Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #86 - The Amazing Spider-Man vol.1: Coming Home TP

The Amazing Spider-Man: Coming Home TP lt_86.jpg

Scenariusz: J. Michael Straczynski
Rysunki: John Romita Jr.
Okładka: J. Scott Campbell
Liczba stron: 152
Cena: $15.95
Zawiera: The Amazing Spider-Man vol. 2#30-35

Dodatki: Szkice autorstwa J. Scotta Campbella.

 

Demogorgon: Co byś zrobił, gdyby tajemniczy, znający twoją sekretną tożsamość starzec o mocach identycznych z twoimi, zakwestionował wszystko, co o nich wiesz i zaproponował, że ocali cię przed najpotężniejszym przeciwnikiem, z jakim kiedykolwiek przyszło ci się zmierzyć? To właśnie przydarzyło się pewnemu przyjacielskiemu Pająkowi z sąsiedztwa.

Run J.M. Straczynskiego zapisał się wielkimi literami w historii Spider-Mana. Wielu uwielbia jego świetne historie, inni zaś opluwają go za to, że miał odwagę ruszyć święte krowy, jakie w ciągu czterdziestu lat namnożyły się wokół postaci. Już w swojej pierwszej historii sprawił, że banda tak zwanych purystów zaczęła nawoływać do spalenia głównej siedziby wydawnictwa do fundamentów (nie żeby robili to w każdą środę od czasu, jak Stan Lee przestał tworzyć). JMS bowiem zakwestionował genezę mocy Petera, sugerując, że mogą one mieć źródło nie w radioaktywności, a w tradycji totemicznej. Nie rozumiem za bardzo, o co właściwie chodzi purystom - nie jest to w najmniejszym stopniu ważną rzeczą, bo to nie moc definiuje Spider-Mana. To, co czyni go bohaterem, jakiego kochamy, to jego silne poczucie odpowiedzialności, które ta historia ukazuje z praktycznie wszystkich stron. Widzimy tu Ezekiela, który jest dokładnie tym, kim stałby się Peter, gdyby śmierć wujka Bena nie pchnęła go na drogę pomocy potrzebującym. Mając takie same zdolności jak nasz bohater, wykorzystał je dla wzbogadzenia się - tylko po to, by na stare lata dręczyły go wyrzuty sumienia, że nic nigdy nie zrobił dla świata. Odkupienia swojego dawnego egoizmu szuka poprzez ocalenie Spider-Mana przed Morlunem - złowrogim osobnikiem, który od tysiąca lat żywi się siłami witalnymi ludzi o zwierzęcych supermocach. Morlun to prawdopodobnie jeden z najlepszych wrogów Spider-Mana od czasów Venoma. Mimo urody i elegancji u każdego, kto kiedykolwiek grał w "Resident Evil" lub "Silent Hill", wzbudzi jednoznaczne skojarzenia z Nemesisem i Piramid Headem. Tak jak oni nie cofnie się przed niczym, ścigając naszego bohatera - nie można go zatrzymać, a jedynie spowolnić, nigdy się nie męczy i przez cały czas milczy, sprawiając, że czytelnikowi dreszcze przebiegają po plecach. Spider-Man nie ma z nim najmniejszych szans, ale nie może uciec ani się schować, bo wówczas Morlun atakuje postronnych ludzi. W ten sposób poczucie odpowiedzialności naszego bohatera zmienia się w parę betonowych butów, które zaprowadzą go prosto ku śmierci. Co jeszcze dodaje grozy, Morlun traktuje to jako naturalną kolej rzeczy - on jest drapieżcą, a Peter ofiarą, nie ma w tym nic osobistego. Temat odpowiedzialności powraca też we fragmentach szkolnych - tak się bowiem składa, że Peter postanowił zostać nauczycielem w swojej dawnej szkole i pomóc dzieciakom, które - tak jak on dawniej - mają pod górkę. To zdecydowanie jeden z najlepszych wątków w tej historii, jak i najlepszych pomysłów Straczynskiego w ogóle. Mam wielki żal do Marvela za sposób, w jaki go zepsuł po odejściu JMS-a od tego tytułu.

Oprawę graficzną stworzył John Romita Junior, twórca mający podobną ilość fanów i wrogów jak Straczynski. Tym razem jestem bardzo zadowolony z jego pracy, przyłożył się o wiele mocniej niż w niedawnych „Character’s Assasination” i „New Ways to Die”, dzięki czemu rysunki są bardzo przyjemne dla oka.

Spider-Man: Coming Home to kawał doskonałej lektury i powiew świeżości, której w komiksach o Spider-Manie nie było od czasu Todda McFarlane’a. Ten komiks może dumnie stać na półce obok „Ostatnich Łowów Kravena” i innych perełek z opowieści o Człowieku Pająku. I jestem gotów bronić tego zdania na ubitej ziemi!

 

Foxdie: Miała być recenzja „Book of Ezekiel”, ale Demo tak namieszał [sorry, na kogoś trzeba zwalić], że wyszło z tego „Coming Home”. Nie zmartwiło mnie to ani trochę, gdyż początek runu Straczynskiego jest równie dobry jak i pozostałe rozdziały, z wykluczeniem „Sins Past” i „OMD", za które i tak winę ponosi Quesada. Zanim JMS zabrał się za restrukturyzację Amazinga, seria znajdowała się w nieciekawej sytuacji. Fani mieli dość nudnych, schematycznych historii, co objawiło się spadkiem sprzedaży głównego tytułu Pajęczaka, i chociaż run JMS-a ma tyle samo zwolenników co i przeciwników, to nie można zaprzeczyć, że dokonał niemałej rewolucji w biografii Petera Parkera.

lt_86a.jpgStraczynski okazał się być scenarzystą z dużymi cojones - na tyle dużymi, iż odważył się podważyć origin Spider-Mana, a nawet nieśmiertelne „with great power comes great responsibility” wuja Bena. Tym samym dodał głównej postaci trochę mistycyzmu i świeżości, której Spider nie zaznał od czasów sprzed Clone Sagi. Spider-Man i jego przeciwnicy jako totemiczne odpowiedniki dzikich zwierząt momentami trącą nawet reinkarnacją. Pytanie za przysłowiowy milion dolarów, które Peterowi zadaje tajemniczy Ezekiel, od pierwszego numeru wywraca wszystko do góry nogami i nie pozwala o sobie zapomnieć. Sam Ezekiel Sims jest przykładem tego, jak mogłoby wyglądać życie Petera, gdyby ten obrał inną drogę.

Dużym sukcesem jest, gdy scenarzysta raz na jakiś czas może wprowadzić kompletnie nową postać, która pozostanie przy życiu dłużej niż jedna lub dwie historie. Straczynskiemu nie tylko udaje się to z jedną, ale nawet z dwiema postaciami za jednym podejściem - i tak oprócz posiwiałego Ezekiela otrzymujemy głównego protagonistę, Morluna. Postać ta okazała się na tyle udana, że ginęła już dwa razy, a mimo to powróciła ponownie, na dodatek nie w świecie Spider-Mana, tylko dotarła aż do Wakandy, gdzie - jak się wydaje - się zapoluje na jej króla.

Rysunki. Któż inny mógłby współtworzyć najlepsze historie w świecie Spider-Mana, jeśli nie genialny John Romita Jr. Już samo jego nazwisko w stopce redakcyjnej powinno wystarczyć za rekomendację. JRJR tylko raz wykazał się słabą formą, i nie był to bynajmniej żaden z numerów ASM.

W tym wydaniu zbiorczym nie zabrakło również dodatku w postaci kilkustronicowego sketchbooka, w którym możemy zapoznać się z twórczością J. Scotta Campbella odpowiedzialnego za okładki do „Coming Home”. Jego prace przypominają stylem trochę wczesnego McFarlane’a i są miłym dodatkiem do całości.

Wydanie to polecam wszystkim fanom Pająka, a zwłaszcza tym, którzy po dłuższej przerwie chcieliby powrócić do jego przygód. Nie ma lepszego startu jak „Coming Home”, po którym śmiało można przeczytać cały run Straczyńskiego, a później… Nie, później jeszcze nic tak dobrego nie wydali.

 

LTplus.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.