Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #120 (30.11.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 30 listopada 2009 Numer: 48/2009 (120)


Koniec listopada przyniósł nam kolejny świetny odcinek Dark Avengers: Ares. Ta miniseria to z pewnością jedno z bardziej pozytywnych zaskoczeń ostatnich miesięcy. Na drugim biegunie znalazło się pożegnanie JM Straczynskiego z Thorem, które zawiodło czytelników.



Amazing Spider-Man #613
Krzycer: Nie jest lepiej. Nadal mamy do czynienia z wyjątkowo przeciętnie napisaną i narysowaną historią. Najgorsze jest chyba to, że nie ma tu niczego interesującego. Czy poważnie mamy się przejmować losem Dextera Benneta?

Avengers: The Initiative #30
Hotaru: Jestem całkiem pozytywnie zaskoczony tym numerem. Niby nic wielkiego się nie działo, ale dzięki fajnym momentom całość wypada zdecydowanie fajne. Cieszę się też, że zachowano continuity pomiędzy tym Nightmarem, a wersją z Doctor Voodoo. Rysunki Moliny coraz bardziej mi się podobają i kojarzą mi się z pracą Rafy Sandovala nad Incredible Hercules podczas Secret Invasion. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to jego wersja Traumy, który w jego wykonaniu jest... cóż, szkaradny. Ale nie można mieć wszystkiego...
Krzycer: ...i tyle? Na tym się skończył cały podbój Ziemi przez Nightmare'a? Meh.
Z plusów - przywrócenie Robby'ego do stanu mniej-więcej z końcówki runu Ellisa w Thunderboltach, może nawet lepszego - i jego decyzja, by pozostać w Inicjatywie. Ciekawym, co z tego wyniknie?

Dark Avengers: Ares #2
Demogorgon: Dalej jest dobrze. Po pierwsze, Gillen odrobił lekcje i odwołał się do historii z Incredible Herculesa, co cieszy. Ares dalej jest badassem, a jego ekipa dalej pozostaje ciekawa i bardzo podoba mi się możliwość oglądania boga wojny oczyma jednego z jego podkomendnych. Po trzecie villain wypada całkiem interesująco, to niezły pomysł. Ogólnie, 2/3 tej mini są świetne. Czekam na następny numer z niecierpliwością.

Krzycer: Niemal całkowita zmiana klimatu w porównaniu do poprzedniego numeru, masa nawiązań do mitologii, nadal genialny komiks. Jeśli ostatni numer będzie równie zaskakujący, to mamy do czynienia z jedną z najlepszych miniserii w tym roku.
Bertoluccio: Klimat zupełnie różny od poprzedniego numeru, ale i tak wyśmienity. Pierwsza akcja "cieni" Aresa ciekawa i aż sam się zdziwiłem, jak bardzo o nich dba. Tożsamość syna Aresa również była ciekawym zwrotem akcji. Przed całościową oceną trzeba poczekać na ostatni numer, ale już teraz drugi numer pokazał nam, że mamy do czynienia z jedną z najlepszych miniserii w tym roku. Ocena 8/10.

Dark Wolverine #80
Krzycer: Fajna końcówka. Szkoda tylko, że ostatecznie nie mam pojęcia, o co właściwie chodziło Osbornowi. Chciał wyeliminować Dakena? Zrobić z niego bohatera? Wyeliminować tak, żeby wyglądał na bohatera?

Ender's Shadow: Command School #3
Hotaru: Z przykrością muszę oznajmić, że to pierwszy numer adaptacji "Cienia Endera", po lekturze którego nie czuję satysfakcji. Niby Carey i Fiumara wykonują tę samą dobrą robotę, co zwykle, ale czegoś mi brakuje. Jakby nagle podczas koncertu w filharmonii zniknęła sekcja smyczkowa. Spodziewałem się jakichś mocniejszych emocji. Nie jest wprawdzie jakoś szczególnie źle, ale mogło być o wiele lepiej. Pozostaje mieć nadzieję, że to jedynie potknięcie i w pozostałych dwóch numerach twórcy powrócą do formy.

gFantastic Four #573
Hotaru: Jedyne, co Hickman wniósł o tego numeru, to niesatysfakcjonujące zakończenie - resztę równie dobrze mógł napisać Millar, co potęguje sama tematyka. Neil Edwards postarał się chyba tylko na pierwszej stronie, przez co cały numer kojarzy się z końcem runu Millar-Hitch. A wszyscy wiemy, jak ten koniec wyglądał. Jak dotąd, Hickman mnie do siebie nie przekonał.
Krzycer: Hokay... Nie wiem, czy ktoś szykuje zestawienie "10 okładek najbardziej oszukujących czytelnika", ale okładka tego numeru powinna się tam znaleźć. Sama historia nie wyróżniła się niczym szczególnym.

Guardians Of The Galaxy vol. 2 #20
Demogorgon: Atmosfera się lekko przyciężka zrobiła po tym, co przyniósł poprzedni numer, nawet Rocket Racoon to odczuł. Mimo to było parę sympatycznych scen, jak misja RR i Draxa. A w końcówce pojawił się niespodziewany gość prosto z miejsca, które odwiedziliśmy w zeszłym tygodniu (ftaghn stary!). A tak przy okazji - czemu na Mantis nie było tak widać, jak bardzo żeński uniform GoG odsłania nogi, jak jest to widać na Moondragon?

Hotaru: Świetny numer. Rysunki Brada Walkera są dobre jak nigdy, ale i tak to fabuła jest największą zaletą tego komiksu. DnA nie spuszczają z tonu i chociaż wydawać by się mogło, że po tak szokujących i mnogich śmierciach, jak ostatnio, będzie musiało dojść do pewnego rozprężenia, to nic takiego nie nastąpiło. Jak ostatnio scenarzyści chwycili czytelnika za gardło, tak teraz nadal go trzymają w mocnym uchwycie, nie pozwalając spuścić gardy. I chociaż mało w tym wszystkim Realm od Kings - to co z tego?
Krzycer: I znowu Luminals zmuszeni będą do współpracy ze Strażnikami. Ciekawe, jak im pójdzie tym razem. W międzyczasie Moondragon radzi sobie ze stratą Phyli na swój własny sposób, a autorzy przypominają kokon będący w posiadaniu UCT od pierwszego numeru. A jakby połączyć to z lutowymi zapowiedziami... Będzie ciekawie.
Ze szczegółów - dwie sceny świetnie pokazały uczucia zespołu po ostatniej bitwie - Star-Lord zacinający się na wspomnienie Mantis i reakcja szopa uświadamiającego sobie, co się stało z Cosmo. Rewelacja. A dla rozluźnienia nastroju zaraz potem mamy kadr z członkiem UCT z ulotkami próbujący zainteresować Strażników "rozmową o Bogu". Piękna scena.
Sc0agar4k:
Numer poświęcony Moondragon. Ładne przedstawienie jej cierpienia oraz próby odnalezienia się. No i mamy wreszcie pokaz zagrożenia ze strony Wyrwy. Po ostatnich numerach, jest to takie lekkie zwolnienie akcji, które pewnie niedługo nabierze ponownie rozpędu. Bardzo dobry numer.

Hulk vol. 2 #17
Krzycer: Ok, to będzie zaskakujące, ale... Podobało mi się. Nawet. Oczywiście, wszyscy poza Rulkiem nadal zachowują się out-of-character w skali od "trochę" do "kto to niby ma być!?", nadal do nieprzytomności Loeb wyciera sobie gębę pytaniami o tożsamość Rulka i Rulkie oraz brednią o "tym, co nadchodzi" i "ludziach, dla których pracują"... Ale w drugiej połowie numeru zaczyna się - małymi kroczkami - rozwój głównego bohatera, który przestaje wreszcie posługiwać się wyłącznie pięściami (a przypomnijmy, że miał być groźniejszy od starego Hulka, bo jest inteligentny...) i zawiązuje pierwsze przyjaźnie. Wzruszające.
A już całkiem serio - Loeb pisze Deadpoola lepiej od Way'a. Kto by się spodziewał?

Immortal Weapons
#5

Krzycer: Dobre. Tylko tyle czy aż tyle? Przy okazji ostatecznie udowadnia, że faceci mieli więcej szczęścia do tej miniserii, bo trzy numery poświęcone Fat Cobrze, Dog Brotherowi i Amanowi zdecydowanie górują nad tymi o Bride of the Nine Spiders i Tiger's Beautiful Daughter.
Przy okazji - liczyłem, że dowiemy się z tej miniserii czegoś więcej o przeszłości każdej z broni, Niebiańskich Miastach z których pochodzą i tego typu rzeczach. Niestety, w wypadku Amana i Spider-Bride dostaliśmy tylko losową przygodę z daną postacią w roli głównej... a w przypadku Tygrysiej Córki historię tak idiotyczną, że tylko czekam, aż ktoś ją przeretconuje.
A skoro już wybiegam myślą w przyszłość - wiadomo, co dalej stanie się z Randem i jego nieśmiertelnymi kumplami?


fIncredible Hercules #138
Hotaru: Z radością informuję, że ten numer jest pod każdym względem lepszy od one-shota go poprzedzającego. Jeśli ten trend się utrzyma, do zakończenie historii okaże się naprawdę spektakularne. Tymczasem, cieszy team-up z Mighty Avengers, jędzowata Hera to istny balsam na serce, a wyeliminowanie z walki Aresa, zanim jeszcze do niej przystąpił, wprost... godne pozazdroszczenia. Zakończenie numeru mogło by być ciut bardziej szokujące, ale wezmę i to, co dali. Jest dobrze.

Demogorgon: Pak i Van Lente przyzwyczaili mnie do pewnego poziomu tej serii i jak na razie nie zamierzają schodzić ani cala poniżej. W tym komiksie mamy przezabawne dialogi (zdziwiło mnie to, jak USAgent wymiótł), mamy bardzo dobre planowanie, które przynosi porządny rezultat i mamy wielką bijatykę. Podoba mi się też nakreślenie podobieństw miedzy bogami a superbohaterami, widać, że scenarzyści odrobili lekcje. Jak zawsze, bardzo dobry numer.

Bertoluccio: Początek wielkiego finału. Najbardziej spodobał mi się plan Amadeusa na odciągnięcie uwagi Aresa (jego reakcja na pojawienie się Afrodyty też była ciekawie zaprezentowana) oraz sposób dostania się do siedziby Hery. Porównanie superbohaterów do ich boskich odpowiedników było już niejeden raz, ale czasem człowiek się zastanawia, czy Anasi przypadkiem nie zasugerował tego i owego przy kreowaniu Spider-Mana ;) Ocena 8/10.
Krzycer: Zaczęło się! Mam brzydkie przeczucie, że ratując go, Amadeus poświęci swoje życie w obronie Herculesa. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale...

Invincible Iron Man #20
Krzycer: Miło, że przynajmniej Pepper ma jakieś wątpliwości. Cała reszta zabrała się do pracy z takim entuzjazmem, że w jakiś sposób mnie to raziło.
Holograficzny testament Starka - przydługie. A jak Larroca się z tym męczył - parę kadrów to najszkaradniejsze Starki, jakie wyszły spod jego ręki...
Ostatecznie najfajniej wypadła... okładka.


Ms Marvel vol. 2 #47
Bertoluccio: Dobry numer, ale prawdziwy potencjał randki między Pająkiem i Ms. Marvel zupełnie niewykorzystany. Szkoda. Za to rysunkowo tragedia. Naprawdę potrzeba było aż trzech artystów do skończenia tego komiksu? Ogólnie 5.5/10.
Krzycer: Niewykorzystany potencjał - może... Ale mi wystarczyłaby sama scena z kłopotliwą ciszą w restauracji. I Parkerem podającym się za Wolverine'a i obżerającym się, gdy Carol załatwia złych, choć cokolwiek nieudacznych agentów.
e
New Avengers #59
Hotaru: Zaiste, nie wiem, co się stało z Immonenem. Cały czar, jakim hojnie obdarzał czytelników w Ultimate Spider-Manie, gdzieś uleciał, pozostawiając szkaradnie pokolorowane, przeciętne rysunki. Co się tyczy fabuły... nie wiem, czy fakt, że miałem rację (Avalon Pulse #116), dobrze świadczy o Bendisie, czy źle świadczy o mnie, a im więcej o tym myślę, tym perspektywa trzeciej w dniu dzisiejszym kawy staje się coraz bardziej kusząca. Koniec końców, jak zwykle przy tym tytule - colour me unimpressed.
Bertoluccio: Czy to tylko moje wrażenie, czy też ostatnim czasy zapowiedzi oraz okładki NA nijak się mają do zawartości? W zasadzie to tak, jakby mówiły o innym komiksie. Co do samego numeru - jak na tak napakowany akcją był strasznie nudny i przewidywalny. Dopiero ostatnia strona (również przewidywalna, aż dziw bierze, że żaden z bohaterów tego nie sprawdził, ale tak jest, jak bierzesz swoich przeciwników za większych idiotów, niż są w rzeczywistości) daje jakieś nadzieje na ciekawszy ciąg dalszy. Ocena 6.5/10.
Krzycer: Fajny team-up. Tylko co tam robi Walkiria? Przy okazji - miło, że wreszcie Danny nosił nowe wdzianko gdzieś poza swoim tytułem. W każdym razie - fajny team-up, ale jego potencjał nie został w pełni wykorzystany. Ani w dialogach, ani w scenach akcji. Numer sprawia wrażenie robionego na chybcika.

New Mutants vol. 3 #7
Hotaru: Mam mieszane uczucia. Z jednej strony mamy tu kilka fajnych momentów - Illyana w dalszym ciągu pokazuje pazurki, Ramsey użera się z diabłem i Hellionami, ale chociaż zadziwiająco dużo tu akcji, to zadziwiająco mało się dzieje. Jakby cała pokaźna dawka energii poszła nie na sprint na wprost, ale skakanie na skakance w miejscu. Mam po prostu wrażenie, że fabuła ledwo ruszyła do przodu. Po raz kolejny w tym tygodniu muszę skrytykować kolory. Rozumiem, że to "Necrosha" i rozumiem, że powinno być mrocznie, ale nie implikuje jeszcze, że brzydko. A tego schematu kolorystycznego inaczej określić się nie da.
Krzycer: Rozciągnęło się to spotkanie z Dougiem - a za moment będzie runda druga. Mam nadzieję, że Necrosha wkrótce przestanie traktować wyłącznie o ataku nie-do-końca-zombie na Utopię, bo na razie jest... nudno. Niestety.

Secret Warriors #10
Hotaru: Po raz kolejny pragnę odnotować oczywistość - Stefano Caselli jest o niebo lepszym rysownikiem od Alessandra Vitti. No, to już wiemy, co sądzę o oprawie graficznej. Fabularnie jest całkiem znośnie. Pomimo zbędnych niektórych retrospekcji i braku "haczyka", który wyraźnie umiejscawiał by tę historię w szerszym kontekście całego tytułu. Ufam, że chociaż tutaj Hickman będzie pisać satysfakcjonujące zakończenia i cała ta chwytająca za serce rodzinna historyjka została przedstawiona z jakiegoś powodu. Obyśmy nie czekali latami na dowiedzenie się, jakiego.

Demogorogn: Nie tyle epilog, co samodzielna historyjka i sprzątanie w continuity po Bendisie (to się zaczyna robić modne). Ale całkiem nieźle nakreślono relacje Aresa z Phobosem, to mnie cieszy. Teraz czekam tylko, w którą stronę to pójdzie.
Bertoluccio: Bendis namieszał z Aleksandrem, robiąc z niego dzieciaka nieświadomego swojego boskiego statusu, a teraz Hickman stwierdził, że woli go w roli młodego boga, który pokonał w walce samego boga wojny (nieważne, że tamten się wstrzymywał, bo nie chciał go skrzywdzić, liczy się sam fakt). I było to posunięcie prawidłowe. Teraz, kiedy mamy to już za sobą, czekam na walkę Phobos vs. Gorgon. Po coś w końcu mu oddali Grasscuttera, nie? Ocena 7.5/10.
Krzycer: O, a to ciekawy numer. Dziwnym, że Hercules i Hera ot, tak przebywają w jednym pomieszczeniu, ale można założyć, że to tymczasowy rozejm mający mydlić oczy pozostałym panteonom.

Spider-Man Clone Saga #3

Krzycer: O nie! To Peter jest klonem! A może wcale nie? Nie znam oryginalnej Sagi z pierwszej ręki, ale to tutaj nie wydaje mi się dużo lepsze...

Thor Giant Size Finale
Demogorgon: I to wszystko? Jeden wybitny moment w wykonaniu
Volstagga, jedno dowalenie Blake'owi na do widzenia i jedna tragiczna, poruszająca śmierć? Nie, nie było źle, było bardzo, bardzo dobrze. Ale do jasnej ch****y, po zakończeniu runu JMS'a oczekiwałem czegoś wiecej, o wiele więcej. A najgorsze, że sam nie wiem, czy zapisać to jako minus na konto Straczynskiego, czy Quesady. Ogólnie jednak- ten tydzień należał do bóstw, czy to tych mitologicznych, czy mackowatych.
Bertoluccio: Wielki finał runu JMS. I co? I nic. Wszystko wydaje się takie pourywane i brakuje solidnej kropki nad "i", co oczywiście znowu można zrzucić na Marvela, który miesza scenarzyście szyki. Jedyny wątek, który doczekał się porządnego rozwiązania, to opowieść o Billu, która ładnie nawiązuje do tradycji nieszczęśliwej miłości między śmiertelnikami i bogami. I tak jak koniec JMS zostawił u mnie niedosyt, tak prolog Gillena wzbudził mój apetyt niezmiernie. Genialnie poprowadzony Doom i jego rozmowa z rozpaczającą Keldą oraz los, jaki jej zgotował. Kieron wyrasta na mojego nowego ulubionego scenarzystę i aż żal, że to nie on zajmie się Thorem na stałe. Ocena całego numeru 8/10. Całego runu JMS - 9/10. Byłoby wyżej, ale końcówka niestety obniżyła poziom, niezależnie od powodu.
Krzycer: Mało finalny ten finał. Gdyby go nazwać "Bill Giant-Size Finale" to jeszcze, ale tak? Swoją drogą - liczyłem, że Billowi się zmartwychwstanie jako Asgardczyk czy coś...
Poza tym - Volstagg rządzi. Jak zwykle.
Sc0agar4k: Niby jest ciekawie, wszystko ładnie, pięknie, jednak czegoś brakuje. Takiej przysłowiowej kropki nad "i". Jakieś konsekwencje ten numer pewnie będzie miał, ale jak na koniec pewnego okresu, spodziewałem się więcej. Nadal jest jednak bardziej niż przyzwoicie.
d
Ultimate Comics Avengers #4
Demogorgon: Ja rozumiem, że Ultimate Cap ma być o wiele bardziej hardcorowy od 616 Capa. Ale są pewne granice - przekrocz je, a a nowa wersja zmieni się w kiepską podróbkę w stylu Roba Liefelda. I Millar tę granicę przekroczył. Captain America, nieważne jak bardzo hardcorowy, nigdy, ale to nigdy nie naraziłby świadomie życia niewinnych dzieci w walce z obładowanym armatami psychopatą. I nie obchodzi mnie, że ten facet wyskakuje z helikoptera bez spadochronu i robi inne badassowate rzeczy - to NIE jest Captain America. Nawet w jednym procencie. To jakiś czubek z tarczą. Od tej pory oficjalnie odmawiam nazywania tego typa Captainem America. Linkara, komiksowy recenzent, którego uwielbiam, nadał kiedyś ciekawe imię "Batmanowi" Millera. Ja przechrzczę nim teraz "Capa" Millara. Panie i panowie, poznajcie, oto..... CRAZY STEVE! A tak po za tym, to komiks niezły, uśmiałem się. Tylko Crazy Steve psuje wrażenie.

Hotaru: Moje zauroczenie Pacheco powoli zaczyna mijać. W takim samym tempie, artysta przestaje się starać. O ile pierwsze stronice tego numeru są ostre i dopieszczone, tak jak poprzednie odsłony, tak potem następuje wyraźny spadek nakładów pracy, a rysunki stają się przeciętne. Podobnie scenariusz nie miał dla mnie żadnego smakowitego kąska (bo zabawnych one-linerów nie liczę). Nie chcę być złym prorokiem, ale nie rokuje to najlepiej...

Bertoluccio: Pościgu za Capem ciąg dalszy. Już wspominałem, że akcja strasznie się dla mnie wlecze, ale przynajmniej fajnie się to czyta. Jestem za to zawiedziony brakiem Pseudo-Pająka, bo z całej tej ekipy najbardziej mnie zaintygował. Ocena 7.5/10.
Krzycer: Długo trwało to polowanie na Capa. Dobrze, że przynajmniej Red Skull wykonał swój ruch, może teraz akcja przyspieszy.
Przy okazji - wiem już, co mi nie pasuje w rysunkach Pacheco. Tła. Postaci są fajnie narysowane, kiedy trzeba, wszystko jest dynamiczne, ale oprócz - czasami - gruzu czy odłamków szkła wszystkie płaskie powierzchnie są jednolitymi, pozbawionymi faktury plamami koloru. Najdziwniejsze jest to, że rzadko kiedy zwracam uwagę na takie detale i nie wiem, czemu tak mi to tutaj przeszkadza.
Byłbym zapomniał - oto chwalebny numer, w którym Captain America bierze małe dzieci na zakładników. A przynajmniej korzysta z nich jak z żywych tarcz.


Web Of Spider-Man vol. 2 #2
Krzycer: Spotkanie Electro z Bractwem - ot, ciekawostka, ale rozmowa fajnie poprowadzona. Z cyklu "wyłapujemy błędy" - nawet kolorysta podświadomie uważa, że Pietro głupio wygląda w zielonym stroju. Na jednym kadrze zrobił się niebieski.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

aInvincible Iron Man #20

Autor:
Salvador Larroca

Demogorogn: Jak kto jest, że Larroca potrafi narysować tak ładną, pomysłową i zachęcająca do sięgnięcia po ten komiks i inną od czegokolwiek, co widziałem okładkę, a jednocześnie odwalić zwyczajową fuszerkę w środku? Jakieś czary, czy co?



bMarvel Adventures Spider-Man #57

Autor:
Skottie Young


Hotaru: Wprawdzie raduje ogromne uznanie, jakim Skottie Young cieszy się za pracę nad komiksowymi adaptacjami powieści Franka Bauma, ale też dobrze, że Artysta nie zapomina zupełnie o nurcie superhero. Jego dość organiczna interpretacja Pajęczaka bardzo przypadła mi do gustu. Czyż w tej wersji wizerunek Spidera nie współgra z jego jajcarskim poczuciem humoru?






Gniot tygodnia:


cUncanny X-Men #517

Autor: Greg Land


Demogorgon: Co to ma być? Goryl w stroju Cyclopsa, Psylocke-manekin z uciętymi nogami, Namor wyglądajacy jak aktor porno... Nie wspominając już, że to, co Land zrobił z Emmą, woła o pomstę do nieba. Nie mogę na to patrzeć.










Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.11.25


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.