Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #90 - Daredevil: Battlin Jack Murdock TP

Scenariusz: Zeb Wells, Carmine di Giadomenicolt_90.jpg
Rysunki: Carmine di Giadomenico
Okładka:
Carmine di Giadomenico
Liczba stron: 104
Cena: $12,99
Zawiera: Daredevil: Battlin Jack Murdock #1-4
 
Demogorgon: Jest taki typ bohaterów, których powstanie naznaczone jest wielką tragedią. To właśnie ta tragedia motywuje ich i pcha do przodu. To duchy jej ofiar nawiedzają ich w chwili zwątpienia i sprawiają, że nigdy się nie poddają. Zawsze prą do przodu, zawsze walczą, napędzani jednym z najpotężniejszych motorów napędowych jaki zna człowiek - śmiercią bliskiej osoby. Kim byłby Bruce Wayne, gdyby bandyta nie zastrzelił jego rodziców? Kim byłby Peter Parker, gdyby nikt nie zastrzelił wujka Bena? Kim byłby Frank Castle, gdyby jego rodzina nie dostała się między dwa zwaśnione gangi? Kim byłby Matt Murdock, gdyby jego ojciec nie został zastrzelony w ciemnym zaułku, bo wbrew nakazom gangsterów nie poddał swojej ostatniej walki w czwartej rundzie? 

lt_90a.jpgDaredevil: Battlin Jack Murdock skupia się na postaci ojca przyszłego Człowieka bez Strachu. Niegdyś wielki bokser, przez alkohol spadł na samo dno i musi zajmować się wymuszeniami dla mafiosa Filera, jego ukochana, Maggie odeszła od niego, a gdy nagle wróciła, to tylko po to, by pozostawić po jego opieką ich synka. Nie chcąc, by Matt miał zbója za ojca, Jack chce odejść, ale wówczas Fixer załatwia mu powrót na ring. Lata płyną, do czasu, aż Jack dostaje szansę walki w Madison Square Garden. Ale Fixer chce, by się podłożył - inaczej zabije jego i Matta. Jak wszyscy wiemy, Jack nie oddał walki i znokautował przeciwnika, za co później został zastrzelony. Historia jest opowiedziana w ciekawy sposób - każdy numer to kolejna runda walki, w czasie której Jack przypomina sobie swoje życie od dnia, gdy Maggie oddała mu Matta. Widzimy tu Jacka jako człowieka przygniecionego przez życie i poczucie winy za wszystkie swoje grzechy. Ojca, zdolnego poświęcić swe największe marzenie dla dobra syna. Człowieka nieszczęśliwego, ale silnego i zdolnego walczyć o swoje. Jack to naprawdę ciekawa, choć tragiczna postać, z którą bardzo łatwo się utożsamiać. Jest tylko zwykłym człowiekiem, walczącym o przetrwanie w ponurym świecie. Historia daje też bardzo sensowne wyjaśnienie, dlaczego Jack nie poddał walki, które podoba mi się na tyle, że chętnie widziałbym je w jakimś filmie. 

Co do warstwy graficznej, to jest średnio. Rysunki nie są z jakiejś głównej półki, ale też nie są złe. Nie odrywają od opowiadanej historii. Niestety, leżą kolory - to jak pokolorowano ten komiks to kompletne niedbalstwo, które zepsuło wiele paneli. 

To dobry komiks. Świetnie uzupełnia origin Daredevila z nowej perspektywy. Co prawda nie jest to może "Man Without Fear" Millera, ale jego lektura jest przyjemna i pokazuje, że w historii powstania każdego herosa może się kryć co najmniej jedna inna, również warta uwagi. 

nietendon: Hm. Fakt. W originie Daredevila kryje się kilka pomniejszych historii, z innymi niż Matt bohaterami w rolach głównych. Wydaje mi się jednak, że dostali oni wystarczającą ilość miejsca na papierze w "Man Without Fear". Bo jakie niby osiągnięcia definiują Walecznego Jacka? Przepił karierę, stracił żonę i dał się zabić chwilę po tym, gdy pierwszy raz od dawna postąpił jak należy. Nie oszukujmy się, Battlin' Jack to nie Elektra. Nie jest to postać jakoś szczególnie ciekawa. Głównym haczykiem, na który Wells chce nas złapać w tej mini-serii, jest uzasadnienie zachowania Murdocka na ringu. Pokazanie, dlaczego mężczyzna nie podłożył się w czwartej rundzie, chociaż jeszcze wychodząc na ring sam wierzył, że to zrobi. Rozwiązanie tej sytuacji jest w sumie całkiem sensowne. 

Ale.
lt_90b.jpg
Komu to było potrzebne? Dlaczego nie można było zostawić Jacka w spokoju, pokazanego tak, jak zrobili to Miller i Romita? Wreszcie, dlaczego Marvel wypełnia wszystkie luki, nawet te wypełnienia nie potrzebujące? Jeżeli jakaś sytuacja miała miejsce off panel, znaczy to, według mnie, że nie była wystarczająco ważna, żeby pokazywać ją w komiksie. A właśnie to robi "Battlin Jack Murdock". Dopowiada wszystkie niedopowiedzenia. Nie lubię, gdy podczas czytania mam wrażenie, że ktoś co chwila pokazuje mi palcem oczywiste rzeczy. Tak jak na przykład w kiepskich serialach telewizyjnych, gdzie każda pokazana scena seksu kończy się ciążą.

Mini-seria wprowadza postać barmanki Josie, która zostaje najlepszą przyjaciółką Jacka. Tak, pomiędzy nimi też dochodzi do zbliżenia (fajnie rozrysowana scena btw) i aż człowiek czeka, aż okaże się, że kobieta urodziła potem Mattowi jakieś rodzeństwo do spotkania w dorosłym życiu. Właśnie tak dosłowny jest to komiks. Jeżeli komuś to nie przeszkadza, to okej. Jeżeli komuś to nie przeszkadza i w dodatku jest fanem Daredevila, to jeszcze lepiej. Podejrzewam, że z czytania będzie czerpał sporą frajdę. Zwłaszcza, gdy w barze Josie zobaczy siedzącego w kącie Sticka albo będzie świadkiem sceny, w której to młodociany gangsta wannabe na usługach Fixera przedstawi się imieniem Turk. To, że ja się rozczarowałem, to raczej nic nie znaczy, bo komiks jest dokładnie tym, czym miał być w założeniu twórców. Sam nie wiem w sumie czego oczekiwałem. Przecież wiadomo, że komiksy są dla dzieci...

Demo narzekał na kolory, ale specyficzna kolorystyka mini-serii jest według mnie całkiem trafnym zabiegiem. Lokacje i ubiory - wszystko jest jakby przepuszczone przez delikatny filtr w stylu sepii. Przeważają różne odcienie brązu i zieleni. Sprawia to, że jakoś łatwiej do czytelnika dociera, że poznaje wydarzenia sprzed dwudziestu lat. Mnie kolorystyka jak najbardziej pasuje. Tak samo jak szkic Carmine di Giancomenico, który mimo swej pozornej kreskówkowości, jest niezwykle dynamiczny i szczegółowy (w ten fajny mangowy sposób). Cholera, ciężko opisać warstwę wizualną słowami. Według mnie jest całkiem porządnie w tej kwestii.

Daleki jestem od odradzania komukolwiek zakupu tego komiksu. Jeżeli po przeczytaniu naszych obu recenzji masz na to dalej ochotę, to śmiało. Ja wystawiam historii ocenę neutralną, co w połączeniu z pozytywną opinią mego przedmówcy, da nam pewnie uśmiechniętą buzię na dole tekstu. I niech tak zostanie.

Czekam teraz na origin Franklina Nelsona, który pokaże, o czym myś
lał Foggy, idąc po orzeszki podczas oglądania ostatniej walki Walecznego Jacka.
LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.