Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #94 - Mary Jane vol. 2 - Homecoming TPB

Mary Jane vol. 2: Homecoming lt_94.jpg
Scenariusz: Sean McKeever
Rysunki: Takeshi Miyazawa
Liczba stron: 96
Cena z okładki: 6,99 $
Zawiera: Mary Jane: Homecoming; od #1 do #4
Uwagi:
Komiks został wydany w formacie digest (mniejszy TP) i nie zawiera żadnych dodatków.

Jackson: Marvel kilka razy próbował przyciągnąć do siebie miłośników mangi. Przykładem tego są chociażby Mangaverse, czy imprint Tsunami, który, mimo niezłych historii, okazał się niewypałem. Seria o MJ to kolejny mangopodobny twór Marvela, idący w stronę japońskich opowieści krok dalej. Tym, co odróżnia ten komiks od wspomnianych projektów jest jasno określona grupa odbiorców – młodsze nastolatki, zaczytane w obyczajowych mangach. Podczas gdy serie takie jak „Sentinel” czy „Runaways” były mocno osadzone w realiach uniwersum Marvela, „Mary Jane” bardzo przypomina japońskie komiksy shoujo w stylu „Brzoskwini”, co dodatkowo podkreślają rysunki Takeshi Miyazawy. Podejrzewam, że szablon okładki wydania digest nieprzypadkowo przywodzi na myśl okładki Tokyopopu.

Akcja rozgrywa się w czasach młodości bohaterów, kiedy MJ była jeszcze w liceum. Odsunięcie fabuły od kanonu pozwoliło na swobodę i, może przede wszystkim, upodobnienie realiów do wersji filmowej. Spider-Man poza pojawieniem się na tytułowym logo, w uroczym serduszku pojawia się zaledwie dwa razy, w tle historii. Peter Parker również jest postacią epizodyczną. Głównym wątkiem są typowe szkolne dylematy. Z resztą, najlepiej rozmach tego komiksu odda omówienie z okładki:

„MJ jest podekscytowana zbliżającym się balem, na który idzie ze swoim chłopakiem, Harrym Osbornem. Ale dopóki tata Harry’ego nie zobaczy poprawy w ocenach, Harry może zapomnieć o spotykaniu się z Marry Jane. Do tego Liz Allen, najlepsza przyjaciółka MJ, jest przekonana, że ta kręci za jej plecami z jej chłopakiem, Flashem Thompsonem”.

Epickie, prawda? W sumie cała opowieść to taka „Brzoskwinia” minus barwne postaci i ciekawa historia. Teen drama to z założenia gatunek opowiadający o banałach. Dlatego ważną rolę odgrywają budzący sympatię odbiorcy bohaterowie, dzięki którym mniej lub bardziej sztampowy scenariusz przykuwa uwagę i wzbudza emocje. Fabuła „Homecoming” jest bardzo sztampowa, a jej bohaterowie bardzo zwyczajni. Zwyczajni do tego stopnia, że ich losy absolutnie nie angażują czytelnika. Z resztą poza imionami, wyglądem i ogólnymi relacjami ciężko byłoby rozpoznać w tych postaciach osoby znane ze „Spider-Mana”. Jedynie nerdowaty Parker wzbudza uśmiech, ale na popisy ma zaledwie kilka kadrów. Scenariusz napisał Sean McKeever, znany z kilku tytułów spod znaku Tsunami. To jemu zawdzięczamy wzruszającego „Sentinela”, wielka szkoda, że w tym przypadku nie popisał się kreatywnością.

Pozytywne wrażenie robią rysunki Miyazawy. To ten pan, który kilka razy wkurzył fanów „Runaways” zastępując ni stąd ni zowąd Adriana Alphonę. Trochę przesłodzona mangowa kreska z ciepłymi kolorami wygląda sympatycznie. No i w sumie tylko tyle.

Oczywiście przedstawiam ten komiks z punktu widzenia dorosłego faceta, któremu, jakby nie patrzeć, daleko do docelowego odbiorcy (w różowej sukience nie jest mi do twarzy :( ). Fani Marvela mogą potraktować ten komiks jako ciekawostkę. Sam kupiłem go tylko dlatego, że udało mi się go dostać za dychę (polską). Czytelnicy spragnieni „umłodzieżowionych” superbohaterów powinni raczej sięgnąć po „Runawaysów” albo „Ultimate” (chociaż tam to teraz mają koniec świata i już nie jest fajnie, o!), ewentualnie „Emmę Frost” (ten sam format i cena co MJ). A jeśli ktoś tęskni za orientalnym klimatem to mang na rynku nie brakuje.

Z drugiej strony seria ciągnęła się przez ponad 20 zeszytów, ostatnio została zebrana w kolekcjonerskich hardcoverach i na tym pewnie nie koniec. Jakby nie patrzeć jest to sukces, a to znaczy, że wiele z przedstawicielek „docelowej grupy” musiało z wypiekami na twarzy śledzić szkolne losy MJ i odnajdywać w nich odbicie własnych problemów. Może więc warto się zastanowić, czy nie byłby to dobry prezent dla młodszej siostry, czy córki. Może i nie przeczyta nic szczególnie wartościowego, ale za to język podszkoli i uniwersum Marvela pozna.

lt_94a.jpgJaro: Chciałem rozpocząć jakąś zabawną i pouczającą preambułą o tym, jak nastolatki mają przesrane i fajnie jednocześnie. Ale nie, to byłoby bez sensu, raczej każdy, kto to czyta, albo stosunkowo niedawno miał te naście lat, albo właśnie jest w tym pięknym wieku. Możemy więc oszczędzić sobie niepotrzebnych wstępów i przejść od razu do sedna.

A sednem tym jest historia, właściwie historyjka o nastoletniej Mary Jane, która musi radzić sobie z całą masą nastolatkowych problemów. Głównym z nich jest nadchodzący bal z okazji "homecoming", na który dziewczyna chciałaby iść ze swoim chłopakiem, Harrym Osbornem. On jednak przez nędzę swoich ocen może dostać na ową uroczystość bana od ojca. Cały ten kryzys młodzi przyjmują oczywiście ze spokojem adekwatnym do wieku i równowagi hormonalnej, co doprowadzi do kilku mniej lub bardziej zabawnych sytuacji. Co ciekawe, scenarzyście całkiem zgrabnie udało się wpleść w to jeszcze wątek pouczający, w którym pokazuje, jak młoda dama powinna się zachować w sytuacji, gdy chłopiec wymaga od niej, by postąpiła wbrew swoim zasadom. I to nie to, o czym właśnie myślicie.

Potem jest jeszcze trochę takich klasycznych sytuacji - jakieś komedie pomyłek typu "jedna myśli, że jej chłopak z drugą, a oni jednak nie", jakieś pochopne rozstania, siła przyjaźni, blah blah blah. Banał? Pewnie, że banał, ale w gruncie rzeczy całkiem sympatyczny. Gdzieś tam, czy to w tle wydarzeń, czy w marzeniach bohaterki, przewija się Spider-Man. Gdzie indziej na MJ poczai się zza okularów Peter Parker we własnej osobie - jednak malutko tutaj Pająka, i dobrze, bo inaczej pewnie bym napisał, że jest wciśnięty na siłę.

McKeever radzi sobie z pisaniem nastolatków. Udowodnił to nie raz i nie dwa - tutaj jednak, chociaż wszystko trzyma się kupy, zabrakło mi jakiegoś polotu. Chodzi mi coś takiego, co sprawia, że czytelnik cholernie daleki od targetu publikacji nagle stwierdza, "hej, to jest fajne, chyba w głębi duszy jestem małą dziewczynką". Tego tu nie ma - historyjka, którą opowiada McKeever, jest prościutka i banalna, ale jednocześnie jakoś nie mam serca w żaden sposób się nad nią znęcać. Ot, taki wycinek z traumy nastoletniości, napisany sprawnie, posłodzony aspartamem, zilustrowany adekwatnie do konwencji. Nic wybitnego, nic zapadającego w pamięć, nic szczególnie drażniącego. Po prostu sympatyczne, nieszkodliwe czytadełko. Gdybym miał córkę i czytała coś takiego, może nie pękłbym z dumy, ale też specjalnie bym się nie krzywił.


LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.