Avalon » Publicystyka » Artykuł

Wywiad z Peterem Milliganem

Przygotowywaliśmy się z Gamartem do tego wywiadu czas jakiś – mieliśmy wiedzę i pytania (a i odpowiedzi na nie by się znalazły). Zwarci i gotowi weszliśmy do pokoju, do którego wpuszczono nas dwadzieścia minut później, niż wcześniej z nami ustalano. Dlaczego tak późno?
milligan.jpgNie znajdziecie tu dłuższego opisu wrażeń moich i Radka z MFK. Moglibyśmy napisać o tym, jak wyglądał cały festiwal, ale nie czujemy się kompetentni, spędzając czas wyłącznie przeprowadzając wywiad, włócząc się po giełdzie komiksowej oraz od czasu do czasu goszcząc w toalecie (indywidualnie).

Przygotowywaliśmy się z Radkiem do tego wywiadu czas jakiś – mieliśmy wiedzę i pytania (a i odpowiedzi na nie by się znalazły). Zwarci i gotowi weszliśmy do pokoju, do którego wpuszczono nas dwadzieścia minut później, niż wcześniej z nami ustalano. Dlaczego tak późno? Okazało się, że Peter Milligan postanowił zabalować odwiedzając Łódź i niestety obudził się z kacem, który spowodował opóźnienia. Rozmowa z nim przebiegała gładko i przyjemnie, jednak wywiad organizatorzy ucięli w połowie planowanego czasu, czyli po piętnastu minutach, przez co nie udało się spytać ani o ulubiony film Polańskiego, ani o X-Men, ani o Thora...

Pomimo zmęczenia bijącego z jego twarzy, Peter Milligan okazał się byc bardzo sympatycznym rozmówcą.


AVALON: Jak podoba się Panu pobyt w Polsce?

PETER MILLIGAN: Cóż, wypiłem ostatniej nocy trochę za dużo. Choć ostatnio mi się to nie zdarza...

Słyszeliśmy.


Poważnie?

Tak, nasi znajomi robili z Panem wywiad, ale jest Pan w Polsce, rozumiemy.


[śmiech] No cóż, póki co, bardzo mi się tu podoba. Jestem zainteresowany Łodzią. Wiem, że David Lynch bardzo dobrze się tu czuje. Oczywiście wiem też, że Polański tu studiował reżyserię. Ale się tutaj nie urodził, prawda? Wydaje mi się, że urodził się w Paryżu, a potem tu studiował...

Tak, urodził się we Francji.
 
Tak. To jest interesujące, ponieważ Polański to jeden z moich ulubionych reżyserów. Nakręcił chyba mój ulubiony film. Więc to jest interesujące. A poza tym samo miejsce wygląda naprawdę ciekawie. Ma tę postsowiecką jakość. Ponurą, trochę brutalistyczną architekturę, ale oprócz tego ma również ten przedsowiecki, przedstalinowski styl. Wyraźnie czuć, że to Środkowa Europa.

Jest Pan Brytyjczykiem. Zwykle słyszy się o francuskim, amerykańskim, japońskim czy belgijskim świecie komiksu, ale czy Wielka Brytania ma jakiś swój komiksowy świat?

Ma, ale nie tak wielki. Częścią problemu jest to, że jesteśmy tak blisko Ameryki kulturowo, i oczywiście językowo, że w właściwie znam więcej ludzi związanych z komiksem w Nowym Jorku niż w Londynie.

W USA mają nawet specjalne szkoły kształcące w tworzeniu komiksów...

Jak szkoła Joe Kuberta.

Tak. Czy Pan studiował coś, aby zostać komiksowym scenarzystą?
 
Nie, nie, nie, nie można się tego tak nauczyć.

Ale czy coś, jak na przykład czytanie odpowiednich książek, w jakiś sposób przygotowało Pana do pisania komiksów?

Tak, czytanie książek i nie czytanie komiksów.

Gdzieś czytałem, że jest Pan fanem Rimbauda.

Tak, wiesz, to z tego okresu, kiedy ma się osiemnaście lat, kiedy się uwielbia Rimbauda. To fantastyczne rzeczy, a samo jego życie miało bardzo romantyczny styl. Ale był szaleńcem. Można by opowiedzieć niesamowicie ciekawą historię o jego związku z innym francuskim poetą, Verlaine'em.skina.jpg

Czy byłby Pan w stanie stwierdzić, że jego prace miały wpływ na pańskie pisanie?

O, Boże. Nie mógłbym tak powiedzieć. Chciałbym odpowiedzieć "tak" na to pytanie. "Rimbaud i Szekspir!" Ale nie mogę. Kiedy byłem młodszy, bardzo interesowałem się jego stosunkiem do niemalże przemienienia siebie w jakiegoś rodzaju potwora. Tego typu sprawy. "Iluminacje" i "Sezon w Piekle" naprawdę do mnie przemawiały i przyciągały, co jest ciężko osiągnąć jako potencjalny artysta.

Kiedy skończył Pan pisać dla 2000AD stworzył Pan scenariusz do Skina, który został odrzucony przez wydawcę, ponieważ był zbyt kontrowersyjny.
 
No tak, zaakceptowali to w magazynie "Crisis". Był to nowy magazyn od Fleetway Publications [wydawców m.in. 2000AD – dop. Crov]. Miał być bardzo ostrą kolekcją komiksów. Oni pokochali Skina, ale kiedy drukarnie go zobaczyły, odmówiły go wydrukowania. Następnie, kiedy zobaczył to właściciel Fleetway Publications, powiedział, że gdyby, to ostatecznie wydali, to zamknąłbym całe Fleetway Publications. Więc tak, było kontrowersyjnie.

Ale czy uważa Pan, że mieli rację myśląc, że to zbyt kontrowersyjny twór?

To było kompletnie pieprzenie. Zwykłe bzdury. Po prostu stchórzyli. Myślę, że gdyby naprawdę się temu przyjrzeli i zastanowili, o czym jest... No było to mocne, było niewygodne, ale opowiadało historię chłopaka bez rąk. Jak mogło takie nie być?

Wydaje mi się, że zaczynamy obserwować w różnych mediach – komiksach, filmach – coraz większą infantylizację i upraszczanie, w taki sposób, że nawet najmniejsze fragmenty rzeczywistości, jak krew czy przeklinanie, są uznawane za tabu, zbyt kontrowersyjne, by pokazać. Zgodziłby się Pan z tym?

Może coś w tym jest. Nie wiem, jak z krwią i przeklinaniem, ale trudne emocjonalnie i trudne formą konsekwencje to coś, czego oni się obawiają. Myślę, że możemy mieć krew i przeklinanie, ale nie znaczy, że jest to bezkompromisowe. Nie znaczy, że jest prawdziwe. Myślę, że czasem — pytasz o Hollywoodzkie filmy, czy o komiksy Marvela?

Ogólnie.

Oczywiście jest przeklinanie i jest krew, ale czasem - masz całkowitą rację - czasem mamy do czynienia z uproszczoną formą. Wydaje mi się, że szczególnie w Ameryce, gdzie lubią mieć wszystko ładnie i komfortowo zakończone.

A czy jest to dla Pana problem przy tworzeniu komiksów dla DC, Marvela, czy nawet tych autorskich, skoro jest Pan uważany za "kontrowersyjnego"?

Dla Vertigo w DC to nie jest problem. Myślę, że oni lubią dobre i właśnie interesują ich komiksy, które budzą dyskomfort, które niekoniecznie mają wesołe, łatwe zakończenie. Moim zdaniem to jest właśnie coś, czego nie chcą. Jeżeli jednak chodzi o Marvela, to czasem trzeba się podddać i być bardziej odtwórczym.

Uważa Pan, że Marvel ma lżejszy ton niż DC, czy chodziło przede wszystkim o Vertigo?


Chodziło o Vertigo. Świat DC ma lżejszy ton. Vertigo rządzi się swoimi prawami.

Pracował Pan w Vertigo przez wiele lat i teraz również ma Pan Greek Street w Vertigo, prawda?

Tak, to jedyne miejsce dla tego komiksu. Jest dla niego idealne.shade33a.jpg

I to oczywiście jest projektem autorskim, ale pańska poprzednia praca, jak ta przy Shade the Changing Man, nie była w pełni autorska.

Zgadza się. Stworzył to Steve Ditko.
 
Co motywowało Pana do pisania? Warren Ellis powiedział kiedyś coś w stylu tego, że malarz maluje domy innych i dostaje za to pieniądze, ale w końcu chce też pomalować swój dom...

Tak, ale w końcu... Jednak różniło się od oryginalnego Shade the Changing Man. Nie miało nic wspólnego. A ponieważ postacie w tej serii, które mnie interesowały, były stworzone przeze mnie, to nie czułem się, jakbym opowiadał czyjąś historię. Więc czułem się trochę...

Jakby pisał Pan w pełni autorskie dzieło?

Tak, pod wieloma względami. W pewnym momencie chciałem przestać to pisać, ale poprosili mnie, żebym jednak kontynuował. Ale to właśnie dlatego byłem w stanie pisać historię, która u podstaw nie była stworzona przeze mnie... Czy to ma sens?

Tak, rozumiem to. Słyszałem, jak inni scenarzyści mówią dość podobne rzeczy o nawet bardziej "firmowych" bohaterach. Mimo to zawsze wydawało mi się, że to musi być trudne dla scenarzysty, zwłaszcza komiksowego, żeby pisać komiks przez prawie 70 numerów.

Aż 70 numerów? Jezu, nie mam pojęcia, jak to zrobiłem. [śmiech] No cóż, stało się to częścią mojego życia.

Ale czy było to bardziej przyjemnością czy pracą?

Och nie, to było przyjemnością. Uwielbiałem to. Zwłaszcza przez pierwszy rok. Pierwszy był świetny, naprawdę go lubiłem. Po jakimś czasie chciałem odejść, ale powiedzieli mi "Nie, zostań i pisz dalej". Myślę, że może wtedy przestało to być tak przyjemne.

I dziwaczność postaci sprawiła, że chciał Pan o niej pisać?


O tak, to taki dziwny, cudaczny bohater. Zawsze lubiłem twórczą kreskę Steve'a Ditko, więc to mnie przyciągało. Kiedy spojrzeć na oryginalne historie z Shade the Changing Man to to jest pierdolona pustka – po prostu nic tam nie ma. Było szalone imię, Meta to naprawdę osobliwie brzmiące miejsce...

Tak jak Creeper, inny bohater stworzony przez Ditko.
 
Tak, ale to było po prostu tyle. Nie było nic więcej.
 
To interesujące, że wielu scenarzystów z tak zwanej "Brytyjskiej Inwazji" było zainteresowanych tak zapomnianymi bohaterami. Grant Morrison zaczął pisać Animal Mana, Alan Moore...

[Wchodzi pani z MFK.]

Maksymalnie dwie minuty jeszcze.

[Pani z MFK wychodzi.]

Co to było? Pięć minut?

Dwie minuty.

Mój polski robi się coraz lepszy. [śmiech]

...Więc Alan Moore pisał Swamp Thinga...xstatix01a.jpg

Myślę, że w pewnym sensie jest łatwiej zacząć pisać o czymś, o czym się chce bez wymyślania bohatera. Można od razu zacząć pisać o tym, co się chce bez potrzeby przechodzenia przez cały wir kreowania. Chociaż, jeżeli spojrzeć na Shade the Changing Man to pierwszy numer w pewnym sensie prezentuje nowy świat. Kathy zostaje wprowadzona. Jak się nad tym zastanowić, to w pewnym sensie łatwiej byłoby mi to pisać, gdyby nie nazywał się Shade the Changing Man. Raz czy dwa musiałem się w pewnym stopniu wpasować w to, co zrobił Ditko.

Żeby nie było zbyt kontrowersyjnie, czy...?


Nie, nie o to chodziło. Robiłem dokładnie to, co chciałem z bohaterem, ponieważ stał się innym bohaterem. Ale patrząc w przeszłość myślę, że mogłoby to wyjść lepiej, gdybym... musiałbym włożyć w to więcej pracy, bo musiałbym wszystko stworzyć od nowa, jak Kathy, pomysł, świat i tak dalej — ale może byłoby to lepsze.

A co później sprawiło, że zaczął Pan pisać superbohaterów? Niedługo po Shade the Changing Man zaczął Pan pisać dla Marvela i DC – Batmana, X-Statix...
 
No, X-Statix to jednak coś innego. X-Statix to prawie anty-superbohaterski komiks.

Zgoda, oczywiście. Jednak był bardziej mainstreamowy niż pańskie typowe prace.

Przybrało mainstreamowy klimat, ale X-Statix mogło istnieć tylko u mainstreamowego wydawcy. Nie ma powodu robić X-Statix w Vertigo. Chodziło o wzięcie tych bohaterów, tego komiksowego wydawcy, którzy wyglądaliby, jakby mieli tworzyć jeden rodzaj komiksu, a potem opowiedzieć o nich w zupełnie odmienny sposób. To było interesujące w tym tytule. Oprócz tego od początku nie byłem zainteresowany superbohaterami, ale będąc w komiksowym świecie przez dłuższy czas, tego typu postacie są dookoła ciebie i zaczynasz się z nimi mieszać.

[Wchodzi jakiś gość i przerywa wywiad, przy okazji zabierając nam Milligana, któremu przez to, że był spóźniony, nałożyły sie jakieś ważne spotkania.]

No cóż, wygląda na to, że to koniec.

 
Cheers!



AUTORZY: Jan Steifer - CROV oraz Radosław Pisula - GAMART
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.