Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #116 (02.11.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 2 listopada 2009 Numer: 44/2009 (116)


W zeszłym tygodniu Marvel wydał pokaźny pakiet komiksów, więc Pulse zdecydowanie w rozmiarze XXL. Zgodnie z przewidywaniami najwięcej emocji wywołał jubileuszowy odcinek X-Factor.



Amazing Spider-Man Presents: Anti-Venom: New Ways to Live #2
S_O: Okey, czemu Eddie miał w głowie paczkę popcornu? Bo jeśli to śrut, to coś rysownikom wybitnie nie wyszło.
Podoba mi się chemia między AV a Punim. Sparowanie ich było świetnym pomysłem. Mniej świetnym pomysłem było wsadzenie ich do jednego vana jadącego z NY do Meksyku (czyli na durch przez większość kontynentu) - trudno uwierzyć, że by się nie pozabijali.
Ale jeszcze bardziej podoba mi się zakręcone uczucie Eddiego do Jenny. Jakiś psychoanalityk miałby kupę uciechy z diagnozowania tego komiksu.
Krzycer:
Piękny team-up. Scena na przejściu granicznym mnie rozłożyła. Poza tym jest ok - niezłe czytadło, przyjemnie narysowane. Nie zachwyca, nie odrzuca. Typowy średniak.
Venomus:
I to jest Eddie, jakiego znamy i kochamy! Nawet w tej miniserii znowu wygląda jakby przypakował (widocznie dotyk Negative'a działa lepiej niż kreatyna). Relacja między nim a (śp.) Frankiem jest zabawna (scena na przejściu granicznym bezcenna!). Jenna jednak nadal the junkie. I na koniec powrót krwiożerczego (Anty)Venoma! W trzecim numerze pewnie uświadczymy rzezi, a potem czekam na stan Brocka przed Siege. Może Gargan na lekach zrobi się taką ciotą, że symbiot wróci do Eddiego (po uprzednim zniszczeniu antysymbiota ofkorz)? Dobre czytadło.

Avengers: The Initiative #29
Hotaru: Trochę dziwny ten numer. Mam wrażenie, że akcenty padały nie na te momenty, na które powinny. Np. końcowa przemiana Traumy jakby pozbawiona została odpowiedniego dla powagi tej chwili spinu. Nie znaczy to jednak, że dostaliśmy niewypał, aż tak źle nie jest. Po prostu podczas lektury coś uwiera, coś nie pasuje, ale to raczej uczucie towarzyszące założeniu wykrochmalonych majtek, niż o dwa numery za małych butów - wiadomo, że szybko minie, a krew się przy tym nie poleje. I chociaż co do scenariusza mam zastrzeżenia, to do rysunków już nie. Jorge Molina rysuje bardzo estetycznie, pasuje mi jego styl. Kolorom też trudno jest cokolwiek zarzucić. Porządny numer, który jednak mógłby być lepszy.

S_O: No proszę, N-Gage się wyrabia. Całkiem nieźle się to czytało, miło, że autor stara się utrzymać jakieś wrażenie continuity w Marvelu, zwłaszcza od kiedy Slott postanowił olać łatkę "strażnika". Mamy też pierwsze wątki związane z Siege (Osborn ceniący Tasky'ego powyżej Hooda)...
Jedno, co mi nie pasuje, to pomysł z kotem - bo jeżeli Niels to Niels, to byłby to wręcz niedorzeczny zbieg okoliczności. Chyba, że Trauma to zaplanował...

Krzycer: Dobra okładka, a w środku też ciekawie. Osborn rzuca sugestiami do Taskmastera, Trauma ma dość i wraca wątek jego tatusia, a Penance dostaje kotka ze schroniska... Który zbiegiem okoliczności okazuje się jego dawnym kocim sidekickiem? That was random...

Dark Avengers: Ares #1
Demogorgon: Ha, dawno nie zaznałem tyle okazji do śmiechu w jednym numerze. Ares w kwintesencji samego siebie dostarczający co chwila uśmiechu na twarzy - świetna, powtarzam, świetna rzecz. Tylko rysunki coś takie niedbałe.

S_O: Aaaaawwwww yeeeaaaaah. Kieron Gillen wyrasta na mojego ulubionego scenarzystę.
W końcu ktoś pisze Aresa tak, jak powinien: jako znawcę - i najprawdopodobniej twórcę - każdej taktyki, każdej strategii i każdego sposobu na zadanie bliźniemu bólu od czasów Illiady. Jego Cienie to też niezła zbieranina i jedyne, co mi się nie podoba, to że nasz narrator nie rzucił dowcipem o CSI: Miami. No, ale mamy jeszcze dwa numery...

Krzycer: ...panie i panowie, mamy coś, co może być jedną z najlepszych miniserii tego roku. Dobrze napisana, dobrze narysowana, mająca wszystko, by być po prostu awesome (oddział specjalny boga wojny? Czego więcej chcieć?), a do tego jeszcze zakorzeniona w wydarzeniach z innych serii.
Oczywiście, to ostatnie powoduje pewne zamieszanie, bo nie mam pojęcia, w jakiej kolejności rozgrywa się spór Aresa z Furym o Phobosa (najpierw DA potem SW? Na odwrót?), ale mniejsza z tym.
W tym numerze króluje przemowa Aresa na tle flagi ("I'm the other god of war"), blisko jest również scena, w której Ares rozdaje zespołowi gadżet oznaczający przynależność do elity.


Dark Reign: Young Avengers
#5

Hotaru: Świetnie się bawiłem. Cornell uderzył we wszystkie właściwe nuty i końcowa konfrontacja Young Avengers ze zbirami Osborna wypadła prześwietnie. Cieszy pomysłowe pozbycie się Sentry'ego, a slogan "Yes we can" w ustach Patriota to wprost genialna aluzja, na myśl o której do tej pory się szczerzę. Brawo. Podobało mi się też, w jaki sposób Brooks zobrazował potyczkę. Klaustrofobiczny wręcz ścisk służył budowaniu atmosfery. Jedyne, do czego mam najmniejsze zastrzeżenia, to kolory, którym miejscami brakowało nasycenia. Jestem też zadowolony z tego, że zakończenie całej historii pozostało dość otwarte. Przez te pięć numerów przywiązałem się do większości z nowych postaci i perspektywa, że za jakiś czas mogę zobaczyć je ponownie, jest mi nadzwyczaj miła. Ogółem - fajna miniseria.

Demogorgon: Finał był niezły. Bałem się, że będzie chaotyczny, ale wyszedł całkiem dobrze w praniu. Wiele świetnych dialogów, Patriot spuszczający łomot Normanowi, rozwiązanie sytuacji - jest co oglądać. No i ostatnia strona - dawno się tak nie uśmiałem. Ogólnie - dobra mini.

S_O: Cornell mnie nie zachwycił. Dużo łubu-du, mało treści. Ot, Osborn z kumplami (tymi fizycznie najsłabszymi) przyszedł, dostał w tyłek, poszedł. I przy okazji Sentry znowu wykręcił Kenny'ego. Przynajmniej mamy otwarte zakończenie, więc może Young Masters of Evil (albo "of Mayhem", to lepiej brzmi) jeszcze wrócą.

Krzycer: Ostatnia strona mnie rozłożyła. Poza tym ciężko powiedzieć, czym to wszystko się skończyło. Pokrzyczeli, pokrzyczeli i sobie poszli. Nawet sekret Meltera nie wyszedł na jaw, a myślałem, że to akurat pewniak.
No i Osborn zbyt łatwo odpuścił. Raczej rozczarowująca końcówka.

Venomus: Przeciętny koniec przeciętnej mini. Ostatnio dziwi mnie słabość Dark Avengers. Co jest? Teraz klepią ich Młodzi Tyt...znaczy Avengersi? Toż Dakena najpierw skopali jacyś 4-rzędni złole w jego serii, teraz też dostaje baty. Bullseye przegrywa z Hawkeye wersja żeńska? WTF? Nawet nasz Stormin-Norman jakiś nie teges. Zamiast z miejsca wyrżnąć wszystkich stoi i jeszcze zalicza nokaut od jakiegoś czarnego Captain America-wannabe. O tym, że Sentry też poniósł klęskę, wspominać nie muszę? Tak samo nic nie wnoszące zakończenie. Lame...


Dark Reign: The List - Punisher
avalonpulse0116b%281%29.jpgDemogorgon: Spodziewałem się tego po zapowiedziach, spodziewałem. Ale i tak było fajnie. Miło było zobaczyć, jak dzieje się to, co się dzieje. Tylko rysunki Romity coś nie tego, a zapowiedź następnego numeru - meh.
S_O: Hooo-lee shee-ut. Kolejny punkt z listy do skreślenia, przynajmniej na chwilę. Podobał mi się wewnętrzny monolog Franka podczas walki z Dakenem - a zwłaszcza jego puenta. To, co mi się nie podoba, to fakt, że Remender zamierza przerobić Puniego na jakąś jego EXXXTREME wersję. W końcu Punisher nigdy nie miał być "Super"-bohaterem, a tylko zwykłym człowiekiem, który umie posługiwać się gnatem. Podejrzewam, że zbliżająca się historia zbierze równie pochlebne recenzje, co polowanie na demony.
Krzycer:
Powiedzmy to sobie szczerze: tak powinno się kończyć każde spotkanie Punishera z Loganem. Więc miło, że w końcu wygląda to tak, jak powinno, nawet jeśli to tylko Daken.
Swoją drogą - żołnierze H.A.M.M.E.R. na gliderach miotający dyniowe bomby? Przerabianie podwładnych na swoją modłę to taki klasycznie arcyłotrowski chwyt, że aż mam nadzieję, iż inni scenarzyści to podchwycą i w Siege będą masy takich ludków :D
Poza tym - mocny numer. A ponieważ od pierwszego numeru miałem nadzieję, że Lista będzie o skutecznym Osbornie, to ten spodobał mi się wyjątkowo. Ten, pierwszy numer i ewentualnie ten z Hulkiem.

Venomus: Mocny numer! Nawet rysunki Romity mi mocno nie przeszkadzały (a jego styl jest dla mnie be) i jestem troszkę zszokowany. Nie podobała mi się tylko zapowiedź FrankenShera, bo uważam, że należało uśmiercić Franka na dobre. Wiem, że to kasa i Puni ma swoich fanów, ale... koleś bez mocy w komiksach superhero? Tylko goddamn Batman ma takie prawo! Scena śmierci Castle'a wyszła dramatycznie. Po raz pierwszy zrobiło mi się go żal. Samotny człowiek, umiera i nikt po nim nie będzie płakał. Zaszlachtowany i poświartowany przez Dakena jak zwierzę, czuć było ból na twarzy Franka (nieźle jak na Romitę). Koniec pasujący do bezwzględnego zabójcy, jakim był Pogromca. Dodałbym epitafium i RIP.

Ender's Shadow: Command School #2

Hotaru: Kolejny fenomenalny numer. Nie mogę wyjść z podziwu nad tym, jak Carey zmienił materiał źródłowy, nie wywołując przy tym wrażenia, że bezcześci świętość. Do tego Fiumara, którego styl tak kontrastuje ze stylem Ferry'ego w równoległej miniserii, nie przestaje zadziwiać. Żeby jednak nie było zupełnie bezkrytycznie, zwrócę uwagę na brak dogrania pewnych detali pomiędzy Grą a Cieniem (np. ilość poległych w bitwie z Armią Feniksa), a ze strony artystycznej na orientowanie wszystkich postaci w jednym kierunku z korytarza podczas bitew w nieważkości - to nie do przyjęcia w przypadku Armii Smoka, gdzie zostało to wyplenione podczas pierwszych wspólnych zajęć. Poza tym - poezja.

Fantastic Four #572

Hotaru: Odniosłem wrażenie, że wykoncypowując tę fabułę Hickman porwał się z motyką na słońce. Najpierw podbił stawkę do niewyobrażalnych wręcz wielkości, by potem... od wszystkiego uciec. Brakowało mi katharsis, jakiegoś momentu zwrotnego w drodze Reeda, który okazał się w tej historii tchórzem. Podejmuje się wymagającego projektu, doskonale wiedząc, co będzie od niego wymagane. Jego motywacja podbudowywana jest flashbackami, w których ojciec zapewnia go, że wyrośnie na człowieka wielkiego i dobrego jednocześnie. Jednak, kiedy przychodzi co do czego, Reed postanawia być tylko "dobry". Byłoby to dla mnie do przyjęcia, gdyby sposobem rozprawiania się z "wielkością" było coś innego, niż zwykła spierdółka. To takie... nieamerykańskie. Chociaż Eaglesham i Mount wspólnie dają radę. Podsumowując - dobrze zilustrowana kiepska historia.
Demogorgon: A mnie rozwiązanie bardzo przekonuje. Możecie mówić co chcecie, ale z mojej perspektywy to ma sens, a Reed to nie Wokulski, który mógłby postąpić inaczej (tj. zbudować wielki statek i knuć wyzwolenie Polski, jak w pewnym bardzo fajnym polskim steampunkowym komiksie). Ogólnie fabuła ma dla mnie sens i chyba wolę takie zakończenie niż kilka innych, jakie mi przyszły na myśl (choć stawiam dolary przeciwko rublom, że to jeszcze keidyś wypłynie i ugryzie Reeda w zad).
S_O: Nieeee, tylko nie Warren Ellis Reed! Teraz jestem smutny.
Ale mówiąc poważnie... Rada Reedów miała spory potencjał i szkoda, że już się z nią żegnamy, ale z drugiej strony było to świetny sposób na ukazanie, jak bardzo Reed kocha swoją rodzinę - tak nam, jak i jemu samemu. No cóż, miejmy nadzieję, że Hickman jeszcze wróci do tego pomysłu.

Krzycer: ...po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna poczułem trochę sympatii do Reeda. Chociaż Reed mu powiedział, że "zawsze w końcu wraca", więc może jeszcze kiedyś poczytamy o Radzie.
W każdym razie istnieje cień szansy, że polubię FF. A to już byłaby rewolucja (FF: True Story nie liczę, bo to było jednorazowe dzieło sztuki).


Guardians Of The Galaxy vol. 2 #19
Hotaru: Po ostatniej stronie wróciłem jeszcze raz na początek, żeby się upewnić, że autorami nie są Kyle i Yost. WTF!? Taki body count wśród bądź co bądź pierwszoplanowych postaci? Toż to... to... to się w głowie nie mieści! Chociaż lista trupów budzi we mnie emocjonalny sprzeciw, to obiektywnie od strony fabuły muszę pochylić czoło przed scenarzystami. Brawa! Szkoda tylko, że tak epicka historia nie została zilustrowana przez kogoś zdolniejszego niż Wesley Craig - ten numer wyszedł mu zdecydowanie zbyt kreskówkowato. Gdyby rysunki dorównywały poziomem fabule, to byłby numer tygodnia.

Demogorgon: WOW. To było, to było....WOW. Nie chcę spoilerować, ani nic z tych rzeczy, ale takiej konkluzji się nie spodziewałem. Szczena mi opadła tak mocno, że wyryła dziurę w posadzce i do tej pory nie mogę jej pozbierać. Trup ściele się gęsto, a ja jestem w szoku. Aż chcę wiedzieć, co czeka Guardians za miesiąc. W tym tygodniu była ostra konkurencja, ale w końcu to tu wędruje tytuł numeru tygodnia.

S_O: Wszystko ładnie i pięknie, świetny numer, kupa zaskoczeń...
A po pięciu minutach człowiek wstaje, idzie na przykład do lodówki i nagle zaczyna myśleć. Czemu to Kang wysłał Petera i resztę z tą misją, skoro to obowiązek Immortusa? Czemu Quill nie użył Cosmic Cube, żeby ożywić zmarłych? Czemu przez ostatnie miesiące straszono nas Magusem, żeby rozwiązać to w jednym numerze? Odpowiedź jest jedna - shock value. I to niewiele lepszej jakości od Bloba jedzącego Wasp. Przykro mi, ale DnA się nie postarali.
Sc0agar4k:
Powrót do teraźniejszości przedstawiony w bardzo ciekawy sposób. A konsekwencje? No, te są ogromne. Szeregi Guardians zostały uszczuplone. I to o kilka miejsc. Sprawa z Magusem? Nie wierzę, że to koniec. Numer bardzo dobry, tylko te rysunki...

Hulk vol. 2 #16

S_O: A-ha... Tak... ten... no...
Srulkie ma niezłe piersi. I to tyle, co można na temat tego numeru powiedzieć pozytywnego.
Rozumiem, że nieustanne i coraz bardziej pozbawione sensu smashowanie może się okazać nudne, ale nie sądzę, żeby uzewnętrznianie się przez pół numeru dwóch Hulków było dobrą alternatywą. I, ku zaskoczeniu absolutnie nikogo, tożsamość najnowszego tworu Jepha pozostała tajemnicą.
I jeszcze ten Wolverine robiący za przewód wysokiego napięcia i chwilę później skaczący jak pasikonik... Jak by to powiedział Morbo: LUDZKIE CIAŁO NIE DZIAŁA W TEN SPOSÓB!

Krzycer: Szesnaście numerów później wciąż nie mogę uwierzyć, że Loeb autentycznie uważa, iż powtarzanie w każdym numerze jak mantry pytania "Who is the Red Hulk?" zastępuje fabułę, dramaturgię, budowanie postaci i co tam jeszcze w historii powinno być.
Na dodatkowego loebika (złoty loebik - nagroda, którą przyznaję za idiotyczne lub wyjątkowo nieudane chwyty) zasłużył, próbując zrobić zagadkę z tego, kto mówił do zebranych po ucieczce czerwonych, ukrywając Samsona pod plamą tuszu.
Żałosne.


Incredible Hercules
#137

avalonpulse0116c.jpgHotaru: Wyjątkowo wyciszone zakończenie historii Amadeusa, ale też wyjątkowo mi się spodobało. Fajnie, że w końcu bardziej intrygująca fabuła, z Olympus Group, w końcu zaczyna nabierać rozpędu. Nie do końca rozumiem, dlaczego zostanie rozegrana na łamach one-shota, a nie w samej serii, ale nie będę się czepiać. Wracając do tego numeru, rysunki Bechemiego przypominają mi kreskę Loprestiego i porównanie to traktuję w kategoriach komplementu. Udana zmiana klimatu po poprzedniej, przezabawnej odsłonie.
Demogorgon: Wracamy do Amadeusa. Satysfakcjonuje mnie to zakończenie, choć rzecz jasna nie dało się przebić tego, co wyrabiał Hercules w poprzednim numerze. Ale ładunek emocionalny, jakiego byliśmy tu świadkami, był bardzo duży i zasługuje na uznanie.

S_O: Zdrowo pokręcone. Ale z drugiej strony - logicznie powiązane. Znamy już wszystkie tajniki pochodzenia Amadeusa, teraz więc możemy już ruszyć naprzód. Bo chociaż historia Thorculesa była prześmieszna, a konfrontacja Cho z Dupree zakręcona, to tylko w duecie są genialni.
I czemu Cho wygląda tak dziecinnie (tak tu, jak i w zeszłotygodniowych Mighty)? Przecież on jest już nawet po swoim pierwszym "Smek smek"!

Krzycer: Rosyjska ruletka dla supermózgów - dobra scena. Plus twist z siostrą i zapowiedź łomotu, jaki Herc spuści Pająkowi za...
Będzie się działo. :) Ogólnie sympatyczny numer... ale poprzedni wyniósł poprzeczkę na orbitę i dopóki pozostaje świeżo w pamięci, każdy kolejny będzie, obawiam się, rozczarowywał... No bo jak dorównać temu, co działo się ostatnio?


Marvel Divas #4
Hotaru: Jakoś wielkie zakończenie tej historii nie uderzyło w pokłady moich głębszych emocji. Całość spłynęła po mnie jak po kaczce. Może to z powodu niebywałej wręcz motywacji Daimona (w pejoratywnym znaczeniu tego słowa), a może co najwyżej średnich rysunków. Szkoda, że ta miniseria ma tak mały trwały wpływ na występujące w niej postaci (poza Firestar, ma się rozumieć). Ot, taki nieśmiały ukłon Marvela w stronę płci pięknej, ale jakoś nie wierzę, żeby lektura tej miniserii skłoniła kogokolwiek do odważniejszego wejścia w świat komiksów. Było, minęło.

S_O: Nerd we mnie szaleje ze złości, widząc dziury w continuity (Hellstorm rządzący Piekłem, Crystal u Danny'ego, Felicia zupełnie odmienna od tej, którą dopiero co widzieliśmy w ASM, mógłbym wymieniać bez końca), ale potrafię utrzymać go na wodzy, bo widać, że Roberto chciał opowiedzieć dobrą historię. Czy mu się udało? No... pierwsze trzy numery były lepsze. Ten... wydaje się zrobiony według uwag z jakiegoś podręcznika. Czegoś w nim zabrakło. Albo coś było niepotrzebne - na przykład bohaterowanie. Poprzednie numery radziły sobie doskonale bez tłuczenia ludzi.
Krzycer:
Sprawne, eleganckie rozwiązanie. Trochę hokus pokus, ale ostateczny rezultat przyziemny, niepewny. I bardzo dobrze. Mocna czwórka. Do tego plusy za:
- wyjaśnienie, skąd Felicia wzięła kasę
- biblioteczkę Doctora Voodoo
- motyw Hellstorma
- demony oglądające walkę w klatce - rysownik pojechał po bandzie, rezultat jest rewelacyjny
...i wszystko składa się na bardzo dobrą, godną polecenia miniserię.
Tylko uczestniczki treningu jogi u Danny'ego jakoś tak bez ładu i składu dobrane. Tigrę jeszcze zrozumiem, dziewczyna musi się zrelaksować w przerwach między obijaniem ludzi Hooda, ale co tam u diabła robi Crystal?


Models, Inc. #3
S_O: O, drugi w tym tygodniu komiks z Patsy! W którym wygląda zupełnie inaczej i zajmuje się zupełnie czym innym... Rozumiem, że w Ameryce rynek komiksiarzy, którzy lubią poczytać superbohaterski komiks bez superbohaterów nie jest wybitnie duży, ale doprawdy, naprawdę można by było przesunąć jeden z tych komiksów o tydzień, żeby uniknąć jakichkolwiek nieporozumień.
A sam komiks? Ten sam, solidny poziom - trochę suspensu, trochę humoru - a dziewczęta pośrodku inwazji Zombie - ruthlessly absurd. Krótko mówiąc - miła odskocznia.
Krzycer:
Nie mogę się przekonać do tej serii. Niby ma niezłe składniki, ale coś mnie razi w tym, jak rozwija się historia, jak zachowują się bohaterki (niby mamy je lubić, ale w sumie są jak stereotypowe modelki-pustaki...). Ogólnie nie jest źle, ale po lekturze zostaje duże "ale"...

Ms Marvel vol. 2 #46
avalonpulse0116d.jpgDemogorgon: Cieszy mnie powrót pięknych rysunków (wie ktoś, do jakiego tytułu się przeniesie teraz Takeda?). Cieszy mnie to, że Reed dał radę prowadzić równolegle dwie Ms. Marvel tak dobrze i obydwie zachowały swoje cechy charakteru. Coś czuję, że nie będzie to ostatnie starcie między Carol a Karlą, teraz to sprawa osobista.
S_O: Czyli że co? Cała ta historia służyła przywróceniu starego stanu rzeczy, zmienionego raptem dwa miesiące wcześniej? Czuję się trochę oszukany. I nadal nie rozumiem, czemu Storytellerom 2.0 tak zależało na pomocy Carol. Lecą na nią jak pierwsza wersja? Jeśli tak, to czemu?
Ale no cóż, akcja była, wędrówka w głęb umysłu Karli też, a razem z nią nieśmiałe próby ewolucji postaci, a Sana Takeda to wszystko ładnie rozrysowała. Więc koniec końców, źle nie było.

Krzycer: No, to Karolka udowodniła, kto jest górą. A Moonstone weźmie to sobie do serca i zacznie pracować nad sobą...
Yeah, right.
W sumie fajna historia, ale końcówka jakaś taka ni w pięć, ni w dziewięć.

Sc0agar4k: I kto by pomyślał, że tak to się zakończy? Carol powróciła na dobre. Karla ma teraz wiele do przemyślenia. Mam nadzieję, że pójdzie po rozum do głowy. Bardzo dobre zakończenie wojny i jak to zawsze w przypadku Takedy, świetne rysunki.

New Avengers #58
Hotaru: Immonen zasługuje na lepszego kolorystę, niż Dave McCaig. Na łamach Ultimate Spider-Man rysunki Immonena były wyprane w Perwolu, a tu w zwykłym proszku epoki PRLu. Marnotrawstwo. Ale trzeba przyznać, że fabuła Bendisa nie zachwyca i brak w tym numerze emocji. Nawet wybuch Jessicki wydał mi się mało autentyczny. Chciało by się, żeby Osborn wykorzystał sytuację, kiedy ma Cage'a otworzonego, i zaszył w nim jakiś złowieszczy gadżet, który potem, po wyłączeniu inhibitora mocy, byłby praktycznie niemożliwy do wyjęcia. Ale się nie łudzę.

S_O: Mściciele (różni) potłukli się w kanałach, Night Nurse zabadassowała (tylko czemu jest ruda?), Hood wrócił i... to wszystko, co zrobił, a Cage poszedł pod nóż. O, i pani Jones odwiedziła córkę z wnuczką (w tajnej - TAJNEJ - kryjówce Captaina). I to wszystko jakoś tak bez uczucia. Czy to może ja jestem zobojętniały?

Krzycer: Immonen rysował ładniej w USM. Co się stało? A tak się cieszyłem na jego przybycie do tego tytułu... Ale dostaje punkty za panel z DA obserwującymi operację Cage'a - mocna scena, dobrze wyszła.
Krótka bitka w kanałach zdecydowanie na plus. Poza tym numer głównie zamiata po poprzednim, ale i tak czekam z niecierpliwością na kolejne.
Szkoda tylko, że Parker odesłał Johna na Hawaje czy gdzieś tam, żeby wyjaśnić, dlaczego przestał się pojawiać, a Bendis zamiast przyjąć to całkiem rozsądne rozwiązanie bez słowa wyjaśnienia sprowadził go z powrotem...


New Mutants vol. 3 #6
avalonpulse0116e%281%29.jpgHotaru: Cieszę się z powrotu Diogenesa Nevesa. Może i jego rysunki nie są w komiksowej ekstraklasie, ale jakoś do mnie trafiają. Nawet te nieudane kadry nie irytują, ale budzą we mnie życzliwy uśmiech zachęty, by dalej doskonalił swe zdolności. Za to wobec Wellsa nie mogę przyjąć patronizującej postawy. Motyw z tłumaczeniem przez Douga wypowiedzi jest moim zdaniem genialny i świetnie współgra z całą opowieścią. Wprawdzie sposób, w jaki Doug poradził sobie z byłymi kolegami jest na maksa naciągany (co z tego, że potrafił odczytać ich zamiary - jakim cudem zdołał tak wprawnie na nie zareagować?), ale to tylko lekki zgrzyt. Nie wątpię też, że Warlock odegra jeszcze znaczącą rolę. Na razie "Necrosha" klasuje się u mnie powyżej średniej.
S_O: Nie, Zeb, nie! Nie możesz pisać Douga jako kopiącego tyłki badassera! To jest komiksowa równoznaczność dzielenia przez zero! To tak, jakbyś sprowadził z powrotem do żywych Buck... Ill... Colo... Doug... DAMNIT!
Ale poważnie. Pomysł, żeby Cypher był w stanie odczytywać także język ciała i inne "języki", jak sarkazm czy uczucia, a nawet światło, jest świetny (a skoro umie "odczytywać" światło, to czy umie go także używać, by tworzyć iluzje? Mam nadzieję, że nie, to by naprawdę była przesada). Podobał mi się także pomysł, jak go pokonać, a będzie podobał mi się jeszcze bardziej, jeśli okaże się, że "zzombiewacenie" już kiedyś się pojawiło jako skutek uboczny użycia mocy Karmy. Ta część Necroshy nie zawodzi.

Nova vol. 4 #30
S_O: Ten numer DnA był z kolei bardzo dobry. Ultra-dobry, możnaby rzec. Chociaż kłóci się trochę z dopiero co ustalonym faktem, że to Plokta jest panem Mindless Ones. No cóż, znajdą się chętni na No-Price, którzy to logicznie wytłumaczą.
Obie wprowadzone w tej historii postacie mi się spodobały - głównie dzięki temu numerowi, zwłaszcza, jeśli chodzi o Starstalkera (czy tylko ja zaczynam w nim widzieć kosmicznego Gambita?). Tylko teraz z każdym numerem będę się bał, że Philo zostały tylko dwa dni do emerytury...

Krzycer: Pomysł na rozwiązanie problemu Mindless Ones - genialny w swojej prostocie. Poza tym szybko polubiłem Philo.
Zgaduję, że to, czego dowiadujemy się o Starstalkerze, to jakiś retcon? Jeśli tak, to wyjątkowo udany - wziąć na pierwszy rzut oka idiotyczną postać i zrobić z niej coś ciekawego...
(Mam nadzieję, że dobrze kojarzę, że Monark Starstalker nie jest nową postacią?)


Punisher vol. 2 #10
S_O: Whoa. Rick zaszalał. Pytanie tylko, czy nie kazał Frankowi przekroczyć moralnej granicy, i czy fani nie odwrócą się od "Czaszkoszuli".
Ale jak to mawiał Rorschach, "Never compromise". No i Frank skończył tak samo, jak on.
A propos. Nie dość, że wyszły w tym tygodniu dwa numery Listy, to jeszcze jeden z nich był bezpośrednią kontynuacją tego komiksu, też z tego samego tygodnia. Ktokolwiek układa plan wydawniczy Marvela, powinien stanąć przed Pun... nie, zaraz, Foolkillerem.

Krzycer: Mocna reakcja Punishera. Przy czym mamy tu sugestię, że on ma gdzieś swoją rodzinę, której los jest dla niego wygodną wymówką do ciągłej walki, od której zdołał się uzależnić...
Przynajmniej ja tak to odbieram.
A, no i Hood ma tu parę dobrych tekstów. Dobre zakończenie nienajlepszej historii, tak czy inaczej.


Secret Warriors #9

Hotaru: To powinien zilustrować Caselli. Wiem, że narzekałem, że jego styl nie bardzo pasuje do klimatu, w który celuje Hickman, ale nawet pomimo tego zastrzeżenia jest w tym tytule bardziej na miejscu niż Vitti, którego kreska za bardzo przypomina mi styl Khoi Phama. Fabularnie jest spoko. Nawet spodobały mi się dowcipy z początku numeru. Samo zakończenie trochę psuje efekt - spodziewałem się wysokiej nuty, a zostałem bęcnięty dźwiękiem z przeciwległego krańca skali. Ale się czepiam.

S_O: Nie wiem, może po prostu czuję irracjonalny pociąg do historii z odliczaniem w tle, ale podobało mi się. W końcu dowiadujemy się też co nieco o mocach Edena, co też jest miłe. No i zapowiedź ostatecznej konfrontacji Phobosa z ojcem (która, mam nadzieję, nie będzie stała w sprzeczności z miniserią Aresa). Jak dla mnie dobrze jest.
Nie mogę jednak nie zauważyć, część z Furym dzieje się PRZED wydarzeniami przedstawionymi w Liście sprzed... ilu? Dwóch, trzech tygodni? Znowu więc - God damn it, edytorzy!


Son of Hulk #16
S_O: Odgrzewania kotleta ciąg dalszy. Spleśniałego, pokrytego muszymi kupkami, poobgryzanego przez myszy kotleta. Całe szczęście, że Jenkins postanowił zamknąć teatrzyk. W ciekawy sposób - wybijając połowę bohaterów. I to w imię... czego? Niekochanego dzieciaka, który stwierdził, że chaos jest cool i po zdobyciu odpowiednio wielkiej mocy zdecydował się zniszczyć pierwsze miejsce, na które trafi? Nie wiem, może to tylko dlatego, że wychowałem się na blokowisku, w którym co i rusz trzeba było naprawiać śmietniki, wymieniać wybite okna i co tam jeszcze, ale zwyczajnie mnie to nie bierze. I nikogo innego najwyraźniej też nie, skoro zamykają serię.

Krzycer: Jeden wielki Sajgon plus Galactus i kosmiczni Sowieci. Oraz Hiro-Kala obwołujący się nowym heroldem pana G. Niby ciekawi mnie, do czego to wszystko prowadzi, ale czyta się to strasznie.


Spider-Man: The Clone Saga
#2

S_O: Hm... DeFalco zdecydowanie nie cierpi na Claremoncizm. Akcja posuwa się szybko i zwinnie, monologi nie preszkadzają, zwroty akcji naprawdę interesują. Dwie uwagi jednak - Kaine pojawia się jakby znikąd i gdybym nie miał zielonego pojęcia o Clone Sadze (to jest, gdybym wiedział jeszcze mniej, niż teraz), byłbym mocno zdziwiony, że gość, który pojawił się na dwóch czy trzech panelach w poprzednim numerze nagle stał się arcywrogiem Bena. No i wątek choroby MJ - czy naprawdę mam uwierzyć, że tylko jedna choroba w Ameryce ma pośród symptomów "mdlenie"?
Krzycer:
...oj. Ale ktoś znający oryginalną historię musiałby mi wyjaśnić po pierwsze, czym one się różnią, a po drugie - czy to naprawdę jest lepsze od "oryginalnej" wersji?

Ultimate Comics Armor Wars
#2

avalonpulse0116f.jpgHotaru: Scenariusz Ellisa jakby trochę zwolnił. Tony zachowuje się jak playboy, którym zresztą jest, ale trochę nie pasuje mi, że tak szybko dopuścił tak blisko do siebie Justine. Wiem - jest piękna, ruda i chętna, ale podobno mózg ultimate Tony'ego znajduje się w całym jego ciele. Włączając w to jaja. Ale cóż... Podoba mi się, że rysunki Kurtha są tak spójne ze stylem wyznaczonym przez Hitcha. Całość wygląda estetycznie i nowocześnie. Fabuła powoli brnie do przodu, ale jeszcze za wcześnie, by wydawać sądy. Z tym poczekam do kolejnego numeru.
Demogorgon: Ten fajniejszy z braci Starków kradnie serce czytelnika za każdym razem, gdy otworzy usta. Komiks ma wszystko to, za co kocham Ellisa - świetne dialogi, sensowna fabuła oraz widoki, które poddają zdrowie psychiczne czytelnika w wątpliwość. Świetna rzecz.
Spartan: Ellis w najlepszym wydaniu. Podobnie jak nakreślony przez niego Tony. Właśnie takiego pokochałem w Ultimates i takiego dostaję od Warrena. Wielkie dzięki. A co do rysunków, choć obawiałem się Kurtha, to już drugi numer pokazuje mi, że niepotrzebnie. Kreska jest ładna i pasuje do komiksu.

Ultimate Comics Avengers
#3

Hotaru: Wielkie brawa dla Carlosa Pacheco i Justina Ponsora za przepiękne rysunki. Ultimates nie wyglądali tak ostro nawet za kadencji Bryana Hitcha i mam wielką nadzieję, że panom uda się zachować ten wysoki poziom prac. Co do scenariusza, to jest bardzo... millarowaty. Duch Ultimates i Ultimates 2 jest tak wszechobecny, że aż podejrzewam nawiedzenie. To niekoniecznie krytyka, bo przecież te historie były fenomenalne, ale nie jestem jeszcze pewien, czy uczucie nostalgii jest pożądane przy tytule, który ma być postrzegany za supernowoczesny. Póki co, bawię się przednio.
avalonpulse0116g%281%29.jpgDemogorgon: Ten bardziej wkurzający z braci Starków kradnie numer poprzez bycie dupkiem i wyhodowanie sobie podrób superbohaterów. Podoba mi się Millarowy klimat w tym komiksie i szybki rozwój akcji. Ciekawią mnie nowe postacie i to, jak się to wszystko potoczy. Dobry komiks.
Bertoluccio: Mam tylko jeden zarzut w stosunku do tego komiksu. To już trzeci numer, a nadal mam wrażenie, jakby dopiero miał się rozkręcić. Za to cała ekipa jest jak najbardziej interesująca. Brat Starka jest takim snobem, że już mam ochotę zobaczyć, jak Tony uciera mu nosa. War Machine zdecydowanie zasługuje na to miano. Nie mogę się doczekać, kiedy Nerd Hulk zacznie recytować Szekspira podczas walki. Ale i tak najciekawszą postacią był "Spider-Man". Samym gadaniem może kogoś namówić do samobójstwa? Jestem bardzo ciekaw, kogo Millar ukrył pod tą maską. Ogólna ocena 8/10.
Krzycer: Insect Queen jako nowa Wasp - ok. Nerd Hulk - wtf? Gregory Stark - Millar olewa wszystko, co pisał OSC w Ultimate Iron Manie, a samego bohatera jak na razie nie lubię (chociaż może właśnie takie reakcje miał wzbudzać...). Podobnie jeśli chodzi o Rhodesa.
Ogólnie - warto dla Pacheco, który bardzo dobrze sobie radzi (w zasadzie to już teraz wolę go od Hitcha... chociaż to może być pochopny osąd), ale Millar powinien się bardziej starać.
PS Czy tylko mi Gregory Stark wygląda jak Daniel Craig z bródką?

Krusty: Ach wspomnienia, wspomnienia. W jednej chwili człowiek zapomina o Ultimatum i vol. 3 Ultimates i znowu wraca stary dobry Tony i już za to mógłby być to numer tygodnia. Dodajmy do tego jeszcze pojawienie się mini Modoka, wszelkie aluzje do Frankensteina i kilka innych smaczków i rzeczywiście jest to numer tygodnia.

Wolverine: Weapon X #6
Sc0agar4k: Ten numer mnie absolutnie zaskoczył. I jest to bardzo pozytywne zaskoczenie. Co za odmiana po poprzedniej historii. Świetne rysunki i Logan nie wiedzący, jak się znalazł w tym miejscu i dlaczego. I numer z pigułkami świetny. Byle tak dalej.
Krzycer:
Dobre! Za samą scenę z balem maskowym należy się szkolna piątka. Logan wpadający na więźnia, który poprzedniego dnia proponował mu wspólną ucieczkę - ta scena kojarzy mi się z "Planetą małp". Do tego obłędnie wyszło łykanie lekarstw.
Fajna rzecz, z fajnym klimatem, wspomaganym przez detale (zabandażowane ręce osoby wydającej lekarstwa, grzyb i pleść na ścianach zakładu...).
Obawiam się tylko tych wszystkich wzmianek o mózgach - boję się, że reszta historii zdegeneruje do jakiegoś slashera i zatraci klimat. Mam nadzieję, że się mylę. Ale w sumie Aaron dotąd nie tworzył szczególnie subtelnych scenariuszy, więc...


X-Necrosha
Hotaru: Muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba. "Necrosha" zapowiada się na naprawdę epicką historię. Najbardziej intryguje mnie nie tyle główny wątek, co ten przeznaczony dla Legacy, czyli Destiny, Blindfold i Rogue. Clayton Crain też pozytywnie mnie zaskoczył, wracając do poziomu z pierwszych numerów X-Force. Mam nadzieję, że dzięki forom, jakie dostał dzięki Choiowi i Oback, zdoła się nie opuścić przez cały event. Bardzo dobry początek bardzo dobrze zapowiadającego się eventu.

Demogorgon: No dobra, niech mi ktoś z łaski swojej wyjaśni, co się do jasnej anielki stało z rysunkami Craina? Widzę ten sam problem, jaki widziałem w ostatnim numerze Witchblade - tam też rysunki Sejica wyglądały, jakby ktoś mu wyrwał plansze z rąk w środku pracy i nie pozwolił dokończyć. A scenariusz? Szczerze mówiąc, gdyby nie Selene i parę wątków pobocznych (Rahne, Blindfold, Doug, X-23), to bym zasnął nad lekturą. Chyba nie przejadły mi się żywe trupy, bo Blackest Night wciąż mnie kręci, ale te tutaj wywołały tylko ziewnięcie. mam nadzieję, że to tylko powolne rozkręcenie fabuły i dalej będzie lepiej.

S_O: Dzieje się dużo i szybko. I dobrze, chociaż nie dla X-Men. Dla nas. A że za sterami całego eventu stoją ludzie, których dażę pełnym zaufaniem, z nadzieją patrzę w przyszłość - będzie to chyba pierwszy dobry X-event od czasu Messiah Complex (tak, nadal uważam, że był niezły, zwłaszcza pierwszy akt). Mam tylko jeden problem, jeśli chodzi o "główną" część one-shota - Shawa i Pierce'a nawiedzają syn jednego z nich i wspólnik obu z czasów Hellfire Clubu, Emmę - jej zmarli uczniowie, a Warpatha, którego brat był jednym z pierwszych ożywieńców... Berserker i Pyro. Yeahbuhwhat?
O wprowadzeniu do historii w New Mutants nie jestem w stanie powiedzieć niczego, o czym już bym nie wspomniał w komentarzu do ich własnego komiksu (może poza szpilą w stronę edytorów), za to ten do X-Men: Legacy... najpierw przepyszny fanservice z Blindfold (i darmowy opad szczęki), a na koniec twist, który pozostawia nas w oczekiwaniu na więcej. Damn you, Carey!

Krzycer: ...jak na crossover te wszystkie wątki jakoś mało się zazębiają. Do tego na końcu tego numeru dowiadujemy się, że Necrosha kontynuowana będzie w najbliższym numerze X-Force, chociaż podobno to New Mutants z tego tygodnia są drugą częścią crossa. Mniejsza z tym. Mam nadzieję, że dalej będzie lepiej pod tym względem.
Już tutaj jest mimo wszystko bardzo ciekawie. Fajnie, że Selene - oprócz realizowania master planu - znajduje czas na osobiste porachunki i nasyła swoje zombie na Emmę i Wewnętrzny Krąg. Co jak co, ale nie spodziewałem się, że zobaczymy Shinobiego Shawa...
Historia Wellsa - podoba mi się jego podejście do Douga (przy czym nie czytałem starych New Mutants, więc nie znam tego bohatera w ogóle). Zombie są u niego wyjątkowo gadatliwe, ale nie wykracza to poza założenia, które przedstawiono wcześniej, więc nie ma się do czego przyczepić.
Mike Carey jest - obok Kyle'a i Yosta - najlepszym, co przytrafiło się okołoiksmenowym tytułom w ciągu ostatnich paru lat, dlatego strasznie się ucieszyłem, jak przeczytałem w zapowiedziach, którzy mutanci trafią pod jego opiekę na czas Necroshy (Rogue, Colossus, Nightcrawler, Husk, Magneto i Blindfold) - raz, że Carey świetnie pisał Magneto i może zatrze tragiczne wrażenie, jakie wywołał ostatnio Fraction, dwa, że Nightcrawler po Kompleksie był w sumie przez cały czas w cieniu, trzy - bo Blindfold. Już wcześniej udowodnił, że pisze ją jak Whedon przykazał (...w odróżnieniu od Guggiego, żeby daleko nie szukać), ale w sumie nie miał pola, żeby ją dobrze wykorzystać. Tym bardziej czekam na to, co zaplanował.
Zaczęło się nieźle.


X-Factor vol. 3 #50
avalonpulse0116h%281%29.jpgHotaru: To mógł być taki piękny numer. Świetnie poprowadzona akcja, żywe dialogi, porządne rysunki, logiczne powiązanie różnych wątków... tylko te wyjaśnienie zdolności Layli mi nie leży. Nie tylko nie leży, a wręcz uwiera. A to źle o mnie świadczy, bo do tej pory uwielbiałem tę postać, a przecież wyjaśnienie zostało nam rzucone w twarz prawie na samym początku. Muszę mieć na uwadze, że to Peter David, i ufam, że z czasem geniusz tego wątku do mnie dotrze i znów będę mógł wynosić go pod niebiosa. Tymczasem, bardzo dobry 50. numer. Ale nie świetny.
Demogorgon: Oto numer jubileuszowy i finał historii z prawdziwego zdarzenia. Świetny, zabawny, odpowiadający na wiele pytań, stawiający kilka nowych, zamykający pewien rozdział w historii drużyny, pełen zawrotnej akcji - innymi słowy, kunszt pisarski Davida w pełni. Tylko czemu w takim razie bardziej podobała mi się zapowiedź następnego numeru?

Bertoluccio: No to mnie PAD załatwił. Siedzę sobie i myślę, co ja właściwie sądzę o tym numerze i jakoś nie mogę dojść do jednoznacznej oceny. Niby jest finał, niby są odkrywcze rewelacje o postaciach, jest nawet duży robot, ale całość mnie nie powaliła na kolana. Rozkładając ten numer na czynniki pierwsze:
- Historia Falcone niczym się nie wyróżniała, ale jej zakończenie miało ciekawy, choć trochę ograny twist.
- Starcie Madroxa z jego klonem było interesujące i zaskakujące.
- Doom jak to Doom, dalej rządził.
- Motyw z Ruby, Fitzem i Laylą miał swoje plusy i minusy, chociaż tekst Ruby, którym zaskoczyła Laylę, mnie powalił. Dobrze zostało wyjaśnione, czemu później Fitz stał się zły.
- Wyjaśnienie tajemnicy Layli, ekhmm, no nie wiem, chyba właśnie z tym mam największy problem. PAD wziął "ważną" postać z HoM i zrobił z niej naprawdę ciekawą personę. Tajemnicza i wysoce inteligenta dziewczynka ze specyficznym poczuciem humoru zwładnęła sercami czytelników. Następnie PAD stwierdził, że można ją wydorośleć i tu zaczęły się schody, bo dorosła Layla nie była już tak interesująca i unikalna, ale dalej miała swoje tajemnice. No i teraz te tajemnice poszły do kosza.
Podsumowując - jeżeli przy najbliższym pojawieniu się Layli PAD czegoś nie wymyśli, to można powiedzieć, że w czasie jednej serii wykreował bardzo interesującą postać z ogromnym potencjałem, po czym go w znacznym stopniu roztrwonił. No, ale to tylko moje zdanie.
Za to druga część komiksu, zapowiadająca następną historię, była tym, za co od początku pokochałem nowe X-Factor. Mamy nietypową sprawę, świetne dialogi (gdzie PAD spełnił swoją obietnicę), a nawet nową "creepy girl" ;). To daje mi nadzieję, że po zdecydowanie za długim motywie z przyszłością, seria wróci na odpowiednie tory. A za ten numer będzie 8.5/10, bo mimo wszystko finał nie zawodził, jak to często bywa przy tak długich historiach.

Pariah: Wow! To się nazywa jubileusz. Genialny numer. PAD genialnie splata ze sobą wszytskie wątki z przyszłości i przeszłości w całość, jakiej nigdy się nie spodziewałem. Rewelacje z końca historii były genialne, błyskotliwe, choć nie wiem, czy nie wolałem poprzedniej, niedopowiedzianej wersji historii naszej ulubionej postaci. Nie da się jednak zaprzeczyć, że to znacznie prostsze i mniej przekombinowane rozwiązanie musi się podobać. 9,9/10 :) I zdecydowany numer tygodnia, a w tym tygodniu to niemałe wyróżnienie.
Krzycer: Zacznijmy od rzeczy oczywistych: O żeż... A niech mnie... O ja... A przecież niemal na samym początku widzieliśmy, jak przywraca do życia motyla. Tylko kto wtedy zwrócił na to uwagę? Ale tak naprawdę zwrócił uwagę, a nie pomyślał tylko "o, ładna scena" i kompletnie ją potem olał?
Dalej - twist dla Falcone'a - okrutny. Cortex - znowu nie wiemy, co się z nim stało... czyżby miał wrócić? Nie wiadomo, co z Trypem. Nie wiadomo, czemu Doom zostawił Madroksowi i Layli drogę powrotną.
A co do samej Layli, to
nadal nie wiemy wszystkiego. Ot, na przykład: czemu w Kompleksie mówiła polującym na mutantów ludziom, że odczyt wskazujący, że jest mutantką "comes and goes"? I co właściwie przywracanie do życia ma wspólnego z odblokowywaniem pamięci w HoM? Naprawdę wątpię, by PAD prędzej czy później się do tego nie odniósł.
A ogólnie - bardzo dobry numer. I jako pojedyncza odsłona - tu króluje starcie Madroksa z Corteksem ("The real Madrox wouldn't be so stupid [...]" "I wish") - i jako domknięcie większości wątków ciągnących się od początku serii.
Tytuł numeru tygodnia - chociaż raczej ze względu na zasługi (czy. długo wyczekiwany finał) niż "wybitność własną".
A co do zapowiedzi następnej historii - jest świetnie. Jest znakomicie. Dowcip z filmem czytelny chyba tylko dla ludzi, którzy śledzili, jak PAD robił sobie jaja z Roba. Śledziłem tę "dyskusję" i mnie ta strona powaliła na podłogę.
Valeria rządzi. Mam nadzieję, że M i Siryn pojawią się jak najszybciej.
I jeśli coś mi nie leży, to są to te kostiumy... W zamyśle miały chyba jako-tako imitować zwykłe ubrania, ale ostateczny rezultat jest za bardzo sci-fi, a za mało superhero.
A w ogóle X-Factor jako agencja detektywistyczna powinien się trzymać cywilnych ubrań...

Krusty: W sumie to miałem nadzieję, że będzie trochę więcej wyjaśnione, ale jak zwykle trochę odpowiedzi, o wiele więcej pytań... co w sumie jest dobre, ale kiedyś będzie trzeba to zamknąć w logiczną całość i boję się, że może się to nie udać autorowi. No i jeśli można mieć jakieś życzenie, to niech kobitki i Longshot szybko wrócą, bo zżera mnie ciekawość, jak PAD wyjaśni pewne sprawy.

X-Force vol. 3 #20
Hotaru: Podobało mi się. I co z tego, że Kyle i Yost zastosowali ograne motywy - grunt, że podziałało. Wolę absorbujący, trochę odtwórczy scenariusz niż oryginalnego gniota. Będę tęsknił za Choiem i Oback - szkoda, że to Clayton Crain będzie ilustrował większość "Necroshy" w X-Force. Wątpię, żeby udało mu się dorównać swym współ-artystom. O ile jednak nie wierzę w wysoki poziom rysunków, tak ufam, że Kyle i Yost nie zawiodą na froncie fabuły. Już zacieram ręce.

Demogorgon: Konkluzja taka sobie. Mam wrażenie, że ta historia nie była niczym więcej niż tylko zapychaczem między Messiah War a Necroshą. Zrobiła na mnie jednak wrażenie Kimura wygrażająca X-23, może być z tego niezły wątek w przyszłości, jeśli tylko Fraction się będzie trzymał z daleka. Ogólnie historia nie wnosi za wiele, robiąc raczej za epilog do Messiah War, ale nie jest zła. Rysunki są śliczne.
S_O: No proszę. Wszystko się dobrze skończyło (jeśli nie liczyć faktu, że Laura jest jakieś pięć do dziesięciu kilo lżejsza). Swoją drogą, spotkałem się z ciekawym stwierdzeniem, że Kimura jest dla X-23 tym, co Sabretooth dla Logana. No i Rahne też wróciła (a raczej została zwrócona), więc nasz Snikt-team znowu w komplecie.
Jedynymi, którzy nawalili, byli edytorzy. Prolog do Necroshy i dwie pierwsze jej części w tym samym tygodniu? Chyba w końcu tam pójdę i tak długo będę ich kopał w tyłki, aż się nauczą swojego fachu.


X-Men Forever vol. 2 #10
Hotaru: Kolejny nudny jak flaki z olejem numer. Do tego przedstawiony z perspektywy równie nudnego w interpretacji Claremonta Cyclopsa. Do nużącej fabuły dołączają kameleonowate rysunki Paula Smitha, które czasami imitują styl Romity Jra, innym razem Byrne'a, a jeszcze innym... rozumiecie, co mam na myśli. Zastanawiam się, po co ja to jeszcze czytam.

Pariah: Cały numer to jeden wielki pogrzeb Wolvstera, zero jakiejkolwiek akcji. Praktycznie nic nowego się nie dzieje. Człowiek zastanawia się, po co nam taki numer? Narratorem jest tutaj Cyke. To, jak prowadzi go Claremont, jest wybitnym dowodem na to, dlaczego wiele osób nie lubi tej postaci. Jego narracja jest płaska jak cały ten komiks. Nie wykazuje ani odrobiny emocji w związku ze sprawą Jean i Logana. Rozumiem, że mowa pożegnalna na pogrzebie musi być "pochwalna", ale nie rozumiem, czemu w myślach Cyclops zachowuje się, jakby był Wolviemu coś winien i wspomina, jakim to był dobrym kumplem. Biorąc pod uwagę ich historię jest to strasznie nienaturalne. Na koniec mamy kilka kadrów z cyklu WTF? Scott leci do rodziny na Alaskę... gdzie witają go Corsair i mały Nate!? Co jest grane? To jakiś elseworld? Wyobraźnie? Sen? Generalnie ten komiks jest dziwny, nudny i smętny. Rysunki są równie nieciekawe (a okulary Scotta są z numeru na numer coraz większe :P). 4/10



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0116a.jpgWolverine: Weapon X #6

Autor:
Adam Kubert

Hotaru: W ostatnim tygodniu października Marvel wypuścił zaskakująco dużo komiksów, które zdobiło zaskakująco mało dobrych okładek. Jedną z nich jest ta autorstwa Adama Kuberta do Wolverine: Weapon X #6. Podoba mi się przede wszystkim sposób, w jaki artysta wplótł w swój rysunek trade-dress (czyli nazwę serii i logo wydawcy). Lubię takie złamanie rutyny i głównie z tego powodu wyróżniam ten cover.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.10.28


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik i Hotaru
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.