Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #125 (11.01.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 11 stycznia 2010Numer: 1/2010 (125)


Bez wątpienia tematem tygodnia był pierwszy numer Siege. Sprawdźcie, jakie opinie zebrał wśród naszych forumowiczów.



cCable vol. 2 #22
Delirium: Ledwie się rok rozpoczął, a już mamy poważną kandydaturę do tytułu najgłupszej sceny anno domini 2010. Mówię o nagłym i niespodziewanym pojawieniu się Kabla i Hope w książkach do historii po tym, jak plątali się pod nogami w jakiejś tam bitwie. Jeszcze wzmiankę w tekście mógłbym przeżyć, ale, kurde, kolorowego zdjęcia na rozkładówce to im nie daruję. Czystej wody idiotyzm. A gdyby nie to, można by nawet strawić ten numer, bo jest ciut mniej nudny ze względu na powolny rozwój osobowości u Hope. Tym razem będzie jednak dwója: 2/10.
Krzycer:
Hope się nadal rozwija. I super. Bishop nadal smęci. Cable... przechodzi zawał serca? Nie, żeby zatrzymało go to na dłużej niż trzy kadry.
Z innej beczki - strasznie bym nie chciał, żeby Bishop doczołgał się aż do Second Coming, ale jeśli dotąd się go nie pozbyli, to coraz bardziej boję się, że to Bishop odpali w końcu Cable'a, a nie na odwrót.
A, i jeszcze: Loa znajdująca Cable'a i Hope na rysunku z Wojny o Niepodległość - wyjątkowo idiotyczny chwyt.


Daffodil #1

Delirium: Zaplątało mi się, więc pomyślałem, że rzucę okiem, a co. I wiecie, co? Całkiem fajne się okazało. Takie trochę skrzyżowanie Powerpuff Girls z Buffy po stylizacji u Jamesa Cammerona. Rozłożyły mnie te pokraczne nosferatu, normalnie. No i Roman. Nie wolno zapomnieć o Romanie. W osobnej kategorii przedruków Soleil to jedna z lepszych pozycji i może nawet dostać 7/10 (oczywiście w tej kategorii).

Deadpool Team-Up #897

Delirium: Jak dotąd żaden z numerów tej serii mnie nie zadowolił i tak samo jest tym razem. Fabuła to jak zwykle zbieg okoliczności. W pomyśle tkwi jakiś potencjał, ale zaprzepaściły go kiepskie rysunki i poprawność polityczna scenarzysty. Kto to widział, żeby Deadpool używał armatki wodnej zamiast swoich najlepszych przyjaciół – Bullets! Przyznam się, że zupełnie nie widzę sensu istnienia tej serii i wystawię 4/10.
Krzycer: Pierwszy DTU, który mnie bardzo rozczarował. Nijak niewykorzystany potencjał scenografii, jaką jest cyrkowe miasteczko. Deadpool dający się opętać i powstrzymujący demona, bo jest tylko kolejnym głosem w jego głowie - ok, to wyszło całkiem fajnie.
Ale końcówka... końcówka, w której Duchy Zemsty kwitują dowcipami jeszcze bardziej czerstwymi od tych, które rzucał Bond Rogera Moore'a to, że Deadpool morduje swój cel to autentyczna porażka. Jeden kadr komiksowy, na którym jest się wyjątkowo nieprzyjemnym wystarczy, by Ghost Riderom było obojętne, czy żyjesz czy nie?


Marvel Boy - Uranian #1

Delirium: Ze wszystkich Agentów Atlasa Marvel Boy a.k.a. Uranian wydawał mi się zawsze postacią najciekawszą, toteż z ciekawością sięgnąłem po pierwszy numer jego miniserii. Trochę zaskoczyło mnie umieszczenie wydarzeń w przeszłości (bo nie zawracałem sobie głowy zapowiedziami) i przyznam, że nawet nieźle złożyło się z tym, co już o nim wiedzieliśmy. Nie jest to jakaś wielka rewelacja, a najwyżej przyzwoite czytadło, wspomagane przez rzadkie materiały archiwalne, ale może dostać neutralne 5/10.

Nation X: X-Factor

Demogorgon: Czyli PAD pokazuje Fractionowi, jak się pisze X-Men. I jest przezabawnie. PRZE-ZA-BAW-NIE. Jest kupa scen, które albo powalają humorem, albo grzeją na sercu, począwszy od rozmowy Scotta i Logana, a skończywszy na ostatniej stronie. PAD chyba nie lubi tego nowego status quo X-Men i wykorzystał okazję, by go skrytykować nieco, ale póki jest fajnie, nie można narzekać. Jak dla mnie numer tygodnia.

Delirium: Niekwestionowany numer tygodnia, w którym idealne jest prawie wszystko (oprócz rysunków, które słabną z czasem). Jest bardzo wiele nawiązań do starych wątków, które znakomicie je aktualizują. Jest element akcji i zupełnie nowa postać z zupełnie nową intrygą, która tę akcję zapewnia. Są genialne relacje między postaciami. A na marginesie tego wszystkiego PAD znęca się nad Liefeldem, stawiając Shatterstara w bajecznych cliché sytuacjach. Jeśli wprowadzimy kategorię "najlepszy 1-shot" w podsumowaniu roku, to już mam faworyta, a tymczasem porządne 8/10.

Hotaru: Chyba nikt nie wątpił w to, że ten numer będzie dobry. I nikt się nie zawiódł. Zaiste, chyba żaden scenarzysta nie rozumie tak pisanych przez siebie postaci, jak Peter David rozumie X-Factor (no, może poza Jossem Whedonem i jego obsadą Astonishing). Dialogi mają tak naturalny flow, że czytelnik prześlizguje się przez lekturę niczym na najfajniejszej wodnej zjeżdżalni. Podobne myśli towarzyszą też po jeździe - "To już? Chcę jeszcze!" A przytyki do Roba Liefelda to coś tak nergastycznie niesamowitego, że już chyba nie da się tego przebić.

Lilarcor: Czyli X-Factor wpada w odwiedziny. Numer skupia się na rozmowach i interakcjach między członkami zespołu a mieszkańcami Utopii, plus trochę akcji pod koniec, bez której właściwie też można było się obejść. Co do tego czy zostaną, jakichkolwiek wątpliwości oczywiście być nie mogło (no, ktoś mimo to został ;)). Za to świetnych scen jest mnóstwo, chociażby "Hello Jean-Paul. I'm Shatterstar", team-up Darwina i Namora, czy zwłaszcza wejście Magneto. Graficznie też w porządku, więc 9/10
Krusty: 10/10. Pewnie przesadzam, ale uwielbiam, jak Summers jest tak pisany, że jego ego i frazesy robią się więcej niż śmieszne, strona z Magneto, Namorem i Frost spowodowała mały ból brzucha. Zresztą każdy ma tutaj swoje momenty, nawet Wolverine, którego tak dobrej sztamy z Summersem do tej pory od kliku miesięcy nie mogę przetrawić.
Pariah:
Rewelacja. Zawsze lubiłem PADa, ale od X-Factor #200 jego komiksy jakby "odżyły". Ten numer jest typowo "Bendisowski", z tym że o wiele ciekawszy, niepozbawiony ironicznego poczucia humoru, które tak cenię u Davida. Podoba mi się, że nikt nie został pominięty i każda postać z X-Factor, a także wiele innych X-Manów (Namor, Cyclops) dostało swoje pięć minut chwały. Narazie najjaśniejszy punkt "Nation X", obawiam się że jedyny... Tak powinny wyglądać dobre komiksy. Mój osobisty numer tygodnia. 9,5/10

Krzycer: Świetne, rzecz jasna. Interakcje między postaciami bezbłędne, narysowane porządnie (choć wiem, że zawyżam ocenę artysty tylko dlatego, że nie jest Stromanem i paroma innymi, którzy kaleczyli X-Factor...). PAD pełną gębą.
I tylko cała ta sprawa ze Staruchą (Crone? Dobrze kojarzę? Nie chce mi się sprawdzać) jest dziwna, niezrozumiała i nie wiadomo po co, ale zakładam, że kiedyś będzie PADowi do czegoś potrzebna. A poza tym dzięki temu przynajmniej parę stron komiksu toczyło się w Warszawie...
Tylko w wersji "Atak 50-stopowej kobiety" na paru kadrach wyglądała jak Storm. Ale to kwestia kolorowania.


New Mutants vol. 3 #9

Demogorgon: Nie powiem, jest dużo ciekawych scen, wątek Douga może zostać sensownie wykorzystany, a Warlock chyba zostanie na dłużej, Emma ma sensowne motywy, a wątek Magik jest pomysłowy, ale... z całego numeru naprawdę podobała mi się tylko ekipa, która najwidoczniej wywalczyła sobie drogę do Limbo i z powrotem dzięki samej tylko swej badassowatości oraz uwagę Danger o reprodukcji (kto ma numer do Machine Mana?).

Delirium: Przez pierwsze kilka stron zastanawiałem się, czy za okładką na pewno kryją się przygody New Mutants, ale okazało się, że tak, więc dalej było już z górki. I było całkiem przyjemnie, bo wątki skupiły się na tajemnicy Magik 2.0 i adaptacji Douga. Ta dwójka zawsze była moimi ulubionymi postaciami w grupie, więc ucieszyłem się tym bardziej, że nadal mogę to o nich powiedzieć. Rysunki bardzo nierówne – miejscami straszne, ale też miejscami twarze wchodziły bardzo ładnie (tylko Douga od Sama nie mogłem odróżnić), więc za całokształt dam mocne 6/10.

Hotaru: Czuję się jakbym stracił wątek. W ostatnim numerze szalała Necrosha, a teraz już po wszystkim? Ot tak? To trochę tak, jakby Wells zdecydował się wejść na statek w porcie wyjścia, następnie uwiódł członka załogi i wyskoczył z nim za burtę, nie czekając na przybicie do brzegu w porcie docelowym. Doskonale rozumiem, że przywrócił Douga i Warlocka, mając w stosunku do nich (pewnie dobre) plany, ale mógł to zrobić w taki sposób, by nie odwracać się plecami w trakcie zaplanowanego misternie przez Kyle'a i Yosta eventu. I chociaż sam numer mi się spodobał, to cała ta sytuacja z Necroshą pozostawiła jakiś smrodek, który nie pozwala mi się nim cieszyć.

Krzycer: Iliana - czy Darkchild - rządzi od początku serii. Scena, w której pozwala Emmie zajrzeć w swój umysł, wypadła świetnie.
Nie jestem za to przekonany do Douga. Nie czytałem starych New Mutants, nie znam go, nie widzę na razie powodów, by wracał do świata żywych. Wątpię jednak, by była to decyzja edytorów - Doug Ramsey to chyba nie jest ktoś, kto przyciągnie dodatkowych czytelników do tytułu - więc pozostaje mieć nadzieję, że Zeb sięgnął po niego, bo ma jakiś naprawdę świetny pomysł.


dSiege #1
Demogorgon: No i się zaczęło. Event, który ma wprowadzić Marvela w nową Erę. I wiecie co? Już 1/4 za nami i jest całkiem nieźle. Bendis (albo Quesada) wyciągnął wnioski z Secert Invasion i zrozumiał, że styl zdekompresowanego komiksu nie pasuje do wielkich eventów. Oby tak dalej, a to może być sukces.
Foxdie: Fabularnie szykuje się naprawdę niezły czort, ale chyba Marvel zatrudnił jakiegoś innego Coipela, bo tym rysunkom daleko do tego, co pamiętam z genialnych kadrów House of M. Najgorzej wypadają postacie prezentowane na drugim planie, na dodatek wszystkie głowy mają dziwną manierę łączenia się na czubku, przez co wyglądają jak zmutowane cebule. Najbardziej niewybaczalna jest kreska, jaką narysowano Ms. Marvel. Oby rysunki dogoniły poziom scenariusza. Ocena: 7/10.

Hotaru: I zaczęło się. Moje zdanie na temat Bendisa jest już chyba powszechnie znane, dlatego czego bym nie napisał, i tak będziecie wiedzieć lepiej, co tak naprawdę sobie myślę. Ale i tak to napiszę. Bo myślę, że to porządny początek. Ale co z tego, skoro to zakończenia Bendis potrafi rozwalić jak mało kto? Ten numer pozwala żywić nadzieję, że scenarzysta wyciągnął jakieś wnioski z porażki, jaką była Secret Invasion i że nie powtórzy tutaj tych samych błędów. Ale nie wstrzymuję oddechu, bo i ten komiks nie jest pozbawiony swoich bolączek. Co się tyczy rysunków Coipela, to rzeczywiście - bywało lepiej. Bardziej podobały mi się jego prace w House of M i Thorze, ale nawet 90% Coipela przebija 100% większości innych artystów. Reasumując, porządny początek. Oby nie był najlepszą częścią tego eventu.
e
Delirium: Jak już inni zauważyli, się zaczęło. I co? I mnie nie powaliło na kolana. Chociaż teoretycznie oblężenie Asgardu wisiało w powietrzu od co najmniej miesiąca, nie pomogło to pozbyć się pierwiastka przypadkowości z przyczynowości wydarzeń. Dlaczego Osborn atakuje Asgard? Bo tak. Dobra, to nawet pasuje do postaci, bo w końcu Normie to psychol, ale zdecydowanie za mało czasu mija od samego pomysłu do oblężenia. W tym momencie zachwalaczom krótkości serii i zagram na nosie i powiem, że ja wolałbym ją dłuższą. Jeden pełny numer, poświęcony na solidne położenie fundamentów pod historię, zamiast wciskania pełnej konkretów rozmowy jako dodatek, który połowa czytelników sobie daruje. A tutaj mamy SRU! (through?) i od razu zaczyna się bieganina z naparzanką, w której tylko Ares chwilami zachowuje się, jakby to wszystko w ogóle miało sens. W dodatku Coipel obniżył loty do poziomu z czasów kilku nieszczęsnych numerów UXM, przez co zdarzają się momenty, że wolałbym tu kogoś innego w roli rysownika. Potrzebowałem nie jednego, ale kilku rzutów oka, żeby dostrzec pozytywy pierwszego numeru Siege, a mimo to nadal czuję się jak po spotkaniu z konkurencyjnym Amazons Attack. Jest to wrażenie, które nie wiem, skąd mi się przyplątało i nie mogę się go pozbyć, więc zagram zachowawczo i za pewne plusy dam 6/10.
Xavier83:
Fenomenalny komiks. W końcu opowieść, która wyprowadzi Universum Marvela z Mrocznej Ery Normana Osborna. Widać to na każdym kroku. Praktycznie gadanie jest sprowadzone do minimum, ale jakiego! Cała rozmowa Normana i Aresa po prostu cudo. Jeśli ktoś ma załatwić Normana pod koniec historii, to będzie to Ares, bez dwóch zdań. Najbardziej jednak podobała mi się rozmowa Obamy z Hand. W połączeniu z ostatnią stroną już wiemy, co stary, poczciwy Kapitan Ameryka zrobi dla prezydenta. Sam najazd na Asgard jest przedstawiony w iście epicki sposób, bez zbędnego gadania. Do tego wszystko śledzą na żywo media. Zastanawiać może, co kombinuje Loki, uprzedzając Baldera. Starcie Sentry versus Thor, a później Thor versus Osborn - dawno tak fajnych scen nie widziałem. Czekanie na nastepny numer będzie bardzo bolesne. 10/10

Volf: Świetny początek. Dzieje się dużo i z impetem... czyli mamy dokładną powtórkę z pierwszego numeru Secret Invasion. Bendis lubi świetnie zaczynać i kiepsko kończyć, ale, przynajmniej na razie, możemy cieszyć się dobrym komiksem. No i jak tak się zastanowić, to tym razem jest tu znacznie mniej do zepsucia niż przy SI - tie-inów w końcu jest rozsądna ilość, skala wojny mniejsza, całość skondensowana do rozsądniejszej liczby numerów i oczekiwania też inne - przy Secret Invasion liczyłem na wielkie zmiany, tutaj spodziewam się jedynie upadku Osborna i może jednego ważniejszego zgonu.
Black Bolt: Komiks rzeczywiście świetny, choć wciąż jeszcze jakoś tego nie czuję. Całe to największe, epokowe zdarzenie w uniwersum Marvela ma się rozbić o jakiś tam Asgard i pogrom czwartoligowych nordyckich bohaterów, których nikt nie zna? (chyba właśnie tylko po to wydali ostatnio ten wielki plakat z postaciami z Thora, żeby ktoś chociaż wiedział, czyje zgony będzie obserwował).
Mam nadzieję, że to się szybko rozleje poza Asgard na cały świat i że wykorzystają okazję, żeby rozwiązać jeden z największych problemów Marvela w moim mniemaniu, czyli zbyt wielką liczbę postaci. Oby nie zabrakło im ikry w robieniu przesiewu.
A potem pojawi się jakiś zakulisowy wymiatacz i naprostuje całą rzeczywistość, cofając wszystkich w rozwoju. I rozwiąże się kolejny z mankamentów Marvela, czyli zbyt potężne postacie.
I powrócą stare dobre czasy, kiedy heros z mocą był rzadkością i nie mógł robić zbyt fikuśnych rzeczy. :D Muahahahahahaha...

Undercik: Nie robiłem sobie zbyt wielkich oczekiwań, aby nie zawieść się jak przy Secret Invasion. W związku z tym muszę przyznać, że Bendis daje radę. Najlepsze jest chyba to, że wszystko dzieje się szybko i dynamicznie. Widać, że BMB wyciągnął wnioski z najazdu zielonych kosmitów. Czasem mam nawet wrażenie, czy aby nie za szybko to się dzieje. Zresztą już nie mogę się doczekać Captaina krzyczącego "Avengers Assemble!", a patrząc na rozwój wydarzeń, to nastąpi to zapewne najpóźniej w marcu. Z postaci na razie najbardziej tyłki kopie Ares. Jego rola w tym evencie będzie spora i może otrzymamy kolejną mini z jego udziałem, tak już po Siege. Jedyne, co mi się nie spodobało, to zbyt szybki nokaut Thora, ale co się dziwić, jak Bendis zarzucił takie tempo. Czuć klimat wielkiej batalii. Jest bardzo epicko. Pytanie teraz, co dalej? Jak ten event ostatecznie będzie wyglądał na tle poprzednich? Odpowiedzi poznamy już w kwietniu!
Zapomniałbym, szata graficzna. Styl Coipela pasuje jak ulał do epickiej historii z mitycznymi bogami. Taki trochę baśniowy, ale jednak rzeczywisty styl.
f
Bertoluccio: Mocny początek i czuć, że całość została zaplanowana na cztery numery, przez co już w pierwszym mamy naprawdę sporo akcji. Bendis wzbił się chyba na wyżyny swoich możliwość kompresji scenariusza. Oprócz tego mamy rysunki Coipela, które prezentują się wyśmienicie (zwłaszcza jego Ms. Marvel, szkoda, że taka malutka w kadrach, w jakich się pojawia) i w zasadzie nie pozostaje mi nic innego, jak przyznać pierwszemu komiksowi, jaki przeczytałem w nowym roku, ocenę 10/10.
Misiael: Poszło. Zaczął się ostatni, jeśli wierzyć edytorom Domu Pomysłów, wielki event w klasycznym uniwersum Marvela. Czy wszystko poszło zgodnie z naszymi oczekiwaniami? Prawie tak.
Nawiązanie akcji bardzo dobre. Uczynienie Volstagga "punktem zapalnym" jest całkiem zgrabnym posunięciem - nie jakimś szczególnie błyskotliwym, ale jednak. Choć moim zdaniem potraktowane nieco zbyt skrótowo, jakby Bendis chciał jak najszybciej przejść do właściwej akcji, jednak widząc, co czeka na nas na kolejnych stronach, nie mamy mu tego za złe. Podoba mi się błyskawiczne zmobilizowanie armii i szturm na Asgard, bez kilometrowych dialogów - krótkie urywki pokazujące machlojki Lokiego i reperkusje decyzji Normana wystarczą nam do rozeznania, co i jak. Wkroczenie do akcji Thora też rozegrano świetnie - akcja pędzi do przodu jak szalona i nie ma mowy o nudzie. Czyżby BMB uczył się na własnych błędach? Wszystko wskazuje na to, że tak.
Rysunki... Coipel nie jest moim ulubieńcem, choć potrafię zrozumieć ludzi zachwycających się jego stylem. Zbytnie uproszczenia w anatomii (Sentry bez nosa) postaci skutkują nieco karykaturalnym ujęciem, co mnie osobiście trochę denerwuje. Choć trzeba przyznać, że kreowanie teł idzie mu bardzo przyzwoicie, zaś jeśli chodzi o sceny batalistyczne, to już praktycznie czołówka - aż czuć tę moc, dynamikę... Do tego świetnie położone kolory i mamy całkiem niezłą oprawę graficzną.
Bardzo chciałbym wystawić pierwszemu numerowi "Oblężenia" najwyższą notę, jednak Bendis wyczerpał u mnie swój kredyt zaufania w czasie SI, toteż zagram zachowawczo i postawię ósemkę z plusem na zachętę.
8+/10

Pariah: Pomimo całego mojego sceptycyzmu wobec Siege ten numer był badzo udanym otwarciem eventu. Cieszę się, że Bendis choć raz odpuścił sobie niepotrzebne rozciąganie akcji przy pomocy rozstrząsania/komentowania mających miejsce wydarzeń przez wszystkie cokolwiek zainteresowane postacie. Chwała mu za to. Osborn poczuł krew i nie daje szansy żadnej stron konfliktu na dyplomatyczne wybrnięcie z sytuacji, co jest całkiem sprytne biorąc pod uwagę, jak łatwo można by to wszystko załagodzić. Mobilizacja i atak następują błyskawicznie, a ku mojemu zdziwieniu (i radości) pierwszą "ofiarą" Siege staje się największa nadzieja obrońców. Mam nadzieję, że kolejne numery utrzymają choćby podobny poziom i dadzą nam jakieś sceny, które uczynią ten event pamiętnym. 8/10

Siege: Embedded #1

Delirium: Zaryzykuję stwierdzenie, że, w pierwszej przynajmniej odsłonie, ten tie-in prezentuje się lepiej od głównej serii. Zgodzę się, że Reed nie pisze Uricha z takim polotem jak Jenkins, ale mimo to możemy dość łatwo wczuć się w jego rolę i odnaleźć w sytuacji. Will jest niezłym dodatkiem, a gdy pojawia się Volstagg, robi się już zupełnie fajnie i dość zabawnie. No i ciekawe, jaką rolę odegra telewizyjny ultra-patriota? Dodatkowy plus za homage dla sceny otwarcia z Civil War i w ogóle przyzwoite rysunki. Tutaj dam więc 7/10.
Krzycer: Zaczyna się dobrze. Mimo to pozostanę nieufny, bo frontline'owy tie-in do Sekretnej Inwazji był wyjątkowo nijaki.
Ale przynajmniej dobrze widzieć, że śmierć tysięcy ludzi nie popsuła Volstaggowi apetytu.


bUltimate Comics Spider-Man #6
Hotaru: Oh man... Przyzwyczaiłem się, że Bendis kłamie w wywiadach na temat tytułów o Mścicielach, ale czy chociaż Pajęczaka nie mógłby sobie odpuścić? Podobałby mi się ten numer, gdyby nie rewelacja, kto kryje się pod maską Shroud. Bo "zupełnie nowa postać" to powinna być zupełnie nowa postać, a nie "zupełnie stara postać w nowym wdzianku". Lektura dostarczała mi zacnej porcji frajdy, a kiedy dotarłem do tego kadru, przyjemność uleciała niczym powietrze z potraktowanego szpilą balonu i pozostała myśl - "znów mnie okłamał". Panie Bendis, opanuj się pan!

Krzycer: Dom Cioci May dla Zabłąkanych Superbohaterów jest uroczym pomysłem. Co z tego będzie - jeszcze się okaże, na razie jestem bardzo na tak.
Coraz bardziej na nie jestem, jeśli chodzi o rysownika. A że kiedy już odłoży na moment ołówek, zastąpi go Miyazawa, to nie bardzo mam na co czekać. Pośród wielu bardzo złych rzeczy, które przyniosło Ultimatum, przejście Immonena do New Avengers może być jedną z najgorszych.
A wracając do tego numeru - Bendisowi po raz pierwszy od jakiegoś czasu udało się autentycznie mnie zaskoczyć rewelacją na temat tego, kim jest Shroud. Ale jak się nad tym zastanowić - to ma sens. A przynajmniej argumentacja, którą ułożyłem sobie w głowie, ma sens. Zobaczymy, jak BMB to wyjaśni.


X-Men Noir: Mark Of Cain #2

Delirium: Wątki z zakończenia numeru pierwszego nie rozwinęły się zanadto, ale przynajmniej mogliśmy się nacieszyć noirową wersją Emmy (she's kinky!) oraz takim małym smaczkiem w postaci znaku M na oku. Intryga rozwija się powoli, ale konsekwentnie, więc zamierzam jej na to pozwolić i poczekać spokojnie, wystawiając na razie 6/10.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


aCable vol. 2 #22

Autor: Marko Djurdjevic

Hotaru: W tym tygodniu nie wyszło zbyt wiele komiksów, także i wśród okładek nie można było przebierać. Na szczęście nie było trzeba, bo ten cover od razu rzuca się w oczy. Nie zwrócił mojej uwagi precyzją wykonania (chociaż doceniam i ten aspekt pracy Djurdjevica), co niesztampowym ukryciem twarzy protagonisty. Co dziwne, chociaż nie widzimy twarzy Hope, to jej postawa i tak przekazuje jej emocje. Chociaż obrócona do nas tyłem, i tak nadal jest centralną częścią kompozycji, a Bishop - tłem.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.01.06


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.