Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #132 (01.03.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 1 marca 2010Numer: 8/2010 (132)


Mimo weekendowych problemów z serwerem Avalonu udało się nam zebrać porządną porcję opinii wśród naszych forumowiczów. Sprawdźcie, jak oceniali najnowszą porcję komików Marvela.



dAmazing Spider-Man #622
Demogorgon: Obrzydliwe rysunki zepsuły mi radość z czytania pierwszej historii. Zresztą, nie było za dobra - ot, zabawna scena z Parkerem przebranym za "gota" i plus za wyciągnięcie dawnej dziewczyny Michaela z niebytu. Ale, niestety, spodziewałem się czegoś więcej - a ta historia była nudna, przewidywalna i zbędna. Za to numer ratuje druga, całkiem niezła, dla odmiany z ładnymi rysunkami, niezłym wejściem w psychologię i dobrym wyszukaniem ciekawostek z historii postaci. Chciałbym więcej takich historii, a mniej tego, co w Spider-Manie dostajemy.

colossus28: Po poprzednim numerze spodziewałem się w końcu na łamach Spidera fali wznoszącej, jakiegoś pomysłu na tę postać, zmian na lepsze i niestety znowu się zawiodłem. Historyjka z Morbiusem jest tak naiwna, dziecinna i prosta, że z powodzeniem można nią karmić dzieci, a nie dorosłych czytelników, łzawe love-story z wampirkiem w tle - żenada. Ciut lepiej prezentuje się opowieść o Flashu, choć i ona bardziej przypomina kolejny odcinek "Klanu" niż superbohaterski komiks. 2/10.

Krzycer: Tsk. Pierwsza poważna wpadka Van Lente. Jedyne dobre strony numeru to otwarcie z Black Cat i wejście goth-Petera na imprezę... przy czym o ile scena z Black Cat była zabawna, to trudno uwierzyć, by Felicia tak się wygłupiła.
A poza tym szkoda, że nie słychać o Cat's Eye Investigations, które powinna w tym momencie prowadzić. Cóż, taki los wydarzeń z miniserii. Nikogo nie obchodzą.
Delirium: Pierwsza część zaskoczyła mnie na plus, bo nie spieprzyła brutalnie tego, co zdołano zrobić z Morbiusem w ciągu ostatniego roku, a nawet ładnie zamknęła zakurzony wątek Martine. Ale mogłaby wyglądać lepiej. Druga część lepiej wyglądała, ale za to drażniła mnie straszliwie, bo nie trawię Flasha Thompsona, zwłaszcza, odkąd Guggenheim przerobił go na porucznika Dana skrzyżowanego z Rambo. Wypadkowa ocena to 5/10.

eAvengers: The Initiative #33
Hotaru: Bardzo nierówny numer. Podczas gdy bardzo podobała mi się część ataku ruchu oporu na Camp H.A.M.M.E.R., tak cała partia poświęcona ataku na Asgard była moim zdaniem wtórna i nudna. Gage chyba za bardzo wziął sobie do serca, że ma przedstawić to, co się działo w głównej miniserii, ale z innej perspektywy. Po instruktaż, jak to zrobić tak, by nie było wtórnie i nudno, powinien zgłosić się do Orsona Scotta Carda i jego powieści "Gra Endera" - "Cień Endera". Za to rysunki Jorge'a Moliny bardzo przypadły mi do gustu - przypominają mi to, co Rafa Sandoval wyczyniał w Incredible Hercules podczas "Sacred Invasion". Jestem ciekaw, co będzie dalej, ale tylko, jeśli chodzi o Tigrę i jej kompanów.
colossus28: Przyzwoity numer z Oblężeniem w tle, wydarzenia, które znamy już z łam innych komiksów, tym razem przedstawione z innej perspektywy. Ciekawe przemyślenia Taskmastera, trzeba przyznać, że facet dobrze kombinuje, widzi, że pomału wszystko się wali i już teraz należy zmienić front. W tym wszystkim jest także miejsce na romantyczne dylematy Rachel - powrót Capa wszystko komplikuje. No i tekst numeru, Osborn do Taskmastera: "Co się tak szczerzysz?". Ciekawe, po czym poznał. 6/10
Krzycer: Niezłe, szkoda tylko, że w głównej miniserii nie ma śladu z tych wydarzeń, choć przecież rozgrywają się w centrum bitwy (jak rozmowy Osborna z Diamondback, żeby daleko nie szukać).
Plus za to, że scenarzysta mimo wysokobudżetowej akcji dookoła nie odkłada na bok wewnętrznych rozterek bohaterów.
medyk:
Siege widziane oczami Taskmastera i Diamondback nawet ciekawe, dylematy Night Thrashera i akcja w Camp H.A.M.M.E.R. już nie bardzo. I co, że Hood sam nie może se poradzić z Tigrą? W ogóle ostatni kadr trochę śmieszny. 6/10
Delirium: Tym razem numer ukradła Diamondback, ale nie był to jakiś specjalny wyczyn, bo tylko sceny z udziałem jej i Taskmastera nie były koszmarnie nudne. Cała reszta to nie tylko wielki ziew, ale też graficzne koszmarki. Gdyby fabuła nie była rozwodniona przez ruch desperackiego oporu, byłoby dużo lepiej, a tak są ogromne skoki jakości, które dają wypadkową 5/10.

Dark Wolverine #83
S_O: Numer jest bardziej powiązany z główną miniserią, niż myślałem (czyli w ogóle). Zawsze to jakiś plus. Niestety, Daniel Way nadal onanizuje się (mentalnie. Mam nadzieję) do swojej ulubionej kreacji i tym razem postanowił ją uczynić ni mniej, ni więcej, a Wybrańcem, który sprowadzi koniec świata (no, przynajmniej jednego ze światów). Whatever, Dan. Whatever.
Sc0agar4k: Powiem wprost: WTF? Co ma Daken do Ragnaroku? Że niby on ma być tego sprawcą? Nie kupuję tego. Nie ma to dla mnie za grosz sensu. Naciągane na całej linii, a spodziewałem się, że może jednak poobija Osborna. A to okazuje się, że to wcale nie miało miejsca. Słaby numer więc i ocena niska, tylko 4/10.
Krzycer: O nie! To była tylko iluzja! Niewiarygodne!
...ale co Daken ma wspólnego z Ragnarokiem? I czemu tytułują go księciem? Niezły tytuł, jakim dotąd był DW, przy okazji Siege pogrąża się w patetycznym chaosie i wątpię, by coś dobrego miało z tego wyjść.
Delirium: Okay, jest w tym jakiś sens, że Norny upodobały sobie Dakena na nowego czempiona. I jest też w tym, że się przeliczyły. Co więcej, fabuła nawet ładnie splata się z jego występami w Siege. Ale jednak z jakiegoś powodu nie przekonuje mnie to wszystko, bo czuję, że i tak nic z tego ostatecznie nie wyjdzie i albo rozejdzie się po kościach, albo skończy się chlapnięciem w muł. Póki co, dam słabe 6/10.

Deadpool vol. 2 #20
Delirium: Kiedy już myślałem, że małpa ze spluwami będzie największym WTF numeru, Deadpool ni z gruchy, ni z pietruchy wyskoczył w fartuszku pokojówki. Komuś tu się chyba skończyły dobre pomysły i próbuje nadrabiać wizualno-slapstickowym banterem. Nic dobrego. Maksymalnie 4/10.

Ender's Game: Mazer in Prison Special
Hotaru: Jaka miła niespodzianka! Spodziewałem się, że ten one-shot będzie stał na podobnym poziomie, co wcześniejsze speciale ze świata Endera - Recruiting Valentine i War of Gifts. Na szczęście ten jest o wiele lepszy! Przede wszystkim, rysunki Popa Mahna są o niebo bardziej estetyczne od ascetycznej kreski Timothy'ego Greena, a do tego pokolorowane zostały, wzorując się na genialnym schemacie kolorystycznym opracowanym przez Franka D'Armata. Całość koronuje jeszcze przyjemny skrypt Aarona Johnstona i mamy naprawdę fajny komiks. Lektura obowiązkowa dla fanów.

Fall of the Hulks: Red Hulk #2

S_O: Nie rozumiem. Naprawdę. Jak to się dzieje, że Jeffowi Parkerowi udało się napisać nie tylko znośnego, ale wręcz interesującego i zapewniającego zdrową intelektualną rozrywkę Red Hulka, a nadal nie jest wymieniany jednym tchem ze Stanem Lee, Jackiem Kirbym, Alanem Moorem i Frankiem Millerem jako jeden z największych scenarzystów komiksowych historii?

fFantastic Four #576
Hotaru: To, co Eaglesham i Mounts wyrabiają ze stroną graficzną tego projektu zasługuje na wyróżnienie. Zaiste, panom udało się stworzyć naprawdę charakterystyczny wygląd dla tego tytułu. Ich praca jest jedynym powodem, dla którego w ogóle jeszcze czytam Fantastycznych. Bo Hickman w ogóle ich nie czai. Możecie być innego zdania, ale w ogóle nie widzę w jego scenariuszach jakiejś konsekwencji, motywu przewodniego, szerszego zamysłu spinającego w klamrę kolejne numery. Każda kolejna odsłona to nudna, odrębna historia - nie wystarczy mieć za bohaterów rodzinę Fantastycznych, by powstał fantastyczny komiks i Hickman wydaje się tego nie rozumieć.
S_O: Mam mieszane uczucia. Niby wiadomo, że Hickman tworzy fundamenty pod zapowiedzianą "wojnę czterech miast", ale jednocześnie kolejne części historii "Prime Elements" wydają się całkiem od siebie oderwane i ten brak płynności między numerami negatywnie wpływa na odbiór. Nie zamierzam siać defetyzmu jak Hotaru powyżej, bo to nadal przyjemna lektura, ale... coś jakby nie grało.
Krzycer: Czyżby teraz miała nastąpić seria takich one-shotów? Wolałem ten o Subterranei w każdym razie. Pytanie co dalej, jeśli chodzi o rolę Susan jako Głosu Ludzkości.
Delirium: Kolejna krótka, ale bardzo dobra historyjka w jakże klasycznym stylu. Hickman świetnie odnajduje się w specyfice przygód Fantastycznych i nawiązuje do srebrnych lat, kiedy każda historia miała rys odkrywczego science-fiction. I to jest dobre, bo tytuł zabrnął gdzieś przez lata i zaczął zjadać własny ogon. Plus też za grafikę, bo rozwaliły mnie kowbojki Johnny'ego. Jeszcze raz 7/10.

Marvelous Land of Oz #4
Hotaru: Krótko, bo i nie ma za bardzo o czym się rozpisywać. Poezja. Perfekcja. Magia. Scottie Young na prezydenta!


Marvels Project
#6

Sc0agar4k: Jak wspominałem tydzień temu, mam słabość do starych historii, dlatego w dalszym ciągu jestem pod wrażeniem tej miniserii i jej sposobu ukazania początków ery bohaterów. To jak odkrywanie na nowo czegoś wspaniałego. Swoisty hołd składany tym bohaterom, którzy swoje lata świetności mieli w latach 40. XX wieku, a o których dzisiaj już nikt nie pamięta. Klimatyczna oprawa graficzna i solidny scenariusz pozwalają głęboko wczuć się w ten komiks, dlatego też mocne 8/10.
Krzycer: Końcówka mocno grała na fanowskich emocjach, wcześniej też było dobrze. Jeśli mi czegoś zabrakło, to detalu w postaci Phila Sheldona na drugim, trzecim planie któregoś kadru ukazującego starcie Namora z Torchem, ale może to dlatego, że ostatnio powtarzałem sobie Marvels.
Delirium: Powoli, ale skutecznie brniemy dalej i przybliżamy się do powstania Invaders. Numer na stałym, dobrym poziomie - wprowadza nowe postacie, rozwija już wprowadzone i trzyma klimat. Tylko tyle i aż tyle, bo to wystarczy by usprawiedliwić kolejne 7/10.

gMs. Marvel vol. 2 #50
Sc0agar4k: Zacznę od okładki, która jest nawiązaniem do pamiętnej śmierci pierwszego Kapitana Marvela. Jest świetnie wykonana, bo oczywiście rysowana przez Sanę Takedę. Teraz przejdźmy do reszty. Skoro wyszła świetna okładka, to dlaczego by nie cały numer? I taki właśnie jest. Po raz kolejny Takeda pokazuje, jak pięknie może wyglądać Carol. Scenariusz trzyma wysoki poziom. Walka ze Skrull-Marvelem ma swoją pewną epickość. Niestety jest to ostatni numer tej serii. Miejmy nadzieję, że niedługo Carol powróci z kolejną swoją serią. Póki co pozostaje nam pójść za jej przykładem i po prostu cieszyć się życiem do jej powrotu. Zarówno dla tego numeru, jak i dla całej serii mocne 8/10. Co do dodatkowej historii, to jest ona zarówno niespodziewana, co i intrygująca. Tylko tyle można na razie o niej powiedzieć.
Krzycer: Dobra okładka, w obu wersjach. No i miło w końcu zobaczyć alternatywną okładkę BEZ Deadpoola...
Czyli jednak Skrull. Myślałem, że Reed wykombinował coś bardziej zakręconego... ale rezultat i tak był dobry.
Szkoda, że to już koniec. Mimo, że seria miała swoje problemy (cały wątek ze "śmiercią" Carol moim zdaniem nie został dobrze wykorzystany) to i tak była jedną z najsympatyczniejszych solówek.
medyk: Trochę szkoda, że to koniec, seria miała swoje lepsze i gorsze momenty, ale w ogólnym rozrachunku nie była zła. Ten numer raczej przeciętny (a na Skrullów po SI to dosłownie patrzeć nie mogę), ale rozmowa ze Spider-Manem całkiem sympatyczna. 7/10
straznik:
Jeśli rozpatrywać tę historię i numer osobno, to jest słabo. Jeśli zerkać pod kątem zakończenia serii, jest wręcz miernie. Ot, mamy historię z jej finałem, z której praktycznie nic nie wynika. Związek Carol-Raven pozostał na tym samym etapie. Wątek Skrullowego Kapitana mogli już ominąć. Najlepiej szerokim łukiem. Ten zeszyt, jak i cała historia, ma tylko jedną zaletę. Rysunki. I to za mało by nie mieć wrażenia, że "War of the Marvels" byłoby wielokrotnie lepszym zakończeniem. Te kilka dodatkowych zeszytów zwyczajnie można było już sobie odpuścić.
Delirium: Zakończenie sensowne i całkiem efektowne, a nawet jakaś klamra, łącząca z pierwszymi numerami, się znalazła. W pierwszej części znów świetne rysunki, ale druga jest o kilka poziomów niżej. Zaskoczyła mnie za to dodatkowa historyjka z Noh-Varrem, którą można chyba potraktować jako obietnicę, że jest na niego pomysł i coś się wkrótce wydarzy. Czekam zatem, a tymczasem wystawiam 7/10 i ze smutkiem żegnam się z serią, bo dopiero teraz dotarło do mnie, że była jedną z moich ulubionych na przestrzeni ostatnich lat. Znów ta niesprawiedliwość dziejowa…

Nation X #3
Hotaru: W ostatniej odsłonie tej antologii udało mi się wyodrębnić kilka elementów, które zasługiwały na poklepanie po główce. Jeśli chodzi o trzecią odsłonę, wszystkim razem i każdemu z osobna elementowi należy się lanie. Nie spodobało mi się NIC. Fabułki są zupełnie nienatchnione, zamknięte w sobie, nudne, nieabsorbujące, a wręcz czasem infantylne. Jedyny naprawdę dobry rysunek widnieje na okładce, wewnątrz mamy co najwyżej średnią oprawę graficzną, a zdarza się nawet taka, która przejmuje zgrozą. To już dawno przestało być zabawne...
Krzycer: Z numeru na numer jest coraz gorzej. Tutaj dobrze wypadają dwie historie. Dwie na cztery - niezły wynik, ale pozostałe dwie są tak złe, że po lekturze całości pozostaje głównie niesmak.
Pierwszą dobrą jest historia Armor i Danger, z genialnie poprowadzoną Hisako (świetny motyw z naśladowaniem Logana i Emmy), która niestety trochę za szybko się kończy. A może nie za szybko, tylko zbyt hollywoodzko. No, coś mi nie leżało w dialogach w końcówce w każdym razie.
W drugiej historii Victora pisze ktoś, kto nigdy nie miał ani jednego numeru New Mutants/Academy X/New X-Men w rękach. A rysuje go ktoś, kto ostatni raz widział go przed wyprawą do Limbo. W kilku słowach - koszmarny gwałt na postaci.
Trzecia historia nie tylko jest dobra, ale i odpowiada na pytanie, które podczas czytania Necroshy padło z moich - a pewnie nie tylko moich - ust, mianowicie: "kim do diabła jest/była Diamond Lil?". Teraz już wiem, i nawet jest mi jej żal. I Jeffriesa. Dobra robota Yosta. Jeśli o rysunki chodzi - podobały mi się zbliżenia, nie rozumiem tylko, czemu, kiedy kamera znajduje się trochę dalej, bohaterowie występują w wersji chibi.
Czwarta historia... naprawdę, naprawdę myślałem, że to wynik jakiegoś konkursu Marvela prowadzonego w amerykańskich szkołach podstawowych. Teraz jednak poczytałem o autorze na Wikipedii i pozostaje mi tylko powiedzieć: nie podoba mi się.
Delirium: Pierwsza historia, z Hisako i Danger, jest rewelacyjna w każdym calu. Druga, z Anolem i Magik, wypada całkiem nieźle. Trzecia powstała chyba tylko po to, żeby usprawiedliwić nagły wyskok i jeszcze szybszy zgon Diamond Lil w poprzednim numerze X-Force. Ostatnia zaś to jeden wielki WTF. Innymi słowy - znów nierówno. Powiedzmy, że wypadkową może być słabe 6/10.

hNew Avengers #62
Hotaru: Jak zdarta płyta, często powtarzam, że w Bendisowych Mścicielach dużo brakuje, ale chociaż dialogi są żywe. Cóż, nie wiem, co się tym razem stało, ale w tym numerze nawet znak firmowy scenarzysty poległ. Dialogi są fałszywe, wymuszone i brak im zwykłej u Bendisa ikry. Do tej oprawa graficzna... dramat! Rysunki Acuny są szkaradne, a Immonena zmasakrowane przez kolorystę, który powinien mieć zakaz zbliżania się na kilometr do Photoshopa. Ten numer leży i już nawet nie kwiczy.
Krzycer: Lubię Bendisa... ale zaczyna mnie irytować jego styl. To zły znak na przyszłość. Z konkretnych wad, których można się przyczepić - błyskawiczne zakończenie walk, z którymi bohaterowie mieli duży problem numer temu, do tego niezbyt logiczne (ok, nie wiem, może kontrolowanie cudzych umysłów przez tego małpiszona zawsze było krótkoterminowe, chyba nigdy wcześniej go nie widziałem, ale czemu strzelanie do "żywego lasera" nic mu nie robi, a piącha w ryj już tak?). Do tego można dodać jeszcze niekonsekwentne powroty Steve'a, które ni cholery nie składają się w całość, oraz tajemnicze pojawienie się Acuny w tym numerze i w sumie otrzymujemy co najwyżej średni rezultat. Poniżej bendisowej przeciętnej (choć Acuna to, rzecz jasna, nie jego wina).
medyk: C
zęść z Pająkami raczej słaba, natomiast ta z Kapitanami lepsza. Fajna rozmowa dwóch żołnierzy, pojawienie się Secret Warriors i scena w kryjówce. Tylko szkoda, że Bendis olał Reborn (albo to Bru olał Bendisa, Reborn miało mieć chyba pięć numerów, a skończyło się na sześciu, może Bru coś "dopisał", czego nie było pierwotnie w planach...) i samego siebie :). Rysunki Acuny słabe, a Immonena też mogły być lepsze. 6/10
Delirium: Niezmiennie mam wrażenie, że tytuł został trochę zepchnięty na bocznicę przez Siege, ale z tym numerem wydaje się powoli wracać na właściwe tory. Przynajmniej wyjaśniło się, jak New Avengers i Secret Warriors znaleźli się w jednym pokoju. Reszta numeru niestety nie dostarcza rewelacji, bo bijatyki ze sługusami Hooda są w najlepszym wypadku takie sobie. Miałem tez nadzieję na jakieś nawiązanie do wielkiej furii Voida, ale spełzła ona na niczym. No i grafika jakoś średnio wypada. Tym razem 6/10.

Realm of Kings: Inhumans #4
Sc0agar4k: Cóż za niespodziewany zwrot akcji, tego się chyba nikt nie spodziewał. DnA po raz kolejny pokazali klasę w kwestii scenariusza i dialogów, że pozwolę sobie zacytować: "It was that, or a slap in the face." A to tylko jeden z przykładów. Wyrwa daje się we znaki również i tutaj, pokazując, jaka jest nieprzewidywalna. Ale wejście Medusy, mistrzostwo. Raimondi ze swoimi rysunkami również się nieźle zaprezentował. Za całość ocena 9/10 i chyba pierwszy raz przyznaję dwa pierwsze miejsca.
Delirium: I kiedy już myśleliśmy, że po prostu Maximus znów zwariował, dostajemy kolejną niespodziankę. I to niejedną. Duet DnA ma niezwykły talent do odkurzania antyków w efektowny sposób i tym razem zrobił to z Omegą. Ciekawe, czy zostanie na dłużej? Bardziej jednak interesuje mnie los Ra-Venn, bo polubiłem ją i nie chciałbym, żeby skończyła jak Tetsuo. I znów mamy 7/10.

Secret Warriors #13
Hotaru: Hickman może mówić co chce o drobiazgowym planowaniu itp. itd., ale jeśli o mnie chodzi, to jego fabuła średnio mnie grzeje. Liczą się postacie, Daisy i jej wesoła kompania. I w tym numerze wreszcie trochę zaczyna się dziać na tym froncie, dlatego też odbieram go pozytywniej. Od strony graficznej popisuje się Caselli, który nawet w kiepskiej formie jest lepszy od Vittiego w formie najlepszej. Podobało mi się na tyle, by z wytęsknieniem spoglądać na kalendarz oczekując na kolejny numer. Mam nadzieję, że będzie w nim mnie Fury'ego i jego bandy zgryźliwych tetryków, a więcej niedoświadczonych, w gorącej wodzie kąpanych nastolatków.
Sc0agar4k: Trwają przygotowania do operacji. Nick przygotowuje oddział, rozpuszcza wici, jest cholernie interesująco. Najlepszy szpiegowski komiks od dawna, ciągle na najwyższym poziomie i nie spada poniżej określonego pułapu. Tak jest i tym razem, i niech tak pozostanie. Ocena 8/10.
Krzycer: No, to się zaczyna na dobre dziać. Tudzież, jak to ujął J.T., "serious got serious-er". Oby tak dalej. A czytelnik pyta sam siebie, "co zrobi Sebastian". Dobra robota - i z każdym numerem SW coraz bardziej niecierpliwie czekam na S.H.I.E.L.D..
Bertoluccio: Wydaje mi się, że czytając tę serię nie da się jej oceniać pojedynczymi numerami. Po prostu każdy kolejny zeszyt jest organicznym przedłużeniem poprzedniego, zupełnie jakby zostały napisane jako całość, a dopiero potem podzielone na kolejne rozdziały. Akutalnie nie ma chyba żadnej innej serii, która wywołałaby we mnie takie odczucia. Jeżeli zaś chodzi o wydarzenia przedstawione w tym numerze, to najbardziej interesuje mnie przyszłość Sebastiana. Zwłaszcza mając w pamięci, co mu przepowiedział Phobos. Bez oceny z podanych wyżej powodów.
Delirium: Tempo znów zwalnia trochę przed zapowiadanym przyspieszeniem, żeby znalazło się miejsce na rozstawienie pionków. Szykuje się konflikt między Daisy i Nickiem, który na pewno będzie ciekawy. Interesująca jest też zagrywka Madame Hydry, ale zobaczymy, co z tego wyniknie. No i mamy retrospekcję, która rzuca nieco światła na Krakena, ale też stawia więcej pytań, niż daje odpowiedzi. Niezmiennie mamy tu 7/10.

Thor #607

Hotaru: Szczerze przyznam, że pierwsze strony pokazane w ramach zapowiedzi niemal skutecznie odstraszyły mnie od tego numeru. Brakowało w nich haczyka, na który mogłaby się złapać przynęta. Na szczęście dałem Gillenowi kolejną szansę, i nie żałuję, bo haczyk był, tylko odrobinę dalej. Jestem też pozytywnie zaskoczony oprawą graficzną, a raczej tą jej częścią, która leżała w gestii Richa Elsona, którego w ogóle nie kojarzę. Jak dla mnie Billy Tan może już sobie iść do domu - Elson będzie więcej, niż godnym następcą.
Krzycer: Komiksy znowu ukazują potęgę Internetu. Do tego ostatnie chwile Asgardu przed inwazją i wyjawienie losu Heimdalla i już mamy ciekawy numer. Ale najbardziej zaskoczył mnie Ragnarok - niby z wielu luźnych wątków Inicjatywy to ten wydaje się oczywistym wyborem, by pojawić się w czasie Siege, ale i tak mnie zaskoczył. No i nie spodziewałem się, że zmieni tytuł, w którym występuje.
Delirium: Generalnie jest dobrze - pokazane zostały nastroje po powrocie do Asgardu, z bardzo dobrze wplecionym wątkiem wróżbity. Świetnie pociągnięty został wątek Keldy, a los Heimdalla robi wrażenie. Tylko, kurczę, skąd nagle Volstagg znalazł się w lokalnym areszcie, skoro odgrywa znaczącą rolę w innej fabule? Oj, zgrzytnęło. Ale za sam numer trzeba dać 7/10, bo lektura jest przednia.

iThunderbolts #141
lunatik8: Zawiodłem się. Niemalże brak reperkusji po śmierci Headsmana, ot, zdażyło się.
Jak do tej pory udział Scourge'a miał niewielki sens, to teraz widać, że facet coraz bardziej oddala się od rzeczywistości. Fanatyzm wykonywania rozkazów przekracza wszelkie normy.

Pariah: Świetny numer. Zaczynam lubić nowego autora, nawet pomimo zaniechania przez niego kilku ciekawiących mnie wątków rozpoczętych przez poprzednika. Pozwala mi optymistycznie patrzeć na nowy line-up Boltów, który wkrótce nadejdzie. Chłopaki dość lekko przyjęli śmierć kolegi z zespołu. Z drugiej strony to w większości mordercy i profesjonalni najemnicy... nie oczekiwałbym od nich wiele ;). Podobały mi się ich wzajemne relacje. Swietnie wypadli Paladin, którego o tyle charakteru nigdy nie podejrzewałem, fanatyczny do bólu Scourge i jak zawsze olśniewający Mr. X, szczególnie podobała mi się jego reakcja po pierwszej konfrontacji z mieszkańcem Asgardu :D. Bardzo dobre otwarcie, a w kolejnym numerze może być jeszcze lepiej. Wróg jest mocarny, ale szczęśliwie nieliczny. 7,5/10
Krzycer: Próba złupienia skarbca Asgardu pokazuje, że oprócz Scourge'a ci Thunderbolci to całkiem fajne chłopaki. Nawet Mr X. Czyli to idealny moment, by rozbić całą grupę :)
Od samego początku padały pytania "po której stronie ostatecznie opowie się Ant-Man/Paladin" - najwyższy czas, byśmy poznali odpowiedzi.
Ghost zaskoczył, ale on od początku prowadził własną grę, i nadal diabli wiedzą, o co mu właściwie chodzi.
Gdyby jeszcze Parker przypomniał sobie o Melissie, zanim tie-in się skończy...
Delirium: Jakoś nie mogę się przekonać do Boltsów według Parkera, bo jest w jego stylu pisania coś, co sprawia, że wszystkie historie wydają się lekkie, a kiedy pisze się o bandzie psycholi i morderców, trzeba nadać temu jakąś ciężkość. Niemniej, fabuła daje radę, chociaż klimat nie zawsze ją dogania. Szykuje się więc całkiem solidna akcja z mocnymi podstawami. I nie wiem skąd podczas lektury zaświtała mi myśl, że Ghost to Happy Hogan. Ot, tak. No cóż, jest wystarczająco dobrze, na niższe rejony 7/10.

Ultimate Enemy #2
Hotaru: Sandoval świetnym rysownikiem jest i wielka szkoda, że przyszło mu ilustrować projekt, który przesiąknięty jest smrodem pozostawionym przez Ultimatum. Na szczęście,fetor kryje się w warstwie fabularnej, dlatego przy drugim podejściu, kiedy postanowiłem w ogóle nie czytać, a jedynie oglądać, wrażenia miałem zdecydowanie lepsze. Dlatego polecam do oglądania, nie czytania.
Krzycer: Bez zaskoczeń. Przez cały poprzedni numer zastanawiałem się "a co z domem Pająka?", więc przez cały ten numer miałem wrażenie, jakbym czytał przedłużony do boleści cliffhanger poprzedniego.

medyk: Dalej nie za bardzo wiadomo, o co chodzi, ale czyta to się świetnie, również dzięki rysunkom Sandovala. Super by było, jakby to on rysował Ultimate Spider-Mana. Czekam z niecierpliwością na nastepny numer, ale oczekuję, że Bendis zacznie powoli wyjaśniać, o co chodzi. 8/10
straznik:
Pierwszy numer był raczej słaby. Praktycznie nic mnie w nim nie zainteresowało. Tutaj wręcz przeciwnie. Nawet jeśli zarys fabuły wydaje się niczym oryginalnym i przewijał się masę razy, to jest naprawdę dobrze. Mam tylko nadzieję, że osobą, która 'kończy' z superbohaterami, nie okaże się Richards, którego coś opętało, czy zwariował po stracie Sue. Może Doom? Ostatecznie chyba zapowiadali, że to nie jego koniec w Ultimate.

X-Factor
#202

Hotaru: Mam mieszane uczucia. Z jednej strony bawiłem się fenomenalnie. Peter David nie zawiódł i zakończył tę historię naprawdę przyjemnym akordem. Ale z drugiej obawiam się, że sam scenarzysta też podczas pisania bawił się dobrze... a nawet za dobrze. Bo już teraz widzę, jak ta historia jest ignorowana przez innych scenarzystów przez następne dekady. Trochę, jakby PAD zamknął się w swojej piaskownicy i budował w niej przepiękne zamki z piasku, podczas gdy wszystkie inne dzieciaki z podwórka bawiły się w podkopy. Rozumiem, że wpływanie na resztę uniwersum Marvela nie jest ambicją scenarzysty, ale trochę szkoda, że uczynił z X-Factor samotną wyspę, bo taka stosunkowo łatwo może zniknąć pod falami.
Krzycer: Rola Dooma - całkiem zaskakująca. Rola Layli w tym wszystkim - tym bardziej, zwłaszcza, że nadal nie dostaliśmy odpowiedzi (poza tym, że jej pobyt w Doomstadt był wymuszony podróżą w czasie). Ale najbardziej mnie zaskoczyło, że zalążek historii tkwił w shitfeście, jakim był run Millara w Fantastic Four...
Tyle jeśli o zaskoczenia chodzi. A jak się czytało?
Niestety, słabiej niż poprzednie dwa numery. Coś nie zaskoczyło. Dopiero w finale poczułem rękę PADa - dzięki wynikowi starcia ze złym Mr Fantasticiem.

Bertoluccio: Muszę przyznać, że pierwszy raz od długiego czasu na nowo jestem zafascynowany Laylą. Czy to z powodu jej interesujących relacji z Doomem (aż chciałoby się obejrzeć więcej z jej pobytu w Latverii), czy też z dość swobodnego podejścia do ludzkiego życia, nie jestem pewien, ale i tak jest dobrze. PAD zaskoczył mnie również odwołaniem się do runu Millara, co daje nam ciekawe nowe spojrzenie na tamtejsze wydarzenia, kiedy uwzględnimy obecność panny Miller. Jeżeli chodzi o resztę, to na wyróżnienie zasługuje świetny wewnętrzny monolog Madroxa na temat dobrych i złych gości. Za to kolorysta się nie popisał, robiąc z Layli na ostatnich stronach Monet. Ogólnie 8/10.
Delirium: Tym razem nieco słabiej w moim odbiorze. Rozumiem, jaki cel miała cała historia - pokazanie, że zatarły się granice między dobrymi, a złymi i stereotypy straciły sens. A jednak, mimo tej wyraźnej wymowy, czegoś mi tu brakuje. Jakby rozmyła się intensywność wydarzeń. Na szczęście są rewelacyjne momenty, takie jak Mona Layla i dzięki nim numer i tak dostanie swoje 7/10.

X-Force vol. 3 #24
Hotaru: Prawie zapomniałem, że Necrosha jeszcze trwa. Czy to tyle czasu upłynęło od ostatniego numeru, czy był taki kiepski, że nie pozostawił trwałego śladu w mej pamięci? Jeśli to drugie, to na szczęście ten numer nie powtórzy tego dokonania, bo był całkiem przyjemny. Clayton Crain w końcu wziął się w garść i jego strony w końcu są czytelne. Więcej, niektóre panele posiadają naprawdę epicki potencjał. Sam scenariusz też w końcu ruszył z kopyta, i poza mordobiciem mamy wreszcie jakiś fabularny rozwój. Bardzo chciałbym, by kolejny numer nie obniżył ustanowionego tutaj poziomu.

Demogorgon: Po pierwsze - Crain wrócił do formy. Po drugie - jakoś mnie nie wzięło. Niby dzieje się dużo, niby jest trup i niby mamy kolejny dowód, że Kyle i Yost zatapiają Cessily/Kevin, ale do mnie jakoś nie trafiło. Cliffanger mi się nie podobał. I w ogóle, tym razem nie trafiło w moje gusta, sam do końca nie wiem, czemu. Na plus tylko Vanisher i rysunki. Oby finał był lepszy.

Krzycer: Przedostatni numer, pionki ustawione na miejscach, parę odkryć - zaskakujących, jak upgrade Rahne i przewidywalnych, jak to, że Elixir zdążył wyleczyć Vanishera (przynajmniej z guza :D) - i jesteśmy gotowi na finał. Powinien być wielki.
Nadal łudzę się, że Blink przejdzie na Jasną Stronę. Nadal jako jedyna z kręgu Selene nikogo nie zabiła (przynajmniej na naszych oczach).
Delirium: Nadal dobrze. Motywy Selene trochę się rozjaśniły i dodały nową płaszczyznę do i tak już sporego rozmachu historii. Było kilka niespodzianek i świetne pojedynki (zwłaszcza Vanisher vs. Blink). Graficznie również dobrze, a szczególnie podobały mi się efekty świetlne, które są całkowicie unikalne i niezwykle, hm… efektowne. Mocne 7/10.

jX-Men: Legacy #233
Hotaru: Carey w najlepszej formie! Lektura tego komiksu mile łechtała moją sentymentalną strunę, przynosząc na myśl najlepsze wspomnienia chwil spędzonych przy "Dark Phoenix Saga" czy The Fall of the Mutants. Wygląda na to, że po całych miesiącach średniawy Legacy w końcu jest na najlepszej drodze by osiągnąć poziom, jaki ten tytuł miał przed Messiah CompleX. Graficznie też jest dobrze, ale mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby Clay Mann nie traktował teł po macoszemu - znakomita większość jego kadrów jest tła po prostu pozbawiona i chociaż rysownik sprawnie to tuszuje pierwszym planem, to wolałbym, by nie było czego tuszować. Świetny numer.

Pariah: Ahhh. X-Men jak za dawnych lat. Heroiczni mutanci w walce z niewyobrażalnie poteżnym wrogiem. Było iście epicko. Bardzo podoba mi sie drużyna Carey'a. Barwna zarówno pod kątem postaci (wiek, charakter), jak i zestawu ich umiejętności. Mam nadzieję, że jeszcze ich zobaczymy w podobnym zestawieniu. Gwiazdą numeru jest jak zwykle Rogue, która błyszczy jasnym blaskiem. Magneto również miał swój moment chwały. Jakby nie patrzeć, był kluczowy w starciu z Proteusem. Podobnie jak fabuła, rysunki ostatnio nie zawodzą. Mam nadzieję, że ten rysownik zostanie tu na dłużej, bo miedzy nim a Acuną jest ogromna przepaść. Jego rysunki bardzo umiliły mi odbiór tego komiksu. Mocne 8/10.

Sc0agar4k: Magnus wciąż jest mocny. Nieźle, jak na takiego staruszka. Rogue też pokazała, że ma klasę. Końcówka trochę ckliwa, ale ujdzie. Carey dobrze sobie radzi z mutantami od dłuższego czasu i tym razem również nie zawodzi, dlatego ocena 7/10.
Krzycer: Tak sobie myślę, że to numer tygodnia. Zasłużył na wyróżnienie liczbą bohaterskich lub po prostu fajnych akcji poszczególnych postaci (Rogue, Magneto czy nawet akcja Psylocke kończąca "naziemną" część starcia) i rewelacyjnych dialogów - od istotnych rozmów Destiny z Rogue i Blindfold czy sugestywnej wymiany zdań między Rogue a Magneto, po krótkie wstawki humorystyczne Kurta, Betsy i Colossusa. Do tego rozczuliła mnie Rogue przytulająca Blindfold.
Jeśli czegokolwiek miałbym się przyczepić, to nie do końca wykorzystanej Husk (no i Psylocke była potrzebna w sumie tylko po to, by Rogue miała od kogo pożyczyć kluczową dla fabuły moc).
A przy okazji - Magneto jest chyba ostatnim mutantem z dumą noszącym majtki (no, bokserki) na wierzchu :D
straznik: Od dłuższego czasu nie jestem wielkim fanem, ale to jest przyjemne. Miło, że pokazano, jak znaczącym graczem jest Magneto, zamiast robić z niego płaczliwego emeryta. Miłe dialogi między postaciami. Miła Betsy, Blindfold, czy nawet Rogue, której fanem nie jestem. Jedyne, co wzbudza moje wątpliwości i ewentualne mdłości to nawrót wątku romantycznego rudej z Magnusem. Zerkając pod kątem, że Gambit gdzieś tam jest, mam serdecznie dość powtarzających się trójkątów miłosnych.
Delirium: Bezapelacyjnie najlepszy komiks tygodnia. Jest jak powrót do starych, dobrych czasów, ale ze wszystkimi dobrodziejstwami współczesnej twórczej metodologii i powiewem świeżości. Rogue wymiata na całej linii, a Magneto stoi z nią ramię w ramię i nagle jego powrót zyskuje sens. Nawet taka Husk wypada tutaj świetnie. Jest też kilka naprawdę świetnych tekstów (np. Blindfold i jej "there's a bad taste… In my mind"), a grafika stoi na bardzo wysokim poziomie. Zasługuje na 8/10.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


aMs. Marvel vol. 2 #50

Autor:
Sana Takeda

Sc0agar4k: Tę okładkę można interpretować w dwojaki sposób. Po pierwsze: jest to nawiązanie do śmierci oryginalnego Kapitana Marvela, które ma swoje uzasadnienie w treści tego numeru. Po drugie: umieszczenie Carol w objęciach Śmierci jest mylące, patrząc z perspektywy tego jednego numeru, jednak patrząc na całą serię ma to sens, bowiem z tym numerem następuje jej "śmierć", czytaj: zakończenie. Oczywiście nie ulega wątpliwości, świetne wykonanie okładki przez Takedę i umieszczenie w tle postaci, z którymi Ms. Marvel była związana.



bNation X #3

Autor:
Dustin Weaver

Hotaru: Ta okładka to najlepsze, co Nation X #3 ma do zaoferowania, ale obroniłaby się nawet, gdyby skrywała porządny komiks. Na pierwszy rzut oka nic nadzwyczajnego - ot, cztery postacie stoją sobie na szczycie jakiejś budowli. Ale bliższa inspekcja ujawnia przed naszymi oczami coraz to nowe smaczki: poczynając od tego, że to nie stopy Armor dotykają podłoża, ale jej pancerz, a kończąc na surowym tle uzmysławiającym, że chociaż wyspa naszych wesołych mutantów nazywa się "Utopia", to do utopii jeszcze wiele jej brakuje.




Gniot tygodnia:


cX-Factor #202

Autor: David Yardin

Demogorgon: Co to ma być? Proporcje są złe, Doom jest wykrzywiony w nienaturalny sposób i ma coś bardzo nie tak z rękami, poza Shatterstara jest nie lepsza - wygląda jakby pływał, a nie atakował. A co robi Guido na dalszym planie, to aż boję się wiedzieć.

 

 

 

 


 

 



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.02.24


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.