Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #88 - Hulk vol. 1: Red Hulk! TPB

hulkredhulk.jpgHulk vol. 1: Red Hulk! TPB

 

Scenariusz: Jeph Loeb
Rysunki: Ed McGuinness
Okładka: Ed McGuinness

Liczba stron: około 160
Cena: $19.99

Zawiera: Hulk vol. 2 #1-6 oraz reprint historii dodatkowej o Hulku z Wolverine vol. 3 #50

 

 

Demogorgon: Okres, gdy przygody Hulka pisał Peter David to niekwestionowana złota era tej postaci. Przez lata po jego odejściu scenarzyści próbowali z lepszym lub gorszym skutkiem zbliżyć się do poziomu, jaki wtedy reprezentował zielony olbrzym. Bardzo blisko znalazł się Greg Pak, twórca Planet Hulk i Word War Hulk, epickich historii, które prezentowały nowe, oryginalne podejście do postaci, łącząc klasyczny typ historii z nietypowymi elementami. Jego run zakończył się w sposób dający bardzo dużo możliwości. Marvel postąpił więc tak, jak postąpiłoby każde duże wydawnictwo na jego miejscu. Rozwalił wszystko w drobny mak, złożył w ofierze całopalnej w świątyni status quo i głupoty, a popiół zalał cementem. A zrobił to bardzo utalentowanymi w tej robocie rękami Jepha Loeba.

Zaraz gdy ogłoszono start nowego ongoingu Hulka, zrobiono to z okładkami przedstawiającymi nową postać - czerwonego Hulka. Wywołało to spodziewaną reakcję - ludzie zaczęli się głowić nad tym, kim jest ten gość. Pierwsze sześć numerów nie tylko nie przyniosło na to odpowiedzi, ale jeszcze zniechęciło do zadawania pytań. Fabuła zaczyna się od śledztwa w sprawie zamordowania Abominationa. Wiemy, że dokonał go Red Hulk, ale nie wiemy, kim on jest, ani z jakiego powodu zabił. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale czy myśmy już tego gdzieś nie słyszeli? Na przykład w Batman: Hush albo Batman: Dark Victory, albo Batman: The Long Halloween? Tak, tam było dokładnie to samo! No, takie rzeczy się zdarzają, może Loeb nie czytał tych historii… A przepraszam, zapomniałem. To on je wszystkie napisał. Tak jest, główny wątek tej historii jest zerżnięty z komiksów, które Loeb napisał dla DC. Śledztwo prowadzą generał Ross, Doctor Samson, Tony Stark i She-Hulk, co jest dziwne, bo tych dwoje ostatnich powinno ze sobą nie rozmawiać w tamtym czasie. Loeb ma jednak to do siebie, ze jeżeli coś mu się nie podoba w obecnym continuitty, po prostu to ignoruje. Co naprawdę potrafi wkurzyć, kiedy na scenę wchodzi zielony Hulk. Oczekujemy inteligentnego wojownika, mistrza taktyki, kosmicznego Conana Barbarzyńcy, a dostajemy "Hulk być Hulk". Tak jest, zielony został cofnięty do poziomu idioty, a multum możliwości jakie dawał jego intelekt spuszczono w kiblu. Cała fabuła nawet nie tyle jest naciągana jak guma do majtek, przez co nie trzyma się kupy.

No i jest jeszcze robaczywa wisienka na tym zgrzybiałym torcie. Red Hulk. Nie wiemy, kim on jest i szybko przestaje nas to obchodzić. Tego gościa nie da się lubić. Jest potwornym przepakiem, który tłucze Thora jego własnym młotem i palantem, zdolnym zajrzeć Watcherowi pod togę, zaraz po pobiciu go. Z każda kolejną stroną mamy go coraz bardziej dość. Jest jak kwintesencja definicji superbohatera według roba Liefelda - brakuje mu tylko naramienników i "Blood" w ksywie.

Rysunkami zajął się Ed McGuiness, dobry artysta, który nie zawiódł - postacie narysowane są ładnie, a jego lekko kreskówkowy styl pasuje do klimatu. Muszę przyznać, że szkoda mi go na tego typu badziewie - o ile lepiej patrzyłoby się na jego rysunki, gdyby zdobiły ciekawą, sensowną historię, wartą zilustrowana.

Jako bonus mamy tu również krótką historyjkę z Wolverine'em, do zignorowania, jak całość tego badziewia.

Ten komiks ssie. Rysunki są niezłe, ale fabuła to jeden wielki blok głupoty i skończonych kretynizmów. Nie jestem przeciwnikiem drastycznych zmian w życiu bohatera. Ale powinny one być poparte porządnym warsztatem i logiczną fabułą. Tu nie uświadczymy żadnej z tych cech. Stanowczo odradzam zakup tego komiksu. Nic nie usprawiedliwia wydania pieniędzy na ten ładnie narysowany, ale mimo wszystko potwornego aktu gwałtu na wspaniałej postaci. Przecież podpałkę do grilla można kupić o wiele taniej w prawie każdym sklepie. Jeśli chcecie kupić komiks o Hulku, polecam te autorstwa Grega Paka i Petera Davida. A tego chłamu nie kupujcie, choćby przystawili wam pistolet do głowy!

 

 

Foxdie: Jeph Loeb to człowiek o niespotykanych zdolnościach. Kiedy myślisz, że już gorzej być nie może on za każdym razem udowadnia, że byłeś w błędzie. Kiedy myślisz, że poziom pisarski danego autora ma swoje dno, on z każdym nowym scenariuszem udowadnia, że byłeś w błędzie. Kiedy myślisz, że są wątki których nie da się zniszczyć, on udowadnia, że po raz kolejny byłeś w błędzie. Jeph Loeb to człowiek, który udowadnia, że nie ma takiej postaci, tytułu czy historii której nie da się zatłuc, zakopać, a później odkopać i ponownie zatłuc.

 

Nie inaczej jest w przypadku omawianego TPB, w którym szukanie pozytywów może być równie trudne jak igły w stogu siana i kto wie, czy zadanie z igłą nie okazałoby się łatwiejsze. Zapomnijcie o wstępie, rozwinięciu i zakończeniu, gdyż historia ta nie trzyma się żadnych reguł. Zaczyna się niby szokująco od morderstwa jednego z arcywrogów Hulka, ale chwile przed tym następuje rekonstrukcja zdarzeń dokonana przez powstałe na prędce CSI by S.H.I.E.L.D., w skład którego wchodzą She Hulk, Samson, generał Ross i Iron Man. W międzyczasie pojawia się jeszcze rosyjska grupa specjalna, z którą wywiązuje się bezsensowna walka, naprawdę bezsensowna. Później do tego worka z "tysiącem pomysłów" co jakiś czas dorzucane są kolejne postacie zarówno z uniwersum Hulka, jak i całego Marvela. Pseudo akcja w tej pseudo fabule toczy się wokół nowego czerwonoskórego Hulka, który zdaje się być bardziej niezniszczalny niż oryginalny Hulk w połączeniu z Juggernautem i zapożyczonym od konkurencji Doomsday'em. Na dodatek jest na tyle cwany, że wykombinował jak podnieść młot Thora, istny geniusz! Żeby było jeszcze śmieszniej koniec trade’a ciężko nazwać końcem historii w niej zamieszczonym, ale jak coś nie ma nawet sensownego początku, to nie wypada wymagać zakończenia. O mini historii z Wolverine vol. 3 #50 nawet nie warto wspominać.

 

Nawet rysunki nie bronią tego trade'a. Przerośnięte postacie głównych protagonistów i antagonistów, czy dwustronicowe panele, na których nie ma nic poza okładającymi się po gębach Hulkami, gdzie każdy jest wielkości jednej strony kompletnie do mnie nie trafia. Starałem się odnaleźć chociaż pojedyncze kadry, które można by nazwać fajnymi, ale nawet She-Hulk i jej green boobs w wykonaniu McGinnessa nie cieszą.

 

Niewątpliwym fenomenem tego tytuł jest fakt, iż pomimo tak niskiego poziomu historii pozbawionej jakiejkolwiek logiki, czy dialogach płytkich niczym wysychająca kałuża, jest on nie tylko wciąż kontynuowany, ale sprzedaje się w całkiem niezłych ilościach. Wszystkie błędy scenarzysty dałoby się wybaczyć, gdyby seria ukazywała się w imprincie Marvel Adventures, czy jakimkolwiek innym wyrwanym spoza głównego uniwersum i najlepiej z adnotacją "do lat 12". Jednak tak niestety nie jest, dlatego odradzam każdemu czytelnikowi wydawanie pieniędzy na ten koszmar spod ręki Loeba.

 

 

LTminus.jpg

 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.