciemno dać numer tygodnia. Zaskoczył mnie pozytywnie. Ale.. teraz.. sam nie wiem. Nie byłem i nie jestem fanem tej serii. Nie 'kocham' nawet tych postaci i sam komiks nie był by też jakiś nadzwyczajny (a już powrót Ultrona mnie zupełnie pozytywnie nie nastraja, bo co za dużo, to niezdrowo, a tego mieliśmy dużo za dużo) ale.. no właśnie, ale! I to jakie ALE! JAKIE JAKIE ALE! HA! Pym jest chory psychicznie. I mimo, że robiło się z niego super postać, po powrocie ten fakt w końcu jasno i wyraźnie wrócił na karty komiksu. Miny bohaterów, Thora i Lokiego, moment, w którym Pietro ucisza Pyma, czy gdy bracia są zgodni, jest bezcenny i to największa zaleta tego komiksu! Ogromna zaleta!
Krzycer: Propozycja Pyma i reakcje zgromadzonych - bezcenne. Poza tym jednak numer sprawiał wrażenie, jakby Slott przyspieszył akcję, żeby domknąć wątek przed Siege i Heroic Age. A to świadczy o złym planowaniu.

Prelude To Deadpool Corps #1
Delirium: Dla tych, którzy narzekają, że za dużo jest Deadpoola, mamy… więcej Deadpoolów. Dla tych, którzy twierdzą, że pomysły na kolejne przygody są kiepskie, mamy… jeszcze gorszy pomysł. A dla tych, którzy narzekają na rysunki, mamy… Liefelda. Innymi słowy, mamy cały zeszyt poradnika, jak nie należy rysować plus jakieś tam coś, co ma zastąpić fabułę. A gdy pomyślę sobie, że to tylko preludium, zaczynam się szczerze bać. Kaszanka i 2/10.
Sc0agar4k: Muszę przyznać, że to było zabawne. Nieźle pomyślane, nieźle wykonane. Może wreszcie Deadpool będzie odpowiednio zabawny. Zwłaszcza, gdy będzie otoczony przez tyle różnych wersji siebie. Na zachętę dam 8/10.
Krzycer:
Nie. W sumie lubię deadpoolowy ongoing, z którego bierze się ta mini, ale jak pan autor bierze się za alternatywne Deadpoole, to nie da się tego czytać. Taki był przedostatni numer ongoingu, taki jest ten komiks. Dodać jeszcze Liefelda i mamy chałę tygodnia.

Realm Of Kings: Son Of Hulk #2

Delirium: Nie mogli po prostu zrobić jakiejś miniserii Realm Of Kings: Micronauts i dyskretnie zamieść tego Two-Face-Wannabe pod dywan? A tak dostajemy historię na dwóch płaszczyznach, z których jedna mnie interesuje, a o drugiej wolałbym nigdy nie słyszeć. Pewnie w końcu obie się splotą i będzie zupełna tragedia, ale na razie można przynajmniej przeczytać pół komiksu. No i chociaż za to dam te 4/10.

Spider-Man Noir: Eyes Without A Face
#4

Delirium: Cała seria nie była zbyt porywająca, ale końcówka przynajmniej trochę nam to wynagradza, bo akcja jest. I znów okazuje się, że elseworldowa wariacja na temat Octaviusa wypada bardzo dobrze, zwłaszcza w finale jego wątku. No i mamy też noirową Black Cat, która zapowiada chyba ciąg dalszy. Nie powiem, żebym skakał z radości, bo czuję zmęczenie materiału, ale też nie będę oponował. Takie sobie 5/10.

Stephen King's N
#1

Delirium: Jak na coś, do czego rękę przyłożył Guggenheim, wypada całkiem dobrze. Chociaż tak po prawdzie możemy chyba pochwalić adaptatora tylko za to, że nic nie spieprzył. Fabuła chwyta i zachowuje charakterystyczny dla Kinga klimat, który efektownie pogłębiają rysunki. Maleev świetnie się tutaj spisuje i absolutnie niczego nie można się przyczepić. Na początek, 7/10.

Hotaru: Nie czytałem opowiadania będącego bazą tej adaptacji, a poprzednio miałem do czynienia z "N" wiele miesięcy temu przy okazji oglądania ruchomego komiksu tych samych autorów. Podobało mi się, chociaż na kolana nie powaliło i szybko wywietrzało z pamięci. Tym razem jednak wrażenia zdecydowanie chylą się ku pozytywnemu ekstremum. Obawiałem się trochę porażki, jaką jest adaptacja "Bastionu", ale tutaj Guggenheim odwalił kawałek porządnej roboty, o Maleevie nie wspominając. I chociaż do poziomu pierwszych zeszytów Dark Tower jest jeszcze trochę daleko, to i tak N dostał się na listę komiksów wartych przeczytania.
colossus28: Podchodziłem do tego wydawnictwa z ogromną nadzieją, biorąc pod uwagę udane realizacje "Mrocznej Wieży", "Bastionu" i "Talizmanu" (to już inne wydawnictwo) i nie zawiodłem się. Wszakże nazwisko Guggenheima nie napawało nadmiernym optymizmem, ale tym razem scenarzysta stanął na wysokości zadania tym bardziej, że nad całością czuwał sam Mistrz. Komiks jest dobrze napisany, naturalne dialogi wypadają świetnie, a sama historia potrafi przestraszyć. Całości dopełniają naprawdę dobre rysunki Alexa Maleeva, jego dosyć mroczny styl świetnie się komponuje z całością.

fUltimate Comics Avengers #5
Hotaru: Cóż, Ultimates to to nie jest. Może to dlatego, że tak niemiłosiernie długo muszę czekać na kolejne odsłony, a poprzednie dwie miniserie Millara łyknąłem za jednym razem, a może po prostu scenarzysta jest zbyt zajęty zbijaniem kasy w Hollywood za pracę, której jeszcze nie wykonał - nie wiem. Ale fakt jest faktem: Ultimate Comics Avengers nie nadaje na moich falach.

Demogorgon: Dobra, Red Skull jest potworem w ludzkiej skórze. Ok, to było dobrze przedstawione. Reszta numeru mnie już niestety nie ruszyła, a Crazy Steve tłukący Francuzów śmierdział zapychaczem.

Bertoluccio: Wiecie, za co lubię Millara? Że jak już wczujesz się w jego styl, to cię nie zawiedzie. Sekwencja otwierająca, opowiadająca jedną z akcji Red Skulla, jest na prawdę mocna. Dalsza część komiksu też trzyma poziom. Mamy trochę walki i trochę humoru (ach, ci biedni Francuzi ;)), a na koniec niezły cliffhanger. Rysunki prezentują się dobrze, ale przy takich opóźnieniach spodziwałem się po nich czegoś więcej. Ogólnie 8.5/10.

Pariah: Tu już nie jest za ciekawie. Millar wykonuje ukłon w stronę Loeba i płytką liniową fabułę brubuje wypełnić scenami "gore", przekleństwami i okrucieństwem. Czasami zastanawiam się, czy to nie jest obecnie główna różnica pomiędzy Ultimate a 616. Scena na początku numeru z Red Skullem nic kompletnie nie wnosi. Wiemy już, że jest on kawałem drania, więc jest to tylko tania sensacja. Tak samo wypadają wsyztskie sceny z Capem. Czy on w świecie Ultimate zawsze był takim palantem? Reszta Avengers jest prawie bezosobowa, ciężko coś o nich powiedzieć, może poza tym, że Nerd Hulk to kompletny looser :). Na końcu jeszcze jeden zarzut. Czy Millar nie wie, że niemowlaki wyrzucone z czwartego piętra na zaspę śniegu nie eksplodują niczym granat odłamkowy ;)? Jedynie rysunki się w tym komiksie bronią. Naprawdę nie wiem, skąd tyle opóźnień. 4/10

(A)nonim: Historie ze świata Ultimate pewnie do tak wysokiego poziomu, jak za czasów Ultimates 1 i 2, już nie wrócą (wiadomo, komu za to możemy podziękować ;)), jednak początek numeru i tak jest bardzo dobry. Red Skull, mimo, że jest postacią wciśniętą na siłę, okazał się być naprawdę mocnym zawodnikiem, czyni zło dla samego zła i świetnie się przy tym bawi.
medyk:
Nie jest to co prawda poziom Ultimates V1&2, ale i tak jest nieźle. Podoba mi się Cap Millara, właśnie dlatego, że jest dupkiem :). Jeśli chodzi o początek numeru, to nie wiem, czy scenarzysta trochę nie przesadził (nie wiem, jak go odebrać, wg mnie balansuje na cienkiej lini między "mocny", a "Loebowo niesmaczny"). Rysunki chyba trochę słabsze niż ostatnio. Czekam na następny numer. 7.5/10
Krzycer: Red Skull jest bad mofo. Jakby dotąd nie było do końca jasne. Do tego nabijanie się z Francuzów (jeszcze mniej subtelne, niż ostatnim razem) i dobre rysunki, i otrzymujemy komiks, który...
Chciałbym napisać, że mi się podoba, że dorównuje Ultimates 1&2, ale... nie. W międzyczasie bowiem w scenariuszach Millara coś się popsuło i choć UCA to dobry komiks, to coś mi w nim nie leży.

Ultimate Comics New Ultimates
#1

Hotaru: "Bądź obiektywny" - powtarzałem sobie podczas czytania. "Co z tego, że to Loeb, daj mu szansę" - upominałem sam siebie z każdym kolejnym kadrem, walcząc z uczuciem znudzenia. Czy to coś dało? Raczej nie, bo po lekturze pamiętam tylko moją heroiczną walkę z samym sobą i niezdefiniowane przeczucie, że z rysunkami Franka Cho jest coś nie tak.

bastek66: Loeb wraca do formy z czasów Ultimatum, ostatnie trzy Hulki były nawet znośne, ale tu mamy ewidentny przykład, jak realizuje niszczenie tego imprintu. W całym zeszycie Loki pojawia się na jednej stronie (może to i lepiej), ponadto nasz "ulubiony" scenarzysta robi z Carol Danvers i Heli ostatnie dziwki oraz kontynuuje zidiocenie Capa i Clinta. Rysynki Cho chyba się poprawiły - nie rysuje już wszystkich panien jako amazonek, jak to miało miejsce w Hulk vol. 2, ale ze wzrostem Zardy przesadził, że narysował ją wyższą od Steve'a. 2/10.
medyk: Początek na plus, bo Ultimate Hawkeye nie zachowuje się jak pajac. Potem pojawiają się Defenders i zaczyna się walka. Ot tak, bez żadnego powodu! Dalej jest równie bez sensu (kradzież Mjolnira, plan Heli, no i oczywiście beznadziejnie prowadzony Cap). Nie ruszył mnie nawet wewnetrzny monolog Starka, który sam w sobie jest nawet znośny, ale niestety występuje w obecności beznadziejnych scen walki, dialogów itd. Za rysunkami Cho nigdy zbytnio nie przepadałem. 3/10
Krzycer: Plusy: Loeb przeczytał Ultimates Millara i pamięta, że "Hellstorm" był agentem S.H.I.E.L.D.. Do tego jest spora szansa, że dowiemy się, skąd wzięły się moce Walkirii (i całej reszty Defenders). I rysunki nie są złe.
Minusy: irytująca skłonność do pakowania Starka w zbroję a'la 616, którą mieliśmy już w poprzedniej serii (choć wtedy to był pijany robot). Zarda. Przedstawianie postaci kobiet. Dialogi. Narracja.

Wolverine: Weapon X #11
Delirium: Coś mi mówi, że to dzieje się już po Siege, skoro wspomniane zostało obalenie Osborna. No, to miejmy nadzieję, że nie będzie spoilerów. Sam numer wypada bardzo dobrze: znów mamy spojrzenie na tę spokojniejszą część życia Logana, kiedy może się powłóczyć po knajpach z kumplem, i to nie byle jakim. Wątek Deathloków odgrywających Terminatory też chwyta. Sam w sobie jest wystarczająco ciekawy, a czeka nas jeszcze kilka odpowiedzi i rozwałka. W tym towarzystwie jest to jedyny komiks z głównego nurtu, który może dostać tytuł numeru tygodnia, z oceną 7/10.
Sc0agar4k: Bardzo dobry numer. Odwiedzanie różnych barów w ciągu jednej nocy, kto tego nie zna :). Do tego rozmowy przy piwku i bójki w barze. Klasyka. No, ale żeby nie było za różowo, pojawia się nowe zagrożenie. Szykuje się niezła rozróba. Mocne 8/10 plus znak jakości za klasykę :D.
Krzycer: Powitanie Capa przez Logana w wykonaniu Aarona - piękne! W międzyczasie Deathloki bawią się w Terminatory i ten wątek nie wygląda zbyt ciekawie... No, ale zobaczymy. Może dystopiczna przyszłość, z której pochodzą, będzie się czymś wyróżniała na tle setek dystopicznych przyszłości, które dotychczas widzieliśmy...

X Men Noir: Mark Of Cain #4
Delirium: Fabuła jakoś toczy się naprzód, chociaż nie powala na kolana. Rozwaliły mnie za to trzy inne rzeczy: Po pierwsze, Dirigi-Carrier - czysta zajebistość, świetnie wpasowana w epokę i przywołująca tchnienie steam-punku. Po drugie: zadziorna Kitty z niewyparzoną gębą. I wreszcie po trzecie, za sprawą płytkiego skojarzenia - książę Baran. Innymi słowy, numer jedzie bardziej na smaczkach niż na fabule, ale broni się i może nawet 6/10 dostać.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

 

aInvincible Iron Man #24 50/50 Cover by Patrick Zircher


Autor: Patrick Zircher

Delirium: Od teraz, gdy mnie ktoś zapyta, jak wyglądała pierwsza zbroja Iron Mana, pokażę mu ten rysunek. Idealnie oddaje on to, jak powinna wyglądać zbroja Mark I, skonstruowana na poczekaniu, w warunkach polowych. Jest ciężka, kanciasta, usiana nitami i wystającymi kablami, a przez to wybitnie realistyczna. No i okładka symbolicznie wkomponowuje się w powrót Antka, nawiązując do jego debiutu.

 

 

 

bUltimate Comics New Ultimates #1

Autor: Frank Cho

Black Bolt: Kreski Franka Cho można nie lubić, można na nią narzekać, wybrzydzać, ale TAKĄ okładkę po prostu trzeba pochwalić. Wielki podziw dla artysty, że mu się chciało.








cX-Men Noir: Mark of Cain #4

Autor:
Denis Calero

Hotaru: "Noir" to przede wszystkim klimat i Denisowi Calero udało się świetnie go ująć. Mógł pójść na łatwiznę idąc w kierunku monochromatyczności, jak większość pozostałych coverów tej linii, ale decydując się na kolor i miękkie cienie podjął ryzyko, które w moim odczuciu się opłaciło. Okładka nie straciła niczego na klimacie, a zyskała na głębi.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.03.03


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.