Avalon » Publicystyka » Artykuł

Historia Marvela: rok 1947 - Crime Does Pay

1947 - Crime Does Pay

W 1947 roku komiksowy rynek dalej mocno ewoluował i nie inaczej było w Timely Comics. Pojawiały się nowe trendy, a superbohaterowie, którym wydawnictwo zawdzięczało początkowe sukcesy, schodzili na boczny tor. Przy okazji opisu roku 1946 przedstawiłem sytuację Kapitana Ameryki - tym razem przyjrzyjmy się losom innych znanych superbohaterów. Jak pewnie human%20torch.jpgwiększość z Was wie, Human Torch zadebiutował w Marvel Comics #1, czyli pierwszym komiksie wydanym przez Timely. Nowego bohatera wyróżniały nie tylko oryginalny wygląd i zdolności, ale również fakt, że nie był człowiekiem, tylko androidem stworzonym przez naukowca Phineasa Hortona. Początkowo Torch był zagubiony i nie panował nad swymi mocami, co poskutkowało między innymi przypadkowym zabiciem swojego twórcy. Jednak już po kilku odcinkach Marvel Mystery Comics Torch zyskał większą kontrolę nad swymi zdolnościami, przyjął tożsamość Jima Hammonda, a nawet wstąpił do policji. Z czasem coraz mniej mówiło się o jego sztucznym pochodzeniu, przez co stracił nieco ze swej niezwykłości. W 1940 roku Torch otrzymał młodego pomocnika, który miał go wspierać w walce ze złem przez całe lata czterdzieste. Toro posiadał identyczne zdolności co jego starszy opiekun, za to jego kostium był znacznie bliższy Namorowego niż Human Torcha. Ten ostatni, gdy nie płonął, demonstrował wszystkim gustowny pomarańczowy uniform - Toro wystarczały obcisłe krótkie spodenki i wysokie buty. Ten duet w czasie II Wojny Światowej dzielnie stawiał czoła nazistom, a po jej zakończeniu wziął się za rozwiązywanie kryminalnych zagadek w ojczyźnie. Bardzo często bohaterom zdarzało się wpaść w prostą pułapkę - często bandytom wystarczała zwykła pałka, którą nokautowali Torcha i Toro. Scenarzyści wymyślali kolejne sposoby neutralizacji mocy tego duetu i trzeba przyznać, że momentami byli bardzo oryginalni. Poza powtarzającym się umieszczeniem w pomieszczeniach z niską zawartością tlenu, Human Torch musiał na przykład uciec z wielkiego czajnika... Zraszacze, ogrodowe węże, liny z niepalnego azbestu, parafina - tę listę można byłoby ciągnąć jeszcze długo. Często to właśnie sposób ucieczki z pułapki był najciekawszym momentem opowieści. Same historie kryminalne były dość proste i typowe dla Golden Age. Wyraźny podział na dobro i zło, kilka zaskakujących zwrotów w śledztwie, pułapka, z której muszą się wydostać bohaterowie i happy end z morałem. Wiele historii z tamtego okresu z powodzeniem nadawałoby się do serialu o Scooby-Doo.

Drugi popularny bohater, czyli Namor, również przeszedł poważną ewolucję. Debiutował jako młody gniewny, nieprzejednany wróg ludzkości. Arogancki i nieprzewidywalny bohater z czasem ucywilizował się. Pomogła mu w tym Betty Dean, policjantka, która pierwotnie miała go aresztować, a z czasem stała się jego przyjaciółką i przewodniczką w realiach świata naziemnego. Podobnie jak w przypadku Human Torcha (i właściwie wszystkich innych bohaterów z tamtego okresu), w przygodach Sub-Marinera nie brakowało zwrotów akcji, które w dzisiejszych czasach nie mają miejsca w komiksie. Ówczesny Namor bardzo często dawał się nokautować zwykłą pałką i miał problemy z wyrwaniem się z prostych więzów. Jeszcze zabawniejszy jest sposób, w jaki przeważnie odzyskiwał wolność - wielokrotnie bandyci wrzucali związanego więźnia do wody, zapewne w celu utopienia... Oczywiście efekt był odwrotny do zamierzonego, bo Namor nie dość, że nie bał się morskich głębin, to jeszcze w wodzie odzyskiwał siły i uwalniał z więzów. Przestępcy najwyraźniej nie przekazywali sobie tej informacji, bo w kolejnych komiksach powtarzali ten sam błąd, który był przyczyną ich klęski.

namor s.jpg

namora.jpgW przeciwieństwie do Kapitana Ameryki i Human Torcha, Namor długo działał bez regularnego pomocnika. W 1947 roku wreszcie doczekał się towarzysza i to płci pięknej. W Marvel Mystery Comics #82 zadebiutowała Aquaria Nautica Neptunia, znana lepiej jako Namora. Okoliczności jej debiutu są warte wspomnienia: pod nieobecność Namora Atlantis został zaatakowany przez przestępców, którzy korzystając z łodzi podwodnej dotarli do głębin oceanu. W mieście akurat trwała feta z okazji urodzin jego władcy, więc zebrał się spory tłum atlantów. Pięciu nurków uzbrojonych w karabiny (wersja amfibijna?) kontra setki nadludzi. Wynik konfrontacji mógł być tylko jeden: mieszkańcy Atlantis zostali wymordowani... Większość starcia nie została pokazana w komiksie, więc nigdy nie dowiemy się, jaki miała przebieg, ale podejrzewam, że rodacy Namora przyjęli taktykę jednostek specjalnych Ludowego Frontu Wyzwolenia Judei. W każdym razie ocalała jedynie ogłuszona Namora, którą odnalazł Namor wracający z kolejnej przygody na lądzie. Po krótkim płaczu (który nasuwa ciekawe pytanie: czy pod wodą widać łzy?) w wykonaniu Namory, duet ruszył w pogoń za złoczyńcami. W dalszej części opowieści nie ma zbyt wiele oryginalnych momentów: bohaterowie w końcu dokonują zemsty (chociaż nie obywa się bez obowiązkowego przykrego spotkania z chloroformem i gumową pałką) i od tego momentu Namor bardzo często współpracował z Namorą, która posiada identyczne zdolności, co on.

Timely Comics przespało trochę start nowego gatunku komiksów. W 1942 roku wydawnictwo Lev Gleason Publications rozpoczęło wydawanie serii Crime Does Not Pay. Podczas II Wojny Światowej ta kryminalna seria sprzedawała się przyzwoicie, ale bez rewelacji. Podobno problemy były z dystrybucją: niektórzy sprzedawcy nie chcieli umieszczać Crime Does Not Pay obok standardowych komiksów przeznaczonych dla dzieci. Powojenny spadek zainteresowania seriami o klasycznych superbohaterach pomógł kryminałom i nakład Crime Does Not Pay wzrósł czterokrotnie w stosunku do pierwszego numeru, sięgając 800 tysięcy egzemplarzy. Nic więc dziwnego, że inne wydawnictwa skopiowały pomysł Lev Gleason i w 1947 roku Timely rozpoczęło wydawanie aż czterech serii tego typu: Justice Comics, Official True Crime Cases, All True Crime Cases i (mój ulubiony tytuł) Lawbreakers Always Lose. Sprzedaż musiała być satysfakcjonująca, bo już rok później liczba serii kryminalnych podwoiła się. Podobnie jak w większości innych przypadków, Timely nie eksperymentowało i trzymało się schematów, które dały sukces konkurencji. W typowym zeszycie znajdowało się 4-6 historii, zajmujących 6-10 stron każda. Opowieści były dość brutalne, pełne ofiar, w tym również wśród stróżów prawa, którzy dość masowo ginęli zwłaszcza na początku historii (zapewne w celu szybkiego zbudowania przerażającego wizerunku głównego złoczyńcy - skoro opowieści zajmowały przeważnie osiem stron, to trzeba było błyskawicznie pokazać, że mamy do czynienia z wyjątkowo paskudnym przestępcą). Co ciekawe, fabuła skupiała się głównie na działaniach złoczyńców. Zdecydowanie rzadziej śledziliśmy akcję z punktu widzenia policjantów rozpracowujących zagadkę kryminalną. Zresztą stróże prawa przez większość opowieści nie mieli czym się pochwalić - a to ginęli, a to dawali uciec przestępcom z łupem, a już służba więzienna wykazywała się wyjątkową indolencją (ucieczki całych grup więźniów były na porządku dziennym). Za to zawsze na koniec triumfowało dobro i złoczyńców spotykała zasłużona kara. Kolejnym stałym punktem programu były zdrady w świecie przestępczym. W wielu przypadkach to właśnie nieporozumienia bądź chciwość doprowadzały do wpadki sprawnie działającego gangu. Dość szybko w kryminalnych historiach pojawiły się crossy z innymi gatunkami: na początku z westernami i romansami, a w latach 50 z horrorami i ogólnie pojętymi historiami o zjawiskach paranormalnych.

3.jpg

young romance.jpg
Najbardziej znaczący komiks 1947 roku nie miał jednak nic wspólnego ani z kryminałami, ani superbohaterami. Zapoczątkował on zupełnie nowy gatunek, a jego twórcami byli Joe Simon i Jack Kirby. Duet, który stał za początkowymi sukcesami Timely, po wojnie współpracował z kilkoma wydawnictwami i miał wyrobioną dobrą markę. Tym razem twórcy postanowili uderzyć w melodramatyczne nuty i przygotować komiks dla kobiet. Wprawdzie na rynku były już serie skierowane do dziewcząt (np. Millie the Model, Patsy Walker), ale dotyczyły one przygód nastolatek i utrzymane były w żartobliwym tonie. Simon i Kirby przygotowywali opowieść dla trochę bardziej dojrzałych kobiet, stąd tematyka była bardziej poważna. Wydawnictwo Crestwood Publications entuzjastycznie podeszło do pomysłu, do tego stopnia, że obiecało twórcom aż 50% udziału w zyskach. Wydany latem 1947 roku Young Romance #1 był ogromnym hitem - rozszedł się w kilku milionach egzemplarzy. O sukcesie komiksowych romansów więcej przy okazji opisu roku 1948, bo jak zapewne podejrzewacie, Martin Goodman postanowił skopiować nową formułę na sukces i już kilka miesięcy później swoje "miłosne" serie miało Timely Comics. Od razu uprzedzam, że feministyczne fanki Marvela powinny ominąć ten rozdział historii wydawnictwa, bo mogą być nieprzyjemnie zaskoczone niektórymi faktami.

Na koniec kilka scen z "crime-stories from official police files!":

W All-True Crime #28 pojawiła się historyjka o dwóch gangsterach, których zgodna współpraca skończyła się z powodu kobiety, w której obaj się zakochali. W tej współczesnej wersji "Iliady" w rolę Greków wcielił się gang Sheltona, Trojańczykami byli mafiosi Birgera, Troją farma za miastem, koniem trojańskim czołg, a Heleną... kobieta o imieniu Helen, która zresztą wybrała angielskiego dżentelmena i wyjechała do jego ojczyzny, nie interesując się wynikiem konfliktu.

1.jpg

Warto wspomnieć, że przypadkowy strzał uszkodził bak czołgu i doprowadził do jego zniszczenia.

Z reguły przestępców dopadała sroga kara i opowieść kończyła się ich śmiercią od kul policjantów lub wyrokiem skazującym na długoletnie więzienie. Bywały jednak zakończenie mniej banalne, chociaż oczywiście zdecydowanie negatywne dla złoczyńców. W All-True Crime #43 z roku 1951 mamy dobry przykład na potwierdzenie tej tezy. W "Man Hunt in Hell's Kitchen" mamy do czynienia z wyjątkowo wrednym typem posługującym się pseudonimem Nifty Nick. Ów przestępca dokarmia bezdomnych i udaje, że się o nich troszczy. W rzeczywistości współpracuje z pewnym chirurgiem plastycznym i wybiera spośród nich odpowiednich bezdomnych - takich, którzy wyglądem przypominają gangsterów, którzy chcą "zniknąć" przed policją. Doktor funduje złoczyńcom nową twarz, a bezdomni są porywani i zabijani w sposób uniemożliwiający dokładną identyfikację. Potem wystarczy upozorować śmierć gangstera, podrzucając ciało niewinnej ofiary i policja zaprzestaje polowania. Współpraca Nicka z doktorem układała się wyśmienicie, dopóki ten pierwszy nie zażądał większego udziału w łupach - lekarz nie zamierzał poddać się szantażowi i postanowił zlikwidować partnera. Niestety, zachował się dość nierozsądnie i zastrzelił go na oczach bezdomnych, którzy wciąż byli nieświadomi całego procederu i uważali Nicka za filantropa. Doktor nie zdążył wytłumaczyć im całej sytuacji i został pobity na śmierć. Słodka ironia, nieprawdaż?

2.jpg

Kilka stron dalej mamy również do czynienia z innym oryginalnym zakończeniem. W opowieści "Hide-Out" dwójka gangsterów (George i Eddie) rozdziela się podczas ucieczki. George ściaga na siebie uwagę stróżów prawa, a Eddie w tym czasie ucieka z łupem. Szczęście początkowo uśmiecha się do George'a, bo udaje mu się zgubić policjantów i dotrzeć do kryjówki, ale gdy Eddie nie pojawia się w niej przez kilka dni, sytuacja robi się niewesoła. George podejrzewa, że kompan go oszukał i rusza na poszukiwania z chęcią zemsty. Prawda jest jednak inna - Eddie miał wypadek i trafił do szpitala. Gdy George wreszcie go odnajduje, okazuje się, że Eddie stracił pamięć na skutek obrażeń, a co za tym idzie nie wie, gdzie ukrył łup z napadu. Kolejne smutne lata mijają dwójce bandytów na bezproduktywnych próbach zwalczenia amnezji.

4.jpg


Lex
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.