Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #107 (31.08.2009)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 31 sierpnia 2009 Numer: 35/2009 (107)


Nastrój milionów uczniów wracających jutro do szkoły udzielił się naszym forumowiczom - w najnowszym Pulsie więcej będzie marudzenia niż zachwytów.



Avengers The Initiative #27
Krzycer: Pierwszy rozdział - historia frajerskiego życia i frajerskiej śmierci, poprzedzonej jednym porządnym uczynkiem. Nawet niezłe i w zasadzie szkoda, że cała historia nie została przedstawiona w tym stylu, może z perspektywy paru takich frajerów. Drugi rozdział, w standardowej formie, jest mniej ciekawy - i w sumie bandzie frajerów udaje się wygrać nie ponosząc przy tym szczególnie ciężkich strat.
No i Hardball opowiedział się po stronie aniołów - o ile Taskmastera (a w perspektywie i Hooda) można uznać za anioła...


Beta-Ray Billy: Godhunter #3
Demogorgon: Całkiem ładnie rozegrane zakończenie. Bill oczywiście odzyskał swoją godność i nie tylko, a Galactus okazał się miłym gościem. Miałem problemy czasowe, bo Surfer mówił o Annihilation, jakby to się wydarzyło wczoraj, ale przypomniałem sobie, że w kosmosie upływ czasu odczuwany jest wolniej. Mam nadzieję zobaczyć jeszcze gdzieś Billa pisanego przez Gillena, na przykład w Thorze albo S.W.O.R.D..

Dark Avengers
#8
a
Demogorgon: Bez-na-dzie-ja. Postacie są pisane out of character, WSZYSTKIE postacie, od Pointera, przez Osborna, po Lestera. Fabuła nie ma sensu i jest tak randomowa, że gdyby dowolny panel zastąpić Dumbledorem krzyczacym "What the hell are you doing you motherfuckers!", komiks wcale by nie ucierpiał. Dobre rysunki nie ratują tej chały. Fraction - udało ci się zepchnąć kandydata na najlepszą nową serię roku na samo dno, wykopać mu tam dół i go w nim pogrzebać. Brawo, nawet Loeb nie umiałby lepiej.

Undercik:
Kompleks Ułamka odbija się także na tej histori. Jaki? Popatrzczie na jego historie w ongoingu Iron Mana. Też zaczynało się dobrze, też było obiecująco, a z czasem wszystko się posypało i zaczął się robić coraz wiekszy chłam. To samo otrzymujemy w tym Crossie. Zapowiadało się bardzo dobrze, a wyszło jak zwykle. Niemniej, doczytam historię do końca.

Krzycer:
Bullseye Fractiona woła o pomstę do nieba. Daken w sumie też - co do cholery miał znaczyć tekst, który rzucił do Traska? Chyba, że to miało być udawanie Wolverine'a.
Wielki plan Cyclopsa albo jest po prostu śmieszny ("nie chcą nas w SF, to wyniesiemy się na orbitę/księżyc/10 metrów nad ziemię i będziemy udawać Magneto/Inhumans/oklahomski Asgard"), albo absurdalnie śmieszny ("wywindujemy się nad miasto, żeby wszyscy zobaczyli, że to Osborn jest agresorem i nas zaatakuje").
Tak czy inaczej, miernota.

Sc0agar4k: Muszę powiedzieć wprost, że takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem. Osobiście jestem pozytywnie zaskoczony. Widok wkurzonego Osborna bezcenny, jego czas powoli dobiega końca. Czekam z niecierpliwością na Exodus.

Dark Reign: Elektra #5
Krzycer:
O. Parę zwrotów akcji w jednym numerze, dowiadujemy się, kiedy porwano Elektrę i że może ona na życzenie pozbawiać się wspomnień i odzyskiwać je. Nie wchodzę w to, jak to do diabła miałoby działać, ale komiks wyszedł tego niezły.


Dark Reign: Sinister Spider-Man #3
Demogorgon: Fabuła znów zrobiła wielki zwrot i to w niezłym stylu. Gargan będzie miał teraz niezłe kłopoty z wygrzebaniem się z tego. A po za tym szkoda mi kilku członów ekipy Reedemera, bo to była fajna zgraja.

b
Dark Wolverine #77
Pariah: Dalej zadziwiająco dobre. Intryga jest całkiem zmyślnie skonstruowana, Daken nie jest taki głupi, na jakiego wygląda, a jego plany wydają się bardziej przyszłościowe niż reszty DA, którzy wydają się po prostu dobrze bawić w obecnej sytuacji, nie kalkulując "co dalej?" (może poza Karlą). Dobrze, że Daken wkońcu coś wnosi do uniwersum Marvela, po co nam kolejny "Wolverine bis". Rysunki też bardzo dobrze pasują do tego tytułu. Ich brudny, mroczny charakter w miły, płynny sposób kompnuje się z wydarzeniami opisanymi w komiksie. Jedyne, co mnie w oczy kłuje, to zbyt proste załatwienie wątku "taśm prawdy" :) Osborna. Jakim kretynem jest Norman, by nie nagrać sobie kilku kopii zapasowych? Nie żyjemy w średniowieczu, Osborn chyba wie, co to pen-drive czy dvd? ;) 7/10

Krzycer: Dotąd pisałem o tym tytule, że jest zaskakująco dobry. I byłby taki nadal, gdyby nie to, że FF, DA i Osborn dają się robić Dakenowi jak dzieci. I gdyby intryga Dakena była trochę bardziej skomplikowana to byłoby to świetne, a tak wszyscy poza nim wychodzą na idiotów... i jest tylko nieźle.
Misiael: Numer #75 dzięki znośnej fabule i kilku wywołującym nerdowski uśmiech scenom (pamiętne "Stop" Sentry'ego) dawał nadzieję na całkiem sympatyczną serię. Kolejny, #76, wciąż był bardzo dobry, dało się w nim jednak wyczuć lekki dysonans - komiks był zdecydowanie przegadany. Wciąż jednak było, jak na Waya, bardzo dobrze. Jaki jest ten numer? Wbrew pozorom wciąż potrafiący przykuć uwagę, Daken zyskał charakter i jest teraz kimś więcej, niż tylko synem swojego ojca. W knuciu i obmyślaniu intryg idzie mu jednak średnio. Kołek, na którym zawieszam niewiarę rozdzierająco zatrzeszczał w momencie, w którym Daken zaczął żalić się Fantastic Four: "O ja biedny, zły Osborn zrobił sobie ze mnie zwierzaczka, pomóżcie". To, że Johnny czy Ben dali mu się tak ołgać jeszcze przełknę, ale jeden z największych marvelowych bystrzaków uwierzył w te banialuki? Na zdrowy rozum Reed powinien wygooglować sobie szponiastego, zrobić jakiś research czy wywiad środowiskowy, zorientować się, co to za ziółko z tego Dakena. Ja bym tak zrobił, choć daleko mi do wyżyn intelektualnych, jakie reprezentuje lider FF. Widać jednak wysokie IQ, a najzwyczajniejszy zdrowy rozsądek to dwie zupełnie inne rzeczy.
Jeszcze bardziej dziwi postawa Osborna, który powinien chyba uważniej patrzeć na ręce swoim podwładnym. Zwłaszcza takiej bandzie, choć uczciwie trzeba przyznać, że intelekt nie jest mocną stroną większości członków DA.
Nic to jednak, przynajmniej widać, że Daken ma jaja. Może jeszcze takie, jak Cyclops, ale swojemu staruszkowi dorównuje jak najbardziej. Brak mu co prawda charakterystycznego dla Logana cynizmu, jednak - co widać w scenie denerwowania Aresa - nadrabia to złośliwością i umiejętnością celnego wbijania szpil, w której to sztuce niemalże dorównuje mojej młodszej siostrze.
Graficznie jest trochę nazbyt cukierkowo jak na komiks ze słowem "Dark" w nazwie. Nie jest to bynajmniej zarzut, jednak rysy twarzy bohaterów mogłyby być mniej toporne (to zarzut pod adresem rysownika), a światłocień mógłby być bardziej stonowany (to do kolorysty). Generalnie komiks polecam, po jego przeczytaniu nie miałem poczucia zmarnowanego czasu. 7/10 z zaznaczeniem, że jeśli następny numer nie będzie miał bardziej dopracowanego scenariusza, to ocena poleci na łeb, na szyję.

MikeyLou: Kurde balans, dobre to było! Nie wiem, jak to się dzieje, ale Way i Liu chyba naturalnie siebie uzupełniają. Osobno piszą straszny szajs, ale razem - cudeńko! Coraz bardziej wciąga mnie historia, coraz też bardziej podoba mi się Daken jako postać - okazuje się, że można zrobić z niego coś więcej niż tylko Wolvie v 2.0. Intryga miodzio. A Oscar za Najlepszą Drugoplanową Rolę Męską przyznaję wystającej z gruzu przez dwie strony ręce Lestera. Jeśli o mnie chodzi - two thumbs up!

Dark X-Men Beginning #3
straznik: Namor chce trofeum, a czego chce Emma? Do tego wiadomo, kto jest profesorkiem, oraz miło, że jednego 'ptaszka', i to calkiem ładnego, nie udało się złapać. Nie wiem, jak to się stało, że panienka sobie ot tak wyszła, bo przecież wszystkie oprychy i supersojusznicy Normana raz na jakis czas muszą się wyłączyć, by nie było za wiele dobrego. Ogolnie podsumowujac serię, historyjki są miłe i przyjemne, ale nie wiem, czy trzeba było poświęcić temu 3-odcinkową serię.

Sc0agar4k: Dark X-Men Origin zakończony i jak widać, nie każdy dał się przekonać :). U Namora dużo rozmów, Mystique pokazała, jaka jest niebezpieczna (ilość czekającego wojska mówi wiele). No i na koniec jedyna porażka Osborna w formowaniu swoich X-Men. Lekka, przyjemna lektura.

Fantastic Four
#570
c
Demogorgon: No, no, Hickman nie zawodzi. Co prawda miałem nadzieję, że wśród tajemniczych osobników z alternatywnych światów będą też inne osoby niż same Richardsy, ale mimo wszystko grupa bardzo mnie zaintrygowała. No i Hickman potrafi tworzyć intrygujące alternatywne rzeczywistości, co dobrze rokuje na przyszłość. Ciekawy jest też wątek z synem Wizarda, mam wrażenie, że coś jeszcze z niego wyniknie.

Undercik: Hickman! Nareszcie przeczytałem bardzo dobry numer w tym ongoingu. Spodziewałem się tego już po świetnej mini opatrzonej logiem Dark Reign. Scenarzysta nie zawodzi i czuję, że może wyprowadzić pierwszą rodzinę Marvela na dobre tory. Jedyny mankament, jaki mam do tego numeru, to wygląd Reeda. Zauważyłem to już w zajawce, która pojawiła się jakiś czas temu. Nie tak sobie wyobrażam Mr. Fantastica. Mimo to jestem zadowolony i czekam na więcej.

Krzycer: Była kiedyś krótka historyjka o międzywymiarowej radzie Spider-Manów, ale to był dowcip w obrębie jakiegoś większego zbiorku. Tak czy inaczej nie potrafię na poważnie podejść do przedstawionego tutaj Kółka Wzajemnej Adoracji Reeda Richardsa. Za to podoba mi się to, jak autor opisuje relacje Reeda z dziećmi.

Guardians of The Galaxy vol. 2
#17
Demogorgon: Ten numer to niemalże dodatkowy epilog do War Of Kings, który rozłożył mnie na łopatki. Nie będę uciekał się do spoilerów, powiem tyle - choć od dawna to sugerowano, ostatnie strony zaskoczyły mnie niemal tak, jak pojawienie się Hiszpańskiej Inkwizycji, zwłaszcza w porównaniu z całą resztą numeru, która iskrzy akcją i humorem, szczególnie w scenach z Maximusem i Grootem. Numer tygodnia.
Krzycer:
Absolutnie genialne. Jeśli można by się do czegoś przyczepić, to do zastraszającej, niemal claremontowej ilości tekstu wyjaśniającego, co się dzieje, ale rozumiem, że ratowanie wszechświata za pomocą kosmicznej magii napędzanej siłą wiary mogłoby być ciężko przedstawić wyłącznie za pomocą obrazków.
A zresztą wynagradzają nam to takie perełki, jak team-up Maximusa z Grootem (nie mówiąc o rewelacyjnej, nieprzewidywalnej końcówce).
Szkoda tylko, że seria ma ostatnio pecha do rysowników. Drax co chwila wygląda jak ork - no i Szop zaskakująco często chodzi na czterech łapach w tym numerze.
W każdym razie jest genialnie, czekam na ciąg dalszy i powrót Gamory.


dIncredible Hulk #601
Demogorgon: No proszę, nie spodziewałem się niczego ciekawego, a dostałem niezłą rzecz. Oryginalne podejście do Bannera, dobre wykorzystanie Skaara, który wreszcie zaczyna być sensowną postacią, i zapowiedź bijatyki z Juggernautem. To mi się podoba. No i rysunki się poprawiły, lekko co prawda, ale zawsze coś, teraz aż tak nie kłują po oczach.
Undercik: Drugi w tym tygodniu powrót po dłuższym czasie do dobrego poziomu. Tym razem u Hulka. Od Planet Hulk nie wyszło nic dobrego z Sałatą. W końcu zostało to zrekompensowane. Przy okazji jestem miło zaskoczony warstwą graficzną. Do tego Skaar został dobrze wykorzytany.
Black Bolt: Pak nie zawodzi i Hulk bez Hulka czytelny jest i to z przyjemnością. Banner mocno kozaczy, a jak Olivetti czasem narysuje jakąś minkę, to się człowiek szczerzy od ucha do ucha :O
Zdradzono też 6 z 8 najmądrzejszych osób na świecie wg Marvela i wybór ze dwóch z nich jest dość dyskusyjny. A dokładając jeszcze tego Pythagorasa Dupree z zapowiedzi, to zostaje nam tylko jedno miejsce w tej czołówce geniuszy, a cała reszta ma być od nich głupsza.
A historia dodatkowa z nową She-Hulk równie głupia, co jej wszystkie dotychczasowe występy.
Jak się pojawiają takie postacie jak She-Abomination, She-Zzzax i She-Glob, to aż szczena opada. Na szczęście się tak nie nazywają, a ich lider daje jakieś nadzieje, że coś z tego będzie.
Krzycer:
Dobre! Jeśli tylko duet Skaara z Bannerem zyska trochę dynamiki podobnej do tej, którą mają Herc z Cho, to może być świetnie. Potencjał jest.
Na plus wychodzi też to, że poza jednym kadrem z Sue nie występują tu kobiety i Olivetti nie musiał utrudniać życia kolorystom (którzy zazwyczaj muszą malować je na wszystkie kolory tęczy, byle tylko czymś się od siebie różniły).


Ms Marvel vol. 2 #44
Krzycer:
Tsk. Dostajemy tu kilka odpowiedzi, na które, powiedzmy to sobie szczerze, nie było trudno wpaść - i nic poza tym. Więc trochę zaczęło mi się w pewnym momencie dłużyć.
Na szczęście rysowane panie nadal są śliczne.

New Avengers #56
Demogorgon: No pięknie. Jak Bendis zamierza z tego wybrnąć, pozostaje dla mnie zagadką. Czyta się nieźle, naprawdę zacząłem martwić się o los naszych bohaterów - co się komiksowi chwali - i z chęcią zobaczę co dalej. A rysunki też są dobre - Immoen nie zawodzi.
Krzycer:
Dobre, ale zastanawiam się, czy Bendis wie, co robi, lekką ręką wprowadzając urządzenie, które selektywnie pozbawia wszystkich mocy - nieważne, magicznych, mechanicznych czy jeszcze innego pochodzenia...

Nova vol. 4 #28
Demogorgon: Szybkie zakończenie w niezłym stylu udziału korpusu w wojnie, sprytnie zostawienie na inną okazję postaci, którym Gladiator chciałby zrobić krzywdę i rozpoczęcie pracy nad nowymi wątkami - dobry numer, bardzo pozytywny i sympatyczny. Patrząc na to i Guardiansów, Realm Of Kings zapowiada się świetnie.
Krzycer:
Negocjacje Richiego z Blastaarem - mistrzostwo świata! A oprócz tego mamy wyznaczony nowy kierunek na przyszłość. I jeszcze to wszystko zostało ładnie narysowane. Czego więcej chcieć?
Sc0agar4k: Podczas czytania rozmowy Ridera z Blastaarem, przepraszam, Królem Blastaarem :D, przypominała mi się scena z GoG #7: Peter Quill i jego: "&@#$! Blastaar?!" Tutaj też uśmiałem się podczas czytania. Nowy skład ustabilizowany, no i kolejna niewiadoma pojawiła się na horyzoncie. Bardzo dobry numer.

Runaways vol. 3 #13
Demogorgon: Przeczytałem i...nie łapię, co tu się dzieje. Chase prawdopodobnie zabija człowieka i wszyscy zbywają to kilkoma słowami, nikt nie zauważył, że Old Lance wyparowała, a w garażu stoją cztery żaby. W porównaniu z poprzednimi dwoma numerami ten jest jednym wielkim rozczarowaniem.
Misiael:
Babski komiks się z tego zrobił, aż czuję, jak mi testosteron spada. Komiks co do jednej tworzą przedstawicielki tej teoretycznie lepszej i praktycznie piękniejszej połowy ludzkości. Czy wyszło mu (komiksowi) to na zdrowie? Ryzykując posądzenie o seksizm powiem, że nie bardzo. Ale po kolei.
Pojawienie się wujcia Steina wieńczące poprzedni komiks sugerowało nagły skok akcji. Niestety, nie wyszło, starszy Stein pęta się pod nogami, coś tam wprawdzie smęcąc, ale... Leapfrog w drzazgach. Z tego mogło wyjść coś ciekawego, ale kiedy tylko okazało się, że "Żaba" już nie zakumka, dobry wujek "Kołek" Stein wyciąga z rękawa cały garaż innych mechanicznych płazów. Zamiast spodziewanych wyrazów wdzięczności, czeka go jednak zamknięcie w cybermagicznej skrzynce przez nieufnego Chase'a.
Co jeszcze? Namiętny pocałunek Nico i Chase'a - kolejnego marvelowego bohatera, któremu w ekspresowym tempie urosły cojones - choć jeszcze numer temu ta dwójka nic do siebie nie czuła. Zrobienie z Chase'a maczo - kolejna wtopa. Niestety, Immonen nie udźwignęła ciężaru serii. Szkoda, że od projektu odsunięto Moore'a - szło mu całkiem nieźle, a skrzyżowanie zombie, Frankensteina i tłumu przechodniów z historii "Rock Zombies" mógłbym mu jeszcze darować. Pani Kathryn, w moim mniemaniu, nie czuje klimatu tej serii, historia dzieciaków na mega-gigancie nie ma takiej siły nośnej, co numery Vaughana. Nie spodziewałem się co prawda tak wysokiego poziomu, ale jestem zawiedziony.
Nie chcę jednak bez przerwy sarkać na ten komiks. Runaways mają duży potencjał, przy czym są nieco z boku uniwersum, nie goszczą w innych seriach. Roszady związane ze składem zespołu są oszałamiające - na przestrzeni nie tak przecież długiej historii Uciekinierów skład zmieniał się dosłownie co chwila. Daje to słodką niepewność, czy i kto odpadnie następny, kto dojdzie... Na przestrzeni historii "Homeschooling" zapowiadano powrót jednej postaci i, niejako w zamian, śmierć innej. Ta druga nastąpiła już, co do tej pierwszej, to wszelkie wątpliwości rozwiewa przejrzenie okładek dalszych numerów. Mam szczerą nadzieję, że nowa scenarzystka znajdzie tę nutę, która tak poruszała nas w poprzednich historiach.
Warstwa graficzna jest... dyskusyjna. Rysunki nie powalają, ale i nie odstraszają. Mimice twarzy bohaterów brakuje ekspresyjności, czasem szwankują proporcje i anatomia. Kolorystka natomiast spisała się brawie dobrze. Jak dla mnie jest zbyt dużo głębokich cieni, sprawia to, że na co drugiej stronie wpatrujemy się w bure plamy.
Podsumowując... Cholera, nie wiem. Z jednej strony nie bardzo podoba mi się, że Immonen zmienia serię dla inteligentniejszej, wrażliwszej młodzieży w romansidło, z drugiej - to wciąż Uciekinierzy. Nawet, jeśli zaczynają śmierdzieć "Zmierzchem".
6-/1
0
Krzycer:
Tsk. Po poprzednich numerach pani Immonen byłem przekonany, że Uciekinierom wreszcie się poszczęściło. Teraz sądzę, że byłem w dużym błędzie. Z ostateczną oceną trzeba poczekać, aż ta historia się skończy...

X-Force vol.3 #18
Demogorgon: Akcja się rozkręca i to w ciekawym stylu. Z wątków zaczyna wyłaniać siecoś ciekawego, a powrót Kimury zwiastuje, że będzie krwawo. No i Necrosha w tle.

Krzycer: Lubię Surge i Helliona, więc kamień spał mi z serca, ale przed Messiah War byłem święcie przekonany, że przynajmniej jedno z porwanej trójki (a właściwie "jeszcze jedno z porwanej trójki", bo wtedy byłem również przekonany, że Boom Boom jest martwa na dobre) skona. Czyżby Kyle i Yost miękli?
Bo to, że znęcają się nad X-23, to w sumie nic, ona się przecież regeneruje...




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2009.08.26


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny:Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.