Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #124 (28.12.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 28 grudnia 2009 Numer: 52/2009 (124)


Świąteczny tydzień czytelnicy Marvela mogą zaliczyć do całkiem niezłych.



hAmazing Spider-Man #616
Delirium: Fabuła utrzymała poziom i historia okazała się całkiem dobra. Co prawda nadal nie znamy źródła upgrade'u Sandmana, ale i bez tego można go przyjąć do wiadomości, tym bardziej, że ciekawie wygląda problem jego podzielonej świadomości. Tylko coś złego dzieje się z samym Spider-Manem, skoro najpierw paktuje z diabłem, a teraz okłamuje małe dziewczynki. Mrok, powiadam Wam! Rysunki nadal straszą, ale trochę mniej niż poprzednim razem i dlatego oceną będzie 5/10.
Demogorgon: Nieźle, walka z Sandmanem ciekawie zrobiona, a motyw z problemamy psychicznymi Marko jest całkiem niezły. Cieszy mnie, że prócz nawalania ze złoczyńcami Gauntlet stara się też coś powiedzieć o tym, jak bardzo amerykańskie społeczeństwo ssie. Tego mi brakowało w komiksach o Pająku od dawna.
Pariah:
Podobało mi się rozwiązanie sprawy Sandmana. Podobnie jak typowe dla Spider-Mana "bittersweet" zakończenie. Zaburzenie osobowości Sandmana to ciekawy patent, który nadaje tej postaci głębi. Wrażenie byłoby jednak znacznie lepsze, gdyby nie fakt, że Peter David już dawno wykorzystał ten motyw z Madroxem. Mimo to jest to krok w dobrym kierunku i pierwszy jasny punkt Gauntlet. Rysunki dalej "nie zachwycają". 7/10

Krzycer: Rysunki marniutkie, fabuła cienka, ale zakończenie - pierwsza klasa! Punkt dla Van Lente, który wyznaczył jakiś poziom dla Gauntlet. Pobicie go nie powinno być trudne, ale z Pająkiem ostatnimi czasy nigdy nie wiadomo...

Black Widow & The Marvel Girls
#2

Hotaru: Nie wiem, dlaczego innym nie podoba się ta miniseria. Zgoda, może i Tobin nie podjął się zadania budowania postaci Wdowy tak, jak to zrobił Cornell w swoim tytule, ale to przecież nie znaczy, że Black Widow & The Marvel Girls jest złym komiksem. Podobają mi się rysunki Jacopo Campagni, które świetnie pasują do lekkiej fabuły. No bo właśnie o to tutaj chodzi - o lekkość. Od czasu do czasu miło jest przeczytać komiks, w którym nie trzeba śledzić wątku od setki numerów, żeby czerpać z lektury przyjemność. I Tobin właśnie taki komiks napisał.

Krzycer: Pointless. Tak jak i poprzedni numer. Obserwowanie przez te dwadzieścia parę stron bezużytecznej, rozhisteryzowanej Wasp i Nataszy, przy której Spock jest wulkanem (ba-bam-bam-pish!) energii było wyjątkowo męczące.

cCaptain America Reborn: Who Will Wield The Shield?
Delirium: Reborn jeszcze się nie skończył, a to, co wynikło z tego one-shota i tak już widzieliśmy, więc po co on właściwie jest potrzebny? Cóż, są tu dobre rysunki, trochę przyzwoitej akcji i dialogi na dobrym poziomie, więc na pewno nie przeszkadza. Jedyne, co mi nie pasowało, to Steve biegający za motorem po linach mostu brooklyńskiego – lekkie przegięcie. Ale poza tym jest całkiem przyjemnie i do rzeczy, więc może być 6/10.
Krzycer:
No, przynajmniej na recap page przeprosili za obsuwę Reborna. :)
W każdym razie - obyło się bez zaskoczeń. A prorok Obama pewnie wróży Steve'owi stołek Osborna po Siege. Albo coś zbliżonego - np Steve na czele nowej Inicjatywy, a shieldhammerpowerdrill podległe jakiemuś komitetowi. Albo Gyrichowi, bo ten zawsze potrafi się ustawić. :)
Z drugiej strony wiemy już, co BHO myśli o rejestracji, więc...


Dark Avengers: Ares #3
Delirium: Muszę się zgodzić z opiniami, że to najlepsza z miniserii spod znaku Dark Reign. Cała historia jest mocna, a zakończenie to prawdziwy majstersztyk. Jest napakowana akcją, ale ma też niespodziewany, bardzo emocjonalny zwrot. Zwłaszcza ładunek emocjonalny na samym końcu jest bardzo silny i powiem szczerze, że nie spodziewałem się czegoś takiego. Jak najbardziej pozytywne, choć nieco dołujące, zaskoczenie. Dodając do tego bardzo dobre rysunki, otrzymujemy ocenę 8/10.
Demogorgon: Gillen nie zawiódł, a seria zasłużyła zdecydowanie na otrzymaną nominację. Zakończenie perypetii Aresa robi wrażenie, a tytułowy bohater wymiótł na całej linii. Ogólnie mini Aresa wypada bardzo, bardzo dobrze i szkoda mi tylko, że raczej już nigdy nie zobaczymy jego ekipy.

Krzycer: Ostatni numer nie zawodzi. Po wszystkich pieniach, jakie wydobywałem z siebie przy poprzednich dwóch odsłonach, to powinno wystarczyć za wszelkie rekomendacje.
Z każdym kolejnym numerem czegokolwiek, co pisze, Gillen bije w moim zestawieniu kolejnych scenarzystów. Już jest w czołówce.
 

dFall Of The Hulks Gamma
Delirium: Ross zszedł, Ross żyje, Talbot też. Oto wielka niespodzianka tego numeru, która tak naprawdę nie wyjaśnia, czy ta ostatnia dwójka ma cokolwiek wspólnego z czerwonymi Hulkami albo w ogóle z czymkolwiek. Ot, są i tyle. A są też ciągłe sugestie, że to jednak wcale nie oni są czerwoni, więc nadal nic nie wiadomo, czyli w loebowym tygielku kotłuje się po staremu. No i jeśli dzieje się to po Siege, a nieprawomyślni bohaterowie bez problemów pokazują się publicznie, to mamy jakiś hint, do czego to wszystko zmierza. Trzeba jednak przyznać, że ten 1-shot coś wnosi i nie jest tak tragicznie głupi, jak wydarzenia z głównej serii. Hell, gdyby nie paskudne rysunki, dostałby nawet pozytywną ocenę, a tak będzie 4/10.
Demogorgon: I już wiemy, czemu FotH ma się dziać po Siege - nie ma szans, ale to najmniejszych, by Samson mógł prowadzić pogrzeb BĘDĄC POSZUKIWANYM ZA ZAMACH NA PREZYDENTA! A tak po za tym - dobra, coś tu się dzieje, jest jakiś zaczątek czeogś ciekawego. Mam nadzieję, że Van Lente wyjaśni, czemu Lyra skumała się z Moją Nową Najbardziej Znienawidzoną Postacią alias Red She-Hulk. Rysunki - Romita się nie stara, ale jak ja bym miał rysować Rulka, to też bym odwalał fuszerkę, więc to zrozumiałe.

Krzycer: Ugh. Romita Jr. Nie pamiętam, kiedy ostatnio podobały mi się jego rysunki, ale było to daaawno temu.
A Loeb kolejne swoje dzieło rozpoczyna tą samą sceną. Tutaj przynajmniej bez łopatologicznego zastanawiania się "kto zabił?".
Na szczęście nie to jest jest gwoździem numeru, a całkiem sensownie poprowadzony pogrzeb. Osobista tragedia Loeba wyziera z jednego tylko kadru, i w tym też dostrzegam pewną poprawę. W ogóle to już dwa porządne komiksy Loeba z rzędu. Kto by przypuszczał?
Tylko dramatyczne odkrycie kart na cmentarzu... Cóż. Ale MODOK chyba wspominał niedawno w jakimś flashbacku, że wydobył ciało Betty na przyszłe potrzeby. Pozostaje tylko wyjaśnić powrót Talbota do życia i tyle.
...czyli Talbot jest Rulkiem, a Betty Srulką?


bFantastic Four #574
Delirium: Hickman najpierw sprawił, że Fantastic Four w ogóle dało się czytać, a teraz konsekwentnie sprawia, że staje się coraz bardziej intrygująca. Ten numer podzielony jest między dobrą zabawę na urodzinach Franklina, a niespodziewaną wizytę, która przynosi spore zaskoczenie i otwiera ogromne możliwości. Całość jest naprawdę świetnie napisana i całkiem dobrze zilustrowana. Zasługuje na swoje 7/10.
Hotaru: W jednym z wywiadów Hickman powiedział, że to jest najlepszy numer Fantastycznych, który do tej pory napisał. Cóż, nie rokuje to zbyt dobrze. Zgoda, że mamy fajne momenty, ale całość polega strukturalnie. Zbyt wiele miejsca poświęcono familijnej idylli, przez co ponad połowa komiksu zwyczajnie nudzi, kiedy wreszcie pojawia się zarys tajemnicy, to z jednej strony jesteśmy zafascynowani, a z drugiej... po raz kolejny wątpię, czy scenarzysta będzie zdolny skończyć na tym poziomie, co zaczął. Na odchodne powtórzę jeszcze, że Edwards nie jest Eagleshamem. Średniawka.
Papus:
Świetne. O ile nigdy nie przepadałem za Fantastyczną Czwórką, to Hickman całkowicie mnie kupił. Wreszcie dostajemy to, co powinno odróżniać F4 od reszty typowych drużynowych superbohaterskich tytułów, tzn. rodzinną atmosferę (a co może lepiej taką stworzyć niż urodziny?), a największym plusem jest to, że nie jest to robione w nachalny sposób. I choć w momencie pojawienia się niespodziewanego gościa wiemy, kim on jest (a wręcz chcemy, żeby był tym, kim przypuszczamy) to cały wątek z "war between the four cities" mnie osobiście zaintrygował i z chęcią się dowiem, gdzie to zmierza.
Krzycer: Dobre! Tylko rysunki brzydkie! Każde dziecko w komiksie jest brzydsze od poprzedniego!
Ale urodziny wypadły przyjemnie, odwiedziny niezapowiedzianego gościa też - zaskoczenia co do jego tożsamości nie było, ale już to, co powiedział Valerii, pobudza wyobraźnię. A to, co Franklin wyrabiał potem pod kołderką - o ho ho!


Guardians Of The Galaxy vol. 2
#21

Delirium: Zabawne, że tuż przed świętami ukazał się ten numer, w którym pewna pani dostaje brzuszka za sprawą pewnej istoty, którą pewni ludzie uważają za boga. Nie wiem, czy zostało to pomyślane jako swego rodzaju prowokacja i całkiem możliwe, że tylko ja tak to widzę, ale podoba mi się ten aspekt numeru. A nawet jeśli ktoś nie zwróci na to uwagi, to nadal dostaje kupę dobrej akcji z ostrymi zakrętami, koło której nie można przejść obojętnie. Innymi słowy, Guardians nadal w dobrej formie i zasłużone 7/10.
Demogorgon: Nie sądziłem, że da się upchnąć tyle wydarzeń w jednym numerze. A jednak się da, co mnie cieszy. Ciekaw jestem, jak to się wszystko rozwinie, bo na razie jest super. Rysunki są niezłe, za wyjątkiem jednej rzeczy - na paru kadrach Drax wygląda jak małpa.

Hotaru: Podziwiam Abnetta i Lanninga. Najpierw wybijają moje ulubione postaci, a jeszcze mają czelność zrobić to w ten sposób, że nie mam ochoty rzucić tego tytułu w trzy diabły. Następnie piszą tak wciągającą fabułę, że za tymi straconymi ulubieńcami w ogóle nie tęsknię! Wtf!? Rzucili jakiś urok, czy co? Z lektury każdej strony czerpię niekłamaną przyjemność i nawet nie przeszkadzają mi nierówne (choć zawsze co najmniej poprawne) rysunki Walkera. Realm of Kings at it's best.

gIncredible Hercules #139
Delirium: Większa część numeru to radosna (miejscami naprawdę) nawalanka, w której, jak to często bywa w drugim akcie, bohaterowie dostają po [khem - przyp. S_O], by mogli się odkuć w trzecim. Trochę to schematyczne, ale nadal przyjemnie się czyta. No i końcówka przynosi zaskakujący zwrot z udziałem Ateny i Delfiny, który jest skutecznym haczykiem na czytelnika. Poza tym odkrywamy, że i niejaki Pitagoras maczał palce w tej aferze, co ładnie splata kilka wątków. Rysunki fajne, ocena również – mocne 6/10.
Demogorgon: Zacznijmy od końca - WOW, tego to się nie spodziewałem. Dobra, a teraz po kolei - klasyczna część nawalanki, w której dobrzy przegrywają, by odkuć się w następnym numerze. Ale czyta się przyjemnie, a rysunki są na niezłym poziomie. Czekam co dalej.
Hotaru: Jeśli z Secret Invasion wynikło coś dobrego, to na pewno będzie to fakt, że dzięki głosom forumowiczów Avalonu zwróciłem uwagę na ten tytuł. Wcześniej, z racji jego przynależności do zielonej strefy wpływów (no i dlatego, że podobał się Black Boltowi), automatycznie wyrzuciłem go poza krąg mych zainteresowań, a teraz... teraz jest to jeden z tych tytułów, które dostarczają mi zdecydowanie więcej frajdy niż rozczarowań. Nie inaczej jest z tym numerem. "Assault on New Olympus" jest z numeru na numer coraz lepszy i widzę potencjał na naprawdę monumentalny (bez przytyku w kierunku Ateny) finał.
Krzycer: To się porobiło! Im bardziej wszystko wydaje się stracone, tym ciekawiej będzie przekonać się, jak Dobro przez duże "D" ostatecznie zwycięży. Chwilowo herosi zostali sprowadzeni do parteru - ale w jakim stylu!
Gwoździe numeru - bratnie dusze Zeusa i Quicksilvera oraz - przede wszystkim - zemsta Delphyne.


New Avengers #60

Delirium: Bomba w sercu – czy ja już tego gdzieś nie widziałem? No, nieważne. Ważne, że cała ta historia ładnie się splata na końcu, motyw z podróżą do wnętrza Cage'a jest słodko oldskólowy, a do tego mamy parę typowo bendisowych, świetnych komentarzy. Plus, dobra końcówka. Miałbym parę zastrzeżeń anatomicznych, ale ogólnie Immonen dobrze się spisuje, więc dam mu spokój. Za całokształt należy się 7/10.
Demogorgon: Bendis chyba usłyszał, że ma opinię faceta, który olewa tytuły, których nie pisze, bo tu się znalazło co najmniej jedno dobre nawiązane do continuity. A nawet Pym wypada tak, jak go teraz inni piszą. Ale najlepsze to rzecz jasna akcja z domem. To było dobre.

Hotaru: Emm... jak by tu wyrazić me rozczarowanie, żeby nie wypaść monotematycznie? Może wystarczy, że napiszę, że ten numer był dokładnie taki, jak większość poprzednich? Że Bendis o wiele lepiej zaczyna, niż kończy? I że kolory nałożone na rysunki Immonena w dalszym ciągu ciągną oprawę graficzną na dno? Tak... to powinno wystarczyć.

Krzycer: No, to wreszcie koniec z "Superhero ER". Coś mi się wydaje, że Cage'owi szykuje się superbohaterska emerytura - i to akurat wtedy, gdy Jessica na nowo wcisnęła się w rajtuzy.
Ale poza telenowelą małżeństwa Cage'ów Bendis umieścił w numerze parę ciekawszych wątków, jak spektakularne odzyskanie władzy przez Hooda (rainbow bullets! yay!) i nowy status jego gangu w strukturach Kabały.
A także śliczną scenkę z Bullseyem martwiącym się, że Osborn nie powiedział "Assemble!". Rozczulające.
Ogólnie - dobry numer. Tylko Immonen i kolorysta zaliczyli parę mniej lub bardziej spektakularnych wpadek, jak np. Daredevil na pierwszej stronie.
W ogóle nie rozumiem, co się Immonenowi stało między Ultimate Spider-Manem a New Avengers. Nie jest to aż taka straszna przypadłość jak to, co spotkało Larrocę między wczesnymi X-Treme X-Men a wszystkim, co rysował od tego czasu, ale i tak boli.


Secret Warriors #11

Delirium: Jest tu trochę cech numeru przejściowego: wspominki, wprowadzanie nowych postaci i rozstawianie pionków. Ale mimo wszystko czyta się dobrze, bo zwłaszcza nowe postacie chwytają. Leviathan zapowiada się na dobrego złoczyńcę i ma świetny design. No i okazuje się, że działa już druga grupa poczwarek, a jest też jakaś trzecia i dowodzi nią syn Nicka. Ciekawie, ciekawie… Dodatkowym plusem jest powrót Stefano Caselliego, więc całość dostanie 7/10.
Hotaru: Tęskniłem za rysunkami Caselliego w tym tytule i teraz, kiedy je dostałem... tęsknię za kolorami Danielle Rudoni. Powaga, ten numer kolorował daltonista czy ktoś, komu popsuł się Photoshop i miał liczbę barw ograniczoną do 256 z tego "brudnego" spektrum? Na temat fabuły nie będę się rozwodził. Wolę poczekać, aż Hickman skończy ten swój monumentalny wątek, to do niego wrócę, przeczytam od początku i dopiero wtedy wyrobię sobie opinię. Na razie nie przekonał mnie na tyle, by chciało mi się skupiać i przypominać sobie, co było wcześniej.

Papus: Niby od jedenastu numerach dostajemy same pytania, skrawki większej historii itp., ale mnie wciągnęło. Hickman gdzieś z tym zmierza i nie można się przestać zastanawiać, jak to się skończy. I to jest właśnie największa siła tego tytułu - tzn. tak właśnie powinna wyglądać lektura superbohatersko-szpiegowskiego komiksu (w moim odczuciu) - lekko, przyjemnie, efekciarsko i wciągająco.
Krzycer: Gorgon dobierający sobie partnerkę i jej świergotanie - przepiękna scena. Relacja Stonewalla i Yo-Yo mnie nieustannie rozczula. A i tak najciekawiej wypadło zaprezentowanie Daisy dowódców innych zespołów Poczwarek. Daisy dostanie odpowiedzi na swoje pytania - pytanie, czy dostaniemy je i my?


Spider-Woman vol. 4 #4

Delirium: Jak dotąd, w pojedynczych numerach tej serii dzieje się stosunkowo niewiele, ale klimat sprawia, że są to wydarzenia bardzo intensywne i całość jest bardzo miodna. Tym razem osią jest spotkanie oko w oko ze Skrullem, oplecione motywem propozycji Viper. Bendis znów zabiera nas wgłąb dynamicznej psychiki postaci tak, jak robił to w Alias, i jest to niezmiennie ciekawe doświadczenie. Maleev dla odmiany czaruje kreską i klimatem, którego nigdy nie mam dosyć. Razem zasługują na solidne 8/10.
Papus:
Niby jest Bendis piszący całkiem fajnie, niby jest Maleev, którego rysunki ubóstwiam, ale czegoś cholernie brakuje... I najgorsze jest to, że sam nie wiem, czego. Może dalej jakoś się to rozwinie, ale na razie mamy za sobą cztery numery o niczym. I o ile ten sam duet w Daredevilu mnie porwał i uczynił z Matta jedną z moich ulubionych postaci, to tutaj jest jeden wielki meh...
Krzycer: Wygląda toto ślicznie. Ma twardą bohaterkę. A jednak... nie chwyta. Może to kwestia braku poczucia humoru, które zazwyczaj wzbogaca komiksy Bendisa - a może wbrew temu, co scenarzysta o sobie myśli, po prostu nie odnajduje się w klimacie, który próbuje nadać temu tytułowi.
Wiem tylko, że coś tu nie gra.


Stand: Soul Survivors #3
Hotaru: Kolejny numer miniserii, której warstwa graficzna pod każdym względem przerasta fabularną. Serio, chcecie poczytać dobre powieściowe adaptacje, to sięgnijcie po miniserie o Enderze czy Mrocznej Wieży, bo Aguirre-Sacasa w ogóle się nie wysilił, po prostu powklejał do boksów narracyjnych zdania z powieści. Skoro nie miał pomysłu na tę adaptację, po co w ogóle się za nią zabierał? Współczuję Perkinsowi i Martin, że muszą ilustrować te pomyje...


Thor #605
Delirium: Gillen kontynuuje swoją dobrą passę, dając nam widowiskowy pojedynek, który pewnie przejdzie do historii za sprawą doomowego Destroyera, który już zrobił spore wrażenia, a z pewnością zrobi je jeszcze raz w następnym numerze. Plus, z jednej strony cieszy mnie, że los Keldy nie jest przesądzony, a z drugiej strach się bać, co wyjdzie z tego, jeśli Loki ją naprawi. Billy Tan również odwala kawał dobrej roboty i czasami nawet zbliża się do stylu Coipela. Będzie z tego mocne 7/10.
Demogorgon: Oj, dużo się tu działo. Doom realizuje swój plan, Loki dalej wszystkimi manipuluje, ale numer skradł Balder i genialna scena retrospekcji w czasie walki. Mówcie co chcecie, ale Doom przeszedł tym razem samego siebie i Asgardczycy mu tego nie darują. Czekam z niecierpliwością na finałowe starcie Thor vs Destoryer of Doom.

Hotaru: Odetchnąłem z ulgą - rysunki Tana nadal są o wiele lepsze od jego średniej. Może to zasługa sztabu kolorystów, ale nie będę wnikał. Grunt, że graficznie komiks prezentuje się naprawdę przednio. Fabularnie zaś jest jeszcze lepiej, chociaż - nie wiem dlaczego - z ostatnimi stronami pojawiło się zwątpienie. Czy Gillen zdoła zamknąć tę historię w satysfakcjonujący sposób? Czy ulegnie pokusie utrzymania status quo? Bardzo chciałbym, żeby finał był wstrząsający i ważki, a dostrzegam znaki przygotowujące grunt pod coś zupełnie innego... Obym się mylił.

Krzycer: Tak doomnego (yeah, I'm on a roll!) Dooma dawno nie było. Wszyscy pozostali brzmią jak należy. Tan rysuje jak chyba nigdy wcześniej. Trochę szkoda, że JMSowi nie było dane dokończyć tej historii, ale Gillen zastępuje go należycie.


avalonpulse0124i.jpgUncanny X-Men #519
Delirium: W tym numerze dowiadujemy się, że ogromne cojones Cyclopsa mają również swój psychologiczny wymiar i nawet Void im nie podskoczy. Szkoda tylko, że trąca to przesadą i pójściem na łatwiznę. Poza tym, wygląda na to, że Magneto ma jakąś własną agendę i jest to tak strasznie zaskakujące, że aż wcale. No i Beast postanawia odejść. Dobrze, że podkreśliła to okładka, bo inaczej bym nie zauważył, skoro zostało to rozegrane bez słów na kilku panelach. Rysunki takie sobie, ocena również: 4/10.
Krzycer:
To, co rozgrywa się na planie psychicznym, jest nudne i okraszane coraz bardziej absurdalnymi rysunkami. Na szczęście ten wątek wreszcie się kończy, a "I'm a master at repression" jest nawet zgrabnym podsumowaniem.
Na szczęście pozostałe wydarzenia wypadają ciekawiej. Mam wrażenie, że rozegranie rozmowy Scotta i Hanka bez słów jest kapitulacją ze strony Fractiona, ale z drugiej strony na tych paru kadrach i tak niewiele dałoby się powiedzieć.
O wiele ciekawsza jest perspektywa, jaką Magneto roztacza przed Namorem, i jeśli zostanie zrealizowana - cóż... Nerdgiastyczny potencjał ma spory.

f
What If? Astonishing X-Men
Delirium: Co by było, gdyby Jean zmartwychwstała zamiast Colossusa? Emma zwariowałaby z zazdrości. A co by było, gdyby Danger skumała się z Ultronem? Polecieliby w kosmos. Strasznie skomplikowane, prawda? No cóż, wielkich oczekiwań nie miałem. Muszę jednak przyznać, że pierwsza historia ma dwa duże plusy: po pierwsze rysunki Yardina, które bardzo fajnie imitują styl Cassadaya, a po drugie scena, w której Kitty robi Emmie fatality. Naprawdę mocna. I ze względu na te dwa plusy dam całości 6/10.
Pariah:
Komiks posiada wszystkie mankamenty charakterystyczne dla "what if'ów". Czyli "Ultimatum factor" (postacie giną na potęgę, bez wyraźnych powodów) i tzw. "diabły z pudełka" (np. bezproblemowa neutralizacja Phoenix Force przez S.W.O.R.D....) łatajace luki w fabule wynikające z braku miejsca.
Pierwsza historia wypadła całkiem przyzwoicie. Postacie były dobrze oddane, pojawiło się kilka ciekawych tekstów. Bolało to, co wspomniałem powyżej. Druga historia była dla mnie żenujaca. Napisano ją chyba jedynie dla wypełnienia komiksu. Zero jakiejś dramaturgii, intrygi, czegokolwiek, co by choć na chwilę przykuło uwagę. Wiem, że Ultron to jakiś straszny przepak, ale to, co tu było, woła o pomstę do nieba. Zero szacunku dla postaci (Runaways, X-Men), których ten drań morduje na prawo i lewo bez najmniejszego wysiłku. Nie jest to coś, czego się oczekuje po komiksie o "X-Men". 5/10

Krzycer:
Co jest, że trzy czwarte łotifów rozgrywa się wyłącznie wokół "wszyscy giną! buahahahaha!"? Wyjątki można policzyć na palcach jednej ręki... i nie znajdziemy ich w tym numerze.
Ale "nie przypuszczałam, że jakieś masz" - bezcenne :) I rysunki nawet ładne.
Związek Ultrona z Danger - bleh. Koszmar.


Wolverine: Origins #43
Krzycer: Wolverine pobierający nauki od Harady - fajny motyw. Zaangażowanie Cloak&Dagger też mi się podoba, bo bardzo bym chciał, by na stałe stali się częścią x-świata, a w pozostałych tytułach o nich się nie pamięta.
Ogólnie - im mniej Romulusa w tytule, tym W:O jest lepsze. Tutaj było go "średnio-mało" więc numer był przyjemny.


Wolverine: Weapon X
#8

Delirium: Nie wiem, co wciąga Jason Aaron i nie jestem pewien, czy chciałbym tego spróbować, ale efekty są mocne i intrygujące. W tym wykręconym skrzyżowaniu Kingdom Hospital z Lotem Nad Kukułczym Gniazdem i Milczeniem Owiec jest tyle szokujących i przykuwających uwagę elementów, że nie można ich traktować obojętnie, a Dr Rot jest z pewnością najlepszym nowym złoczyńcą roku. Rysunki dobrze dopasowane, więc za całokształt będzie 7/10.
Papus
: Mi się podoba, tzn. wrzucenie Logana w fabułę typowego horroru klasy B - dobre (od razu przysuwa w pamięci parę różnorakich filmów, które miałem przyjemność/nieprzyjemność obejrzeć), a dodatkowy plus za to, że Aaron stara się trzymać Rosomaka jak najdalej od głównego uniwersum (przynajmniej na razie), bo wszyscy wiemy, że tam (przy całym eksploatowaniu tej postaci) ma się najlepiej i tak nie irytuje (jak np przekozacy, przeciwnicy z kosmosu, zaginieni synowie, 43 numery Wolverine: Origins itp, itd...).

e
X-Men Legacy #231
Delirium: Carey ma wyjątkowy talent do pisania tie-inów, bo zawsze udaje mu się wyciągnąć z głównego wątku jakąś poboczną nić, na której buduje własną, świetną historię. Tak jest właśnie tym razem, kiedy Blindfold wyciąga część X-Men na Muir Island, gdzie ma się czaić drugie zagrożenie. Chyba każdy, kto czyta przygody mutantów od dłuższego czasu wie, że słowa "zagrożenie" i "Muir Island" w jednym zdaniu muszą oznaczać Proteusa, więc wielkiego zaskoczenia nie ma. Ale za to jest bardzo dobrze budowane napięcie i intryga, która wynagradza tę oczywistość. No i są dobre rysunki, które pomagają budować klimat. Za całokształt: 7/10.
Demogorgon: Tie-in poboczny, ale niezły - Carey buduje nową ekipę oraz relacje między Rogue a Magneto. Intryga jest niezła i zapowiada się, ze może z niej wyjść coś mocnego. Tylko czy to się aby nie dzieje czasem po następnym numerze X-Force dopiero?

Hotaru: Miodzio! W prologu X-Necroshy najbardziej zainteresował mnie właśnie fragment z Blindfold i Destiny. Teraz chce mi się skakać pod sufit, bo Carey nie tylko go nie skopał, ale nawet wyniósł na wyżyny! Podczas lektury wróciło to uczucie, jakie znam z tych najlepszych fragmentów Messiah CompleX. Cieszą też rysunki Manna. Może i nie są tak natchnione, jak te z Dark Reign: Elektra, ale i tak o 100% lepsze od tego, co mógłby zaoferować Acuna. Jak dla mnie, jest to najlepsza część Necroshy.

Pariah: Carey nie zawodzi i choć sama historia wydaje się mieć niewiele wspólnego z eventem, do którego się zalicza, to wykorzystuje go, by opowiedzieć historię, której pierwsza osłana wypadła bardzo dobrze. Co prawda kompletnie nie rozumiem, jakim cudem Kevin McTaggert wrócił do świata żywych, ale jest postacią na tyle imponująca, by walka z nim mogła być interesująca. To będzie coś jak starcie New Mutants z Legionem, tyle że więcej tu konkretów, a mniej wodolejstwa ;).
Podoba mi się rozwój postaci przez Careya, choć każda z nich miała tylko chwilę, by zaistnieć, każda z tych chwil wydawała się ważna. Autor dalej stara się promować młodych mutantów. Wcześniej swoje szanse miały Trance i Bling!, teraz swoje pięć minut dostaje Blindfold. Współczuję dziewczynie, wygląda na to, że koleżanki specjalnie za nią nie przepadają (jeżeli jej ksywka już teraz przyciąga takie obrazowe przezwiska, to strach pomyśleć co będzie, jak dorośnie ;)). Ciekawe, co ma dla niej w planach, może przestanie być tylko postacią z trzeciego planu. Guggenheim nie dał rady, Carey ma większe szanse :) 7/10

Krzycer: Pikne. Nie rozumiem tylko, czemu zespół Nightcrawlera marnował te trzy godziny lotu, zamiast skorzystać z Pixie, ale może dla niej przeznaczono ważną rolę w reszcie crossa.
Do tego jakieś przebłyski przeszłości Blindfold - i sugestie zawartej tam tajemnicy - oraz Wielki Powrót Maggota (hi, hi).
Sprawca całego zamieszania - ciekawostka. Nie czytałem komiksów z nim z 616, ale w Ultimate nieźle namieszał. A jego odrodzenie zostało bardzo ładnie poprowadzone.
Zapowiada się niezła jazda. I ładnie zilustrowana. I w składzie, który jak dla mnie mógłby na stałe zagościć w tytule (może gdyby okrasić go jeszcze paroma młodymi mutantami - Anole, Mercury, Dust...)
.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aMarvel Adventures Spider-Man #58

Autor: Skottie Young

Hotaru: Wahałem się pomiędzy tą okładką, a coverem do dodruku The Amazing Spider-Man #611, którego autorem jest zresztą również Skottie Young. Sam nie wiem, jest coś w sposobie, z jakim ten Artysta rysuje Pajęczaka, co sprawia, że od razu do mnie trafia. Ostatecznie wybrałem Marvel Adventures Spider-Man #58 za dodatkowo pajęczą pozę i utopienie kompozycji w strugach deszczu. Klima!







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.12.23


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.