Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #127 (25.01.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 25 stycznia 2010Numer: 3/2010 (127)


Sentry nie cieszy się największą popularnością wśród polskich fanów Marvela, więc lekkim zaskoczeniem może być liczba ciepłych słów skierowanych pod adresem najnowszego komiksu z jego udziałem.



avalonpulse0127e-TASM.jpgAmazing Spider-Man #618
Undercik: Wiele sobie obiecywałem po tej historii Slotta... i się nie zawiodłem. Niektórych rzeczy nie spodziewałem się, że zobaczę. Między innymi ciotka May przechodząca na złą stronę za sprawą Mr. Negative'a. Jak dla mnie, z obecnego składu piszącego pająka, Slott ustępuje tylko Kelly'emu. Szkoda, że pozostali scenarzyści nie dostrajają się do nich poziomem, a już tym bardziej rysownicy. Po lekkiej formie zwyżkowej z poprzedniego numeru, znów mamy bazgroły. Dlaczego tak się dzieje? Zupełnie nie mogę tego zrozumieć. W momencie, kiedy TASM jest pisany coraz lepiej (z przypadkowymi wpadkami takimi jak historia Guggiego) to rysunki słabną. Szkoda, że obydwie rzeczy na poziomie były w okolicach numeru jubileuszowego. Poroniony pomysł, jakim jest "jedna seria, ale trzy razy w miesiącu", Marvel powinien porzucić po Gauntlet. I tak już mamy dwa ongoingi, czyli de facto jeden numer na tydzień, a na marzec czai się kolejna seria regularna. Szkoda, że taki los czeka prawdopodobnie także Avengers.
Xavier83:
Otwarcie opowieści o powrocie Mysterio w wykonaniu Dana Slotta wypadło bardzo przyjemnie. Nie znam się na gangsterskim zakątku przeciwników pająka, więc wprowadzenie przedstawiające, jak "umarli" członkowie rodziny Maggia, pomogło. Komiks ma co najmniej cztery świetne sceny: wyrazy twarzy, gdy Peter wiezie May i jej męża - bezcenne; dokładne wyjaśnie powrotu do życia członków rodziny Maggia na czele z Silvermanem; Mysterio siedzący w fotelu i mówiący: "Call Me Mr. Beck. As In "Beck" From The Dead. Ha, Ha, Ha!"- bardzo fajna scena - oraz "opętana" May, w krótkich, żołnierskich słowach opieprzająca Petera. Ostatnia strona jest dla mnie zagadkowa, gdyż nie wiem kiedy, ani jak zginął ojciec Carlie Cooper. Muszę przyznać, że ciekawie wygląda to, co dzieje się obecnie u Spider-Mana. Zobaczymy, co dalej będzie, bo obiecują, że następny numer będzie jeszcze bardziej przepełniony niespodziankami. 7/10
colossus28:
Po przeczytaniu tego numeru naszła mnie myśl, że bardziej mi to przypomina komiks o przygodach Franka Castle niż naszego Pająka. Mamy tu wszystko, co miłośnik Punishera kocha: wojny gangów, rozróbę w kasynie, strzelaniny, wybuchy i dwóch charyzmatycznych przywódców - Slivermane'a i Mr.Negative'a. Tylko co tu robi Spider-Man, ach tak, to przecież jego komiks i nagromadzenie tylu gangsterskich gadżetów jakoś średnio mi pasuje. Ale są i plusy: przejście ciotki na ciemną stronę mocy to ozdoba tego numeru. To co powiedziała Parkerowi także. 5/10
P.S. Mysterio bez peleryny jest do bani.

Krzycer: Zaczyna się nieźle. Mam tylko nadzieję, że nie użyją Mysterio do wyjaśnienia zbyt wielu powrotów.
No i... mam nadzieję, że powrót Mysterio nie sprowadzi się do tego, że upozorował również własną śmierć. Wtedy musiało by się okazać, że w FNSM PADa udawał wysłannika z bliżej niesprecyzowanych piekieł, a to byłoby po prostu idiotyczne.
Z drugiej strony jego ostatni występ przed zgonem polegał na przekonaniu Daredevila, że opiekuje się Antychrystem, więc...
Ooojj, Slott będzie się musiał postarać, żebym mógł poważnie potraktować Mysterio.

Ale odkładając Mysterio na bok nie sposób zaprzeczyć, że to był dobry numer. Bardzo dobry.
Tylko znowu rysownik nie z tej epoki...

Avengers vs Agents Of Atlas #1
Krzycer: Polubiłem Agents of Atlas. Niejako z musu - polubiłem Jeffa Parkera, a gdzie on, tam i AoA, z pominięciem Exiles i miniserii o Hoodzie.
A skoro już ich polubiłem, to czytało się toto przyjemnie, choć bez wielkich emocji. Czyli tak, jak większość tego, co pisze Parker.


Black Widow & The Marvel Girls #3
Hotaru: Wielu osobom nie podoba się ta miniseria. A mi wręcz przeciwnie. Tobin nie próbuje wmawiać, że jego projekt jest czymś więcej, niż tylko dostarczającym rozrywki komiksem z heroiną, na którą chwilowo (?) jest zwiększony popyt. I dzięki temu pisze bez zadęcia przyjemne fabułki, po których nie zostaje nic prócz dobrego nastroju. I bardzo dobrze - lubię mieć dobry nastrój.

Dark Avengers #13
Foxdie: Oto i Bendis wraca do szczytu swojej formy. Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to TEN trailer ostatniego sezonu LOST i Bóg wchodzący do gry. Oczywiście pomimo drzemiącego potencjału, wciąż jest wiele opcji na zepsucie tego motywu. Miejmy nadzieję, że Sentry odegra mega ważną rolę w Siege, skoro jest Bogiem i tajną bronią Osborna. Tylko jeśli to faktycznie on jest tajemniczą postacią w cieniu z The Cabal, tylko w wersji Voidowskiej, to czy potęga Voida, baaa, sama chociażby postać, była wcześniej znana na tyle, żeby pozostali członkowie Kabały mieli się go przestraszyć? No i trochę lame z niego Bóg, skoro tyle razy ktoś go "kasował", ale z drugiej strony zawsze zmartwychwstawał. Mimo tych niejasności i pytań, numer utrzymuje wysoki trend serii Dark Avengers. Ocena: 8/10

avalonpulse0127f-DA.jpgUndercik: Ok, kupuje ten origin Sentry'ego. Tylko mam jedną prośbę panie Bendis, ubij go w czasie Siege. Liczę na to, że BMB wyjaśni do końca historię Reynoldsa w następnym numerze Dark Avengers i tym oto sposobem będzie można zakończyć rozdział pod tytułem "Sentry". W ciągu jego wszystkich występów dwa może trzy były w miarę dobre. Najlepszy ("stop"), o dziwo, został napisany przez Way'a w Dark Wolverine (a może by tak zrobić ongoing z Sentrym pisany przez Way'a, jak skończy Wolverine: Origins? Przynajmniej nie będzie psuł czegoś ważnego). Co do rysunków, Deodato w najwyższej formie. Ciekaw jestem, do czego go przydzielą po zakończeniu Dark Avengers.
Demogorgon: Świetny komiks. Uwielbiam, jak Bendis wlazł w psychikę Boba i jak doskonale uzupełnił jego origin, a jeśli rewelacje o źródle jego mocy są takie, jakie myślę (a mam kilka pomysłów), to ma to wielki potencjał. Świetny klimat, rysunki i pomysł. 8,5/10 i pierwszy od bardzo dawna proponowany soundtrack: Iron Mainden - Brighter Than A Thousand Suns.

Hotaru: Na moim podwórku Sentry jest spaloną postacią. I nic, co Bendis zrobił w tym numerze Dark Avengers, tego nie zmieniło. Nie rozumiem zachwytów nad scenariuszem. Nadal nie wiemy, skąd pochodzi moc Boba, historia Lindy jest dokładnie taka, jak wcześniej sugerowały jej skrawki i równie dobrze mogła pozostać off-panel, dając chociaż ułudę głębi. Biblijne nawiązania nie tylko nie robią na mnie wrażenia, ale wręcz drażnią. Za to strona graficzna... Deodato jeszcze nigdy nie rysował tak dobrze. To najlepszy numer w jego karierze i właśnie z tego powodu warto jest go zobaczyć.
Xavier83: Wow. Ciekawie to zaczyna wyglądać. Wyjaśnili przynajmniej, że Robert "uzdrowił" Lindy po tym, jak uśmiercił ją Ultron w formie kobiecej oraz pokazali, jak ciało Roberta jest odbudowywane przez boską istotę, która w nim rezyduje, po tym, jak Lindy strzeliła w twarz Sentry'ego. Czyli Tony i Norman wiedzieli o pochodzeniu mocy, ale tylko Norman jest na tyle szalony, by podać Sentry'emu serum, które "podpina" go do boskiej istoty. Bardzo ładnie poprowadzono tragiczne losy Lindy. Bendis przedstawił bardzo ciekawe, nowe elementy, dotyczące powstania Sentry'ego. Fakt, iż Norman zwraca się do Roberta po podaniu mu serum, że jest jego tajną bronią, może świadczyć o tym, iż to ta boska istota jest tajną bronią Osborna i dlatego nie boi się atakować Asgardu. Następny numer zapowiada się bardzo ciekawie. 9/10

Misiael: Wstrząsające. Nie tego się spodziewałem, więc to w sumie dobrze, bo jestem po prostu zaskoczony. Ładnie rozwinięty origin Boba, praktycznie podręcznikowe ukazanie dekonstrukcji mitu bohatera... Brak mi słów. Rysunki też trzymają bardzo wysoki poziom, jak dla mnie solidna 9/10
colossus28: Choć przejadło mi się ciągłe gadanie o Sentrym, jaki to on potężny, lecz także biedny i zagubiony, ten numer jest całkiem niezły. Origin Reynoldsa został dopełniony kilkoma elemantami, które rzucają nowe światło na pochodzenie jego mocy. "Boska" cząstka zamieszkała w ciele Boba zaczyna się wyrywać i pokazywać pazurki, na co sam zainteresowany ma coraz mniejszy wpływ. Najbardziej w tym wszystkim szkoda Lindy, biedaczka ma niezrównoważonego męża, który w każdej chwili może stracić kontrolę nad sobą. Tutaj nawet herbatka z Sue Storm nie załatwi sprawy. 8/10.

Bertoluccio: Jak dla mnie bardzo nierówny numer. Z jednej ciekawa koncepcja z Sentrym jako częścią czegość większego, zapewne istoty z stylu Phoenix Force, tylko bardziej "boskiej". Z drugiej kompletnie niepotrzebnie dodany motyw z wcześniejszym uzależnieniem Boba od narkotyków. Niby przeplata się to z jego późniejszym uzależnieniem od bycia superbohaterem, ale wydaje mi się, że cała historia nic by nie straciła, gdyby Robert był zwykłym gościem, którego bycie herosem przerosło. Na razie 7.5/10 i czekam na ostateczne wyjaśnienie, kim jest Sentry.

Black Bolt: Hmm, nie wiem czemu wszyscy wiążą Sentry'ego z jakąś boską istotą, przecież wyraźnie jest pokazane, że to plaga egipska. ;) A cała reszta to tylko domysły Lindy, z których Void się pośmiał. Wcale bym się nie zdziwił jakby Bendis, który rzuca tu jakimiś Galactusami i skrullowym "he loves you", jeszcze czymś zaskoczył.
Archie: Jeden numer wystarczył, żebym zainteresował się Sentrym. Do tej pory nie lubiłem go i uważałem za zbędną postać, a jeśli chodzi o samego Bendisa to uważałem, że ostatnio odcina kupony, ale tutaj dał czadu. Warto było czekać, bo widać, że Brian zaplanował coś ciekawego i jestem wdzięczny autorom nie tylko za ciekawą historię, ale i za samo uczucie lekkiego niepokoju, jakie towarzyszyło mi podczas czytania tego komiksu. Wszystkim przeciwnkom Reynoldsa doradzam zapoznanie się z tym numerem.

avalonpulse0127g-DW.jpgDark Wolverine #82
Xavier83:
Norman to straszny naiwniak, że dał się nabrać na tekst: "Behind You!". Ogólnie przyjemne czytadło, a drażnienie Bullseye'a przez Dakena wyśmienite. Jeśli to nie jest halucynacja, to w Siege #2 powinno to być mocniej naświetlone. Jak dla mnie Norman is dead. 7/10

Misiael: Po przeczytaniu tego komiksu zajrzałem do stopki, by upewnić się, czy aby na pewno pisał go Way. Świetnie poprowadzona narracja, fajne momenty, interesujący rozwój akcji (nordyckie Mojry?) no i gigantyczny WTF na zakończenie. Brawa dla Daniela Waya, który - o ile będzie rozwijał się w takim tempie - za rok, może dwa będzie naprawdę dobrym scenarzystą komiksowym. Może nie formatu Bendisa czy Davida (bo jednak pewnych ograniczeń w kwestii talentu przeskoczyć się nie da), ale skoro już teraz tworzy takie bardzo strawne czytadła.... Szacunek.
Co do rysunków, to jest trochę gorzej.
Camuncoli ma trochę zbyt toporną kreskę, by mogła mi się ona podobać, choć doceniam chęć zachowania odrębnego stylu. Tym niemniej, oglądanie tych topornych twarzy (choć z sylwetkami już takiego problemu nie ma) nie jest jakimś szczególnie pociągającym zajęciem.
7/10

Krzycer: Szkoda, że Osborn Schrodingera nie ma prawa umrzeć na łamach Dark Wolverine'a, bo wtedy byłby to całkiem fajny numer. A tak dostajemy wizję, która w najlepszym razie sprawi, że Daken podejmie jakąś decyzję, która umotywuje jego zachowanie w trakcie Siege.
Przynajmniej w oczach czytelnika, bo Bendis pewnie nawet nie usłyszał o pomysłach Way'a i Liu i w głównej mini nie będzie po tym śladu.


Deadpool: Merc With A Mouth #7

Krzycer: Auć. To bolało. To bardzo, bardzo bolało. I pomyśleć, że dotąd ta seria jeszcze się jakoś broniła...
Jeden dobry deadpoolowy ongoing. Czy ja tak wiele wymagam? Tylko jeden, pozostałych siedemnaście może być takich, jakie są.


Doctor Voodoo: Avenger Of The Supernatural
#4

Hotaru: Bardzo dobry numer. Widać, że Remender miał pomysł na to, co zrobić z Voodoo i z jednej strony trochę szkoda, że nie będzie mógł się nim pobawić dłużej, a z drugiej może to i lepiej, bo nie będzie miał szans obniżyć lotów. Tak jak Jefte Palo, który tym razem się nie postarał. Jego panele nie są już tak dopieszczone i sprawiają wrażenie rysowanych na chybcika. Czyżby stracił serce do roboty po tym, jak dowiedział się o anulowaniu swego dziecka? Alessandro Vitti, podobnie jak na łamach Secret Warriors, tym bardziej nie robi na mnie wrażenia. Ale finałowy numer i tak przeczytam - po takiej ostatniej stronie nie mógłbym go opuścić.
Krzycer: W zasadzie lubię Aguirre-Sacasę. Miło wspominam te kilkanaście numerów Nightcrawlera czy spotkanie Petera Parkera z Bogiem. Ale jeśli kiedyś dojdzie do Unholy Wars... Chciałbym, żeby pisał je Remender. Więcej - to, co dzieje się w tej serii (...teraz już miniserii, tak?) - to mogły być Unholy Wars! Dorzucić tu Mephisto i parę innych zainteresowanych stron, rozciągnąć w czasie i na parę innych serii i event jak malowany! Inwazja Nightmare'a na Latverię, gdzie szarżę prowadzą Duchy Zemsty, a na ich drodze stają ramię w ramię Sorcerer Supreme i Doctor Doom? Jak dla mnie to zdanie zawiera w sobie większy ładunek epickości niż inwazja Osborna na Asgard, ale może to dlatego, że dopóki JMS nie zaczął pisać Thora trzymałem się z dala od tej strony Marvela. Ale od marvelowej magii też mnie zawsze odrzucało, więc...
Mniejsza z tym. Jeśli coś mi w tym numerze nie pasowało, to rysownicy, którzy krzywdzą twarze bohaterów bardziej niż Romita Jr. Na plugawego Cthulhu, to, co na ostatniej stronie dzieje się z Doomem, a chwilę wcześniej z Illianą czy Wiccanem, woła o pomstę do... R'lyeh, jak sądzę, skoro zacząłem to zdanie jak zacząłem...

Hulk vol. 2 #19
colossus28: Szast prast i po sprawie. Jeden z najinteligentniejszych ludzi na Ziemi dostaje łupnia w pięć minut i jakby tego było mało, Wizard zabawia się nim, obkręcając go dookoła Baxter Building. Reszta trochę lepsza, pojedynek Reda z Thingiem, a potem ich współpraca wypadają nieco lepiej. Rysunki McGuinnesa też mam wrażenie jakby nieco bardziej staranne. 6/10

Black Bolt: Było znacznie lepiej niż zazwyczaj, jeśli można to potraktować jako komplement. Na pewno powrót McGuinnessa to wielki plus dla tej serii. A Loebowi udało się kilka razy mnie rozśmieszyć i to wcale nie była głupawka w reakcji na żenujący poziom (pomijając oczywiście Mini Marvels na końcu). W końcu się to wszystko ruszyło i już znamy zamiary Intelligencii. Chcą oni porwać ośmiu najinteligentniejszych ludzi na świecie (przy okazji wyjaśni się, kto to, bo nie raz już na forum szły spory w tej sprawie). Tylko pozostaje pytanie, po co, i do końca nie jestem pewien, czy Rulk oraz Banner będą próbować im przeszkodzić.
avalonpulse0127d-hulk.jpgDobry występ, tak na ich miarę, zaliczyło też Frightful Four, a tradycja, żeby mieć w drużynie jakiegoś piersiastego rudzielca, została podtrzymana. Wpadli do Baxter Building, zrobili swoje i wypadli z Reedem pod pachą. A za miesiąc pora na Beasta i Black Panthera, jak to już wiemy z zapowiedzi. Nawet na tę wstawkę z Red She-Hulk, co to miała pokazać, jaka ona zła i wredna, można przymknąć oko. To samo tyczy się narracji Rulka, która, miejmy nadzieję, że to tak specjalnie była dwa razy powtórzona, a nie, że tak przypadkiem wyszło w czasie robienia dwóch różnych previewów.
Ogólnie dobre, lekkie czytadło.
Krzycer: Przeczytałem ten numer dwa razy. Są ku temu trzy możliwe powody:
- jest tak dobry! (nie jest)
- był tak nijaki, że go w ogóle nie zapamiętałem (całkiem możliwe)
- za drugim razem wciąż miałem wrażenie, że znam te strony z preview. Bo zdaje się, że pokazano początek i środek?
W każdym razie... nowa Frightful Four interesuje mnie tak samo, jak jej poprzednie wcielenia, czyli wcale. Reed dający się tak łatwo podejść to jakieś nieporozumienie. Co tam do cholery robi Lyra, która dopiero co postanowiła zostać bohaterką, zainspirowana oryginalną She-Hulk? Chyba, że robi za kreta.
Ogólnie jedyny moment, który lepiej wbił mi się w pamięć, to Lyra latająca na trzech kadrach na golasa. A propos - kto w FF nosi czerwony strój? Czy Lyra poza kadrem zdążyła przefarbować znaleziony ciuch?

Incredible Hercules #140
Demogorogn: No proszę, takiego obrotu spraw się nie spodziewałem. Zalatywało trochę fillerem z tym Hefajstosem, ale Herc i Cho udowodnili, jak bardzo są bohaterscy a Delphyne, że w głębi serca jest Amazonką z krwi i kości. No a potem Zeus totalnie mnie rozłożył tą sceną z Herą, a po chwili przyszło jeszcze większe zaskoczenie - no, to dopiero drastyczny obrót wypadków. 8/10

Hotaru: Pak i Van Lente w dalszym ciągu nie zawodzą. Boję się zmian, jakie ma przynieść Herculesowi Siege, bo trudno mi wyobrazić sobie, by były na lepsze. Jak przebić tak fajną serię? Nie przeszkadzają mi drobne wpadki, jak nagła zmiana zdania Hery po śmiesznie naiwnej mowie Zeusa, bo całość prezentuje się świetnie. Jak to trafnie zauważył Hefajstos - "Frickin' heroes!" Krzycer:
O, już pojawiły się wątpliwości co do tego, po czyjej stronie ostatecznie stanie Delphyne? No proszę. Dodatkowy plus dla Paka i Van Lente za rozwiązanie problemów domowych Zeusa i Hery kilkoma ciepłymi słowami, a nie tradycyjnym marvelowym "be silent, woman! *slap!*".
Oczywiście nie zawodzi odradzający się bromance Amadeusa i Herca. "Frickin' heroes" mnie rozłożyło.
Bertoluccio: Nagroda za najbardziej niekompetentnego inżyniera/złoczyńcy przypada panu Hefajstosowi Olimpijczykowi za nie zabezpieczenie się na wypadek, gdyby bohaterowie zachowali się bezmyślnie bohatersko. Oprócz tego scena między Zeusem i Herą sprawiła, że polubiłem tę parę i mam nadzięję, że to nie koniec ich historii.

Incredible Hulk #606
Demogorgon: Mam tylko jedno pytanie. Skoro Inteligencja porywa najmądrzejszych ludzi na Ziemi, którzy są im najwidoczniej do czegoś potrzebni, to po co im ogłupiony Doom? To nie ma sensu! To tak, jakby ktoś ukradł samolot bez skrzydeł! TO! NIE! MA! SENSU! O, a przy okazji, mały dzieciak w ciele Skaara będzie miał szczęście, jeśli dożyje trzydziestki i nie oszaleje z takim starym. A historia dodatkowa tylko pogłębiła moją nienawiść do tej czerwonej abominacji.
avalonpulse0127c-IHulk.jpgXavier83: O w mordkę Zielonego Gucia. Nie sądziłem, że Fall Of The Hulks będzie przyjemną lekturą - A tu proszę! Główna historia bardzo dobrze prowadzona, przeplatana rozmowami Bannera z synkiem, pokazuje, iż faktycznie niedaleko pada jabłko od jabłoni. Walka Doom versus Cosmic Hulk świetnie przedstawiona. Choć nie do końca rozumiem, kim jest/był ten kosmiczny robot. Widać, że Inteligencja przygotowała się do realizacji swojego planu bardzo dobrze. Mina Dooma, gdy Banner uświadamia mu, iż jest od niego mniej inteligentny - bezcenna. Czyli Inteligencja pochwyciła już Reeda i Dooma. Zastanawiać może ostatnia strona, jeśli chodzi o skład Avengers. Red She-Hulk atakuje połączone siły New i Mighty Avengers zapewne, by pochwycić Pyma. Ciekawe, kogo wyśle Inteligencja, by pochwycić McCoya. Druga historia powoduje, iż zastanawiam się, dlaczego Marvel nie nagłośnił tego komiksu. Aż mnie ciarki przeszły, jak zobaczyłem, gdy Red She-Hulk skręca kablami kark She-Hulk. 9/10
colossus28:
Promienie ogłupiające? HA, tego nawet nie widzieli najstarsi górale. Wiem, że trzeba było wymyślić sposób na pochwycenie Dooma, ale odnoszę wrażenie, że ktoś tu poszedł na łatwiznę. Inteligencja pochwyciła już dwójkę mądrali, mam nadzieję, że z resztą nie pójdzie tak łatwo. Większość numeru to walka i rozmowy o Skaarze, które zaczynają już nudzić, bo cały czas traktują o tym samym. 5/10
Black Bolt: Mistrzostwo świata Paka. Niemal każda scena, każdy dialog coś za sobą niesie, a wszystko to z dużą dawką humoru. Banner knuje. Red Hulk knuje. Intelligencia knuje. Skaar pewnie też coś knuje. Pojawienie się Watchera i Betty sugeruje, że wydarzy się coś poważnego i emocjonalnego. Normalnie, dużą przyjemność sprawia czytanie tego. Banner w końcu mógł się skonfrontować z bardziej ludzką formą swojego syna, ale chyba nie tego się spodziewał. Do tego dostaliśmy wreszcie potwierdzenie, że jest niczym tykająca bomba i jego przemiana to tylko kwestia czasu. A gościnny występ Dooma to istny nerdgazm. Jego doomowatość bije z każdej strony, a i tak dał się podejść Intelligencii jak dziecko. Na dzień dobry chciał się przekonać, jak mądry jest Bruce, no to już wie. A na do widzenia rzucił tylko złowieszcze "Baaannnnerr!" i "nigdy Ci tego nie zapomnę". Świetne podwaliny pod ich relacje na przyszłość. A na sam koniec Red She-Hulk z giwerą, co by się jej nawet Cable nie powstydził i zapewne Pym jako następna ofiara Intelligencii w tym tytule.
Rysunki to kolejne mistrzostwo świata. Pelletier z tym kolorystą po prostu miażdży. Dopiero teraz widać jego prawdziwy talent, bo to, co pokazywał w WoK, jest niczym w porównaniu do tego, co prezentuje tutaj.
Jak dla mnie, to jeden z tych komiksów, do których się często powraca, żeby coś sprawdzić, albo chociaż pooglądać rysunki. Niewątpliwie numer tygodnia.
Krzycer:
Lepsza połówka Fall of the Hulks z tego tygodnia. Znakomite rysunki Pelletiera, dobre dialogi Paka, idiotyczny pomysł z ogłupiającym promieniowaniem czy coś. Nie można mieć wszystkiego.
Ale Banner prowadzony jest świetnie - i cholera wie, kim będzie pod koniec tej drogi. To mi się podoba.
Co do dodatkowej historyjki... nie przyjmuję jej do wiadomości. Nie w tym stylu. Lepiej, żeby to była ściema.


Mighty Avengers #33

Hotaru: Zaskakujące, ale nie mam się do czego przyczepić. Khoi Pham w końcu przypomniał sobie, jak rysować, bo całkiem przyjemnie się na to wszystko patrzy. Slott też powstrzymał odrobinę swe zapędy i nie wynosił przy każdej okazji Pyma pod niebiosa. Wyszła całkiem przyjemna odsłona, dość zgrabnie powiązana z Siege. Nie będę płakał po tym tytule, kiedy się skończy, ale jeszcze kilka takich numerów i może zmienię zdanie.

colossus28: Cóż by począł ten biedny Norman, gdyby w sukurs co rusz nie przychodził Loki? Iron Patriot coraz częściej przypomina płaczliwą babę, która gubi się we wszystkim i tylko poczynania boga kłamstw pozwalają mu zachować twarz. Tylko czy potężny Osborn nie zdaje sobie sprawy, że Loki gra w swoją grę? Jak dla mnie trochę to zbyt naiwne i nie zmienia tego fakt szaleństwa szefa H.A.M.M.E.R.. Walka z naładowanym Absorbing Manem średnio ciekawa, ale końcówka, gdy Pym w końcu zaczyna używać mózgu i odkrywa machinacje Lokiego, niezła. No i zapowiedź powrotu Ultrona. 7/10

Krzycer: Lovefestu Slotta dla Pyma ciąg dalszy. Chociaż przekonanie Osborna, że już odmienił rzeczywistość, wypadło nieźle, to starcie z Absorbing Manem było pozbawione emocji. Ale końcówka wyszła, że hej!

Nova vol. 4 #33

Demogorgon: Dobre, bardzo dobre. Całe te szaleństwa z czasem, dylematy moralne, rywalizacja Sphinksów - to wszystko wypada świetnie. DnA to genialny duet scenarzystów, a ich kolejne historie to czysty miód. Aż się nie mogę doczekać, co będzie dalej. Ale, jeśli wierzyć napisowi na ostatniej stronie, będzie to stare, dobre MORTAL KOMBAT (puszczamy słynny utwór - OUROSATE! Ty-ty-ty-tyru-tyru-ty-ty! Ty-tyru-tyru-ty-ty! Ty-tyru-tyru-ty-ty! Ty-tyru-tyru- OUROSATE!)
Krzycer: No, to już wiemy, o co chodzi. Zakręcone? Nie aż tak, jak się spodziewałem - a i związek z Realm of Kings niewielki. Nie, żebym był zawiedziony, bo to kolejny dobry numer, ale spodziewałem się czegoś ciekawszego niż Secret Wars w miniaturze.
Swoją drogą, kogo ściągnął młody Sfinks? Poznaję Star-Goda, Moonstone i Raptora. Gość ze strzelbą i kamykiem na piersi - to przypadkiem przodek Elsy Bloodstone? Z nikim innym mi się nie kojarzy.


Realm Of Kings: Inhumans
#3

Hotaru: To musiało kiedyś wypłynąć i cieszy, że stało się to teraz. Maximus to naprawdę czarna owca rodziny i mogło dziwić jego nagłe spotulnienie. Jak się okazało, DnA zadbali o to, by i ta postać była wierna swojemu szalonemu charakterowi. Szkoda trochę, że Raimondiego na stanowisku rysownika zastąpił Alves. Wprawdzie rysuje dobrze, a nawet udało mu się utrzymać styl poprzednika, ale byłem ciekaw, jak były artysta X-Factor będzie rozwijał się w kosmicznych klimatach. W każdym razie - saga rodu Inhumans trwa!

Krzycer: Ooopsie :D Ciekawe, czy przy okazji dowiemy się, co się stało między Silent War, a WWH/Secret Invasion? Bo ten epizod nadal wypadałoby uporządkować.
Poza tym - nie spodziewałem się takiego obrotu spraw w The Fault (...jakby to po polsku nazwać? Wada?). Jedna wielka zmyła... ale to jeszcze nie koniec historii, więc - kto wie?
Przy okazji - ok, załoga składa się z wodnych Inhumans, rozumiem. Ale nadal statek kosmiczny wypełniony wodą wydaje mi się idiotycznym pomysłem. :)


Spider-Woman vol. 4 #5
Krzycer: Tę serię będzie się świetnie czytało w wydaniach zbiorczych. Ma klimat, ma świetną bohaterkę... tylko za mało się tu dzieje, żeby pojedyncze numery autentycznie interesowały.
Przy okazji zagadka - z którą Black Widow mamy do czynienia? Czy to jeszcze Natasza w przebraniu, czy może Spider-Woman wyjaśni nam, czemu między runem Diggle'a a Parkera zniknęła Yelena Belova?
Ale wersja "ruchoma" tego numeru wyszła dawno temu, więc pewnie to jednak Natasza w przebraniu...

Thunderbolts #140
Pariah: Bardzo dobry i zaskakujący numer. Kiedy Marvel zapowiedział, że w tym numerze zginie jeden Thunderbolt, zupełnie nie tego się spodziewałem. Szkoda go trochę, zaczynałem go lubić, jednak trudno zaprzeczyć, że był pierwszym do ewentualnego odstrzału. Dodam, że była to zarazem najciekawsza i najdziwniejsza zarazem próba zabójstwa Normana. Cieszę się również z faktu, że pomimo iż Thunderbolts (ponownie) nie spełnili swego celu misji, to jednak solidnie dali się we znaki Agentom. 8/10

Krzycer: Okay, tego się nie spodziewałem. Mimo wszystko liczyłem jednak, że Parker będzie miał na tyle odwagi, żeby jeśli nie zabić, to przynajmniej wyrządzić poważną krzywdę również jednemu ze swoich podopiecznych z AoA, a tu taki zawód... Thunderbolci znowu wychodzą na wyjątkowo niekompetentnych...



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0127a.jpgDoctor Voodoo: Avenger of the Supernatural #4

Autor:
Marko Djurdjevic

Hotaru
: Nightmare'a trudno czasami traktować poważnie. Szczególnie w jego wcześniejszych inkarnacjach, kiedy wygląda jak błazen. Na szczęście Djurdjevic przedstawił go w taki sposób, że ani przez moment nie mamy wątpliwości, jakim Nighty jest bad-assem. Pomysł na okładkę jest jak najbardziej trafiony, a ponieważ to Djurdjevic, do wykonania też nie można się przyczepić.

 

 

 


Gniot tygodnia:


avalonpulse0127b.jpgDeadpool: Merc With A Mouth #7 2nd Printing Variant


Autor: Rob Liefeld


Demogorgon: No jakże bym mógł sobie odmówić, przecież to sam Rob Liefeld - i jak zawsze, dostarcza nam okropnego gniota. Tło nie istnieje, Lady Deadpool ma minę, jakby miała zatwardzenie i nic w tym dziwnego, skoro jej kręgosłup wygina się pod niemożliwym kątem. I w ogóle wygląda to, jakby Liefeld narysował postać siedzącą na klopie, a potem dał jej miecz i uzi (z dwoma lufami, a jakże) i zabrał tego klopa. Skończ pan, wstydu oszczędź.

 

 

 



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.01.20


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.