Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #96 - Punisher: Welcome Back, Frank HC

Punisher: Welcome Back, Frank HClt_96.jpg
Scenariusz: Garth Ennis
Rysunki: Steve Dillon
Okładka: Tim Bradstreet
Ilosc stron: 288
Cena okładkowa: $24,99
Zawiera: Punisher vol. 3 #1-12

Spell: Aż dziw bierze, że Living Tribunal - wszechpotężny i wszechwiedzący kosmiczny byt - nie zajął się wcześniej tą historią. To jedna z najważniejszych opowieści o Franku, którą każdy szanujący się fan powinien przeczytać.

Garth Ennis zrobił dużo dla tej postaci. W dużej części dzięki niemu Punisher znów stał się maszynką do zarabiania pieniędzy. Efektem jest dużo częstsze pojawianie się tego bohatera po wcześniejszych, chudych latach. Nie ma żadnych aniołów, demonów, latających kolesi w rajtuzach. Znów jest tylko Frank, spluwa i kilku złych ludzi na jego drodze. A wszystko zaczęło się tutaj.

Siła tego scenarzysty leży w jego czarnym humorze oraz wyrazistych postaciach. Tę pierwszą część trudno jest opisać, ale covergwarantuję, że jeśli ktoś lubi humor i sarkazm u Sapkowskiego, z pewnością pokocha komiksy Ennisa. Dużo więcej można napisać o postaciach. Mimo, że średnia przeżywalność człowieka na łamach komiksów o tym bohaterze to 3-4 strony, to każda z nich zapada mocniej w pamięć niż dowolny nowy przeciwnik Spider-Mana w ostatnich numerach TASM. Historia opowiada o wojnie, jaką Castle wypowiedział mafijnej rodzinie Gnucci. Po pewnym czasie ostaje się tylko potwornie okaleczona nestorka rodu - Ma, która za wszelką cenę chce zabić pogromcę. Dodatkowo policja tworzy oddział, który ma pochwycić Franka. Jej skład to tylko i aż Martin Soap oraz Molly von Richthofen. Oprócz tego dostajemy dwóch nowych mścicieli w mieście – Elite i Mr Payback, którzy inspirują się na Franku. W żaden sposób nie przypominają jednak naszego bohatera. To psychopaci, którzy znaleźli swoją "niszę" w wymierzaniu kary. Jakby było mało ciekawych postaci, to dostajemy dodatkowo sąsiadów Punishera, którzy nic nie wiedzą o jego podwójnym życiu. Pokażcie mi historię, w której jest równie wiele charakterystycznych i unikalnych bohaterów.

Drugi urok tego komiksu to rysunki. Trzeba przyznać, że najlepsze historie Ennis tworzył razem ze Stevem Dillonem. Nie jestem wielkim fanem tego artysty, ale trzeba przyznać, że idealnie ilustruje on mieszankę przemocy i humoru. Nie wyobrażam sobie, aby narysował on historię o Dark Avengers czy Thunderbolts, ale tutaj odnajduje się on idealnie. Widać, że autorzy nadają na tych samych falach.

Nie będę spolerował i zdradzał zakończenia, ale powiem, że zabawa jest przednia. Oczywiście drogi wszystkich osób muszą się przeciąć. Ma musi zginąć, a Frank musi spotkać osoby, które chcą go naśladować. Ale pozwolę Wam samym odkryć okoliczności, w jakich do tego dojdzie. Jeśli chcesz się nazywać fanem Punishera, a nawet powiem więcej, fanem komiksów, musisz mieć tę historię w swojej kolekcji.


nietendon: Jest taka piosenkarka, Cher. Możnaby na nią mówić Pani Cher.cover

Jest też Frank Castle, na którego można mówić Punisher.

Pan ten, Punisher, jest na tyle specyficzną postacią, że tylko jeden człowiek na świecie potrafi dobrze o nim pisać. Garth Ennis w sensie. Nie przesadzam, naprawdę tak myślę. Dobre komiksy z Pogromcą w roli głównej nie pisane przez Irlandczyka powstają stosunkowo rzadko. Żaden ze mnie specjalista, więc nie mam pojęcia, czy "Welcome Back, Frank" jest komiksem dobrym. Nie wiem nawet, co miałoby to znaczyć. Wiem natomiast, że jest to moja ulubiona historia z Punisherem w roli głównej. Według mnie lepszej nie ma.

Pewnie wielu nie spodoba się samo główne założenie historii, czyli wskrzeszenie Punishera. Tak, Frank po pewnym okresie bujania się z aniołami i innymi dziwnymi bytami, jest znowu żywy i jak najbardziej w formie. Dużo złego można powiedzieć o polityce Marvela dotyczącej uśmiercania i ożywiania bohaterów. Również mnie tego typu zabiegi drażnią. Niszczą całą otoczkę tajemniczości, jaka powinna istnieć wokół pojęcia "śmierć". Czytelnik ma w przysłowiowej dupie zgon swojego ulubionego bohatera, bo w świecie 616 wcale dziwnym nie jest jego powrót po kilku/-nastu miesiącach. Tylko czy Castle po powrocie jest wystarczająco silny, aby ponownie wziąć na swoje barki ciężar opiekuna Nowego Jorku?

Można również narzekać na nieco beztroskie prowadzenie fabuły. Komiks jest zaskakująco lekki jak na przygody seryjnego mordercy. Elementy humorystyczne są równie istotną częścią opowieści, jak krwawe masakry z udziałem Franka w roli wodzireja. Rozpisana na dwanaście zeszytów historia najmocniej chyba kojarzy mi się z lżejszymi epizodami "Kaznodziei" tych samych autorów.

Charakterystyczna kreska Dillona tylko potęguje to wrażenie. Rysownik ten ma tyle samo fanów, co przeciwników. Ja zaliczam się do pierwszej grupy i jego szkic bardzo mi odpowiada. Jest nawet jakby schludniejszy i bardziej (z braku lepszego określenia) świeży, niż w serii Preacher. Pozytywne wrażenie z obcowania ze stroną wizualną komiksu dopełniają jak zwykle genialnie wykonane okładki Tima Bradstreeta, z ktorych każda to materiał na plakat, za który dałbym się pociąć. Nie, żebym miał go gdzie powiesić.

Dlaczego jest to moja ulubiona historia z Punisherem? Komiks zapewnia około dwóch godzin świetnej zabawy. Rozśmiesza gdy trzeba, trzyma w napięciu, gdy pojawiają się sporadyczne cliffhangery, szokuje i zaskakuje, gdy czytelnik się nie spodziewa. Jest to sposób opowiadania o Franku, który najbardziej mi pasuje. Optymalny, rzekłbym. Sęk w tym, że bardzo widoczna jest w nim ręka Ennisa. Dla mnie jest to ogromny atut, nie każdy musi tak uważać.

Historia ukazała się w Polsce nakładem świętej pamięci Mandragory i na podstawie tychże zeszytówek powstał czytany przez Ciebie tekst. Komiksy te są już praktycznie niedostępne, ale z pewnością warte poszukania w takim czy innym wydaniu. Uwierz mi.

LTplus.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.