Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #123 (21.12.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 21 grudnia 2009 Numer: 51/2009 (123)


Pewnie nikogo nie zaskoczy fala zachwytów nad kolejnym odcinkiem przygód X-Factor, ale pochwały dla Hulka Jepha Loeba, które znajdziecie w najnowszym Pulsie, mogą być pewną niespodzianką.



dAmazing Spider-Man #615
Undercik: NIE! - Tak mniej więcej brzmiał mój donośny krzyk po zobaczeniu rysunków na pierwszej stornie. Szybko spojrzałem, czy oby na pewno cały komiks tak wygląda i, niestety, moje obawy się spełniły. Ilustracje są jeszcze gorsze niż w numerach z Electro. Mam nadzieję, że kolejne nistorie nie będą miały coraz słabszych rysowników. Na szczęście tym razem dostaliśmy lepszą fabułę, która naprawdę daje radę. Cały pojedynek z Sandmanem zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że ta historia postawi pierwszy plus przy Gauntlet.

colossus28:
Standardem chyba staje się powierzanie nieopierzonym amatorom "dbania" o szatę graficzną komiksu z przygodami Pajęczaka. Rysunki, podobnie jak w poprzednim numerze, są koszmarne. Co do treści też nie jest najlepiej, Spider zawstydził chyba całą nowojorską policję rozwiązując tajemnicę trzech morderstw i porwania w kwadrans. Walka z Sandmanem na razie przeciętna, najlepiej wypada rozmowa Jonaha z Robbiem. Ot, taka w świąteczno-wspominkowym klimacie. 5/10
logan_15:
Po historii "Who Was Ben Reilly?" miałem pewne nadzieje co do poziomu rysunków w ASM. W historii Electro było źle, tak jest i w tej z Sandmanem. Do tego niejaki Javier Rodriguez zawalił wszystko kolorami, ograniczając się do nałożenia jedynie tych podstawowych. Żadnych cieni, ba, nie uświadczymy tu nawet gradientów. Domyślam się, że zamierzeniem było narysowanie tego w stylu lat 60-tych, jednak mogłoby się to sprawdzić na kilku stronach (góra przez jeden numer) a nie 4-ty zeszyt z kolei. Historia również nie jest czymś wartym uwagi. Póki co, dobrze zapowiadający się Gauntlet zawodzi. Jedyny plus to Spidey na "zimowo". 4/10

Krzycer: Kreska straszna, ale fabularnie - dobre! Krótkie śledztwo Pająka wypada logicznie, pierwsza runda starcia z Sandmanem też zrobiła na mnie dobre wrażenie. Rozczulił mnie widok Pająka w nausznikach, szaliku i całej reszcie opakowania. Oraz logo komputera Betty.

Amazing Spider-Man Presents: Anti-Venom - New Ways To Live #3
Krzycer: Liczyłem na jakiś zwrot akcji w końcówce, jednak wszystko odbyło się raczej prostolinijnie. Dużym plusem było rozegranie nietypowego team-upu Brocka z Punim do samego końca - scena z wyjaśnieniem, czemu Castle nie pociągnął za spust mnie rozbroiła. Podobnie jak sama szara końcóweczka - "od jutra będziemy dobrzy". Ogólnie - bardzo pozytywne wrażenia. Dobrze, że Anti-Venom nie pcha się w serce pajęczych wydarzeń (na razie), ale w historiach takich jak ta może sobie spokojnie egzystować.

Astonishing X-Men vol. 3 #33
Demogorgon: Ellis dalej bawi się w swoim chorym stylu i zaczyna balansować między klimatami z Authority i Planetary i łączyć je co nieco. Wygląda na to, że zamierza wyciągnąć dużo więcej z przeszłości X-Men i sprawić, że kopnie to ich jakoś w tyłek. Podoba mi się Cyclops - jakoś tutaj wypada bardzo realistycznie jako badass, a przy tym dostarcza uśmiechu na twarzy. Rysunki są niezłe, ale mogłyby być lepsze. Czekam na ciąg dalszy. 7.5/10
Hotaru: Jak na razie Ellis okazuje się kiepskim następcą Whedona. Twórca Buffy okazał się mistrzem dialogu, humoru sytuacyjnego, a nie zapominał przy tym o trzymającej za gardło intrydze, która w czytelny i przystępny sposób zbudowana była na bogatej mutanckiej historii. Na każdym z tych pól Ellis po prostu zawodzi. Dialogi są absorbujące jak kartka z kalendarza, humor mało śmieszny, a intryga wydumana i nudna. Sprawę pogarsza Jimenez, który nie dość, że zdecydował się na projekty postaci nie przystające do klimatu scenariusza (włosy Emmy krzyczą "lata 80", Storm to wysoki jak topola transwestyta, a Logan wygląda, jakby rysował go Alan Davis), to jeszcze ilustruje bez zrozumienia scenariusza (czemu Hisako jest wściekła na jednym z paneli, kiedy mówi żart? I od kiedy Long Island jest duże jak boisko do nogi?) - naprawdę chciałbym, by ten komiks był dobry, ze względu na to, co osiągnął Whedon, ale wcinając paprykarz nie będę zachwalał kawioru.
colossus28: Okazuje się, że dane chronione 23-poziomowym zabezpieczeniem też da się ukraść. Nie przestaje zadziwiać mnie, że pomimo użycia najnowszej technologii przez naszych mutantów zawsze znajdzie się ktoś, kto ma lepszy sprzęt bądź znajdzie sposób, jak zagrać im na nosie. Akcja w tym numerze kończy się na strzale optycznym Cyclopsa i "wejściu" Logana, ale główny wątek to kto, jak i dlaczego? Rysunki ładne. 6.5/10

Krzycer: O, mamy praktycznie identyczną scenę, co w "Dangerous" Whedona. A poza tym dowiadujemy się wreszcie, o co tu chodzi. Pan Kaga - brzmi jak arcyłotr, który siedzi w tajnej bazie w wygasłym wulkanie i planuje, jak pozbyć się Rogera Moore'a - który od lat przygotowuje swój plan pozbycia się mutantów. Ciężko oceniać postać, o której niczego nie wiemy, ale w pierwszym odruchu mi się nie spodobało takie wielkie zagrożenie znikąd.
Ale mniejsza z tym, bo zabawy genetyczne z dawnymi przeciwnikami X-Men to już pomysł po bandzie i nie mogę się doczekać, by przekonać się, co jeszcze oprócz sklonowanej Krakoi wymyśli Ellis.
Autentycznie nie spodobała mi się tylko końcówka, z Cyclopsem przepełnionym morderczymi zamiarami. Ale na to już narzekałem, a zresztą - może to tylko figura retoryczna.


Black Panther vol. 5 #11
Hotaru: Wow! Skok jakościowy jest niesamowity, nie tylko w porównaniu do wcześniejszych numerów Hudlina, ale też większości innych marvelowych tytułów wydanych w tym tygodniu. Może nie od strony graficznej, bo przywykłem do nowoczesnej kreski Willa Conrada i zmiana w środku historii na Kena Lashleya średnio mi odpowiada, ale Maberry udowodnił, że jest świetnym scenarzystą. W tym numerze wątki w końcu zaczynają się splatać w jedną całość, mgła tajemnicy powoli się rozwiewa, a wyłaniający się krajobraz kiepsko rokuje bohaterom... a czytelnikom wręcz przeciwnie. Jestem zachwycony elementami political thrillera, które moim zdaniem są tu nawet lepsze, niż w Ultimates Millara. Gdyby nie X-Factor, to byłby numer tygodnia.
Krzycer: Dobre! Na szczęście wakandyjską opinią publiczną jest równie łatwo manipulować, co amerykańską, więc z komiksu zniknęły, jak by to ująć, rasowe nierówności obecne za poprzedniego scenarzysty. :)
A poważnie, to możemy już w całości podziwiać plan Dooma. Detale są ładnie przedstawione, ot, choćby scena, w której tłum obraca się przeciw Storm, przypominająca klasyczne motywy "mutanci kontra motłoch".
Tylko pogubiłem się w końcówce - to są jacyś znani bad guy'e, czy też to anonimowi pomagierzy, którym ten cały Broker dał zrecyklingowany sprzęt znanych bad guy'ów?


Cable vol. 2
#21

Krzycer: Primo: nie sądziłem, że kiedykolwiek powiem to o Ramosie, ale ze wszystkich artystów, którzy pracowali nad tym tytułem, jego rysunki najbardziej przypadły mi do gustu. Chociaż te z drugiej części (...Mediny?) też był niezłe. Za trzecią z kolei zabrał się rysownik, którego prac bardzo nie lubię.
Secundo: było tu parę bardzo fajnych scen, jak Hope pomagająca Nathanowi opuścić kapsułę, czy - najwyraźniej nie do końca orientując się, jak to wszystko działa - próbująca przygotować obiad za pomocą terramorfingu. Do tego świetnie wypadła końcówka, z Nathanem i Hope przygotowującymi się do skoku.
A zaraz potem miałem ochotę wysłać Swierczynskiemu hate-mail za nie dający się niczym wyjaśnić przeskok Bishopa. ILE MOŻNA!?
Sc0agar4k: No i towarzystwo powróciło w końcu na Ziemię. Hope zaczęła manifestować swoje moce z większą częstotliwością. Czyżby naprawdę miała być tym, kim wszyscy przypuszczają, że jest? Poczekamy, zobaczymy. Ta podróż pewnie zostanie jeszcze rozłożona w czasie, zarówno uniwersalnym, jak i wydawniczym.

Captain America: Reborn #5
Undercik: Szkoda, że już wiadomo, jak zakończy się pojedynek Bucky'ego ze Skullem. Podziękujmy osobie układającej harmonogram wydawniczy Marvela, a także opóźnieniom (które zapewne powoduje Hitch). Dzięki temu już za tydzień dostaniemy one-shot, który pokaże nam przyszłego właściciela tarczy. Mam nadzieję, że finał tej historii utrzyma poziom całego runu Bru w Captainie Ameryce. Sam numer jest naprawdę bardzo dobry. Jak na razie tylko jedną tegoroczną miniserię uznaję za lepszą - Wonderful Wizard of Oz. Naprawdę wielka szkoda, że zakończenie tej historii pokazano już w pierwszym Annualu Dark Avengers.

Krzycer: Nie lubię Hitcha, ale to, jak rysuje Skulla w ciele Rogersa, zakrawa na geniusz - przynajmniej na niektórych kadrach.
Fabularnie jest ok - oceniłbym jako co najmniej dobrze, gdyby nie to, że mam paskudne przeczucie, że zakończenie Reborna za nic nie będzie się zgrywać z gościnnymi występami Steve'a w różnych tytułach, których ostatnio coraz więcej, gdzie wszyscy są bardzo zaskoczeni, że go widzą.

Daredevil #503
Demogorgon: Zacyznam się przyzwyczajać do rysunków, to po pierwsze. Po drugie - Diggle dosyć powoli, ale realizuje jakiś plan. Nie mogę się doczekać co będzie dalej, jak głęboko Matt upadnie, jakie będzie nastepne posunięcie Kingpina i do czego to doprowadzi. Podobają mi się też rozmowy - Carlosa z Angelą (tak jak myslałem, ona będzie robić za głos rozsądku, a on za prawą rękę Matta) i Murdocka z miłym starszym panem. Dobry komiks.


Dark Avengers #12

Demogorgon: No i proszę, niezłe rozwiązanie. Sentry, pokazał jakim jest badassem i odzyskał nieco należnego mu szacunku, a historia bardzo ładnie zbudowała postać Victorii Hand. Rysunki są spoko, obaj artyści spisali się na medal. Ostatniej strony nie łapię. 8/10

Hotaru: Od jakiegoś czasu podchodzę do tej serii bez oczekiwań i ta metoda się sprawdza - wyeliminowała praktycznie całą irytację, jaka wcześniej towarzyszyła lekturze. Dzięki temu doceniam budowanie postaci Victorii Hand i nie wkurzam się, że sprawa Molecule Mana została rozwiązana tak gwałtowanie, ani dlatego, że jak zwykle Sentry wywinął... Sentry'ego. Deodato pokazał, że potrafi nie tylko ładnie rysować, ale też interesująco rozplanowywać kadry na stronie, nie tracąc przy tym na czytelności. Jeden z lepszy numerów tej serii.

Dark Wolverine #81
logan_15:
Niestety, nic specjalnego. Mało dialogów, a i rysunki jakby biedniejsze w porównaniu do tych z poprzednich odcinków. Nie ma tu nic, co by raziło, ale też nic, co by zachwycało. Do tego paskudna okładka. 6/10

Krzycer: Całkiem ciekawy numer, pokazujący, co tam w Dakenie tkwi. Patent z ograną historyjką ze wspomnieniem z dzieciństwa i pokazanie, że to wszystko bujda spodobał mi się strasznie.
Nie podobają mi się za to straszne okładki Petersona. Rysunek jest ok - nic szczególnego - ale te komputerowe kolory są okropne.

Sc0agar4k: Po przeczytaniu tego numeru nasunęło mi się porównanie z randką Carol Danvers i Petera Parkera. Jednak tutaj spotkanie odbywało się w zgoła odmiennej atmosferze. W atmosferze napięcia, fascynacji. Czuć było panujący wokół Dakena i Karli erotyzm, który niestety nie został zaspokojony. A szkoda.

Deadpool: Merc With A Mouth
#6

Krzycer: I to by było na tyle, jeśli o Billa, agenta AIM chodzi? Meh.
Z samego numeru zapamiętałem... niewiele. Bardzo niewiele. Czyli nie był ani szczególnie zły, ani szczególnie dobry.
A nijakie równa się stracie czasu.


Doctor Voodoo: Avenger Of The Supernatural
#3

Hotaru: Podoba mi się, że magia w Marvelu w końcu przestała być zaniedbywana. Z jednej strony świetna miniseria Strange z komediowym zadziorem, a z drugiej Doctor Voodoo, tym razem na poważnie, ale równie rozrywkowo. Świetną fabułę Remendera ilustruje jeszcze lepszy Jefte Palo (wspierany tutaj przez Gabriela Hardmana), więc nie mam więcej życzeń. No, może poza tym jednym, żeby seria nie spuszczała z tonu.

Krzycer:
Dobre! Świetne wizje koszmaru na jawie w Nowym Orleanie były już w poprzednim numerze, tutaj dostajemy jeszcze panoramę Nowego Jorku z absurdalną gałką oczną. To wszystko, podbite monotonnymi kolorami (w tym wypadku to pozytywny efekt) dało niesamowite wrażenie.
Ale twarze panu artyście nie wychodzą za nic.


Hulk vol. 2 #18
b
Demogorgon: Zadziwiająco dobre. Dużo bzdur zaczyna nabierać sensu, cała rozmowa strasznie ciekawa i klimatyczna i, prócz jednego dziwnego elementu (MODOK zagląda Samsonowi w myśli?), było bardzo dobrze. Tak dobrze, że zacząłem się zastanawiać, czy ta seria nie jest taka zła tylko z powodu czerwonej kapusty. Z radością dam 7/10 - jeśli Loeb napisze jeszcze z dziesięć takich, może odzyska swój stary status wśród fanów (co wszystkim wyjdzie na dobre).
Black Bolt:
Mój boże, to było naprawdę... dobre! Powoli zaczynam zauważać tu pewną prawidłowość, bo po raz drugi w tej serii nie było Rulka w komiksie i po raz drugi czytadło jest przyzwoite.
Cały numer poświęcony wyłącznie Samsonowi i jego wewnętrznym rozterkom. Sama postać nigdy mnie nie ciekawiła, a tu nagle zrobili z niego zakompleksionego, niezłego bzika, który może mieć niejedno na sumieniu i którego podniecają szarpaniny z Hulkiem. Świetnie to wyszło, te wewnętrzne potyczki pomiędzy różnymi inkarnacjami. W sumie, skoro Banner je ma, to dlaczego nie Samson, który powstał z jego mocy? I co chyba najlepsze w tym komiksie, odwołano się właśnie do tej konkretnej chwili i wpleciono w nią wątek współpracy z MODOKiem. Dodam, że poprawnie i interesująco wpleciono.
Aż strach to powiedzieć, ale brawo, Loeb. Oby więcej takich komiksów o Rulku bez udziału Rulka.
Drugi komiks szykujący nas do FotHs i drugi dobry. Może jednak coś z tego będzie :)

Krzycer: Pozostaje mi zgodzić się z Black Boltem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio Loeb napisał coś na tym poziomie. Nawet Fallen Son - choć w sumie w porządku - miał swoje babole, a tutaj udało się ich uniknąć. Bardzo porządny komiks, wyjaśnia pewne rzeczy, układa inne... Intelligencia (czy kto tam jeszcze) stojąca za przemianą Leonarda w zielonowłosego Doca Samsona - powiedziałbym, że przekombinowane, gdyby nie to, że spodobał mi się pomysł, by tę przemianę uczynić testem metody, która potem posłużyła do zrobienia Rulka.
Wbrew pozorom w całym chaosie, który panował dotąd w tym tytule, jest jakaś metoda. Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia, ale pomysł jest.
Mam nadzieję, że całe Fall of the Hulks uda się utrzymać na tym poziomie. Mam nadzieję, ale wątpię.
Przy okazji - byłem święcie przeświadczony, że Ross jest Rulkiem. Ale jak zobaczyłem, jak w komiksie pada kwestia "Remember
Glenn Talbot", to zacząłem się zastanawiać...

cMarvelous Land Of Oz #2
Hotaru: Podejrzewam, że o ile nie wydarzy się coś zupełnie niespodziewanego, nie będę opiniował kolejnego numeru tej miniserii. Po prostu wyczerpałem już mój zasób superlatywów, a nie chcę się powtarzać. Nie jestem sobie w stanie nawet wyobrazić, żeby Skottie Young narysował to lepiej. Może to i trochę smutne, ale naprawdę nie spodziewam się, żeby kolejny numer był lepszy, bo po prostu lepszy być nie może.

Undercik: Dobrze stwierdził to Hotaru, zaczyna już brakować superlatywów. Ta miniseria jest idealnym przykładem, jak należy baśnie przekładać na język komiksowy. W szczególności gratulacje należą się Youngowi. Gdyby nie on, to komiksy spod znaku Oz byłyby przeciętne. Prace Skottiego można określić tylko jednym wyrazem: AWESOME!


Mighty Avengers
#32

Hotaru: Czyli Pham potrafi jednak rysować - myślałem już, że jego talent bezpowrotnie uleciał po pracy nad Incredible Hercules. Nie chcę nawet wnikać, co spowodowało tę nagłą zmianę na lepsze, ale bardzo się z niej cieszę. Fabularnie też jest jakby lepiej, Siege kładzie coraz większy cień na naszych bohaterów i niemal równoważy niechęć, jaką czuję w stosunku do Pyma i tego, jak Slott go hołubi. Kto wie, może ta seria wyjdzie jeszcze na prostą?

Ms Marvel vol. 2 #48
Krzycer: Mam nadzieję, że Reed ma dobry powód, by Mystique nagle wróciła z obsesją na punkcie Ms. Marvel. Chyba, że po prostu nie wiem o ich licznych starciach i zapiekłej nienawiści. Było między nimi coś takiego między tym numerem a zamierzchłą przeszłością, gdy Raven napuściła Rogue na Carol?
Sc0agar4k: I zaczynamy pojedynek. A właściwie przygotowania do pojedynku. Ostatnia historia z udziałem Ms. Marvel zaczyna się, jak to zawsze bywa, powoli, ale już na końcu widać, że będzie co oglądać. Zgadza się, oglądać, bowiem za to, co prezentuje Sana Takeda, powinna otrzymać ona w tym roku Avalona.

Nomad: Girl Without A World #4
Krzycer: ...?
Najwyraźniej przegapiłem poprzedni numer. Ale nawet gdybym go przeczytał nie wiem, czy to wszystko wydawałoby się odrobinę mniej idiotyczne.


Realm Of Kings: Inhumans #2
Hotaru: Ach, niemal zapomniałem już, jak świetnie rysuje Pablo Raimondi. Nie rozumiem, dlaczego jeszcze nie trafił do jednego z flagowych tytułów Marvela, bo jego kresce trudno coś zarzucić, a kiedy ilustruje go ktoś taki, jak Adriano Lucas, to już w ogóle trudno przebić końcowy efekt ich współpracy. Fabularnie jest lepiej niż poprzednio. Wreszcie odbębniono wątek spotkania z Pymem i jego radosną kompanią i powrócono do rzeczy, czyli Wyrwy. A ostatni panel obiecuje naprawdę fajne doznania w przyszłości...

Sc0agar4k:
Konflikt częściowo zażegnany. Trochę wspominek, kilka interesujących rozmów i parę dowcipnych tekstów. Nie za dużo tego, ale fajnie się czyta oraz ogląda, choć osobiście uważam, iż w tym numerze Medusa nie prezentowała się specjalnie majestatycznie. Oczywiście jak to w przypadku DnA najciekawsza była końcówka, która sugeruje znaczący wzrost akcji.

Thunderbotls #139

Krzycer: Nie licząc przyjemnego dwu-shotu AoA/X-Men jeszcze nigdy tak mi się nie podobał gościnny występ tej... egzotycznej grupy. Wątpię, by Parker chciał coś zrobić swoim ukochanym dzieciom, więc konsekwencji jakiś tu nie będzie, ale czyta się to fajnie.
Chyba, że Grizzly dołączył do grupy tylko po to, by podbić liczbę trupów. Byłaby szkoda, bo spodobał mi się punkt widzenia, jaki wniósł do tytułu.


Ultimate Comics: Armor Wars #3
Hotaru: Już drugi raz w tym tygodniu Ellis mnie nie zachwycił, ale tym razem miałem chociaż na co popatrzeć. Kurth świetnie się sprawdza i cieszy, że Marvel ma co do niego dalsze plany. Wracając do fabuły, to zwykle preferuję więcej sensu niż strzelania, ale rozumiem, że i to odnajdzie swój target. Dla każdego coś miłego...
Krzycer: Całkiem przyjemne, ale po Ellisie spodziewałem się więcej. Może jeszcze mnie zaskoczy - na razie jest to dobry, ale niczym się nie wyróżniający komiks.
e
X-Factor #200
Demogorgon: Zaczyna się od wielkiego WTF, potem jest cameo, które zbiło mnie z nóg, a każda kolejna strona jest coraz bardziej powalająca. Walka Guido z Thingiem, dziwnie zachowujący się Richards, wątek z osobą, która zawsze wzbudza pytania gdy tylko się pojawi, wymiatający Shatterstar, akcja z Longshotem, nawet rozmowy Siryn z wiadomo kim i niespodziewanym podnosicielem na duchu - ten komiks jest boski. 10/10

Hotaru: Bajka! Cudowny komiks! Podobało mi się wszystko! WSZYŚCIUTEŃKO! Podczas lektury odczuwałem niemal fizyczną przyjemność, endorfiny bombardowały każdą komórkę mego ciała. To nie jest genialny komiks superbohaterski, to jest genialny komiks w ogóle! Peter David po raz kolejny daje dowód swego kunsztu. Bing Cansino też jest tu o wiele bardziej na miejscu niż w Dark X-Men: Confessions. Postuluję, by każdy numer X-Factor miał tyle stronic.
logan_15: Według
mnie najlepsza X-seria od dłuższego czasu i numer jubileuszowy też nie zawodzi. W głównej historii są zarówno elementy akcji, komedii i dramatu, co okazuje się być przepisem na udaną historię. Walka Guido vs. The Thing została świetnie napisana, jak zresztą całość. Rysunki są tym razem powyżej średniej dla X-Factor, co jest oczywiście plusem, jednak wciąż mam wrażenie, że za kolory jest odpowiedzialny ktoś z umiejętnościami raczej z niższej półki. Pojawienie się Layli na koniec i zapowiedź w postaci okładki następnego numeru są intrygujące tak, że już odliczam dni do kolejnego odcinka.
Co do pozostałych dwóch historii - pomimo, iż wydają się być one zapychaczami, to tę drugą bardzo przyjemnie się czytało. Pierwsza natomiast zła nie była, ale też nie czytając jej nic się nie traci. Podsumowując, bardzo udany jublieusz, zasługujący na ocenę 8.5/10.

Krzycer:
Numer tygodnia... i nie obchodzi mnie, co jeszcze w tym tygodniu wyjdzie. X-Factor wraca do korzeni, w czym - znowu - pomaga przeskok w czasie i zmiana siedziby. Jednocześnie nadal prowadzone są niedomknięte wątki (myślę o Layli). Przy okazji PAD dokonuje cudów, stawiając Shatterstara w świetle reflektorów tak, żeby dobrze wypadł, jednocześnie nabijając się niemiłosiernie z Liefelda.
Że nawet nie wspomnę o ukłonie w stronę żądań fanów, jakim jest gościnne pojawienie się
Deadpoola!
Znalazło się też miejsce dla M, która znowu dostaje okazję by pokazać, co w niej tkwi.
A wszystko wieńczy ostatnia strona z Laylą. I jak to zwykle bywa, gdy numer kończy się stroną z Laylą - człowiek nie może się doczekać następnego.
I do tego wreszcie - wreszcie! - X-Factor ma naprawdę porządnego rysownika.
Ciekawym tylko, czy dostaniemy słowo wyjaśnienia w sprawie nowych strojów. Na razie był tylko szkic na biurku Madroxa.
A ponieważ to kolejny, okrągły numer jubileuszowy, nie mogło zabraknąć dodatków. Dla odmiany przynajmniej jeden z nich jest istotny - historia z Siryn wypada bardzo dobrze i w sumie cieszę się, że została przedstawiona w takiej formie. Gdyby PAD wplótł ją w główną historię, znowu zmagałby się ze straszną ilością wątków, co nie do końca działało w poprzedniej historii.
Drugi dodatek - przedruk Madrox #1 - miły, ale tę akurat miniserię znam dobrze. Od niej zaczęła się moja przygoda z twórczością PADa.

Pariah: Ahh, tak długo na to czekałem, ale było warto. Naprawdę warto. Komiks nie zawodzi. Jest w nim wszystko, o czym można zamarzyć w dobrym komiksie. Jest wartka akcja, genialne teksty, humor, błyskotliwość, nieoczekiwane zwroty akcji i Deadpool :). Gwiazdą numeru jest Shatterstar. PAD w genialny sposób odkrywa go na nowo. Jego potyczka z Thingiem to istne mistrzostwo, a najlepsza była puenta :). Scena przed telewizorem również świetnie wypada. Madrox, Longshot i Valeria również nie zawodzą. Zdecydowany numer tygodnia. 9,5/10
Bertoluccio: Nareszcie tytuł doczekał się porządnego rysownika. O jego poziomie niech świadczy fakt, że Monet w nowym stroju wygląda bardziej seksi niż biegając nago kilka numerów wcześniej. No i ostatnia strona z Laylą prezentowała się o kilka poziomów lepiej niż prawie identyczna scena z 40 numeru. Fabularnie zaś - powrót do korzeni i najwyższa na to pora po całym tym skakaniu w czasie. Druga historia z Terry nie była odkrywcza, ale całkiem ładnie zaprezentowała jej problemy i perspektywę na pozbieranie się w całość. Oprócz tego byłem pozytywnie zaskoczony objętością tego numeru oraz cameo Deadpoola. Ogólnie 9.5/10.

X-Force vol. 3 #22

Hotaru: Wprawdzie fabuła nabrała kolorów i jest trochę bardziej "mięsista" niż ostatnio, ale to nadal nie to, czego bym oczekiwał po scenarzystach pokroju Kyle'a i Yosta. Moim zdaniem za bardzo skupiają się na mordobiciu - rozumiem już, o co toczy się gra, nie trzeba pół numeru, żeby o tym przypominać. Może to dlatego, że sceny akcji w wykonaniu Craina są dla mnie tak mało czytelne? W każdym razie liczę na utrzymanie trendu "więcej fabuły, mniej monotonnych bęcków". Wtedy kolejny numer na pewno będzie jeszcze lepszy.

logan_15: To, czego nie lubię w walkach na wielką skalę to, że zawsze trwa kilka pojedynków i scenarzyści nie są w stanie skupić się na jednym czy dwóch, tylko pokazują każdego po trochę. Zakończenie dosyć standardowe, pojawia się grupa złych, a bohaterowie prezentują wytrzeszcz. Mam nadzieję, że dalej będzie jednak trochę bardziej kreatywnie. Rysunki i kolory, jak zwykle w X-Force, na bardzo wysokim poziomie. 6.5/10
colossus28:
Akcja nieco zwolniła, ale i tak jest całkiem ciekawie. Niby wszystko wygląda prawie tak samo jak w zeszłym numerze, ale Necrosha nadal wciąga. Najciekawiej wyglądają jednak relacje wewnątrz grupy Selene, lojalność Blink wręcz porażająca, pojawiają się pierwsze zgrzyty i zapowiedź, że błędy nie będą tolerowane. Rysunki na wysokim poziomie. 7/10

X-Men Legacy #230
Hotaru: Bardzo się cieszę, że kolejny numer narysuje już Clay Mann, nie Daniel Acuna, który w ogóle nie odnalazł się w historii Carey'a. Nie była może ona najwyższych lotów, ale końcówka wynagrodziła nudnawy początek. Nie przeszkadzał mi nawet nieudolny epilog z Gambitem. Liczę, że teraz, kiedy pozycja Rogue jako opiekunki młodych mutantów została ustalona, Carey będzie mógł rozwinąć skrzydła.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aDoctor Voodoo: Avenger of the Supernatural #3

Autor: Marko Djurdjevic

Hotaru: Dyżurny rysownik okładek w Marvelu, Marko Djurdjevic, znów udowadnia, w czym jest najlepszy. Perfekcja wykonania jest w tym przypadku nie do przecenienia. Jericho chyba nigdy nie wyglądał bardziej... badassowo. Okładka obiecuje wiele akcji, a numer nie zawodzi tych oczekiwań.









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.12.16


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.