Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #113 (12.10.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 12 października 2009 Numer: 41/2009 (113)


Pamiętacie jeszcze Astonishing X-Men? Kiedyś flagowy tytuł Marvela, teraz wydawany raz na kwartał. Jednak gdy już trafia do sklepów, wywołuje żywiołowe reakcje czytelników.



cAmazing Spider-Man #608
Demogorgon:
Krótko: Meh. Chcecie dłuższą wypowiedź? Ok. Żarty są tak beznadziejne, że to się nie mieści w głowie, fabuła jest prosta jak konstrukcja cepa i już teraz mogę się założyć, że Raptor sam jest winien śmierci swojej rodziny, a Ben nic złego nie zrobił. Podsumowując: this is crap.

S_O: Te dowcipy były naprawdę dobre! Na zatrucie pokarmowe, jak wszystkie suchary.
Witamy też najgłupszego villaina w historii, który przychodzi do swojej ofiary i PRZY ŚWIADKACH tłumaczy cały swój misterny plan. Jeśli w istocie ów "Raptor" jest hybrydą człowieka z dinozaurem, to tym (jak również zostawianiem na komputerze dowodów, że przeprowadzał na sobie nielegalne eksperymenty) właśnie udowodnił, że jego teoria była błędna - dinozaury nie wyewoluowały w ludzi. Wyginęły, bo były zbyt głupie, żeby przeżyć.
Czyli, krótko mówiąc, Guggenheim w formie.


Astonishing X-Men vol. 3 #31

Hotaru: Astonishing znów w sklepach. Muszę zapamiętać tę chwilę, a potem odtwarzać w głowie przez kilka kolejnych miesięcy. Póki nie wyjdzie kolejny numer. Tymczasem, pomimo zmiany rysownika, tytuł zachował bardzo ellisowski feel. Scenarzysta łączy opowiadanie o mutantach z bardzo technicznym science-fiction i nawet mi to odpowiada. Szkoda tylko, że Jimenez nie do końca wczuł się w klimat. Nie chcę go krytykować. Oprawa graficzna jest bardzo estetyczna (co jest też zasługą inkera i kolorysty), a sam storytelling o wiele bardziej płynny niż to, co pokazywał nam Bianchi, ale proszę. Jego design X2 jest tak mało aerodynamiczny, że aż zabawny. Co za samolot potrafił by latać z kompletem sześciu chwytaków wystających z kadłuba niczym odnóża jakiegoś kraba? Ale czepiam się. O samej fabule nie można na razie zbyt wiele powiedzieć. Wiecie, jak czasami komiks chwyta Was za gardło od pierwszych stronic, by nie puszczać aż do rozwiązania historii? Cóż, ten do nich nie należy. Absurdalnie, pomimo postawienia na akcję, numer się wlecze, bo główny wątek dopiero co zdążył wyjrzeć zza węgła. Wierzę jednak, że kolejny numer naprawi to niedociągnięcie. Więc, do kolejnego!
Foxdie: Po pierwsze jestem zachwycony rysunkami, a na dokładkę artysta zaserwowal ten nowy stroj Storm. Jimenez to dużo lepszy wybór niż Bianchi, przynajmniej w przypadku Astonishinga. Sama fabuła póki co nie odbiega od poziomu, do jakiego przyzwyczaił nas Ellis, a wprowadzenie nowego, organicznego Sentinela to kapitalny pomysł na odświeżenie blaszanych łowców mutantów. Zobaczymy, co dalej z tego wyniknie, ale będzie raczej na plus, o ile opóźnienia nie wybiją czytelników z rytmu. Ocena: 8/10
S_O: Nowy story arc i już na początku spóźniony, z mięsistą Emmą i wylatywaniem z hangaru w Marin, ale winię Fractiona i któregokolwiek z edytorów, który stwierdził, że rok po przeprowadzce to odpowiednia pora na kolejną. Zaczyna się akcją naszych dzielnych wojaków ze S.W.O.R.D. i "a-ku-ku" w wykonaniu Brood, a kończy mocnym kopnięciem w mordę. Początek historii świetny, a dzięki Jimenezowi w dodatku czytelny.
d
Krzycer: Czuję się tak, jakby ktoś wysłuchał moich życzeń i przekazał je Marvelowi. Jimenez pasuje mi w tym tytule o wiele lepiej od Bianchiego, a jednocześnie nie zrywa ze stylistyką z poprzedniej historii i - np. - wszystkie pojazdy zachowały częściowo owadzi wygląd.
Fabularnie znowu zaczyna się od "ale o co chodzi?", ale już od pierwszego numeru mamy więcej dynamiki niż w całej poprzedniej historii. Ciekawe, co Brood mają wspólnego z organicznym Sentinelem zombie Laurie Collins?
Oczywiście klątwa AXM nie odpuszcza i jest to chyba ostatni tytuł, w którym X-Men operują z San Francisco, pozostając w świetnej komitywie z władzami miasta i służbami porządkowymi. Ale to nawet dobrze - jak dla mnie przeprowadzka na Utopię nastąpiła zbyt szybko, poprzedni status quo w ogóle nie został wykorzystany.

Sc0agar4k: Zawsze miałem problem z ustaleniem chronologii Astonishing wobec reszty uniwersum i ten numer mi nie pomaga. Akcja (oprócz przestrzeni kosmicznej) dzieje się w SF, czyli w miejscu, które mutanci już opuścili. Jednym słowem, pomieszane to wszystko. A sam numer? Nowa historia, nowe niebezpieczeństwo, nowy rysownik i póki co, jest dobrze.
Demogorgon: Warren się postarał i wyszło bardzo przyjemnie. Lektura jest ciekawa i pełna akcji, a przy tym znacznie bardziej intrygująca niż to, co wyrabia Fraction. Rysunki - z początku nie mogłem się przekonać, ale w końcu doszedłem do wniosku, że świetnie pasują, tchną świeżością, zwłaszcza po dusznym klimacie rysunków Bianchiego. No i ostatnia strona - miodzio, Ellis w formie.

Black Panther vol. 5
#9

Hotaru: Moja niechęć do Black Panther jest powszechnie znana, a mimo tego nie odpuszczam każdemu kolejnemu numerowi. Zarzuciłem lekturę Uncanny X-Men, a Pantery ciągle się trzymam, narzekając na nią jak zepsuty adapter. W tym tygodniu miało być podobnie. Ale nie będzie. Bo tym razem w trakcie i po zakończeniu lektury poczułem emocję, która nie była obrzydzeniem. Will Conrad i Peter Pantazis dostarczają bardzo estetycznych wrażeń wzrokowych, ale to Maberrym jestem pozytywnie zaskoczony. Nie poczyniłem minimalnego nawet wysiłku, by wciągnąć się w opowiadaną przez niego historię, ale tak właśnie się stało. Nie zrozumcie mnie źle, mój krytycyzm co do tego tytułu nie wyparował z numeru na numer jak kamfora. Nadal "wisi mi" większa część intrygi i przedstawionych machinacji, ale jeden z wątków zaszedł mnie od tyłu i zarzucił headlocka. A to nie lada wyczyn, bo jeśli chodzi o ten tytuł powiedzieć, że miałem oczy dookoła głowy, to za mało. Wyobraźcie sobie zasieki z drutu kolczastego, fosy wypełnionej wodą królewską, pola minowego i siedmiu kręgów piekielnego ognia, a zaczniecie rozumieć, z czym musiał zmierzyć się Maberry.

S_O: Okej, na pewno nikt się nie spodziewał, że ktokolwiek to powie, ale oto jest dobry Black Panther (wrzuciłbym link do "Allelui" z "Mesjasza", ale już kiedyś użyłem tego dowcipu). Maberry świetnie przedstawia królewskie rodzeństwo, mam nadzieję, że równie dobrze poprowadzi Storm. Świetnym pomysłem jest też pokazywanie sytuacji w Wakandzie za pomocą debaty telewizyjnej. A jeśli dodamy jeszcze intrygę związaną z Namorem i tajemniczym Brokerem... Czuję, że często będę czytać przy okazji tego runu porównania z tym Priesta.

Cable vol. 2
#19

S_O: Mógłbym skomentować ten komiks. Naprawdę, mógłbym. Ale jeśli w owym komiksie osiemdziesięcioletni (zapewne mniej więcej) mężczyzna uprawia zapasy z rakietowym rekinem i wygrywa, a jedenasto-dwunastoletnia dziewczynka zabija olbrzymiego robala-mordercę za pomocą broszki, komentowanie tak jakby traci sens...
Sc0agar4k:
Czy tylko mi się wydaje, czy to się pomału robi nudne i jest jakby przeciągane w czasie?? Według mnie traci to cały sens, a i czyta się to ciężko. Dolne rejony, niskiego średnio.

Captain America: Theater of War - Ghosts Of My Country

S_O: Czyli podróż po historii Ameryki, po jej jaśniejszych i ciemniejszych kartach. Sentymentalne zakończenie serii one-shotów autorstwa Jenkinsa. Nie wiem, jak ocenić ten komiks. Nie był zły, ale w pełni docenić go może chyba tylko prawdziwy Amerykanin.

Daredevil #501
Foxdie: Po przeczytaniu zapowiedzi tego numeru dołączonej do DD: The List pomyślałem: "kurde, Diggle chyba jednak da radę". Po przeczytaniu całego numeru zaczynam mieć wątpliwości, ale jest za wcześnie, żeby spisywać świeżaka na straty. Na dobrą sprawę kwintesencja tego numeru, to właśnie te pierwsze strony przedstawione w preview, a reszta to przegadane wprowadzenie do nowej historii. Samo zakończenie jest mało wiarygodne i mało przekonywujące. Praca rysownika ma się tak samo do jego poprzedników, jak w przypadku scenarzysty. Niby fajne, ale to nie to. Pozostaje czekać na rozwinięcie wątków. Ocena: 7/10
eDemogorgon: Okay, zacznijmy od plusów - klimat dalej pozostaje tak bliski do Brubakerowego, jak to tylko możliwe. Widzę już zaczątki planu, który ma Diggle i mam nadzieję, że wyjdzie z niego coś dobrego. Kupuję większość ruchów. Minusy: Czuję sytuację typu "zabili go i uciekł". Rysunki wyglądają miejscami naprawdę dziwnie, jakby rysowała je hybryda Billy'ego Tana i Davida Aji ze szczególnie kiepskim inkerem. Ogólnie - mogło być lepiej, miejmy nadzieję, że Diggle się rozkręci. I niech ktoś łaskawie wyjaśni zachowanie Carlosa i Angeli, bo wydają się wciąż być pod kontrolą Hand (a może grają?).
Undercik: Twórczość Diggle'a przypadła mi do gustu przy okazji jego znakomitego runu w Thunderbolts. Teraz przejmuje jeden z moich ulubionych tytułów od Bru. Jak się z tym czuje? Jest prawie klimatycznie tak jak u Eda, ale to nie jest to, za co pokochałem DD czy Iron Fista. Jednak zdaje mi się, że Andy nie czuje tego klimatu. Mam nadzieję, że z czasem wypracuje swój własny styl w tym ongoingu. Przechodząc do rysunków. Lubię ten styl, co prawda nie jest on do końca dopracowany, ale liczę na poprawę w następnych numerach.

S_O: Diggle kontynuuje wątki rozpoczęte w The List. I to by było na tyle. To dopiero początek runu, trudno więc jeszcze jednoznacznie stwierdzić, jak pójdzie Andy'emu. Martwi mnie jednak, że całkowicie pomija (chociaż może to tylko na razie) głosy w głowie Kingpina - który mimo to już zaczyna kombinować po staremu, i to się nowemu scenarzyście udaje. Niezbyt spodobało mi się tak szybkie załatwienie sprawy Izo (i jego samego). Łatwo poległ jak na super-mistrza.
Krzycer:
Tego się nie spodziewałem. Tylko nie wiem, czy to dobrze. Z innej beczki - podoba mi się pomysł, by ninja Hand zaczęli nosić stroje stylizowane na Śmiałka, ale można było z tym poczekać jeszcze trochę, żeby czymś im zaimponował. Zaczęli to robić zanim jeszcze przeszedł ostatnią próbę i wygląda to trochę tak, jakby mu się podlizywali.

Dark Reign - The List: Secret Warriors
Sc0agar4k: Nick Fury to stary wyjadacz. A gdy on wkracza do akcji, to dzieje się dużo. Czyli to, co w szpiegostwie i akcjach dywersyjnych najlepsze. Coraz bardziej mi się podoba to, jak SW są rozwijani (choć tu oczywiście jest tylko Nick Fury). A na szczególną uwagę zasługują trzy sceny: Ares zapraszający Fury'ego do wejścia i później pomagający mu w ucieczce oraz wymiana liścików z Osbornem. Zostałem wtedy powalony :D.

Krzycer: Nick Fury też ma listę. Hi. Fajnie, że organicznie wplata się to w fabułę SW. Ale po pierwszym numerze miałem nadzieję, że Lista będzie miała konsekwencje dla przeciwników Normana i jeszcze bardziej namota, a na razie tylko Clint dał się zrobić w konia...
S_O: Kiedy to się dzieje w stosunku do zeszłotygodniowego SW? Przed? Po? Hickman mógłby chociaż tyle zdradzić.
Niezależnie jednak od pytania "kiedy?", Fury nieźle sobie radzi i pięknie pogrywa sobie z Osbornem. Ale tutaj zgadzam się z Krzycerem - wygląda na to, że Lista, która miała przedstawiać Osborna definitywnie załatwiającego uciążliwe dla niego sprawy, staje się graniem mu na nosie przy każdej możliwej okazji.
Aha - i witamy nowego gracza, Gospodina Lewiathana. Tylko czemu na mapie znowu jest Czechosłowacja?

Deadpool vol. 2 #16

S_O: Taaa... Interesujący pomysł z ojcem Mercury. Reszta - nie. Nieinteresująca jest chęć wstąpienia Deadpoola do X-Men - co już było, nieinteresujące jest zasugerowanie, że Wade jednak nie jest głupi - co już było i to nagminnie, nieinteresujące jest też to, co Way uważa za humor - co było, jest i będzie nieśmieszne.
Krzycer: To już było - i to było zrobione lepiej. Nawet iksmańskie kostiumy Wade'a z Cable & Deadpool były lepsze od tego tutaj. Ale przynajmniej choć na jeden numer możemy odpocząć od halucynacji. Naleśniki nawet mnie rozbawiły.
Do tego przyznaję Way'owi punkcik za całkiem sensowny wątek z ojcem Mercury, od razu z minusem za to, że Cyclops nie kojarzy jej nazwiska i musi się dopytywać.


Doctor Voodoo: Avenger of the Supernatural #1
Hotaru: Kolejna pozytywna niespodzianka w tym tygodniu. Nie oczekiwałem zbyt wiele. Skusiłem się głównie ze względu na rysunki Jefte Paolo. Po skrypcie Remendera nie spodziewałem się niczego dobrego, bo to przecież tylko kolejny spin-off bendisowego pomysłu, prawda? Nawet jeśli, to co z tego! Magia uniwersum Marvela wreszcie stała się dla mnie atrakcyjna. Koniec z pierdołami, którymi karmił nas latami Stephen Strange o równowadze między dobrem i złem, czy innych takich bzdetach. Jericho Drumm postanowił schwycić zło za jaja i takiej walce jestem skłonny kibicować. A że przedstawi ją świetny Paolo, tym lepiej.

Demogorgon: Nie spodziewałem się niczego dobrego po tym komiksie. Nie po tym, co scenarzysta wyrabia z Punisherem. I jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że odczucia z lektury mam pozytywne. Nie było wcale tak głupio, jak się obawiałem, a nawet całkiem ciekawie. Może coś jeszcze z tego będzie?

S_O: O-ho, ciekawie się zaczyna. Dość powiedzieć, że metody nowego Sorcerera Supreme są całkiem różne od tych, do których przyzwyczaił nas stary. Do tego dochodzą jeszcze obowiązki Houngana Supreme, które najwyraźniej są zaniedbywane. Po prostu czuć, że prędzej, czy później ugryzie to Jericho w tyłek - i nie mogę się doczekać momentu, w którym to nastąpi.
Krzycer:
No, to już wiemy, że Jericho prowadzi interesy inaczej niż Stephen (który jest tutaj rysowany jakby był pruskim generałem). Doom tryumfuje jak należy, a pytanie "co zobaczył w Oku" nurtuje. Jest dobrze.

Ghost Riders: Heaven's on Fire #3

Demogrogon: Jestem oficer Gurysky. Szukam sensu tego komiksu. Zaginął i zostawił nas z tą kupą chłamu. Jeśli go widzieliście, każcie mu się stawić na komendę do wydania następnego numeru. W przeciwnym razie zostanie uznany za zmarłego. A Ghost Rider wraz z nim.

S_O: Widzicie, dzieci? Jeśli nie macie zapewnionej posady w koncernie komiksowym, nie używajcie narkotyków.
Rozumiem, że Aaron pisze Ghost Ridera pół-żartem, pół-serio i nie należy podchodzić do tego całkiem poważnie, ale... posyłanie przeciw Ghost Riderom swojej armii w grupach po dwóch nie jest rozsądną strategią i jeśli to najlepsze, na co mógł wpaść Zadkiel (o ile nie ma tu drugiego, albo i trzeciego dna), to Jason się nie popisał. No i jeszcze te niegrzeczne zakonnice pod koniec...
Ale i tak Trull the Mighty trafia na listę moich ulubieńców.

House of M: Masters of Evil
#3

S_O: No, w końcu ujawnione zostają pierwsze różnice między HoMowymi, a 616 członkami gangu Hooda - Masque nie uderzyła się w twarz ziemią i samolotem, tylko Sentinelem, a większość Wrecking Crew jest jakby mniej żywa. Dobre i to.
Inna rzecz, że ten przeskok między drugim, a trzecim numerem miniserii jest wręcz bolesny - od gangu do wyzwolicieli środkowoamerykańskiego państewka w tydzień? That's lame. Prawie tak lame, jak pisanie miniserii o rzeczywistości, która już nikogo nie obchodzi, żeby poodcinać trochę kuponów w związku z tym, co dzieje się w regularnym uniwersum.
Nie, zaraz...
Krzycer:
Podoba mi się, ale to dlatego, że jestem miłośnikiem Hooda. Dla pozostałych grzebanie w dawno zakończonym HoM pewnie nie ma najmniejszego sensu.

Iron Man: Iron Wars #3

S_O: Okej, to ja już w ogóle nie wiem, gdzie i kiedy to się dzieje. Zmienione nazwisko Omegi Reda i jego obsesja na punkcie Starka zdecydowanie sugerują, że to nie #616, więc co? Marvel Adventures? Daleka przyszłość świata "Armored Adventures"? Jakaś spoważniała wersja "Super Hero Squad"? Czy po prostu autor przyszedł z ulicy i stwierdził, że zarobi parę groszy na szale wokół Iron Mana?
Żeby chociaż to jeszcze było dobre...

Luke Cage Noir #3

S_O: Całkiem niezły nłar się z tego robi. Jest tajemniczy zleceniodawca, zamotane śledztwo, każden jeden jest podejrzany... No i niespodzianka na koniec. Nie jest źle. Tylko będę potrzebował słownika harlemowo-angielskiego.
Krzycer: Bardzo old-schoolowe zagranie z nie ujawnianiem głównego złego stojącego za wszystkim i pokazywanie tylko jego cienia. Brakuje tylko, żeby od czasu do czasu głaskał kota.
Spodobało mi się również wyjaśnienie kuloodporności Cage'a. Jeśli o imprint noir chodzi, to ta mini ma szansę znaleźć się w samym czubie, koło Wolverine'a i X-Men.


Models, Inc. #2

S_O: Hej, nie jest źle. Z dwóch kojarzących się z kobiecym czytelnikiem (nie mój interes, czy prawidłowo, czy nie) nadal lepsze są Divy, ale Spółka Modelki z o.o. też jest interesującą lekturą. Morderstwo, gej-prawnik, sześć ślicznych pań, w tym jedna lezbijka, gościnne występy... Czego chcieć więcej?
Może tego, żeby to i MD nie wychodziły równolegle, bo miesza to w biografii Patsy.

Spider-Man 1602 #1

S_O: A raczej "1605", jeśli dobrze rozumiem. Świadomie unikałem New World i Fantastick Four, więc nie mam pojęcia, co się tam działo, ale można się domyśleć z tego, o czym wspominają bohaterowie. Zaczyna się ciekawie, ale nie mogę nie skomentować, że każdy "całkiem nowy dzień" dla jakiegokolwiek Petera musi się zacząć od utraty ukochanej. I w końcu przedstawiono odpowiednik Pyma, chyba jedynego bohatera z wczesnych lat 60., którego dotychczasowe serie olały.
Krzycer:
A to nie było takie złe, jak się tego spodziewałem. No i wreszcie ktoś sięga znowu po Czarorodnych, choć nie wiem, czy po kolejnym numerze dalej się będę z tego cieszył.
Miło by było, gdybyśmy dostali kolejną po 1602: Fantastick Four dobrą historię z tego świata i zapomnieli wreszcie o 1602: New World.


Ultimate Comics Spider-Man #3f
Hotaru: Jakoś powoli moje przywiązanie do tego tytułu słabnie. Niby to nadal Bendis, i chyba nikt się nie dał nabrać na numer ze zmianą tytułu i wszyscy wiemy, że nadal czytamy Ultimate Spider-Man, ale czegoś brakuje. Nie mówię o rysunkach Immonena, bo przywykłem do charakterystycznej kreski Lafuente i już mi nie przeszkadza. Coś jakby zaczynało w tym wszystkim brakować spidey-factor. Może to dlatego, że wątek Mysterio w ogóle do mnie nie przemawia. Jeśli tak, to mam nadzieję, że po zakończeniu tej historii tytuł wróci na swe tory.

Undercik: Nadal tęsknię za Immonenem. Nie zdążyłem się jeszcze przyzwyczaić do Lafuente. Ale to nie rysunki przeszkadzają mi w odbiorze tego numeru. To po prostu jeden z najgorszych numerów Ścianołaza w świecie Ultimate. Bendis tym razem nie dał rady. Liczę jednak na poprawę tej jakże świetnej serii. Że niby ma dopiero trzy numery? Przecież to nadal ten sam Ultimate Spider-Man.

Krzycer: Po trzech numerach wiem już jedno: kreska mi się strasznie nie podoba. A poza tym jest to Bendis, jakiego lubimy. Czego więcej chcieć? (oprócz powrotu Immonena, oczywiście)

Vengeance of the Moon Knight #2
Demogorgon: Nie zawiodłem się. Spotkanie psychopatycznego Batmana z psychopatycznym Supermanem było ok, podobało mi się, jak Sentry nawet na chwilę nie przerywał wykonywania swoich obowiązków. Spector jakoś odbudowuje swoje życie i walczy z wewnętrznymi demonami, a tymczasem Norman knuje w ciekawy sposób. Spodziewam się teraz historii zrobionej na tym samym pomyśle, co aktualna historia z Punishera, tylko lepiej. Jeśli mam rację, może być bardzo ciekawie. Tylko po co tu ten Hood?

Sc0agar4k: Moon Knight nadal stara się być bohaterem. Walczy ze swoimi demonami i póki co wychodzi z walki zwycięsko. Zapowiedź następnego numeru budzi jednak obawy, czy to nie skończy się już niedługo. Powrót MK do uniwersum nadal na porządnym poziomie.


X-Babies #1
S_O:
Cóż za genialnie niedorzeczy pomysł. Wyborny, wyborny.
X-Babies nigdy nie miały być traktowane poważnie i tak do nich podchodzę. I w związku z tym świetnie się bawiłem podczas lektury. Jako Prawdziwy Polski Patriota wychowałem się na Reksiu i Bolku z Lolkiem (oraz sobotnich kreskówkach na RTL, ale ciiii), więc nie mam pojęcia, kim - jeśli kimkolwiek - są postacie ukazane na ekranach, ale ogólnie jestem dobrej myśli co do tej miniserii.
No i coś czuję, że pewien kadr będzie bardzo często wykorzystywany przy następnej Avalonowej Arenie...

X-Men vs Agents Of Atlas #1

Hotaru: Kolejna z tych miniserii, w której bohaterowie serii A okładają sobie z bohaterami serii B pyski bez wyraźnego powodu? Nie! To tydzień niespodzianek, bo X-Men vs Agents Of Atlas na razie zapowiada się na naprawdę dobrą historię. Brawa dla Jeffa Parkera, któremu udało się oddać charaktery wszystkich występujących postaci, chociaż ich budząca respekt liczba temu nie sprzyjała. Do tego świetne rysunki Pagulayana (Pixie w końcu wygląda tak, jak wyglądać powinna!) i mamy miniserię, która może nie przejdzie bez echa podczas tegorocznych Avalonów.

Sc0agar4k: Zastanawiałem się, co będzie z tego połączenia, ponieważ nigdy nie przepadałem za AoA. Ale okazuje się, że może być to interesująca historia. Szykuje się dużo walki.
S_O: Uwaga, będę narzekał. Nie na komiks, ten jest dobry. Parker pokazał już, że umie pisać tak bardziej luźne serie (komiksy z imprintu Marvel Adventures, nowe Exiles), jak i te bardziej poważne (DR: The Hood, miejmy nadzieję, że także Thunderbolts), umie pisać grupy składające się ze skrajnie różnych postaci (Agents of Atlas), a nawet mutantów (X-Men: First Class). Jedynym jego minusem jest kurczowe trzymanie się swojego małego projektu przypomnienia zapomnianych bohaterów z lat 50. Czemu więc nie może przejąć pewnej flagowej serii o mutantach z rąk pewnego beztalencia? W końcu teraz pokazuje, że nawet w obecnej sytuacji jest w stanie interesująco o nich pisać i zachować przy tym ich charaktery.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


aAmazing Spider-Man #608

Autor:
Adi Granov

Demogorgon:
Ładnie narysowana okładka jednego z lepszych w tej chwili artystów Marvela świetnie oddaje moje odczucia - miałem ochotę zrobić to samo po lekturze tego gniota.







bLuke Cage Noir #3 Calero Variant

Autor:
Dennis Calero

Hotaru: Jednego nie można odmówić komiksom z serii Noir - klimatycznych okładek. Calero udowodnił, że klimat noir nie jest mu obcy. Dominująca i natarczywa czerń złamana alabastrową bielą skóry, sterylną bielą koszuli i niemal równie jasnym odcieniem sukni tworzy naprawdę smaczny kąsek, doprawiony akcentami czerwieni na ustach, róży w butonierce, i w końcu w śladach po kulach, które nie pozostawiają wątpliwości, z czym mamy do czynienia. Pycha.





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.10.07


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.