Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #4 (13.08.2007)


Poniedziałek, 13 sierpnia 2007                                                                                                      Numer: 4/2007 (4)

 

Właśnie zakończył się konwent w Chicago. Mniejszy niż ten z San Diego, ale także obfitował w ciekawe informacje, m.in. o tym, jaką serią zajmie się znany z The Ultimates duet Mark Millar i Bryan Hitch. Zaprezentujemy również pierwsze reakcje na animowany film o Doctorze Strange.

 


 

X-Men panel
Gil: Czytając relację z panelu, zauważyłem przede wszystkim, że duża jego część (może nawet więcej niż pół) zboczyła na tematy z mutantami nie związane. Świadczy to o pozycji X-Men we współczesnym uniwersum Marvela i to raczej niekorzystnie. Właściwie, można powiedzieć, że X-Men i Avengers zamienili się miejscami względem pozycji z przed lat powiedzmy, pięciu, ale też nie ma się co dziwić, bo Joe Quesada od kilku lat podkreśla, że Avengers są teraz priorytetowi i faworyzowani.
Wróćmy jednak do ogłoszeń. O Messiah Complex tradycyjnie powiedziano niewiele, zatem nic nowego w tej materii. Najlepszą wiadomością jest oddanie New Excalibur w ręce Paula Cornella. Frank Tieri udowodnił, że można zrobić coś ciekawego z tą grupą, a po miniserii z udziałem Wisdoma, nie mam wątpliwości, że Cornell podniesie poziom bardzo, bardzo. Wiadomością złą jest przetrwanie po stokroć przeklętego Romulusa, który ma się pojawiać w obu seriach z Wolverinem w roli głównej. Jest też wiadomość niepokojąca, dotycząca powrotu jedynej, prawdziwej Magik w przyszłym roku. Równie niepokojący jest brak jakichkolwiek informacji na temat X-Factor, zwłaszcza przy zapowiedzi likwidacji jednej z serii po Messiah Complex.

Ozz: Marvel pozornie niewiele ujawnił co do przyszłości mutantów (no bo i nie ma jak, nie chcąc za bardzo spoilerować nadchodzącego Messiah CompleX), ale dało się wyłowić coś interesującego. Chociażby to, że znani są już wszyscy rysownicy, którzy będą tworzyć cross-over. Pamiętam, że w X-Cutioner's Song bardzo odstawały od pozostałych prace Jae Lee (którego lubię) i psuło mi to trochę efekt. W Messiah CompleX będzie podobnie, ale to historia jest ważniejsza, więc jestem bardzo dobrej myśli i nie mogę się doczekać.

 

Mondo Marvel panel  
Gil: Spróbujmy po kolei:

Tartakovsky jako autor Cage'a to mocne uderzenie. Pamiętając jego wyczyny przy Justice Friends możemy się spodziewać niezłej jazdy, tym bardziej, ze akcja ma być, zdaje się, osadzona w latach siedemdziesiątych.
Nowa miniseria z Silver Surferem budzi mieszane uczucia. Widzieliśmy go już w roli kosmicznego mesjasza, chyba nawet więcej niż raz, więc nie ma rewelacji. Nazwiska autorów też specjalnie ekscytująco nie brzmią, więc spodziewam się raczej średniaka.
Killraven duetu Kirkman i Liefeld to najbardziej przerażająca wiadomość panelu. O ile Kirkmanowi mógłbym jeszcze zaufać, to odrzuca mnie od wszystkiego, co współtworzy Liefeld, więc... I say thee NAY!
Ozz: Standardowe już pytania czytelników na temat Ultimate Wolverine vs. Hulk i Ultimate Iron Man 2 doczekały się równie standardowych odpowiedzi. Jakiś czas temu zasiałem zasłyszaną plotkę, jakoby Ultimates 4 rysowane przez Eda McGuinessa miało nie ujrzeć światła dziennego, ale Joe Quesada potwierdził, że ta seria wciąż ma być wydana po tej rysowanej przez Joe Madureirę.

 

Cup 'O Joe Panel
Gil: Ze wszystkich tych nowych rzeczy, o których mówił Joe Q, najbardziej zainteresowała mnie kontynuacja Silent War w postaci kolejnej (zapewne mini) serii. Z kolei zła wiadomość, to kolejne odłożenie na później Spider-Woman Bendisa i Meleeva. Cała reszta pytań i odpowiedzi nie przyniosła nic specjalnego, a wśród nowo ogłoszonych tytułów nie znalazłem nic więcej interesującego (poza Annihilation: Conquest oczywiście, ale o niej wiedzieliśmy już wcześniej).
Foxdie:
- Wybornie, że Alex Ross powraca do Marvela, aczkolwiek mam obawy co do "powrotu" Captaina, oby nie przywrócili go do życia, bo zdecydowanie za wcześnie na to.
- Nie cieszy informacja, że nie ma planów dla Whedona w Marvelu, tak samo jak kolejne przesunięcie Spider-Woman Bendisa i Maleeva.
- Bagley rysujący Mighty Avengers #7, sweet.
Ozz: Ultimate Hulk/Iron Man - Warrena Ellisa nigdy nie jest za dużo. Oby tylko publikacja tej historii rzeczywiście zajęła pół roku.

 

Millar i Hitch w Fantastic Four
redevil: Stało się! Mam w planach kupno komiksu Fantastic Four, powodem oczywiście jest fakt przejęcia tytułu przez Millara. Jedynie po przykładowych planszach zaczynam mieć dość Hitcha - postacie wydają się dziwne wtórne, jedna przypomina mi do złudzenia Black Widow ze świata Ultimate. No i cieszę się, że skład FF będzie tradycyjny.
Gil: Ogłoszenie, że Millar i Hitch przejmują Fantastic Four jest prawie jak gwiazdka z nieba. Nigdy nie byłem zagorzałym wielbicielem ich przygód, ale przy takim teamie może wreszcie pojawi się coś naprawdę wartego uwagi. Skoro Millar jest już prawie rok do przodu ze skryptami, to chyba dobrze wie, co robi, więc jestem na tak. Pomyślcie tylko... F4 bez Black Pantherów, Stormów, McDuffich, a może nawet bez nudy i absurdów - aż chce się czekać.
Jaro: Wreszcie Pierwsza Rodzina Marvela doczeka się porządnego creative teamu, co powinno stać się już dawno temu. Millar ma wprawdzie nieco ułatwione zadanie, bo gorzej od McDuffiego mógłby pisać ten komiks jedynie Hudlin. Cieszy obecność Hitcha w tytule, bo obydwaj panowie świetnie się rozumieją, co udowodnili już przy Ultimates. Pozostaje jedynie czekać z niecierpliwością na pierwsze owoce ich pracy nad FF.
Foxdie: To z pewnością najgorętszy news ostatniego tygodnia. Nigdy nie przepadałem za FF, zwłaszcza po takich perełkach, jakie serwowali Waid, McDuffy czy nawet Straczynski. Sprowadzenie Millara i Hitcha może odmienić ten stan. Z niecierpliwością wyczekuję ich "Fantastycznego" debiutu w przyszłym roku i mam nadzieję, że opóźnień nie będzie, chociaż w przypadku Hitcha to wydaje się wręcz niemożliwe.
Black Bolt: To chyba najwspanialsza wiadomość, jaką ostatnio usłyszałem. W końcu będę mógł powrócić do tego tytułu, bo na razie omijałem go duuużym łukiem. Spodziewam sie tu dużo dobrego ze strony obu tych panów i nawet przeboleję ewentualne opóźnienia.
Gamart: Zespół z mojego ulubionego komiksu, czyli "Ultimates", przejmuje FF? Świetna wiadomość, chociaż ten zespół mi nie pasuje do Millara. Wolałbym go w Avengers, bo to już jakaś namiastka Ultimates starego by była, ale Bendis żadnego tytułu nie odda. Nic, poczekamy , zobaczymy, jak Hitch sie wyrobi i będzie mniej latania po wymiarach i kosmosie to będzie naprawdę dobre. 

 

Alex Ross i The Return
Jaro: Hm. Cholernie cieszy obecność Alexa Rossa w Marvelu (nawet ograniczającego się do rysowania okładek, projektowania postaci i wspomagania scenarzysty), jeszcze cholerniej cieszy jego ponowna współpraca z Jimem Kruegerem, ale lepiej, żeby zostawili Rogersa w grobie. Bo ożywiania go nawet Ross nie uratuje, chociażby wziął się za rysowanie całego tego projektu. Historia ma być w continuity, ale miejmy nadzieję, że albo pojawi się nowy Captain America, albo opowiedziana zostanie jakaś historia z przeszłości. Nie ma co niszczyć pracy Bru.

 

Z innej beczki:
Gil: W Wizardzie #191 znalazłem wywiad Bendisa z Kevinem Smithem, z którego dowiadujemy się, że nie zamierza on dokończyć miniserii Daredevil/Bullseye: The Target, bo, cytując: "świat Marvela za bardzo się zmienił i byłoby to bez sensu", ani też zabierać się za jakiekolwiek nowe komiksowe projekty. Szkoda.

 

Punisher 2: pierwszy klaps we wrześniu
Kakteen: W tym tygodniu mieliśmy wysyp niusów filmowych, co wcale nie jest równoznaczne z jakąś bombą dziennikarską. Lepsze jednak coś niż nic. Jako, że jest w czym wybierać, tym razem padło na Pogromcę. Wygląda na to, że producenci "Punishera 2" pragną zmazać grzechy swoich poprzedników i poważnie biorą się za sequel, o czym świadczą niezłe wybory scenarzysty, głównego aktora i reżysera. Szczególnej pikanterii całej sprawie dodaje fakt desygnowania kobiety do poprowadzenia całego filmu. Jako, że Pani Alexander tematów o złych chłopcach się nie boi, co udowodniła w swoich "Hooligans", stawiam, jeśli nie na duży plus, to przynajmniej na solidną robotę i krok w przód w stosunku do części pierwszej. Byleby nie krok nad przepaścią.

 


 

Doctor Strange - film animowany
Gil: Całkiem ciekawe ustrojstwo z tego wyszło, chociaż trudno porównywać to z jakąkolwiek znaną opowieścią o doktorku. Historia jest opowiedziana całkiem zgrabnie, chociaż w kilku momentach można by się uczepić zbytnich uproszczeń i przeskoków w czasie. Kilka dodatkowych elementów w historii Stephena nie drażni, a nawet pomaga trochę poczuć do niego sympatię. Co mnie drażniło w tej produkcji, to design postaci, który przypomina skrzyżowanie klasycznej animacji Marvela z tą znaną chociażby z Batmana, a do tego z dodatkiem efektów komputerowych. Ja wolę tę klasyczną animację. Najdziwniejszym elementem jest chyba całkowicie zmieniony Wong, który wygląda trochę jak Joe Quesada i mówi jak Pat Morita. Dla odmiany, jedyną postacią, której nowy design posłużył jest Dormammu, który z zapałkogłowego przeistoczył się w coś, co może przestraszyć siedmiolatka. Ogólnie, dostajemy coś w sam raz na niedzielne przedpołudnie w Polsacie, ale powinno stać o półkę niżej od takiego na przykład G.I.Joe - The Movie.
Black Bolt: Całkiem przyjemny i ciekawy film z tego wyszedł. 75 minut poprawnie poprowadzonej fabuły, od razu zostawiającej sobie furtkę do następnej cześci. Nie mam pojęcia, czy jest to zgodne, albo chociaż bliskie, z prawdziwą historią doktora Stefana, ale jest na tyle dobre, że zdołało mnie zainteresować tą postacią i chyba w najbliższym czasie zacznę zgłębiać jej komiksowe losy. Jedyne, do czego się można przyczepić, to ta animacja, którą cały czas lobbuje Marvel w swoich animowanych produkcjach. Taka pseudo komputerowa, a ja za taką nie przepadam.

 


 

Annihilation: Conquest - Wraith #2
Gil: No... jak tak dalej pójdzie, to Wraith wyrośnie nam na ważnego gracza na kosmicznej scenie. Jego origin jest zaskakujący i wyjątkowo oryginalny, daje duże pole do popisu, a przy tym jest również dość prosty. Inni aktorzy dramatu też wypadają świetnie - walczący do ostatka Super-Skrull oraz złamany i udręczony Ronan to naprawdę coś. Ale mimo tego przyciężkiego klimatu, znalazło się też miejsce na kilka zabawnych momentów - zwłaszcza ten piracki statek na początku wpada w oko.

Jaro: Obawiałem się nieco, że Wraith może okazać się po prostu jakąś odświeżoną starą postacią - a tu przyjemna niespodzianka, bowiem wychodzi na to, że jest zupełnie nowym graczem w universum. Graczem dość silnym i na dodatek dobrze umotywowanym. Oprócz tego całkiem niezłe są sceny z udziałem Ronana, dobrze oddające stan, w jakim się znajduje. A że w dobrym stylu pojawia się jeszcze Super -Skrull i rysunki są zupełnie znośne - mamy komiks na plus.

 

Daredevil #99
Gil: Bardzo dobry numer, bardziej wyrównany i zwyczajnie ciekawszy od poprzedniego. Potwierdziła się jedna z trzech moich teorii dotyczących sprawcy wydarzeń, ale też trochę zaskoczył mnie ich rozwój - zwłaszcza fakt, że Fear opanował Millę i zmusił ją do zabójstwa. Teraz jestem ciekaw, jak ją z tego wyplączą i mam nadzieję, że nie skończy się na zwykłym "byłaś pod kontrolą złoczyńcy, możesz iść do domu". No i sam DD też ma problem, więc zapowiada się, że numer jubileuszowy będzie jeszcze ciekawszy.
Foxdie: Doczekaliśmy się zakończenia kolejnej historii Brubakera, chociaż trudno nazwać to końcem. Jedynym skończonym wątkiem jest zamknięcie Melvina i ujawnienie, kto pociągał za wszystkie sznurki, ale prawdziwa akcja dopiero się zaczyna. Mam wrażenie, że całe "To the Devil, His Due" jest tylko lekką przystawką przed prawdziwym BOOM!, które zaserwuje nam Bru poczynając od jubileuszowego Daredevil #100. Świetnie poprowadzony wątek z Millą , która irytowała mnie w trakcie całej historii i w końcu wiem, dlaczego. Dochodzi do powiązania historii Lili z obecnymi wydarzeniami i mam wrażenie, że ta kobieta odegra jeszcze bardzo istotną rolę w życiu Matta. Ed po raz kolejny udowadnia, że należała mu się tegoroczna nagroda Eisnera. Co do rysunków, to bez zmian, Lark i Gaudiano skutecznie zastępują mistrza Maleeva.

 

Exiles #97
Gil: Panie Claremont, dotykasz Pan wrażliwych strun. Wyciągnięcie z kryształu T-Birda to ryzykowne posunięcie, bo jeśli zostanie kiepsko poprowadzone, starzy, najwierniejsi fani tytułu mogą powiedzieć "dość". Mam wrażenie, że następnym krokiem będzie zlikwidowanie dwóch postaci (stawiam na Spidera i Sabretootha), żeby zrobić miejsce dla Johna i Cat. Co ciekawe, pierwsza połowa numeru jest mało claremontowa i bardziej przystępna, ale potem następuje zalew wewnętrznych monologów, który jednak drażni.
Krzycer: Chlip... jeszcze piećdziesiąt parę numerów temu to był taki fajny komiks... Krzyś dostał serię, w której może spełnić najbardziej kosmiczne zachcianki, to i spełnia - zatrudnił Psylocke, do kotła dorzucił kolejną Shadowcat, dodał miłych, wszechmocnych staruszków... W międzyczasie najciekawszym wydarzeniem w głównym wątku był Creed zaliczający Invisible Woman. I jeszcze koncówka, która umniejsza nieco siłę najlepszego moim zdaniem numeru 16. Oczywiście, to mogłaby być okazja do rozpisania genialnych dialogów, poruszających scen i ogólnie świetnego numeru przy okazji zbliżajacego się crossoveru z New Excalibur. Tyle, ze to wszystko piszę CC a ja nie cierpię tego, co on robi z Nocturne.
Foxdie: Do tej pory ten komiks był po prostu nudny, ale ostatnia strona tego numeru może sugerować, że następne doprowadzą go na sam szczyt serii znienawidzonych. Czytelnicy jakoś znieśli odesłanie Nocturne do Brotherhood (i sam Austen maczał w tym palce), przetrwali nawet wciągającego przeciwników nosem Hyperiona, ale zbezczeszczenia postaci Thunderbirda i genialnego #16 numeru serii pewnie już nie zniosą. Kolejny powód , dla którego Claremont już dawno powinien wylądować na zasłużonej emeryturze. Oczywiście mogę się mylić i za miesiąc poznamy bardzo interesującą historię wyjaśniającą co, jak i dlaczego.


Ghost Rider #14
Gil: Tym razem, jakimś dziwnym sposobem, od pierwszego spojrzenia chwycił mnie klimat rysunków. Mam wrażenie, że coś się zmieniło na lepsze, ale trudno mi powiedzieć, co. Fabuła, chociaż w tym numerze skacze naprzód dość znacznie, jest jednak słabowita. Już ponad rok męczymy się z jednym wątkiem, a tak naprawdę, do niczego nie dochodzimy - prawie jak w Wolverine Origins. Pojawiają się jacyś nowi gracze i nowe wątki, ale nadal nie ma najmniejszych śladów rozwiązania. Dodatkowo, wątek z aniołami trochę nie pasuje do świata Marvela, bo nigdy specjalnie nie było tu dla nich miejsca. Jest za to jeden fajny motyw z nawiązaniem do serialu "Heroes" - Hiro rocks!
Gamart: Fajnie i lajtowo pokazane walki Ridera z Lucyferem. Historia fajnie się rozwija i to na pewno lektura niezobowiazująca, ale z rodzaju tych, co czyta się całkiem nieźle. Na zakończenie czekam, chociaż wplątywanie Aniołów jest nieporozumieniem. Pościg Ridera za przeciwnikiem był wystarczajaco ciekawy i bez takich rzeczy.
Foxdie: Hmmm... Ciężko to opisać, niby fajnie, ale właściwie to niewiele się dzieje, praktycznie brak postępu. Połowę numeru zajmują opowieści Johnny'ego na temat tego, jak likwidował poprzednie wcielenia Lucyfera, a na koniec wyskakują ni to anioły, ni to ludzie z dylematami natury moralnej. Oh, i jeszcze ta piegowata fanka Hiro, która zdaje się być przyszłym wcieleniem niebiańskich planów. Rozumiem, że scenarzysta chciał nawrócić czytelników na właściwą drogę po ostatnich dwóch "zielonych" numerach i dlatego wierzę, że "Revelations" okażą się dobrym czytadłem. Za to bardzo spodobała mi się okładka Texeiry, rewelacja.

Incredible Hulk #109
Gil: I znowu duży postęp w porównaniu z poprzednim numerem. Tym razem, wydarzenia nieźle uzupełniają się z WWH i dają kilka odpowiedzi. Postępowanie Hulka i członków Warbound sprawia, że w powietrzu wisi dużo niepewności i nie sposób już jednoznacznie opowiedzieć się po którejś ze stron. Wygląda to tak, jakby Warbound mieli ściśle określone zasady, ale sam Hulk już się w tym wszystkim pogubił i traci kontrolę. Trochę zagadkowa jest obecność jednostki S.H.I.E.L.D., która chyba nie wykonuje poleceń Dugana i szykuje jakąś własną akcję, ale to z pewnością się wyjaśni. Plusem jest dobre rozwinięcie wątku areny. Rysunki też całkiem dobre.

Foxdie: W końcu mamy pełnoprawny tie-in do wojny. Najpierw mamy okazje zobaczyć, jak wygląda zmasowany atak wojsk na Hulka od drugiej strony. Chłopaki i Namora zazdrościli Warboundowi i stworzyli własne przymierze "Renegatów". Cho wykorzystuje tym razem swoje zdolności do pomocy S.H.I.E.L.D. i poszkodowanym nowojorczykom. Dodatkowo na plus należy zaliczyć ciekawe zakończenie, Cho odnalazł pojmanych bohaterów, a Hulk odnalazł jego. W następnym numerze przekonamy się, czy chłopak ma rację upierając się, iż Hulk "is not a killer".
Gamart: Średnie to było (z fajnymi momentami) aż do odnalezienia bohaterów. Wtedy parę rzeczy zostało wytłumaczonych, a ostatnia strona z Hulkiem i Cho jest naprawdę dobra. Więc wiemy już, że Hulk oporów przed zabijaniem też nie ma.
Jaro: W przeciwieństwie do poprzedniego numeru, ten jest bardzo dynamiczny i przez to dużo lepiej się go czyta. Nieźle łączy się też z WWH #3, rozwijając i uzupełniając to, co tam się dzieje. Do tego dobra końcówka, po której możemy spodziewać się praktycznie wszystkiego. Całość jest też świetnie narysowana. Ogólnie - mocny plus.

sCary: Po poprzedniej mieliźnie coś się wreszcie dzieje, chociaż dałoby się to spokojnie ścisnąć na pięciu stronach, zamiast powtarzać akcję z WWH 3, a z innego ujęcia. Mimo to, dowiedziałem się chociaż, że na arenie hirosi będą się naparzać między sobą. Oczywiście, po akcjach Amadeusa i Ricka raczej nie ma się co spodziewać, ale może...
CrissCross: Całkiem przyzwoite. Nie podoba mi się jednak postawa Angela. Fajnie, że domaga się sprawiedliwości i tak dalej, ale z drugiej strony, nie powinien przyzwalać aż tak bardzo na rozbijanie miasta. Fakt, koleś nie jest wstanie zatrzymać Hulka, ale mimo wszystko spodziewałbym sięczegoś więcej po "bohaterze", który dużo czasu spędził pod okiem Xaviera, ucząc się, że przemoc to nie rozwiązanie. A on sobie poprostu stoi na zasadzie "Wiesz Hulk, może powinniśmy spróbować inaczej, bo jeszcze komuś stanie siękrzywda. Nie...? No trudno, jak chcesz". Coś to nie halo.

New Avengers #33
Gil: W większości dobrze, tylko wątek skrullowy jakby stanął w miejscu. Mówi się o tym, nawet dużo, ale niewiele z tego wynika. Nawet konfrontacja Luke'a z Jessicą nie daje wiele, poza ukazaniem, jak bardzo on jest sfrustrowany. Ciekawą wskazówką może być fakt, że Echo reaguje na pukanie do drzwi, chociaż nie powinna go słyszeć (i to nie pierwszy tego typu przypadek). Trochę dziwi też fakt, że czary Strange'a znowu działają, chociaż w poprzednim numerze do niczego się nie nadawał. Dobre jest nawiązanie do wydarzeń z Mighty Avengers i wprowadzenie planów Hooda. Tylko znowu zaskakuje obecność Wizarda i śmierć Owla. Ciekawe, czy Deathlok dołączy do New Avengers, jak już go odzyskają?
Gamart: Mój numer tygodnia. Świetnie prowadzona historia i coraz większy brak zaufania każdego z członków zespołu do reszty. Captain poniżający Hawkeye'a, załatwienie Owla, numer na pewno ma warte zapamiętania sceny. Zagadka Skrulli coraz bardziej się rozwija i po tym numerze dużo wzkazuje na Jessicę Jones, chociaż wątpię, bo klnie jak zawsze. Świetnie wytłumaczony został wypadek samolotowy przez wydarzenia z Mighty, czego się nie spodziewałem. Wejście Hooda ciekawe, chociaż takie nagłe robienie z niego Kingpina wydaje się sztuczne. Bendis po raz kolejny żartuje sam z siebie, a ten tekst o wrzucaniu rzeczy w słońce nigdy się nie starzeje ["I heard that Sentry guy just flies stuff into the sun"]. Trochę dziwne, że po raz kolejny pojawia się błąd z Mayą, która słyszy pukanie do drzwi, chociaż to mogło być zamierzone. No i najmniej zaskakujący cliffhanger, jaki moża chyba sobie wyobrazić. Bo czy Hood może coś zrobić Wolverine'owi, szczególnie pistoletem? Rysunki Yu wydają sie dużo lepsze niż wcześniej, wyraźniejsze i do tego świetnie narysowane kobiety.
Jaro: Skrull-paranoi ciąg dalszy. Cage szaleje, chociaż nie można mieć pewności, czy to nie jest przykrywka. Za to dzięki jego rozmowie z Jess (skądinąd świetnie napisanej i narysowanej) możemy założyć, że jeśli jedno z nich jest zielone, drugie zielone nie będzie. Chociaż tak naprawdę niczego pewnym być nie można i to jest naprawdę piękne. Z drugiej strony mamy jeszcze wejście Hooda, bardzo dobrze zrealizowane i dodatkowo wzmocnione trupem Owla. Wszystko jest też ładnie zsynchronizowane z wydarzeniami z Mighty Avengers, Yu rysuje jak zwykle świetnie, podobała mi się zwłaszcza złowieszczo uroczo uśmiechnięta Ultronka w jego wykonaniu. Komiks na mocny plus.
Foxdie: Jak dla mnie perełka tygodnia (pewnie dlatego, że nie czytam X-Factor). Chociaż nie jesteśmy ani na centymetr bliżej rozwiązania tajemnicy Skrulli, to pojawia się nowy motyw, czyli The Hood. Do komiksowego życia (póki co tylko w zamknięciu) powraca też Deathlok i chyba doczekaliśmy się zgonu Lilanda Owsley'a (w końcu). Bendis ponownie udowadnia, że jest mistrzem w przedstawianiu emocjonalnych rozterek bohaterów. Ciśnienie i brak zaufania między New Avengers wzrasta. Małżeńskie zgrzyty u Jessicki i Luke'a. Czy ich dziecko jest Skrullem? Bendis chce, żebyśmy tak myśleli, aby jeszcze bardziej nas zaskoczyć w finale. Pozostaje tylko czekać na kolejny numer. Jeszcze kwestia rysunków. Yu coraz mniej mi się podoba, zwłaszcza to, co wyprawia z oczami większości postaci. Co trzecia ma czerwone wylewy, zdecydowanie zmieniłbym tego artystę, chociażby na Cho, tak żeby trzymać się azjatyckich klimatów.
Krzycer: Świetne! Począwszy od ataków paranoi na początku, przez uspokojenie sytuacji jedzeniem (chwyt sięgający średniowiecznych eposów rycerskich), po rozmowę Luke'a z Jessicą. Genialne. Hood wprowadzony dobrze. Co prawda w oryginale nie był takim ambitnym kozakiem, ale na razie nie mam zastrzeżeń (po tym, co BMB zrobił Echo bałem się, co stanie się z Hoodem). Pierwszy kadr z nim - normalnie ciarki po plecach poszły. No i budowanie suspensu - nie ma pani Drew z ciałem, wciąż nie wiemy, czy poszła do Starka, czy do Zielonych. Końcówka - klasyczny solo Wolverine ale dewastacja kontuaru - świetna.

New Excalibur #22
Gil: Miałem nie ruszać, ale spojrzałem, żeby zobaczyć, do czego to doszło. Historia mnie nie rusza, ale fajnie popatrzeć jak ktoś morduje złych X-Men z innego wymiaru.
sCary: Już poprzedni odcinek, w którym wszechmocna Sage nic sobie nie robiła z pełnej mocy promieni Cyclopsa, był niezłym idiotyzmem. Chciałoby się powiedzieć, że gorzej nie będzie. Ale jednak... Począwszy od bezsensownych rozważań brytyjskich citizenów (przedstawionych tylko po to, by pokazać, że Claremont przeczytał słownik amerykańsko - pseudoangielski), przez wspomnianą już nieśmiertelność Tessy, skończywszy na umieraniu 'złego Beasta', które poziomem debilizmu znalazło się bardzo blisko słynnego 'snort!'. Innymi słowy - kolejny świetny materiał do jakiegoś studium upadku Claremonta. 
 

Nova #5
Gil: Co jest gorsze niż martwy Nova? Phalanx-Nova! Jeszcze niedawno zupełnie nie obchodził mnie kosmos Marvela, ale od początku Annihilation dzieje się tu dużo i dobrze... A właściwie, źle się dzieje i dlatego jest dobrze. Każdy kolejny numer zaskakuje i przykuwa uwagę. Kiedy już myślimy, że z pojawieniem się Ko-Rel wszystko się ułoży i zacznie się odbudowa Korpusu do walki z Phalanx, wszystko zmienia się na gorsze. Co dalej będzie z Richardem i Worldmindem? A może okaże się, że Phalanx wcale nie są tymi złymi? Zagadki, zagadki, zagadki...
Gamart: Bardzo dobry numer. Ko-Rel jest ładna, zgrabna i charyzmatyczna. Mam nadzieję, że bedzie częstym gościem w serii jak tylko Rider odzyska świadomość. O właśnie, zaskoczenie numeru. Juz to, że Richard żyje, było zaskakujące, ale gwoździem programu było dołączenie go do Phalanx. Wydarzenia coraz ciekawiej sie rozwijają i widać, ze Anihillation jest pierwszym od dawna wydarzeniem w kosmosie, które interesuje. No i jest Gamora, która jest tak fajna, ze powinna gdzieś regularnie występować.
Jaro: Podoba mi się pomysł włączenia Ridera do Falangi. Proces zrobienia z niego selecta przebiegł wprawdzie zupełnie inaczej, niż te zaprezentowane we Wraith #2, ale wydaje się, że nie był to błąd wynikający z niezgrania scenarzystów. Ładnie jest prowadzona postać Ko-Rel, która pokazuje pazurki i wydaje się w tej chwili ciekawszą postacią od Richarda. A wisienką na torcie jest tu Gamora, kradnąca show z każdym swoim pojawieniem się. Na dodatek komiks jest świetnie narysowany, więc dostaje mocnego plusa.
sCary: No i wiadomo, że Rich nie umarł - w sumie to nie dziwi. Pozostaje kwestia dalszych losów Worldmindu oraz Novy 001. Całość ciekawa, wciąga i jak na razie trzyma [wysoki] poziom Annihilation: Conquest. Cliffhanger ciekawy i dosyć otwarty - i like it!

Omega Flight #5
Gil: Niezłe zakończenie niezłej historii, ale chyba nie dość dobre, by zagwarantować Omedze stałą serię. Nie ma tu miejsca na rewelacje - po prostu, źli goście zostali pokonani, a dobrzy wygrali. Tradycyjny superhiroł w całkiem dobrym stylu.
Jaro: I skończyła nam się ta sympatyczna rozwałka. Skończyła się zupełnie poprawnie i logicznie, rysunki też nieźle wpasowały się w historię - plus.
Gamart: Bardzo dobre zakończenie świetnej miniserii, czekam na ongoing.
sCary: Miniseria cały czas mi się podobała, choćby ze względu na to, że Wrecking Crew nie byli standardowymi chłopcami do bicia. I ilustracje, mimo że siakieś niechlujne, przypadły mi do gustu. Otwarte zakończenie sugeruje, że ciąg dalszy może jeszcze nastąpić. Czyli - takie fajne czytadło.
Krzycer: No i koniec. Sympatyczny i cokolwiek przewidywalny (może oprócz poświęcenia Beta Ray Billa... ale z drugiej strony, dotąd gościa w ogóle nie znałem).

 

Powers #25
Ozz: Są takie pojedyncze numery Powers, które mają dużo rozkładówek, bezdialogowej przemocy, a mało tekstu i przez to czytają się za szybko. Ten jest właśnie taki - np. dwie strony poświęcone przedstawieniu seksu Walkera z Heather, a kilka innych jego walce z kosmitami. Ale od numeru 25-go Powers ma zwiększoną objętość, co sprawia, że historia, że nie wcale nie wydaje się za krótka. Na wszystko jest miejsce. Mamy zawiązanie wątku o epidemii mocy, która wybuchła między poprzednim a tym numerem (między nimi minęło osiem miesięcy), kolejny epizod Christiana w roli obrońcy Ziemi, krok (i to duży!) naprzód w jego relacjach z Heather, wprowadzenie nowej partnerki Walkera (niestety nie zrobiła takiego pierwszego wrażenia jak Deena), aż wreszcie pierwsze od dawna spotkanie Walkera i Pilgrim, które zapowiada interesującą konfrontację w następnym numerze - teraz oboje znają tajemnicę drugiego z nich.

 

Punisher War Journal #10
Gil: No i co? No i nic. Hate Monger został zabity, a jego baza zniszczona - to było oczywiste od początku. Bridge nie aresztował Franka - to było do przewidzenia. Zaczęło się nieźle, ale na końcu okazało się, że to tylko kolejna historyjka w tym samym stylu, która w dodatku trwała trochę za długo.

 
Ultimate X-Men #85
sCary: Chociaż rysunki mi się tu podobają. Scenariusz już niezbyt. Wprawdzie jest kilka fajnych pomysłów [odgrzewanych, ale jednak], lecz ich przedstawienie śmierdzi. Namnożenie wątków spowodowało, że wygląda to za prosto i naiwnie. W jednym numerze mamy zatem wątek Stryfe'a i MLF, powrotu Beasta, Phoenix, Shadow Kinga w głowie Storm, rozwój mocy Dazzler oraz Sentineli+Fenris. Za dużo naraz, panie Kirkman, zdecydowanie.
CrissCross: No i się nagromadziło wątków dużo za dużo. Fajnie, że coś się dzieje, ale zamiast skupić się na dwóch rzeczach, to dostajemy chaos. Stryfe, Fenris, Sentinele, Phoenix, Gobliny, Beast... brakuje jeszcze tylko, żeby Cable się pojawił i wyjaśnił wreszcie, po co zaciągnął Xaviera do przyszłości. Kreska też mało ciekawa. Niektóre panele są niezłe, ale w większości raczej słabo. A najbardziej nie podoba mi się Psylocke. Przede wszystkim to, jak jest rysowana. Nie wymagam super kostiumów czy czegoś tam innego, ale spójrzmy na taką Dazzler. Niby nie ma jakiegoś szczególnego kostiumu, ale się wyróżnia. A Betsy wygląda strasznie... "płytko" że się tak wyrażę. Spódniczka, koszulka, pantofelki. Aż za bardzo wtapia się w tłum. Poza tym nie wiedziałem, że jej psycho-nóż działa na roboty, które nie mają własnej świadomości.
Krzycer: Fajne. Się podoba. Faktycznie, dzieje sie trochę za dużo. Na mój gust wątek z goblinami ciągną już za długo (nie, żebym miał coś przeciwko wątkom ciągnącym się dziesiątki numerów... ale ten się ni chu chu nie posuwa do przodu... poza tym Jean z goblinami i Storm z Shadow Kingiem to juz za dużo do szcześcia <a po drodze był jeszcze Nightcrawler z totalną szajbą...>). Ale główny wątek - walka z Sentinelami, konfrontacja ze Stryfem, absurdalna decyzja Pyro i jej wyjaśnienie stronę dalej... to wychodzi bardzo ładnie. Teraz czekam na logiczne wyjaśnienie, czemu Fenrisowie bawią się robotami...
Hotaru: Z zaskoczeniem stwierdzam, że ten numer nie jest taki zły. "Taki zły" jak poprzednie numery wyskrobane piórem Kirkmana. Rysunki trzymają pewien poziom. Ale na Kirkmanie zaczynają się mścić mnogie wątki, jakie zaczął wprowadzać, przez co czuję się, jakbym czytał zajawki kolejnych archów: Sentineli i rodzeństwa Fenris, Stryfe'a (i infiltracji jego organizacji przez Pyro), Storm i Shadow Kinga, Jean i Phoenix (zieeew), Dazzler i nowego aspektu jej mocy. I gdzieś tu jeszcze będzie przebijał się wątek szkoły Xaviera, Cable'a, Nightcrawlera i Morlocków... Za dużo tego. A jak coś jest od wszystkiego, to jest do niczego - jak głosi reklama pewnego magicznego proszku do prania (?).
Jaro: Niezły numer, chociaż bez rewelacji. Historia całkiem zgrabnie posuwa się naprzód i przyznam, że coraz bardziej mnie ciekawi, co będziej dalej. Dobra scena z Jean, goblinami i Phoenix i dla równowagi - nędzna rozmowa Bishopa ze Stryfem. Do tego nierówne rysunki, ale ogólnie - mały plus.
Foxdie: Iksmeni spod szyldu Ultimate już jakiś czas temu stracili sporo w moich oczach i rozwój obecnej historii nie wiele zmienia w tej kwestii. Nowi X-Men zebrani przez Bishopa, są....starzy? Jedyny powiew świeżości wnosi Pyro i Psylocke, chociaż strój tej ostatniej wymaga ostrego przemodelowania. Nadzieje na lepsze daje lekkie poruszenie w temacie Phoenix, a rysunek Jean leżącej na łóżku po ataku ognistej kobiety na długo zapadł mi w pamięć. Oby bliźniaki Fenris ostro namieszały w następnym numerze (chociaż naszych krajowych bliźniaków raczej nie pobiją).


World War Hulk: Frontline #3
Gil: Tutaj dla odmiany poczułem lekkie zwolnienie tempa. Część pierwsza udowadnia wprawdzie, że seria zasługuje w pełni na tytuł Frontline, ale nie zauważyłem tu nic ważnego. No, może poza występem Jamesona - byłoby zabawnie, gdyby się okazało, że to Robbie finansuje Frontline. Część druga to niewielki postęp w śledztwie i relacjach między Dannym a Korgiem. Dobrze się to czyta, ale już robię się niecierpliwy i chcę rozwiązania. Dodatek pt. "War is Heck" zabawny, ale ni przypiął, ni przyłatał.
Foxdie: Wojna znów daje o sobie znać i po raz kolejny obserwujemy ją z punktu widzenia "reporterów bez strachu" i międzyplanetarnego duetu super detektywów. Generalnie nic nowego, ot, J.J.J wypowiada własną wojnę swoim byłym reporterom, którzy swoim Frontlinem depczą Daily Bugle po piętach. Natomiast Korg i Danny w końcu trafiają na jakiś trop zabójcy, niestety na rozwiązanie zagadki pozostaje nam poczekać jeszcze dwa numery.
CrissCross: Lepiej od poprzedniego numeru (choć trzecia historyjka już mniej zabawna). Obie "poważne" historie na dobrym poziomie. W "Embedded" całkiem przyzwoicie pokazana bitwa, choć mogłoby być jeszcze lepiej. Tak naprawdę na większości paneli wojsko strzela do... czegoś. Jameson idzie natomiast na wojnę z konkurencją. No cóż, są ważniejsze sprawy niż atak najeźdźców z kosmosu... "Costume Division" również dobre, choć troszkę nie podoba mi się kreska. Ale nie na tyle żeby przeszkadzać. Ten odcinek lepszy od poprzedniego głównie ze względu na dialogi.
sCary: O ile działania Sally i Bena miały sens w trakcie CW, nie wiem, czemu służy teraz historia z ich udziałem - jedyne fajne momenty to rozmowy Jonah-Robbie, choć w tym momencie trudno jakoś umiejscowić wywalenie tego drugiego. Poza tym, nie dzieje się właściwie nic - ot, pokazanie żołnierzy i inne pierdółki, boooring... Druga historia od początku mi się podoba - i monologi, i dialogi. Jest humor, jest luz, jest jakiś wątek - jest ok.
Krzycer: Chyba pierwszy raz widać, że w tej wojnie są jakieś ofiary (załoga helikoptera) - dotąd wszyscy się katapultowali, normalnie jak w marvelowych kreskówkach. Historia z Sally i Benem - w porządku, choć ni chu chu nie posunęła się do przodu... ale JJJ wydający wojnę Frontline? Z tego może być coś ciekawego. Pytanie, kto jest tajemniczym sponsorem gazety? Po cichu obstawiam... Starka. Końcówka CW Frontline musiała czemuś służyć. Historia z Dannym i Korgiem - lepsza. Bardzo fajna chemia się utrzymuje między parą głównych bohaterów.

X-Factor #22
Gil: Ten tytuł nigdy nie zawodzi! Kolejne wątki łączą się zgrabnie, a inne wyskakują jak diabeł z pudełka i zaskakują całkowicie. Wciąż pojawiają się nowe pytania, ale przynajmniej możemy być pewni, że będą odpowiedzi, więc nie irytują, ale budują atmosferę. To wszystko, przyprawione szczyptą humoru na wysokim poziomie i podane w dobrej oprawie graficznej gwarantuje X-Factor kolejny tytuł numeru tygodnia. Aha, jest przecież jeszcze kolejny rozdział Endangered Species. Wspomnienia z Age of Apocalypse są nieźle pokazane, ale prawdziwe pytanie brzmi: jakie znaczenie ma dla historii Nate Grey?
Hotaru: Zawsze, kiedy w danym tygodniu ma się pojawić nowy numer X-Factor, od razu wiadomo, kto będzie faworytem tygodnia. Super rysunki, super fabuła. Huber i jego zwiazek z małą Francuzeczką, rodząca się dozgonna przyjaźń miedzy Siryn i M, związek Roctora i Rachne - wszystko fascynujące i jestem pewny, że jakoś ze sobą splecione. No i cliffhanger tego numeru - chyba nikt nie wierzy, że Layla umrze, ale i tak się tego nie spodziewałem.
CrissCross: Trzyma poziom. Choć niewiele się tak naprawdę dzieje. Wiedziałem, że Rahne potrafi być ostra ale... Akcja Nicole raczej niespodziewana i niepokojąca (seria ucierpiałaby, gdyby straciła Laylę). Podoba mi się, jak prowadzony jest duet Monet-Siryn. Naprawdę silny punkt całej serii. Siódmy rozdział Endangered Species właściwie niewiele nowego wnosi. Koniec historii jest bliżej niż dalej i śmiem twierdzić, że poza kilkoma mniej lub bardziej interesującymi rozmowami nie stało się narazie nic. Mam też wrażenie, że popełniony został mały błąd. Wydaje mi się (choć może to poprostu cień), że przedstawiony tu Cyclops ma tylko jedno oko. Nie byłoby tu nic dziwnego gdyby nie fakt, iż drugie oko stracił w walce z Loganem, gdy ten ratował Jean. Tutaj natomiast widzimy Jean jeszcze jako więźnia, a Scott już nie ma oka.
Jaro: Jak zwykle miodzio. Świetny monolog na temat "bad guyów", świetna rozmowa z Huberem, świetne odzywki Monet, świetne sceny z udziałem Rahne i Rictora, a do tego ciągle mnożące się zagadki, wyrastające z innych zagadek, rozwiązanych, bądź nie. X-Factor naprawdę może wkręcić. Ci, co czytają, sami wiedzą. A reszta niech czuje się ostrzeżona. Oczywiście mocny plusior.
Krzycer: U la la, no tego to się nie spodziewałem (końcówka). Totalne zaskoczenie. Zupełnie zapomniałem również o tym, że World's Greatest Detective wspominał o jakimś hUberze. Ciekawostka. M ma kilka świetnych tekstów w tym numerze, powrót Claya cieszy, Rictor i Rahne - świetna scena. Bez niespodzianek - tytuł tygodnia. Dla odmiany kolejny rozdział Endangered Species trochę rozczarowuje... Ot, Beast pije Actimela i doznaje paru olśnień. Poprzedni rozdział był absolutnie genialny, ten jest potrzebny, bo młodszy (stażem) czytelnik może nie kojarzyć, kto zacz ów Dark Beast. Ale trochę starszy stażem czytelnik tylko kiwa głową, przytakuje "tak, tak było"... a potem zastanawia się, czy przypadkiem Prałąt Summers nie stracił oka w trakcie ucieczki Jean Grey, a nie przed i czy przypadkiem Madrox nie był szwadronem Madrich a nie pacjentem Beasta... No ale końcówka - obiecująca...
sCary: Jak zwykle świetnie - trudno coś więcej dodać. Wiadomo, że Huber to bad-ass, nie wiadomo, co knuje. Można śmiało przewidzieć, że Layla jakoś przetrwa, ale na moje najbardziej rozwojowym i ciekawym tematem są kryształki w plecach Rictora.

 

 
Redaktor prowadzący: Ozz                                                                                       Redaktor techniczny: Black Bolt

 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.