Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #117 (09.11.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 9 listopada 2009 Numer: 45/2009 (117)


W najnowszej "paczce" komiksów Marvela nie znalazły się wybitne dzieła, które będziemy wspominać latami. Ciekawsza okazała się kolejna zapowiedź Siege, która sprowokowała dyskusję na naszym forum. Zachęcamy do podawania własnych typów co do tożsamości "tajnej broni" Normana Osborna.



bAmazing Spider-Man #610
Pariah: Lame. Najpierw dostajemy dom z zapałek, który zapala sie w idiotyczny sposób i płonie cały w ciągu sekund... Ryder zabija swoją rodzinę dosłownie w ciagu kilku sekund poza kadrem, choć ledwo co opuścił pomieszczenie, w któym walczą Ben i Kaine. Nie wspomnę już o jakimkolwiek braku przesłanek do tak szalonego zachowania... Na dokładkę dostajemy jeszcze Screwball, jakby kiepskich postaci na metr kwadratowy i tak nie było już za dużo... Guggenheim musi odejść! 3/10
Krzycer:
Dotąd historia nie była tak tragiczna, jak się obawiałem. Dopiero w tym numerze Guggi wyrobił normę. Marne podbijanie napięcia domem płonącym, jakby obficie podlano go podpałką do grilla, Kaine, którego jedyną motywacją jest "bo tak" i daje się wyrolować gościowi znikąd... Kupuję co najwyżej wyjaśnienie, że Raptor zabił swoją rodzinę w szale i winę zrzucił na Bena - głównie dlatego, że ze wszystkich wątków ten ma najwięcej sensu.
Czepiając się szczegółów:
- czy w końcówce Peter, Harry i kuzynki siedzą w domu cioci May? Bo jeszcze stronę wcześniej wyglądał, jakby połowa poszła z dymem, a tu nie zostały żadne ślady.
- czemu policja puszcza Pająka? Jest jedynym podejrzanym znalezionym w płonącym domu i nawet nie próbują go zaaresztować? Mniejsza o SRA, o którym już chyba wszystkie służby mundurowe zapomniały, ale... trochę logiki?


Assault On New Olympus
Hotaru: Nie rozumiem, po co ten one-shot. Prócz zabawnego początku z Ateną i Amadeusem oraz końcówki, w której wreszcie coś się zadziało, cały numer to jedna wielka nuda. Mam nadzieję, że historia związku Hebe i Herculesa oraz obecność Pająka, zostanie jakoś wykorzystana w dalszej części historii o Continuum, bo w przeciwnym razie będzie to najzupełniej zbędna, nudna zapchaj-dziura. A po Paku i Van Lente spodziewamy się trochę więcej. Buchemi za to spisał się dobrze i większość kadrów jest całkiem przyjemnych, chociaż Peter Parker w jego wykonaniu woła o pomstę. Cóż, oby historia niecnego planu Hery zaliczyła od teraz trend zwyżkowy.

Demogrogn: Pak i Van Lente utrzymali poziom swojej serii i dostarczyli nam całą masę powodów do śmiechu, zaczynając od rozmowy Zeusa z Jocastą, a na walce Herca z Spider-Manem kończąc. Kilka scen rozśmieszyło mnie do bólu. Jest dobrze.

Krzycer: Dobre! Szczególnie spodobało mi się sparodiowanie przypominanego w ramach The Nifty Fifty Initiative numeru, w którym Spidey podnosi kupę gruzu dzięki sile wewnętrznego monologu.
Czekam z niecierpliwością na kontynuację.


Astonishing X-Men vol. 3 #32

Hotaru: Przesada. Nie mówię już nawet o tym, że większość numeru to średnio absorbująca walka, którą można było skrócić o połowę, ale o kolejnej fabule z grzebaniem po cmentarzach. Edytorial Marvela naprawdę nie widzi w tym problemu? Najpierw Fraction na łamach Uncanny wykopuje Psylocke, potem Kyle & Yost z Wellsem i Careyem ogłaszają Necroshę, która - niespodzianka - opiera się na pomyśle przywracania zwłokom witalności, a teraz jeszcze Ellis w Astonishing zaczyna odkopywać trupy. Czy naprawdę nie ma innych historii do opowiedzenia? A jeśli nie, to czy muszą wychodzić praktycznie równolegle? Toż to nawet śmieszne nie jest.

Demogorogn: Trochę akcji i to całkiem niezłej, przypomniało mi się Authority. Ale najlepsze były sceny dialogowe, zwłaszcza Logan gadający o Scottcie i jego ranach. Jednakże wydaje mi się, że Ellis nieco dziwnie sobie poczyna. Wiem, że nie czuje się pewnie w czysto mainstreamowym komiksie, jakim są X-Men, i wydaje mi się, że trochę eksperymentuje, by zobaczyć, na ile swobody i chorej wyobraźni może sobie pozwolić. Jak na razie wyniki tych eksperymentów mi się bardzo podobają i mam nadzieję, że poziom zostanie utrzymany.

Lokus: Po pierwsze: dziwi fakt, że dostaliśmy ten komiks miesiąc po poprzednim numerze, więc automatycznie nie musiałem tracić czasu na przypominanie sobie co było ostatnim razem. A to już plus. Po drugie: kurcze, podoba mi się to. Co prawda nie kupuję wkręcenia w historię śp. Wallflower, a na widok Brood dostaję już mdłości, ale jednak komiks bardzo mi przypadł do gustu. Numer ten był także dość mocnym wstępem do zapowiadanej serii S.W.O.R.D. i ostatecznie przekonałem się do sięgnięcia po tę pozycję. Rysunki Jimeneza fajne i mam nadzieję kolejną odsłonę tej serii zobaczyć również za miesiąc. 7/10
Sc0agar4k: Można ten komiks podzielić na dwie części. W pierwszej jest tylko walka, okraszona dowcipnym dialogiem Hanka i Abby, druga część to już sama rozmowa. Walka ładnie wygląda na papierze, rysunki Jimeneza są dobre. Rewelacje Abby dają szansę na coś ciekawego w przyszłym numerze. Póki co jest dobrze.
Krzycer: Jest dobrze. Nie pamiętam co prawda, kiedy ostatnio X-Men tak długo męczyli się z pojedynczym wielkim robotem, ale dzięki temu wiemy jedno - bio-sentinele groźne są ...swoją drogą, które to już podejście do biologicznych Sentineli? Były alpha-sentinele Bastiona, była omega-sentinel Karima, ostatnio Fraction kazał Traskowi zmieniać ludzi w jakieś kolejne wersje tego samego...
Swoją drogą czekam, aż Ellis ze swoim zacięciem do naukowego fantazjowania (vide: wyjaśnianie mocy Hulka w Ultimate Human) wyjaśni, jak w takiej małej Wallflower ukrył się taki duży Sentinel.
Mniejsza z tym. Dobrze jest, czekamy na więcej. Łudzę się, że - po raz drugi - już za miesiąc.


Black Widow: Deadly Origin #1

Hotaru: Po Paulu Cornellu spodziewam się jak najlepszych scenariuszy. Cóż, na razie scenarzysta się nie popisał. Jest co najwyżej poprawnie i chociaż próbowałem się wciągnąć w fabułę, to pozostałem zimny jak wieczna zmarzlina. Może po troszę wina Toma Raney'a, który pofolgował sobie przy mimice postaci, zbyt często ocierając się o karykaturę, a może nuży mnie już takie nurkowanie w przeszłość. Rozumiem, że to 70-lecie wydawnictwa, ale chyba nie musimy wracać do każdego z tych lat osobno? Ale ja tu narzekam, a sam komiks nie jest taki najgorszy. Po prostu liczyłem na więcej.

Lokus: Czyli promocja do kinowego "Iron Mana 2" rozpoczęta. Sięgnąłem po ten komiks tylko z powodu tego, że scenarzystą tej mini jest Paul Cornell, który ma u mnie gigantyczny kredyt zaufania. Niestety, origin Czarnej Wdowy na razie nie porywa. Być może jest to spowodowane tym, że od kiedy pamiętam, nie darzę Natashy sympatią, a wręcz męczą mnie jej kolejne przygody. Występy Wolverine'a i Bucky'ego to chyba najlepsze momenty pierwszego zeszytu. Dam jednak tej mini-serii jeszcze jedną szansę i zobaczymy, czy ostatecznie zrezygnuję, czy też jednak lekko się wciągnę. 5/10
Krzycer:
Fajne, ale coś nie chwyta. Fajnie pokazana jest reakcja Nataszy po wizycie w kostnicy, ale poza tym brakuje emocji. Pewnie to kwestia tego, że trzy czwarte numeru to retrospekcje... z drugiej strony czego mogłem się spodziewać po miniserii zatytułowanej "Deadly Origin"?

Captain America: Reborn #4
Sc0agar4k:
Kiedyś już to chyba mówiłem, ale się powtórzę: WOW. Takiego rozwiązania się nie spodziewałem i jestem całkowicie zaskoczony. Pytanie tylko, jak na zaistniałą sytuację odpowie druga strona, ze swoimi geniuszami. Bo raczej nie chciałbym, żeby tak się to zakończyło. Przekonamy się w ostatnim numerze.


Deathlok vol. 4 #1
Lokus: Cóż, sądziłem że dostaniemy tutaj jakąś historię przywracającą w logiczny sposób najciekawszego cyborga Marvela do świata 616. Następnie ujrzałem na okładce znaczek Marvel Knights, a w środku kolejny alternatywny świat. Na szczęście moje obawy o powtórkę z Magneto Testament chyba się nie sprawdzą, bo premierowy zeszyt tej mini-serii, chociaż jeszcze bez udziału samego Deathloka, naprawdę przypadł mi do gustu. Charlie Huston ma jakąś ciekawą wizję pociągnięcia tej historii, a Lan Medina bardzo zgrabnie wpasował się we wszystko swoją kreską, która jest bardzo przyjemna dla oka. Tylko ten ekstremalny sport przedstawiony na łamach komiksu mi się nie spodobał, chyba jest "lekko" przesadzony. 7/10

Krzycer: Aaaa, tak, dystopijna przyszłość, w której wszystkie konflikty rozwiązywane są za pomocą transmitowanych na żywo walk wynajętych oddziałów korporacyjnych. Klasyczny motyw, rozegrany całkiem nieźle, choć trójka komentatorów częściej wkurzała niż śmieszyła, a poza tym zalała cały numer claremontowskimi ilościami tekstu.

Doctor Voodoo: Avenger Of The Supernatural
#2

Hotaru: Na razie Remender ma moją uwagę. Pierwszy numer był na tyle dobry, by zaintrygować i zaciągnąć u mnie dość duży kredyt zaufania. Na szczęście ten numer - chociaż nie jest równie absorbujący - nie musiał się jeszcze do tego kredytu odwoływać. Cieszy mnie spójna oprawa graficzna. Pomimo dwóch rysowników o różnych stylach, nie odniosłem wrażenia, że coś nie pasuje. Teraz jestem ciekaw, co ten Nightmare ma wspólnego z tym, którego widzieliśmy w ostatnim numerze The Initiative. Mam nadzieję, że to nie jest kolejna wpadka redakcyjna...

Lokus: Podczas lektury tego zeszytu zastanawiałem się, czy bez magicznego słówka "Avenger" w tytule sięgnąłbym po niego z jednakową ciekawością. Doctora/Brothera VooDoo nie znam prawie wcale (i żałuję), właściwie kojarzę go tylko z niedawnego występu w New Avegers i z epizodu w... przygodach Rulka. Drugi zeszyt solowych przygód nowego Sorcerera Supreme, podobnie zresztą jak pierwszy, spodobał mi się i mam nadzieję, że ten tytuł oraz nadchodzący Strange zrobi z magiczną częścią Marvela to, co Anihilacja z kosmiczną częścią tego uniwersum. Tylko gdyby Jefte Paolo jeszcze bardziej się postarał... 7/10
Krzycer: Świetne. Dawno nie widziałem tak fajnie przedstawionego mistycznego wymiaru. Pozbawieni oczu służący, cyklopowe żaby (...all hail the Hypno-Toad!) i koszmar z przeszłości Jericho. A potem powrót do rzeczywistości i świetnie przedstawiona inwazja.
Tylko wielka rewelacja na końcu ani ani nie zaskakuje. Nie jest to szczególna wada, nie rozumiem tylko, czemu scena jest skonstruowana tak, jakby czytelnik miał być całkiem zaskoczony. Przecież na początku numeru tożsamość tego pana jest tylko ledwo-ledwo zakamuflowana...
No nic, prawo cliffhangeru i tyle.


Ghost Riders: Heavens On Fire
#4

Lokus: Spodziewałem się znacznie więcej po tej mini-serii. Niestety, dostaję jak na razie półparodię horroru ze średnio ciekawą historią i nie najlepszymi rysunkami. Na szczęście, ten zeszyt był nieznacznie ciekawszy od poprzednich trzech, co daje nadzieję, że kolejne mogą jeszcze osiągnąć całkiem dobry poziom. Cały czas wierzę w talent Aarona, jednak coraz mniej w umiejętności Boschiego, który miał znacznie lepsze okresy w Marvelu. 5/10


Immortal Weapons #4

Lokus: Szczerze pisząc, nie bardzo wiem, po co mini-seria została stworzona, gdyż jest dużo słabsza od Immortal Iron Fista i jeśli prowadzi do wielkiego team-upu Nieśmiertelnych Broni, to będę srogo zawiedziony. W zasadzie oprócz epizodu z Fat Cobrą, żaden zeszyt Immortal Weapons nie był nawet średnio udany, a momentami wręcz nudny. W tym na plus wyróżniły się jedynie rysunki Khari Evansa, którego prace mógłbym z chęcią częściej gdzieś oglądać. Za ten zeszyt wystawiam 4/10
Krzycer:
Jakoś żeńskie nieśmiertelne bronie nie mają szczęścia do tej mini. Ani Tiger's Beautiful Daughter, ani Bride of the Nine Spiders nie poszczęściło się w tej sprawie. Tutaj przynajmniej nie zawiodła oprawa graficzna.
Swoją drogą czytając Iron Fista miałem wrażenie, że wszystkie nieśmiertelne bronie czerpią swoją moc od jakiegoś stworzenia?


Marvelous Land Of Oz #1
Hotaru: Bajka. Shanower i Young są stworzeni do tej roboty. Nie wiem, czy będę w dalszym ciągu recenzował tę miniserię, bo po każdym numerze pisać "perfekcja" jest trochę nudno. Nie będę jednak wyszukiwał wad tam, gdzie ich nie ma. A fakt, że jest to adaptacja mniej znanej powieści, to tylko zaleta.

Nova vol. 4 #31
Demogorgon: Całkiem nieźle. Podoba mi się szkolenie w wykonaniu trzyrękiego weterana i nie myliłem się, przewidując, że zostanie on Killowogiem Nova Corps. Poza tym, dobry występ Darkhawka i ciekawy cliffhanger. Tylko niechronologiczność czasowa nieco psuje wrażenie.

Krzycer: Dobre! Richie wygląda, jakby sam mógłby skorzystać na szkoleniu u Philo. W pierwszej chwili pomyślałem, że kiedy to wyjdzie na jaw Philo stwierdzi, że bardziej nadaje się na dowódcę, ale raczej ma za duży szacunek do przełożonych, żeby zdecydować się na coś takiego.
Sugestia, że tytułowy bohater serii zginął poza kadrem w końcówce - dajcie spokój, panowie autorzy, stać Was na więcej...


Psylocke #1c
Hotaru: Talibao pozytywnie mnie zaskoczył. Nie przepadałem za tym rysownikiem, ale w tym numerze się popisał. Jego charakterystyczna kreska w dalszym ciągu może niektórych drażnić, ale przepiękne kadrowania i kompozycja paneli na stronie z nawiązką to wynagradza. Podczas lektury nie sposób ich nie podziwiać. Fabularnie zaś bez rewelacji. Yost jest sprawnym scenarzystą, dlatego obyło się bez większych wpadek, ale umknął mi haczyk, na który miała się złapać uwaga czytelnika. Może odnajdę go w kolejnym numerze.
Krzycer:
Zaczyna się dobrze. Miło, że ktoś się konkretniej zabrał za Psylocke - Fraction ją przywrócił, by zaraz potem rzucić ją w kąt, jak wszystkie zabawki, którymi się nudzi.
Mamy tu tylko zawiązanie akcji, więc na razie nie dzieje się wiele - ale pokazane jest nastawienie Betsy do świata i na razie to wystarczy.
Co do rysunków - miejscami perspektywa i układ kadrów bardzo przypominają mi to, co Bianchi robił w Astonishing. Niespecjalnie mi się to tam podobało, tutaj też nie do końca. Ale w ogóle nie rozumiem trzech rzeczy. Szarfy Psylocke, powiewającej na wietrze i wydłużającej się sześciokrotnie na paru kadrach (...coś jak płaszcz Spawna), jej piersi, które również zmieniają rozmiar i - przede wszystkim - żołnierzy japońskich w komunistycznych mundurach z czerwonymi gwiazdami na czapkach. Czyżby Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza leasingowała swoje oddziały?
Swoją drogą Finch też się nie popisał przy okładkach. Na okładce następnego numeru obdarzył Betsy niemal liefeldowską sylwetką...


Strange Tales vol. 5 #3
Lokus: Wyszły już wszystkie trzy odsłony tej antologii, więc czas na jakieś podsumowanie. Co prawda uważałem, że zachwyty Marvela nad tym tytułem były może trochę przesadzone, jednak zaraz przypomniałem sobie, że w Stanach ze święcą szukać podobnych projektów, a i pewnie wielu spośród tych, którzy zainwestowali pieniądze w Strange Tales było srogo zawiedzionych, bo dostali w ich mniemaniu "infantylne bajeczki". Ja jednak jestem zaskoczony tym, że wydawnictwo zdecydowało się wydać coś tak innego od zwyczajowych produkcji spod znaku Marvela. Spora część historii zawartych w tej antologii była naprawdę ciekawa/śmieszna (w zależności od zamierzeń twórców), a już hitem trzeciego numeru były dla mnie obie historyjki z Hulkiem oraz ta z udziałem Fantastic Fools. Miło by było, gdyby najwięksi wydawcy częściej decydowali się na projekty typu Strange Tales czy Wednesday Comics z konkurencyjnego DC. 8/10


Torch #3
Lokus: Kolejny heros przywrócony do życia nie wiadomo po co. Jak ktoś kiedyś trafnie zauważył na forum Avalonu, zamiast przywracać do życia kolejnych bohaterów i tworzenia Rulków czy innych Black Adamów, scenarzyści powinni zabrać się do pracy nad tymi, którzy odgrywają teraz trzecioplanowe role, a tkwi w nich spory potencjał. Dlatego tym bardziej jest mi szkoda, że projekt ten swoim nazwiskiem reklamuje Mike Carey. Nie twierdzę jednak, że komiks jest zły. Ba, nawet mi się zaczęło podobać! Jednak miejsce w galerii tytułów niepotrzebnych, zaraz obok Captain America Reborn, Torch już ma i nic tego u mnie nie zmieni. 5/10


dUltimate Comics Spider-Man #4
Hotaru: Zaczyna mnie to nużyć. Ultimate Comics Spider-Man w moich oczach powoli przeobraża się w zbiór zabawnych dialogów, i chociaż cenię humor słowny, to coraz bardziej brakuje mi jakiegoś przenikającego wszystko wątku, który przesiąkałby każdy kadr na każdej stronicy. Bo niby mamy wątki Mysterio i tego nowego kogoś, ale jakieś takie nieśmiałe, zbyt drobne, by zasłużyć na miano wątku głównego. Jak na razie w tym tytule widzę same wątki poboczne. Czekam na lidera.
Krzycer:
Scenariusz - spoko, dialogi tradycyjnie dobre. Ciekawi mnie Shroud i zastanawiam się, czy podobieństwo do Hooda jest zmyłką. Z drugiej strony Bendis wprowadził Ultimate Ronina zaraz po tym, jak zrobił z Echo (co mi przypomina, że Bendis nadal nie wyjaśnił, gdzie się zapodziała) transwestytkę, więc aż dziw, że jak dotąd nie dane nam było poznać ultimejtowego Parkera Robbinsa. Chociaż, jak się nad tym zastanowić, jeszcze dziwniejsza pod tym względem jest nieobecność Luke'a Cage'a w Ultimate Spider-Manie... o czym ja to? A tak.
Pod względem scenariusza jest tradycyjnie bendisowo. Niestety, po czterech numerach wyrobiłem sobie ostatecznie bardzo negatywną opinię o rysowniku. Nie podoba mi się wcale to, co robi. Immonen, wróć!


X-Men Origins: Iceman

Hotaru: Nie pamiętam, dlaczego zdecydowałem się sięgnąć po ten komiks. Za tydzień nie będę pamiętał, że w ogóle go czytałem. Ot, takie niezobowiązujące czytadło, którego lektura nie pobudza większych emocji, ani pozytywnych, ani negatywnych. Można polecić tylko fanom Icemana.
Krzycer:
Meh. Swoją drogą jestem przekonany, że pamiętam jakiś numer X-Men, w którym Bobby użalał się Rogue, że jego ojciec był nienawidzącym mutantów bigotem (...albo że Bobby'emu wydawało się, że jego ojciec był nienawidzącym mutantów bigotem, a po jego śmierci coś zmieniło zdanie Bobby'ego na ten temat). W każdym razie tatuś, który zapewnia Bobby'ego, że i tak go kochają, jakoś mi tu nie pasuje.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


aTorch #3

Autor:
Alex Ross

Hotaru: Mówi się, że jeden obraz to tysiąc słów. Ale obraz obrazowi nierówny i są takie, które przekazują ich milion. Taka właśnie jest ta okładka Aleksa Rossa. Abstrahując od perfekcji wykonania, ta kompozycja sprawia, że cover można interpretować na wiele sposobów: czy to poprzez analogię to sufitu Kaplicy Sekstyńskiej, czy też wychodząc od tragedii jednostki niezdolnej pomóc bliźniemu, czy też mając na uwadze tło ze złotej ery komiksów. Ta okładka wykracza swą wymową poza teren obrazkowych historii.

 




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.11.04


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.