Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #5 (20.08.2007)


Poniedziałek, 20 sierpnia 2007                                                                                                      Numer: 5/2007 (5)

 

Zdecydowanie najważniejszym i niestety najsmutniejszym wydarzeniem zeszłego tygodnia była wiadomość o śmierci Mike'a Wieringo. Dla tych, którzy nie rozpoznają tego nazwiska Crov przygotował biografię rysownika oraz wypowiedzi wspominających go twórców. 

Poza tym jak zwykle - komentarze pozostałych wydarzeń z zeszłego tygodnia oraz zbiór opinii na temat najnowszych komiksów.

 


 

Mike Wieringo - biografia 

 

Dawny wywiad Johna Siuntresa z "Word Balloon" z Mike'em Wieringo, poprzedzony wstępem upamiętniającym Mike'a.

Reakcje znajomych artystów:

 

Warren Ellis (w Bad Signal):
Według tego, mój przyjaciel Mike Wieringo zmarł w niedzielę na atak serca. W tym roku mieliśmy zrobić razem komiks, coś, co planowaliśmy od paru lat. Wszystko wreszcie się ułożyło, no i... Pierwsze, co powiedziałem widząc to było "Nie." Będę za tobą tęsknił, Mike. Tak jak wszyscy inni.

[wpis z następnego dnia]
Poświęciłem większość wczorajszego dnia po prostu siedząc i rozmyślając. Biedny, cholerny Mike. Molly w Marvelu powiedziała, że wszyscy tam wczoraj byli wstrząśnięci. W końcu będę musiał się zająć sprawami formalnymi, wszystko związane z tym, że nasz komiks poszedł do kosza i tak dalej. Ale jeszcze nie teraz.

Ed McGuiness (na DeviantArt):
Mike Wieringo zmarł w tę niedzielę... Otrzymałem te wiadomość dziś rano, od Sanforda Greene'a... okropne, tragiczne wieści, że Mike miał atak serca. Chcę jedynie przesłać najgłębsze wyrazy współczucia dla rodziny i bliskich Mike'a. Każdy, kto znał Mike'a osobiście może liczyć się jako bliski ponieważ taki był, dbający i kochający. Jeden z najsympatyczniejszych gości, jakiego kiedykolwiek znałem... jeśli to czytasz, pójdź na jego stronę i zostaw wiadomość...Niech Bóg błogosławi...


Brian Michael Bendis (JinxWorld Forums):
Ugh!! okropne wieści, jeżeli mogę być tak oczywisty.
Nigdy go nie poznałem, ale byłem jego wielkim fanem, a jego imię przeszło mi przez myśl parę razy w związku z różnymi rzeczami w ciągu ostatnich paru miesięcy... ale czekałem na coś co idealnie pasowałoby do jego stylu.

Przeczytajcie jego tom "Modern master" wydany przez "TwoMorrows Publishin". Czytałem to w zeszłym miesiąc i naprawdę mi się podobało.


Peter David (na swoim blogu):
Nie wiem, co powiedzieć. Naprawdę nie wiem. Wiem, że powinienem coś powiedzieć... Pracowałem z nim. Ale mówienie po prostu, "Był wspaniałym artystą i byłem podekscytowany możliwością współtworzenia komiksów razem z nim" wydaje się być nieadekwatne, jeśli mowa o czterdziestoczteroletnim wegetarianinie, któremu wysiada serce.
Mówienie "Moje kondolencje dla wszystkich związanych" także wydaje się zbyt powierzchowne i niewystarczające.
Żadnych słów.
PAD


Mark Waid:
To nie ma sensu.
Mike Wieringo, jeden z najlepszych przyjaciół, jakich kiedykolwiek miałem, zmarł wczoraj na atak serca. Miał czterdzieści-cztery lata. Pozwólcie, że powtórzę. Miał CZTERDZIEŚCI-CZTERY LATA. Był w świetnej formie, trening był dla niego religią, jadł rozsądnie... i teraz go nie ma, a to nie ma sensu. Mieliśmy zrobić coś dla Marvela, co sprawiłoby, że FF wyglądałoby blado. Mieliśmy pracować nad naszymi własnymi projektami aż będziemy tak starzy, ze nie będziemy w stanie podnieść ołówka, ale to by było w porządku, ponieważ nie mogłyby paść zbyt daleko od gór forsy, które zarobiliśmy pracując z tymi wszystkimi wydawcami komiksowymi, animatorami, producentami i studiami filmowymi, które wreszcie zrozumiały i nagrodziły unikalny geniusz Mike'a.
Mógłbym spędzić resztę dnia pisząc, pisząc i pisząc, wyjaśniając jak pusty jest przez to świat i jak nigdy bym na to nie wpadł. Styl rysunków Mike'a po cichu wpłynął na całe generacje rysowników, które pojawiły się później. Nigdy nie potrafiłem mu wbić do tej ciężkiej głowy, skromnej głowy jak dużym szacunkiem darzą go jego koledzy po fachu. Mike był członkiem bardzo małego klubu ilustratorów--wśród nich, Alex Toth, Michael Golden, Kevin Nowlan--którzy byli tak czczeni przez ich fanów, że ich geniusz był niepodważalny.
Mam więcej do powiedzenia--dużo, dużo więcej--ale nie jestem w stanie w tej chwili. Odbieram telefony, dzwonię i próbuję się przyzwyczaić do tego, że straciłem moje prawe ramie. Nigdy nie stworzyłem lepszych rzeczy niż razem z Mike'em i pewnie już nigdy nie stworzę. Będę za tobą tęsknić, kumplu. Dziękuję, że pozwoliłeś mi być twoim partnerem.


Todd Dezago:
Mój najlepszy przyjaciel, Mike Wieringo, zmarł wczoraj.
Był wegetarianinem.
Ćwiczył codziennie.
Czasem tego typu rzeczy po prostu się zdarzają.
Kochał komiksy.
Kochał rysować komiksy.
Czuł się wielkim, wielkim szczęściarzem, ponieważ udało mu się pracować w komiksowej branży.
Był w tym bardzo dobry.
Jego komiksy, tak jak on, były pełne życia.
Pełne energii. pełne zabawy i nadzieji.
Był moim najlepszym przyjacielem.
Pracowaliśmy razem nad Spider-Manem, X-Men, Tellos,
i paroma innymi projektami, które teraz trzeba będzie opuścić.
Dorastaliśmy razem, z komiksami, mimo że dzieliły
nas setki mil. Bawiły nas w komiksach
te same rzeczy; akcja, przygoda, zabawa.
Świetnie się z nim pracowało.
Ciągle się śmialiśmy.
Ciągle.
Komiksy były jego życiem i bardzo przy nich pracował.
Czasem szesnaście albo osiemnaście godzin dziennie.
Kochał komiksy i kochał ludzi, którzy je czytają.
Kochał was.
Był moim najlepszym przyjacielem.
Był moim bratem.
Będę za nim tęsknił bardziej niż jestem w stanie to wyrazić.
Todd


Karl Kesel:
Kiedy telefon dzwoni przed siódmą rano, gdy wychodzisz z łóżka myśląc "to nie może być dobra wiadomość" w twoim żołądku robi się mała dziura. Oczywiście, dziewięć z dziesięciu przypadku to zły numer albo niepotrzebne zdenerwowanie.
Dzisiaj był ten inny przypadek.
Nie mogę uwierzyć, żę Mike Wieringo odszedł. Dla mnie to wciąż nieprawda. Był w wspaniałej formie. Ćwiczył regularnie. Narzekał na pracę przez wiele godzin (jak my wszyscy!), ale nigdy nie był zmęczony czy osłabiony. Do diabła, gadaliśmy dwa dni temu przez telefon i to też była kolejna pogadanka z 'Ringo. Nie miałem pojęcia, co czai się za rogiem. Mike także nie miał.
Miałem zaszczyt pracować z Mike'em jako scenarzysta i jako tuszownik-- właściwie to nakładałem tusz na więcej jego stron niż na strony jakiegokolwiek innego rysownika-- i wspaniale się z nim pracowało, z każdym panelem, za każdym razem. Jego prace miały tę subtelność i wyszukanie, o której nie miałem pojęcia dopóki nie zacząłem nakładać na nie tuszu. Wtedy zauważałem rzeczy takie jak małe załamanie linii wskazujące na napinające się mięśnie albo małą szczelinę koło oka pokazującą zdenerwowanie albo początek uśmiechu. Jego postacie ruszały się i oddychały. Jego styl opowiadania był kryształowo czysty. Światy, które ożywiał zapierały dech w piersiach. I kiedykolwiek nakładałem dla niego tusz próbowałem z całych sił to wszystko zawrzeć; starałem się nie zepsuć niczego, co mi dał.
Mike najbardziej mnie zachwalał. Boże kochaj go, uważał mnie za najlepszego tuszownika jego ołówków. Pierwszy raz pracowałem z 'Ringo jako scenarzysta/tuszownik przy one-shocie nazywającym się Spider-Boy, zawsze próbowaliśmy wymyślić jakieś nowe projekty, które mógłbym dla niego pisać oraz nakładać w nich tusz. Ostatnio rozgrzewałem swoje rysownicze mięśnie, a Mike bardzo mnie wspierał i dodawał mi odwagi. Jak rozwijałem swój własny zmysł opowiadania i tempa akcji nikt nie miał na mnie większego wpływu niż Mike.
Ostatni raz, gdy rozmawiałem z Mike'em zgodziliśmy się, że obaj będziemy rysować "akcję" nie "przemoc" i, niestety, to ograniczyło naszą komercjalną zdolność do przeżycia na dzisiejszym rynku. Mike skomentował, trochę nie rozumiejąc, że jeszcze parę lat temu jego styl był tym stylem, który każdy edytor chciał dać swoim postaciom, ale jakimś cudem, nagle, to się zmieniło. Myślałem o tym wiele, nawet przed usłyszeniem wieści, o Mike'u, i to jest to, co zdecydowałem-- to chciałem powiedzieć Mike'owi następnym razem, gdy z nim miałem rozmawiać:
Twórczość Mike'a dotyczyła nadziei, nie jej braku. On rysował bohaterów, nie męczenników. Jeśli to było błędem, dziękuję Mike za nie postępowanie dobrze.
Mam wiele rysunków oprawionych i powieszonych na ścianach, prawie nad żadnym z nich nie pracowałem. Po prostu dla mnie dziwne byłoby powieszenie moich prac obok prac Caniffa albo Kirby'ego. Jedynym wyjątkiem jest okładka Fantastic Four #517 narysowana przez Mike'a Wieringo. To moja ulubiona komiksowa seria wszechczasów, z okresu, w którym sam miałem mały wkład, z czego jestem bardzo dumny, rysowana przez wyjątkowego artystę i drogiego przyjaciela.
I nigdy jej nie zdejmę ze ściany.
Karl Kesel
13 Sierpnia 2007



 

"More Than Meets the Eye"
Foxdie: Z okazji polskiej premiery Transformers, kilka słów odnośnie filmu. Co prawda wielkie roboty nie narodziły się na kartach komiksów, to odegrały w nich swoje role. Skacząc po wydawnictwach ostatnio znów powróciły do Marvela i nawet wystąpiły u boku New Avengers. Miałem nadzieje, że najnowsze dzieło Bay'a będzie przynajmniej dobre. Wiadomo temat dość trudny, wielkie roboty z kosmosu, poszukiwanie ogromnego źródła energii i takie tam. Jednak w swojej kategorii nie jest to film dobry, tylko rewelacyjny. Zwłaszcza jego pierwsza połowa gdzie robotów nie ma jeszcze zbyt wiele, jest więcej gry aktorskiej i zabawnych dialogów. Druga część z filmu akcji przechodzi bardziej w film wojenny, dzięki czemu mamy prawdziwą wojnę robotów, a nie jak to zazwyczaj ma miejsce w podobnych produkcjach, dwa klepnięcia po pysku, trzy kopniaki i jeden Fireball. Tutaj naprawdę jest gorąco, ulice wybuchają, samochody wybuchają, budynki wybuchają! Kule świszczą dookoła, a walecznym Autobotom pomaga garstka żołnierzy. Do tego świetna muzyka, efekty dźwiękowe towarzyszące akcjom robotów i oczywiście efekty specjalne, bez których film ten nie mógłby powstać. Nie jeden przyczepi się do wyglądu robotów, które czasami są "nieczytelne" albo wydają się podobne (zwłaszcza Decepticony), ale uważam, że to kawał solidnej roboty. Nawet tłumacz w miarę normalny i na ekranie na szczęście nie pojawia się "Optimus Pierwszy" albo "Trzmiel", tylko nie wyszło mu z tymi "Deceptami". Film naprawdę daje rade i polecam go nie tylko fanom i znawcom tematu, sam z chęcią wybrałbym się do kina raz jeszcze. Cieszy również fakt, że wytwórnia dała już zgodę na produkcje kolejnego filmu o Transformers, a to za sprawą rewelacyjnych wyników w amerykańskich kinach (oglądalnością zmiażdżył ostatnią część Piratów z Karaibów i najnowszego Harry Pottera).

Gil: Skoro już film został wywołany do tablicy, to i ja coś napiszę. Mnie na kolana nie powalił. Przewodni wątek jest zgrabnie skonstruowany, ale diabeł narobił w szczegóły i przez to całość okryta jest mgiełką niedorzeczności. Kilkutonowe, wielkie roboty biegają prawie bezszelestnie i skaczą po asfalcie, nie niszcząc go, nie zostawiają śladów na ziemi, nikt niepowołany ich nie widzi i nie słyszy. Plizzz... Na dodatek, duża część filmu to chaotyczne bitwy. Na jakość wzroku nie narzekam, ale rozpoznanie, kto, z kim walczy, a nawet, którą częścią ciała uderza graniczy z cudem. Dużo lepiej wypada pierwsza połowa, która przynajmniej jest zabawna. Na plus zaliczam też Soundtrack, który świetnie pasuje do całości. O tłumaczeniu się nie wypowiadam, bo nie czytam napisów.

Don God: Ja powiem tylko, że rzadko się tak dobrze bawię oglądając jakiś film. Takie widowisko! To jest dla mnie coś niesamowitego, jak z (nie bójmy się użyć tego słowa) durnego (a może genialnego?) pomysłu można zrobić coś pięknego. Może dramatyzuję, bo dopiero, co skończyłem oglądać :), ale kurczę - delikatna zmiana założeń przez twórców filmu sprawiła, że TF jest w stanie obejrzeć każdy, a nie tylko Fanboye. W połowie filmu następuje zmiana klimatu i powrót do bardziej oldschoolowych pomysłów. Nic jednak film na tym nie traci.

Black Bolt: Ponad dwie godziny, jak przystało na porządny komiksowy film, świetnej rozrywki. Pierwsze 2/3 bardzo dobre, dużo humoru, akcji i trzy wątki zmierzające ku wielkiemu finałowi. Jeśli chodzi o samą końcówkę, to finałowa walka wydała mi się nieco naciągana i przydługa, ale wynagradza to świetnymi efektami. Patos bezustannie wylewający się z ust Optimusa nieco denerwuje, ale z tego, co pamiętam, to on tak miał. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to, że wolałbym, żeby te roboty były nieco bardziej ociężałe i wolniejsze, bo jak zaczynają ze sobą walczyć, albo turlać się w zwarciu po glebie to nie wiadomo co się dzieje. Nawet jak same zasuwają, to jeśli nie mają jaskrawo żółtych elementów, albo klaty w kształcie ciężarówki, to trudno załapać kto jest kto. Ale może to wina mojej starczej demencji, albo zwykłej niewiedzy w temacie Transfromer(s)ów.
Reasumując, w skali Black Bolta - aż, a może tylko, wakacyjny hicior.

 

Wyniki sprzedaży - lipiec 2007
Gil: Haha! Thor wymiótł konkurencję! Wiedziałem! Nieźle radzi sobie także W.W.H. ze wszystkimi tie-inami. W ogóle osiem tytułów Marvela w pierwszej dziesiątce to świetny wynik. Dość wysoko znalazł się debiut The Order, ale za to słabo radzą sobie tytuły z Annihilation: Conquest (co mnie prywatnie dziwi, chociaż nie powinno, jeśli zważyć na wyniki obu kiepskich serii Woverine'a). Na szarym końcu wśród komiksów Marvela znalazły się Exiles, New Excalibur (magia Claremonta widać działa) oraz Cable & Deadpool, a stawkę zamyka specjalne wydanie Deadpool & GLI Summer Special. Wśród wydań zbiorczych (TPB i HC) Marvela, tryumfują zombiaki, a całkiem wysoko znalazły się też pierwsze historie z Moon Knighta i Immortal Iron Fist. Wciąż nieźle radzą sobie nie pierwszej już świeżości Civil War i Astonishing X-Men.

 


 

Annihilation: Conquest - Quasar #2 
Gil: Kolejne ciekawe rozwinięcie, a nawet cztery: Związek między "Zbawicielem" a Phalanx, Adaptoid kopiujący Quantum Bands, Moondragon dziabnięta przez królową Brood (podejrzewam, że oni jeszcze się pojawią w tym ewencie i odegrają większą rolę) i Dragon of the Moon uwolniony na końcu. Widać, że Gage odrabia prace domowe i z pasją wykopuje stare wątki - to mu się chwali. Czekam na ciąg dalszy, bo jest interesująco.

Cyclop83: Bardzo interesujący sposób na połączenie kilku wątków znalazł scenarzysta tej historii. Pojawienie się królowej Brood i zranienie przez nią Moondragon daje ciekawe możliwości, jeśli chodzi o końcówkę tej opowieści i możliwość pojawienia się tej rasy. Fakt skopiowania Quantum Bands przez Super-Adaptoida i wykorzystanie ich do wytropienia "zbawcy" ciekawie wygląda. Zastanawia na pewno, co łączy Phalanx ze "Zbawcą", określanym przez mieszkańców przyłączonej właśnie planety jako "Wizard". Ten wątek zapowiada się najciekawiej, gdyż do tej pory wskazówki pokazywały, iż zbawca pochodzi z Kree lub też, że jest nim tajemniczy Wraith. Przedstawienie historii Moondragon i mocy, jaką posiadała perfekcyjnie poprowadzone. A pojawienie się na końcu Dragon of the Moon to już maestria scenarzysta. Oby tak dalej.

Jaro: Niezłe. Rozmowy Phyli i Moondragon są całkiem przekonujące, a zgrabne przypomnienie historii tej drugiej to miły prezent dla czytelników, którzy dopiero teraz stykają się z kosmosem Marvela. Walka z Super-Adaptoidem przyzwoita, chociaż nieporywająca. Do tego jeszcze dobre rysunki i smok na koniec. Plus.


Captain America #29
Gil: Zauważyliście, jaki bezczelny jest ten Tosiek? Udaje, że rozpacza za Stevem, a po cichu wkrada się do jego tytułu i bierze w garść większość sznurków. Niech tylko Winter Soldier się zorientuje! Oczywiście, jeśli wyjdzie cało ze spotkania oko w oko z Red Skullukinem. Ktoś ma wątpliwości, co do tego? No cóż, przynajmniej wątki zaczynają nam się zbiegać i po cichu możemy zacząć liczyć na rozwiązanie sprawy, która przewija się od początku serii. W tym numerze jest jedna świetna scena, a mianowicie rozmowa Lukina z Czachą w jego umyśle. Naprawdę nieźle pomyślane. Cała reszta jakoś tym razem średnio.

Cyclop83: Wątki, jakie powstały na samym początku tej serii zaczynają stopniowo zbliżać się do finału. Przedstawienie dokładnie jak wyglądała akcja wyciągania Crossbones'a z rąk S.H.I.E.L.D. bardzo fajnie poprowadzone. Do tego scena pocałunku, na którą znalazł czas z Sin fajnie się wkomponowała. Martwi czas reakcji Tośka, po jakim wywnioskował, iż mają kreta u siebie. I z tego, co widać doktorek odwalił kawał dobrej roboty, że dotarł do tak ogromnej liczby agentów. Wewnętrzna pogawędka Lukina i Skulla okraszona wymownym otoczeniem jest czymś, czego dawno nie widziałem. Pogłębiające się problemy psychiczne Sharon i płonący przez chwilę Sam też ciekawie zaprezentowane. Decyzja Winter Soldiera o wtargnięciu do mieszkania Lukina i co za tym idzie chyba uświadomienie sobie gdzie tak naprawdę jest Skull w obliczu przybycia Sin i Crossbones'a daje nam ciekawy punkt wyjścia na koniec tej historii.

Gamart: Uwielbiam komiksy Brubakera i po raz kolejny zaskakuje mnie jak idealnie przez tyle numerów prowadzi tą historie, nawet po śmierci głównego bohatera. Teraz nawet może się wydawać, że on był tam zbędny. Wszystko ładnie się składa w całość od początku. Wsadzenie Skulla w głowę Lukina było świetnym pomysłem i teraz wychodzą takie ciekawe momenty jak rozmowa obok posagu Lenina. Podzielenie komiksu na kilka części też trafione jest i każda tak samo interesuje. Tony widać, że martwi się ucieczką Crossbonesa. Widow dalej szuka Soldiera, a jej sceny są świetnie rozrysowane. Falcon i Sharon też nieźle pokazani z A.I.M, no i świetny cliffhanger z Winter Soldierem u Lukina. O i Sin jest całkiem fajną postacią. Brubaker i Epting mogą ten tytuł jeszcze długo ciągnąć, bo to teraz ścisła czołówka komiksowa.

Jaro: Trzyma poziom. Fajny pomysł na pokazanie uwolnienia Crossbonesa na kamerach ochrony, a kadry z wesoło mordującą Sin - bezcenne. Nieźle prowadzona (i rysowana) jest Black Widow. Świetnie napisana została rozmowa Skulla z Lukinem i z drugiej strony - fajnie pokazane działania Sharon i Falcona. Dobrze też, że śmierć Capa cały czas daje się w znaki Sharon. I jeszcze dobra końcówka z Winter Soldierem wpadającym w niezłe tarapaty, a całość narysowana wręcz wspaniale. Mocny plus.

Krzycer: Ciągle dobre! Zacząłem czytać tytuł w czasie Civil War wiec musze się domyślać, co łączy Bucky'ego i Lukina (nie, żeby to trudne było...) i innych szczegółów, ale komiks trzyma w niezłym napięciu. Wielowątkowe prowadzenie akcji sprawia, ze wszystko się trochę wolno posuwa do przodu, ale z drugiej strony Bru potrafi zainteresować każdym z tych wątków (może scena z Black Widow wypadła blado), wiec jest dobrze.

Friendly Neighborhood Spider-Man #23
Gil: Właściwie, jest to ostatni numer serii, bo pozostał już tylko One More Day, stworzony przez inną ekipę, dlatego poproszę o brawa dla Petera Davida za całkiem niezłą serię. Nie rewelacyjną, ale dobrą. Jako coup de grace, PAD pokazuje konfrontację między Pająkiem a Jamesonem, jakiej jeszcze nie było. Szczerą aż do bólu rozmowę, zakończoną zaskakującym rozwiązaniem. Jak zwykle świetnie poprowadzona psychika postaci, wszystko z sensem i do tego zabawnie. Aha, no i Jonah wlazł na drzwi :)
Cyclop83: Brawa, brawa, brawa. Choć nie czytałem całego runu Davida w tym tytule, to do kilku komiksów zajrzałem. I musze przyznać, iż ciekawie poprowdził postacie. Rozmowa JJJ z Peterem bardzo dobrze skonstruowana. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Przygoda JJJ z drzwiami - bezcenna.

Gamart: Zdecydowanie numer tygodnia i pewnie będzie jednym z tych, które się przypomina po latach. W końcu Peter stanął twarzą w twarz z Jamesonem i to spotkanie było po prostu świetne. Taka sytuacja musiała w końcu nastąpić, a David jest jednym z lepszych scenarzystów którzy zasługiwali aby to napisać. Cała rozmowa przeprowadzona po mistrzowsku i w końcu obaj panowie wyjaśnili sobie parę spraw. Po prostu trzeba przeczytać, bo to jedna z ważniejszych historii, które oddziałują na świat Spidera w ostatnich latach.

Jaro: Naprawdę dobry numer, chyba najlepszy ze wszystkich FNSM do tej pory. David o wiele lepiej sprawdza się w takich właśnie historiach, w których trzeba pokazać to, co naprawdę siedzi w bohaterach i w przypadku JJJ udało mu się to naprawdę nieźle. Całość jest też przesiąknięta dużą dawką humoru, co tylko polepsza odbiór komiksu. Rysunki ogólnie dość średnie, chociaż JJJ jest przedstawiony perfekcyjnie i naprawdę wyszedł Nauckowi. Mocny plus.

 

MODOK's 11 #2 
Gil: Coś zaczyna się dziać. Wiemy już, co sobie zaplanował wielkogłowy i chociaż nigdy nie słyszałem o tych Infinicide, jest w tym jakiś sens. W końcu okaże się chyba, że to sprawa drugorzędna, bo ciekawsze rzeczy dzieją się w samej grupie. Prawie nabrałem się na infiltrację Spider-Mana, a szybkie zejście Mentallo mnie zaskoczyło, więc jest nieźle. Autorzy sprawnie adaptują się do wydarzeń w świecie Marvela, zauważając W.W.H. i wprowadzając Ultra-Adaptoida, zamiast Super-Adaptoida, który bawi w kosmosie (przypominam, że seria była w planach już od przynajmniej dwóch lat). Ogólnie, dobre czytadło, trochę inne od pozostałych.

New X-Men #41

Gil: Koniec kłestu za Magik. Rozwiązanie... no, do przyjęcia - chociaż jakoś nie przemawia do mnie. Skottie Young odwalił kawał niezłej roboty i chyba nawet jego styl trochę ewoluował. I wreszcie autentycznie polubiłem kogoś z New X-Men - biedną Pixie, którą swędzi skrzywdzona duszyczka. W Endangered Species w końcu chyba coś się ruszyło. Furry McCoys tag-team trafił na ślad Sinistera i podjął jakieś postanowienia. Najwyższy czas. Czekam na więcej.

Cyclop83: Koniec ciekawej historii. Choć nie do końca rozumiałem, która Illyana tu występowała, a która nie, to Logan do spółki z Piotrem przekonali mnie raczej, iż to jest ta prawdziwa Illyana Rasputin. Co nam dała ta opowieść, oprócz idealnych rysunków? Pixie wbiła sztylecik w plecy Belasco a Dark-Child wykończyła tego demona raz na zawsze obejmując we władanie Limbo. Anole również ciekawie wkomponował się w ten zespół. A jego rączka to po prostu "słodycz". Najbardziej podoba mi się nowy wygląd Rockslide'a, który zachował po powrocie do naszego wymiaru. Teraz zaczyna się Quest for Soul of Illyana Rasputin. YES, YES, YES. W Endangered Species również dzieją się ciekawe rzeczy. Tajemniczy projek "Black Womb" i kobieta, która go pilnowała Amanda Mueller (nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale z tego co mówił Dark Beast to ona miała "już" sto lat gdy był ten filmik z eksperymentów nagrywany?). Udział ojczyma Xaviera - Kurta Marko, Destiny i Sinistera w tym projekcie może być ciekawy, jeśli zostanie rozwinięty ten wątek. Widać, że Sinister również szuka lekarstwa lub czegoś podobnego na obecną sytuację mutantów. Akcja się rozkręca. Następny przystanek? Genosha.

Krzycer: Komiks tygodnia. Pierwsza polowa komiksu (ta z walka) zrealizowana ładnie (kreska mi się bardzo podobała w paru momentach - np. Darkchild skacząca na Belasco (z drugiej strona, przyobleczona w ten metal wyglada jak Pokemon, jak mu tam bylo... Mew?) [Mewtoo - Snak3] choć bez zachwytów. Prawdziwa jazda zaczyna się z wejściem Kukulek i ujawnieniem miłości Belasco do Illiany - genialne. Pixie przebijająca go soulsztylecikiem - można się było tego spodziewać. Ale końcówka, wściekła Darkchild, "[...] my name is..." "Snowflake?" aż do końca - płynny miód. Świetnie to wszystko wyszło.
No i bardzo sympatyczny epilog z bardzo sympatycznym przyjęciem Anole i Pixie do zespołu. No i ociupinkę złowieszczy epilog z Illiana na tronie Limbo, który cos tam zapowiada (czyżby przyszłoroczne zamieszanie zapowiadane na ostatnim konwencie?)
Tak czy inaczej, tytuł komiksu tygodnia przyznaje bez wahania.
Endangered Species ileś tam (8?) - zmiana autora, relacja Beast - Dark Beast traci trochę dynamizmu ale nadal jest dobra. Odwiedzenie Black Womb - wydawałoby siś oczywisty przystanek... Sinister w tym ośrodku? To retcon czy tak było, bo nie pamiętam? Tak czy inaczej, jest dobrze. Ciekawe, co będzie następnym przystankiem... i czy z Sinisterem panowie Beastowie spotkają się jeszcze w ES czy tez dopiero w Messiah Complex (chociaż współpraca ta pewnie się nie utrzyma aż do MC...)

sarevok: Kyle i Yost stworzyli kolejny świetny numer (jak zwykle z resztą), każdy z obsady (plus parę innych postaci) ma swój moment - widać, że już "czują" postaci. Najpierw mroczna Pixie, teraz "agresywna" Blindfold -ciekawe, co dalej. Spotkanie Magik z Colossusem dobrze poprowadzone. Także bardzo dobrym rozwiązaniem było to, że nie dali "X-Babies" pokonać Belasco. Co do rysunków, to aż szkoda, że Young rysuje tylko dwa następne numery, mam nadzieję że powróci i to jak najszybciej (jego styl jest tutaj po prostu idealny). Teraz pozostaje tylko czekać z niecierpliwością na kolejny numer.

Snak3: Ja powiem tak: nareszcie! Odporny ze mnie człowiek i mogę wytrzymać marny poziom rysunków, który notabene poprawił się trochę w ostatnim numerze, ale historia doprowadzała mnie momentami do szału. Podobnie jak CrissCross nie cieszyłem się z powrotu Belasco, a potem było już tylko gorzej. Ostatecznie otrzymaliśmy magmowego Rockslide'a, który i tak będzie bity i kopany, żadnej śmierci w szeregach (co w sumie nie dziwi bo wcześniej padali jak muchy) i olbrzymi niedosyt, którego nie wynagrodzi nawet niezła rozmowa z Colossusem.

CrissCross: Niestety nie mogę podzielić z przedmówcami zachwytu. Nie lubię przywracania do życia postaci (w jakikolwiek sposób), więc jest już jeden minus. Ale to jeszcze nie drażniło mnie najbardziej. Otóż jak na mój gust to najsłabszym elementem była właśnie wychwalana tutaj kreska. Momentami nieco chaotyczna, charakterystycznie koślawa... Takie trochę a'la Bachalo, który mi nie leży, a więc siłą rzeczy Young też mi się nie podoba. No, ale to oczywiście moje zdanie.

Hotaru: Jedyny numer, jaki w tym tygodniu przeczytałem. Ale za to jaki! Nie będę cały czas Younga chwalił, bo brzmię monotematycznie. W każdym razie numer nie odstaje od wysokiego poziomu poprzednich rozdziałów tej historii. Scenariusz też się spodobał, szczególnie one-liners, takie jak "So yes, please shut up" w ustach Blindfold, czy "Hey, Darkchick, Anole said wait!" wykrzyczane przez Santo. Dialog pomiędzy Wiktorem i Pixie pod koniec numeru ("- My arm itches. - My soul itches.") jest dead-on. Bałem się, że autorzy nie zaadresują więzi Piotra i Illiany, ale pamiętali. Wiem, że z pierwszym numerem serii wyjaśniłem obawę, co do wskrzeszenia Magic, ale kiedy jest już po wszystkim, jakoś mi to pasuje, gładko przeszło przez świadomość i teraz tylko czekam, aby się przekonać czy ta rezurekcja nie była na darmo (ale plotki każą czekać do przyszłego lata). Jestem naprawdę zadowolony z całej historii, nowy team rooster jak najbardziej mi odpowiada. Cóż jeszcze mogę dodać - chcę więcej!


Sub-Mariner #3
Gil: Obowiązkowy sparring z Wolverinem nie zachwyca, ale jest poprawny. Zaskakuje natomiast trochę stanowczość Xaviera. Myślałem, że w imię Illuminatycznej znajomości będzie bardziej pobłażliwy dla Namora, a tu tak po prostu: "won!" Sparring z Sentinelami nie bardzo potrzebny, ale za to spotkanie z Venomem już dużo lepsze - ktoś wreszcie zwrócił uwagę na te śmieszne skrzydełka. Trochę się dzieje, ale nie popycha to akcji bardzo naprzód - jedyny naprawdę ważny dla fabuły element to przygotowania do kolejnego zamachu. No, ale cóż począć - trzeci numer miniserii zazwyczaj rozwadnia historię.

Cyclop83: Akcja trochę stanęła w miejscu. Ale to nic. Potyczka Logana z Namorem i rozmowa Xavier/Namor wynagrodziła ten stan rzeczy. Łatwość, z jaką Namor załatwił Sentinele może trochę drażnić, ale za to wyrwanie skrzydełek ze stóp Namora przez Venoma wynagradza wszystko. Tymczasem trwają przygotowania do kolejnego zamachu i obalenia władzy w Atlantydzie. Nie mogę doczekać się kolejnego numeru.

Foxdie: Czytam to jedynie z ciekawości, czy ten trup z poprzedniego numeru to Namor czy nie. Jak na razie scenarzysta próbuje nas przekonać że to prawda i Namor zginie w finale tej mini-serii, ale jakoś w to wątpię. Póki, co nudy, jedynie końcówka, czyli pojawienie się Venoma i jego mały "upgrade" Namora (Hell yeah, też mnie zawsze wkurzały te skrzydełka), daje nadzieje na interesujący następny numer.

Jaro: Bijatyka z Loganem dość marnie poprowadzona, lepiej wyszła rozmowa Namora z Xavierem. Odmowa pomocy ze strony łysego jest zupełnie zrozumiała, poza tym gdyby Charlie się zgodził, wyszłaby miniseria "Namor & X-Men". Naprawdę dobre jest za to wejście Venoma i jego pastwienie się nad Namorem, a wyrwanie skrzydełek spowodowało, że komiks oceniam na plus.

sarevok: Nie jest to poziom Silent War, ale i tak ta mini wyróżnia się pozytywnie wśród ostatnio wydanych. Standardowa walka z Rosomakiem wypadła całkiem dobrze, tak samo jak występ Venoma (no i po skrzydełkach...).Także występ Xaviera można zaliczyć do udanych. Natomiast scena z Sentinelami to istny koszmarek, prawie jak sławetny "snort". Muszę przyznać, że mam nadzieję na śmierć Namora w końcówce. Po zmianach wśród Inhumans kolejna taka zmiana wprowadziłaby ogrom nowych możliwości z wykorzystaniem ukrywających się podwodniaków z nowym królem (lub jakąś radą) u władzy o całkiem odmiennym stosunku do świata na powierzchni.

 

Terror Inc. #1
Gil: Hilarious! :D Ten tytuł ma wszystko to, co w seriach z imprintu MAX najlepsze: nieuzasadnioną przemoc, bryzgającą krew, kilka wypiętych pośladków i wspaniały, czarny humor. Jeśli ktoś nie zna Terrora, ma okazję zapoznać się z jego skróconą i ubarwioną alkoholem autobiografią, by zaraz potem zręcznie przeskoczyć do współczesnych wydarzeń, które są lekko zakręcone i przybierają zaskakujący obrót. Chce się czytać dalej. A rysuje Patrick Zircher, więc musi być dobrze.

Archie: Po pierwszym numerze tej pięcioczęściowej mini-serii Mr. Terror stał się moim ulubionym zabójcą do wynajęcia. Trafienie do imprintu MAX to najlepsze, co się mogło przydarzyć tej postaci. To mój pierwszy komiks Dave'a Laphama, więc nie wiem czy trzyma poziom, czy też nie. Ważne jest to, że podoba mi się jego wizja głównego bohatera, który z jednej strony jest bardzo romantyczny, ale z drugiej bezlitosny, brutalny i jednocześnie zabawny. Daje nam to mieszankę wybuchową i postać o wielkim potencjale. Co do szaty graficznej to świetną okładkę wykonała Jelena Djurdjevic. Tak, to żona jednego z moich ulubionych rysowników - Marko Djurdjevica rysującego obecnie okładki m.in. do Thunderbolts i Daredevil Vol. 2. Co do środka to również Patrick Zircher wywiązał się bardzo dobrze z powierzonego mu zadania. Jego robota idealnie pasuje do klimatu tej mini-serii. No i dzięki tym autorom Terror wreszcie ma porządny wygląd... Też wam kojarzy się z zombie Brucem Willisem :D?

Ultimate Spider-Man #112 
Cyclop83: Co my tu mamy? Pięciostronicową rozwałkę w wykonaniu Shockera, Spider-Mana i Kitty w nowym stroju!! Potem cudnie przedstawiony koszmar senny MJ nawiązujący do jej "mocy". Najlepsze w tym numerze jest chyba rozpoczęcie misji "opieka nad dzieckiem". Wyraz twarzy Kitty i Petera gdy dowiadują się, iż mają razem pracować przy tym projekcie bezcenny. Pogawędka Carol Danvers z Normanem Osbornem zakończona dowcipnym "Woooo!!" również przypadła mi do gustu. Jak na pierwszy numer historii dość dobra robota zakończona wybuchem.

Gil: Nie czytuję tej serii regu... no dobra - nie czytuję jej wcale :P Chciałem tylko zobaczyć, jak wyglądają tutaj rysunki Stuarta Immonena i mogę stwierdzić, że są lepsze od Bagleya, chociaż inne niż w Nextwave. Nie rozumiem tylko, czemu Kitty wygląda jak The Amazing Paperbag-Girl, ale nie musicie wyjaśniać.

Gamart: Immonen się sprawdza, chociaż za Bagleyem zawsze będę tęsknić, Co do historii, to Bendis fajnie łączy zagrywki jak w początkowych numerach USM (walka z Shockerem), życie szkolne, szczególnie świetny motyw z opieką nad dzieckiem i połączeniu Petera z Kitty, która do tego dostała kostium w stylu Hellcat i poważniejsze jak wątek Goblina. Całe spotkanie Normana z Carol jest najlepsze w całym numerze, szczególnie jej "Wooo". No i znowu rozwalili Triskelion.
Foxdie: Rozpoczęła się era Imonnena, która póki co wypada nie najgorzej. Bendis już któryś raz z kolei wyciąga, Shockera z rękawa tylko po to żeby Spider ponownie skopał mu tyłek w mgnieniu oka. BMB chyba ma jakiś uraz do postaci Shockera. Kitty w nowym stroju z zadziwiającym "hełmoforem" na głowie. Cały numer jest zgrabnym połączeniem Spider life, Peter life a jako bonus Ultimate Carol Danvers ("Wooo" - bezcenne) i Osborn. Przy okazji tego numeru zacząłem zastanawiać się nad czasem akcji. Widać, że Triskelion jest w remoncie, ale to remont po tym, co się działo w "Grand Theft America"? Zresztą, nie istotne i tak znowu wyleciał w powietrze...

Snak3: Woooo!! Numer tygodnia. Zapachniało klimatem Ultimate, a to jest to, co węże lubią (prawie) najbardziej. Kolejne ubicie Shockera, rozmowy w klasie i pomysł z "dziećmi" (ktoś tu chyba zżyna z Batman Beyond) to momenty, które przyjąłem z uśmiechem na twarzy, ale wait! Czy koleś zalecający się do Kitty to ten, który wcześniej śmiał się w klasie z jej "team-up-enter" z Peterem? Chyba, że wszyscy w szkolnej drużynie mają identyczne bluzy i są łysi... to ma sens, tak jak cały ten komiks! Do zachwytów dodam apetyczny kostium Kitty (po zakryciu jej głowy) i genialne "Woooo"... Woooo!

 

 

Wieści redakcyjne: 
W zeszłym tygodniu zadebiutowała nowa stała rubryka - Living Tribunal, w której będziemy prezentować redakcyjne opinie na temat zbiorczych wydań (TPB oraz Hard Cover). Postaramy się przedstawić różne spojrzenia na omawiany komiks, żeby łatwiej było wam decydować, czy jest on wart zakupu. A ponieważ Avalon jest stroną interaktywną, a Living Tribunal nieskończenie sprawiedliwy, to w razie gdybyście nie zgadzali się z którąś z naszych ocen, zawsze możecie przysłać nam własną recenzję. I jeśli będzie ona odpowiednio dobra, to może Living Tribunal uwzględni ją przy wydawaniu swojego osądu.
 
Po premierze LT tygodniowy harmonogram stałych pozycji Avalonu wygląda następująco:
 
Poniedziałek - Avalon Pulse
Wtorek - First Looks
Środa - Komiksy wychodzące...
Piątek - Living Tribunal
Sobota - World Tour (każda pierwsza sobota miesiąca) 
Niedziela - New Joe Fridays 
 

 
Redaktor prowadzący: Lex                                                                                     Redaktor techniczny: Black Bolt 
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.