Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #87 - Ultimates 3: Who Killed The Scarlet Witch TPB

Scenariusz: Jeph Loeblt87.jpg
Rysunki: Joe Madureira
Okładka: Joe Madureira
Cena: $19.99
Zawiera: Ultimates 3 #1-5


Crov: Szekspir napisał kiedyś sławną sentencję, która mówiła coś o tym, że na Ziemi są rzeczy, o których się nawet filozofom nie śniło. Trudno się z tym nie zgodzić. Przyglądając się otaczającemu światu łatwo można dostrzec, że na naszej planecie istnieją trzy podstawowe niezgłębione tajemnice: kobiety, sekrety diety chupacabry i kariera Jepha Loeba. Dziś poniekąd zajmiemy się oczywiście tą najważniejszą, dotyczącą scenarzysty "Commando".

Najsłynniejszymi dziełami Jepha Loeba są Batman: Long Halloween razem z Batman: Dark Victory oraz "kolorowymi Marvelami", w których skład wchodzą m.in. Spider-Man: Blue i Daredevil: Yellow. Właściwie wszystkie te komiksy sięgają początków znanych superbohaterów – niekoniecznie przedstawiając samo ich powstanie, ale prezentując jakąś ważną historię z początków ich trykociarskiego hobby. Trudno odgadnąć, jak to się stało, że komiksy te stały się popularne i ciepło przyjęte przez krytykę. Niektórzy twierdzą, że pozytywny wpływ na jego twórczość miała współpraca z dość oryginalnym komiksowym artystą, Timem Salem. Trudno się z tym nie zgodzić. Właściwie żaden inny twór Loeba nie był równie zdatny do czytania.

Problem w tym, że Ultimates 3 nie rysuje Tim Sale.

Poprzednie dwie serie Ultimates cechowały się realizmem, efektownymi, ale przemyślanymi scenami akcji i postaciami, które nie sprawiały wrażenia wyciętych z tektury. Z jakiegoś powodu Jeph Loeb stwierdził, że dobrze sprzedający się i uwielbiany przez fanów komiks potrzebuje kompletnej zmiany. Uznał, że to czego potrzebują czytelnicy to... powrót lat 90-tych!

Specjalnie dlatego komiks rysuje Joe Madureira, który swoim stylem od razu przywołuje na myśl erę wielkich cycków i mięśni. Momentami wydaje się, że nową super-zdolnością bohaterek jest balansowanie piersiami i nie bicie się nimi po twarzy. Co prawda plusem Madureiry jest to, że jego styl jest dynamiczny i w gruncie rzeczy przyjemny dla oka – niestety kolorysta zapił i czasem jest raczej szaroburo. Sęk w tym, że styl Madureiry nie pasuje do Ultimates – jest zbyt kreskówkowo-mangowy i nierealistyczny. Zwłaszcza po tworach Bryana Hitcha z poprzednich serii dysonans jest ogromny.

Rysunki to i tak nic przy Jephie, któremu poświęciłem wcześniejszą część recenzji. Jeph po prostu nie potrafi pisać. W jego scenariuszach brak klimatu, polotu i jakiegokolwiek "mięcha". Zwykle każda scena to scena, która albo ma pełnić zadanie łopatologicznego wytłumaczenia czytelnikowi co się działo, albo scena nastawiona na szok, która nie szokuje, ponieważ nie było żadnego przygotowania i żadnego budowania atmosfery.

Mark Millar, scenarzysta poprzednich dwóch serii Ultimates, w subtelny sposób budował trochę dziwaczne, trochę nieprzyjemne uczucie towarzyszące nam za każdym razem, gdy na kadrach pojawiali się Quicksilver i Scarlet Witch. Coś było na rzeczy w tym rodzeństwie, ale nie można było powiedzieć, co. Domniemano, że oni kochają się, jednak nie jak rodzeństwo, ale jak normalna para. Loeb postanowił, że subtelność i niedopowiedzenie jest do bani – walnął nas łopatą prosto w łeb i powiedział wprost: "Scarlet Witch i Quicksilver się bzykają." Chociaż w sumie nieprzyjemne uczucie pozostało, kiedy okazało się, że wszyscy z Ultimates o tym wiedzą i to akceptują i tylko "staromodny" Steve Rogers jest zły.

Hawkeye, którego rodzina została zamordowana w poprzedniej serii, biega teraz w obcisłym, niepraktycznym stroju z wielkim celownikiem na czole... abstrahując od nawiązania do klasycznego złoczyńcy, Bullseye'a, ma to symbolizować, jak bardzo Hawkeye ma w nosie życie. Ale dla Loeba nawet jego własne, tandetne pomysły są zbyt subtelne. Więc prezentuje nam taki dialog, który wymaga głębszego zastanowienia:

Hawkeye szarżuje na Venoma.


WASP: Hawkeye! Poczekaj na wsparcie!
HAWKEYE: Walić to!
WASP: Zabijesz się!
HAWKEYE: No i...?

Ciężko byłoby mi pisać o wszystkich tandetnych momentach i głupotach w tworze Loeba. Wspomnę tylko o scenie zabójstwa Scarlet Witch. Wielki, granatopodobny pocisk o średnicy kilku centymetrów zostaje wystrzelony w jej stronę (jak się później okaże: kierował się DNA i był ustawiony, żeby zabić osobę o DNA Scarlet Witch!), więc jej ukochany – Pietro AKA Quicksilver - chce ją ochronić. Łapie pocisk w rękę, ale pocisk przeszywa jego dłoń na wylot i trafia Wandę. Co robi Pietro? Właściwie nic. Łapie siostrę i lamentuje. Nie dlatego, że ma w dłoni dziurę o średnicy KILKU CENTYMETRÓW, ale dlatego, że siostra umiera. Jak potem poradzil sobie z tą dziurą? Ano zwyczajnie – zabandażował... Trzeba koniecznie wspomnieć o cameo dr Donalda Blake'a (alter ego Thora z regularnego uniwersum Marvela). Pojawia się na moment, tylko po to, żeby zrobić Wandzie oddychanie usta-usta i stwierdzić, że umarła. Bo wcześniej najwyraźniej nie domyślił się, że usta-usta nie pomogą, kiedy właśnie zostało się postrzelonym POCISKIEM O WIELKOŚCI PIŁKI DO BEJSBOLA.

I to wszystko w samym pierwszym numerze. Później pojawia się coraz więcej znanych bohaterów, tylko po to, żeby się pojawić (ot, np. Spider-Man ma kompletnie bezsensowne starcie z Hawkeyem), historia ma jeszcze mniej sensu, jest jeszcze mniej interesująca, a dialogi za to robią się jeszcze bardziej tandetne i żenujące.

Na pewno pytasz się siebie, czytelniku: kupić to, czy nie? Jeżeli chcesz się pośmiać, to możesz to kupić, ale naprawdę szkoda czasu. Dla mnie, wielkiego fana Ultimates Millara i Hitcha, był to śmiech przez łzy. Niestety, Ultimates 3 się sprzedało, a Loeb dalej pracuje dla MARVELa, niszcząc dalej świat Ultimate (właśnie skończył crossover Ultimatum i będzie pisał następnych Ultimates) oraz Hulka z regularnego uniwersum.

Jakim cudem Jeph Loeb nadal rozwija swoją karierę i pracuje jako scenarzysta? Trudno powiedzieć. Wiem na pewno, że to nie ze względu na jego umiejętności pisarskie.

Nie dotykaj tego komiksu. Proszę.


Gamart:

"Totally uncool" – Valkyrie

Ultimates Marka Millara i Bryana Hitcha jest jednym z najlepszych komiksów, jakie w życiu czytałem. Świetnie rozpisane postacie z charakterem, lt87a.jpgwartka akcja, wszystko składające się w logiczną całość i podsycone ogromną dawką innych niesamowitości. Wszystko to przeniesione na karty komiksu przez Bryana Hitcha stanowi arcydzieło komiksu superbohaterskiego, które będę czytał jeszcze wiele razy. Jednak to nie miejsce na nadmierne ekscytowanie się pracą Millara, zajmę się natomiast tym "czymś", co przedstawił nam Jeph Loeb w kontynuacji przygód zUltimatyzowanych Avengers.

O tym, że Loeb nie ma szans, aby poziomem dorównać Millarowi, było wiadome od pierwszych zapowiedzi. Szczerze jednak, w największych koszmarach nie spodziewałem się tak katastrofalnej kontynuacji. Historia Loeba zaczyna się od tego, że ktoś upublicznił video z igraszkami martwej w tym momencie Black Widow i Starka. Jest seks, jest fajnie. Jednak to nie jest ważne [niestety], ponieważ na końcu numeru Scarlet Witch zostaje zamordowana przez nieznanego osobnika monstrualnie wielkim nabojem i ta właśnie sytuacja będzie wyjaśniana w następnych numerach, a jej konsekwencje doprowadzą do Ultimatum, które zakończyło w pewien sposób imprit.

Sam pomysł wydaje się dosyć ciekawy, jednak jest napisany po prostu okropnie. Już na samym początku Loeb raczy nas wypranymi ze swoich charakterów postaciami. Świetna sytuacja wyjściowa z Clintem Bartonem, którego rodzina została zamordowana, zamienia się w swoista parodię. Loeb chce go kreować na "cool" postać, nad którą wisi "życzenie śmierci" [taa, normalnie Charles Bronson z łukiem], jednak jest to zrobione w tak nieudolny sposób, że po prostu czuje się w piersi dziwny ucisk, czytając dialogi tej postaci, szczególnie te ze Spider-Manem czy Loganem. Podobnie jest z resztą postaci, która zamiast ultimatyzowania zamienia się w swoje wersje z uniwersum 616. Naprawdę kłują w oczy takie zabiegi, jak Iron Man występujący w swojej oryginalnej zbroi, Scarlet Witch w stroju z 616 czy Thor z oryginalnym Mjolnirem mówiący po staroangielsku. Oczywiście jest to w jakiś sposób wytłumaczone, ale zabija w pewnym stopniu świeżość tego uniwersum, w którym chcemy przecież oglądać nowe rzeczy. Nie będę już nawet wspominał Steve'a Rogersa, który wcześniej był niezwykle inteligentnym facetem, a tu wychodzi na pajaca, którego jedyną rolą jest bycie reliktem przeszłości. Kreacja postaci po prostu leży i piszczy jak agenci HYDRY po spotkaniu z Deadpoolem.

Może jednak fabuła wzbudza zainteresowanie na tyle, że da się zapomnieć o całkowicie wypranych ze wszystkiego postaciach? Nie, niestety. Akcja jest wartka, ale przy tym żenująca. W tych kilku numerach Loeb zdążył wprowadzić całe Savage Land, Ka-Zara, Shannę, Magneto czy Ultrona. Każda z tych postaci jest materiałem na wielką oddzielną historię, a wymieszani tutaj stanowią po prostu niesmaczne danie. Żeby jeszcze Loeb potrafił zaskoczyć dialogami. Niestety, to nie Bendis, który nawet w komiksach, gdzie akcja trochę siada, potrafi zaciekawić zwykłymi rozmowami bohaterów o głupotach. Tutaj dostajemy mnóstwo one-linerów i pseudocool tekstów. Widać niestety, że Loeb to scenarzysta starszej daty i takie siłowanie się na pisanie komiksów dla nastolatków po prostu mu nie wychodzi, a komiks zmierza w stronę parodii.

Można jednak znaleźć w całości jeden pozytyw, który nazywa się Joe Madureira. Rysownik znany ze swojej pracy przy Uncanny X-Men w latach '90 wprowadził do serii całkiem ciekawe rysunki, stylizowane, jak zawsze, na mangę. Nie jest to co prawda coś bardzo dobrego, bo niestety z daleka widać w tym lata '90 i przerost wielkich piersi nad treścią, ale potrafią w jakiś sposób ukoić wypociny Loeba.

Podsumowując. Komiks jako oddzielna historia, bez wcześniejszej pracy Millara byłby tylko żenujący i można by po prostu przejść obok niego obojętnie. Niestety jest to kontynuacja, która po prostu niszczy misternie budowany przez kilka lat plan poprzedniego scenarzysty. Do tego prowadzi do jeszcze słabszego Ultimatum. Odradzam czytanie i polecam wrócić znów do Ultimates, ale tych wcześniejszych. Prawdziwych.

LTminus.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.