Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #105 - Marvel Zombies 3 TP

Marvel Zombies 3 TPlt_105.jpg
Scenariusz: Fred Van Lente
Rysunki: Kev Walker
Okładka: Arthur Suydam
Ilość stron: 112
Cena okładkowa: $15,99
Zawiera: Marvel Zombies 3 #1-4

Demogorgon: Marvel Zombies to koncept, który przejadł mi się bardzo, ale to bardzo szybko – zacząłem lekturę cyklu od Marvel Zombies 2 i już po drugim numerze miałem truposzy dosyć, do tego stopnia, że nigdy nie sięgnąłem po pierwszą część. Gdy usłyszałem o Marvel Zombies 3, byłem sceptycznie nastawiony, póki nie zobaczyłem okładki pierwszego numeru, a na niej jego – Machine Mana. Tak jest, Machine Mana, tego samego, którego mogliśmy podziwiać na stronach Ms. Marvel, a jeszcze wcześniej w Nextwave. Sarkastyczny, złośliwy, samolubny, zapijaczony robot-socjopata, którego wszyscy znamy i kochamy, postanowił wydać wojnę żywym trupom. Ale może zacznijmy od początku.

Marvel Zombies znalazły drogę do głównego Uniwersum Marvela i zaczęły planować atak. A.R.M.O.R., tajna organizacja zajmująca się obroną Ziemi przed zagrożeniami z alternatywnych rzeczywistości, wysyła Machine Mana i jego dawną miłość, Jocastę, aby zdobyli próbki krwi niezarażonego mieszkańca świata, z którego pochodzą zombie, na potrzeby szczepionki. Ale żywe trupy są mądrzejsze i sprytniejsze, niż się wydaje.

Siłą tego numeru zdecydowanie jest Aaron Stack. Fred Van Lente naprawdę dobrze czuje jego charakter. Machine Man jest dokładnie taki, jakiego pokochaliśmy w Nextwave – i mówię Wam, nie da się go nie kochać. Jego wyważone, doskonale pasujące do historii poczucie humoru, inteligentne żarty, nawiązania do kultowych dzieł literackich i filmowych (na przykład do słynnego "Oni Żyją!") - ilekroć facet otwiera usta, ktoś pada ze śmiechu. Zombie? Zombie są tu tylko po to, by Aaron mógł pozabijać znane postaci. A uwierzcie mi, jest w tym bardzo, bardzo dobry. Sama fabuła jest szybka, niemęcząca i przezabawna - okraszona sporą ilością humoru akcja to wszak to, co tygrysy lubią najbardziej.

Rysunkami zajął się Kev Walker, znany głównie jako ilustrator kart do Magic: The Gathering. To dobry rysownik, z wyrobionym, oryginalnym stylem, który doskonale pasuje do historii. Jego rysunki są jakby nieco brudne, poszarpane, ponure – to styl, który świetne pasuje do historii z żywymi trupami. Walker to artysta, którego widziałbym w jakimś ongoingu, aż tak mnie tą serią kupił.

Podobają mi się okładki do tego komiksu – jak nie lubię stylu Grega Landa, tak jego homage dla słynnych filmów z zombie ("Evil Dead", "28 Dni Później") to genialny pomysł, który został bardzo dobrze został zrealizowany. To zdecydowana ozdoba historii.

Marvel Zombies 3 to fajna, rozrywkowa mini-seria, która nie zadaje wielkich pytań ani nie wgłębia się w psychikę postaci, za to oferuje nam dużo akcji i dobrego humoru – sympatyczna i warta przeczytania. Lektura to dobra zabawa.

question: Znani bohaterowie Marvela jako jedzące ludzkie mięso zombiaki. Ten genialny w swej prostocie pomysł narodził się w głowie Marka Millara w 2005 roku na łamach miesięcznika Ultimate Fantastic Four. Wtedy to młody Reed Richards po raz pierwszy nawiązał kontakt z alternatywnym wymiarem opanowanym przez pandemię zombizmu. Koncept szybko ewoluował i już na początku następnego roku światło dzienne ujrzała mini-seria zatytułowana po prostu Marvel Zombies. Pierwsze dwa woluminy powierzono scenarzyście Robertowi Kirkmanowi, który od kilku lat prowadzi w wydawnictwie Image dwie bardzo popularne serie. Jedną o zombie (The Walking Dead), a drugą o superbohaterach (Invincible). Widać więc, czym była uwarunkowana ta decyzja...

Kiedy Kirkman stracił zainteresowanie prowadzeniem dalszych przygód super-zombie, Marvel (w myśl zasady, która mówi o zgubnych konsekwencjach zarzynania kur znoszących złote jaja) zatrudnił nową ekipę twórców, by podjęli rękawicę. Padło na jednego z najlepszych scenarzystów Domu Pomysłów z ostatnich lat, Freda Van Lente, oraz rysownika Keva Walkera.

Van Lente zmienił trochę formułę opowiadanej przez siebie historii, rezygnując z ukazywania po raz trzeci "kulinarnych" eskapad naszych ulubionych super-zombie, wymieniając całkowicie obsadę i umieszczając akcję w uniwersum 616. Akcja komiksu rozpoczyna się pewnego pięknego dnia na bagnach Florydy. Na pierwszych stronach poznajemy lokalną drużynę Inicjatywy, która przeprowadza, wydawało się, standardowy (w życiu super-bohatera przynajmniej) rekonesans. Niestety gdyby nie ramki służące przedstawieniu bohaterów prawdopodobnie nie zdążylibyśmy nawet poznać ich imion, ponieważ bardzo szybko zostają zmasakrowani przez grupkę krwiożerczych umarlaków z zombie-Deadpoolem na czele. Z czwórki bohaterów ukrywającej się pod nazwą "The Command" (choć bardziej odpowiednią była by nazwa "Mięso armatnie") przeżywa tylko panna o imieniu Jennifer Kale. Niestety, nie zobaczymy jej aż do Marvel zombies 4, a na razie spędza cały swój wolny czas w stanie katatonicznym. Wydarzenia z Florydy przykuwają uwagę agencji A.R.M.O.R., odnogi S.H.I.E.L.D. zajmującej się monitorowaniem alternatywnych rzeczywistości. Wkrótce okazuje się, że groźba zombizmu zagraża także naszemu wymiarowi. Nadworny specjalista od genetyki A.R.M.O.R., Dr Michael Morbius, przekonuje swoich szefów do przeprowadzenia samobójczej misji w rodzinnym wymiarze zombie w celu uzyskania składników potrzebnych na opracowanie szczepionki. Bardzo szybko zostaje zebrana do kupy grupa szybkiego reagowania w postaci Machine Mana i Jocasty, którzy, jako, iż są androidami, nie są narażeni na infekcję...

Van Lente wprowadza do fabuły schematy znane bardzo dobrze miłośnikom filmów klasy B. Mamy dwójkę bohaterów, którzy muszą pokonać hordy krwiożerczych potworów, by uratować świat (aż chce się rzucać wyświechtanymi hasłami reklamowymi w stylu "są ostatnią nadzieją ludzkości"), członka zespołu, który okazuje się zdrajcą, oraz bohatera, który w ostatniej chwili postanawia położyć na szali własne życie, by dokonać eksterminacji potworów. W rękach mniej utalentowanych artystów ta historia okazałaby się prawdopodobnie niestrawnym kotletem, którego konsumpcji nawet bym nie zakończył. Ale na szczęście w tym przypadku jest inaczej. Dialogi są takie jakie być powinny, napisane z polotem, zabawne. Zwłaszcza postać Machine Mana (którego fanem jestem po jego występach w Nextwave Elissa) bryluje w sarkastycznych one-linerach. Fabuła, mimo, iż przewidywalna, nie jest pozbawiona niespodzianek i ciekawych wątków, apetycznych zwłaszcza dla ludzi dobrze zaznajomionych z uniwersum Marvela. Przykładem: Kingpin w wersji zombie i jego stosunek do swojej wciąż żywej żony, który budzi autentyczne przerażenie. No i nie zapominajmy o krwi, flakach i ogólnie pojętej Masakrze przez duże M utrzymanej w szlachetnej tradycji "Evil Dead" czy "Martwicy Mózgu". A w scenach gore, zwłaszcza w dwóch ostatnich zeszytach, Machine Man wyrasta na na prawdziwego badassa, który w eksterminacji nieumarłych oraz w rzucaniu ironicznych odzywek, może się równać z Ashem i jego piłą mechaniczną. Aż człowiek się zastanawia, czemu nie doczekał się swojej własnej serii zamiast zombie-Deadpoola, który posiada własny miesięcznik na spółkę ze swoim alter-ego.

Kolejnym mocnym punktem tej historii jest oprawa graficzna. Styl Walkera jest typowo "cartoonowy", pozbawiony ciągotek realistycznych, co dobrze współgra z mocno absurdalnym klimatem opowieści i masą odrealnionej, przerysowanej przemocy. Należy wspomnieć też o świetnej pracy kolorysty Jeana Francoisa-Baeaulieu.

Komu więc można polecić Marvel Zombies 3? Pewnikiem osobom, które lubią zombie (bo podejrzewam że jeśli czytasz tę recenzję to znaczy, że publikacje wydawnictwa Marvel nie są obce twemu sercu) mają mocne żołądki i nie przeszkadza im spora ilość czerwonej farby na stronach komiksów.

LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.