Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #109 (14.09.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 14 września 2009 Numer: 37/2009 (109)


Finał starcia Dark Avengers z X-Men niestety zawiódł. Co sprawiło, że ten crossover nie spełnił pokładanych w nim nadziei?



Amazing Spider-Man #604a
Undercik: Historia z Chameleonem częściowo zakończona. Szkoda tylko, że jego kolejny występ będzie się wiązał z córką Kravena, która jakby na to nie patrzeć, ciekawa nie jest. Mniejsza jednak o to, trzeba się cieszyć chwilą, bo ostatnio Amazing ma dobry poziom. Zaczynając od "American Son", z wyjątkiem średniej (ale tylko dlatego, że przy 600 były większe oczekiwania) historii z Dr. Octopusem, aż do teraz. Mam nadzieję, że poziom się utrzyma. Nie jest to może coś kalibru X-Factor, ale jako czytadło sprawdza się znakomicie. Co do rysunków, średnie, ale to dlatego, że nie lubię tego artysty. Niemniej, na solidną siódemkę numer zasługuje. 7/10

Demogorgon:
Hę? To już koniec? A ja myślałem, że historia z Chameleonem ma trwać jeszcze jeden numer. Trudno. Zakończenie, muszę przyznać, słabsze niż reszta historii, która była bardzo dobra i nie tylko wywróciła do góry nogami status quo Petera, ale też wprowadziła nową, lepszą wersję Chameleona, która bardzo mi się podoba. Co do tego numeru, to było parę ciekawych rzeczy - rezygnacja grupy Jamesona czy Harry, ale to jednak nie to. 6/10

Krzycer: No nie, w porównaniu z poprzednim to słabiutko. I tak dobrze, że nie sprowadziło się to do prostego "Spider-Man demaskuje Kameleona jeszcze kiedy ten jest Parkerem", ale i tak konstrukcja fabuły była prosta jak budowa cepa. Miłym dodatkiem była rezygnacja Anti-Spider-Squadu. Kto wie, może wyniknie z tego jakaś zmiana postawy JJJjr?

Dark Avengers/Uncanny X-Men: Exodus
b
Undercik: Ułamek miał bardzo dobry pomysł. Z początku wydawało się też, że i wykonanie temu sprosta. Niestety, mimo, że idea była przednia, to Matt zawalił może nie na całej linii, ale na dosyć sporej jej części. Postacie pisane out of character to największy minus tego crossa. A szkoda, że Bendis nie wspomógł Fractiona, bo mogło być naprawdę dobrze. Co do tego numeru. Wszystko fajnie, ale naprawdę dało się to lepiej napisać. Wszechobecny chaos podczas bitwy przeszkadzał bardzo. Co do pomysłu z Sentrym. O matko, czemu Ułamek musi się brać za tę postać? Nie może zostawić tego Bendisowi, który ostatnio zaczyna dobrze pisać Sentry'ego? Od strony graficznej także bez rewelacji. Deodato nie jest w najwyższej formie i czasami wychodzą mu jakieś szkaradztwa. Mimo to rysunki są lepsze od fabuły.

Demogorgon: Archangel vs Bullseye, Daken pobity przez trzy moje ulubione młode mutantki, Dani odzyskująca moce walkirii i walcząca z Aresem, Namor vs Sentry, Osborn vs Summers....I FRACTION TO WSZYSTKO ZEPSUŁ! 2/10 i tylko za rysunki Deodato. Do wymazania z pamięci.

Krzycer: Ojej, jakie straszne rzeczy dzieją się z rysunkami w tym komiksie. Rysownicy musieli dopasować się do scenarzysty, bo nawet wychwalany zazwyczaj pod niebiosa Deodato absolutnie dał ciała. Najjaskrawszy przykład to X-23 atakująca Dakena - na pierwszym kadrze ma biust 80-latki, na drugim nie ma mowy, żeby dwie połowy jej ciała były ze sobą połączone (chyba, że Fraction w scenariuszu napisał "Daken przecina ją na pół" a Deodato postanowił łaskawie to zasłonić jego ramieniem...).
Taki finał - walka roku, na litość boską - został tak zawalony, że głowa mała. Marnie napisane, chaotyczne starcie, czasami w ogóle nie wiadomo, kto jest kim - na plus mogę zaliczyć chyba tylko to, że przestał pojawiać się Adam X... Ale Ink nadal jest (choć powinien być warzywem).
Dotąd Utopia była nawet znośna, ale finał jest tragiczny. Tragiczny!
Mimo to czekam na Confession. Kyle i Yost ciała nie dadzą.

cBertoluccio: Oceniając cały crossover muszę stwierdzić, że chociaż pomysł miał ciekawy, to wykonanie woła o pomstę do nieba. Od drugiego numeru w zasadzie tylko kartkowałem kolejne komiksy, żeby oględnie wiedzieć, co się dzieje. Zakończeniu poświęciłem więcej uwagi, ale nie powiem, żeby było warto. W wywiadzie na CBR Ułamek stwierdza, że X-Men mieszkający na wyspie to w zasadzie nigdy wcześniej niewykorzystany motyw, bo sytuacja z Genoshą była inna. Ja za to się zastanawiam (bo niezbyt orientuję się w tamtym okresie), czy przypadkiem wyspa Muir nie była czymś w tym rodzaju. Tak czy inaczej zobaczymy, co się z tego wykluje. Z innych rzeczy - ale oni mieszają z tym Sentrym. W zasadzie już nic nie rozumiem, jeżeli chodzi o tę postać. W Dark Avengers wygląda, jakby Bob się kontrolował, a subtelne manipulacje Normana pozwalały mu na kontrolowanie Boba. Teraz znowu wygląda, jakby to Void kierował poczynaniami Sentry'ego i dopiero interwecja Emmy zmieniła ten stan rzeczy. A już pomysł na pozostawienie resztki Voida w pannie Forst wydają się kompletnie niepotrzebnym motywem, chyba że Bob ma być jedną z ważniejszych figur następnych historii. Jeśli nie, to istniały inne sposoby na doprowadzenie do sytuacji, gdzie Emma musi być w swojej diamentowaj postaci na stałe. Jeżeli zaś chodzi o rysunki, to zgadzam się z Krzycerem - rysownicy chyba dopasowali się do scenarzysty. Nawiasem mówiąc aż dziwne, jak często dobrzy rysownicy pracując z beznadziejnymi scenariuszami tak słabo wypadają - faktycznie im się nie chce przykładać, czy to raczej podświadome działanie? ;). I jeszcze jedna rzecz średnio mi się spodobała - pierwsze dwie strony, które nie służą niczemu innemu, jak zapowiedzi Confession, nie wprowadzając nic do samego komiksu. Za to samej rozmowy/kłótni Scotta z Emmą nie mogę się doczekać (kto się zakłada, że zakończy się makeup seksem? ;)).
Krusty: O ile pamiętam, to cała ta Utopia miało wciągnąć mutantów bliżej głównych wydarzeń zachodzących w świecie Marvela, i co, i nic, Scott buduje własną wyspę i jak to się skończy, to raczej już wiadomo. A co gorsze, Fraction zabrał się za zabawę z Sentrym i znów namieszał. Co najbardziej mnie ciekawi, to co będzie z Cabal - nie ma Namora, nie ma Emmy i czy to jakoś się odbije na innych komiksach, czy nie. Ja obstawaim że nie. ;)

Dark Reign - The List: Avengers
d
Undercik: Przez pierwszą część numeru dostajemy to, co u Bendisa najlepsze - dialogi. Jednak komiks, w którym miałaby się dziać tylko rozmowa na temat "zabić czy nie" ciekawy by nie był. Coś musiało się zacząć dziać. Akcja Bartona wypada bardzo dobrze. Co prawda z początku mu idzie nazbyt dobrze, to jednak sposób, w jaki to robi, jest naprawdę fajny. Oczywiście nie mógł już teraz zabić Osborna, to chyba wiadome. Więc zaskoczenia pod koniec nie było. Niemniej, bardzo dobry one-shot.

Demogorgon: Mocna rzecz. Najpierw bardzo zabawna dyskusja w szeregach Avengers, później zaś wspaniała misja Bartona, zakończona odhczeniem pierwszego punktu na liście. Jeżeli kolejne części The List utrzymają poziom, będę bardzo zadowolony.

Krzycer: Dobre! No i jeśli ktoś przypuszczał, że będzie to kolejna miniseria wyciągająca kasę i nie mająca żadnego związku z głównymi wydarzeniami (przyznaję bez bicia, że właśnie tak myślałem), to chyba się mylił... Mocna rzecz. Chociaż można by się upierać, że Clintowi trochę za łatwo szło. Ale że skończyło się jak się skończyło...

Ender's Game: Command School #1
Misiael: Kolejny rozdział w życiu Endera Wiggina rozpoczęty. Chłopiec staje na czele nowo utworzonej Armii Smoka i błyskawicznie wdraża się w obowiązki dowódcy. Dzieje się to kosztem przyjaźni Alaia, najlepszego przyjaciela młodego Wiggina. Jakby tego było mało, jeden z żołnierzy Smoka, chłopiec o imieniu Groszek, wyraźnie gardzi Enderem... a może kryje się za tym coś więcej?
Trudno mi w tym momencie chwalić Yosta za dobry scenariusz, bowiem Chris niemal niczego nie zmienił w materiale źródłowym. Z kolei Ferry rysuje równie paskudnie jak zawsze, jednak do tego zdążyliśmy się przyzwyczaić.
Nie ocenię tego komiksu, bowiem na wszystko, co choćby pachnie Enderem patrzę sercem, nie szkiełkiem i okiem. Tym niemniej, obiektywnie rzecz biorąc, komiks ten to kawał solidnej historii w jako-takiej oprawie graficznej.


Hulk Team-Up
Balck Bolt: Łał, zaskakująco dobre jak na takiego typu łan-szota. Może nie jakaś wybitna lektura, ale na pewno przyjemna, miejscami zabawna i co najważniejsze, osadzona w rzeczywistości. Plus jeszcze kilka obwołań do zaszłej historii i całkiem fajne rysunki w pierwszej połowie i mamy komiks, po przeczytaniu którego nie chce się wyć z bólu i pogardy do autorów. ;)


eIncredible Hercules #134
Undercik: Co prawda bardziej mnie interesuje historia z Cho, ale ta jakby nie patrzeć też jest ciekawa, no i oczywiście w Hercowym stylu. Fabuła, humor, tu jest wszystko, za co można lubić tę serię. Mimo to bardziej czekam na historię Cho, ot, takie moje widzimisię.

Demogorgon: Dobre, naprawdę dobre i zabawne. Hercules i Zeus to chyba jeszcze lepszy duet niż Hercules i Cho - aż się chce, żeby razem byli w Mighty Avengers. Herc wpakował się w niezłą kabałę, a nam strasznie przez to do śmiechu. No i ostatnia strona - to po prostu trzeba zobaczyć.

Krzycer: Absolutna rewelacja - a ostatnia strona i wejście Thorculesa (w odróżnieniu od... Hercora?) zapowiada jeszcze lepsze akcje w następnym numerze. To jakiś fenomen team-upów scenarzystów. Van Lente pisze fajne, ale nie rewelacyjne rzeczy, Pak napisał świetne Planet Hulk i nic potem mu tak nie wyszło a razem... Z ich połączonych mocy powstaje...
(Podobnie, choć w nieco innej skali i z niewspółmiernymi wynikami, sprawa ma się z Marjorie Liu i Way'em)


Kick-Ass #7
Bertoluccio: Kiedy to poprzedni numer wyszedł? Już nawet nie pamiętam. Tym, którym seria się nie podoba, dalej tak pozostanie. Za to ci, co wkręcili się w ten klimat bezmyślnej masakry, będą jak najbardziej zadowoleni. Bardzo podobał mi się prawdziwy origin Big Daddy'ego. Idealnie wpasował się w realia tego komiksu. A zawartość walizki ciekawa. Rysunki to typowy Romita Jr. W sumie czekam na następny numer z niecierpliwością, bo ciekaw jestem, jaki poziom brutalności osiągnie. Za ten 7/10, bo jestem jednym z tych co w końcu poczuli ten klimat.
Krzycer: Meh. Czekam na film "Defendor" z Woodym Harrelsonem, bo jeśli oceniać po samym trailerze, to ma szansę być tym, czym Kick-Ass mógł - i według zapowiedzi miał - być.
Poza tym Romita w dalszym ciągu rzeźbi w plastelinie, a nie rysuje. Fe.

Misiael: Z tego komiksu płynie jedna, elementarna korzyść - gdy przeczyta go wyjątkowo hardkorowy fanboj, to może doświadczenia Davida Lizewskiego posłużą mu jako przestroga przed podobnymi wygłupami. To, co się dzieje w tym komiksie przekracza wszelkie granice. Już pal diabli dziewczynkę z dwiema katanami, ale... Podoba mi się. Powaga! Nie jest to, co prawda, Tarantino, ale poziom brutalności i nagromadzenie wulgaryzmów sprawiają, że historię Kick-Assa i spółki czyta się z chorą fascynacją, co też autor dalej wymyśli. Romita stara się, jak może. Jednym się to spodoba, innym mniej, ale specyficznego klimatu jego ilustracjom odmówić nie sposób.
7/10


Marvel Zombies: Return
#2

Undercik: Takie czytadło do przekartkowania wyszło. Gorzej niż w poprzednim numerze. Jedno moim zdaniem zasługuje na plus. Tony Stark oczywiście. Jedyna rzecz, która jakoś ratuje ten komiks.

Demogorgon: Meh. Ledwo Van Lente przestał pisać zombiaki i cały czar uleciał. Nie, jak tak to ma wyglądać, to ja dziękuję. Chociaż, to muszę przyznać - akcja Starka była świetna.

Krzycer: Meh. Nawet w porównaniu z poprzednim numerem ten jest dużo słabszy. Wolałem, kiedy Van Lente pozwalał Aaronowi lub Midnight Sons masakrować zombie w 616 i okolicach. Powrót klasycznych Marvel Zombies póki co jest całkiem niepotrzebny.

Marvels Project #2
Krzycer: Narracja nas informuje, że zbiera się na burzę, ale podczas czytania tego nie czuć. Może to kwestia zbyt pobieżnego przedstawiania wątków i skakania między nimi, może dlatego, że cała historia dotyczy zamierzchłej przeszłości i nic nie wskazuje na to, by miało się w niej wydarzyć coś istotnego dla teraźniejszości - a może to przez kwiatki w rodzaju niemieckiego wywiadowcy krzyczącego "heil Hitler!" do słuchawki...


Models Inc. #1

Undercik: Rzeczywiście babski komiks. Mnie nie pociąga prawie wcale. W sumie zdaje mi się, że Marvel Divas jest lepsze. Mimo to dam szansę kolejnemu numerowi, może coś mnie zainteresuje. Co do dodatkowej historyjki. W sumie to to samo, co występ Obamy w The Amazing Spider-Man, ale jednak lepiej zrobione.
Krzycer:
Z obecnie ukazujących się "babskich" komiksów zdecydowanie bardziej podeszły mi Marvel Divas. I o co biega w dodatkowej historyjce? Czy ten facet to jakiś autentyczny modoznawca występujący w komiksie tak, jak Obama i Jay Leno, czy też to po prostu zwykła, nieciekawa historyjka?

Thunderbolts #135
Demogorgon: Świetne, zwłaszcza walka Black Widow z Mr. X. Ciekaw jestem, jak to się dalej potoczy. Diggle nie zawodzi i jeśli wniesie taki sam poziom do Daredevila, będę w siódmym niebie (o ile rzecz jasna nie zabije Carlosa).

Krzycer: Dobre, ale cliffhanger mało wiarygodny. Szczególnie psuje go tekst, który od razu zinterpretowałem jako "kupcie Secret Warriors 8 żeby przekonać się, co się NAPRAWDĘ wydarzyło".
Anyway, mam wrażenie, że Marvel postanowił wypromować Songbird. Ma rolę do odegrania w Dark Reign, teraz pojawi się w MUA2 - czyżby ktoś chciał ją wepchnąć do pierwszej ligi? Byłoby miło.


Ultimate Comics Avengers
#2
f
Undercik: To naprawdę jest dobre! Millar pokazuje, że co jak co, ale w Ultimate to on potrafi pisać. Geneza Red Skulla mi się podoba, co jak co, ale nie jest mi już żal, że nie ma takiej przeszłości, jak w 616. Do tego historia się rozkręca, zmienili ten fatalny strój Hawkeye'a, Cap daje radę, a Red Skull rzeczywiście jest badassem (zdarcie skóry z głowy). Czekam na kolejny numer.

Demogorgon: Milllar, przywróciłeś mi wiarę w możliwość uratowania Ultimate. świetne dialogi, humor i ciekawa historia - ja to kupuję. No i kolejny pstryczek w nos Loeba by Nick Fury - oby tak dalej.
Foxdie: Chwała za powrót Millara i to, że przyszło mu samemu podjąć motyw, który pozostawił w spadku wraz z zakończeniem Ultimates 2. Loeb oczywiście nie miał na tyle rozumu, żeby go pociągnać, ale koniec końców chwała i za to, bo nie wiadomo, jak bardzo by to zepsuł (z drugiej strony, czy mógłby zrobić coś gorszego od Ultimatum?). Historia wciąż jest w stadium wczesnego rozwoju, gdzie poznajemy nowych graczy i realia, w jakich obecnie się obracają, a jej ciąg dalszy zapowiada się bardzo ciekawie. Zastanawiam sie tylko, gdzie w origin Tony'ego Millar chce wcisnąć jego brata, ale wierzę w talent pisarski pana M. Jedynym minusem są niektóre rysunki Pacheco, któremu nie mogę wybaczyć spartolenia wyglądu Danvers i te zmarszczki na twarzach Bucky'ego i Gail, które wyglądają jak pęknięcia na chodnikowej płycie, fatalne. Poza tym polecam. Ocena: mocne osiem.
Bertoluccio: W tym komiksie nie ma krzty oryginalności, ale są całe pokłady awesomości :). Nawet origin Red Skulla, tak różny od wersji 616, nie robi specjalnego wrażenia, ale całość czyta się świetnie. Rysunki na wysokim poziomie, chociaż czasem twarze wydają mi się trochę dziwne. Całościowo 8/10.

War Of Kings: Who Will Rule?
Demogorgon: Sprzątanie po wojnie. Jako takie, warte uwagi, ale jednak bez większych niespodzianek. Co nie zmienia faktu, że doskonale wróży na przyszłość - szczególnie za sprawą dwóch panów lubiących odpowiednio błękit i fiolet, którzy mogą dużo namieszać w przyszłości.

Krzycer: Bez zaskoczeń. No, może oprócz odkrycia, że Talon żyje i ma się dobrze. Also - nie wiedziałem, że kanclerze Araki byli seryjnie klonowani. Diuna i kolejne ghole Duncana Idaho mi się przypomniały.
Ale komiks czytało się bardzo dobrze - jak chyba wszystko co wychodzi spod ręki tych twórców.
Tylko tych koszmarnych komputerowych okładek nie mogę odżałować.

Sc0agar4k: War of Kings dobiegło końca. Zakończenie oddaje charakter całego eventu (jednego z lepszych, jeśli nie najlepszego w obecnym czasie). Podsumowuje, lecz stawia kolejne pytania i przygotowuje do kolejnego wydarzenia, Realm of Kings. Rysunki nie zepsuły się od początku i tu również są więcej niż dobre. Pozostaje czekać do listopada na kolejny kosmiczny event. Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepszy od War of Kings.



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.09.10


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.