Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #103 - Captain America: Winter Soldier vol. 1 TPB

Captain America: Winter Soldier vol. 1 TPBcapa.jpg

Scenariusz: Ed Brubaker
Rysunki: Steve Epting, Michael Lark, John Paul Leon
Okładka: Steve Epting
Cena na okładce: $16.99
Liczba stron: 176
Zawiera: Captain America vol. 5 #1-7



Gamart: Z Captainem Americą zawsze było dziwnie. Facet ubrany jest w amerykańską flagę, ma skrzydełka obok uszu, wielkie "A" na czole, a do tego jego jedyną bronią obok intelektu i fizycznej sprawności jest tarcza, którą rzuca w przeciwników. Ciężko sobie wyobrazić takiego kogoś stojącego ramię w ramię z osobami, które samodzielnie mogą zrównać z ziemią jakiś kraj. Ale, o dziwo, przy całej tej odpustowej otoczce Steve Rogers ma w sobie niesamowite pokłady klasycznej badassowości i charyzmy, a jak jeszcze trafi na dobrego scenarzystę, to już w ogóle. W piątym restarcie swojej serii na szczeście trafił na świetnego, a mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że najlepszego, na jakiego mógł.

Najnowsze przygody Captaina wystartowały z powodu tego, że Wandzie Maximoff się zwariowało i rozniosła Avengers. Marvel tym samym postanowił zrewitalizować całą markę Avengers i oprócz restaru serii Mścicieli, nowe numery i scenarzystów dostały serie najbardziej znanych członków drużyny. Do Iron Mana trafił Ellis, nad którego niesamowitością już się rozpisalismy, Thor w tym czasie był M.I.A., a Cap dostał wybijającego się na komiksach z Batmanem Eda Brubakera.

Brubaker znalazł bardzo fajny pomysł, aby rozpocząć swoją intrygę. Bo co może być lepszego niż wymieszanie absolutnych klasyków jak Red Skull i Cosmic Cube z radzieckim generałem i innymi reliktami radzieckimi (Piersi? Dinozaury? Tak, wiem... ale muszą nam na razie wystarczyć nazista i komuch)? Coś zdecydowanie fajnego, szczególnie, że w pierwszym numerze wpakowuje się w ciało Skulla kulkę marki ołów. Serio. Podstawą intrygi jest właśnie śmierć nazistowskiego zbrodniarza z ręki tajemniczej osoby i zaginięcie Cosmic Cube. Wszystko to jest zalążkiem 50-numerowej, niesamowicie logicznej intrygi, która zaprowadzi do śmierci Captaina, wprowadzenia nowej osoby, która wlecze tarczę i rozwiązuje się obecnie dopiero w Reborn. Zapewniam Was, że na tym jednym tomie czytanie się nie zakończy.

Warsztat Brubaker zawsze miał świetny. Facet wyrabiał się przecież na Batmanie, a potem zrobił jeden z najlepszych policyjnych komiksów, czyli Gotham Central. Jego Captain nie jest już typowo kolorowym komiksem, gdzie ten dobry obija tych złych, równie kolorowych. Akcja komiksów Bru zawsze w jakiś sposób zjeżdża na klimaty noir i tu też to widać. Cap może nie zakłada od razu fedory, przypalając papierosa od lufy pistoletu, ale od początku jest sfrustrowanym facetem przez rozpad Avengers, a tajemicza śmierć Skulla wcale mu nie pomaga. I to widać w komiksie. Może oklepany pomysł z tym, że nagle wiele rzeczy zrzuca się na głowę bohatera, ale to działa. Cap obiera brutalniejszą drogę w walce z przeciwnikami, to samo tyczy się retrospekcji wojennych, które są ważną częścią komiksu. Widzimy tu chodźby takie rzeczy, jak Bucky, który bez kozery wbija nóż w gardła nazistów. Rogers nabrał kolorów swojej wersji Ultimate i już to powinno zachęcić do czytania. Jeśli chodzi o dialogi, to dla mnie najważniejsza część komiksu. Ed Brubaker nie jest może tak przystępny dla weekendowego czytelnika jak np. Bendis, który jest dla mnie osobiście obok Petera Davida wzorem tego, jak pisać rozmowy bohaterów, ale nie wymagam tego od niego. Teksty są naprawdę dobre i cieszy, że autor nie starał się być na siłę cool i skupił się na historii, a dialogi to dla niego rzecz, która ma nam naświetlić intrygę, rozwijać ją, a nie zarzucać miliardem one-linerów. Czyta się to dobrze i to najważniejsze.

Sama intryga jest złożona i widać, że będzie potrzeba czasu na ogarnięcie całości. Struktura przypomina dobry serial sensacyjny, a każdy numer kończy się w taki sposób, że automatycznie chcemy wiedzieć więcej. Mamy również dużo odniesień do historii Capa, ale jest to bezbolesne dla nowych czytelników. Całość to na razie dobra kryminalna historia, która po czasie rozwija się w coś dużo większego. Do tego kolejne wskazówki są przerywane akcją niczym z filmowego blockbustera, co nie pozwala na znudzenie i jest niezwykle dynamiczne. Rogers skacze od Ameryki, przez Francję, po Niemcy, skacze też po pociągach, samolotach, rzuca tarczą, czasami skoczy po jakimś naziście. Wszystko to ogląda się świetnie i doceniamy, ile ten facet potrafi wyciągnąć ze swoich umiejętności.

Ze swoich umiejętności dużo też wyciąga Steve Epting. Rysownik już na stałe będzie dla mnie definicją komiksowego Captaina. Od wyglądu militarnego Rogersa [włosy w stylu typowego wojskowego badassa, pas z kieszeniami, które o dziwo do czegoś się przydają, plując w twarz latom 90.], do niezwykle dynamicznej akcji, wszystko jest tu po prostu na miejscu. Świetnie przedstawione są też kameralne sceny, jak chodżby Skull, który pije wino. Ma to wszystko noirowego kopa i w połączeniu ze świetnie rozrysowanymi scenami akcji ogląda sie całość jak dobry film. Zresztą niech ten kadr mówi za siebie.

capa1.jpg


To, co stworzył Michael Lark, też robi wrażenie i trzyma się klimatów, które nakreśla Epting.

Zachęcam więc do czytania, bo to najlepszy moment, żeby zapoznać się ze współczesnymi przygodami Steve'a. Jest ciekawa intryga, która zostaje na świetnym poziomie rozwijana przez wiele numerów, które dadzą nam jeden z najlepszych runów w historii, jest filmowo narysowane i Cap ma cojones, które mógłby w błocie walczyć z tymi, które noszą Cyclopsa Whedona. Czego chcieć więcej, szczególnie, że Winter Soldier, którego tutaj poznamy, jest obecnie... ale tego dowiecie się już sami.

Crov: Nie wiem, co napisać.

Nie dlatego, że brak mi słów, bo historia odebrała mi mowę. Nie dlatego, że opowieść była tak ekscytująca i zapierająca dech w piersi. Po prostu... nic nie czuję po przeczytaniu początku tak chwalonego stażu Eda Brubakera w serii o przygodach Captaina America.

Fabularnie prezentuje się to ciekawie, przynajmniej w założeniach. Ktoś morduje nazistowskiego super-żołnierza, Red Skulla, a śledztwo na zlecenie S.H.I.E.L.D. prowadzi nie kto inny, jak Captain America i jego była dziewczyna, Agentka 13, czyli Sharon Carter. Powinno brzmieć to dobrze. Jest zwrot akcji, a właściwie jest ich więcej niż jeden, a do tego są dobrze rozłożone w opowieści...

Jaki jest problem tej opowieści? To sześcioczęściowy wstęp do reszty historii, jaką stanowią dalsze numery tej serii autorstwa Brubakera, a nie pełnoprawna historia. Dostajemy małe rozwiązanie i zaskoczenie, ale nie dostajemy satysfakcjonującego zakończenia tej historii. Nie czuć, że przeczytaliśmy pełnoprawną historię. Mamy tu dużo śledztwa, trochę walki, dużo mało interesujących retrospekcji... Czuć, że scenarzysta ma przygotowaną historię, ale nie potrafił mnie zainteresować tym prologiem. Brak tu jakichś zapadających w pamięć scen czy tekstów. Brak tu głównego przeciwnika, który co prawda JEST, ale jest przygotowywany na później.

Inny problem tej opowieści to postacie. Nie ma tu nikogo, kim można było się zainteresować. Steve Rogers to nudziarz. Blondwłosy harcerz, który nie jest ani intrygującym twardzielem w stylu Clinta Eastwooda, jakiego znamy ze świata Ultimate, ani charyzmatycznym, dowcipnym i inspirującym symbolem. To przeciętniak, którego los zupełnie mnie nie obchodził. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że Cap nie powinien mieć swojej własnej serii i pojawiać się jedynie w którejś serii o Avengers. Nie jest nawet w połowie tak interesujący, jak na przykład Iron Man, Spider-Man czy Hulk. Pozostali bohaterowie to tekturowe postacie, z których trochę sympatyczniejsza jest Sharon Carter oraz, przede wszystkim, Jack Monroe, którego poznajemy niestety dopiero... kiedy nie żyje od czterech numerów.

Graficznie komiks prezentuje się porządnie, aczkolwiek rysunki Steve'a Eptinga i Michaela Larka czasem są zbyt statyczne, przez co sceny akcji prezentują się mało dynamicznie. Problemem jest to, że jest ich mało i dynamika zdecydowanie przydałaby się tej serii. Rysunkami powinien zająć się tu ktoś taki jak Steve McNiven, który potrafi rysować sceny dramatyczne i emocjonujące, a do tego prezentuje ciekawe kadry. Epting – czyli główny rysownik (Lark odpowiada za retrospekcje) – jest przeciętny. Jest po prostu zwyczajnym rysownikiem, którego kreska pozostaje w realistycznym tonie, niestety, w przeciwieństwie do takich rysowników, jak Bryan Hitch czy Alex Maleev, którzy również prezentują realistyczne obrazki, nie zachwyca niczym szczególnym. Podoba mi się za to, że kolorystycznie wszystko utrzymane jest stonowany klimacie – bez pastelowych, kiczowatych barw.

Początek runu Brubakera i Eptinga to nie jest zły komiks – to komiks ze wszech miar przeciętny. Ta historia z pewnością nie zmieni podejścia do Captaina America u kogoś, kto wcześniej się nim nie interesował. Daleko mu do tego, co zrobił Bendis odnawiając Avengers czy nawet do tego, co zrobił Straczynski, prezentując świeże oblicze Thora. Powaga, z jaką Brubaker opowiada o przygodach super-żołnierza jest godna pochwały, ale brak jej jaj i fascynującego mięcha. Niestety, jest to po prostu przeciętny wstęp do większej historii.




LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.