Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #3 - Ultimate Fantastic Four vol. 1: The Fantastic

Ultimate Fantastic Four vol. 1: The Fantastic

Scenariusz: Mark Millar i Brian Michael Bendis
Rysunki: Adam Kubert
Okładka: Bryan Hitch
Liczba Stron: 144
Cena: 12,99$
Zawiera: Ultimate Fantastic Four #1-6, okładki poszczególnych numerów, szkice Johnny'ego Storma autorstwa Bryana Hitcha.

Kingquest: Do świata Ultimate zostali przeniesieni wszyscy najwięksi bohaterowie komiksów Marvela. W tym gronie nie mogło zabraknąć Fantastycznej Czwórki.

 

Brian M. Bendis podjął się ciekawego zadania - musiał osadzić popularnych bohaterów w zupełnie nowej rzeczywistości, oraz stworzyć współczesną wersję powstania F4.

 

Historia nie jest zbyt skomplikowana. Reed Richards jest niezwykle inteligentnym chłopcem, pasjonującym się nauką. W rezultacie nie jest tolerowany przez swoje szkolne otoczenie, oraz przez samych rodziców. Jego jedynym przyjacielem jest Ben Grimm. Na szkolnym konwencie naukowym Reed zostaje odkryty przez rządowych agentów, którzy werbują najzdolniejszą młodzież świata. Chłopak przeprowadza się do Budynku Baxtera w ścisłym centrum Manhattanu. Tam poznaje Sue Storm i jej brata Johna, dzieci profesora, który dowodzi całym przedsięwzięciem. Reed wraz z innym geniuszem Victorem przygotowuje rewolucyjny eksperyment, który ma mieć swoją premierę na pustyni Nevada. Niestety w jego trakcie dochodzi do fatalnej pomyłki i następuje wybuch.

Okazuje się, że czwórka bohaterów zyskuje nowe moce…

Jak już wspomniałem nie jest to zbyt oryginalna historia, jednak Millar z Bendisem i tak wykonali kawał dobrej roboty. Komiks czyta się bardzo dobrze, mimo iż wszyscy znamy opowieści o Fantastic Four. Millar, autor fabuły, przeniósł klasykę do nowego, współczesnego opakowania, tym samym poprawnie spełniając założenia imprintu Ultimate.

Jest to solidny komiks nastawiony na akcję i rozrywkę. Mamy tu kilka ciekawych zwrotów akcji, zaś całość czyta się szybko, miło i przyjemnie. Autorzy nie stworzyli niczego oryginalnego, zrobili tylko to, co zrobić musieli. Szkoda tylko, że odpowiedzialny za dialogi Bendis nie przyprawił komiksu odrobiną humoru, przez co opowieść sprawia wrażenie nieco "sztywnej". Zauważyłem też, że niektóre ze scen są zbyt długie, a część dialogów jest napisana jakby na siłę.

Także Adam Kubert nie wspiął się na szczyt swoich umiejętności. Komiks jest, co prawda narysowany bez większych błędów i rysunki w żaden sposób nie przeszkadzają w odbiorze całej historii, jednak wiele brakuje do tego, aby zachwycić się wykonaniem oprawy graficznej. Najładniej wyglądają sceny rozgrywane w podziemiach. Kubert znakomicie narysował kreatury takie jak Dr Molekevic. Bardzo słabo wyglądają sceny rozgrywające się w zamkniętych pomieszczeniach, które pozbawione są wszelakich szczegółów.

Ultimate Fantastic Four jest bardzo przeciętnym komiksem. Nie zobaczymy tu nic oryginalnego. Jest to typowa historia superbohaterska. Komiks polecam fanom Fantastic Four, zaś wszystkim tym, którzy chcą zapoznać się z imprintem Ultimate, polecam Ultimate X-Men czy Ultimate Spider-man oraz przede wszystkim znakomity komiks The Ultimates.
 

Ozz: Fantastyczna Czwórka była pierwszym marvelowskim komiksem o super-bohaterach stworzonych przez Lee i Kirby'ego, ale wersja tej grupy imprincie Ultimate pojawiła się dopiero po wszystkich innych ważnych postaciach. Mark Millar był odpowiedzialny za fabułę i to od niego zależało jak będzie wyglądać geneza tego zespołu. Moce pozostały takie same - naprawdę nie było większego sensu ich zmieniać - ale sposób, w jaki Reed, Sue, Johnny i Ben je zdobyli był trochę inny. Wypadek przy locie promem kosmicznym został zastąpiony nieudaną próbą eksperymentu polegającego na teleportacji przy użyciu odkrytego przez Reeda innego wymiaru zwanego Strefą N. Millar mówił, że nigdy nie podobał mu się oryginalny pomysł, dlatego chętnie go zastąpił nowym. Strefa N była związana z historią grupy od samego początku i "występowała" również w później historiach, więc jeżeli o mnie chodzi, to ta zamiana jest jak najbardziej na plus.

Millar dokładniej nakreślił historię Reeda, na którym koncentruje się pierwsza część tego tomu, przedstawiając go jako młodego geniusza niezrozumianego przez otoczenie, zwłaszcza swojego ojca (którego wątek jak na mój gust jest trochę pomijany przez kolejnych autorów tej serii), który swoje miejsce znajduje dopiero wśród sobie podobnych w Budynku Baxtera. Natomiast pozostała trójka członków grupy w tej fazie gra raczej role drugoplanowe, a w centrum wydarzeń pojawia się dopiero po wypadku. Większość z nich zostaje jednak wystarczająco dobrze scharakteryzowana, do czego przyczynia się również Brian Bendis za pomocą swoich dialogów, które wychodzą mu dobrze, podobnie jak w jego Ultimate Spider-Manie i dostarczają humoru, którego w tym komiksie nie brakuje. Johnny jest niezbyt rozgarniętym nastolatkiem, który uwielbia jak się coś dzieje i jest bardzo ucieszony z nowych zdolności. Zupełnie przeciwnie odbiera to Ben, z racji swojej przemiany w skalnego stwora. Grimm stara się nie oszaleć z powodu całej sytuacji i grać wyluzowanego gościa, ale widać, że nie jest zadowolony ze swojego losu. Jednocześnie stara się wykorzystać swoje nowe zdolności, skoro już je ma. Reakcje Reeda znajdują się pośrodku: nie daje się załamać, ale też nie jest entuzjastą nowego zwariowanego życia. Stara się jak na geniusza przystało zachować trzeźwość umysłu. Właśnie interakcja i przekomarzania się tej trójki przemieszane z efektowną akcją (czy to podczas walki z olbrzymim potworem na ulicach Nowego Jorku, jak i potem z całym stadem stworów Molekevica z podziemiach miasta) wypełniają drugą połowę historii i poszczególne sekwencje wykonane są dobrze zarówno przez pisarzy, jak i rysującego Adama Kuberta, o którym zdanie albo dwa później. Na tle trzech chłopców, Sue Storm wypada w tym komiksie trochę blado, prawie jak (pozornie) bezbronna damulka w tarapatach. Na szczęście w dalszych numerach postać ta staje się barwniejsza. Oprócz debiutów Victora Van Damme'a (tutejsza wersja Dooma) i Arthura Molekevica (zultymatyzowany Mole Man), którzy są mniej lub bardziej podobni do swoich oryginalnych wersji, uwagę trzeba zwrócić na doktora Franklina Storma. Może nie, dlatego, że dokonuje czegoś spektakularnego, ale dlatego, że po prostu jest. Ponieważ bohaterowie są tu znacznie młodsi niż w pierwotnej wersji, dodanie do obsady Storma, który zawsze stara się podchodzić do wydarzeń ze spokojem i powstrzymywać szalone zapędy młodzieży, to dobry pomysł. Zwłaszcza w późniejszych numerach często wchodzi z konflikt z Reedem, którego pomysły, jak doktor uważa, stawiają w niebezpieczeństwie jego dzieci, ale przy okazji jego debiutu chciałem zaznaczyć, że wprowadzenie tej postaci było dobrym posunięciem.

Rysunki Adama Kuberta nie są nadzwyczajne, ale spełniają swoją rolę, a postacie, które wychodzą spod jego ołówka podobają mi się, zwłaszcza Johnny Storm. Również Ben w swojej skalnej formie po przemianie jest całkiem udany.

Ultimate Fantastic Four to przyzwoicie zrobiony okraszony humorem komiks przygodowy. Jeżeli ktoś chce Watchmen, to niech czyta Watchmen, natomiast poszukując dobrej rozrywki na godzinę czasu, do której się chętnie wraca, można trafić o wiele gorzej niż kupując The Fantastic. Polecam.

 



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.