Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #92 - Criminal vol. 2: Lawless TP

Criminal vol. 2: Lawless TP
Scenariusz: Ed Brubaker
Rysunki: Sean Phillips
Okładka: Sean Phillips
Liczba stron: 128
Cena: 14.99$
Zawiera: Criminal #6-10, przedmowa Franka Millera

01%281%29.jpgSpence: Tracy Lawless wraca do miasta. Wraca, żeby załatwić pewną sprawę. Chce się dowiedzieć w jakich okolicznościach zginął rok wcześniej jego młodszy brat. Problem w tym, że na jakiekolwiek zmiany, czy odkupienie jest o jakieś kilkanaście lat za późno.

Jakby patrzeć tak jakoś to pierwsza historia - "Coward" - i druga - "Lawless" - to jedna i ta sama. No bo tu i tu jest: bohater płci męskiej, kobieta, która dużo zmienia w życiu bohatera, no i jest tu i tu napad, i ucieczka, i dialogi, i rysunki, i kolory, i kadry, i obie to są komiksy.

Tylko, że...

Różnica między nimi jest taka, jak między latem, gdzie dzieje się akcja pierwszej, a zimą tomu drugiego.

"Coward" to pokazana z pierwszej osoby historia człowieka, któremu zależy, który ma zasady, który kocha, który opiekuje się starym człowiekiem, a napad rozplanowuje tak, żeby nikomu nic się nie stało. Taka przygrywka. Ciepła.

"Lawless" narrację ma trzecioosobową. Scenarzysta chciał zachować pewien dystans od tej postaci, nie chciał wchodzić jej do głowy. Bo Tracy Lawless to skurwiel. Człowiek, któremu uduszenie kogoś i wrzucenie do śmietnika kilka pięter niżej na chwilę przed przyjazdem śmieciarki, która skasuje ciało z powierzchni ziemi nie jest problemem. Żadnym.

Numer trzeci zaczyna się tak.

"TRACY HADN'T SLEPT WELL SINCE HE WAS A KID."

Kilka kadrów później główna i w sumie jedyna postać kobieca, Mallory (followup do "Urodzonych Morderców" Stone'a?) pyta Tracy'ego, który spogląda przez okno, co robi. Patrzy na padający śnieg. I jego działania, motywacje i zachowanie w komiksie pokazują nam, że on właściwie cały czas patrzy na śnieg. Śnieg wspomnień, który przelatuje mu przed oczami pojedynczymi płatkami tak, że widzi go z daleka, aż do momentu gdy znika gdzieś, zastąpiony przez następny, potem następny, ten pierwszy też czasem wróci i drugi, i trzeci, i następny, następny. A zimne płatki nie zagoją, a jeszcze bardziej rozdrapują blizny, tej na twarzy, od poparzenia, jak i tych, których nie da się zobaczyć i tych, których nie ma.

Bo to jest opowieść o momencie, w którym po tym jak już zacząłeś, uświadamiasz sobie, że tego co spierdoliłeś nie da się naprawić, a wszystko wraca do Ciebie jak niezapłacony mandat, który po latach ściągną Ci z wypłaty. Widzisz dokładnie momenty, w których coś zrobiłeś nie tak i wiesz jak powinieneś postąpić. Widzisz dokładnie momenty, w których coś co poszło nie tak było niezależne od Ciebie i dalej nie wiesz jak powinieneś postąpić.

Tracy obwinia się cały czas za śmierć brata, za to, że nie było go przy nim w tych momentach, gdy go potrzebował, że nie pomagał mu, że nie wyszło. Za to, że jedynym czego go nauczył to uderzenie w Jabłko Adama i ciągnięcie za uszy, gdy ktoś zaczyna. Za ojca. Bierze na siebie wszystko. Tylko, że wszystko to trochę za dużo jak na kręgosłup. Każdego.

Ten komiks podsumowany jest już na pierwszej stronie tytułowej, pierwszego zeszytu. Czarno-biała fotografia, przedarta w połowie, sklejona przezroczystą taśmą klejącą. Z lewej starszy brat. Za nimi Dodge Charger. Po prawej młodszy brat, zdjęcie w jego połowie nadpalone, w dolnym prawym rogu. Uśmiechają się. Kiedyś. Teraz już raczej nie.

Przed tym, jak odświeżałem sobie tę historię pamiętałem, że była oddalona, jak kryminał klasyczny, wiesz, trzecioosobowa.

Tylko po lekturze okazało się, że ten dystans łapie bardziej niż zbliżenie. Tak jak z...

Brubaker opisuje wydarzenia zdaniami w stylu takim jak widzisz wyżej. Jest dobrze. A scena na cmentarzu i sam finał napadu w domu to nawet lepiej niż lepiej. "Lawless" jest dużo bardziej pocięte chronologicznie, co nie dziwi. W "Coward" większość wspomnień załatwiał sam bohater, monologami wewnętrznymi. Tutaj taka opcja odpada, mamy więc flashbacki - jeden wkomponowany w sam środek strzelaniny - i przeskoki. 

Sean Philips rozrysowuje wszystko na stronach zawsze podzielone na trzy poziome pasy, te w zależności od potrzeby dzielone na mniejsze kadry. Kadrów na planszy jest sporo, najmniej w tym tomie trzy, jest gęsto. Najmocniejszym punktem są zbliżenia zacienionej twarzy Tracy'ego, a zwłaszcza jeden kadr, na którym widzimy głowę Lawlessa z perspektywy osoby mierzącej do niego z pistoletu. Na twarzy widać ból, cierpienie i te oczy człowieka, który widział za dużo. Rysunki nie są do końca wycyzelowane, tu i ówdzie linie wyjeżdżają poza kadr. Sporo czerni. Świetne okładki, rozplanowane na zminimalizowanej do kilku kolorów palecie. A czwarta to już nawet nie mówię. Sami spójrzcie zresztą.

cover cover cover cover cover

Val Staples gra kolorami dużo ciemniejszymi niż poprzednio. Całość zostawia wrażenie jakby jego farbki zaprzyjaźniły się z tuszem Philipsa tak, że w przyszłości może dojść do czegoś więcej. A może już doszło. Dobra. Podkreśla stonowanymi barwami flashbacki (każdy ma przyporządkowany swój kolor dominujący, jest na przykład żółtawy i leciutko fioletowy), podkreśla kontrast, chociażby między zimnym, szaroburym miastem a różowo-zielonym miejscem schadzek mózgu napadu. Albo spójrz na scenę ucieczki w numerze dziesiątym i jak rozegrana jest kolorystycznie - z naprzemiennie dominującym błękitem i czerwienią policyjnych kogutów. 

Po pierwszym rozgrzewkowym napadzie, ten komiks jest już specem w swoim fachu. A Ty z uśmiechem na twarzy powinieneś powitać chłód lufy na potylicy i bez słowa podać mu portfel. A on zabierze 14.99$ i odda Ci resztę. Warto.

Lex: Criminal jest świetnym przykładem kunsztu Eda Brubakera, który jest jednym z najoryginalniejszych i najbardziej pomysłowych scenarzystów obecnej dekady. Dowodzi nie tylko jego wysokich zdolności pisarskich, ale i ambicji, twórczego głodu oraz chęci do eksperymentowania. Brubaker mógł pójść na łatwiznę i kontynuować historię o Leo Pattersonie, ale po pięciu bardzo udanych numerach zmienił głównego bohatera. Taki był plan od samego początku: Criminal miał opowiadać o mniej lub bardziej powiązanych postaciach na przestrzeni kilkudziesięciu lat przestępczej historii Miasta. Problemem w przypadku takiego zabiegu scenarzysty jest konieczność tworzenia kolejnych intrygujących postaci, które na dodatek będą różnić się między sobą. To zadanie Brubaker wykonał znakomicie.

Motywem przewodnim pierwszego TP był strach. Leo był znany ze swojej przesadnej ostrożności i w pełni zasłużył na miano tytułowego "Tchórza". Na pewien sposób było to zabawne i wprowadzało pewien akcent humorystyczny w dość ciężką opowieść. W drugim TP bohaterem kieruje zupełnie inne uczucie. Tracy nie boi się niczego, nie ma nic do stracenia. Leo napędzał lęk, a Tracym kieruje złość, której nie brakowało mu od dawna, a która jeszcze spotęgowała się po śmierci brata. Nie jest to jednak przykład ślepej furii, Tracy potrafi wyśmienicie ukrywać złość pod maską twardziela. Z flashbacków wiemy, że ukrywanie emocji "trenował" od dziecka i doszedł w tej sztuce niemal do perfekcji. Niestety wraz z tamowaniem uczuć pojawiło się poczucie winy - zwłaszcza względem młodszego brata, którym nie potrafił się zaopiekować.

Na pierwszy rzut oka w "Lawless" mamy do czynienia nie z człowiekiem, ale z maszyną, kierowaną wyłącznie chęcią zemsty. Brubaker zastosował w tym celu narrację w trzeciej osobie, która sprawia, że nie możemy się z nim identyfikować, poczuć jego emocji. Jednak gdy przyjrzymy się dokładniej, to znajdziemy w Tracym bardzo ludzkie odruchy: chociażby podczas służby w wojsku, gdy ratował niewinnych nie dbając o swoje bezpieczeństwo, czy rozkazy przełożonych. Również poczucie winy, które nim kieruje wynikało z troski i miłości do brata. Takie wyznanie oczywiście nie pojawia się w komiksie (bo Tracy musiałby się przyznać do uczuć), ale jest dość proste do rozszyfrowania. Tracy nie jest więc maszyną, chociaż próbuje nią być. Z tego powodu początkowo dobrze czuł się w wojsku, które zapewniało mu stabilizację w postaci zasad, ograniczeń i jasnych celów. Niestety nie był to krok w dobrym kierunku, bo po koszmarnym dzieciństwie, w armii poznał jeszcze więcej okrucieństw świata. To z kolei dodatkowo podkręciło jego skłonność do tłumienia emocji i grania zimnego twardziela. Takiego właśnie Tracy'ego poznajemy w "Lawless" i praktycznie przez cały komiks mamy do czynienia z zamkniętym w sobie, nieszczęśliwym mężczyzną. 

Od tego obrazu jest jeden wyjątek. Spence już wspomniał o tej scenie - obserwacji prószącego śniegu przykrywającego miasto. Niby drobiazg, statyczna chwila pomiędzy kolejnymi wydarzeniami, ale jednak najmocniej zapada w pamięć z całego albumu. Tracy ujawnia w niej na chwilę ludzkie uczucia, tęsknotę za duchowym spokojem. Jedyny raz słyszymy, że coś mu się podoba, sprawia radość. Warto "Lawless" kupić chociażby dla tej sceny.

O rysunkach sporo wspomniał Spence, więc nie będę specjalnie rozpisywał się na ten temat. Philips rysuje znakomicie i nie wyobrażam sobie lepszego artysty do tego zadania. Rzadko chwalę komiks za kolorystykę, ale w tym przypadku muszę poświęcić kilka zdań na wyróżnienie pracy Vala Staplesa. W "Lawless" po prostu nie ma przypadkowych kolorów. Barwy idealnie podkreślają, albo wręcz tworzą nastrój, informują nas o uczuciach Tracy'ego, do których ciężko dotrzeć w inny sposób. Spence wspomniał, że są w dużo ciemniejszej tonacji, niż te z Criminala, co świadczy o tym, jak zgrany jest zespół twórców - Staples dopasowuje swoją paletę do pomysłów Brubakera. Kolorystyka mocno przypomina mi genialnego Sleepera również autorstwa Brubakera i Philipsa, więc byłem lekko zaskoczony, że tamtą serią zajmował się inny artysta.

Do Leo z "Cowarda" czytelnik mógł śmiało czuć sympatię. Tracy sympatii nie wzbudza, ale na pewno zasługuje na współczucie - w gruncie rzeczy nie jest złym człowiekiem, chociaż może za takiego uchodzić, albo wręcz chcieć grać taką rolę. Na pewno jest bohaterem, którego warto poznać. Drugi tom Criminala udowadnia, że jest to jedna z najciekawszych serii, które wyszły z Marvela w ostatnich latach. Zdecydowanie polecam.

LTplus.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.