Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #112 (05.10.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 5 października 2009 Numer: 40/2009 (112)


W zeszłym tygodniu doczekaliśmy się końca runów Andy'ego Diggle'a w Thunderbolts oraz JM Straczynskiego w Thorze. Który z nich pożegnał się w lepszym stylu? Sprawdźcie opinie naszych forumowiczów i dowiedzcie się, co jeszcze warto było przeczytać w zeszłym tygodniu.



cAmazing Spider-Man #607
S_O: No i widzicie, właśnie dlatego należy dbać o środowisko. Gaz cieplarniany się gromadzi, klimat się zmienia, we wrześniu ciepło jak wiosną, koty szaleją...
Ale dość o moich problemach, mamy komiksy do skomentowania. Joe Kelly świetnie sobie radzi tak z prowadzeniem wątku przygodowego, jak i romantycznego (nie obraziłbym się, gdyby rzucili w cholerę cały ten "Spidey Braintrust" i dali mu serię na stałe). Intryga z Diablo naprawdę ciekawie pomyślana i poprowadzona, team-up przepyszny, zajawka "Gauntlet" pod koniec intryguje jak powinna... jedyne, co mi się nie podoba, to fakt, że z konsekwencjami pocałunku z zeszłego numeru Parker będzie sobie musiał poradzić pod kuratelą Guggenheima.
Bertoluccio:
Mam co do tego numeru mieszane uczucia. Tak jak wcześniejszy, czyta się go lekko i przyjemnie. Jednak nowe relacje między Pająkiem i Czarną Kotką, jakkolwiek pikantne, nie przypadły mi do gustu. Wolałem je sprzed OMD, kiedy byli bardzo dobrymi przyjaciółmi z bogatą, wspólną przeszłością, którzy zawsze mogli na siebie liczyć. Czytając ten numer czułem, jakbym pod tym względem cofnął się o jakieś 20 lat. Rysunki, chociaż nie powalały, trzymały bardzo dobry poziom. A pierwsza strona wymiata pomysłowością. Ciekawe, czy była to idea scenarzysty, czy rysownika. Całościowo 7/10.
Krzycer:
Podobało mi się. Nie było aż tylu rozbrajających momentów (w sumie tylko ucieczka przed parą młodą), ale za to wreszcie ktoś pokazał Dextera Bennetta jako człowieka, a nie parodię parodii szefa. No i cała intryga była całkiem pomysłowa.

Dark Reign: Lethal Legion #3
d
Demogorgon: Taki obrót wypadków był do przewidzenia, ale poprowadzony dobrze dał świetne efekty i nieźle zaskoczył. Oby tylko ludzie pamiętali o jego konsekwencjach, bo daje świetny potencjał dla kilku ciekawych historii. Cała seria dostaje mocne 7/10 i zwiastuje powrót Tieriego do formy. A Grey Gargoyle do dureń.

S_O: Świetna miniseria z tego wyszła. Rzadko kiedy historie typu "just as planned" mi się podobają, bo zwykle autorzy lubią pisać postacie jak półidiotów nie będących w stanie domyśleć się, jaka liczba jest po czterech, wyciągać rozwiązania z tyłka i wykorzystywać zupełnie przypadkowe i losowe wydarzenia jako część owego "master planu" (anty)bohaterów (patrz: Dark Wolverine), ale ten przedstawiony przez Franka Tieriego był przemyślany i dopracowany do najdrobniejszego szczegółu. Co prawda już pod koniec poprzedniego numeru domyśliłem się, kto stoi za tym wszystkim, ale to tylko świadczy o tym, że jestem ponadprzeciętnie inteligentny. Dwukropek pe.
Krzycer:
Duże zaskoczenie, jedna z fajniejszych darkrejnowych miniserii. Powrót Tieriego do formy? Szkoda tylko, że reperkusje pewnie będą znikome, więcej - mogę się założyć, że historia zostanie całkiem zapomniana i przy następnym pojawieniu się w jakimś komiksie Wonder Man będzie latał swobodnie po Manhattanie bez słowa wyjaśnienia.
Ale może będę się mylił.


eDark Reign: Sinister Spider-Man #4
Demogorgon: Wielkie, przekomiczne zaskoczenie. Mac się wykaraskał ze wszystkiego, jaja były ogromne, Redeemer zrobił z siebie durnia, a Bullseye mnie rozłożył na łopatki. No i ostatnia strona to czyste awesome. Świetna mini.

S_O: Szczerze? Reed mnie nie zachwycił. Jest kilka momentów, jak gangsta bawiący się na festynie czy pudel użyty jako broń, ale jako całość? Meh. Fajne pomysły na jednorazowych wrogów to jedyne, co za miesiąc będę pamiętać z tej serii.
Krzycer:
Rzut pudlem - absolutna rewelacja. Poza tym było jeszcze parę rozbrajających momentów. Miło, że ktoś pisał o Garganie jako o pełnokrwistej - nawet jeśli niezbyt skomplikowanej - postaci. Ostatnio występował praktycznie wyłącznie jako kanibalistyczny potwór...
Undercik: Dobry koniec dobrej mini. Co było w niej takiego, co przyciągnęło moją uwagę? Po pierwsze - fabuła. Spodziewałem się czegoś innego/gorszego. Dostałem naprawdę interesującą historie. Po drugie - rysunki. Bachalo idealnie rysuje Venoma moim skromnym zdaniem.

Dark Reign: The Hood #5

Demogorgon: Zaskakujący obrót sytuacji. Niby spodziewałem się, że w końcu pokażą, jak Parker stał się takim badassem, ale sposób, w jaki to zrobili, mnie zaskoczył. Rysunki Hotza są ok, a Jeff Parker zaczyna się bawić w strażnika continuity (bo Slott coś się przestał przejmować :P), co cieszy.

S_O: Kolejny finał i niezła niespodzianka. Tłumaczy to (z grubsza) wzrost mocy oraz bezwzględność Hooda w innych seriach... Jedno, co mi się nie podoba, to sposób, w jaki Parker (Jeff, nie Robbins) zakończył wątek gorącej narzeczonej z dzieckiem. Nigdy nie byłem dzieciatą kobietą, więc nie mam pojęcia, o czym mówię, ale cała sytuacja wydała mi się wymyślona naprędce i tylko dlatego, że "edytorzy kazali". Och, i aaawwwww, ci dobrzy na siebie lecą, how sweet.
Krzycer:
No i zostałem zaskoczony. Hood, owszem, skończył samotnie, ale odbyło się to zupełnie inaczej, niż przewidywałem, nikt nikogo nie ukatrupił - i dobrze. Dobra historia, zbliżona klimatem do miniserii BKV.
Tylko kim do cholery jest Force?


Dark Tower: The Fall Of Gilead #5
Hotaru: Przedostatni numer przedostatniej miniserii. Chciałoby się napisać "cisza przed burzą", ale w komiksach o Mrocznej Wieży dawno już ciszy nie uświadczyliśmy. Ludzie Farsona ze śmieszną wręcz łatwością pozbywają się kolejnych rewolwerowców, aż w końcu na czele Gilead staje Roland. Ale do rzeczy. To chyba najsłabszy numer tej miniserii. Rysunki Isanove'a są średnie. Widać, że do niektórych stronic przyłożył się zdecydowanie bardziej. Ale ogólnie jest słabo. Nawet kolory, w których zwykle Isanove jest tak dobry, zawodzą. Fabularnie też nie jest najlepiej. Legendarni rewolwerowcy polegają zbyt łatwo, spodziewałem się, że Farson będzie musiał wykazać się sprytem, żeby pokonać Stevena. Nic z tych rzeczy. Ale nie przejmuję się. Do ostatniej miniserii powraca Jae Lee, więc na pewno będzie lepiej.


Hulk vol. 2 #15
f
S_O: Nie wiem, co jest głupsze. Ten komiks, z powszechnie znanych powodów, czy ja, że go przeczytałem. Już pomijam fakt, że każda jedna osoba łyknęła sobie pigułkę głupoty albo i dwie, już pomijam fakt, że teksty Deadpoola sprawiają, że czekam na powrót Mike'a Bensona do postaci, do tego Jeph nas już przyzwyczaił. Zawsze najbardziej denerwowały mnie drobiazgi, które świadczą o tym, że autor nawet się nie przyłożył. Jak choćby - Jak Domino uwolniła się od duszącego ją łańcucha w kilka sekund? Czemu Archangel, który przyznał się do nie znania rosyjskiego, rozpoznał, kiedy Dynamo zaczął odliczać (to, że nie wyrzucił pancerza po katapultowaniu się pilota - mimo nadludzkiego refleksu - jest oczywiście winą idiot pill, więc o tym nie wspominam)? Jakim cudem zwykły tasak, w dodatku po odbiciu od innego metalowego przedmiotu, nawet uwzględniając nadludzką siłę, był w stanie przebić gasrurkę? Takie denerwujące pierdółki w moim mniemaniu świadczą nie tylko o słabym warsztacie, ale - przede wszystkim - o braku szacunku dla czytelnika.

Krzycer: To było... nawet przyjemne. Narracja Rulka przedstawiająca jego światopogląd - Ross, jak bum cyk cyk, choć i tak jestem o tym przekonany od jakiegoś czasu.
A potem pojawiła się Rulkie. I już nie mogę się doczekać nadchodzących "łotdefaków" które, jestem pewien, zafunduje nam w przyszłych numerach imć Loeb.
Undercik: Stwierdziłem, że raz na jakiś czas mogę zerknąć na Hulka vol.2. Dlaczego? Ciągle liczę na to, że Loeb się opamięta. Niestety... Nadal jest kiepsko, przynajmniej jeśli chodzi o powiązaniu tego z continuum(Punisher z Villainami w jednym teamie). Natomiast fabuła minimalnie podskoczyła w górę. Już nie boli mnie głowa jak to czytam. Co do Red She-Hulk. Jeżeli to jest ta osoba o której przed chwilą pomyślałem, to cóż, strach mnie ogarnął. Nie mniej wciąż liczę na poprawę, albo niech przynajmniej Loeb przyzna, że to inne universum.

Marvel Divas #3

Demogorgon: Sprawa raka dalej dominuje, co nie oznacza, że nie jest ciekawie. Powiem więcej - jest bardzo ciekawie i zabawnie. Angelica zmaga się z życiowymi problemami, Felicia zrywa z chłopakiem, gdy ten wspomina jej byłego, a to, co się dzieje na aukcji z udziałem Monicki to chyba jedna z najlepszych scen roku. No i jest jeszcze wątek Patsy i Hellstorma -liczę na jego ciekawą konkluzję.

Hotaru: Czy tylko ja uważam, że to przezabawnie głupie, że Pym chce leczyć Firestar standardowymi metodami? Gostek, który mieszka w jakimś kieszeniowym uniwersum, może dowolnie zmieniać swoja masę i wymyślił więcej niesamowitych gadżetów, niż jest duszy w piekle, nie ma pomysłu na walkę z rakiem. Phi! Poza tym czyta się całkiem przyjemnie. Rysunki też zbytnio nie rozpraszają. Nawet jestem ciekawy, jak Patsy się wykaraska. I mam nadzieję, że odbędzie się to inaczej, niż podejrzewam...

S_O: Uuuh-huuuh, giiirrrrlfrrieeend. Podoba mi się ta miniówka. Jest... przyjemna. Tak, to dobre słowo. Na tyle poważna, żeby nie irytować resztek mojego poczucia dobrego smaku nieodpowiedzialnym prowadzeniem tematu, a jednocześnie na tyle luźna, żeby nie sprawiać wrażenia kolejnego emo-chick-flick-drama. No i twist pod koniec. Swoją drogą jestem dziwnie pewien, że wątek Photon i Doktorka powiąże się z wątkiem Hellcat i Daimona. "Tutamsap", jak to mówią w Ameryce.
Krzycer:
Nadal bardzo dobre. I daje mi nadzieję, że ktoś w Marvelu jako tako ogarnia wszystkie tytuły (chodzi mi o postawę Black Cat tu i w ASM). Tylko kreska nie do końca mnie przekonuje.

Marvel Zombies Return #5

Demogorgon: Kolejny komiks, w którym przewidziałem zakończenie, ale który dobrze napisany bardzo mi się podobał. Pomysł rozwiązania kwestii zombiaków jest genialny w swej prostocie - frajerzy nie narobią już więcej szkód i mam nadzieję, że ludzie dadzą im święty spokój, bo kolejnej ich mini już na pewno nie przeczytam.

S_O: I kolejny finał. Seria nie przedstawiała może radosnego siekania podrzędnych umarlaków, do którego przyzwyczaił nas Van Lente, ale, koniec końców, nie było źle. Wszystkie wątki ładnie zawiązane, świetny pomysł z "zapętleniem" historii... No i skład "Avengers"... Well done, Fred, well done.
Krzycer:
Więęęęc.... Pętla czasu? Ok. Czemu nie. Sensu ma to tyle, co fabuła Terminatorów, więc czemu nie. Co nie zmienia tego, że liczę, że możemy już postawić krzyżyk na zombiakach i nie oczekiwać kolejnych odsłon tej historii.

New Mutants vol. 3 #5

Hotaru: Jestem miło zaskoczony rysunkami Zachary'ego Baldusa. Nie wyobrażałem sobie, jak będzie sobie w stanie poradzić sobie z Nowymi Mutantami, ale wespół z kolorystą Jamesem Campbellem osiągnęli... intrygującą, acz nie irytującą równowagę pomiędzy komiksem superbohaterskiem a zajęciami plastyki z podstawówki. I nie, nie mówię tego z sarkazmem. Zarzuty mam za to co do Wellsa, bo nagle przestałem rozpoznawać Sunspota. Serio, co się nagle z nim stało? Za to Illyana nadal zaskakuje i to pozytywnie. No i na horyzoncie czai się już Necrosha...

S_O: Dziwna kreska. Takich rzeczy zwykle nie widzi się w komiksie amerykańskim. Sam numer to epilog do historii o Legionie i chwila oddechu przed Necroshą. I jako taki radzi sobie całkiem nieźle. Danni udało się wybić Samowi z głowy nie uwzględnienie jej w grupie, Shian ma swój sekret, a Roberto rwie Rogue. O, i Warlock pojawił się na całych pięciu stronach, a liczę splash-page jako dwie. Trochę się na tym zawiodłem, ale poza tym dobrze się bawiłem podczas czytania.
Krzycer:
Mam nadzieję, że Zachary Baldus szybko opuści dom Wielkiego Brata. Zupełnie nie pasuje do komiksów superhero. Poza tym dobrze jest. Parę zabawnych dialogów (zwłaszcza rozmowa Sunspota z Magmą i Cannonballs o Rogue), parę ciekawych pomysłów.
Mniejsza o to, że Kavita Rao gdzieś poza kadrem zmieniła światopogląd i zrezygnowała z leczenia mutantów na rzecz pomagania im za wszelką cenę - nie rozumiem, w jakiej roli występuje w tym komiksie. Przeprowadza debriefing jako "oficer" X-Men czy pani psycholog? Bo przecież nie jest ani jednym ani drugim...


Punisher vol. 2 Annual
S_O: ...
Dobra, pierwszy kadr z zakochanym Pająkiem mnie powalił.
Reszta - nie. Po pierwsze Letha i ta druga były dwiema łotrzycami, których moce polegały na uderzaniu bardzo mocno. Więc czemu, na demony i diabły, po rezurekcji dostały z paczki z upgrade'ami moce hipnotyczne? Czy tylko ja uważam to za całkowitą bzdurę? I czemu obie? Czemu team-upować dwie osoby z identycznymi mocami (poza przypadkami mistrza/ucznia czy oryginału/klona, bo wtedy znacznie ważniejsze są wzajemne relacje)? Toż to przecież nawet Wasp za czasów Tales to Astonish umiała przynajmniej latać. A jeszcze nie zacząłem narzekać na sam numer. Rany, ale ten komiks wywołał u mnie negatywne emocje.
Krzycer: Zaczyna się od mocnej masakry weteranów, żeby szybko zmienić się w slapstickowe ganianie za złymi kobietami i zakończyć rewelacyjnym zakochanym Spider-Manem. Strasznie nierówne, ale... podobało mi się.

Runaways vol. 3 #14

Demogorgon: Nie. Ja nie wierzę, że ten komiks napisała autorka świetnej Patsy Walker: Hellcat. Co jest z tymi Runaways? Vaughan, jak odchodził, to rzucił jakąś klątwę, z powodu której każdemu jego następcy (nie licząc autorów mini z Young Avengers, którzy zapewne noszą jakieś błogosławieństwo dla równowagi), choćby nie wiem jak się starał, wychodzi kiepski fanfik? To musi być klątwa, albo choroba fanowska, bo co innego?

Hotaru: Hmm... Ładne rysunki. Chciałbym móc powiedzieć coś więcej na temat tego numeru, ale żeby nie pogrążać Runaways postanowiłem nie krytykować scenariusza. Dlatego już zamilknę.

S_O: O...key... Jestem pewien, że jak przeczytam całą historię naraz, to będzie ona miała mnóstwo sensu i w ogóle... No, ale taka jest natura historii pisanych przez panią Immonenową - pojedyncze numery sprawiają wrażenie kompletnego chaosu. I nie inaczej jest z tym numerem, który pozostawia nas z jeszcze większym mętlikiem w głowie. W dodatku widać, że Kathryn zaplanowała znacznie więcej historii i już po wydrukowaniu pierwszego numeru (albo i więcej) dowiedziała się o zamknięciu serii. Teraz trzeba czekać, aż Runaways staną się częścią serii-antologii, która nigdy nie powstanie...
I co tam się czai w alejce na jednej z ostatnich stron?

Secret Warriors #8

Demogorgon: Coś mi zgrzyta między tym numerem, a Dark Avengers #9, ale nie jest to nic wielkiego, ale ogólnie mi się podoba. Ares wyraźnie jest dumny z Phobosa, a Osborn umieścił go na swojej hit list zaraz pomiędzy Spider-Manem a Iron Manem. Jest ciekawie.

Hotaru: Powoli, acz nieuchronnie, moje zaangażowanie w lekturę tego tytułu maleje. Jestem na tym etapie, kiedy w ogóle nie pamiętam poprzedniego numeru. W ogóle! Byłem pewien, że coś przegapiłem, dlatego musiałem wrócić do korzeni. I chociaż się mobilizuję, to i tak średnio mnie to wszystko obchodzi. Pewno z tego numeru zapamiętam fajną scenę z Phobosem i... nic więcej. Bo niczego więcej zapamiętywać nie warto.

S_O: Chyba najlepiej przedstawiony przykład "boga z maszyny" jaki widziałem. Aż użyję emotki: :D .
Podoba mi się prowadzenie Aresa. Widać, że jest dumny z dzieciaka. W taki sam sposób, jak ojciec, który dowiedział się, że jego dziesięcioletni syn opracował skomplikowany plan, żeby podglądać dziewczyny w szatni. Wiecie, "spiorę ci tyłek tak, że przez tydzień będziesz na stojąco siedział, ale uczynię to dumny z tego, co zrobiłeś". Chciałbym tak kiedyś powiedzieć mojemu hipotetycznemu synowi.
W ogóle cały numer solidny. No i niezły cliffhanger.
Bertoluccio:
Muszę się przyznać, że zaczynając czytać tę serię miałem obawy co do postaci Phobosa. Z powodu jego umiejętności przewidywania przyszłości bałem się, że scenarzysta zrobi z niego taką Laylę 2.0. Na szczęście potem moje obawy zostały rozwiane, a to, co młody bóg strachu wyprawia w tym numerze, to mistrzostwo. Jeżeli ten dzieciak już teraz wykazuje się takim poziomem bad-assowatości, to aż strach pomyśleć co będzie, jak dorośnie. Nick Fury wiedział co mówił, gdy rozkazał Daisy dopilnować, aby chłopak był zawsze w dobrym humorze. Reszta numeru, chociaż nie dorównuje akcji Phobosa, też jest ciekawa, a końcówka zawpowiada wybuchową kontynuację. Całość 8.5/10.
Sc0agar4k: WOW. Młody God of Fear pokazał, że mimo iż młody, to nie da się zastraszyć, tym bardziej przez kogoś takiego jak Osborn. To drugi numer, który pokazuje Aresa w roli ojca. "Daję Ci fory, ale i tak czeka Cię lanie." To było naprawdę dobre.


Skaar Son Of Hulk #15

S_O: Trzy. Trzy numery zbyt długo trwa ta seria. I po co? Żeby śledzić przygody jakiegoś emo-nihilistycznego gówniarza? Serio, jaki jest cel tej serii? Czy po prostu ktoś stwierdził, że wszystko, co wiąże się ze słynnym "Planet Hulk" sprzeda się jak ciepłe bułeczki, nieważne, jak na siłę pisane? Nie rozumiem, naprawdę nie rozumiem. Niech mi to ktoś wytłumaczy.
Krzycer:
Tsk. Po zniszczeniu Sakaaru ta seria popada w coraz większy chaos. Nie mam bladego pojęcia, o co tu właściwie chodzi, a kolejne rewelacje Starego Sama coraz bardziej mieszają mi w głowie.
No i widać tu chyba inspiracje odcinkiem Star Treka, o którym czytałem na Cracked - kosmiczni Sowieci rządzą. :D


gSpider-Man Clone Saga #1
Demogorgon: Czyli Clone Saga od nowa. I mówiąc szczerze, jakoś tak sympatyczniej. Brakuje mi tylko rysunków Bagleya, bo ktokolwiek to rysuje, nie sprawdza się. Dzieje się tu o wiele więcej niż w oryginale, ale mam obawę, że jak oryginał zgubiło zbytnie rozciągnięcie, tak to zgubi ściśnięcie wszystkiego w sześć numerów. Villain, co do którego byłem pewien, że nie był wymysłem edytorów, chyba już na tym ucierpiał. Pełen obaw, daję nieśmiałe 6/10

S_O: Czyli mastermindem za Clone Sagą od początku miał być... Tony Stark? (Tak, nawiązuję do butelki na ostatniej stronie i problemów alkoholowych Irona, I'm so funny and edgy)
Należałem do mutanciej części Pokolenia TM-Semic i nie za bardzo się interesowałem oryginalną Clone Sagą (może warto przeczytać wysmażane przez Cyclopa83 streszcznia?), więc podchodzę do tej miniówki bez nostalgicznych gogli na nosie i nie będę oceniać historii w oparciu o wspomnienia. Historia pisana jest zgrabnie, choć nie obywa się bez dłużyzn i sporych ilości kłapania szczękami (choć może to tylko urok pierwszego numeru), więc jakby nie było, nie jest źle. Nie jest genialnie, ale da się czytać z przyjemnością.
I muszę dodać, że miło ze strony DeFalco, że streścił podczas monologów Spidera ostatnie jego przygody. To pomaga takim ignorantom jak ja.

Thor #603

Demogorgon: Coś słabiej. Nie wiem, czy czegoś brakło, czy to tylko świadomość, że JMS odchodzi pisać durne team-upy do DC (How the mighty have fallen). Ale jakoś dziwnie się czułem, czytając ten komiks. Wkurza mnie, że to jedyna seria, gdzie Loki odrzucił kobiecą formę, martwi mnie, czy Gillen to udźwignie i czy ktoś pomyśli i utrzyma Fractiona z dala od tego komiksu i ogólnie nie potrafię się nim w pełni rozkoszować. Nie zrozumcie mnie źle, dalej jest fajnie, nie mogę się doczekać finału, a Bill wyrasta na fajną postać, ale za duża ilość zmartwień o ten tytuł odbiera mi całą zabawę. It's not you, Thor. It's Joe Quesada. 7/10

S_O: Po pierwszej stronie już wiedziałem, że kocham Sif. Rany boskie, zaśmiałem się znacznie głośniej niż powinienem, kiedy zaczęła mówić o Volstaggu.
W ogóle wszystkie sceny w Oklahomie są, jak zwykle, na wagę złota. Za to w Latverii... No, no, no, Loki sobie pozwala... Jasne, jego plan nie wygląda na bardzo złożony, ale w sumie czemu miałby? Jeśli nie ujawnia wszystkich kart swoim sprzymierzeńcom, to czemu miałby nam?
No i Bill wyhodował sobie parę cojones. Nie mogę się doczekać Defining Moments. Kiedykolwiek się ukaże.
Bertoluccio:
To chyba pierwszy numer Thora autorstwa JMS, który z jakiegoś powodu mnie nie usatysfakcjonował. Trudno mi określić co to było, ale fakt pozostanie faktem. Może to zachowanie Lokiego, który po powrocie do swojej prawdziwej postaci stracił jakby znaczną część przebiegłości. A może to prowadzenie postaci Billa, bo chociaż podoba mi się kierunek, w jakim ewoluuje jego charakter, to jego relacje z Keldą straciły swoją magię. A może to rysunki, które wydawały mi się bardzo nierówne, chociaż żadnego kadru nie nazwałbym słabym. Ostatecznie dam 7.5/10, mając nadzieję, że zbliżający się Thor Giant-Size w pełni mnie zadowoli.
Krzycer: Thora za wiele tutaj nie ma... Ale jest powrót do Oklahomy i interakcje z tubylcami, a to podobało mi się w tej serii najbardziej. Poza tym bardzo podoba mi się iście mityczny związek Billa i Keldy i ciekaw jestem, co znaczy okładka wydania specjalnego. Tylko Loki faktycznie jakby zgłupiał po tym, jak znowu stał się mężczyzną.
Czyżby JMS był feministą?


Thunderbolts #136

Demogrgon: A nie mówiłem! Nie mówiłem, że Scourge to sami-wiecie-kto? Nie, nie Voldemort! Ten gość, którego obstawiało pół redakcji. Obrót sytuacji niezły i zaskakujący, chłopaki zaczęli przerażać Ant-Mana. Diggle odwalił kawał dobrej roboty, mam nadzieję, że Parker to po nim udźwignie (nawet nie ruszę tego numeru, który napisze pan "piszę gorszego Punishera niż Fraction", nic mnie nie zmusi).

S_O: Diggle odchodzi z hukiem. Ujawnienie prawdziwej tożsamości Scourge'a zostało poprowadzone całkiem zgrabnie (i to nie tylko w tym, ale i w kilku poprzednich numerach, w których Diggle i, okazjonalnie, Hickman, poumieszczali podpowiedzi), rozłam w "drużynie" też interesujący i dający nadzieję na ciekawy rozwój... No i mamy kolejną drużynę stającą przeciw Osbornowi. Koniec końców, dobry numer i dobry koniec dobrego runu.
Sc0agar4k: Co lubię w Thunderbolts spod znaku Dark Reign? To, że są jak najlepsze powieści sensacyjno-szpiegowskie. Zawsze coś się dzieje, akcja pędzi do przodu jak rwąca rzeka, a sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie i zaskakuje przy każdej możliwej sposobności. I tak jest i tutaj. Jedne rzeczy były do przewidzenia, inne już niekoniecznie. Jednym słowem bardzo dobra powieść, tj. komiks :).

Wolverine: Weapon X
#5

S_O: Aaron, jak zwykle, nie zawodzi. Sprawa Strikeforce X załatwiona szybko, łatwo i niekonwencjonalnie, ale jak dla mnie to plus - zawsze miło być zaskoczonym. No i na dodatek kilka twistów na koniec. I jeden niespodziewany występ gościnny. Solidna robota, jak zwykle u tego scenarzysty.

X-Factor vol. 3 #49

Hotaru: Bezkonkurencyjny numer tygodnia. Nie mogę wyjść z podziwu nad talentem Petera Davida do pisania ostrych jak brzytwa i niebywale zabawnych dialogów. Bendis powinien się od niego uczyć. Kupuję wszystko. Łykam jak siemię lniane i chcę jeszcze.

S_O: Whoa. Doom... To Doom, po prostu. The Three Stooges w składzie Guido, Rictor i Shatterstar też byli genialni. W ogóle cały numer można opisać tym jednym przymiotnikiem - genialny. Nawet mi nie przeszkadza, że nowa moc Shattera jest z tyłka wyciągnięta. Nie mogę się doczekać jubileuszu. I drugiego.
I gratulacje dla PADa, jego starsza córka zaczęła studia.

Krzycer: Samobójca - "that was completely random". Piękne. Poza tym PAD dalej mąci z Shatterstarem - najwyraźniej on się po prostu tak wita :). A w przyszłości Doom ma swój kolejny lepszy dzień... co może skończyć się bardzo źle dla reszty bohaterów.
Numer tygodnia - po raz pierwszy od jakiegoś czasu z pełnym przekonaniem.

Bertoluccio: Piękne. Miałem przeczucie, że Doom jeszcze solidnie namąci na sam koniec. Może i ma swoje lata, ale to dalej pierwsza liga złoczyńców. Oprócz tego Guido ma problemy z tym, co widział, a przywitanie się Stara z Val udowadnia nam, że nie wszystko może być takie, jak nam i Rictorowi się wydaje. Za ten numer 8.5/10 i już nie mogę się doczekać jubileuszu (obu).


X-Force vol. 3 #19
h
Hotaru: Fajny numer. Bawiłem się przednio. Rysunki Choia stoją na stałym wysokim poziomie, ale i tak highlightem komiksu jest sparowanie wybrakowanej X-23 i agentki Morales. Tak, doskonale wiem, że to stary i ograny motyw (znaczy, nie parowanie akurat tych dwóch postaci, ale takich typów osobowości), ale skoro tak świetnie się sprawdza, to nie będę narzekał. Podoba mi się też budowanie w kierunku Necroshy. I mam wielką nadzieję, żeby nie okazało się to niewypałem pokroju Messiah War.

S_O: No, no, no... Laura i Morales siedzą po uszy w niezłym... no cóż...
Mamy wyjaśnienie, czemu Facility pozwoliło Kimurze na zabawę w gościa z Teksańskiej Masakry, co zmusza do zastanowienia nad okładką przyszłego numeru. Swoją drogą ręka już nie jest im potrzebna, bo ktoś może wejść do sali tortur z mopem i zebrać materiału na X-24 do 26. Poza tym drobiazgiem świetny numer.
A tymczasem Selene załatwiła sobie swoje własne źródło spoilerów. Nie mogę się doczekać walki Destiny z Blindfold. It will be sooooo cash.

Krzycer: Słabsze od poprzednich numerów, chociaż ciężko mi uzasadnić tę opinię. Może to kwestia braku chemii w duecie X-23 i agentki S.H.I.E.L.D.. A może to dlatego, że spośród wielu prowadzonych równolegle wątków ten interesuje mnie najmniej.


X-Men Forever
vol. 2 #8
Hotaru: Z lekkim zażenowaniem pisałem, że podobały mi się pierwsze numery tej serii. Cóż, tym razem nie odczuwam ani krztyny zażenowania. Nic mi się w tym komiksie nie podobało. Przesycony nostalgią klimat ulotnił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i nie pozostało nic fajnego. Wiem, że to Claremont, ale i tak liczę na to, że to chwilowy - gigantyczny, bo gigantyczny - spadek formy.

S_O: No proszę, Krzysiek, jak się postara, to jest w stanie coś z siebie jeszcze wykrzesać. Ciekawy zwrot akcji gdzieś tak pod koniec, krótko mówiąc. Cała reszta jest typowym Cleremontowym słowotokiem pozbawionym większego znaczenia, czasem gubiącego wątek, a czasem zupełnie pozbawionego sensu (żadnych trupów mimo śladów walki, a w dodatku jedzenie i wszystkie lekarstwa zostały zabrane? Wzięły je Sentinele! Duh!), ale to jedno światełko w ciemności daje (złudną) nadzieję, że ta seria zostanie zapamiętana jako _tylko_ zła.
Przynajmniej na kilka sekund, bo zaraz potem okazuje się, że Traskowie, twórcy Sentineli, są powiązani z III Rzeszą. No oczywiście, w końcu w historii świata oprócz nazistów nie istnieli żadni rasiści.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


X-Force vol. 3 #19
a
Autor: Mike Choi

Hotaru: Przepiękna okładka. Ale nie wybrałem jej dlatego, że Mike Choi i Sonia Oback wykazali się tu kunsztem rysunku i kolorowania. Cieszy mnie, że całość jest tak estetyczna, ale i tak na brawa zasługuje pomysł. Nie wiem, kto był jego autorem, ale symbolizm jest tu wręcz idealny i pasuje zarówno do Laury, jak i Warrena, jak lateksowe rękawiczki do dłoni. Brawa.





bGniot tygodnia:

Punisher Annual vol. 2 #1

Autor:
Janson Pearson

Demogorgon: Aż oczy bolą od patrzenia na to coś. Spuchnięty, kompletnie nieanatomiczny Frank Castle vs anorektyczny i równie nieanatomiczny Spider-Man. Niech ktoś powie tej parodii rysownika, że ludzie tak nie wyglądają.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.09.30


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.