Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #97 - Immortal Iron Fist vol. 1: The Last Iron FIst Story TP

Immortal Iron Fist vol. 1: The Last Iron Fist Story TPlt_97.jpg
Scenariusz: Ed Brubaker, Matt Fraction
Rysunki: David Aja, Travel Foreman
Okładka: David Aja
Liczba Stron: 160
Cena okładkowa: $14,99
Zawiera: Immortal Iron Fist #1-6

Jaro: Miliarder w zielonej piżamie, baletkach i ze smokiem na klacie biega po Nowym Jorku i kopie z karata stada ubranych na trochę ciemniej zielono sierot po nazizmie. I czyta się to niesamowicie. Serio.

Powyższy akapit bardzo krzywdzi "The Last Iron Fist Story", fabuła tej historii jest przecież o wiele bardziej skomplikowana. Z drugiej strony, nie oszukujmy się - postać Iron Fista na pierwszy rzut oka wygląda jak dziecko, które kicz spłodził z klasą B. Pozory mają jednak to do siebie, że lubią mylić. Zwłaszcza, gdy da się takiego bohatera z okolic niezamierzonego żartu twórcom, którzy, zachowując dystans, będą potrafili wpisać go w ciekawą intrygę, pokombinować trochę z jego historią, pobawić się konwencjami, okrasić to wszystko naprawdę dobrymi dialogami i oprawą graficzną przez wielkie O i G. Brubaker, Fraction, Aja i spółka poradzili sobie z tym wszystkim doskonale. Inaczej pewnie nawet nie czytalibyście tego tekstu.

Zdrowy rozsądek nakazuje, by historia otwierająca nową serię pokazywała główną postać w taki sposób, by zadowolić zarówno jej fanów, jak i osoby mające z nią kontakt po raz pierwszy. Tak musiało być i tutaj, zatem Bru i Fraction sięgają parokrotnie do historii Iron Fistów. Liczba mnoga jest jak najbardziej na miejscu - o co chodzi z tymi smokami na klatach i płonącymi pięściami dowiadujemy się głównie na przykładzie poprzedników Danny'ego Randa. Dla fabuły najważniejszym z nich jest Orson Randall, który, jak się szybko okazuje, wciąż żyje i ma się na tyle dobrze, by wokół niego praktycznie kręciła się cała historia. To bardzo udana, skomplikowana i niejednoznaczna postać, bohater z gatunku tych, którzy im bardziej są pogubieni, tym bardziej ich lubimy. Dobrze pokazane są relacje między nim a Dannym, dla którego momentalnie, wręcz trochę zbyt szybko staje się - w pewnym sensie - figurą ojca. Albo dziadka, co zresztą jest kapitalnie pokazane w jednej scenie. Randall i retrospektywne zgłębianie dziejów poprzednich Iron Fistów nie jest jedyną innowacją, jaką do światka Danny'ego Randa wprowadzili Bru i Fraction. Nie chcę odbierać nikomu przyjemności z odkrywania wszystkich tajemnic samemu - mogę jednak zapewnić, że mikrokosmos Immortal Iron Fist jest bardzo przemyślany i doskonale zorganizowany. Pozytywnego wrażenia dopełniają takie smaczki jak "gun fu", które mogłyby spokojnie funkcjonować jako synonimy słowa "awesome".

coverSukces "The Last Iron Fist Story" to w równej mierze scenariusz, co rysunki. David Aja wykonał kawał naprawdę niesamowitej roboty, wrzucił bohaterów w deszcz i mrok, dzięki czemu piżamy i baletki nie budzą nawet najmniejszego uśmiechu. Dokonał też kapitalnego redesignu kostiumu Iron Fista, który nie razi już gołą klatą i kołnierzem a'la Gorączka sobotniej nocy. Może to drobiazg, ale sprawia, że można brać tę postać bardziej na serio. Do tego Aja pokazał wyjątkowy talent do kadrowania rysowanych przez siebie scen, często przechodzi też z realistycznego stylu w niemal plakatowy. Sprawdza się to doskonale i świetnie wpasowuje w klimat komiksu. Dobrze poradzili sobie również rysownicy zajmujący się retrospekcjami, przez co nie mamy żadnego problemu z odróżnieniem ich od akcji dziejącej sie tu i teraz. Aja jest jednak na każdej stronicy o klasę wyżej i mimo wszystko trochę żal, że nie zilustrował całości.

Pierwsze sześć numerów Immortal Iron Fist sprawdza się nieźle jako osobna historia, jednak jeszcze lepiej - jako wstęp do większej całości. Na pewno warto mieć ten pojedynczy album na półce, bo to nie tylko świetna rozrywka, ale i uczta dla oczu. Jak już jednak pisałem wyżej, oprócz klimatu i zacięcia jest tu również ciekawa, opowiedziana z dużym dystansem intryga. Nic więc dziwnego, że czytelnik szybko przekonuje się, że chce wiedzieć, co będzie dalej. Nie mogę zatem zakończyć tej laurki inaczej, jak słowami "uwaga, wkręca". Czujcie się ostrzeżeni.




Undercik:
Wiecie, co to Brułamek? Osoby czytające forum pewnie wiedzą, o co chodzi. Jednak dla tych co się nie orientują - jest to duet scenarzystów, w którego skład wchodzą Ed Brubaker i Matt Fraction. To właśnie oni sprawili, że Iron Fist z postaci zupełnie mi obojętnej przerodził się dla mnie w jednego z ulubionych superbohaterów.

Ale co niby takiego fajnego w gościu, który jest miliarderem, ma gołą klatę ze smokiem i gigantyczny żagiel zamiast kołnierza? Odpowiem Wam: jeśli weźmie się za niego ktoś z pomysłem, może wyjść naprawdę świetny komiks. Ideę mieli nie tylko scenarzyści, ale i Aja, który zaprojektował nowy strój dla Randa, który już nie jest czystym obciachem. Do tego doszło moje ulubione "gun fu". Tak oto z tandety można wyciągnąć czysty awesome.

Jednak nie samym Dannym żyje człowiek, prawda? W tej historii pojawia się jeszcze jedna ważna postać, a jest nią poprzedni Iron Fist - Orson Randall. To właśnie dzięki tej postaci udało się posunąć "Fistowe miniuniversum" o dziesiątki mil. To właśnie tą posacią posłużyli się scenarzyści, aby wprowadzić te ogromne zmiany. Jednym z nowych pomysłów jest wprowadzenie krótkich historyjek z przeszłości. Dzięki nim poznajemy tajniki mocy Iron Fistów. Sama historia jest jednak preludium do tego, co wydarzy się w kolejnej, jeszcze lepszej, ale o niej na razie cicho sza.

Gdybym jednak miał się zdecydować co jest lepsze, czy rysunki, czy fabuła, miałbym nie lada orzech do zgryzienia. Z jednej strony mam pełną intryg historię ze świetnymi dialogami, a z drugiej rewelacyjną pracę Davida Aji. Jednym z największych uroków jego dzieł jest padający deszcz. To właśnie w nim nawet duże żółte buty Randa wyglądają naturalnie. Niemniej nie mogę uniżyć przy tym pracy kolorysty, który na pewno pomógł rysunkom. Do tego dochodzi genialne wykadrowanie scen walki, naprawdę ze świecą szukać takich w innych tytułach.

Czas, aby to podsumować. Pierwsza historia Immortal Iron Fista to kwitesencja Brubakerowego warsztatu, do tego z udaną pomoca Fractiona. Wielką zaletą jest także dobre dopasowanie rysownika do fabuły. Jeśli jeszcze tego nie czytałeś, radze szybko nadrobić ten brak!

LTplus.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.