Avalon » Publicystyka » Artykuł

When the Internet Breaks #1: Marvelman

Oto przed Wami, drodzy Czytelnicy, nowa, codwutygodniowa kolumna, gdzie będą poruszane najróżniejsze tematy komiksowe, najcześciej związane z Marvelem, ale czasem zdarzą się wyjątki. Tak jak na przykład nasz dzisiejszy bohater jeszcze nie miał okazji pojawić się na łamach tego wydawnictwa, ale miejmy nadzieję, że niedługo się to zmieni.

When the Internet Breaks #1: Marvelman


Behold, I teach you the Superman: he is this lightning, he is this madness!

Thus Spoke Zarathustra: by Friedrich Nietzsche


Dnia 24 lipca 2009 roku Joe Quesada ogłosił na konwencie w San Diego, że Marvel nabył prawa do postaci Marvelmana. Starsza cześć fanów oraz ci zainteresowani komiksami z przed 20 lat z radością otwierali butelki szampana, kiedy cała reszta zadawała sobie pytanie – kim u licha jest Marvelman?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy cofnąć się nie o dwadzieścia, ale prawie 60 lat w przeszłość, do roku 1954, kiedy to Fawcett Comics po trwającej kilka lat sprawie sądowej z National Comics (znane dzisiaj jako DC Comics), musiało zaprzestać wydawania przygód Captain Marvela. Przyczyną był domniemany plagiat, jakiego dopuścili się twórcy, wzorując swojego bohatera na Supermanie. Aby nie dopuścić do całkowitego przepadnięcia postaci oraz utraty czytelników, Len Miller poprosił Micka Anglo o stworzenie nowego superbohatera, który w łatwy sposób mógłby być kojarzony ze swoim poprzednikiem. Tak narodził się Marvelman, którego moce, w odróżnieniu od poprzednika, związane były z energią atomową zamiast magii, oraz uzyskiwał do nich dostęp po wypowiedzeniu słowa "Kimota".

Przenosimy się o prawie 30 lat później, do roku 1982, kiedy to w Wielkiej Brytanii wyszedł pierwszy numer comiesięcznej antologii komiksowej pt. Warrior. To właśnie w niej obiecujący scenarzysta Alan Moore przedstawił nową, mroczniejszą wersję Marvelmana. Debiut serii w USA nastąpił w 1985, kiedy prawa do niej przejął Eclipse Comics. Aby uniknąć problemów z Marvelem zdecydowano się również na zmianę nazwę na Miracleman. Po reprintach w pierwszych 6 numerach, Moore kontynuował swoją historię do numeru 16, kiedy jego miejsce zajął inny, nie mniej utalentowany twórca – Neil Gaiman. Jako ciekawostkę można wspomnieć fakt, że rysunki do numerów 6 i 7 były dziełem Chucka Beckuma, znanego później jako Chuck Austen, niesławny scenarzysta m. in. Uncanny X-Men. Gaiman zaplanował swój pobyt przy serii na trzy sześcionumerowe historie: "Golden Age", "Silver Age" oraz "Dark Age". Niestety z powodu bankructwa Eclipse w 1994 roku seria została zawieszona na 24. numerze, w połowie trwania "Silver Age".

Mijają kolejne dwa lata, gdy prawa do postaci wydawnictwa Eclipse kupuje Todd McFarlane. Mniej więcej w tym samym czasie rozpoczyna się walka o prawa do postaci Angeli, Medieval Spawna oraz Caligastro między McFarlane a Gaimanem. Wbrew pierwotnym ustaleniom Todd stwierdził, że postacie te były wynikiem pracy na zlecenie i Gaiman nie ma do nich żadnych praw. Plotki mówią, że McFarlane chce wykorzystać nabyte prawa do Miraclemana, które w połowie należą również do Gaimana, jako kartę przetargową do uzyskania całkowitej kontroli nad postaciami związanymi ze Spawnem. Ostatecznie jednak sprawa ląduje w sądzie, gdzie Gaiman wygrywa i prawa do postaci zostają podzielone 50/50. Wyrok jednak nie obejmuje postaci Miraclemana, przez co dalej pozostaje niejasne, kto i na jakich zasadach może z niego korzystać. Do czasu, aż Alan Moore stwierdza, że prawa zawsze należały do nikogo innego, jak twórcy postaci, Micka Anglo, i nie były zawarte w sprzedanych prawach do postaci wydawnictwa Eclipse. Jak już wspomniałem wcześniej, kilka tygodni temu Marvel odkupił prawa od Anglo, co daje nam nadzieję na wydanie reprintów wcześniejszych historii oraz zakończenie opowieści Gaimana. Tyle skomplikowanej historii wydawniczej Marvelmana. Teraz trochę na temat samego komiksu.

Na samym początku zostaje nam przedstawiony przeciętny mężczyzna w średnim wieku, imieniem Micky Moran. Żonaty, cierpiący na bóle głowy oraz prześladowany przez sny o lataniu, podczas pracy nad reportażem o elektrowni atomowej trafia w sam środek ataku terrorystycznego. W trakcie jego trwania przypomina sobie słowo mocy – Kimota, które przemienia go w nadczłowieka i pozwala z łatwością rozprawić z oprawcami. Następnie próbując odkryć prawdę o swoim zniknięciu udaje mu się odnaleźć swojego dawnego pomocnika, Kid Marvelmana, który, teraz już dorosły, dalej posiada moce i jest całkowicie nieobliczalny. Dowiaduje się również o swoim pochodzeniu, które jest wynikiem eksperymentów, jakie przeprowadzał rząd brytyjski szukając nowej broni w czasie zimniej wojny. Cała zaś wiedza o jego przeszłości jako superbohatera okazuje się niczym innym, jak marzeniami sennym w jakich on i jego towarzysze byli przetrzymywani aby nad nim panować. Ostatecznie podjęto decyzję o eliminacji nadludzi, jednak wybuch atomowy okazał się niewystarczający i tylko pozbawił Marvelmana pamięci.

W dalszych przygodach Miraclemanowi (już po zmianie imienia) rodzi się córka, która odziedzicza jego moce i w kilka minut po narodzinach zaczyna mówić, zaś on sam decyduje się wykorzystać swoje zdolności, aby uczynić świat lepszym miejscem – pod jego własnym przewodnictwem. Powraca również Kid Miracleman, a ich ostateczna walka doprowadza do zniszczenia całego Londynu. Jednak po jego pokonaniu nic już nie stoi na przeszkodzie, aby Miracleman mógł wprowadzić ludzkość w nową, lepszą erę – Golden Age.

Tutaj na scenę wkracza Neil Gaiman, który w pierwszych 6 numerach decyduje się skoncentrować nie na głównym bohaterze, ale na innych osobach i ich życiu w utopii, jaką stworzył Miracleman. Dopiero w "Silver Age" akcja ponownie wraca do tytułowej postaci oraz dopiero co wskrzeszonego Young Miraclemana i problemów, jakie ma z adaptacją do nowego świata. Tutaj niestety historia się urywa, ale z wywiadów z Gaimanem możemy się dowiedzieć, że w "Dark Age" miał powrócić Kid Miracleman, a cała opowieść miała mieć swój koniec na całkowicie zdewastowanej Ziemi, gdzie dwie osoby oczekują ostatniego wschodu Słońca.

Tak w skrócie można streścić fabułę tego komiksu. Co jednak czyni Marvelmana tak wyjątkowym? Otóż na pięć lat przed pojawieniem się Watchmen oraz Dark Knight Returns Alan Moore rozpoczął całkowitą dekonstrukcję i przebudowę mitu superbohaterskiego. Marvelman był jednym z pierwszych miejsc, gdzie zadano pytania, które do dziś przewijają się przez komiksy: co by było, gdyby osoba z supermocami naprawdę pojawiła się w naszym świecie? Jaka byłaby nasza reakcja na jego obecność? W jakim celu użyłby swoich mocy? Jedną z tych odpowiedzi jest los Kid Marvelmana, który będąc dzieciakiem został sam, bez nadzoru, ze swoimi prawie boskimi mocami. Nie pozostał on obrońcą uciśnionych, ale przeistoczył się w pozbawionego zahamowań moralnych psychopatę. Ostateczna bitwa z Kid Miraclemanem w środku Londynu pokazała nam, jak wyglądałoby takie starcie tytanów w prawdziwym świecie. Zniszczone budynki, tysiące zabitych i rannych. Totalna zagłada. Skończyły się czasy superbohaterów, którzy pilnowali, aby nikomu postronnemu nic się nie stało, gdy walczyli ze złoczyńcami. Ludzkość była zdana sama na siebie.

Przeciwną postawę zaprezentował sam Marvelman, który po wielu problemach z własną tożsamością ostatecznie decyduje się wyzbyć człowieczeństwa i nigdy już nie wracać do śmiertelnej powłoki. Wykorzystując prawie boskie moce narzucił ludzkości własną wizję świata i stworzył, jak mu się zdaje, utopię. Utopię, gdzie zdanie innych ludzi nie ma znaczenia, bo też nie mogą przecież wiedzieć, co jest dla nich najlepsze.

Wszystko to teraz wydaje nam się już znane i mało oryginalne, ale w czasach, kiedy Marvelman wychodził po raz pierwszy, był on pionierem. Pierwszym, który przecierał szlaki przy odbrązawianiu etosu superbohaterów, pokazaniu ich bardziej ludzkiej, a zarazem mroczniejszej strony. Kto wie, jakby wyglądały dzisiejsze komiksy, gdyby Moore nie zaczął swojego pochodu do zmodernizowania superbohaterskich komiksów właśnie od przygód Marvelmana w magazynie Warrior, gdzie miał zapewnioną dużo większą swobodę niż w USA, będącej kolebką tego rodzaju opowieści.

Co dalej z Marvelmanem? Zakup przez Marvela daje nam nadzieję na wydanie w niedługim czasie wydań zbiorczych poprzednich przygód. Następnie mam nadzieję, że Gaiman otrzyma możliwość ukończenia swojej opowieści jako zamknięcia pewnego rozdziału w historii tej postaci. Potem to już zgadywanie. Być może Joe Q będzie chciał wpleść Marvelmana do świata Marvela, co chociaż możliwe, będzie oznaczać zrezygnowanie z całej twórczości Moora i Gaimana oraz powrót do samych korzeni postaci, bo też ta inkarnacja postaci z pewnością nie dałaby się wpasować pomiędzy takich bohaterów jak Spider-Man czy Captain America. Jednak w związku z bardzo podobną postacią Sentry'ego, bardziej prawdopodobne wydaje się zachowanie Marvelmana w jego osobnym świecie, jak w przypadku Squadron Supreme albo newuniversal. Moim osobistym faworytem do bycia scenarzystą takiej serii jest Warren Ellis, ale to tylko gdybanie. Czas pokaże, czy powrót Marvelmana po tylu latach pozwoli mu odzyskać dawną świetność.

Bertoluccio
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.