Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #114 (19.10.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 19 października 2009 Numer: 42/2009 (114)


W tym tygodniu największe emocje czytelników wzbudziły Incredible Hercules #136 i Uncanny X-Men #516. O ile jednak komiks Freda van Lente i Grega Paka zebrał jak najbardziej entuzjastyczne opinie, tego samego nie można powiedzieć o zeszycie napisanym przez Matta Fractiona.



cDeadpool #900
Demogorgon: Co to miało być? Komu był potrzebny ten komiks? Czemu jest taki kiepski? Po kiego grzyba był komu Liefeld? Czemu nikt nie zastrzelił Hudsona, kiedy ten próbował opublikować swój pierwszy tekst? Szczerze mówiąc, podobała mi się chyba tylko historyjka z Mimami. Crap.
Sc0agar4k: Krótko - za dużo tego, poziom zbyt rozrzucony. Ktoś lekko przedobrzył, wydając ten komiks. Osobiście uważam, że nie warto.
S_O: Aaron mnie zawiódł. Benson, Hutson i Swierczynski nie - od nich zbyt wiele się nie spodziewałem. Historia Gischlera... Hmmm, nie była potwornie zła... Powiedziałbym, że znalazła się w "meh-zone", tajemniczej strefie, do której bezpowrotnie trafia wszystko, o czym zapominam zaraz po przeczytaniu. Jedyne historie, które mi się spodobały, to ta Freda Van Lente o mimach i Joe Kelly'ego o "przysiędze na mały palec". No i respekt dla Marvela, że ściągnęli Liefelda do świętowania nieistniejącego jubileuszu.
Krzycer: Pełny przekrój przez obecny stan Deadpoola - od rzeczy fajnych po okrutnie denne. Najbardziej podobały mi się: największa historia o zapaśnikach sumo i japońskich przygodach Wade'a. Historia w starym stylu, bez halucynacji i dennego dwugłosu w głowie 'Poola; zabawa z konwencją, czyli Wade polujący na swoich czytelników, żeby przestano go wydawać. Pokręcony pomysł, końcówka zapożyczona z jakiejś książki, o której mówiono mi w szkole przy okazji przerabiania powieści szkatułkowych, ale której tytułu nie pamiętam, i bardzo fajna oprawa graficzna. Two thumbs up.

Ender's Game: Command School #2
Hotaru: Nie wiem, czy jestem w stanie wyrazić, jak bardzo ten numer mi się spodobał. A wiedziałem, czego się spodziewać, znając powieść i wcześniejsze dokonania artysty. A jednak Ferry i tak sprawił mi pozytywną niespodziankę. Dawno jego rysunki nie były tak dynamiczne, z tak niesamowicie dobranymi pełnometrażowymi niemal kadrami. Frank d'Armata przy kolorach tylko dodaje wszystkiemu niebywałej estetyki, mistrzowsko wręcz posługując się światłem. Efekt końcowy wgniata w fotel tak mocno, że pod koniec lektury mój tyłek robił za żyrandol u sąsiadów. Niesamowite!

dIncredible Hercules #136
Black Bolt: Thorcules vs. Hercuthor - pojedynek stulecia! Co kadr, to scena do Avalonów 2009. Wystarczyłoby zacytować same onomatopeje, ale nie chce zdradzać treści komiksu.
Demogorgon: Świetne! Dawno, dawno się tak nie uśmiałem, to jeden z najzabawniejszych numerów roku. Świetna bijatyka i jej rozwiązanie, humor, za który kochamy tę serię - ja chcę więcej.
Hotaru: Wiem, że to słowo będzie pojawiało się często w opiniach do tego numeru, ale cóż począć, kiedy jest tak trafione. Epickiej walki pomiędzy Thotem a Herculesem nie można nazwać inaczej. Brown popisał się kreskówkowym zacięciem i slapstikowym poczuciem humoru, które dzięki scenarzystom jest tu całkowicie na miejscu. Ten numer wytypowałbym na komiks tygodnia, gdybym później nie przeczytał odsłony Ender's Game. Zapraszam na forum wszystkich, którzy mają informacje na temat "elfickiego łaskotka". Chcę się o tym dowiedzieć przed Zeusem.
Sc0agar4k: Walka roku, walka stulecia, bądź, co bardziej prawdziwe, walka bogów. Tak można opisać ten numer. A była to walka na słowa i ciosy poniżej pasa. Ogromna dawka humoru w czystej, rozbrajającej postaci. Nic, tylko siąść i rozpłakać się ze śmiechu.
S_O: Niewiele jest rzeczy lepszych od tego, gdy czytelnik, widz czy inny spektator czuje, że twórcy mieli równie dużo zabawy podczas tworzenia swojego dzieła, co on podczas czytania/oglądania/podziwiania. Incredible Herc #136 jest jednym z tych dzieł. Czy trzeba mówić coś więcej?
Volf:
najlepszy numer serii od czasu Wielkiego Okejosa. Nie dość, że co chwilę jesteśmy raczeni naprawdę zabawnymi scenami, to jeszcze wszystko to się ładnie trzyma kupy. A Zeus z numeru na numer coraz bardziej wymiata. Naprawdę niezłe czytadło.
Krzycer: Autorom wyszło to, co Loeb próbuje osiągnąć w co drugim numerze z Rulkiem - napisali epicką walkę z dużą ilością elementów komicznych, która będzie długo, dłuuuuugo wspominana. Innymi słowy, autorzy zasłużyli na Okejosa.

Iron Man - Iron Protocols
S_O: Rany, jakie to było durne. Pierwsza historia, o sterującej obroną sztucznej inteligencji dochodzącej do wniosku, że najlepiej spełni swoje zadanie, jeśli zabije ludzkość (a w każdym razie jej małą część) jest po prostu boleśnie sztampowna, ale po przeczytaniu drugiej lobotomia zaczyna być interesującym pomysłem. Bo serio, czy można poważnie wziąć komiks, w którym pada wyrażenie "cyfrowe hormony"?


Marvel Super Hero Squad #2
S_O: Oto stajemy przed ciekawym paradoksem. Toddowi Dezago i Cortowi Lane udało się napisać komiks, w którym obdarto dinozaury z całego awesome. Jakim cudem? Nie wiem. Nauka dotychczas uważała to za niemożliwe. Już samo myślenie o tym wywołuje u mnie krwawienie mózgu.
A może to był poziom dowcipów. Czemu Chris Giarrusso czy autorzy komiksów z imprintu Marvel Adventures są w stanie pisać rzeczy, które śmieszą czytelników niezależnie od ich wieku, a żarty w MSHS rozśmieszyłyby tylko naćpanego ośmiolatka? I czemu to właśnie ten ostatni komiks jest najbardziej promowany?

eMarvels Project #3
Sc0agar4k: Przyznaję się, nie znałem dobrze początków "ery superbohaterów". Dzięki temu projektowi uzupełniam braki w wiedzy i muszę powiedzieć, że jestem pod dużym wrażeniem. Seria utrzymuje stały, wysoki poziom. Parafrazując tekst ze środka: "Ten numer będzie zapamiętany z wielu powodów." Jakie to powody? To niech już każdy sam sprawdzi, zaglądając do tego numeru. Polecam.
S_O: O, nawiązanie do Marvel Mystery Comics #9, pochwalam, pochwalam. I jeszcze Ferret się pojawia...
Bru odwala kawał dobrej roboty, łącząc stare historie (jak walka na Coney Island, Ferret i Electro) i własne pomysły w jedną, większą całość. Przepyszną robotę, mógłbym wręcz rzec. A ostatnia strona jeszcze bardziej pobudza moje emocje. Ciekawe, czy Ed odważy się nawiązać do swojego Reborn...
I czy tylko mnie rozśmieszył numer odznaki Torcha?

Krzycer: Nie słyszałem wcześniej o szeregowcu Steele'u, więc ze wszystkich prezentowanych tu wydarzeń te interesują mnie najbardziej. Początki nowożytnych bohaterów pokazywała już miniseria Marvels, tam uczynienie narratorem Phila Sheldona ożywiało całość, dawało niecodzienną, uliczną perspektywę. Tu mamy te same wydarzenia, ale zabrakło tego ciekawego ujęcia. Czekam, aż na jaw wyjdą jakieś sekrety.

Nomad: Girl Without A World #2
S_O: Po pierwsze - czemu Rikki nie nosi oryginalnego designu Nomada i czy zastanawianie się nad tym czyni ze mnie pedofila?
Po drugie - czego tajna organizacja, której głową był jeszcze nie tak dawno jeden z byłych prezydentów (Nixon chyba?) może szukać w publicznym liceum? No i mamy jeszcze obligatoryjną bandę gówniarzy, którzy wszystkiego, co się da, używają do usprawiedliwienia "buntu przeciwko maszynie". Najwyraźniej w jednym przypadku nawet tego, że laska nie chce mu dać.
Czyli poziom nieco spadł.

Krzycer: Wiemy już, kto stoi za licealnymi zombie, nie wiemy jeszcze, dlaczego, ale nieszczególnie mnie to obchodzi. Ciekawsze jest to, kto sponsoruje Rikki i wciska ją w nowy kostium. Zainteresował mnie również wątek jej brata i przewidywalny twist dotyczący jego uczuć. Ogólnie jest nieźle.

fUncanny X-Men #516
Black Bolt: Mhm, klasyczny Land. Kilka rysunkowych baboli, kilka rysunkowych arcydzieł i śliczne babeczki wyginające się bez powodu przy każdej okazji. Nie wiedziałem, że Psylocke ma aż taką przerwę między nogami, a Dazzler uroczo zadarty nosek. Ciekawe, czy zamierzenie :). A co do fabuły, to coś mi się zdaje, że ta cała ekipka i samolot były tylko po to, żeby w następnym numerze Magneto mógł sobie wykręcić ich jak mokrą ścierę, uratować wyspę i zostać przyjętym do tej mutanciej komuny.
Demogorgon: Chciałbym przytoczyć tutaj fragment listu, który chyba wyślę Fractionowi: "Dear Matt Fraction. I once knew Charles Xavier. I have read a good-written Charles Xavier. Charles Xavier was under the hands of writers who knew his character and you, my friend, are not one of them". Reszta jest milczeniem.
Sc0agar4k: Magneto powraca i swoją "pokorą" zaczyna coś mącić. To nie w jego stylu. Poza tym, mamy Scalphuntera robiącego za kozła ofiarnego. Czy szykuje się coś ciekawego? Trudno powiedzieć, trzeba poczekać. Jak dla mnie to średni numer.
S_O: Taaak... Charles Xavier, który ostatnio współpracował z Magnusem przy odbudowie Genoshy i umysłu Wandy... który po fatalnym wypadku trafił w ręce Acolytes z dziurą w głowie, którą rzeczony Magnus pomógł zasklepić... Któy po tej lobotomii nieraz powtarzał, że stał się innym człowiekiem... Który dopiero co dwa tygodnie temu według czasu "komiksowego" słowem przekonał ekstremistyczną grupę bojowników o supremację mutantów do rezygnacji ze swoich poglądów... Ten człowiek po zobaczeniu Magneto bez namysłu go atakuje? Świetna robota, Fraction.
Skoro już mówimy o ludziach zachowujących się jak skończeni idioci, Lobe, który według opisu z poprzedniego numeru miał być hiperinteligentny, też się zachowuje jak patentowany idiota. Że już nie wspomnę o Magneto, byłym władcy szesnastomilionowego państwa składającego się w przeważającej większości z mutantów, chwalący Cyclopsa za to, że "zjednoczył" smętne resztki ich rasy. Podczas gdy ich wyspa jest atakowana równocześnie przez Emplate'a, Scalphuntera i, wkrótce, Selene z jej bandą. So yeah.

Krzycer: Plusy: reakcja Magneto na wieść o tym, że Hope żyje; logiczne podejście do niewiadomej, zwiad Nightcrawlera i zdecydowana reakcja; parę obrazków, które Landowi wyszły, że hej. Minusy: większość rysunków, w tym Magneto-Pudzian (teraz z wigorem dwudziestolatka, co zamyka dyskusję, która toczyła się w inszym temacie :) ) oraz najbrzydszy Xavier ever; Fraction olewający to, co piszą inni, w tym ostatnio współpracujących u Carey'a i rozstających się w dobrej komitywie Magneto i Xaviera. Serio, reakcja profesora tutaj - od zera do Fatal Attractions w ciągu kilku kadrów - brak mi słów, pozostaje posłużenie się internetowym WTF?; Magneto klękający przed Cyclopsem - bez problemu widzę, jak robi to dajmy na to Exodus, ale Magneto?; Max Eisenhardt. Nie, nie, nie. Reszta numeru była na typowym, nie najgorszym, ale nie zapadającym w pamięć poziomie.
Volf: Heh. Pierwszy numer jaki przeczytałem od czasu niesławnego jubileuszowego #500 i akurat natrafiłem na wyjaśnienie bullcrapu związanego z dziwnym zachowaniem Magnusa. To na plus. Ale sam komiks to i tak niskie standardy średnie. Można to czytać, ale nie zmienia to faktu, że to najsłabszy x-tytuł z dostępnych na rynku - już nawet Cable jest lepszy.
Krusty: W sumie miałem olać te głupoty Fractiona, ale nie mogę. Już przy Utopii wydawało się dziwne, że Norman tak łatwo uwięził Xaviera, zważywszy na jego obecne, całkiem spore, możliwości. Teraz jednak mam wrażenie, że Eisner kompletnie uderzył Fractionowi do głowy, czytając teksty Magneto, Xaviera i nawet Cyclopsa zastanawiałem się, gdzie ja jestem, czy to październik 2009, czy początek lat 90-tych? Ogarnia mnie przerażenie, gdy pomyślę, jak długo będzie trzymał ten tytuł.

Uncanny X-Men: First Class #4
S_O: Hurm. Jak na razie UXM wygląda na najsłabszy z First Classów. "Girls' night out zmienia się w team-up bohaterek przeciwko starej przeciwniczce jednej z nich" - toż to brzmi jak coś wyciągnięte z jakiegoś plot-creatora.
Ale i tak panel ze Storm mówiącą "True that" to majstersztyk.


The Punisher - Frank Castle (MAX) #75
S_O: No proszę, kolejny jubileusz. I tym razem nawet prawdziwy. Wszystkie zaprezentowane historie mają taki Punisherowy feel, i prawie wszystkie są ciekawe. Poza drugą, która nie dość, że korzysta z oklepanego motywu "między śmiercią rodziny a zabiciem pierwszej osoby zabił jeszcze kogoś", to jeszcze została zilustrowana przez gościa od tego jednego paskudnego wolverine'owego one-shota. Nawet historia Swierczynskiego mi się podobała, a to mi się naprawdę rzadko zdarza.


Web Of Spider-Man
Vol 2 #1

Demogorgon: Historia Kaine'a była całkiem niezła, podobały mi się jego wizje, zwłaszcza Peter. Nowe przygody Spider-Girl jak zwykle na poziomie, do jakiego przyzwyczaił nas DeFalco. Historyjka z Frog Manem lepiej niech zostanie przemilczana. Jest nieźle.
S_O: O, patrzcie, to Amazing Spider-Man Family z jedną historią związaną z główną serią, żeby się jakoś sprzedawało!
I muszę powiedzieć, że ta jedna historia, o podróży wgłąb Kaine'a, jest nawet zjadliwa. Nie znam gościa (like, at all), ale przeczytałem ten kawałek bez jakichś negatywnych emocji.
Spider-Girl zostawiam Demogorgonowi, a historyjkę z Frog-Manem... tak, ją może lepiej zapomnieć. Autor starał się rozśmieszyć, ale nie mogę powiedzieć, żeby odniósł jakiś szczególny sukces.


X-Men Forever Vol 2 #9
Hotaru: Kanał. I to taki zapchany, pełen zmutowanych szczurów i innego paskudztwa. Nie zniosłem smrodu i nie przebrnąłem do końca. Jak Claremont może tak chybiać? Zaczął naprawdę fajnie, by teraz wypuszczać... coś takiego. Dramat.
S_O: Zacznijmy od paskudnie nietrafionego pomysłu z imieniem nowej panny Trask. Ziggy? Serio? Toż to nawet gorsze od "Sophie von Doom", na litość boską. I czemu w ogóle zwracać się do dorosłej kobiety za pomocą zdrobnienia?
W końcu mam też szansę narzekać na durny pomysł z córką Dum Duma. Co to za poroniony pomysł? Czemu? Czy Claremont stwierdził "teraz, kiedy mam całkowicie wolną rękę, będę wprowadzał nowe wersje postaci ze zmienioną płcią, kiedy tylko zechcę"?
A do tego jeszcze nie potrafi upilnować jednego więźnia. Ale akurat tego nie mogę jej mieć za złe, w końcu Fury też zachowuje się tak, jakby całkiem zidiociał.
Krótko mówiąc, chała, z którejkolwiek strony by nie patrzeć.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


aEnder's Game: Command School #2

Autor:
Pasqual Ferry

Hotaru: Ta okładka idealnie pasowałaby to poprzedniego numeru, ale Marvel już od dawna ma politykę dawania coverów średnio lub wcale powiązanych z fabułą, więc nie będę się czepiał. Wielokrotnie już dawałem wyraz mojemu podziwowi dla Pasquala Ferry za to, jak potrafił zwizualizować świat Endera i nie będę się powtarzał. Ta okładka to esencja pierwszego spotkania Groszka i Endera. Miodzio.

 



bUltimate Comics Spider-Man #2 Second Printing Variant


Autor: David Lafuente

Demogorgon: Niby nie ma nic nadzwyczajnego w tej okładce, ale powiem Wam coś - jest to jedna z nielicznych okładek do doruków od dawna, z którą zrobiono coś porządnego. Tak, niby tylko połączono dwie sceny, ale efekt jest świetny. Biorąc pod uwagę, ze większość dodruków ma okładki z rodziny "pożal się Boże", jest to warte zauważenia.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.10.14


Redaktor prowadzący: HotaruKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.