Avalon » Publicystyka » Artykuł

2009 w retrospekcji

W tym roku Avalon zaproponował Wam nową formę podsumowania rocznego, w której to Wy – czytelnicy - mogliście głosować na najlepsze lub najgorsze spośród propozycji zaproponowanych przez redakcję. Ponieważ jednak wielu z Was wolało starą wersję plebiscytów, a mnie nie było tutaj, kiedy trwała dyskusja i głosowanie, poprosiłem szefostwo, by pozwoliło mi na autorskie podsumowanie roku w starym stylu. Oto i ono.

2009 w retrospekcji

 


W tym roku Avalon zaproponował Wam nową formę podsumowania rocznego, w której to Wy – czytelnicy - mogliście głosować na najlepsze lub najgorsze spośród propozycji zaproponowanych przez redakcję. Ponieważ jednak wielu z Was wolało starą wersję plebiscytów, a mnie nie było tutaj, kiedy trwała dyskusja i głosowanie, poprosiłem szefostwo, by pozwoliło mi na autorskie podsumowanie roku w starym stylu. Oto i ono.

 

Zaczynamy od tego, co w roku 2009 było najlepsze i muszę powiedzieć, że było tego dość dużo, dlatego pozwoliłem sobie dodać kilka nowych kategorii do tych dobrze już znanych, a kilka innych podzielić.

 

Seria grupowa - Bez chwili wahania pierwsze miejsce przyznaję X-Factor vol. 3, której każdy numer był wydarzeniem i mógłbym umieścić przynajmniej kilka z nich w sekcji najlepszych pojedynczych numerów. Drugie miejsce dla Dark Avengers, która również może pochwalić się świetnymi relacjami wśród postaci oraz intensywnymi wydarzeniami. Miejsce trzecie muszą podzielić między siebie Guardians Of The Galaxy vol. 2 i X-Force vol. 3, które zachwycają akcją i radykalnymi pomysłami.

 

Seria solowa – Pierwsze miejsce dla Ms. Marvel vol. 2, której każdy numer był sensacyjny i świetnie się to czytało, zarówno z Karolką, jak i Carlą w roli głównej. Miejsce drugie dla Thora, który zawsze zachwycał, choć nie było tych numerów dużo. Stawkę zamyka Nova vol. 4, który nieprzerwanie dostarcza wciągającej akcji na wysokim poziomie.

 

Miniseria – Wygrywa zakończona właśnie w wielkim stylu Dark Avengers: Ares, która po prostu zawiera wszystko, co dobra historia mieć powinna i ma swój pazur, a nawet siekierę. Miejsce drugie przyznam War Of Kings, która dostarczyła nam kolejnej rewolucji w kosmosie Marvela. Trzecia pozycja należy się natomiast zupełnie niespodziewanie Marvel Zombies 4, która przyniosła nam świetną nową inkarnację Midnight Sons.

 

Pojedynczy numer – Tutaj rządzi jubileuszowy Thor #600, w którym mamy bardzo ważny i świetnie napisany pojedynek z Borem. Miejsce drugie przyznam The Amazing Spider-Man #611, w którym Deadpool zaliczył genialny występ gościnny. Trzecie miejsce dla tripowego Guardians Of The Galaxy vol. 2 #11, w którym odwiedzamy świat Obliviona. Nie wymieniam żadnego z numerów X-Factor tylko dlatego, że musiałbym wymienić je wszystkie, więc tylko na marginesie wspomnę liczbę 39.

 

Nowa seria – Mieliśmy w tym roku kilka udanych debiutów, wśród których na czoło wysuwa się Dark Avengers, o której wspomniałem już przy najlepszej serii. Spider-Woman vol. 4, ze swoim unikalnym klimatem, zajmuje miejsce drugie. Trzecie natomiast dla Secret Warriors, gdzie rządzi złożona intryga.

 

Historia – Nie mogę ująć tego inaczej niż tak: cała historia w X-Factor vol. 3 #39-50. Jest to w końcu jedna historia z wieloma wątkami, w różnych miejscach i czasach. Drugie miejsce dla intrygującej i dynamicznej "War Of The Marvels" z Ms. Marvel vol. 2 #42-46. Trzecie natomiast przyznam tie-inowi do "War of Kings" z Guardians Of The Galaxy vol. 2 z numerów 11-17.

 

Scena - Tak jak w zeszłym roku, prym wiedzie Lew Olimpu, czyli Hercules, tym razem w przebraniu Thora wykonujący nipple twistera Thorowi przebranemu za Herculesa. Miejsce drugie zajmuje Hank Pym, który powiedział Reedowi Richardsowi: "It’s on, bitch". Miejsce trzecie to zaskakujący pocałunek Rictora i Shatterstara, który sprawił, że Rob Liefeld dostał krwotoku z nosa.

 

Pomysł na postać – Nic w Marvelu nie stoi w miejscu, a tym razem najbardziej udane rewolucje dotknęły: Jericho Drumma, znanego odtąd jako Doctor Voodoo; Darkhawka, którego nikt nie podejrzewałby o bycie kosmicznym zabójcą, oraz Shatterstara, który niespodziewanie zyskał osobowość i coś więcej.

 

Bohater - W tym roku wszystko stanęło na głowie i trudno się zorientować, kto jest bohaterem, a kto nie. Mimo wszystko, mój wybór padł na Madroxa, który z właściwym sobie wdziękiem działał na osi najciekawszych wydarzeń tego roku. W drugiej kolejności wybieram Novę, który przeszedł długą drogę w tym roku, by odzyskać swoją pozycję i tożsamość. I wreszcie, jeśli chodzi o trzecie miejsce, sam siebie zaskoczę i postawię tu Hanka Pyma, którego rozwój trzeba docenić nawet, jeśli się go nie lubi.

 

Bohaterka – Numer jeden to w moim rankingu Carol Danvers, którą mieliśmy w tym roku żywą i martwą, w jednej i kilku postaciach, dzielnie pokonującą kolejne przeszkody, ale niezmiennie wspaniałą. Miejsce drugie tym razem dla agentki Abigail Brand, która pojawia się zdecydowanie za rzadko, ale zawsze jest to występ oskarowy. A trzecie miejsce muszą podzielić między siebie Layla Miller i Theresa Cassidy, obie oczywiście za swój udział w wydarzeniach z X-Factor.

 

Złoczyńca – Jeśli chodzi o miejsce pierwsze, wszyscy wiemy, że dostanie je Norman Osborn. Za całokształt. Drugie miejsce dla Dooma za to, że cały czas uprzykrzał życie wszystkim i wszędzie, i zawsze. Brąz w tej kategorii powędruje natomiast do Morgan Le Fay, której występ w pierwszych numerach Dark Avengers zrobił na mnie ogromne wrażenie.

 

Nowa postać – Wśród postaci debiutujących w tym roku największe wrażenie zrobiła na mnie Casey Kinmont, młodociana czarownica, którą poznaliśmy niedawno w miniserii Strange vol. 2. Drugie miejsce to psychopatyczny Doctor Rot, którego przedstawiono nam w Wolverine: Weapon X. Jako trzecią postać wskażę natomiast Redeemera i jego ekipę popaprańców, których spotkaliśmy w Dark Reign: Sinister Spider-Man.

 

Najlepiej traktowana postać – W tym roku największą przychylnością scenarzystów cieszył się oczywiście Norman Osborn, który był wszędzie i pławił się w luksusach. Niewiele ustępuje my Cyclops, którego napompowane do olbrzymich rozmiarów cojones mógłby opisać tylko Warren Ellis. Trzecie miejsce tym razem dla Deadpoola, którego nagle pokochał cały świat, a jego serie rozmnożyły się jak paciorkowce na agarze. Zupełnie inną kwestią jest natomiast, czy z tego pobłażania postaciom wynika coś pozytywnego. Cóż, nie zawsze.

 

Scenarzysta – Złoto w tym roku dla Petera Davida za rewelacyjne X-Factor plus kilka pobocznych pomysłów. Srebro otrzymuje marvelowe odkrycie roku, czyli Kieron Gillen, który podarował nam naprawdę świetne historie z udziałem Aresa, Thora i agentów S.W.O.R.D.. Tym razem brązem musi nacieszyć się Brian Michael Bendis, który nadal świetnie się spisuje w przygodach Avengers i Spider-Woman, ale w tym roku byli lepsi. Muszę też dodać, że tym trzem panom depczą po piętach Mike Carrey, Paul Cornell oraz duety Kyle&Yost i Abnett&Lanning.

 

Rysownik – Dla mnie odkryciem roku jest Sana Takeda, której kreska w Ms. Marvel vol. 2 po pierwsze mocno wyróżnia się na tle innych, a po drugie jest po prostu słodko-cukierkowo-wspaniała. Miejsce drugie zajmuje Mike Choi, który świetnie się spisuje w X-Force vol. 3 i rysuje za każdym razem lepiej. Trójkę zamyka Mike Deodato ze swoją pracą w Dark Avengers, idąc ramię w ramię z Alexem Maleevem i jego Spider-Woman vol. 4. Plus specjalne wyróżnienie otrzymuje Skottie Young za pracę poza głównym nurtem.

 

Okładka - Tutaj jak zwykle był twardy orzech do zgryzienia, ale w końcu dokonałem wyboru. Na pierwszym miejscu postawię okładki Ms.Marvel vol. 2 #39i Spider-Woman vol. 4 #4 ponieważ nie ma nic przyjemniejszego dla oka niż piękne kobiety. Miejsce drugie dla bardzo fajnie skonstruowanych i oddających klimat wnętrza okładek Thunderbolts #126i New Mutants vol. 3 #2. A na miejscu trzecim okładka Daredevil #500 jako reprezentacja dorobku Marko Djurdjevica.

 

Wydarzenie – Z pewnością największym wydarzeniem roku jest finalizowana właśnie umowa między Disneyem a Marvelem, ale ponieważ kiepski ze mnie ekonomista, trudno mi ocenić właściwie wymiar tego zdarzenia. Dlatego właśnie jako wydarzenie roku chciałem wyróżnić nabycie przez Marvela praw do postaci Miraclemana. Jest to postać z bogatą historią, więc niesie ze sobą ogromne możliwości. Jeśli zostanie włączony do uniwersum, mogą powstać z tego naprawdę wspaniałe historie, a nawet jeśli tak się nie stanie, istnieje przynajmniej szansa na uporządkowanie bałaganu, który uniemożliwia przedruki materiałów z tej serii i już to jest dużym plusem.

 

 

Niestety, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, więc pora przejść do tych gorszych wspomnień z minionego roku. Grzebanie w nich nie było najprzyjemniejszym zajęciem, więc mogło mi umknąć coś, co bardzo starałem się wyprzeć ze świadomości, ale na chwilę obecną wygląda to tak:

 

Seria solowa - Chyba nie będę oryginalny i wskażę najczęściej krytykowane serie, ale cóż począć, skoro sobie zasłużyły. Najgorszą serią roku zostaje więc Hulk vol. 2, w którym nic się kupy nie trzyma, a idiotyczne pomysły aż biją po głowie. Drugi w kolejności jest Cable vol. 2, który nudzi niemiłosiernie i marnuje dobry pomysł. Trójkę zamyka natomiast The Invincible Iron Man, który jest równie nudny i głupi jak poprzednicy, ale aż tak mnie to nie boli.

 

Seria grupowa - Tutaj niestety rządzi Uncanny X-Men, który utknął gdzieś w rynsztoku i nie może się z niego wydostać, a kolejne głupie pomysły spływają na tytuł jak wiadra pomyj i bardziej go pogrążają. Drugie miejsce dla Fantastic Four, która już odbiła się od dna, ale przez większą część roku nurzała się w mule miernoty. Na trzecie miejsce załapała się jeszcze seria Young X-Men, która dokonała żywota wydawniczego na początku roku, a była tak kiepska, że muszę o niej wspomnieć ku przestrodze.

 

Miniseria – Niechlubny tytuł najgorszej miniserii roku otrzymuje Ultimatum. Seria, w której pobito wszelkie rekordy głupoty i obrzydlistwa. Miejsce drugie to The Times & Life Of Lucas Bishop, czyli brzydactwo, nuda i najbardziej irytująca ostatnio postać. Trzecie zaś dla zupełnie niepotrzebnych i w dodatku drażniących Skrull Kill Krew vol. 2 oraz Fantastic Force vol. 2. Plus specjalne wyróżnienie dla Strange Tales vol. 5, która jest dla mnie odpowiedzią na pytanie: dlaczego offowe komiksy są offowe.

 

Pojedynczy numer – Pierwsze miejsce muszę dać Ultimatum #4, któremu wystawiłem w Pulsie ocenę ujemną, ponieważ obraża dobry gust i inteligencję czytelnika. Drugie dam chyba The Amazing Spider-Man #600, bo była to spektakularna klapa pod wieloma, a nawet wszystkimi możliwymi względami. Wystarczy chyba, że wspomnę Darth Octopusa. No i trzecie dla Fantastic Four #566, w którym dowiadujemy się, że Watcher nie ma siusiaka, a pan Millar gubi się we własnej chronologii. Nie wspominam o Hulku, bo musiałbym wymienić wszystkie numery.

 

Historia – Jeszcze raz "Ultimatum", ze wszystkimi jej tie-inami i konsekwencjami. Nawet nie lubiłem Ultimate Universe, więc nie podchodzę do tego emocjonalnie, a to znaczy tylko tyle, że cała ta historia to zło w najczystszej postaci. Drugie miejsce dla "Masters Of Doom" (#566-569), która reprezentuje potwornie kiepski run Millara w Fantastic Four. I wreszcie miejsce trzecie zajmuje "Utopia", czyli paskudnie zmarnowany potencjał i wielkie rozczarowanie.

 

Scena - Miejsce pierwsze i drugie znów nosi na sobie znamię Ultimatum oraz łatkę beztroskiego kanibalizmu, a są to kolejno sceny pożerania trupa Wasp przez Bloba oraz Yellowjacket odgryzający głowę Bloba. Miejsce trzecie dla sceny, którą już ogłosiłem najbrzydszym panelem roku, czyli tak zwanego huraganu Foremana z Immortal Iron Fist #23, na równi z łóżkową sceną ciotki May z ASM #591.

 

Wpadka – Wpadkę roku zaliczył Dan Slott gubiąc się we własnym scenariuszu podczas historii, w której Spider-Man i Fantastic Four odwiedzają Macroversum. Tak bardzo chciał zrobić przerwę w życiorysie Pająka, że aż pomyliły mu się reguły biegu czasu, które sam ustalił. Ale przynajmniej odzyskał szacunek, przyznając się do błędu. Dodatkowo trzeba dać klapsa edytorom Marvela, którzy pozwolili, by w kilku komiksach znalazły się sceny kanibalizmu, które zakazane są nawet w najkrwawszych horrorach.

 

Bohater – Nie był to dobry rok dla Iron Mana, który nie dość, że stracił właściwie wszystko, to w dodatku wpadł w łapy kiepskiego scenarzysty, który wyrabia z nim idiotyczne rzeczy, zapewniając w ten sposób pierwsze miejsce w tej kategorii. Na drugim plasuje się Cyclops, któremu powodzi się nieco lepiej, ale jego przerost jąder przeszedł już do legendy. Trójkę zamyka niejaki Dr Nemesis, który przyplątał się do X-Men i pełni rolę permanentnego deus ex machina, czyli panaceum na wszystkie problemy.

 

Bohaterka – Paniom powodzi się w tym roku dość dobrze, ale i tu nie obyło się bez kwasów. Pierwsze miejsce w tym zestawieniu zajmuje zatem Psylocke, którą przywrócono do głównego uniwersum w głupi sposób tylko po to, żeby była. Tuż za nią mamy Rescue, zwaną również Iron Pepper, którą zupełnie niepotrzebnie zamieniono w żeńską wersję Iron Mana. Na trzecim miejscu natomiast znajdzie się Storm, którą zepchnięto do roli tła, pozbawionego osobowości i tylko okazyjnie błyskającego piorunem.

 

Złoczyńca – Niekwestionowaną porażką roku jest niejaki Marquis Of Death, którego prywatnie nazywam sobie brzydszym bliźniakiem Micka Jaggera. Miał być superpotężnym mistrzem Dooma, a wyszła jakaś groteskowa pokraka, która nie robi najmniejszego wrażenia i jest kiepsko napisana. Drugie miejsce zajmuje pseudo-villain Bishop, który jest normalnie tak zły, jak zła może być odpowiedź w Familiadzie. Miejsce trzecie dam niejakiej Red Queen, bo do dzisiaj nie wiem, o co z nią w ogóle chodziło oraz równorzędnie śmiesznemu panu z opadającą szczęką, zwanemu Raptor. I jeszcze małe wyjaśnienie: Rulk nie dostał nagrody, bo w tej chwili nie mam zielonego pojęcia, czy kreowany jest na tego złego, czy już niby dobrego. Musiałby chyba dostać osobną kategorię.

 

Najsłabsza nowa postać – Właściwie to wszystkie trzy wymieniłem w konkursie na najgorszego złoczyńcę: Marquis Of Death, Red Queen i Raptor. Muszę wspomnieć też o Michelle Gonzales, która strasznie mnie wkurza, oraz She-Rulk, której od pierwszego widzenia szczerze nie cierpię.

 

Scenarzysta - Niespodzianki nie będzie, bo tak jak w zeszłym roku konkurencję zdystansował Jeph Loeb, autor najgorszej serii, miniserii, numeru i sceny roku, wesoły miłośnik kanibalizmu. Drugie miejsce zajmuje Matt Fraction, który męczy nas nijakimi skryptami w Invincible Iron Manie i Uncanny X-Men, a niedługo zyska sobie tytuł mistrza zmarnowanego potencjału. Miejsce trzecie dostanie Mark Millar, który zepsuł Fantastic Four, zanudził mnie w Wolverinie i jeszcze rzucił jakieś ochłapy Kick-Assa na dokładkę. Wymienię też panów Waya, Swierczynskiego i Guggenheima, żeby się nie cieszyli, że uszło im na sucho.

 

Rysownik – Tradycyjnie już pierwsze miejsce ma u mnie John Romita Junior, z tradycyjnym komentarzem: nie wiem, kto go tu trzyma i po co? Tym razem miał jednak sporą konkurencję, bo chyba z powodu kryzysu dostaliśmy wysyp jakiś kiepsko opłacanych początkujących rysowników. Drugie miejsce więc po równi dla panów Foremana, Turnbulla i Pulido. A na miejscu trzecim dorzucę panów Stromana, Chaykina i Gullacy, którym proponuję wcześniejszą emeryturę.

 

Okładka – Jeśli chodzi o okładki, to mam jednego zdecydowanego zwycięzcę, a mianowicie Dark Reign: Sinister Spider-Man #3. Jak bardzo bym nie lubił Chrisa Bachalo, po prostu nie mogę puścić mu płazem okładki, na której jest jakiś trudny do zidentyfikowania bohomaz. Drugie miejsce dla okładki Psylocke #2 Davida Fincha, na której widnieje jakaś nieludzka istota, wykręcona w nienaturalnej pozie. Trzecie miejsce podzielą między siebie trzy okładki, ponieważ wszystkie cierpią na tę samą przypadłość: są przekombinowane. Ta z Nova #30 padła ofiarą grafiki komputerowej, podobnie jak ta z Invincible Iron Man #11, ale tu zawiniła też kiepska kompozycja, zaś ta z Cable vol. 2 #11 mogłaby reklamować dewiację w kierunku wielkich splów.

 

Trend – Dajmy już na chwilę spokój temu Ultimatum i pomówmy o opóźnieniach, które stają się prawdziwą plagą, zmorą, utrapieniem i czym jeszcze zechcecie to nazwać. Dochodzi już do takich cudów, że numer 73. Wolverine'a ukazuje się przed #72, bo któryś z panów autorów się raczył nie wyrobić. Ale to i tak lepiej niż w przypadku Ultimate Wolverine vs. Hulk, gdzie między ukazaniem się kolejnych numerów minęły dokładnie trzy lata i dziesięć dni. Ciekawe, ile minie, zanim zobaczymy kolejne części The Twelve albo Iron Man: Viva Las Vegas?

 

I to by było na tyle, moi drodzy. Rok za nami, teraz zaczynamy punktować na nowy. W krótkich słowach podsumowania dodam jeszcze, że ostatecznie stosunek tych dobrych, a przynajmniej przyzwoitych komiksów, do tych kiepskich lub wręcz tragicznych wypada na naszą korzyść. Możemy więc nadal cieszyć się, że wybraliśmy sobie takie, a nie inne hobby i nie dramatyzować bez potrzeby.

 

No to szczęśliwego nowego roku i samych dobrych komiksów wszystkim życzę!

 

Delirium

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.