Avalon » Publicystyka » Artykuł

Top 5 #13: Najlepsze sceny śmierci

Nastały takie czasy, że śmierć bohatera komiksu jest sytuacją chwilową i prawie na nikim nie robi już większego wrażenia. Zwłaszcza, jeśli ludzie zaczną słać marudne maile do wydawnictwa. Mimo tej dewaluacji śmierci w komiksach zdarzają się jednak wciąż sytuacje, kiedy zgon postaci jest wydarzeniem.
Top 5 #13: Najlepsze sceny śmierci

Nastały takie czasy, że śmierć bohatera komiksu jest sytuacją chwilową i prawie na nikim nie robi już większego wrażenia. Okay, zginął, ale za parę numerów mu się poprawi. Zwłaszcza, jeśli ludzie zaczną słać marudne maile do wydawnictwa. Mimo tej dewaluacji śmierci w komiksach zdarzają się jednak wciąż sytuacje, kiedy zgon postaci jest wydarzeniem. Czasami wydarzeniem, które wzrusza, czasami takim, które szokuje, a czasami – i nie bójmy się tego powiedzieć otwarcie – udanym skokiem na kasę. Jak by nie było, są to naprawdę dobrze napisane sceny śmierci, które wywierają pożądany efekt na czytelniku, przynajmniej zapadając mu w pamięć. Poniżej lista pięciu takich scen, które zrobiły największe wrażenie na autorze tego tekstu:

5. Kraven The Hunter – na pierwszy rzut oka był jednym z tych słabszych przeciwników Spider-Mana i przez długi czas zastanawiałem się, dlaczego w ogóle Pajęczak miał z nim jakiekolwiek problemy. Niby stosował jakieś tam magiczne mikstury, co to dodawały mu siły, ale czy to mogłoby uczynić z niego naprawdę poważnego i szanowanego przeciwnika? Otóż nie - zrobiło to natomiast czyste szaleństwo, jakie zawładnęło Kravinowem i popchnęło go do porwania swojego największego przeciwnika, pogrzebania go żywcem i przejęcia roli, by udowodnić swoją wartość. A gdy nie wyszło, miał facet dość ikry, by unieść się honorem i odstrzelić sobie mózg. Coś takiego widuje się w komiksach bardzo rzadko, a to był pierwszy przypadek. Bardzo dobrze poprowadzony, szokujący w swoim czasie i zapadający w pamięć. (Amazing Spider-Man #294)

kraven_s.jpg

4. Jean Grey – mam tu na myśli tę jedyną, oryginalną Jean, która dokonała żywota w finale historii "Planet X" i to w pewnym sensie dwukrotnie. Przebiegle skonstruowana intryga najpierw umieściła Jean i Logana w kosmosie, w dryfującym w stronę słońca wraku, i zmusiła jego, żeby zabił ją – swoją długoletnią skrytą miłość – by obudzić w niej moc Phoenix. Była to scena przy której wstrzymałem oddech, ale jak się okazało, Jean nie zginęła wtedy. Wróciła na ziemię w glorii i płomieniach, żeby pozamiatać fałszywym (post facto) Magneto, lecz ten wykorzystał jej nieuwagę w chwili tryumfu, wykorzystując swoje zdolności, by wywołać rozległy, śmiertelny wylew. "Niespodziewane" to mało powiedziane. W tym momencie, kiedy przecież dopiero co zmartwychwstała, to był prawdziwy szok. A i metoda, trzeba przyznać, unikalna. (X-Men #150)

phoenix_s.jpg


3. Mar-Vell – znany również jako Captain Marvel, żołnierz Kree, który poświęcił swoje życie obronie Ziemi, dokonał żywota w doprawdy niezwykłych jak na bohatera okolicznościach. Walcząc z niejakim Nitro nawdychał się toksycznego gazu, który wywołał u niego nieuleczalny nowotwór. Ot, ironia losu, nieprawdaż? Bohater ryzykujący życie każdego niemal dnia w starciach z bandytami, super-łotrami, a nawet szalonymi pół-bogami, pada ofiarą pospolitego choróbska, na które jednak nie ma mocnych. I tak, zmuszony był Mar-Vell wyzionąć ducha we własnym łóżku, świadomy nadchodzącego końca, odbierając hołdy od przyjaciół i wrogów, a w końcu trafiając w kościste objęcia samej Śmierci. Zdarzenie nadal unikalne i mogące wzruszyć. Nic dziwnego, że Captain Marvel znany jest bardziej ze swej śmierci niż z czynów za życia. (MGN: The Death Of Captain Marvel)

marvel_s.jpg


2. Captain America – był dosłownie flagowym bohaterem Ameryki, jednak okoliczności zmusiły go do postawienia własnych przekonań ponad prawem i to sprawiło, że "ukochany kraj, umiłowany kraj", zwrócił się przeciwko niemu. Prowadzony w kajdankach do sądu, gdzie czekał go proces o zdradę, został nagle i nieoczekiwanie zastrzelony na schodach sądowych. Wydarzenie to wstrząsnęło nie tylko komiksowym, ale i rzeczywistym światem do tego stopnia, że wspomniały o nim nawet polskie media. Ale nie o to przecież chodzi. Chodzi o to, że zginął Steve – ten idealnie miły facet, którego nie można nie lubić, nawet jeśli pała się niechęcią do jego flagowego wdzianka. A coś takiego nie powinno się zdarzać miłym ludziom. Wrażenie było naprawdę ogromne i nie zmieni tego fakt, że Steve wraca. (Captain America vol. 5 #25)

captain%20america_s.jpg


1. Illyana Rasputin – wybrałem właśnie ją, ponieważ przeczytałem numer komiksu, w którym umarła, kiedy miałem czternaście lat i popłakałem się jak pięciolatka. Dla mnie jest on jednym z symboli tego, co w komiksach dobre i poruszające. Illyana miała popaprane życie, ale cieszyła się nim. W końcu dostała swoją drugą szansę, mogła na nowo przeżyć dzieciństwo i naprawdę być szczęśliwa, ale nie dane jej to było, bo jakiś świr w kolczastym garnku na głowie wypuścił na świat wirusa, który zabijał mutantów. Ona była jego pierwszą ofiarą i zapowiedzią przyszłych śmiertelnych żniw. Całość została napisana w taki sposób, że razem z Jubilee przeżywamy całe to zamieszanie, czujemy jej bezradność, a potem ból po stracie i pustkę. Zupełnie, jakby jakiś prawdziwy, bogu ducha winny dzieciak, którego dobrze znaliśmy, umarł na cholernie niesprawiedliwe choróbsko. Nie tylko wzruszające, ale także kawał genialnego scenariusza. (Uncanny X-Men #303)

magik_s.jpg


I oto one – te najbardziej zapadające w pamięć sceny śmierci w komiksowym świecie. Jest to oczywiście moje zdanie, więc jeśli uważasz, że istnieją również inne podobne sceny, o których warto pamiętać, podziel się z nami swoimi rozważaniami
na forum.

Delirium
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.