Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #102 - Punisher: Frank Castle MAX - Six Hours To Kill TP

Punisher: Frank Castle MAX - Six Hour To Killlt_102.jpg
Scenariusz: Duane Swierczynski
Rysunki: Michel Lacombe
Okładka: Michel Lacombe
Cena na okładce: $16.99
Liczba stron: 144
Zawiera: Punisher: Frank Castle MAX #66-70, Punisher: Force of Nature

question: Frank Castle. Punisher. Nie ma chyba na tym świecie fana komiksów Marvela, który nie zna tej postaci. Były komandos, którego rodzina straciła życie w wyniku mafijnych porachunków, poświęca swoje życie bezkompromisowej walce ze zbrodnią. Postać Franka Castle zadebiutowała w latach 70-tych na fali popularności nowego typu bohaterów filmów akcji, twardzieli nie liczących się z prawem, w krwawy sposób likwidujących setki kryminalistów. Pod koniec następnej dekady Punisher z postaci pojawiającej się gościnnie u boku innych superbohaterów awansował na gwiazdę swojego własnego miesięcznika (The Punisher), do którego szybko dołączyły dwa kolejne (War Zone oraz War Journal). Przygody Franka przestały się podobać czytelnikom dopiero w połowie lat 90-tych, gdy Marvel zamknął wszystkie trzy wydawnictwa ze względu na niskie wyniki sprzedaży. W ciągu następnych kilku lat podejmowano nieudane próby nadania postaci nowego status quo. Castle został bossem rodziny mafijnej, później zaś popełnił samobójstwo, po czym został przywrócony do życia jako "anioł zemsty". W końcu za przygody naszego bohatera zabrał się kontrowersyjny twórca Garth Ennis, początkowo tworząc historię pełne czarnego humoru, obfitujące w gościnne występy innych bohaterów Marvela. W końcu obaj panowie trafili pod skrzydła imprintu MAX, gdzie seria zyskała znaczną dozę realizmu poprzez odsunięcie jej od głównego nurtu marvelowskich publikacji. Ennis wrócił do korzeni serii, stawiając Franka przeciwko mordercom, psychopatom, mafiosom i gwałcicielom, tworząc z głównego bohatera na nowo zimnokrwistą maszynę do zabijania.

Garth Ennis podczas swojej niespełna ośmioletniej przygody z Punisherem stworzył najlepsze opowieści z tym bohaterem w roli głównej. Niestety ,zgodnie ze starym powiedzeniem wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Autor zaprzestał pracy nad miesięcznikiem po numerze 60. Twórcy, którzy przyszli po nim, musieli dokonać rzeczy niemożliwej - dorównać legendzie. Jednym ze scenarzystów przed którym editor-in-chief Marvela, Joe Quesada, postawił to niemożliwe zadanie, był Duane Swierczynski, człowiek o swojsko brzmiącym nazwisku, który oprócz komiksów ma na koncie kilka powieści kryminalnych. Pisarz podjął się zadania, prezentując pięcioczęściową historię "Six Hours to Kill", zilustrowaną przez Michaela Lacombe. Ciekawostką jest, że od numeru 66, który jest początkiem historii Swierczynskiego, wydawnictwo zmieniło nazwę miesięcznika o przygodach Franka z The Punisher MAX na The Punisher: Frank Castle. Duane podczas rozmowy z Comic Book Resources skomentował to w zabawny sposób. "Po ponad 30 latach, trzech adaptacjach filmowych, i niezliczonych historiach, Frank w końcu domaga się tego, co mu się należy. Zamierzacie mu odmówić?".

W "Six Hours to Kill" Castle bawi w Filadelfii, rodzinnym mieście Swierczynskiego. Przyjeżdża tam, by rozprawić się z właścicielami ośrodka dla problematycznej młodzieży, którzy wykorzystują swoich podopiecznych w przemycie heroiny i dziecięcej prostytucji. Wkrótce okazuje się, że jego wizyta jest częścią planu pewnych wysoko postawionych osób, które chcą wykorzystać Franka do własnych celów. Po szybkiej likwidacji kryminalistów Castle zostaje pozbawiony przytomności przez tajemniczego osobnika. Gdy nasz bohater budzi się, jego porywacz oznajmia, że właśnie podał mu zabójczą dawkę trucizny, która spowoduje jego śmierć w przeciągu następnych sześciu godzin. Zasady gry są proste: jeśli Frank chce uzyskać antidotum, musi zabić wyznaczoną przez porywacza osobę przed upływem czasu, który mu pozostał. Punisher nie zamierza jednak się przejmować błahostkami i postanawia spędzić czas, jaki mu pozostał w sposób bardziej produktywny, zabierając z tego świata najgorsze szumowiny, jakie zna Filadelfia. Wkrótce jednak jego drogi krzyżują się ze sprawcami całego zamieszania, jego niedoszłym celem oraz kilkoma innymi osobami, które chcą przyśpieszyć zejście mściciela z tego ziemskiego padołu łez i rozpaczy.

Swierczynski stworzył dobrą historię, która nie aspiruje do bycia niczym więcej niż zwykłym czytadłem. Nie uświadczymy tutaj żadnych zaskakujących zwrotów akcji ani rozważań nad ludzką naturą. Ot, wszystkie komponenty, które składają się na dobry komiks z gatunku "zabili go i uciekł" są na swoim miejscu. Szybka akcja, napięcie potęgowane przez zegar odmierzający kolejne godziny, wzorem serialu "24", oraz dużo bandziorów do zabicia. Wszystko okraszone odrobiną czarnego humoru. Słowem, dobra rzemieślnicza robota, aczkolwiek pozbawiona nutki geniuszu.

Podobnie jest ze stroną graficzną, która nie prezentuje sobą jakichś wyjątkowych fajerwerków graficznych, ale dobrze komponuje się z mrocznym klimatem opowieści (mi Frank na niektórych ilustracjach dziwnie przypomina Nicholasa Cage'a). Na zdecydowanie więcej uwagi niż same ilustracje wewnątrz komiksu zasługują przepiękne okładki w wykonaniu Dave'a Johnsona, który już wcześniej zasłynął podobnymi projektami do serii 100 naboi.

Zdecydowanie nie jest to komiks, który zapisze się złotymi zgłoskami w historii tej serii, ale nie jest to również wydawnictwo specjalnie złe. Jeśli więc nie jesteś, drogi czytelniku, fanem Punishera, to obok "Six Hours to Kill" możesz w spokoju przejść obojętnie. Jeśli zaś Frank Castle należy do grona twoich ulubionych postaci lub po prostu lubisz proste historie o twardych facetach kroczących drogą samotnego mściciela, to komiks duetu Swierczynski/Lacombe jest pozycją, na której się nie zawiedziesz.

Spell: "Six Hours To Kill to pierwsza historia", która ukazała się pod szyldem The Punisher: Frank Castle (MAX). Seria zastąpiła The Punisher (MAX), tylko nie wiadomo po co, skoro po zmianie nazwy nie zresetowano nawet numeracji. Seria i tak się długo nie utrzymała, bo wyszło jedynie 10 zeszytów.

Po lekturze tej historii chce się powiedzieć tylko jedno: czy ci ludzie nigdy się tego nie nauczą? Nie można i nie da się kontrolować, szantażować lub zastraszyć Franka. Ten człowiek jest psychopatą i prędzej pójdzie gryźć ziemię, niż pomoże jakiemuś przestępcy (chyba, że scenariusz pisze wielbiony przez wszystkich Jeph Loeb). Jednak po raz kolejny historia się powtarza. A wszystko przez scenarzystę, który postanowił zaserwować nam sztampowy dla naszego bohatera pomysł. Jedyne, co ratuje Duane'a Swierczynskiego, to ciekawe postacie i dialogi. Zawsze podobały mi się osoby, których motywacja nie była standardowa – czyli kasa. Lubiłem, jak przeciwnik był po prostu niezrównoważony i nie wiadomo czego się po nim spodziewać. Zarówno Dre "prześpię się z każdym zabójcą psychopatą", jak i Walter "zrobili mi kuku na wojnie i teraz mam traumę" pasują do tego opisu. Jeśli chodzi o dialogi, to pozwolę sobie tylko przypomnieć cytat numeru z pierwszego numeru: Louis (po zrobieniu zastrzyku z trucizną Punisherowi): "Damn, you're hardcore. I've just killed you, and you've got nothing to say about it? Not even a middle finger and a hearty >>Fuck you<<?"

Drugim mankamentem tej historii są rysunki Michaela Lacombe'a. Są po prostu szkaradne. W wielu miejscach facet się nie postarał i widać, że jego piętą achillesową są twarze. To jest imprint MAX, więc powinno by dużo krwi, flaków i latających kończyn. Tymczasem mój imiennik często pokazuje nam sceny przed i po, czyli ktoś wylatuje przez okno, ale nie widzimy, jak został wyrzucony, lub jak skończył na chodniku. Widzimy, jak czyjaś głowa spotka zaraz ścianę, ale już samego spotkanie nie ma. Osobny temat to okładki. Jak dla mnie każda z nich to dosłownie arcydzieło. Odpowiada za nie Dave Johnson i gdyby mi żona pozwoliła, każdą powiesiłbym sobie na ścianie. Zresztą poziom okładek został utrzymany w kolejnych numerach i w nowej serii PunisherMax.

Podsumowując: historia mało oryginalna, ale ciekawie zrobiona. Rysunki mroczne, ale kiepskie, za to super okładki. Jeśli lubisz przygody Franka, to warto ten komiks przeczytać, ale kupić już niekoniecznie.

LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.