Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #119 (23.11.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 23 listopada 2009 Numer: 47/2009 (119)


Realm of Kings się rozkręca i zyskuje raczej pozytywne opinie. Za to gorzej dzieje się u Spider-Mana i Punishera.



dAmazing Spider-Man #612
Undercik: Średnio się zaczyna "Gauntlet", oj średnio. Jak dla mnie to takie przynudzanie o Elektro na początku numeru. Nigdy nie przepadałem za Maxem Dillonem i ten numer, ba, sądzę, że nawet cała ta historia tego nie zmieni. Mimo to fabuła rozkręca się pod koniec numeru, który mimo to jest mierny. Do tego jeszcze poznęcam się nad osobą, która zdecydowała, że Azaceta ma zilustrować cały numer. Owszem, jego rysunki klimatycznie pasują, ale tylko na początku numeru, tak mniej więcej do strony z tytułem historii i jej autorami.
Pariah:
Mam nadzieję, że reszta historii "Gauntlet" będzie bardziej interesująca, bo tutaj wieje nuuudą i pustką. Cały ten numer to głównie Electro użalający się nad sobą, a na koniec postanawiającym zostać głosem mas w walce z niesprawiedliwością społeczną. Spider, nie wiedzieć czemu, postanawia z nim walczyć, choć na dobrą sprawę chyba tylko ze względu na stare dobre czasy, bo jeszcze nic złego nie zrobił. Brakuje mi w tym numerze humoru i odwołań do życia osobistego Parkera, które jest tutaj niemal całkowicie pominięte. Do tego dochodzą te paskudne rysunki rodem z lat 80-tych. 4/10
Krzycer:
W ogóle nie przemawia do mnie pomysł, by obsadzić Electro w roli trybuna ludu. No, ale to dopiero początek "Gauntlet". Zobaczymy, co z tego wyniknie.

eDark Avengers #11
Hotaru: Z miejsca muszę pochwalić stronice narysowane przez Grega Horna - są niesamowicie klimatyczne. Nie znaczy to, że Mike Deodato skopał swoją część. Jego rysunki też są na zwykłym, wysokim poziomie, chociaż drażni mnie sposób, w jaki rysuje biusty - są albo za duże (tak, to możliwe), albo zbyt nisko, albo zbyt sterczące. Co się tyczy fabuły, to po raz pierwszy od dłuższego czasu w numerze Dark Avengers podobało mi się więcej, niż mnie irytowało. Czy to dobra prognoza dla Siege? Wątpię. Ale na razie jest całkiem zacnie.

Demogorgon: Molecule Man ma bardzo dziwną definicję słowa "przyjaciel". Wiecie, mało jest osób, które potrafią podciągnąć pod nią szatana i demona z płonącą czachą. Komiks skupia się bardziej na Victorii Hand i dobrze, bo czas najwyższy, byśmy się o niej czegoś dowiedzieli. Bardzo ładnie wypadł team-up Horna i Deodato, choć też mi się wydaje, że w rysowaniu kobiecych ciał ten drugi co nieco przesadza. A po za tym, bardzo podoba mi się nawiązanie do pewnej historii JMSa, na pohybel purystom.

Pariah: Całkiem fajny numer. Co prawda akcji jest niewiele, ale Bendis zdążył nas do tego przyzwyczaić. W interesujący sposób rozwiązano cliffhanger z poprzedniego numeru. Spodziewałem się czegoś zupełnie innego, więc jestem mile zaskoczony. Rozbawiła mnie historia Victorii. Tłumaczy jej determinację do bycia najlepszą w tym, co robi. Coraz bardziej lubię panią Hand. Mam nadzieję, że znajdzie się dla niej miejsce po Dark Reign. Jeżeli coś mi nie pasuje, to motywacja Molecule Mana. Dlaczego tak bardzo boi się Reeda Richardsa? Rozumiem, że przegrał z nim w przeszłości, ale mając taką moc może go od tak, bez ostzreżenia zdezintegrować i po sprawie. 7/10
Bertoluccio: Dobry numer, choć niezbyt zaskakujący. Jeżeli chodzi o Ligę Zła, to spodziewałem się podpuchy ze strony MM. Większym zaskoczeniem było, że to jednak nie on jest asem w rękawie Osborna, chociaż z drugiej strony zastanawiałem się, jak miałoby się to do zapowiedzi ujawnienia tej tożsamości w prologu Siege. Co jednak ciekawe, brak reakcji Normana w stylu "co ty tutaj robisz?" na obecność Beyondera oraz Mephisto, nim dowiedział się o oszustwie, sugeruje, że oni również nie są tajną bronią. Sam numer bardzo fajny, chociaż praktycznie nic się w nim nie dzieje. Lester jako bardzo wściekła woda wymiatał. No i panna Hand robi się coraz ciekawszą postacią (i nie mam na myśli jej preferencji seksualnych ;)). Ogólnie mogę dać za ten numer 7.5/10.


Dark Reign - The List: Amazing Spider-Man
Undercik: Dostałem mniej więcej to, czego oczekiwałem. Numer okazuje się chyba jednym z najbardziej istotnych z całej listy, na końcowy przebieg Dark Reign. Sam sposób, w jaki Spidey wyrolował Osborna jest naprawdę niezły.

Pariah: Jak widać Osborn nie odniósł wielu sukcesów podczas The List, choć nawet tych kilku się nie spodziewałem. Ostatnia odsłona kończy się dla niego jednym wielkim epic failem. Nie tylko nie dokopał Spiderowi, ale został wręcz publicznie upokorzony. Pewnie nie będzie z tego konsekwencji, ale dzięki temu komiksowi Spider odegrał już należną sobie sporą rolę w upadku Normana. Czytało się całkiem przyjemnie. 6,5/10
Sc0agar4k: To już któryś z kolei komiks, w którym zostają ujawnione brudy Osborna. I nasuwa się pytanie: czy tym razem coś się zmieni? Miejmy nadzieję, że tym razem tak, ponieważ Parker pokazał swoją postawę obywatelską i wygarnął Osbornowi do wiwatu.

Deadpool: Merc With A Mouth
#5
Krzycer:
Meh. Choć nadal czyta się to w miarę przyjemnie... Mimo wszystko rozdrabnianie Deadpoola na trzy tytuły i tuzin występów gościnnych miesięcznie nic a nic mu nie służy. Ale przynajmniej dzięki ludziom takim, jak Kelly czy Van Lente Wade nie został jeszcze ostatecznie pogrzebany.

Pariah: Nadal jest to lepszy z ongoingów Deadpoola. Pomimo, iż pierwsza historia ciągnie się straszliwie, to można się całkiem nieźle bawić. Podobał mi się Deadpool kontemplujący konsekwencje wykorzystania Headpoola jako broni biologicznej, scena w której Deadpool ze śpiewem na ustach wchodzi prosto w ogień krzyżowy HYDRY i AIM oraz dywersja podczas ucieczki ze stacji kosmicznej. Trochę się boję, co zaserwują nam podczas wycieczki do "zombie-landu", ale bądźmy dobrej myśli. 6/10

Incredible Hulk #604
Krzycer: Dobre! Od samej początkowej gry, przez przebłysk planów i zamiarów Leadera, po końcówkę i osłabienie rozwijającej się relacji ojca i syna.
Poza tym ostatnio chciałem zadać pytanie "kiedy ostatnio pojawiła się Marlo", teraz już nie muszę.
Dobrze, że chociaż Pak pisze Ricka jak należy.


fMighty Avengers #31
Hotaru: To, co Slott czuje do Pyma, to nie jest zwykły man-crush. Jestem pewien, że gdyby mógł, scenarzysta rzuciłby wszystko w cholerę i uciekł z Hankiem na jakąś bezludną wyspę, gdzie miałby go tylko dla siebie. Kurcze, nawet Claremont nie hołubi tak swoich ulubionych heroin, jak Slott ślini się nad Pymem. To jest... niesmaczne. Z całej tej historii spodobał mi się tylko epilog w Attlianie - jedna strona, nic więcej.

Demogorgon: To wszystko? Tak, wiem jest epicko i oldschoolowo, ma pewien klimat, ale kurcze, liczyłem na coś więcej. I to nie tylko po tym numerze, ale po całej historii. A odbicie się echem i na Ziemi, i w kosmosie to gdzie? Wszyscy wyszli nietknięci, a jedyny skutek to być może, podkreślam, być może występ gościnny w następnym numerze RoK:Inhumans.

Pariah: Bardzo fajne zakończenie tej epickiej, old-schoolowej historii. Historie takie jak ta są w dzisiejszych czasach czymś przyjemnie orzeźwiającym. Ratowanie świata i pseudonaukowe rozwiązania, jak to zastosowane tutaj, dawno wyszł z "mody". Mimo to nigdy się nie starzeją :) Rozbawił mnie Pietro dalej grajacy kartą Skrulla. Od razu pomyślałem, kiedy to się na nim w końcu zemści... jak widać, nie trzeba było na to długo czekać. 7,5/10
Krzycer: Ten numer ma wszystko, co trzeba! Odwołania do klasycznych avengerowych momentów, dwóch przeciwników rosnących do gigantycznych rozmiarów jak w Power Rangers i walczących na podróbki mieczy świetlnych (też jak w Power Rangers) a wreszcie prosty i błyskotliwy sposób pokonania przeciwnika-nie-do-pokonania i końcówkę z goryczką. Czego więcej chcieć? (oprócz tego, by Pietro wrócił do niebieskiego stroju; jeśli o facetów chodzi, zielony leży dobrze tylko na Hulku, Draksie i Bobie, agencie Hydry).

Punisher vol. 2 #11
Volf: Lol. Po prostu lol. Dziesięć ciekawych, klimatycznych numerów serii, fenomenalna, naprawdę mocna scena z wskrzeszoną rodziną w finale i teraz... to. Przez takie perełki poważnie zaczynam się zastanawiać, czy jednak komiksy to nie jest, jak sugeruje "zdrowe" społeczeństwo, zabawa dla dzieci z podstawówki i czy nie powinienem rzucić tego wszystkiego i jak każdy normalny człowiek zacząć oglądać telenowele.

Krzycer: ...co za potworek. I czy Jack nie został zombifikowany i zabity w przedostatniej miniserii Marvel Zombies? Już nie wspominając o tym, że zarówno on i Morbius pracowali wtedy dla A.R.M.O.R.. Już nawet nie będę się pastwił nad tym, jak Morbius tutaj wygląda (strasznie).
Słowem - nowy kierunek tego tytułu jest idiotyczny i nic nie wskazuje, by w następnych numerach miało być lepiej.


Realm Of Kings: Inhumans
#1

Hotaru: To niesamowite, jak Raimondi zmienił styl pomiędzy tym tytułem, a X-Factor. Ilustrując scenariusze Petera Davida wszystko przedstawiał mrocznie, brudno, naturalistycznie, a teraz, ilustrując kosmiczną epopeję, jego styl jakby naprał rumieńców. To nie może być tylko zasługa kolorów. Fabuła też jak najbardziej mi leży - podoba mi się stanowczy zwrot w kierunku rozgrywek pałacowych i polityki. Sprawia to, że marvelowy kosmos wydaje się głęboko osadzony w jakichś podstawach, a nie tylko ślizga się po powierzchni fantastycznego science-fiction. Czekam na kolejny numer.

Demogorgon:
Dobrze jest. Podoba mi się w obu mini RoK, że duży nacisk położono na relacje i spory między bohaterami, a także dorzucono trochę intrygi. Tu może coś ciekawego wyjść z tej mieszanki. Poza tym, mamy gościnny występ Migty Avengers w następnym numerze, co może być ciekawe.

K
rzycer: Że Ronan próbuje być szarmancki względem Crystal wiemy już z War of Kings, ale nadal czekam na to, jak rozwinie się ich wymuszony związek. Kwestia popularności Gorgona - ciekawe, podobnie jak sugestie co do Maximusa. Ale i tak najbardziej ciekawi mnie, czy DnA uwzględnią odkupienie Quicksilvera w oczach Inhumans właśnie zaprezentowane w Mighty Avengers, czy przedstawią swoją wersję wydarzeń. Innymi słowy - czy jakiś edytor nad tym panuje, czy może u DnA Quicksilver ponownie spotka się z Inhumans po raz pierwszy od kradzieży kryształów?
Pariah: Jak pokazuje ten komiks, Medusa nie radzi sobie dobrze w roli królowej. Można by rzecz, że bardzo źle. Znacznie lepiej radziła sobie jako szera eminencja u boku Black Bolta. Po jego stracie nie może się otrząsnąć, a jej egocentryczna polityka może sprowadzić kłopoty na Inhumans lub nawet doprowadzić do konfliktów wewnętrznych, co oczywiście w kontekście otwartego konfliktu z Blaastarem może być bardzo interesującą historią. :) 7/10
Sc0agar4k: Pierwszy numer o rodzinie królewskiej i cóż można powiedzieć? To, że ma ona pełne ręce roboty. Medusa ma obecnie okazję przekonać się, jak czuła się wcześniej Crystal. Teraz ona musi przejąć obowiązki, do których chyba nie jest w pełni przygotowana. Czy sobie poradzi, trudno na razie powiedzieć. Numer średni, ale może się rozwinie.


Realm Of Kings

Hotaru: Mam mieszane odczucia. Z jednej strony nie ulega wątpliwości, że komiks mi się spodobał i przednio się przy nim bawiłem. Z drugiej zaś - nie wiem czemu. Bo chociaż rysunki stoją na wysokim poziomie, tak fabularnie... jest gorzej - zbyt odtwórczo, jak na mój gust. Źli alternatywni Avengers zalatują na kilometr Marvel Zombies, a "szokująca rewelacja" z końca numeru trąci Secret Invasion. Ufam, że pozostała część eventu będzie bardziej odkrywcza...
Pariah:
Bardzo dobry i ciekawy numer. Przyznam, spodziewałem się, że po drugiej stronie Fault Quasar trawi na evil Avengers, ale nie sądziłem, że bedą czcicielami Cthulhu :P ... i to chyba dosłownie :). Zaintrygowało mnie to. Czyżby Marvel posiadał prawa do wykorzystywania prozy Lovecrafta? Odniesienia są często bardzo dosłowne, więc to możliwe. Pomysł szalony i w swym szaleństwie świetnie pasujący do kosmosu Marvela. Ciekaw jestem, jak to rozwiną. Co zrobi Quasar, który "wrócił" do 616 i gdzie jest teraz ten drugi? 8/10
Krzycer: One-shot o alternatywnej Ziemi, zaprzedanej Wielkim Przedwiecznym? Automatycznie tytuł tygodnia i ftaghn na drogę :D
Poza tym pochwalić trzeba świetny design alternatywnych Mścicieli. Może Kapitanowi dołożyli o jeden pentagram za dużo, ale przerobienie Ms. Marvel za pomocą tak prostej sztuczki jak dodanie jej maski dominy - genialne. Szkoda, że ze Scarlet Witch niczego nie wykombinowali.


Spider-Man 1602 #2
Krzycer:
Po całkiem niezłym pierwszym numerze bałem się, że kolejny mnie rozczaruje. Ale nie - nadal mamy do czynienia z niezłą historią, do tego fajnie zilustrowaną. Narracja w formie listów Petera do zmarłej dziewczyny - było, ale nie szkodzi. Tutaj uprzyjemnia część numeru poświęconą wyłącznie opisowi podróży. Okładka jest lekką zmyłką - miałem nadzieję, że Norman będzie więcej kręcił, a tu proszę - wystarczyła jedna uwaga i zbieg okoliczności, by cała załoga rzuciła się na Pająka. Mniejsza z tym, zaraz potem mamy atak piratów i robi się o wiele ciekawiej. Renesansowy Bullseye wygląda świetnie - w sumie szkoda, że tarcza ma niewiele wspólnego z resztą tatuaży. Urzekły mnie również docinki Petera - typowe spider-manowe przekomarzanie się z Kingpinem, tylko podane staroangielszczyzną. Proste, ale skuteczne.


Spider-Woman vol. 4 #3
Demogorgon: Niby jest akcja, niby fabuła idzie do przodu, niby są dobre dialogi - to czemu mnie w takim razie nie ruszyło? W porównaniu z poprzednimi numerami ten jest znacznie słabszy i to się czuje, niestety. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy spadek poziomu.


Stand: Soul Survivors #2

Hotaru: Narzekania na komiksową adaptację "Bastionu" ciąg dalszy... O ile w większości nie mam zastrzeżeń do Mike'a Perkinsa i jego naturalistycznego stylu, tak o skrypcie Aguirre-Sacasy nie mogę powiedzieć niczego dobrego. Zastanawiałem się, czy wina nie leży w materiale źródłowym, ale skreśliłem tę opcję - powieści o Enderze są jeszcze mniej wizualne, niż "The Stand", a Carey i Yost świetnie sobie z nimi poradzili, tworząc wspaniałe komiksy. Aguirre-Sacasa wykastrował materiał źródłowy i kazał Perkinsowi go narysować. Wynikiem jest nie komiks, ale ilustrowane streszczenie. Które może i ma swoje momenty, ale w porównaniu do tego, czym mogło by być... zgroza.

Thunderbolts #138g
Undercik: Załamany poprzednim numerem, oczekiwałem, że nowy autor choć trochę zbliży się do poziomu Diggle'a. Co zapamiętałem z tego numeru? Agents of Atlas. Dobija mnie fakt, że Parker tak ubóstwia tę drużynę. Wciskanie jej gdzie się tylko da staje się już nudne. Gdyby to jeszcze był jakiś ciekawy team... Co do reszty, jest poprawnie, mimo, iż jest to numer przejściowy. Jeff jednak dobrze to rozegrał. Jakie mam nadzieje co do następnego numeru? Modlę się o to, aby Parker nie zrobił z Boltsów idiotów, którzy w głupi sposób dadzą się pokonać Agentom Atlasu.

Krzycer: Jest dobrze. Krótka wycieczka do kolumbijskiej dżungli wystarczyła, by na jaw wyszło parę demonów i machinacji. Ale o ile lubię komiksy Parkera, o tyle nadal nie potrafię zrozumieć jego fascynacji Agents of Atlas, ani nawet poczuć coś do nich. Tym bardziej szkoda, że występują w niemal każdym jego komiksie...
Pariah: Dalej nie jest to Andy Diggle, ale mimo to Jeff Parker uspokaja czytelników pokazując, że status quo oraz charakter naszych "bohaterów" nie uległ zmianie. Podobała mi się jatka w kolumbijskiej dżungli. Był to miły, lekki numer celem wprowadzenia nowego autora. Szkoda, że podobnie jak Remender, Parker nie podjął się luźnego wątku wprowadzenia do składu Yeleny Belovej, ale coż, nie można mieć wszystkiego. Drażni mnie tylko, że Parker do wszystkiego co pisze próbuje na siłę wcisnąć tych nieudaczników z Agents of the Atlas. Dla mnie są oni prehistorią Marvela i jedyną rozsądną przyczyną pojewienia się ich w tym komiksie byłaby eleminacja ich przez Thunderbolts... niestety jetem pewien, zę zamiast tego dostaniemy AoA robiących głupców z Boltów. 7/10
Sc0agar4k: Jedna wielka zadyma w kolumbijskiej dżungli. Przypomniał mi się stary, dobry "Predator". Ghost kombinuje, co już było widać wcześniej. Ogólny nastrój w drużynie też nie jest spokojny, skoro jeden chce zabić drugiego. Może nie jest tak dobrze, jak wcześniej, ale nadal zadowalająco.

Wolverine: Origins #42
Krzycer: Kiedy czytałem ten numer byłem zaskoczony tym, że nawet mi się podobał. Potem miałem problemy z przypomnieniem sobie, o czym właściwie był, ale jak na ten tytuł to i tak nieźle. Oczywiście, nadal nic, tylko odliczam numery do zabicia Romulusa, licząc, że dadzą nam o nim potem zapomnieć. Ale spójrzcie - on nie tylko ma telefon i pociąg, ma też zamek na wzgórzu! Wow!
Sc0agar4k: Logana zbieranie sojuszników do wielkiego pojedynku ciąg dalszy. To będzie ciekawe kilka numerów. Banner i Skaar to umysł i siła. Silver Samurai robi za nauczyciela. Naprawdę zastanawiam się, kogo jeszcze uda mu się zwerbować. Czyżby szykował się epicki rewanż?

Wolverine: Weapon X #7
Krzycer: Trochę odsłaniania kulis działalności zakładu - i tutaj było gore, którego się obawiałem - ale epizody poświęcone Loganowi zachowały dziwaczny, niepokojący klimat poprzedniego numeru. I za ten właśnie klimat należą się brawa. Nie wątpię, że kulminacja będzie w tym drugim, krwawym stylu, ale jak dotąd jest to kawał porządnego komiksu.

hX-Men: Legacy #229
Hotaru: Odnoszę wrażenie, że Carey zaczyna coraz lepiej się bawić. I chociaż nadal daleko mu do poziomu sprzed Messiah CompleX, i tak jest o wiele lepiej, niż było zaraz po zmianie tytułu na Legacy. Odbiór całości psuje mi Acuna. Z jednej strony jego rysunki niezaprzeczalnie zawierają sporą dawkę artyzmu, a z drugiej za krztynę w nich klimatu. Wydaje mi się, że tracę bardzo dużo z wrażenia, jakie ta historia mogła by na mnie wywrzeć, i to z winy oprawy graficznej. Może następnym razem będzie lepiej...?

Pariah: W zasadzie mógłbym tu skopiować własną wypowiedź o poprzednim numerze. Rogue kontynuuje swoją podróż po wymiarze Emplate'a. Dalej imponuje sprytem i urokiem osobistym. Emplate nadal pozostaje jednym z "najsympatyczniejszych" i najrozsądniejszych villainów Marvela :). Historia rozwija się powoli, ale ciekawie. Z chęcią poznam jej zakończenie. 7/10
Krzycer: Rogue u Emplate'a - spoko. Sposób na poradzenie sobie z ektoplazmowymi stworami - spoko. Starcie Rogue, Roxy i Emplate'a - spoko.
Spokoju za to nie daje mi Gambit, którego bardzo lubię, którego Carey prowadzi w sposób, jaki mi się podoba... więc czemu, do cholery, nie zgłosi się do x-klubu, który w pół minuty wymyśliłby coś, co by mu pomogło? Obawiam się, że wyjdzie z tego kolejny z serii wybujałych problemów, którymi czytelnik ma się przejmować, choć naprawdę nie może, bo rozwiązanie nasuwa się samo. Jest to o tyle przykre, że sztandarowym przykładem tego typu problemów jest druga połówka tego jabłka, czyli Rogue i jej stare "tak bardzo chciałabym móc dotykać ludzi, ale za nic nie przyjdzie mi do głowy, by skorzystać z jednego z tysięcy gadżetów, którymi nasi przeciwnicy wyłączali nasze moce"...



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

aThe Amazing Spider-Man #612

Autor: Marko Djurdjevic

Demogorgon: Wiem, wiem, znów cover Djurdjevica. Ale co ja poradzę, że facet wypuszcza jedną fantastyczną okładkę za drugą? W tym wypadku to zdecydowanie genialne skomponowanie wszystkich elementów dało piorunujący efekt. Aż czuje się siłę wyrazu bijącą od tej okładki, aż zdaje się krzyczeć "uwaga, poważna akcja w środku".







bRealm of Kings: Inhumans #1

 

Autor: Sjepan Sejic

Hotaru: Wybrałem tę okładkę ze względu na jej nieprzytłaczającą monumentalność. I nie chodzi mi o monument Black Bolta górujący nad zebranymi, ale na emanującą siłą i smutkiem Medusę. Może i symbol feniksa należy do innej marvelowej heroiny, ale musicie przyznać, że królowa Inhumans wygląda prześlicznie z zachodzącym słońcem tańczącym we włosach uniesionych niczym skrzydła odradzającego się z popiołów mitycznego ptaszyska. Przyboczni w tle i poddani zebrani u cokołu dopełniają kompozycji. Całość robi wrażenie.

 

 

Gniot tygodnia:


cThe Black Knight

Autor:
Ron Frenz

Jaro: Tytułowa postać pręży się w dostojnej pozie, tłumek za nim wiwatuje, a wszystko to w jakichś mdłych kolorkach. Można to przeboleć - w przeciwieństwie do czarownika w tle, którego oczywiście trzeba było namalować na pół strony, taki groźny przeca był. Tak już mam, że nienawidzę wrzucania wielkich łbów w tło, a że ten tydzień był całkiem udany pod względem okładek, napiętnuję sobie to paskudztwo, a co.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.11.18


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.