Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #130 (15.02.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 8 lutego 2010Numer: 5/2010 (129)


Za nami dość przeciętny tydzień pod względem komiksów Marvela - na plus wyróżnia się kolejna część RoK.



Amazing Spider-Man #620
Delirium: Męczące to jest i nudne, a w dodatku nijak nie wyjaśnia powrotu Mysterio. Jest dosłownie jeden fajny panel, ale na niego przypada cała masa graficznych WTF. Historia mnie nie przekonuje ani trochę, bo jak już wspomniałem - nudzi, a w dodatku miejscami wpada w autoparodię. Tylko tyle w tej sprawie. Ocena: 3/10.
colossus28:
Kolejna historia z serii Gauntlet zakończona, a i ta, jak i poprzednie, na kolana nie powala. Pomysł Mysterio na wykończenie konkurencji i zdobycie funduszy na dalszą przestępczą działalność legł w gruzach, ale chyba tylko dlatego, że był niemożliwie wręcz naiwny. Napakowany dynamitem Robo-Silvermane miał zabić Mr. Negative'a, a tylko podarł mu garnitur. Jedyna fajna scena to zrezygnowana mina Quentina, słowa "I hate you" i świadomość obu adwersarzy, że to nie było ostatnie ich starcie. Za ten numer mogę dać najwyżej 4, a za całą sagę o mistrzu iluzji 5/10.

dAmazing Spider-Man Presents: Jackpot #2
Delirium: Ten komiks byłby całkiem fajny, gdyby nie miał fabuły i składał się z samych rysunków Adriany Melo. Niestety, idiotyzm scenariusza mości Guggenheima znów zdominował całość. Poprzedni, nie najgorszy numer, widocznie był tylko rozgrzewką do tego mocnego uderzenia. Generalnie wszystko tutaj można uznać za idiotyzm, ale jest kilka rzeczy szczególnych. Na pewno nie wiedzieliście, że człowiek ma coś takiego jak Gruczoł Potowy (nie mylić z gruczołami potowymi w skórze), który jest wielkości słoika, a jak się jest super-łotrem, to nawet narkotyki można z niego wycisnąć. Druga rzecz: facet, który do niedawna ochoczo działał w Inicjatywie, nagle przypomniał sobie, że jest zły i postanowił wymordować rodzinę głównej bohaterki bumerangami. Najwyraźniej pomysł ten osłabił ją tak samo jak mnie, bo chociaż w zestawie swoich mocy ma nadludzką siłę, żałośnie rzuca się na niego, tłukąc w pierś, jak blondynka ze świeżo wymalowanymi paznokciami. Albo... Nie, wiecie co? Wystarczy tej wyliczanki - po prostu wystawię 2/10.
Pariah:
Poziom nonsensu w tym komiksie jest porażający (np. z jakiej paki Jackpot sądzi, że Corruptor jest w Europie!?), nic, co dzieje się w tym komiksie, nie posiada ani krztyny logiki, do tego banter leży na całej linii, a wewnętrzne monologi Sary strasznie nudzą. I kiedy to się u licha dzieje? Przecież Boomerang prauje dla Inicjatywy, Rose nie żyje, a Corruptor należy do gangu Hooda i ściga właśnie New Avengers... Jedyne, co trzyma poziom, to całkiem ładne rysunki. Innymi słowy: lipa po całości. Jest tu w ogóle jakiś edytor!? 3/10
Undercik: Jak tak dalej Guggiemu pójdzie, to kolejny numer może kandydować do tytułu najgorszego numeru roku. Mówie serio. Jest gorzej niż poprzednim razem. W pierwszym numerze nonsens nie był w takim stężniu, co powodowało kiepskie czytadło. Teraz otrzymaliśmy tragedie. Poza tym odejście Marca od Spider-Man wiązało się tylko z głónym tytułem, a szkoda. Co prawda postać Jackpot mi zwisa i powiewa, to jednak myślę, że dobry scenarzysta mógłby z tej postaci zrobić coś znośnego. Szkoda tylko, że Melo marnuje się przy takim tytule. Jakby nie mogli zrobić zamiany np. z rysownikiem historii o Mysterio w TASM.

Dark X-Men #4
Hotaru: Nadal jestem średnio zaintrygowany tą miniserią. Może reagowałbym na nią nieco bardziej entuzjastycznie, gdybym miał świadomość, że scenariusz Cornella będzie miał jakiś wpływ na postać Normana Osborna w szerszym uniwersum Marvela, a tak każdy zaczątek pozytywnej emocji momentalnie gaszony jest krótkim "i co z tego?". Jeśli jednak nikomu to nie przeszkadza, to ta miniseria może się podobać. Wprawdzie Leonard Kirk nie rysuje tak dobrze, jak potrafi, ale jego rysunki nadal nie rażą po oczach. Myślę, że w tegorocznej edycji Avalonów nikt o tej miniserii pamiętać nie będzie...

Delirium: Przystępując do czytania, najpierw włącz sobie jakiś album Davida Bowie, bo tym razem to on jest wirtualnym patronem numeru. A w środku mamy jazdę po staremu, czyli genialną plecionkę surrealizmu, metafory, ironii i... co to było? Aha, i dobrej
bkomiksowej akcji. Naprawdę, tak się zająłem wewnętrznymi pojedynkami w głowie Osborna, rozważaniami, człeko-mózgami i odlotami w dziwne kolory, że akcja wtopiła się gdzieś w tło i przypomniała o sobie dopiero gdzieś pod koniec, z charakterystycznym chichotem. Byłoby naprawdę fajnie, gdyby ktoś uwzględnił tutejsze wydarzenia jako przyczynę nagłej decyzji Normana o ataku na Asgard, ale jak znam życie, tak się nie stanie. Tymczasem mocne 7/10.
Pariah: Mam wrażenie, że historia nieco zwolniła. Mimo to nadal mi się podoba. Nate bardzo dobrze sobie poczyna, intrygując zarówno mocą, jak i sprytem, pomysłowością. Nadal świetnie wypadają prowadzeni przez Cornella członkowie Dark X-Men. Rysunki Kirka nie są może najpiękniejsze, ale świetnie dopełniają obrazu każdej z postaci, świetnie oddają ich emocje. Miałem niezły ubaw, czytając rozmowę Dark Beasta z przywódcą telepatów Osborna. Jego reakcja na tłumaczenie McCoya rozbawiła mnie do łez :D. Twist na koniec numeru był dość przewidywalny, ale nadal bardzo interesujący. Chetnie zobaczę, co z niego wyniknie i jak zakończy się ta miniseria zarówno dla Nate'a, jak i naszych DXM. Po tych kilku numerach naprawdę ich polubiłem i mam nadzieję, że jeszcze się gdzieś pojawią. 6,5/10
Sc0agar4k: Nate jak widać ma większy plan, w końcu przecież widzi przyszłość, co z pewnością mu ułatwia jego wykonanie. Nieźle prezentuje się wnętrze umysłu Osborna i ich wzajemna konfrontacja. Szykuje się ciekawa końcówka. Rysunki przyzwoite, iocena 7/10.

Ender's Game: Command School #5
Hotaru: Ostatni numer adaptacji przygód Endera autorstwa Chrisa Yosta i Pasquala Ferry'ego. Chciałoby się wykorzystać tę okazję do podsumowania całości ich pracy, ale myślę, że przez czas ukazywania się ich Battle School i Command School regularnie dawałem wyraz mojemu podziwowi. Dlatego trochę szkoda, że finał jest trochę gorszy od tego, do czego zdążyli nad przyzwyczaić twórcy. Co mi nie leżało w skrypcie, to przegadana pierwsza połowa i epilog nie dający poznać, jak bardzo Trzecia Inwazja i fakt dokonania ksenocydu wpłynął na psychikę Andrew. Od strony graficznej - Ferry trochę za mało przyłożył się do mnogich sekwencji "gadających głów", ale za to sposób, w jaki zobrazował bitwy, zasługują na uznanie. Świetnie też spisał się Frank D'Armata - to jeden z najlepiej pokolorowanych komiksów, jakie miałem przyjemność czytać. A co dalej? Chciałbym, aby nie był to koniec obecności tego świata na komiksowych kartach i mam nadzieję, że zapowiedziane one-shoty mają tylko umilić czekanie na nowe miniserie - Saga Cienia i "Ender in Exile" wydają się do tego stworzone.

New Mutants vol. 3 #10
Hotaru: Rozumiem potrzebę pokazania motywacji Cyclopsa. Nie rozumiem za to, dlaczego Wells zdecydował się poświęcić temu cały numer, zamiast gładko wpleść to w tło jakiejś znaczącej historii. Ten numer wydaje mi się zapchaj-dziurą. Najlepszym elementem jest tu okładka, a to niestety nie świadczy dobrze o tym komiksie. Kiepskiemu scenariuszowi towarzyszą kiepskie rysunki - nie wykazał się ani Paul Davidson, ani duet Lopez. Kiepska historia + kiepska oprawa = kiepski komiks.

Delirium:
Taki trochę ni z gruchy, ni z pietruchy ten przerywnik, ale ogólnie wypada nieźle. Wcześniej nie bardzo była okazja, żeby pokazać, że się tak wyrażę, hierarchię tej drużyny, więc nie można nazwać tego numeru zbędnym. Przypomniano nam, jak to było za dawnych czasów w New Mutants, kto, z kim i dlaczego, a przy okazji odniesiono to do obecnej sytuacji. Sama akcja jest po prostu przyzwoita, bez wyraźnych odchyleń w górę czy w dół. Kilka momentów spodobało mi się nawet trochę bardziej, ale ogólnie jest to taki numer na 5/10, chociaż ze wskazaniem na plus.

cPariah: Całkiem lekka, przyjemna historia. Średnio do mnie przemawia tłumaczenie, w jakim celu Cyclops utrzymuje drużynę New Mutants, ale ma to jakiś sens. Na pewno warto dać im okazję się wykazać w polu. Biorąc pod uwagę, ilu wrogów mają X-Men (i mutanci w ogóle), każda osoba zdolna do walki może sie zawsze przydać. Numer ten także sugeruje, że wbrew przewidywaniom co niektórych Dani raczej nie zginie podczas Second Coming. Wells od początku serii wielbi Mirage, a ten numer dobitnie tego dowodzi. Z kolei Sam ma teraz znacznie większe szanse na "chwalebną śmierć". 6/10
colossus28: W moim mniemaniu zupełnie niepotrzebny numer, Wells napisał to chyba wyłącznie po to, by podgrzać atmosferę przed rozwikłaniem sprawy Ilyany. Poza tym dostaliśmy bandę kretynów na jakiejś przedpotopowej łajbie z poczuciem jakiejś misji połączenia się z byłym szefem, trzeba było od razu z nimi pogadać, że teraz to Magneto to swój chłop i mogą spadać do siebie, a tak to dostaliśmy nudne pojedynki, a już "taniec" Douga i Amphibiusa, kto kogo nie trafi, to majstersztyk. Słabo, ocenę podnosi tylko akcja typu "girl power", widać, kto w tej drużynie ma jaja. 3/10
Sc0agar4k:
Gdyby nie fakt, że akcja działa się u wybrzeży Japonii, to wziąłbym ten numer jako sesję w Danger Room. Serio, tak to wyglądało. Młodzi trenują, starzy obserwują i dyskutują. Zastanawiające jest postępowanie Scotta i jego ostatnie słowa. Czyżby nam się szykowała mała rewolucja? Możliwe, skoro nawet w tym numerze było nawiązanie do zbliżającego się "Second Coming", ocena 7/10.
medyk: Nie wiem, co napisać, bo nie wiem, po co był ten numer. Żeby Summers mógł stwierdzić, że Sam może być nowym liderem X-Men, ale niekoniecznie musi? Albo obserwował kogoś innego (może Worma :))? Zupełnie niepotrzebny numer.

Krzycer: Oj, potrzebowałem tego numeru. Mniejsza o nieciekawe starcie z odrzutami z Savage Land - potrzebowałem, by ktoś przypomniał, po co właściwie Xavier założył X-Men i co im przyświecało przez lata. Miło, że Cyclops nie zapomniał.
A idea, że szuka swojego następcy jest na tyle ciekawa, że cieszyłbym się, gdyby okazało się, że nie jest to tylko pomysł Wellsa...


Realm Of Kings: Imperial Guard #4
Hotaru: Nieźle rozwinęła nam się ta historia. Wiem, że brzmię jak zdarta płyta, ale Abnett i Lanning są w ścisłej czołówce scenarzystów Domu Pomysłów. Ten numer tylko to potwierdza. Panowie uczynili z niszowej - wydawałoby się - miniserii naprawdę ważny przystanek na mapie marvelowego kosmosu. Podjęcie wątków rozwiniętych podczas War of Kings, a nie jedynie skupienie się na Wyrwie, dodaje tylko całości głębi. Najsłabszą stroną tego tytułu są rysunki Kevina Walkera, ale nie na tyle słabą, by zepsuć przyjemność z lektury. Bo jest jej cała masa.

Delirium: Przez pierwszą połowę numeru odczuwałem symptomy syndromu rozciągnięcia fabuły - pogadanki i wspominki, rożne dywagacje i ogólne skupianie się na budowaniu postaci. Druga połowa przyspieszyła jednak znacznie - ktoś zginął, ktoś okazał się nie tym, kim się wydawał, coś wyskoczyło z jajeczek kosmicznego bogo-brzydactwa i ani się obejrzałem, jak Gladiator wparował na scenę z okrzykiem "Booyah!" No dobra, bez okrzyku, ale równie efektownie. Muszę jednak przyznać, że bawiłbym się lepiej przy lekturze, gdyby pojawił się jakiś wyraźny kierunek, bo jak dotąd wiemy tylko, że nasi dzielni bohaterowie są w czarnej... otchłani i muszą się wydostać. Oceną pozostaje jednak 7/10.

Sc0agar4k: Zostawiłem sobie ten numer na koniec, bowiem wiedziałem, że po jego lekturze długo nie będę mógł się skupić. I nie pomyliłem się. Kolejny świetny numer pełen walki i niespodziewanych zwrotów akcji. Jak zwykle nie spodziewałem się czegoś takiego i DnA po raz kolejny zaskoczyli, oczywiście w ich przypadku wyłącznie pozytywnie. Parafrazując Jacka Flaga: "I LOVE Cosmic Stuff." Ocena 9/10 i oczywiście tytuł tygodnia.
medyk: Mam nadzieję, że cała ta ekipa Imperial Guardsmen pójdzie do piachu, bo są po prostu nudni i nieciekawi (no, oprócz Praetora). Mimo to historia jest nawet wciągająca, a wraz z pojawieniem się Gladiatora na placu boju liczę na więcej akcji w następnym numerze.


S.W.O.R.D. #4
Hotaru: Rozgoryczenie spowodowane faktem anulowania tej "serii" zanika na czas lektury kolejnego numeru, by po wszystkim powrócić ze zwiększoną siłą. Kieron Gillen udowadnia, że miał pomysł i że ma umiejętności w jego implementacji. Mam wielką nadzieję, że to nie będzie koniec jego przygód z agentką Abigail Brand i Beastem, bo dzięki niemu stanowią oni teraz najgorętszą marvelową parę. Scenarzysta po mistrzowsku splata różne wątki i nie mogę doczekać się, jaki finał zgotuje w piątym numerze. Jest na co czekać.

Delirium: Chyba decyzja o zamknięciu serii zaskoczyła trochę autora, bo o ile pierwsza połowa numeru prezentuje się zwyczajowo dobrze, to w drugiej widać już przyspieszenie akcji przed finałem. Początkowa rozprawa z głazoludami to przednia zabawa i kawał dobrej akcji. Późniejszy rozwój wątku "delegacja kosmitów okazuje się inwazyjną dywersją" jest już bardziej skokowy i gubi trochę charakteru serii. Co nie znaczy, że jest jakoś dużo gorzej - po prostu zabrakło miejsca na te fajne smaczki. Całości niezmiennie daję jednak 7/10.


Strange vol. 2 #4
Hotaru: Wow, takiego finału chyba nikt się nie spodziewał. Brawa dla Marka Waida, że na przestrzeni krótkich czterech numerów wprowadził świetną nową postać, a następnie miał jaja, by umieścić ją w takim położeniu. Położeniu, które aż prosi się o ciąg dalszy. Uznaję, że scenarzysta wykonał wszystko, co sobie zaplanował podchodząc do tego projektu - świetnie pokazał, w jakim stanie jest Stephen po utracie tytułu Sorcerera Supreme, wprowadził nową postać, która ma potencjał dołączyć do elitarnego gremium posługujących się marvelową magią, no i pokazał, że czary mogą być fajne. Emma Rios też nie zawiodła. Bardzo fajna miniseria.

Delirium: Całkiem mocna końcówka, która ładnie łączy wątki z poprzednich, luźno powiazanych, numerów, zaskakuje, rozwiązuje problem i zostawia miejsce na ciąg dalszy. Wszystko jest fajnie i nawet wzruszająco, tylko nie do końca udało się uchwycić powagę i rozmach sytuacji. Ujęcie, przynajmniej teoretycznie, wszystkich magicznych postaci i udział Eternity nadaje problemowi ogromy wymiar, ale jakoś tego nie czuć, bo na pierwszy plan wysuwa się Casey i równowaga zostaje zachwiana. Tym razem trochę słabsze 7/10.

Sc0agar4k: Ostatni numer i szczerze powiem, że było fajnie. Szkoda, że seria nie będzie kontynuowana, polubiłem Casey i mam nadzieję, że jeszcze powróci. Zakończenie w pełni oddające charakter całej mini, czyli dużo magii i podróży międzywymiarowych. Kreska pasująca do barwnego świata magii. Ponieważ to zakończenie, ocena 8/10.

Ultimate Comics Armor Wars #4
Hotaru: Kolejna miniseria kończąca się w tym tygodniu. Nie była zła, ale jakoś oceniam ją najsłabiej ze wszystkich. Nie rozumiem też, gdzie mam ją umiejscowić w szerszym uniwersum Ultimate. Finał był w połowie przewidywalny, w połowie niedorzeczny. Nawet rysunki Steve'a Kurtha były słabsze niż zazwyczaj. Do tej pory oceniałem tę miniserię jako średnią, po lekturze ostatniego numeru nie jestem już pewien, czy nie jest to zbyt dobra ocena.

Delirium: Muszę przyznać, że z całego Ultimate tylko fragmenty pisane przez Ellisa czytałem z prawdziwym zainteresowaniem. Tym razem również się nie zawiodłem i powiem więcej: mój szacunek do pana E. podskoczył o parę kresek za genialne nawiązanie do fizyki kwantowej i cytowanie Richarda Feynmana. Sama historia jest wystarczająco złożona i zaskakująca, ale wykorzystanie głowy alternatywnego Tośka jako kota Schroedingera to dla mnie majstersztyk. Aż normalnie dam mu tytuł numeru tygodnia i 8/10.

Pariah: Dobre, mocne zakończenie bardzo dobrej historii. Ellis jak zwykle nie zawodzi oczekiwań czytelników. Rysunki również utrzymane na charakterystycznym dla świata Ultimate wysokim poziomie. Szkoda Justine, dało się ją polubić. Nie zasłużyła na taki los. Stark jak zwykle wyszedł na dupka. 8/10


Ultimate Comics Spider-Man #7
Hotaru: Dammit. Kiedy już się zdążyłem przyzwyczaić do stylu Lafuente, przychodzi taki Miyazawa i muszę zaczynać od początku. Niby kreska obu panów jest całkiem podobna, ale to drobne niuanse najbardziej mnie uwierają. Żeby nie było jednak zupełnie jednostronnie, to niektóre zabiegi Miyazawy z miejsca mi się spodobały - np. jego interpretacja Icemana czy niektóre kadry z Rickiem. Fabularnie jest spoko, widać, że Bendis świetnie się w tym klimacie czuje, a nawet rzekłbym, że nowa historia dodała mu trochę wigoru. Jest dobrze.

medyk:
K
olejna zmiana rysownika i wygląda to coraz gorzej, np. Iceman wygląda tragicznie. Jeśli chodzi o treść, to ten numer podobał mi się bardziej niż poprzednie, ciekawi mnie, jaką rolę odegra Rick w tym uniwersum.
Krzycer: Ojej, ojej, ojej. Z deszczu pod rynnę, jeśli o rysownika chodzi.
Fabularnie jest lepiej, choć na razie oprócz udziału cioci May - najjaśniejszego punktu numeru - mamy powtórkę z historii z Firestar...


eX-Men: Pixie Strikes Back #1
Hotaru: To było... dziwne. Nie potrafię tego określić inaczej. Wszystko w tym komiksie było właśnie takie. Fabuła, sposób, w jaki została ujęta w skrypt Kathryn Immonen, rysunki Sary Pichelli, a nawet kolory Christiny Strain. Nie potrafię sobie wyrobić opinii. Poczekam na kolejny numer, w którym - mam nadzieję - zacznie wyłaniać się jakiś wzór, który będę mógł objąć umysłem.

Delirium: Mighty weird that was, yes! Na szczęście, nauczony doświadczeniami z panią Katarzyną podczas czytania przygód Patsy, byłem na to gotowy, więc zamiast zachodzenia w głowę, co tu się u diabła dzieje, mogłem sobie popłynąć z prądem i cieszyć się różowymi cukierkami lecącymi z nieba. Jak zawsze w przypadku pani Kasi (spouchwalam się z czystej sympatii) wszystko jest maksymalnie zakręcone, od fabuły, przez dialogi, aż po przypisy, więc nie będę udawał, że wiem, o co chodzi. Ale mam pewne podejrzenia i to już coś. ;) W połączeniu z fajnymi, trochę brudnymi rysunkami, dostajemy jeszcze jedno przyzwoite 7/10.
Lilarcor: Dziwne to. Na początku wydaje się nie mieć żadnego sensu, zwlaszcza niektóre dialogi, które okazują się cytatami z filmów (taa... pani Immonen chyba założyła, że każdy oglądał "High School Musical" i jemu podobne, więc je rozpozna) i dopiero pokazanie, że szkoła jest wynikiem iluzji czy innej magii rozjaśnia trochę sytuację. Pomysł na młodych mutantów vs demony był już dwa razy, ten wydaje sie iść w inną stronę. Na razie ocena to 6,5/10.
Krzycer:
To dopiero było dziwne. Ale i zabawne, i pokazujące młodych mutantów w nowy sposób. Teraz czekam na wyjaśnienia - na pierwszy rzut oka nie podoba mi się przerabianie Pixie z mutantki w córkę wiedźmy/elfki i diabła, ale może jeszcze coś z tego będzie.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


aAmazing Spider-Man #620 Deadpool Variant

Autor:
Pasqual Ferry

Hotaru: Idealna okładka na Walentynki i nie wątpię, że właśnie z tą myślą Ferry do niej podszedł. Na szczęście artysta doskonale zdawał sobie sprawę, że ckliwy, opływający lukrem rysunek raczej nie spodoba się komiksowej braci. Zresztą, kiedy wśród występujących postaci pojawił się Deadpool, ta opcja została do reszty skreślona. W zamian mamy zabawną, dynamiczna okładkę, do której wprost nie można się nie szczerzyć. A na dokładkę Mary Jane dawno nie wyglądała tak seksownie...


 



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.02.10


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.