Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #115 (26.10.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 26 października 2009 Numer: 43/2009 (115)


Okrągły, dziesiąty już numer Dark Avengers Briana Bendisa i Mike'a Deodato wzbudził najwięcej komentarzy. Nie był to jednak jedyny komiks, który w zeszłym tygodniu wywołał skrajne emocje.



Amazing Spider-Man #609
Demogorgon: Whatever. Historia jest głupia, prostacka, przewidywalna i ani trochę nie śmieszna. Mam szczerą nadzieję, że Guggi poważnie zamierza odejść po następnym numerze. I niech nie wraca.
S_O: Czy mi się wydaje, czy wytłumaczenie, czemu właściwie Kaine walczy ze Spiderem, jest kompletnie pozbawione sensu nawet, jeśli weźmie się pod uwagę, że dotychczas jego logika była dokładnie odwrotna? Zrozumiałbym, gdyby historyjka w WoSM sugerowała jakąś zmianę podejścia Kaine'a do Petera, ale nic takiego się nie stało.
Całość, jak zwykle, wypełniona guggenhaizmami (tak zacznę nazywać wszystkie marne dowcipy, do których dołączony jest tekst podkreślający, że to dowcip i tłumaczący puentę, żeby każdy, nawet najgłupszy trzylatek, był w stanie je zrozumieć) i do cna zgranymi chwytami typu "myślałeś, że coś się jej stało, a ona tylko cię nie słyszała". No i cliffhanger, wpisany chyba tylko dlatego, żeby czytelnicy mogli robić zakłady co do tego, kto wejdzie przez drzwi na początku następnego numeru.
Krzycer: Historia nie jest tragiczna. Raptor owszem. Spodobała mi się rozmowa Parkera z Michelle... i to właściwie tyle.
A, momentem, przy którym wyjątkowo się skrzywiłem, był dowcip o taksówce, do którego Guggi najpierw budował setup przez jakieś trzy kadry, a na puentę poświęcono całą stronę. Naprawdę?
PS: Przypis od Guggiego, w którym mówi, że po następnym numerze opuści tytuł, dodał mi skrzydeł.

Dark Avengers #10
da10_1.jpgDemogorgon: Ok, zaczęło się robić dziwnie. Karla ma jakąś własną agendę, albo Barton-fetish, który przeraża nawet Aresa. Sentry znowu ginie (czy Bendis się z kimś założył, że zdoła go uśmiercić co numer?) i szczerze mówiąc, mam dosyć tego, jak jest prowadzony - każde większe zagrożenie pokazuje, jakie jest mocne przez zabicie Boba. Mam nadzieję, że to ma czemuś służyć. Poza tym, co Osbornowi zrobił Man-Thing? Co on komukolwiek zrobił? Nawet Venom tego nie rozumie (a swoją drogą - pomysł na Venoma w tej historii mnie znokautował, kompletnie). Ale ostatnia strona przebija wszytko. Dam 8/10, bo było dobre.
Hotaru: Deodato pokazał, że potrafi. Jego ostatnie numery były w porządku, ale wiele kadrów wydawało się jedynie naszkicowanych. Tym razem nie widać, żeby artysta szedł na łatwiznę, a niektóre sceny - szczególnie flirtu - wyszły mu wprost fenomenalnie. Co do fabuły to... jest ok. (Chyba nikt nie myślał, że zacznę piać nad geniuszem Bendisa?) Początek klimatyczny, potem już trochę gorzej. No i cliffhanger, którym się tak wszyscy zachwycają... cóż, zupełnie do mnie nie trafił. Może to dlatego, że nigdy nie byłem blisko z magiczną stroną marvelowego imperium, dlatego ludki z ostatniej strony mówią mi mało albo nic. I tak na boku - jestem za tym, żeby Sentry był zabijany w każdym numerze. Będzie dobry hołd dla South Park.
S_O: First off, panna Hand nie znająca słowa "eyewitness"? Serio? Gdyby to jeszcze był jakiś wstęp do "Wacky Bendis Banter", to bym zrozumiał, ale nic takiego się nie stało. Weird.
Reszta numeru jest na szczęście lepsza. Zbabiały Venom (najwyraźniej podczas Utopii stanął zbyt blisko Cyclopsa i Summers zasymilował jego jądra), napięcie między Karlą a Bullhawkiem, no i moment numeru, czyli Osborn przed "The League Of Ultimate Evil And Enchantress, 'Cause We Needed a Token Hot Chick And All".
Rzuciłbym też dowcipem wiążącym kolejną śmierć Sentry'ego z South Parkiem, ale jestem ponad to. I kilka osób już mnie uprzedziło.
Pariah: Bendis powoli zaczyna mnie irytować. Zero wyjaśnień co do Marvel Boya. Zero wyjaśnień co do ostatniego panelu z poprzedniego numeru, a przecież nie mogli go zignorować..., a jednak :?. Poza tym Karla+Bullseye? Realy!? Tak nagle przestała nim gardzić? Gimme a break. Do tego, o dziwo, Venom kozaczy w każdy innym tytule (np. Sinister Spider-Man), a tu nagle zachowuje sie jak baba z powodu leków. Gdzie są edytorzy? (zauważacie tu trend? ;)). Czemu każdy autor pisze co chce o tych samych postaciach i całkiem leje na continuity!? Jedyny plus to ostatni panel, który wygląda intrygująco. Daję chyba i tak zawyżone 5,5/10
Krusty: Na pierwszy rzut oka też tak sobie, ale oznaki łamania się Osborna plus teksty Karli i jej pupa oraz końcowa plansza i widok latającej fortecy Osborna podnoszą ocenę wyżej.
da10_2.jpgKrzycer: Na okładce powinno się znaleźć ostrzeżenie "weird shit inside". Ale abstrahując od tego, co dzieje się w Dinozaurze w Kolorado, ten numer jest jednym z najlepszych - najlepszych - jakie Bendis napisał... nie wiem, na jaki przedział czasu się zdecydować. W ogóle? To może być przesada. Ale od dłuższego czasu.
Venom, którego leki wywołują skutki uboczne daje sporo zdrowego śmiechu. W międzyczasie Osborn zamknął się w sobie (w zbroi) co sprawia, że wszyscy się zastanawiają, co mu jest (swoją drogą Stark też miał taki etap, chyba u Knaufów). Ares na jednej stronie rozprawia się z Man-Thingiem (który jest strażnikiem nexusa rzeczywistości i w sieci przeczytałem czyjąś słuszną wypowiedź, że może to mieć spory związek z końcówką numeru). Ale najlepsze w numerze są dwie sceny z Karlą i Bullseyem. Zwłaszcza pierwsza. Rzadko kiedy widzi się tyle feromonów, seksapilu, pożądania i fascynacji między dwoma postaciami w filmie. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem czegoś takiego w komiksie.
Sceny takie jak ta - i jedna ze scen, jakie napisał dla Hooda i Madame Masque - udowadniają, że Bendis potrafi dużo więcej, niż tylko pisać zabawne dialogi.
Szkoda, że nie udowadnia tego częściej. Swoją drogą pojawiają się dwa pytania - czy ta scena by się tak udała, gdyby rysował ją ktoś inny... i czy przypadkiem całą sytuacja nie jest po prostu rezultatem jakiegoś hawkeye'owego fetyszu Karli ;)
Tak czy inaczej ode mnie nota 9,5/10, tytuł komiksu tygodnia, medal z kartofla i znaczek jakości.
Oh, and: oh my God! They killed Sentry! You bastards!
Sc0agar4k: Jubileuszowy dziesiąty numer i cóż też w nim dostajemy? Dawkę uwodzenia kipiącą erotyzmem, Osborna uciekającego w żelazny pancerz oraz zkobieciałego Venoma. Wszystko w scenerii jak z Parku Jurajskiego. Jest dobrze.
A, i dodatkowo mała wyliczanka. Osborn dostaje łupnia po raz pierwszy w tym tygodniu.
Black Bolt: Szukając sobie czegoś na temat tych postaci z ostatniej strony natrafiłem na dość ciekawą teoryjkę. Mianowicie, że to nie Spider-Man zawarł pakt z diabłem, tylko Osborn. To on dość szybko stał się od tamtego czasu narodowym bohaterem i "królem świata" i równie dobrze mógł sobie też zażyczyć, aby Pająk, jego największy wróg, cierpiał. A co zaboli najbardziej hiroła? Utrata dziewczyny i przekonanie, że to on zawarł pakt z diabłem. A w zamian Osborn odhacza kolejne nazwiska z listy, żeby ułatwić złym cokolwiek sobie tam planują i w końcu przyszedł czas rozliczeń. Jak dla mnie, trzyma się to nawet przysłowiowej kupy.

Dark Reign: The List - Hulk
S_O: Tradycyjnie zaznę od czepienia się drobnego, ale głupiego szczegółu - rakieta wybuchła Victorii Hand w twarz, a ta nawet nie dostała krwotoku z nosa? Come on!
Reszta jednak na solidnym poziomie. Numer nie tylko nie służył do zagrania Osbornowi na nosie (jak miło, kiedy coś się czasem udaje, nie?), a także zmienił doprowadził do zmiany sytuacji we "własnej" serii. Czyli wszystko cycuś glancuś.

Dark Wolverine #79
darwolv.jpgS_O: Jestem zaskoczony. Ktoś najwyraźniej podmienił kilka "idiot pills" na rutinoscorbin i niektórym postaciom udaje się logicznie myśleć.
Fabuła nadal jest nadzwyczaj grubymi nićmi szyta. Nie wiem, czy zostanie obitym przez bandę czwartoligowców było planem Dakena, czy po prostu zapomniało mu się o swoich godhaxowatych "farting powers", ale sam ten widok był wart cierpienia, jakim jest streszczanie tej serii. Oczywiście, są niedorzeczności typu Doolin (osoby, której moce polegają na "BUUULLEEEEETS!") skacząca z dachu kilkupiętrowej kamienicy na chodnik i nadal będąca trójwymiarowa czy znikające blizny na twarzy jednego z jej kompanów (to chyba taki trójwymiarowy patent jak na tych kartach, co kiedyś dodawali do czipsów), ale szczerze powiedziawszy, kto się tego nie spodziewał?
A skoro już o spodziewaniu mowa - czy ktoś się spodziewa, że zapowiedź transmisji walki Dakena na żywo w telewizji nie ugryzie Osborna w tyłek, i to potężnie?
Krzycer: Recytowanie poezji to już przesada. Ale pokazanie kompleksów Dakena na punkcie tatusia wypadło nieźle, jak i rozmowa Mosesa Magnuma i laski, której imienia nie pamiętam o tym, jak zorientowali się, że to nie Wolverine.
Sc0agar4k: Okazuje się, że bycie superbohaterem to nie jest taka łatwa i przyjemna praca. Daken dostaje łupnia. Jest ciekawie, dobrze się czyta, świetne rysunki.
Wyliczanki ciąg dalszy: Osborn zostaje wyrolowany, to już drugi raz w tym tygodniu.

Deadpool: Merc With A Mouth #4
S_O: Jak na razie podoba mi się ta seria. Nic genialnego, ale trzyma rozsądny poziom, nie skupia się tylko na "LOLSORANDUMXD" humorze i jest w gruncie rzeczy logiczna. Czego chcieć więcej? Nagich panienek? No, są. Może nie całkiem nagie, ale Bóg mi świadkiem, twórcy starają się, jak mogą.
Krzycer: Rozbieranie doktor Betty przybrało idiotyczne rozmiary w tym odcinku. Przynajmniej zachowała charakterek (nawet, jeśli równie stereotypowy). Po raz pierwszy - o ile dobrze pamiętam - rozbawiło mnie 'Pool-o-vision, w tym wypadku zombie dinozaur Barney. Do tego dwa odniesienia do Gwiezdnych Wojen, które zawsze mnie rozbrajają i mamy przyjemne czytadło. Obawiam się, że Deadpool nie powróci do dawnej chwały w przewidywalnej przyszłości, ale z dwóch ukazujących się tytułów ten jest sporo lepszy. Zaraz dołączy trzeci tytuł, ale mam co do niego złe przeczucia...

Dominic Fortune #3
S_O: Hurm. Wychodzi z tego typowa historia typu "Jak dobry, mądry i silny Żyd lał złych Nazioli (i ich biorące w tyłek kobiety)". Nie chcę zabrzmieć jak antysyjonista czy coś, ale Chaykin ciężko pracuje na łatkę "Hudlina Braci Starszych".
Narracja nie wygląda na dwa miesiące starszą od Claremonta, ale to jedyne, co można o niej całkiem pozytywnego powiedzieć. Kreska też jest typowa dla Howiego - dziesięć pozycji, które przyjmują postaci i tyleż samo twarzy, recyklingowane z uporem równym Landowemu.

Incredible Hulk #603
Dihulk_1.jpgemogorgon: Ha, dobre! Zabawne dialogi, rozmowy ojców i synów na niezłym poziomie - nawet Daken nieźle wypadł (a Bóg mi świadkiem, nie znoszę tego leszcza). Ale numer skradł Bruce ze spluwą przystawioną do głowy Logana, czy też raczej to, co powiedział. Przez chwilę aż dostałem ciarek. Tylko jedna sprawa - co z tymi rysunkami? Skąd się wziął drugi rysownik i po co w ogóle był tu potrzebny? Nie, żeby przeszkadzał, udało się im tak zgrać, że jest ok, ale jaki był tego powód?
S_O: Rozumiem, że Camuncoli musiał wspomóc Olivettiego, bo ten nie ma na kompie generatora fraktali i nie mógłby "narysować" tatuażu Dakena?
Dobry numer. Tatusiowie siedzą przy piwku, dzieciaki rozrabiają... A w końcu Banner ma szansę na pokazanie się z rzadko widzianej, badassowej strony. Good stuff.
Sc0agar4k: Pierwsze spotkanie rodzinne. Banner i Skaar naprzeciw Logana z Dakenem. Jest dużo walki, ale są też rozbrajające dialogi. Wszystko na najwyższym poziomie. Po prostu siąść, czytać i śmiać się.
Black Bolt: Hmm, a ja zawsze myślałem, że rany zadane tym ostrzem Muramasy, czy jakoś tak, to nigdy się nie goją, a tu powiedzieli, że jednak tak, tylko strasznie powoli? W sumie lepiej, bo uważałem to za głupotę, ale jednak mnie zaskoczyli. Teraz tylko czekać na powrót Creeda i Omegi i kogo tam jeszcze zabili tym mieczem.

Invincible Iron Man #19
S_O: Jestem zaskoczony. Spodziewałem się, że Potts okaże się żeńskim klonem Bruce'a Willisa i wszystkich (łącznie z Tonym) uratuje. Zamiast tego Norman dostaje szansę wbicia Starka w ziemię, jednak zostaje mu ona odebrana z powodu pojawiających się znikąd kamer telewizyjnych. Gee, ten pomysł jest równie oryginalny, co wtedy, gdy Fraction wykrzystał go przy zakończeniu Utopii, PÓŁTORA MIESIĄCA TEMU!
Mógłbym się czepić jeszcze wielu durnot, ale nie zrobię tego. Bo najważniejsze jest to, że WMW się skończył. Miejmy nadzieję, że Ułamek nie postanowi następnej historii rozciągnąć na dwa razy więcej numerów, niż jest tego warta.
Sc0agar4k: Koniec 12-częściowej historii. Stark skończył jako warzywo. Potts odegrała rolę heroiny. Najbardziej interesujące w tej historii są jej konsekwencje. Na które przyjdzie nam poczekać, ale myślę, że warto.
A, i wyliczanka. Osborn zostaje wyrolowany (trzecia taka sytuacja w tym tygodniu), tym razem medialnie i nici z jego zamierzeń. (po takim tygodniu zaszyłbym się na dłużej w swojej zbroi :D)

Mighty Avengers #30
ma30_1.jpgDemogorgon: Kadzenia Pymowi ciąg dalszy. Straszenia facetem, którego Black Bolt pokonał jako dziecko też, ale przynajmniej ma więcej sensu z tą całą mgłą i tak dalej. Jest parę zabawnych dialogów, zwłaszcza z Normanem, i oczywiście scena numeru, ETERNITY PUNCH. Zdecydowanie temu tytułowi na dobre wyszło ściągnięcie Gage'a, chociaż Slottowe dialogi wyszły lepiej. Tylko te rysunki. Niby jest lepiej, ale to wciąż nie to na co liczyłem dla tak epickiej historii.
Hotaru: Dammit. Ekran gloss może i wygląda ładnie i daje bardzo żywe kolory, ale wyczyścić coś takiego to nie robota dla mnie. A musiałem to zrobić, bo podczas lektury tego komiksu oplułem sobie laptopa. Ze śmiechu. Przez moment podziwiałem komediowy geniusz Slotta, kiedy wyskoczył z "Scientist Supreme", a potem... obróciłem stronę i okazało się, że on tak na poważnie. Emm... no tak. Brak słów.
S_O: Dobrze, Slott, zrozumieliśmy! Kochasz Pyma i chcesz urodzić jego dzieci. Kto by nie chciał, te romantyczne eksperymenty na bliskich i te namiętne sierpowe...
Przepraszam, trochę się rozmarzyłem. Huge Big Honking Assemble trochę mniejszy, niż się spodziewałem, nie ma Wolviego, nie ma Spidey'ego, nie ma Cage'a z Randem, są jakieś smętne resztki Avengers Resistance... Osborn z bandą pojawił się na bodajże jednej stronie, ale i tak zdążył wyprodukować kultowy tekst ("Bob, I want you to throw [zaimek] [rzeczownik] into the sun!". Serio, pół geekternetu się tym zabawia)... A Pym rozmawia sobie z jedną z najpotężniejszych istot we Wszechświecie (albo, według innych, z Wszechświatem samym w sobie). Not too shabby.
Krzycer: Avengers Assemble! Szkoda, że N-Gage pisał dialogi. Na litość, Hercules wrócił do staroangielskiego. Przynajmniej częściowo... ale to i tak źle. Cho wypadł kompletnie bezbarwnie. Rozbawiła mnie scena, w której rzeczywistość przywaliła Pymowi, ale zakładam, że to zasługa Slotta. Co on właściwie takiego robi, że nie ma czasu porządnie zająć się tym tytułem?

Punisher Noir #3
S_O: Bywalcy forum już wiedzą, co konkretnie w tym komiksie wywołało u mnie dziką furię. Dodam więc tylko, że szybkie i byle jakie załatwienie dwóch badassów nie podwyższy mojej oceny numeru. A "Tweest" pod koniec (w przeciwieństwie do "twistu" z poprzedniego numeru) jeszcze bardziej ją obniży.
Chyba najgorsza na razie miniseria z Noirem w tytule. A z ust kogoś, komu żadna z nich zbytnio nie podeszła, to mówi wiele.

Skrull Kill Krew vol. 2 #5
S_O: No proszę... Jak zwykle okazuje się, że Rząd O Wszystkim Wiedział. Niespodziewana ewolucja większości zespołu, choć trochę zbyt nagła, jest bardzo interesująca. I, jak to zauważył Ryder, nie będą musieli zmieniać nazwy.

Spider-Woman vol. 4 #2
S_O: Biedny detektyw Chong. Założę się, że zostały mu tylko dwa dni do emerytury.
Nie za wiele się w tym numerze wydarzyło, za to jak już się wydarzyło, to ostro. I złapało mnie z zaskoczenia, chociaż na okładce jak byk stoi gigantyczy spoiler. Ale w tym przecież tkwi cała sztuka, nie? Spoilerować tak, żeby dopiero po fakcie fani załapali.
Sc0agar4k: Widziałem tylko zapowiedzi wersji Motion, więc nie znałem całej historii. Jessica spada z deszczu pod rynnę. Jak nie Skrull, to... to nie będę zdradzał :). Ostatnie kilka stron - majstersztyk. Ten duet udowadnia, jak się powinno robić świetne komiksy.

Thunderbolts #137
S_O: Rysiek, proszę. Nie rób tego więcej.
Historyjka była do bólu sztampowna. Jeden z przyjaciół zostaje przeciągnięty na ciemną stronę mocy, na rozkaz Tego Złego próbuje przeciągnąć/zabić drugiego przyjaciela, ale temu udaje się mu przywrócić prawdziwe wspomnienia (tu należy wstawić opcjonalny clip-show ze wspomnieniami) i razem uciekają. Proszę, wyręczyłem Ozza w streszczaniu numeru, wystarczy tylko wstawić imiona. I zdecydować, do jakiego uniwersum należy ta historia, bo każden jeden (anty)bohater się zachowuje jak jakiś swój daleki krewny (czyli niby te same cechy charakteru, ale jednak...).
I o co chodzi z Osbornem latającym na swoim Goblinim Gliderze i układającym domina? Jaki to ma sens?
Pariah: Żałosne, dosłownie. Remender powinien zająć się czymś innym, bo komiksy nie są dla niego. Pierwszy raz jestem zniesmaczony po przeczytaniu Boltów. Histora jest durna, a sami zainteresowani są jedynie tłem/workami treningowymi dla Luke'a Cage'a i Iron Fista. Już brak mi Diggle'a, dobrze chociaż, że za miesiąc pisze już ktoś inny... Gdzie to w ogóle jest usytuowane w continuity!? Gdzie są edytorzy!? 4/10
tbolts_1.jpgKrusty: Niestety, pierwszy od bardzo dawna cienki numer Drużyny T, historia więcej niż głupia, służąca chyba jedynie temu, by pokazać, jaka sztama jest między Lukiem a Danym i tyle. Przeczytać, zapomnieć, mieć nadzieję, że będzie lepiej za miesiąc.
Krzycer: A mi się podobało. Thunderbolci mieli swój moment, kładąc Iron Fista i Cage'a, potem nastąpił tradycyjny rewanż. Swoją drogą odkąd czytam ten tytuł (czyli od runu Ellisa) lubiłem kibicować zespołowi, ale jeszcze bardziej lubiłem kibicować jego przeciwnikom. Tym bardziej teraz, kiedy nie ma już Songbird i Radioactive Mana.
Oczywiście, można się czepiać, że Thunderbolci są tu pośmiewiskiem, ale w zasadzie już u Diggle'a byli cokolwiek niekompetentni... a tutaj tak naprawdę pośmiewiskiem stał się się tylko Mr X (niepokonany wojownik daje się tu położyć lub przynajmniej zaskoczyć chyba w czterech różnych sytuacjach :D ).
Sc0agar4k: Po poprzednim numerze spodziewałem się czegoś więcej. Jestem zawiedziony. Niby coś się dzieje, ale pranie mózgu? To nie styl Thunderboltsów. Mam nadzieję, że nowy scenarzysta się poprawi.

Wolverine Origins #41
S_O: Zabawne. Drugi raz w tym samym tygodniu Logan spotyka się z Bannerem i jestem dziwnie pewien, że żaden ze scenarzystów nie wiedział, że tak będzie, dopóki nie wyszły październikowe zapowiedzi. Marvelowi edytorzy w istocie wykonują kawał dobrej roboty.
Najwyraźniej nowym planem Wolverine'a jest zniszczenie "królestwa" Romulusa, który w poprzednim numerze skopał mu tyłek (przypomnijmy - Przekozak dostał łomot od Logana, a gdy ten zdecydował się pozostawić go przy życiu, został uderzony rękojeścią miecza w łeb). Byłbym w stanie uwierzyć w powodzenie tego planu, gdyby nie fakt, że jedynym, co wydaje się posiadać Romulus, jest pociąg z centralą telefoniczną i kupa znajomości.
I czy uderzony w sposób zaprezentowany przez Skaara Logan, zamiast imitować Wile E. Coyote czy innego Animka, nie powinien mieć stawu kolanowego w miednicy? Czy torebki stawowe też ma pokryte adamantium?
Sc0agar4k: Kolejne rodzinne spotkanie. Tym razem trzyosobowe, bowiem brakuje Dakena. Wbicie Logana w ziemię po prostu mnie... "wbiło w ziemię". Podniosłem się, by po chwili upaść ponownie, po kopniaku (na szczęście nie w zadek), który Skaar zaserwował Wolviemu. A poza tym co dalej? Logan próbuje znaleźć sposób na pokonanie Romulusa i szuka sprzymierzeńców. Bardzo dobry numer.

X-Men Legacy #228
Hotaru: Mam problem z kreską Acuny. Niektóre kadry niosą znamiona geniuszu, ale większość wydaje się opuszczona w połowie artystycznej drogi. Za to Carey mnie nie zawiódł. Wreszcie poczułem klimat, jaki uwielbiałem w jego Adjectiveless sprzed Messiah CompleX. Liczę na więcej.
Demogorgon: Coraz bardziej lubię Emplate'a, a czytam dopiero drugi komiks z jego udziałem. To na pewno zasługa tego, że ta historia ma bardzo znajomy klimat, podobny do tego, jaki miał inny komiks Careya - Lucyfer. I mi się to baaaardzo podoba. Tylko ta grafika - rysunki mogą być, ale kolory doprowadzają mnie do szału.
S_O: Peepshow do podglądania Utopii to przezabawnie chory pomysł. Mniej zabawnym pomysłem było wysłanie jednej osoby w nieznane terytorium. Teraz Rogue jest w niezłych tarapatach. I nie mam pojęcia, jak się z nich wykaraska. I to jest dobry cliffhanger. Marc.
A poza tym, Carey świetnie pisze Nemesisa i Madjeffa.
xml228_1.jpgPariah: Nareszcie coś dobrego w tym tygodniu. Mamy tu kilka świetnych dialogów, jak choćby rozmowa Cyclopsa z członkami science team. Bardzo dobrze wypadły też Rogue i Trance, ale jednak postaciami numeru są zdecydowanie ironiczna, zadziorna Bling! oraz Marius St. Croix. Jednego tylko nie rozumiem. Skąd znają się DOA i Rogue? Ominęła mnie jakaś historia? Jedyne, co mi się wybitnie nie podoba, to ten rysownik. Fajnie rysuje Emplate'a, ale kaleczy całą resztę. Na plus ma to, ze nie rysuje Cyclopsa w "czepku" ;) 7/10
Krzycer: Carey przyzwyczaił nas do stałego, bardzo wysokiego poziomu. W zasadzie nie wiem, co jeszcze mogę napisać o tym numerze. Może tyle, że zaczynam się przyzwyczajać do kreski, a im bardziej się przyzwyczajam, tym bardziej mi się podoba. A, i rozczula mnie to, że wykrzyknik jest elementem kryptonimu Bling!, z czego dotąd nie zdawałem sobie sprawy.
Sc0agar4k: O ile rysunki tła i otoczenia są do przyjęcia, o tyle już wygląd postaci jest dla mnie nie do przełknięcia. No, nie podoba mi się ich wygląd. Co do historii, to mamy tu pierwszy przykład Rogue w roli opiekuńczej pani nauczyciel. Przez rysunki, tylko średnio.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


xml_cover.jpgX-Men: Legacy #228

Autor: Daniel Acuna

Hotaru: Wahałem się pomiędzy tą okładką, a pracą Djurjevica do The List - Avengers, ale w końcu zdecydowałem, że w okładce Acuny mniej rzeczy mnie drażni. Podoba mi się użycie rastra, którym regularnie od ponad roku mile łechce mój zmysł estetyczny Sebastian Fiumara. Czerwona smuga w centralnym punkcie też nadaje całości odpowiedni klimat, więc nie ma co się więcej rozwodzić - kawałek porządnego covera.





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.10.21


Redaktor prowadzący: HotaruKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Hotaru
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.